Kayah: „Niczego nie żałuję” [WYWIAD]
Wokalistka, autorka tekstów i producentka muzyczna, członkini Rady Polskiej Fundacji Muzycznej, współzałożycielka wytwórni płytowej Kayax, osobowość telewizyjna. W życiu i pracy stawia na uczciwość oraz szacunek do ludzi.
Żyjemy w nieco innych czasach niż te, w których stawiałaś pierwsze kroki na scenie, gdybyś jednak miała spojrzeć te ładnych parę lat wstecz, doszłabyś do wniosku, że kiedyś było łatwiej zaistnieć niż teraz?
Zaistnieć jest łatwiej teraz. Są telewizyjne talent show, internet… Łatwo się objawić światu i zarazić go swoją wizją, trudniej jest jednak to zatrzymać w tej lawinie informacji. Dzisiejszy “showbiznes” wymaga ogromnej odporności psychicznej, podlega się cały czas publicznym ocenom, często anonimowym, więc i bezlitosnym, nazbyt często zresztą niezwiązanym z artystyczną działalnością. Ja miałam wystarczająco długi czas, by się z tym oswoić, ale młody człowiek nie zawsze jest na to gotowy. Z drugiej strony jest to przecież człowiek tej generacji, a więc poniekąd przyzwyczajony do realiów internetowej sfory. Może nawet sam niejednokrotnie uczestniczący w jakiejś nagonce… Myślę, że każde początki są na swój sposób trudne.
Gdy się na Ciebie patrzy, aż trudno uwierzyć, że tym roku minęło 26 lat odkąd zadebiutowałaś na opolskiej scenie utworem „Córeczko”. Jakie było te ponad dwadzieścia lat? Jak się zmieniłaś przez ten czas?
To były intensywne lata, czasem nawet zbyt, ale niczego nie żałuję. Czasem myślę, że nabrałam dystansu, na pewno wiele się nauczyłam, ale wierzę lub raczej mam nadzieję nawet, że wciąż się będę uczyć. Trochę odpuściłam z determinacji, spokorniałam, dziś liczę się ze zdaniem innych. Nauczyłam się, że świat nie jest czarno-biały. Chciałabym powiedzieć, że jestem mądrzejsza.
Jesteś współzałożycielką wytwórni Kayax. Czy współpracownicy zwracają się do Ciebie „pani dyrektor”?
W życiu! Jesteśmy sobie równi. I szanujemy się nawzajem. I zawsze wychodzimy z założenia, że jesteśmy tylko ludźmi, cokolwiek to znaczy.
Ciężko jest prowadzić dużą firmę i jednocześnie być czynną zawodowo artystką?
Ja jestem udziałowcem, który ma konkretne zadanie, uczestniczę w kreacji i wspólnie podejmuję decyzje, ale przede wszystkim zajmuję sie PR’em.
Początki były trudne, czy wytwórnia szybko zaczęła przynosić dochody?
Trudne, bo nikt nie brał nas na poważnie. Mali, bez zagranicznego kapitału i katalogu, o dość nowatorskim podejściu do rynku musieliśmy się wydawać śmieszni. Coś na kształt – z motyką na księżyc. A jednak… Dziś napawa nas dumą, nie mylić z pychą, że funkcjonujemy od tylu lat, że zmieniliśmy oblicze rodzimego rynku, że współpracujemy z tak wybitnymi artystami jak Zakopower, Brodka, Kasia Nosowska, Hey, Rojek, Urszula Dudziak, Smolik, Skubas i wielu innych. Nasza działalność jest dość misyjna, wszelkie dochody od razu inwestowane są w kolejne płyty, następnych artystów. Nie wszystkie na siebie zarabiają. Ale na szczęście są płyty, które zarabiają na albumy mniej znanych, a równie utalentowanych artystów.
Kayax jest spółką Twoją i Tomka Grewińskiego. Czy przyjaźń rzeczywiście może iść w parze z interesami, czy bywają między Wami spięcia o interesy?
