Śledź nas

news

Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?

Opublikowano

w dniu

Jeszcze kilka dni temu internet żył kolejną szaloną akcją Łatwoganga, który postanowił przejechać rowerem całą Polskę, by zebrać miliony na leczenie chorego chłopca. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, gdy influencer niespodziewanie nadał dramatyczny komunikat do swoich widzów. Fani są podzieleni, a w sieci rozpętała się gorąca dyskusja. Dowiedz się więcej!

Łatwogang w ciągu ostatnich tygodni wyrósł na jedną z najgłośniejszych postaci polskiego internetu. Jeszcze niedawno mało kto spodziewał się, że młody twórca internetowy będzie w stanie porwać miliony ludzi do wspólnego działania charytatywnego. Tymczasem jego poprzednia akcja okazała się absolutnym fenomenem, o którym mówiły nawet zagraniczne media. Wydarzenia z niewielkiej kawalerki influencera śledziła cała Polska, a internet praktycznie żył tylko jednym tematem.

Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu zastanawiało się, czy Łatwogang będzie w stanie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć swoich odbiorców. Okazało się, że influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem. Tym razem postanowił połączyć ekstremalne wyzwanie fizyczne z pomocą dla chorego dziecka. 23-latek wsiadł na rower i zapowiedział trasę przez całą Polskę, aby nagłośnić zbiórkę dla 8-letniego Maksia Tockiego.

Nowa akcja od samego początku budziła ogromne emocje. Internauci śledzili każdy kilometr trasy, regularnie wpłacając pieniądze i motywując influencera do dalszej jazdy. Widzowie szybko zauważyli jednak, że wyzwanie jest znacznie trudniejsze, niż mogło się wydawać na początku. Wielogodzinne transmisje pokazywały zmęczenie, brak snu oraz coraz większe problemy organizmu influencera.

Mimo trudności zbiórka rozwijała się w błyskawicznym tempie. Kwota rosła praktycznie z godziny na godzinę, a tysiące osób ponownie zaangażowały się w akcję charytatywną. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy wspierających Łatwoganga, a wielu internautów pisało wprost, że podziwia jego determinację i poświęcenie. Wszystko wskazywało na to, że influencer dopnie swego i zrealizuje ambitny plan do samego końca.

Wcześniej twórca zapowiedział, że jeśli przed dotarciem do Warszawy uda się zebrać 12 milionów złotych, pojedzie nie tylko do Gdańska, ale wróci także z nad morza aż do Zakopanego. Dla widzów była to kolejna motywacja do wpłat, a sam challenge zaczął przypominać internetowy maraton emocji, który z każdą godziną przyciągał nowych odbiorców.

„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.

POLECAMY: Polsat Hit Festiwal 2026: Kto przyciągnął największą uwagę? [FOTO]

Łatwogang przerywa nową akcję. Co się stało?

Sytuacja niespodziewanie zmieniła się jednak w sobotnie popołudnie. Około godziny 15:00 Łatwogang połączył się z fanami na streamie i przekazał wiadomość, której wielu kompletnie się nie spodziewało. Już po pierwszych słowach było widać, że influencer jest wyraźnie wyczerpany i ma problem z kontynuowaniem wyzwania.

“Taki troszeczkę cięższy temat. (…) Słuchajcie, sytuacja jest taka, że wydaje mi się, patrząc na to, jak się czuję i jak wszystko wygląda, biorąc pod uwagę, że mamy 360 kilometrów, to mam poczucie, że to, by wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie, będzie niemożliwe dla mnie fizycznie” – ogłosił podczas transmisji.

Influencer postanowił od razu szczerze wyjaśnić fanom, z czego wynika jego decyzja. Jak przyznał, organizm zaczął odmawiać mu posłuszeństwa. Długie godziny jazdy, brak odpowiedniej regeneracji i ogromne zmęczenie sprawiły, że dalsza część trasy mogłaby okazać się zwyczajnie zbyt niebezpieczna dla jego zdrowia.

“Chcę Wam powiedzieć to teraz, na tym etapie. Na pewno dojadę do Gdańska z Zakopanego. Dajcie znać, co o tym myślicie. Czy to jest jakkolwiek dla Was okej? (…) Przerosła mnie ta cała sytuacja, już widzę, że od trzech godzin mam problemy żołądkowe, odwadniam się bardzo silnie” – tłumaczył swoim widzom.

