6CyYoou55-o

Agnieszka Chylińska. Artystka. Matka. Piosenkarka. Skandalistka. Zła. Wrażliwa. Juror. Buntowniczka. Mógłbym znaleźć dla niej określenie na każdą literę alfabetu. Bo to baba kameleon. Na oczach milionów Polaków z czegoś obłego, z krzywym zgryzem i kompleksami, które mieliśmy wszyscy, przepoczwarzyła się w Wonder Woman. Super Kobietę. I zachwyca. Bo przez całą karierę pozostała wierna sobie.

 

Kiedy kilka lat temu światło dzienne ujrzała jej płyta „Modern Rocking”, przepełniona współczesnym popem i nowymi aranżacjami, środowisko artystyczne padło na kolana z wrażenia, Zdrowaś Mario, łaski pełna, Pan z Tobą, oto oglądamy egzorcyzm stulecia – Emily Rose Chylińska – ujrzała światło Boże – mówi ludzkim językiem! Cud muzycznej Eucharystii. Po ostatniej solowej płycie, po rozpadzie kultowego O.N.A wszyscy spodziewali się jakiegoś masowego przypierdolenia na pograniczu rozrywającego na strzępy heavy metalu i rocka. Bo Chylińska była „Winna”, „Zła Zła Zła” i „Niczyja” i w jednym z kawałków kazała „wyp*******ć stąd”. Czyli polska G.I.Jane. Na wojnę ze światem, na wojnę ze sobą, na barykady! I środowisko czekało na kolejny krok – a tu Flashdance i Modern Talking. Bo artystka, nie była już pasibrzuchem z kompleksami, które wykrzyczeć chciała wszystkim nauczycielom, hejterom i nie musiała nic, nikomu udowadniać. Oto stanęła przed nami, obmyta z brudów i stygmatów, czysta forma nowej kobiecości.

Polecamy – “Trzy dni temu uratowali mi życie” – szczery wywiad z Moniką Jarosińską

Ponoć co siedem lat, człowiek zmienia się nie do poznania. To właśnie siedem lat minęło od czasu wydania „Modern Rocking”. I nagle, bez zapowiedzi, normalnie polska Beyonce, bez machiny promującej, bez singla, Boże Narodzenie – na Niebo wzbiła się gwiazda w postaci „Forever Child”, trzeciego w dorobku Agnieszki solowego albumu. Chylińska kojarzy mi się trochę z bohaterką z Resident Evil, Alice. Doświadczenie się powiodło, dziewucha uzbrojona w talent do zabijania, rozgramia zombie, tak jak piosenkarka rozgromiła oczekiwania fanów. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem „Królową Łez”, byłem akurat w Polsce i kawa z wrażenia wyszła mi nosem. Nadejszla wiekopomna chwila – przemówiła. Nowy wizerunek, nowy dźwięk, nowe spojrzenie na świat, na miłość, rodzinę, trudność relacji z drugim człowiekiem, na siebie. Nie wiem dlaczego, ale w klipie, wizerunkowo natychmiast skojarzyła mi się z Robyn, albo z dziewczynami z East London. I nagle odżyła we mnie dawna miłość do Chylińskiej. Płytę zdarłem. I wtedy dowiedziałem się, że zagra koncert w Londynie. Czyli wydarzenie, którego nie można opuścić. Szable w dłoń. Kierunek – o2 Forum w Kentish Town.

Polecamy – Sylwester w Warszawie. Agnieszka Chylińska dała czadu!