Oczywiście, różnimy się nieraz pomysłem, ocenami, jak mówiłam, jesteśmy tylko ludźmi. Ale Tomik, to bardzo wyrozumiały partner. I co ważniejsze – człowiek godny zaufania.
Ile osób zatrudnia dziś Kayax?
Kiedy porównamy się z wielkimi korporacjami, to niewiele. Ale nasza siła nie tkwi w ilości, lecz w jakości, w pomyśle na prowadzenie każdego artysty, obsłudze „360 stopni”, czyli pełnej opiece. I na końcu, choć nie bez znaczenia, na zaufaniu i pasji. U nas wszyscy mają wyjątkowe podejście do pracy, w każdy projekt angażujemy się bardzo emocjonalnie.
Zanim postawiłaś nogę na scenie, miałaś już jakiś przepis na sukces (muzyczny), czy po prostu udało się mimo woli?
Wierzę, że udało się, bo był talent, ciężka praca i ten czynnik szczęścia, życzliwi ludzie i bycie we właściwym miejscu o właściwym czasie.
Czy popularność pomaga w interesach? A może szkodzi?
Nie zastanawiam się nad swoją popularnością tak długo jak nie muszę. Kiedy odbiera mi się prawo do prywatności, wtedy to nie jest okay. Niemniej jednak ważne jest to, że wypracowałam sobie rzetelną pracą wiarygodną markę, z którą ludzie interesu się liczą. I akcent stawiam na „wiarygodną”.
Odkryłaś takie talenty jak Krzysztof Kiljański oraz Sebastian Karpiel – Bułecka. Czy czujesz się trochę matką ich sukcesów?
A nawet ciotką (uśmiech). Rzeczywiście kariery i jednego, i drugiego zbudowaliśmy od początku, po części sugerując artystyczną drogę, stylizując, pomagając w poruszaniu się w meandrach rodzimego „showbiznesu”. Ale bez ich wyjątkowości oraz olbrzymiego talentu, i tak by nam nic nie wyszło. Nie jesteśmy fabryką gwiazd! My tylko pomagamy artystom się rozwinąć i popełnić jak najmniejszą ilość błędów.
Jak spośród wielu utalentowanych zespołów i wokalistów wyłonić prawdziwe skarby?
Poruszamy się w ciekawej materii, nie da się niczego zmierzyć, choć są oczywiście tacy, co uważają, że miernikiem prawdziwej sztuki czy talentu jest ilość sprzedanych płyt. Ja w to nie wchodzę. Dla mnie może istnieć talent, do którego wrażliwość naszego pokolenia jeszcze nie dorosła. Posługujemy się bardzo subiektywną oceną. Albo nas coś rusza, albo nie. Jako bardzo emocjonalny człowiek, zwyczajnie czuję, kto jest dotknięty palcem bożym. Kiedy jakiś artysta, jednak nie jest osobą, z którą mam chemię na gruncie prywatnym, odmawiam współpracy. Nie podejmuję jej także wspólnych działań, kiedy wiem, że nasze napięte plany wydawnicze nie pozwolą nam na zajęcie się tym artystą tak, jak na to zasługuje. Mamy ograniczone moce przerobowe. Ale wtedy staramy się pokierować jego kroki jak najbezpieczniej dalej. I nie mamy żadnej paranoi, że może ktoś inny będzie mieć z tej współpracy satysfakcję i pieniądze. O wiele bardziej bolałoby nas, gdyby coś fajnego ucierpiało z powodu naszego braku czasu czy środków. Nie ścigamy się, mamy poniekąd poczucie misji, że jesteśmy tu dla muzyki i zmiany oblicza polskiego rynku, jak i gustu.
Jesteś członkinią Rady Polskiej Fundacji Muzycznej. Na czym polega Twoja rola w tej instytucji?
Razem z innymi podejmuję uchwały. Wiem, to brzmi piekielnie nudno. Zadaniem fundacji jest nie zapominać o artystach w potrzebie.
Podobno po współpracy z Goranem Bregoviciem pozostał Ci niesmak. To prawda, że poróżniły Was pieniądze?