Po tych słowach internet momentalnie podzielił się na dwa obozy. Część internautów podkreślała, że zdrowie jest najważniejsze i nikt nie powinien oczekiwać od influencera przekraczania granic własnego organizmu. Inni zwracali jednak uwagę, że wcześniejsze deklaracje dotyczące przejazdu przez całą Polskę były bardzo konkretne i teraz czują się rozczarowani zmianą planów.

Nie zmienia to jednak faktu, że akcja Łatwoganga ponownie zgromadziła wokół siebie gigantyczną społeczność i pomogła nagłośnić zbiórkę dla chorego dziecka. Sam influencer wielokrotnie podkreślał, że najważniejszym celem całego przedsięwzięcia jest pomoc Maksiowi Tockiemu, a nie bicie rekordów czy udowadnianie czegokolwiek za wszelką cenę.

Choć dziś nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie zakończy się cała wyprawa, jedno jest pewne – Łatwogang po raz kolejny udowodnił, że potrafi poruszyć internet i zmobilizować tysiące ludzi do działania. A emocje wokół jego rowerowego wyzwania prawdopodobnie jeszcze długo nie opadną.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język

Podobają Wam się akcje charytatywne Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 komentarze

1 komentarz

  1. K.k

    25 maja 2026 at 10:09

    Jestem pełna uznania dla tego młodego człowieka.Jego wyzwania budzą podziw i wiarę w ludzi. Takiego rodzaju akcje na ratowanie zdrowia naszych dzieci to dopiero szacunek.Zycze Ci zdrowia.Juz udowodniłeś że jesteś wielki i nie musisz kosztem swojego zdrowia niczego udowadniać pozdrawiam i wracaj do zdrowia by kontynuować rozpoczęła dzieło.

  2. Danuta Kaczmarek

    25 maja 2026 at 06:39

    Chłopaku i tak zrobiłeś mega robotę ale zdrowie jest najważniejsze wiec zrezygnuj z dalszej jazdy być może przygotujesz się i swój organizm do tak cholernalnego wyczynu i za rok pojedziesz na spokojnie mysle ze nie teraz i nie ten czas zrobiłeś mega dużo i napewno masz jeszcze w głowie mase pomysłów na pomoc dzieciom wiec rob to co możesz a nie to co musisz i nie pokonuj samego siebie bo to nie o to chodzi ,wielki ukłon w twoja stronę hestes młodym skromnym chłopakiem o olbrzymim sercu i potrafisz poruszyć serca a milionów ludzie zeby zebrać takie duże pieniądze i ratować zycie❤️❤️❤️

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

„Magda M” wraca na ekrany. Nie uwierzycie, co właśnie ogłoszono

Opublikowano

w dniu

przez

Fani kultowego serialu „Magda M.” mają powody do radości. Produkcja, która przed laty przyciągała przed telewizory tysiące widzów, ponownie pojawi się w ofercie popularnej platformy, a to dopiero początek niespodzianek przygotowanych dla miłośników polskich hitów. TVN i Netflix szykują współpracę, która może sporo zmienić. Dowiedz się więcej!

„Magda M.” powraca w nowym miejscu, a wraz z nią pojawi się szansa na przypomnienie sobie innych polskich produkcji, które na stałe zapisały się w historii rodzimej telewizji. Netflix udostępni swoim użytkownikom niemal 450 godzin programów TVN, obejmujących zarówno seriale obyczajowe, jak i popularne filmy. Oferta zacznie się pojawiać w serwisie 28 października, a wśród zapowiedzianych tytułów znalazły się również „Prawo Agaty”, „Lekarze”, „Diagnoza”, „Pułapka” i „Przepis na życie”. To propozycja skierowana zarówno do widzów, którzy doskonale pamiętają te produkcje, jak i do osób, które dotąd nie miały okazji ich obejrzeć.

Największą uwagę może przyciągnąć właśnie „Magda M.”, czyli serial, który przed laty zdobył sympatię publiczności i stał się jednym z charakterystycznych tytułów polskiej telewizji. Produkcja opowiadająca o życiu zawodowym i prywatnym prawniczki Magdy Miłowicz pozostawiła po sobie wierne grono fanów. Jej powrót do oferty streamingowej to okazja, by ponownie zanurzyć się w historię bohaterki i przypomnieć sobie klimat serialu. Nie oznacza to jednak zapowiedzi nowego sezonu ani kontynuacji fabuły. Chodzi o udostępnienie znanej produkcji w ramach współpracy TVN z Netflixem.

