Kiedy kilka miesięcy temu, szukałem zaczepienia w polskich mediach (nigdzie mnie nie chcą, bo jestem a) zbyt niszowy b) większości celebrytów nie lubię i nie całuję ich w dupę c) mam czelność żądać wynagrodzenia za swoje teksty), zaproponowałem jednej z redaktorek pewnego portalu, tekst i wywiad z Macy Gray.

Usłyszałem, że ona słuchała jej w liceum i na tym zakończyła swoją muzyczną edukację, a ich czytelnicy, domniemany target, nie będzie wiedział o kogo chodzi. I tu tkwi odwieczny problem w krajowych mediach – albo wychowasz sobie czytelników, albo dla klikania będziesz już zawsze pisał dla debili analfabetów, o debilach analfabetach. Zaproponowała mi wywiad z jedną ze szmaciarek, przepraszam, szafiarek. Uniosłem rąbki godności, ukłoniłem się i podziękowałem. Bo artystyczne dno nigdy nie było moją domeną.

Polecamy – #FETYSZlight: Polskie cierpienie narodu?

    Macy Gray, artystka, przez wielkie A, nigdy nie szła na kompromis. Pierwszy debiutancki album „On How Life Is” sprzedała w ponad dziesięciomilionowym nakładzie, a z tantiem za kawałek „I Try” pewnie mogłaby żyć do końca życia i palić trawę. „Kiedy masz depresję, idź popływać, zamów pizzę, albo zapal jointa” – napisała mi w mailu pewnego dnia, kiedy zwierzałem się jej z bólu własnego istnienia. Sama doskonale wie, co to znaczy depresja, uzależnienie i wypalenie. Po debiucie wydała kolejnych siedem albumów: „The ID”, „The Trouble With Being Myself”, „BIG”, „The Sellout”, „Covered”, „Talking Book” (z coverami Stevie Wonder’a), fenomenalny „The Way” i najnowszy „Stripped”, który jest trochę jazzowy, trochę nowy („Annabelle”, „The Heart”, „Lucy”) i trochę na nowo zaaranżowany.  Wystąpiła gościnnie u wielu innych artystów. Najsłynniejszą jej współpracą jest chyba „Demons” z Fatboy Slim, „Request Line” z The Black Eyed Peas, a ostatnio duet z Arianą Grande „Leave Me Lonely”. Ostatni singiel „White Man” opowiada o rasizmie i porusza ważne kwestie, które mają miejsce obecnie w Ameryce, szczególnie za panowania współczesnego Hitlera o weselszych barwach – Donald’a Trump’a. Człowiek w kolorze wielkanocnej pisanki jest nie tylko homofobem i rasistą, ale ma także problem z kobietami. Macy śpiewa: „Hej biały człowieku, nie jestem moją babką, pochodzę z Canton w Ohio, jestem tylko kobietą, ale myślę jak mężczyzna – nienawidzisz mnie, a ja tego nie rozumiem”. Jako artystka, nie musi nikomu niczego udowadniać. Dlatego nagrała covery innych, bo miała na to ochotę – „Nie miałam pomysłu na coś innego, co kompletnie skradłoby moje serce”. Zmieniła wytwórnię, bo tak czuła i nie ma problemu z faktem, że prawdopodobnie nie pobije sukcesu pierwszego albumu. „Wiesz, ja już skończyłam z tym tematem” – mówi, kiedy pytam czy nie wkurza jej ciągłe pytanie dziennikarzy o debiut i porównywanie z inną artystką, Alanis Morissette, której debiutanki album – jak już żaden później – sprzedał się w milionowym nakładzie – „Nie rozumiem dlaczego wszyscy, a szczególnie artyści mają problem z faktem, że to ich pierwszy album jest tym najlepiej sprzedającym się. W moim przypadku to debiut, nie ubolewam nad tym. Od tamtej pory zrobiłam wiele innych rzeczy, które moim zdaniem odniosły większy sukces”.