Nie lubię o tym rozmawiać. Ale fakt, sporo pieniędzy jest nadal w eterze.
Masz na swoim koncie kilka rewelacyjnych duetów. Czy szykują się kolejne? Z jaką gwiazdą, a może kimś utalentowanym, a w ogóle nie znanym chciałabyś stanąć na jednej scenie, by wspólnie zaśpiewać, a może nagrać płytę?
Świat pełen jest mega utalentowanych ludzi. Jest więc też mnóstwo artystów, z którymi marzę się spotkać i niekoniecznie są to ludzie z pierwszych stron gazet. Ale nawet jeśli, to moje dotychczasowe duety świadczą o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych i że do odważnych świat należy. Bo nie ma nic gorszego, niż gorycz, że nie zjadło się śliwki, bo zabrakło nam odwagi by potrząsnąć drzewem.
Nie boisz się i nie wstydzisz występować w reklamach lub nagrywać piosenek na rzecz kampanii promujących różne rzeczy. Trudno Cię przekonać do tego typu współpracy?
Trudno w rzeczy samej. Muszę być przekonana do jakości produktu. Wiele reklam odrzuciłam. Nie boje się i nie wstydzę. Pieniądze nie śmierdzą, a tylko mówi tak ten, kto nie śmierdzi pieniędzmi (śmiech). Dzięki temu mogę realizować swoje mało komercyjne projekty. Całe szczęście, że nawet te najambitniejsze w sumie i tak są sukcesem. Oj! Powiedziałam to, jak ktoś bardzo pewny siebie! Nie do końca ja, ale może tak dzisiaj trzeba?
Kiedy planujesz wydać kolejną płytę lub przynajmniej wypuścić nowy singiel?
Nie mam pojęcia. Póki co żyję, kocham, podróżuję i gram koncerty z Transoriental Orchestra. A to nic innego tylko zbieranie tematów na następną płytę (uśmiech).
Rozmawiała Martyna Rokita dla “Zdrowia Menedżera”
Fot. materiały prasowe, screen
news
Ralph Kaminski w „Dzień dobry TVN”. Widzowie jednogłośnie ocenili jego debiut
Tegoroczne wakacje w „Dzień dobry TVN” przyniosły widzom wiele niespodzianek, ale tego ruchu mało kto się spodziewał. Po sentymentalnej podróży do rodzinnych stron Ralph Kaminski pojawił się w zupełnie nowej roli i od samego rana zrobiło się o nim głośno. Dowiedz się więcej, jak ocenili go widzowie!
„Dzień dobry TVN” od 2005 roku pozostaje jednym z najchętniej oglądanych programów śniadaniowych w Polsce. Przez lata w wakacje widzowie mogli oglądać jedynie weekendowe wydania pod szyldem „Dzień dobry wakacje”, jednak w tym sezonie stacja zdecydowała się na dużą zmianę. Program jest emitowany codziennie przez całe lato, a redakcja przygotowała nowe formaty oraz specjalne projekty z udziałem znanych gwiazd.
Jednym z największych hitów wakacyjnej ramówki okazały się „Kolonie letnie Dzień dobry TVN”. W ramach tego cyklu znane osoby wracają do swoich rodzinnych miejscowości, pokazują miejsca związane z dzieciństwem i opowiadają historie, które miały wpływ na ich dalsze życie. Nowy format bardzo szybko zdobył sympatię widzów i stał się jedną z najczęściej komentowanych propozycji tego lata.
Jako pierwsza w sentymentalną podróż zabrała widzów Tatiana Okupnik. Artystka odwiedziła miejsca związane z dzieciństwem i opowiedziała o najważniejszych wspomnieniach ze swoich młodych lat. Zwieńczeniem jej udziału w projekcie było poprowadzenie jednego z wydań programu u boku Ewy Drzyzgi i Krzysztofa Skórzyńskiego, co spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem.