Na tym nowości się nie kończą. Wśród tytułów, które trafią na platformę, znajdą się również „Prawo Agaty”, „Lekarze” i „Diagnoza”. Każdy z tych seriali przyciągał przed telewizory widzów zainteresowanych inną odsłoną polskiej rzeczywistości. Jedni będą mogli wrócić do opowieści o zawodowych i osobistych zmaganiach bohaterów, inni odkryją te historie po raz pierwszy. Netflix poszerzy w ten sposób bibliotekę rodzimych produkcji, a użytkownicy otrzymają możliwość oglądania ich w dogodnym dla siebie czasie, bez konieczności dopasowywania się do ramówki telewizyjnej.

W ofercie nie zabraknie również mocniejszych historii. Do serwisu trafią między innymi „Pułapka” i „Pod powierzchnią”, czyli produkcje, które stawiają na tajemnice, napięcie i skomplikowane relacje między bohaterami. Widzowie będą mogli sięgnąć także po „Przepis na życie” oraz wszystkie części popularnej serii filmowej „Listy do M.”. Na liście znalazła się ponadto „Usterka”. Tak szeroki wybór oznacza, że współpraca nie ograniczy się do jednego gatunku czy konkretnej grupy odbiorców. Oferta ma połączyć różne pokolenia widzów i przypomnieć, jak wiele rozpoznawalnych tytułów powstało w polskiej telewizji.

POLECAMY: Nie żyje uczestnik “The Voice Senior”. Bliscy przekazali smutne wieści

TVN i Netflix łączą siły. Widzowie będą zachwyceni

Szczególnie interesująco zapowiada się jednak rozwiązanie dotyczące serialu „Młode gliny”. W tym przypadku nie chodzi wyłącznie o udostępnienie starszych odcinków. Nowe epizody drugiego sezonu mają pojawiać się na Netflixie zaledwie godzinę po emisji w telewizji, a taki model dystrybucji wystartował już 13 października. To ważna zmiana dla osób, które wolą oglądać seriale w internecie, ale nie chcą długo czekać na kolejne części. Jednocześnie produkcja pozostanie dostępna w dotychczasowym obiegu, czyli w TVN od poniedziałku do piątku o 15:45.

Współpraca TVN z Netflixem nie oznacza przy tym, że popularne produkcje znikną z innych miejsc. Wybrane tytuły nadal będą dostępne w ofercie TVN, Playera i HBO Max, a nadawca zachowa dotychczasowe prawa do ich eksploatacji. To istotna informacja dla osób, które korzystają już z innych platform i zastanawiają się, czy będą musiały zmieniać swoje przyzwyczajenia. Nowy układ ma przede wszystkim zwiększyć dostępność polskich treści, a nie ograniczyć możliwości ich oglądania. Dzięki temu te same historie będą mogły docierać do szerszego grona odbiorców.

Przedstawiciele Netflixa podkreślają, że polskie produkcje mają ważne miejsce w strategii platformy. W rozmowie opublikowanej przez serwis Press Łukasz Kłuskiewicz, dyrektor programowy Netflixa w Europie Środkowo-Wschodniej, wyjaśnił, dlaczego współpraca z TVN jest istotna dla rozwoju oferty. Jego zdaniem połączenie sił przez duże podmioty medialne może przynieść korzyści zarówno widzom, jak i całej branży. Wypowiedź wskazuje również na znaczenie lokalnych historii, które mimo upływu lat nadal mogą interesować publiczność.

“Chcemy, żeby w Netflixie było jak najwięcej polskich historii, także tych, które widzowie kochają od lat. Dla naszych widzów to większy wybór i możliwość powrotu do ulubionych programów lub odkrycia ich po raz pierwszy. Cieszymy się na współpracę z TVN i wierzymy, że przyszłość rynku należy do modeli opartych na współpracy, w których wiodące serwisy streamingowe i grupy medialne wspólnie zwiększają dostępność świetnych treści” – komentuje na łamach Press Łukasz Kłuskiewicz, dyrektor programowy Netflixa w Europie Środkowo-Wschodniej.

