Dziennikarka, prezenterka, zawodowa aktorka, ale przede wszystkim kobieta zadowolona z życia. Uwielbia swoją pracę i nie przejmuje się negatywnymi opiniami na swój temat.

W „Pytaniu na śniadanie” partneruje Ci Jacek Rozenek. Jak się wam razem współpracuje?

Rewelacyjnie. Jacek, który ostatnio za sprawą „Tańca z gwiazdami” jest bardzo roztańczony, zaraża mnie pozytywną energią.

Program nadawany jest na żywo od godziny ósmej rano. Zapewne w studiu musisz stawiać się na długo przed nagraniem. Czy masz problemy z wczesnym wstawaniem?

System budzenia mam opanowany do perfekcji. W telefonie ustawiam trzy budziki, na 5:30, 5:40 i 5:45. Dodatkowo nastawiam zwykły budzik na 5:30. Na wszelki wypadek są jeszcze dwie osoby z produkcji, które dzwonią do mnie o 6:30 i sprawdzają, czy przypadkiem nie zaspałam. Rzecz tkwi w czym innym – przede wszystkim trzeba się obudzić na dobre, co wcale nie jest łatwe. Potrzebuję mieć chwilę dla siebie, by wypić kawę i w pełni nabrać przytomności umysłu.

W programie porusza się wiele różnych kwestii. Które z prezentowanych tematów są Ci najbardziej bliskie?

Bardzo lubię spotykać się z ludźmi, więc pasjonuje mnie każdy temat, który zawiera w sobie jakąś fajną ludzką historię. W gościach cenię sobie autentyczność. Szczególnie poruszają mnie tematy, o osobach, które mimo przeciwności losu, nie poddają się i biorą z życia pełnymi garściami. Niedawno gościliśmy hiphopowa, który stracił nogę oraz kierowcę rajdowego po amputacji obu rąk. Cudowne, że panowie nie zrezygnowali ze swoich pasji i dalej robią swoje.

Nie wiem, czy wiesz, ale ktoś chciał Ci zrobić przykrość i założył na face booku profil o nazwie „Iwona Radziszewska nie nadaje się na prowadzącą „Pytania na śniadanie”. Na szczęście z marnym skutkiem, bo polubiło go zaledwie 47 osób. Jaki jest Twój stosunek do tzw. antyfanów?

Nie widziałam tego profilu, ale z ciekawości, chyba zobaczę (uśmiech). Kiedyś w trakcie programu pojawił nam się hejter, który zaczął się źle o mnie wyrażać na czacie. W pierwszej chwili oniemiałam, ale później ktoś dopisał, „że jak ktoś nie ma swojego hejtera, to znaczy, że nie istnieje”. Pozdrawiam, wiec moich czterdziestu siedmiu hejterów (śmiech).

Jesteś dyplomowaną aktorką.

Nie czuję się już aktorką. Kiedyś skończyłam szkołę teatralną i niedługo potem zdecydowałam, iż jednak nie będę pracować w tym zawodzie. Przez dwa lata występowałam w warszawskim Teatrze Ateneum, ale stwierdziłam, że to nie dla mnie.

Jakie czynniki miały wpływ na to, że rzuciłaś aktorstwo?

Miałam wrażenie, że za mało rzeczy zależy ode mnie, a ja lubię mieć wpływ na własną rzeczywistość. Poza tym, to jest zawód, w którym ciągle się na coś czeka, a ja chyba nie miałam w tej kwestii zbyt wiele cierpliwości. Ukończyłam także socjologię. Z powodzeniem odnalazłam się w szeroko pojętych mediach. Oprócz prowadzenia programu, dużo piszę. Dziennikarstwo daje mi więcej możliwości i swobody.

Trudno pogodzić życie rodzinne z pracą w telewizji?

Bywało ciężko, gdy pracowałam na pełen etat, studiowałam i miałam w domu małe dziecko. Teraz jest nieco lżej. W tym momencie mój syn ma piętnaście lat i nie muszę być cały czas przy nim. Czuję się szczęśliwą matką i kobietą spełnioną zawodowo.

Rozmawiała Martyna Rokita

[wzslider height=”600″]


Nie ma więcej wpisów