Polecamy – #FETYSZlight: “K***a, tylko do mnie po polsku, bo po angielsku nie kumam” – Chylińska w Londynie

    „Nie byłam gotowa na sukces ‘On How Life Is’, myślę, że nadal nie jestem. Zmieniłam się od tamtej pory – jako artystka i kobieta. Im więcej wiem, tym bardziej wydaje mi się, że wiem wciąż za mało – przyznaje – Jestem lepszą wokalistką i artystką teraz – wiem, gdzie jest moje serce, moja pasja”. Mimo tego, że przyznała się do uzależnienia „Żaden narkoman nie wie, dlaczego sprawia mu to tak wielką przyjemność”, nie ma na swoim koncie żadnych skandali. Nie śledzi plotek na swój temat, twierdzi, że dawno przestała je czytać, bo jest na to zbyt wrażliwa i plotki jednak trochę bolą, szczególnie te nieprawdziwe. Chroni swoje życie prywatne, jej córka, niesamowita dziewczyna interesuje się fotografią – robiła zdjęcia na backstage – większość można zobaczyć na Instagramie Macy (@macygrayday). Kiedy siedzę obok niej i mówię jak ważna jest dla mnie jej muzyka i jej wsparcie (wymieniamy się często mailami i piszemy na Twitter’ze) przytula mnie i z niesamowitą skromnością mówi, że to super miłe. I to jest dla mnie gwiazda. Na koncie ma niezliczone nagrody, w tym najcenniejszą muzyczną Grammy za legendarny „I Try”. Kiedy ja piję wino, ona opowiada o kolejnych planach, dosiada się jej manager i wiem, że w tym roku Macy pokaże światu kolejne nieznane oblicze. Nowy album ukazać ma się w lecie. Po niesamowitym dla mnie „The Way”, który naprawdę klasą nie odstaje od jej największych dokonań („Obnażyłam się tam tak, jakbym tańczyła na rurze” – mówi) nie mam absolutnie złudzeń, że oto siedzi przede mną artystka spełniona.

    Jak to jest zostać divą i mieć swoje nazwisko wymieniane obok tych największych soulowych gwiazd, takich jak Erykah Badu (z którą zresztą współpracowała przy „Sweet Baby”), Aretha Franklin, Billie Holiday, Angie Stone? „To niesamowite. Ludzie trochę wyolbrzymiają fakt, że zaśpiewało się piosenkę, która im się podoba i wydaje im się, że zbawiasz świat. Trzeba zatem ten fakt wydoić jak się da i dalej iść robić swoje”. Szybka sława? „Byłam wtedy kompletnym dupkiem. Pod każdym względem”.

Polecamy – #FETYSZLight i dwudziestometrowe światła jupiterów Łukasza
    
    Siedzę w pierwszym rzędzie – Macy wychodzi na scenie. W złotej, ogromnej cekinowej kiecce, z kolorowym boa na szyi. Oto matka chrzestna współczesnego soulu i R&B. Jej głos, najbardziej rozpoznawalny głos naszej generacji, pokolenia jest hipnotyzujący. Są przeboje i nowe utwory. Kiedy śpiewa „Sexual Revolution” wszyscy tańczą. A jesteśmy w kościele… „Bądź sobą – krzyczy ze sceny – Przyjechałam do Was specjalnie z Ameryki, chcę widzieć Was wszystkich tańczących seksowni ludzie! Dlaczego nie podchodzicie, co interesuje Was zdanie innych? Pieprzcie zdanie innych, przecież nigdy nie spotkacie tych ludzi w życiu. Nie są Twoją żoną czy mężem, nie musisz się łasić, żeby się z Tobą dzisiaj pieprzyli. Ty pieprz ich i baw się ze mną”. Jako że nie lubię kompromisów i przed Macy i przed Bogiem wyzbyłem się wszelkich kompleksów i bawiłem się z nią. Potem się wzruszyłem przy „The Heart”, bo to kawałek o mnie, a potem upiłem. Pot zamienił się w wino, Macy pożegnała się czule i pojechała dalej w trasę.

    Kilka dni temu przysłała maila – „Jestem u Ciebie w kraju, co zjeść?”.

Polecamy – #FETYSZLight: free your mind and … poznaj Ray Noir, L.E.A, Lola Coca [wywiady]

    Przepraszam, ale żadna szafiarka, ani polska celebrytka nie jest warta zniżania swoich wartości i dziennikarskich ambicji. Wolę jedno spotkanie z Artystką taką jak Macy niż trylion z takimi, które zaistniały bo zrobiły dobrze loda w Dubaju. Idzie wiosna, zamiast robić lody, mogę je sobie kupić. Co ma wspólnego lód z mózgiem polskich celebrytek? Oba są na patyku, który po zlizaniu zawartości wyrzucamy.

Strona: www.macygrayfanstore.com
Instagram: @macygrayday
Twitter: @macygraylife

Zobacz również – Korwin-Piotrowska: przestańcie lansować debili, kretynów, prostytutki!

 

Tekst: Bartek Fetysz z Londynu.

Bądź na bieżąco z showbiznesem – polub nas na facebook’u!

 


Nie ma więcej wpisów