Następnie bohaterem został Norbi. Wokalista również wrócił do rodzinnych stron i podzielił się wspomnieniami ze swojej młodości. Na zakończenie swojej przygody z projektem zadebiutował jako prowadzący „Dzień dobry wakacje”, tworząc duet z Dorotą Wellman. Jego występ od razu wywołał burzliwą dyskusję wśród internautów. Część widzów chwaliła go za swobodę i naturalność przed kamerą, inni z kolei uważali, że nie odnalazł się w roli gospodarza śniadaniówki. Jedno jest pewne – debiut Norbiego mocno podzielił widzów i stał się jednym z najgłośniej komentowanych momentów wakacyjnej odsłony programu.
W kolejnym tygodniu swoją historię opowiedział były reprezentant Polski Michał Pazdan. Piłkarz pokazał miejsca, które odegrały ważną rolę w jego życiu, a choć nie poprowadził całego wydania programu, pojawił się na antenie razem z synem. Wspólnie gotowali w studiu, pokazując widzom swoje mniej znane, rodzinne oblicze.
POLECAMY: Kto zostanie nowym partnerem Sandry Hajduk-Popińskiej w “Dzień dobry TVN”? Oto nasze typy [OKIEM REDAKCJI]
Ralph Kaminski w „Dzień dobry TVN”. Widzowie błyskawicznie go podsumowali
Od poniedziałku bohaterem wakacyjnego cyklu został Ralph Kaminski, który zabrał widzów do rodzinnego Jasła. Artysta opowiada o swoim dzieciństwie, pokazuje miejsca, do których wraca z sentymentem, oraz zdradza historie, których wielu jego fanów wcześniej nie miało okazji poznać. Odcinki z jego udziałem od początku wzbudzały ogromne zainteresowanie.
Prawdziwą niespodziankę przygotowano jednak na środę. Ralph Kaminski pojawił się w studiu nie jako gość, lecz jako współprowadzący całe wydanie „Dzień dobry TVN”. U boku Doroty Wellman od samego rana zarażał widzów energią, humorem i spontanicznością. Między prowadzącymi nie brakowało żartów, a ich swobodna atmosfera sprawiła, że wielu widzów z zainteresowaniem śledziło program do samego końca.
W mediach społecznościowych szybko pojawiły się liczne komentarze. Internauci chwalili Ralpha Kaminskiego za naturalność i poczucie humoru, pisząc między innymi:
„Świetny duet z Dorotą Wellman, oglądało się z przyjemnością”, „Kocham luza Ralpha”, „Mega mi się podoba”, „Człowiek orkiestra”, „Jesteście wspaniali”, „Dla Ralpha mogę oglądać”, „Super dobrana para”, „Ciekawy, interesujący i bardzo zdolny człowiek”, „Chcemy więcej Ralpha”, „Radzi sobie bardzo dobrze”, „Uwielbiam Ralpha”, „Duet wyśmienity” – komentowali widzowie w social mediach TVN.
Wszystko wskazuje na to, że „Kolonie letnie Dzień dobry TVN” jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa. Redakcja zapowiedziała już kolejnych bohaterów projektu. W najbliższym czasie widzowie będą mogli wybrać się w sentymentalną podróż razem z braćmi Golec, którzy pokażą swoje rodzinne strony, podzielą się wspomnieniami z dzieciństwa i również pojawią się w specjalnych odsłonach programu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim ogłosił casting do teledysku. Wiemy, ile płaci i kogo szuka
Ralph Kaminski mógłby zastąpić Marcina Prokopa na stałe w “Dzień dobry TVN”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
news
Kto zostanie nowym partnerem Sandry Hajduk-Popińskiej? Oto nasze typy
Odejście Macieja Dowbora z „Dzień dobry TVN” wywołało prawdziwe poruszenie wśród widzów. Choć stacja nie ogłosiła jeszcze, kto na stałe stanie u boku Sandry Hajduk-Popińskiej, postanowiliśmy przyjrzeć się najbardziej prawdopodobnym scenariuszom. To wyłącznie nasza redakcyjna analiza i medioznawcze spojrzenie na możliwe zmiany. Dowiedz się więcej!