Licencjonowane produkcje TVN uzupełnią także inne polskie propozycje przygotowane przez Netflixa na jesień. Wśród zapowiedzianych tytułów znalazły się film „Mniej Obcy”, miniserial „Prawo Bestii” oraz drugi sezon „Matek Pingwinów”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim zabrał głos ws. Dody. Tak ocenił jej kosztowną decyzję

Tęsknicie za “Magdą M” lub “Prawem Agaty”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Agnieszka Dygant (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Tomasz Karolak (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
“Młode gliny” (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Roma Gąsiorowska i Tomasz Karolak (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Tomasz Karolak, Kasia Bujakiewicz, Maciej Stuhr (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Nie żyje uczestnik “The Voice Senior”. Bliscy przekazali smutne wieści

Opublikowano

w dniu

przez

Smutne wieści dotarły do fanów „The Voice Senior”. Krzysztof Piotrowski, który zachwycał widzów swoim głosem w szóstej edycji programu TVP, zmarł w wieku 63 lat. Po jego odejściu głos zabrali ci, którzy znali go nie tylko ze sceny, ale również z wieloletniej wspólnej działalności. Ich słowa chwytają za serce. Dowiedz się więcej!

Krzysztof Piotrowski nie żyje. Wokalista związany z Bielskiem Podlaskim zmarł 12 października w wieku 63 lat. Informacja o jego śmierci pojawiła się w nekrologu opublikowanym na portalu wspolczesna.pl, a serwis bielsk.eu przekazał, że artysta od dłuższego czasu zmagał się z poważną chorobą. Wiadomość o odejściu muzyka poruszyła osoby, które śledziły jego występy, a także lokalną społeczność, w której przez lata był aktywny. Dla wielu widzów pozostanie przede wszystkim uczestnikiem popularnego programu muzycznego, ale jego życie i działalność nie ograniczały się wyłącznie do telewizji.

Szersza publiczność poznała Krzysztofa Piotrowskiego dzięki szóstej edycji „The Voice Senior”, emitowanej na antenie TVP2. Program dał mu możliwość zaprezentowania talentu przed widzami z całej Polski i przypomnienia, że muzyczna pasja nie zna granic wieku. Jego występy były okazją do spotkania z repertuarem znanym kolejnym pokoleniom słuchaczy. Udział w telewizyjnym show stał się ważnym rozdziałem jego drogi artystycznej, a nazwisko wokalisty zaczęło być rozpoznawalne również poza jego rodzinnym regionem.

Podczas przesłuchań w ciemno do „The Voice Senior” Krzysztof Piotrowski wykonał utwór „Can You Feel the Love Tonight” Eltona Johna, znany z filmu „Król Lew”. W ten sposób zaprezentował swój głos przed trenerami i widzami programu.

POLECAMY: Skolim zabrał głos ws. Dody. Tak ocenił jej kosztowną decyzję

Tak pożegnano Krzysztofa Piotrowskiego. Kiedy odbędzie się uroczystość pogrzebowa?

Po śmierci wokalisty pożegnalny wpis opublikował Chór Polskiej Pieśni Narodowej, z którym Krzysztof Piotrowski był związany przez wiele lat. Współpracownicy podkreślili, że jego odejście jest dla nich trudne do zaakceptowania, ponieważ był częścią ich muzycznej rodziny. Wspólne próby, występy, rozmowy i przeżyte razem chwile pozostawiły wspomnienia, które — jak zaznaczyli – na długo z nimi pozostaną. W opublikowanym komunikacie nie zabrakło osobistych słów skierowanych do zmarłego kolegi oraz wyrazów wsparcia dla jego najbliższych.

“Z głębokim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszego kolegi Krzysztofa Piotrowskiego, wieloletniego członka Chóru Polskiej Pieśni Narodowej Trudno pogodzić się z odejściem kogoś, kto przez lata był częścią naszej chóralnej rodziny. Pozostaną z nami wspomnienia wspólnych prób, występów, rozmów i chwil, które razem przeżyliśmy. Jego obecność na zawsze pozostanie w naszej pamięci” – czytamy.

W dalszej części pożegnania chórzyści zwrócili się bezpośrednio do Krzysztofa Piotrowskiego, dziękując mu za wspólnie spędzone lata i wszystko, co wniósł do zespołu. Nie zapomnieli również o rodzinie artysty, w tym o jego żonie Halince, dzieciach i pozostałych bliskich.

