Sylwia Gliwa od wielu już lat słynie z wyczucia modowych trendów. Aktorka kilka lat temu, m.in. przez magazyn „Elle”, została okrzyknięta ikoną stylu i cały czas niezmiennie zachwyca swoimi stylizacjami na czerwonym dywanie.

Kto stoi za wizerunkiem aktorki? Okazuje się, że nikt! Od dłuższego już czasu aktorka sama się ubiera na wielkie wyjścia i nie korzysta z porad stylistów. Miałam okazję współpracować z wieloma stylistami. To oczywiście duże ułatwienie i spora oszczędność czasu, a grając w codziennym serialu, wychowując dziecko i realizując inne projekty, mam go naprawdę mało. Ostatecznie zawsze coś zmieniałam w przygotowanych dla mnie stylizacjach, zawsze nosiłam je po swojemu. Najczęściej przygotowywałam też awaryjny zestaw ubrań, na wypadek gdyby stylista nie do końca trafił w moje wyobrażenie na temat stylizacji. Zrozumiałam, że najlepiej się czuję, gdy sama wymyślę i przygotuję stylizację. Nie jestem wtedy przebrana, a ubrana. Jestem sobą – wyznaje.

Sylwia Gliwa nie ukrywa też, że czasem zdarza jej się wydać na ubrania naprawdę sporo. Gdy coś mi wpadnie w oko i bardzo mi się spodoba, jestem w stanie długo odkładać i wydać na to konkretną sumę pieniędzy – przyznaje. Aktorka jednak równoważy wydatki na powiększanie garderoby oszczędzaniem w innych dziedzinach życia. Gdy chodzę do restauracji zawsze korzystam z kuponów rabatowych z przewodnika „GoOut”. Sporo dzięki temu oszczędzam, no i mam więcej na modowe szaleństwa – wyznaje.

Sylwia Gliwa najczęściej stawia na polskie marki – m.in. Simple i Beller. Uwielbia też kreacje Mariusza Przybylskiego, Łukasza Jemioła czy Tomasza Ossolińskiego. Często swoje stylizacje przełamuje dodatkami z popularnych sieciówek, m.in. Zary. Mój styl kształtował się przez lata. Zawsze jednak miałam zamiłowanie do wysokiej jakości materiałów. Uwielbiam łączyć ponadczasową elegancję z modnymi dodatkami. Często wybieram na czerwony dywan kobiece sukienki lub klasyczne garnitury. Stawiam na wygodę, czasem – nonszalancję – przyznaje Sylwia Gliwa.

Ciekawe, czym jeszcze zaskoczy nas aktorka na czerwonym dywanie. Z pewnością wkrótce się o tym przekonamy.


Nie ma więcej wpisów