Informacja o odejściu Macieja Dowbora z „Dzień dobry TVN” błyskawicznie obiegła media i media społecznościowe. Dla wielu widzów była to jedna z największych telewizyjnych niespodzianek ostatnich miesięcy. Przez dwa lata prezenter tworzył z Sandrą Hajduk-Popińską jeden z najbardziej lubianych duetów śniadaniówki TVN, dlatego jego decyzja wywołała lawinę komentarzy.
Już podczas wydania programu z 25 czerwca poinformowano o nadchodzących zmianach w gronie prowadzących. Niedługo później sam Maciej Dowbor opublikował emocjonalny wpis, w którym podsumował swoją przygodę z programem i podziękował wszystkim współpracownikom oraz widzom.
Przez ostatnie 2 lata witałem Was słowami “Dzień Dobry TVN”. Dziś chcę powiedzieć “do zobaczenia…” . To był świetny i intensywny czas. Spełniłem swoje wielkie zawodowe marzenie, miałem możliwość pracowania w najlepszym morning show w Polsce, z topowymi fachowcami w branży. Mam nadzieję, że duet który stworzyliśmy z moją młodszą “siostrą”, Sandrą Hajduk, będziecie ciepło wspominać” – zaczął.
Szczególne słowa skierował również do swojej ekranowej partnerki. Nie ukrywał, że współpraca z Sandrą Hajduk-Popińską była jednym z najważniejszych zawodowych doświadczeń w jego karierze.
“Sandra Hajduk, jesteś najlepszą współprowadzącą jaką spotkałem na swojej 27 letniej zawodowej drodze (Maciej Rock, Piotr Gąsowski wybaczcie)” – czytamy.
Prezenter nie zapomniał również o szefowej stacji. W swoim wpisie podziękował Lidii Kazen za zaufanie i możliwość realizowania zawodowych ambicji w jednej z najpopularniejszych śniadaniówek w Polsce.
“Lidka Kazen, dzięki za zaufanie i odważną decyzję. Od pierwszego dnia w “DDTVN” czułem się jak u siebie. To Wasza zasługa Drodzy Widzowie oraz wsparcie całego dziendobrowego zespołu, który przyjął mnie, jakbym pracował w nim od zawsze. Nigdy tego nie zapomnę” – dodał.
Na razie nie wiadomo, kto ostatecznie zajmie miejsce Macieja Dowbora w porannym paśmie TVN. Pewne jest natomiast, że Sandra Hajduk-Popińska nie znika z programu. W zeszły czwartek dziennikarka poprowadziła wydanie razem z Krzysztofem Skórzyńskim, a w sobotę z Marcinem Sawickim. Jednak sama przyznała wcześniej, że podczas wakacji będzie pojawiać się u boku różnych prowadzących. Ma to związek z sezonem urlopowym i rotacjami w zespole.
Jak ustaliły Wirtualne Media, w wakacje w roli prowadzących epizodycznie pojawią się również reporterzy programu – Mateusz Hładki, Małgorzata Tomaszewska oraz wcześniej wspominany Marcin Sawicki. I właśnie tutaj pojawia się niezwykle interesujący wątek. Czy to wyłącznie wakacyjne zastępstwa, czy może okazja do sprawdzenia różnych konfiguracji prowadzących? Tego oczywiście nie wiadomo, ale trudno nie zauważyć, że stacja będzie miała okazję zobaczyć, jak poszczególne duety wypadają na antenie.
Przypomnijmy również, że od wielu miesięcy TVN zapowiadał pojawienie się piątej pary prowadzących. Ostatecznie zostali nią Izabella Krzan i Jan Pirowski, którzy oficjalnie dołączyli do grona gospodarzy programu. Nic więc nie wskazuje na to, aby stacja chciała zrezygnować z modelu pięciu duetów. Odejście Macieja Dowbora sprawia jedynie, że konieczne będzie znalezienie nowego partnera dla Sandry Hajduk-Popińskiej.
POLECAMY: Skolim ogłosił casting do teledysku. Wiemy, ile płaci i kogo szuka
Kto MÓGŁBY poprowadzić „Dzień dobry TVN” u boku Sandry Hajduk-Popińskiej? [OKIEM REDAKCJI]
Gdybyśmy mieli wskazać redakcyjne typy, ciekawą kandydaturą wydaje się wspomniany wyżej Marcin Sawicki. Od lat związany jest z redakcją „Dzień dobry TVN”, doskonale odnajduje się przed kamerą i zna specyfikę programu od podszewki. Nie bez powodu właśnie on znalazł się w gronie reporterów, którzy tego lata sprawdzą się także w roli prowadzących.
Interesującą opcją pozostaje również Mateusz Hładki. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych reporterów show-biznesowych w Polsce, cieszący się dużą sympatią widzów. Z drugiej strony prowadzi już autorski program „Mówię Wam” w TVN7, dlatego pojawia się pytanie, czy znalazłby przestrzeń na regularne prowadzenie śniadaniówki.
Jednym z kandydatów do roli prowadzącego mógłby być Bartek Jędrzejak. Od lat jest jednym z najbardziej lubianych pogodynków „Dzień dobry TVN”, a widzowie cenią go za poczucie humoru, błyskotliwość i ogromną swobodę przed kamerą. Jego charyzma oraz doświadczenie sprawiają, że bez problemu mógłby odnaleźć się również w roli gospodarza programu.
A może TVN postawi na nazwisko spoza obecnej ekipy? Naszym zdaniem ciekawie mógłby wypaść Mikołaj Roznerski. Popularny aktor od lat świetnie odnajduje się przed kamerą, prowadzi hitowy program „The Floor”, ma ogromną swobodę wypowiedzi i naturalny kontakt z ludźmi. To kandydatura, o której na razie mówi się niewiele, ale trudno odmówić jej potencjału.
Drugim zaskakującym pomysłem jest Robert Motyka. Kabareciarz, prezenter radiowy i telewizyjny oraz gospodarz reaktywowanego „Idź na całość” od dawna pokazuje, że doskonale odnajduje się w formatach rozrywkowych. Być może właśnie ktoś z takim doświadczeniem i poczuciem humoru byłby ciekawym uzupełnieniem porannego programu?
Oczywiście wszystkie te nazwiska to wyłącznie nasze redakcyjne typy i medioznawcze rozważania, a nie informacje pochodzące od TVN. Jedno wydaje się jednak pewne – znalezienie następcy Macieja Dowbora nie będzie łatwe. Historia „Dzień dobry TVN” wielokrotnie pokazywała jednak, że stacja potrafi zaskakiwać personalnymi decyzjami. Niewykluczone więc, że ostatecznie u boku Sandry Hajduk-Popińskiej stanie osoba, której dziś nie typuje niemal nikt. A jeśli coś można powiedzieć o twórcach śniadaniówki TVN, to jedno – lubią zaskakiwać swoich widzów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krzysztof Ibisz zakpił z Michała Wiśniewskiego. Wszystko przez Mandarynę
Kto według Was mógłby poprowadzić “Dzień dobry TVN” u boku Sandry Hajduk-Popińskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
casting
Skolim ogłosił casting do teledysku. Wiemy, ile płaci i kogo szuka
Skolim przygotowuje kolejny muzyczny projekt i ponownie zrobiło się o nim głośno. Tym razem emocje wywołało nie tyle nowe nagranie, co treść castingu do teledysku, w którym pojawiło się kilka zaskakujących wymagań. Dowiedz się więcej!
Skolim, czyli Konrad Skolimowski, od kilku lat należy do grona najpopularniejszych wykonawców muzyki tanecznej w Polsce. Artysta, nazywany przez fanów „królem latino”, regularnie podbija listy przebojów, a jego teledyski i koncerty cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Mimo licznych biznesowych projektów nie zwalnia tempa i właśnie pracuje nad kolejną muzyczną premierą.
Wokalista zapowiedział nowy utwór zatytułowany „96”, który już wkrótce doczeka się teledysku. Z tej okazji Skolim opublikował w mediach społecznościowych ogłoszenie castingowe, informując, że poszukuje dwunastu kobiet do udziału w nagraniach.
Jak można było się spodziewać, informacja błyskawicznie obiegła internet. Fanki artysty od razu zaczęły dopytywać o szczegóły, a samo ogłoszenie wywołało wiele komentarzy. Nie jest tajemnicą, że w swoich klipach Skolim od lat stawia na energetyczny klimat, wakacyjne scenerie oraz efektowne układy taneczne z udziałem modelek.
Tym razem wokalista zaznaczył jednak, że zależy mu na różnorodności. Kandydatki powinny wyróżniać się uśmiechem, dobrą prezencją oraz swobodą przed kamerą. Jednocześnie w treści ogłoszenia znalazł się zapis, który szczególnie zwrócił uwagę internautów.
Artysta napisał wprost:
“kształty latino mile widziane” – czytamy w ogłoszeniu.
POLECAMY: Krzysztof Ibisz zakpił z Michała Wiśniewskiego. Wszystko przez Mandarynę
Skolim szuka kobiet do nowego klipu. Ile płaci?
W ogłoszeniu pojawiła się także informacja, że szczególnie mile widziane są kandydatki z województwa zachodniopomorskiego. Osoby zainteresowane udziałem w castingu powinny przesłać zdjęcie twarzy oraz całej sylwetki, które pozwolą ekipie produkcyjnej wybrać uczestniczki nagrań.
Dodatkową zachętą dla wielu kobiet może okazać się proponowane wynagrodzenie. Za jeden dzień pracy na planie teledysku można otrzymać 900 zł. To kwota wyraźnie wyższa od stawek, jakie zazwyczaj oferowane są statystom przy produkcjach filmowych czy serialowych, gdzie wynagrodzenie często wynosi około 200 zł za dzień zdjęciowy.
W ogłoszeniu znalazło się jeszcze jedno kryterium dotyczące uczestniczek castingu. Skolim poinformował, że poszukuje kobiet w wieku od 17 do 38 lat. Właśnie ten zapis, obok wzmianki o „kształtach latino”, stał się jednym z najczęściej komentowanych elementów całego ogłoszenia.
Nowy teledysk do utworu „96” zapowiada się jako kolejna produkcja utrzymana w charakterystycznym dla Skolima stylu. Biorąc pod uwagę popularność jego wcześniejszych klipów oraz ogromne zainteresowanie fanów, można spodziewać się, że również tym razem premiera odbije się szerokim echem w mediach społecznościowych. Jedno jest pewne – ogłoszenie castingu już teraz skutecznie podgrzało atmosferę wokół nowego projektu artysty.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Stacja paliw Skolima pod lupą? Rzecznik rządu zabrał głos
Chcielibyście wystąpić w teledysku Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Krzysztof Ibisz zakpił z Michała Wiśniewskiego. Wszystko przez Mandarynę
Powrót Michała Wiśniewskiego i Mandaryny wywołał lawinę komentarzy w mediach i wśród fanów. Tym razem na sprawę z przymrużeniem oka zareagował Krzysztof Ibisz, a jego nagranie błyskawicznie obiegło sieć. Dowiedz się więcej i zobacz wideo!
Od kilku dni Michał Wiśniewski ponownie znajduje się w centrum zainteresowania mediów. Lider zespołu Ich Troje jest obecnie w trakcie rozwodu ze swoją piątą żoną, Polą Wiśniewską, a jego życie uczuciowe ponownie stało się jednym z najgorętszych tematów polskiego show-biznesu. Wszystko za sprawą niespodziewanego powrotu do Mandaryny, czyli jego drugiej żony i matki dwojga jego dzieci.
W ubiegły weekend Michał Wiśniewski postanowił zakończyć spekulacje i opublikował w mediach społecznościowych obszerne oświadczenie. Wokalista potwierdził, że ponownie związał się z Mandaryną, rozwiewając tym samym krążące od dłuższego czasu plotki na temat ich relacji.