“Dziś żegnamy Cię drogi Krzysztofie z wdzięcznością za wspólnie spędzone lata, za Twoją obecność i za cząstkę siebie, którą pozostawiłeś w naszym chórze. Halince, dzieciom oraz bliskim zmarłego składamy najszczersze wyrazy współczucia. Łączymy się z Wami w bólu i modlitwie, prosząc aby Bóg obdarzył Was siłą i pokojem w tych trudnych chwilach. Spoczywaj w pokoju drogi Krzysztofie” – dodano.

Krzysztof Piotrowski był znany w Bielsku Podlaskim nie tylko jako wokalista, ale również jako osoba zaangażowana w życie kulturalne miasta. Poza działalnością w Chórze Polskiej Pieśni Narodowej współpracował z Sekcją Do Studia Piosenki Fart. Jego aktywność pokazuje, że muzyka była dla niego czymś więcej niż sposobem na występowanie przed publicznością. Stanowiła ważną część życia, którą dzielił z innymi i rozwijał w ramach lokalnych inicjatyw.

Uroczystości pogrzebowe Krzysztofa Piotrowskiego zaplanowano na 14 października o godzinie 13 w Brańsku. Ostatnie pożegnanie rozpocznie się w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a po nabożeństwie zmarły zostanie odprowadzony na miejscowy cmentarz. Rodzina przekazała również prośbę do osób, które chciałyby oddać hołd artyście. Zamiast kwiatów bliscy zachęcają do złożenia ofiary na mszę świętą w intencji zmarłego. Szczegóły dotyczące ceremonii zostały zamieszczone w nekrologu, o którym poinformował portal bielsk.eu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaliczyła WPADKĘ. Nie uwierzycie, co zrobiła po odcinku

Lubicie oglądać “The Voice Senior”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Nekrolog (źródło: bielsk.eu)
Krzysztof Piotrowski (fot. screen YouTube The Voice of Poland)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Skolim zabrał głos ws. Dody. Tak ocenił jej kosztowną decyzję

Opublikowano

w dniu

przez

Skolim nie ukrywa, że na polskiej scenie muzycznej czuje się jak ryba w wodzie. Gwiazdor disco polo, który chętnie mówi o swoich sukcesach i zarobkach, tym razem został zapytany o głośne plany Dody. Jej widowisko na PGE Narodowym ma kosztować fortunę, a reakcja wokalisty może zaskoczyć. Dowiedz się więcej!

Skolim, a właściwie Konrad Skolimowski, od kilku lat konsekwentnie umacnia swoją pozycję w polskim show-biznesie. Jego przebój „Wyglądasz idealnie” stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów muzyki tanecznej, a kolejne piosenki tylko zwiększyły zainteresowanie jego twórczością. „Temperatura”, „Kiss me Baby”, „Nie dzwoń do mnie mała”, „Palermo” i „Daj mi jedno słowo” regularnie towarzyszą fanom podczas imprez i koncertów. Artysta doskonale wie, jak przyciągnąć uwagę publiczności, a jego popularność przekłada się na kolejne zawodowe przedsięwzięcia.

Na muzyce jednak nie kończy się działalność Skolima. Wokalista intensywnie koncertuje, pojawia się na dużych wydarzeniach i rozwija również swoje biznesowe zainteresowania. Nie stroni przy tym od rozmów o pieniądzach, a temat zarobków i stawek za występy regularnie powraca w wywiadach z jego udziałem. Konrad Skolimowski chętnie podkreśla skalę swojego sukcesu i nie sprawia wrażenia artysty, który zamierza umniejszać własne osiągnięcia. Nic więc dziwnego, że jego zdanie na temat wielkich koncertowych produkcji może zainteresować fanów.

O Skolimie ponownie zrobiło się głośno przy okazji jego 30. urodzin, które świętował w Siemiatyczach. Niedługo później artysta pojawił się również na scenie PGE Narodowego podczas wydarzenia „Roztańczony PGE Narodowy”. Jak przystało na wykonawcę, który lubi widowiskowe rozwiązania, zadbał o efektowne wejście. Zanim zabrzmiał hit „Wyglądasz idealnie”, wokalista wjechał na scenę swoim charakterystycznym różowym samochodem. Trudno było przejść obok takiego rozpoczęcia występu obojętnie.