Nie widziałem nigdy Chylińskiej na żywo. Nie miałem okazji, dlatego z niecierpliwością dziewicy oczekiwałem pierwszego razu, kontaktu z nowym doznaniem. Niestety, okazało się, że nie mam z kim iść. I kiedy tak maglowałem się w domu, zastanawiając, czy iść sam, słuchając ostatniego albumu wokalistki i słów „wszyscy tu jesteśmy miłością, ważne by, nie czekać z czułością”, postanowiłem przywdziać glany i pójść na randkę z samym sobą. I setkami Polaków, którzy czekali przed wejściem. O2 Forum mieści bowiem ponad 2 tysiące osób. I ta sala była nimi nabita. I kiedy tłum zaczął skandować „AGNIESZKA, AGNIESZKA” – wiedziałem, że będzie się działo. Koncert, rozpoczął się z małym opóźnieniem i z kawałkami z „Forever Child”. I to był trans, bo Chylińska jest rockową szamanką. Jest magnetyczna, a dźwięki wydobywające się z jej gardła nie mają konkurencji. Jej prezencja sceniczna jest tak samo wielka jak słynnej Skin ze Skunk Anansie. Ona wrzeszczy, rzuca się, śpiewa, rozmawia z publicznością, która Agnieszkę po prostu kocha. Kiedy śpiewała „Królową Łez”, publiczność doznała zbiorowego orgazmu. Cała sala śpiewa z nami, nabrała nowego znaczenia podczas „Kiedy Powiem Sobie Dość” czy „Nie Mogę Cię Zapomnieć”. W pewnym momencie, w jednym z wielu, gdy artystka rozmawiała z publicznością powiedziała: „Cześć, fajnie tu być, kurwa wracajcie do Polski, Wasi przyjaciele tęsknią za Wami i ja też tęsknię (…) Tylko, kurwa mówcie do mnie po polsku, bo ja nie kumam angielskiego. Dobrze Wam tu?”. I to było zajebiste. Przepraszam, za to „zajebiście”, ale to takie swojskie słowo, które oddaje to, co się wtedy czuje. To są tak zwane „ciary”. Chylińska ma wszystko, co powinna mieć wokalistka – charyzmę, szał sceniczny, gadane, ale przede wszystkim WOKAL. Tak samo szybko jak rozpoznasz wokale Mick’a Jagger’a, Freddie Mercury’ego, Michael’a Jackson’a – tak natychmiast rozpoznasz głos Chylińskiej. To żywa legenda polskiego rocka, polskiego buntu, lat 90-tych i najbarwniejsza chyba kobieca postać na scenie wraz z Kasią Nosowską. Cieszę się, że mogłem być na tej muzycznej mszy. Ten nastolatek we mnie, odżył. I chyba we wszystkich dokoła, bowiem komentarze po koncercie były jednakowe. Ogień. Genialna. Więcej. Jeszcze raz. Bis. Bis też był. Wróciła „dawna” Chylińska.

Polecamy – Kwiatkowski poleciał na Kids’ Choice Awards 2017 – w towarzystwie znanej vlogerki!

Zamknę ten tekst tą „dawną” Chylińską. Co to znaczy „dawna”. Kobieta zmienną jest. W maju świętować będzie czterdziestkę. Tylko idiota spodziewałby się od żony i matki wyśpiewywania smutnych piosenek o życiu, chyba, że to Kasia Kowalska, u niej nawet „Coś Optymistycznego” brzmi jak samobójstwo. Prawdziwy fan dorasta z artystą, rozwija się, zmienia i starzeje. Nie kupiłbym Chylińskiej, gdyby teraz stała nad trójką dzieci i śpiewała jak w O.N.A „Chcę suką być”. Dziecko trzeba przewinąć, a ona na to: „Miłość torturą jest, katem stałam się ja, bo gdy kochasz, to chcesz wyrwać serce i dać”. Mąż chce się kochać, a ona na to: „Nie jestem po to, by Ci pomóc, egoizm trawi mnie, kompleksy jedzą Twoje ciało, ja właśnie żegnam je”. Agnieszka chce się kochać, ale mąż nie ma ochoty: „Na wszystko mówisz nie, więc jeśli nie to nie! Waruj u stóp, mam dosyć już, ostrzegam Cię, smycz krótka jest, gdy szarpiesz się”. 50 Twarzy Chylińskiej? Nie. Dziękuję. Wolę artystkę dojrzałą, która zabierze mnie w podróż ze sobą. Bo nawet krowa nie stoi w miejscu. Drodzy „dawni” fani – ruszcie dupy z zamierzchłych czasów. Czas leci. Szkoda życia.

Chylińska live – chylę czoła. W imieniu fanów – nigdy nie przestawaj nagrywać i tworzyć. Chylińska żywa czy martwa – legenda i ikona polskiej pop/rock kultury.

Ps. Chciałbym tutaj serdecznie podziękować Managerce Agnieszki – Joannie – za wejściówki na koncert w Londynie.

Zobacz również – Agnieszka Chylińska wskazała najważniejsze wydarzenie 2016 roku? Co wybrała?!

 

Tekst: Bartek Fetysz z Londynu

Fot. Screen z Facebook.

Bądź na bieżąco z informacjami o gwiazdach – polub nas na Facebooku!


Nie ma więcej wpisów