“To jest kwestia tego, że jestem z Mandaryną i zdradziłem z nią Polę. (…) Zaczynaliśmy się spotykać pod koniec czerwca. Trochę zostaliśmy wepchnięci w swoje ramiona przez całą tą sytuację i bardzo się z tego powodu cieszę” – stwierdził.
Na zakończenie Michał Wiśniewski odniósł się do historii swojej relacji z Mandaryną i zasugerował, że wieloletnia przerwa mogła pozwolić im spojrzeć na wspólną przyszłość z zupełnie innej perspektywy.
“Być może te pięć lat razem i 21 lat osobno pozwoli nam pewne rzeczy zrozumieć, przeanalizować i zrobić inaczej? Nieważne, czy dacie nam szansę, czy nie, bo my to po prostu zrobimy. W życiu chodzi o to, by być szczęśliwym, czego Poli również życzę” – mówił w niedzielę.
POLECAMY: Doda znów na celowniku prokuratury? Chodzi o głośną sprawę
Krzysztof Ibisz ZAŻARTOWAŁ z Michała Wiśniewskiego
Wyznanie muzyka nie umknęło również innym gwiazdom. Do całej sytuacji z dużym dystansem postanowił podejść Krzysztof Ibisz, który opublikował w mediach społecznościowych humorystyczne nagranie nawiązujące do najgłośniejszego tematu ostatnich dni.
Na filmie widać prowadzącego „Taniec z gwiazdami”, który podczas rozmowy telefonicznej robi zaskoczone miny. W tle słychać fragmenty wypowiedzi Michała Wiśniewskiego dotyczące powrotu do Mandaryny oraz zarzutów związanych ze zdradą. Całość została utrzymana w żartobliwym tonie.
Na nagraniu pojawił się również wymowny podpis:
“Pov: dawno nie widziałeś się z Michałem i dzwoni zrobić ci life update [z ang. — aktualizację życia]” – czytamy.
Krzysztof Ibisz nie poprzestał jednak na samym filmiku. W opisie nagrania dodał krótki komentarz, który szybko zwrócił uwagę internautów.
“Michał Wiśniewski to zawsze potrafi zaskoczyć… i dobrze!” – wtrącił gospodarz “Halo tu Polsat”.
Nagranie błyskawicznie zdobyło popularność w mediach społecznościowych i wywołało lawinę reakcji fanów. Wielu internautów doceniło poczucie humoru Krzysztofa Ibisza, podkreślając, że cała sytuacja została przedstawiona z dużym dystansem.
Jedno jest pewne – historia Michała Wiśniewskiego i Mandaryny wciąż budzi ogromne emocje, a każda kolejna informacja dotycząca ich relacji natychmiast staje się jednym z najgorętszych tematów polskiego show-biznesu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maria Prokop NOWĄ gwiazdą Polsatu. Wiadomo, jaką rolę dostała
Jesteście zaskoczeni powrotem Mandaryny do Michała Wiśniewskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuDoda broni Roksany Węgiel. Tak podsumowała jej życiowe wybory
-
news2 dni temuDorota Wellman z NOWYM partnerem w „Dzień dobry TVN”. Kim jest?
-
news4 dni temu“Lato z Radiem i TVP”: Michał Szpak skradł show? Widzowie nie mieli wątpliwości
-
moda3 dni temuD’mash Boutique podbija Kielce. Nie uwierzycie, jakie gwiazdy tu zaglądają [TYLKO U NAS]
-
news3 dni temuTo, co zrobiła Shakira podczas finału MŚ, obiegło cały świat. Internauci są zgodni
-
news5 dni temuTyle pieniędzy zebrali Bedoes i Łatwogang dla Fundacji Cancer Fighters. Dużo?
-
news3 dni temuSyn Dagmary Kaźmierskiej przekazał radosną nowinę. “Królowa życia” komentuje
-
news4 dni temuMarcin Hakiel już tak nie wygląda. Zaszalał u fryzjera? [FOTO]

Dodaj komentarz