POLECAMY: Julia Wieniawa zaliczyła WPADKĘ. Nie uwierzycie, co zrobiła po odcinku

Doda szykuje wielkie widowisko, a Skolim komentuje. Oto co powiedział

Teraz Skolim został zapytany o inną gwiazdę polskiej sceny, czyli Dodę. Dorota Rabczewska zapowiedziała koncert na PGE Narodowym, który ma odbyć się 7 sierpnia 2027 roku. Według przytoczonych informacji koszt widowiska ma wynieść blisko 12 milionów złotych. To kwota, która robi wrażenie nawet w branży rozrywkowej, gdzie największe produkcje wymagają ogromnych nakładów finansowych. Czy Skolim uznał taki wydatek za przesadę? Reporter Pomponika postanowił zapytać go o zdanie.

Odpowiedź wokalisty była daleka od ostrej oceny planów Dody. Skolim nie próbował udawać eksperta od budżetów największych koncertowych widowisk i przyznał wprost, że nie zna się na tego rodzaju kwotach. Zamiast porównywać koszty czy zastanawiać się nad opłacalnością przedsięwzięcia, skupił się na życzeniach dla swojej koleżanki z branży. Jego wypowiedź była krótka, ale jasno pokazała, że nie zamierza krytykować jej planów.

“”Ja się nie znam na takich kwotach, jeśli chodzi o tak duże koncerty. Nie mam pojęcia, natomiast życzę jej, żeby był super, najfajniejszy koncert, jaki może sobie wymarzyć” – powiedział w rozmowie z reporterem Pomponika.

Choć tym razem Skolim nie chciał wdawać się w dyskusję o wielomilionowym budżecie, w przeszłości znacznie śmielej wypowiadał się na temat własnej pozycji w branży. Wokalista nie ukrywa, że uważa się za jednego z najważniejszych wykonawców muzyki tanecznej w Polsce. W rozmowie z „Super Expressem” zwracał uwagę przede wszystkim na liczbę koncertów, skalę zainteresowania publiczności oraz stawki, jakie otrzymuje za występy. Jego deklaracje pokazują, że nie ma oporów przed otwartym mówieniem o zawodowych sukcesach.

“Moja stawka za koncert jest najwyższa w Polsce. Spójrzmy prawdzie w oczy. 503 koncerty, stadiony, hale, małe miasteczka, 25 tys. ludzi” – mówił na łamach “Super Expressu”.

Konrad Skolimowski podkreślał również, że kluczem do jego popularności jest muzyka, która trafia do odbiorców w różnych sytuacjach. Jego zdaniem piosenki nie muszą być zarezerwowane wyłącznie dla klubów czy wielkich imprez. Mogą towarzyszyć słuchaczom podczas codziennych obowiązków, poprawiać humor w samochodzie, a nawet stać się oprawą romantycznych chwil. To właśnie tę uniwersalność artysta wskazuje jako jeden z powodów, dla których jego utwory trafiają do tak szerokiej publiczności.

“Przyciągam ludzi, bawię ludzi. Czasem dla kogoś (…) w samochodzie na lepszy humor, a czasem po prostu na randkę, na pierwszy taniec” – dodał.

Czy koncert Dody rzeczywiście stanie się jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń muzycznych 2027 roku? Tego dowiemy się dopiero po jego realizacji. Na razie wiadomo, że przygotowania do tak dużego widowiska budzą zainteresowanie nie tylko fanów wokalistki, ale również przedstawicieli branży. A Skolim? Zamiast wdawać się w dyskusję o milionach, postawił na dyplomatyczną odpowiedź i dobre życzenia. Wygląda na to, że tym razem nie zamierza rywalizować z Dodą na wielkość koncertowego budżetu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Margareta POKŁÓCIŁA SIĘ z Mohamedem. Ślubu jednak nie będzie?

Wolicie Dodę czy Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ida Nowakowska, Piotr Kędzierski, Doda (fot. Mirosław Sosnowski) – zdjęcie prasowe Polsat
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Skolim (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Radosław Liszewski przestrzega SKOLIMA! Kasa może się SKOŃCZYĆ?

Opublikowano

w dniu

przez

Radosław Liszewski przestrzega SKOLIMA! Kasa może się SKOŃCZYĆ?

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Michel Moran wspomina Tomasza Jakubiaka. Tak wyglądało ich ostatnie spotkanie

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością