Śledź nas

news

Maciejczak URAŻONY słowami Sadowskiej. Takiej afery w „TTBZ” nie było?

Opublikowano

w dniu

Finał „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” przyniósł nie tylko zwycięstwo Marii Sadowskiej, ale również zaskakujące emocje za kulisami. Jedna z wypowiedzi triumfatorki najwyraźniej nie wszystkim przypadła do gustu, a Marcin Maciejczak postanowił odnieść się do niej bez ogródek. Jego słowa mogą wywołać kolejną burzę. Dowiedz się więcej!

W piątkowy wieczór widzowie Polsatu poznali triumfatorkę kolejnego sezonu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Główną nagrodę, czyli Złotą Twarz oraz 150 tysięcy złotych na cel charytatywny, zdobyła Maria Sadowska. O zwycięstwie zdecydowali wyłącznie jurorzy: Justyna Steczkowska, Stefano Terrazzino, Małgorzata Walewska i Piotr Gąsowski. Choć finał miał być wielkim świętem muzycznych metamorfoz, jego rozstrzygnięcie błyskawicznie stało się przedmiotem gorącej dyskusji w sieci.

Największe emocje wzbudziła pozycja Marcina Maciejczaka, który od wielu tygodni cieszył się ogromnym uznaniem internautów. W finałowym odcinku artysta zdecydował się na niezwykle wymagającą kreację. Wcielił się w Annę German i wykonał legendarny utwór „Tańczące Eurydyki”. Jego występ zrobił ogromne wrażenie na widzach, a w komentarzach nie brakowało opinii, że właśnie taki finałowy popis powinien przesądzić o zwycięstwie.

Tymczasem werdykt jury okazał się dla wielu kompletnym zaskoczeniem. Marcin Maciejczak zakończył rywalizację dopiero na czwartej pozycji, ustępując Marii Sadowskiej, Rafałowi Brzozowskiemu oraz Uli Milewskiej. To właśnie kolejność finalistów stała się głównym powodem internetowej burzy. Widzowie nie mogli zrozumieć, jak artysta, którego występ wywołał tak ogromne emocje, znalazł się poza podium.

Po ogłoszeniu wyników głos zabrała zwyciężczyni. Maria Sadowska, odbierając statuetkę, postanowiła zwrócić się bezpośrednio do pozostałych finalistów. Jej przemowa miała być pocieszeniem dla tych, którym nie udało się zdobyć głównej nagrody, jednak nie wszyscy odebrali ją w ten sposób. Wokalistka i reżyserka zasugerowała bowiem, że młodsi uczestnicy mają jeszcze wiele okazji do udziału w podobnych programach, podczas gdy dla niej może to być jedna z ostatnich takich przygód.

“Moi kochani finaliści, byliście wspaniali, ale wy jesteście młodzi, jeszcze weźmiecie w takich programach milion razy udział. (…) Ja nie wiem, czy się jeszcze odważę” – tłumaczyła.

POLECAMY: Rewolucja w „Listach do M”. Nie uwierzycie, kto dołącza do obsady

Słowa Sadowskiej po finale „TTBZ” DOTKNĘŁY Maciejczaka. Nie krył rozczarowania

Słowa Marii Sadowskiej szybko stały się jednym z najbardziej komentowanych fragmentów finału. Widzowie zaczęli zastanawiać się, czy takie pocieszenie rzeczywiście było potrzebne, a niektórzy uznali je za niezręczne. Tymczasem o komentarz do finałowych rozstrzygnięć oraz atmosfery po ogłoszeniu wyników Pudelek poprosił samego Marcina Maciejczaka. Artysta nie ukrywał, że sam awans do ścisłej czołówki był dla niego ogromnym wyróżnieniem, które zawdzięcza życzliwości innych gwiazd.

“Dla mnie wielką nagrodą było dostanie się do tego finału, a stało się to tylko dzięki punktom, które dali mi inni uczestnicy. Wydaje mi się, że gdyby nie 5 punktów od Marcina Millera, to chyba w ogóle bym się tam nie znalazł” wyznał szczerze.

Marcin Maciejczak podkreślił również, że udział w programie miał dla niego znacznie większe znaczenie niż sam wynik. Szczególnie wyjątkowy okazał się finałowy występ, podczas którego wcielił się w Annę German. To właśnie z jej twórczością wiąże się osobista historia młodego wokalisty, który od dzieciństwa marzył o zaśpiewaniu jej utworu na tak dużej scenie.

“Największą nagrodą była możliwość zaśpiewania piosenki Anny German. To dzięki Annie German zacząłem w ogóle jako mały chłopiec śpiewać. Spełniłem więc swoje największe marzenie z dzieciństwa i jestem dzisiaj najszczęśliwszym chłopakiem na świecie” – dodał.

W wypowiedzi dla Pudelka artysta otwarcie przyznał, że protekcjonalne potraktowanie młodszych uczestników przez Marię Sadowską zostawiło u niego spory niesmak. To właśnie ten fragment rozmowy może teraz wywołać najwięcej emocji.

“Jedyne, co mnie dotknęło, to że usłyszałem, że młodzi nie muszą wygrywać, bo są młodzi i jeszcze mają na to czas… Przyznam, że nie chciałbym czekać do starości, żeby dostawać nagrody, dlatego że mi się należą z racji wieku”- podsumował.

Wypowiedź Marcina Maciejczaka pokazuje, że choć nie zamierza odbierać sobie radości z udziału w programie, pewne słowa zapamiętał na długo. Finał „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” miał być przede wszystkim muzycznym widowiskiem, tymczasem zakończył się dyskusją o werdykcie, wieku uczestników i komentarzu zwyciężczyni. Czy przemowa Marii Sadowskiej rzeczywiście była tylko niewinnym pocieszeniem, czy zabrzmiała inaczej, niż zamierzała? Jedno jest pewne – Marcin Maciejczak nie pozostawił jej bez komentarza.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Danuta Holecka OSTRO do Tuska. Te słowa padły na antenie Republiki

Kto według Was powinien wygrać? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Maria Sadowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Rewolucja w „Listach do M”. Nie uwierzycie, kto dołącza do obsady

Opublikowano

w dniu

przez

Świąteczna seria „Listy do M.” ponownie szykuje niespodziankę dla widzów. Po zapowiedziach powrotu uwielbianych bohaterów pojawiło się kolejne nazwisko, które może wywołać ogromne emocje. Tym razem chodzi o aktora, którego od dawna nie oglądaliśmy na dużym ekranie. Dowiedz się więcej!

„Listy do M.” to bez wątpienia jedna z najpopularniejszych polskich serii filmowych, której akcja tradycyjnie rozgrywa się w magicznym, świątecznym okresie. Od lat produkcje te przyciągają widzów ciepłą atmosferą, humorem oraz historiami o miłości, rodzinie i niespodziewanych zwrotach akcji. Dla wielu osób seans kolejnej części stał się niemal obowiązkowym elementem przygotowań do Bożego Narodzenia.

Od pierwszej odsłony, która zadebiutowała w 2011 roku, na ekranie pojawiały się największe nazwiska polskiego kina. Widzowie mogli oglądać między innymi Janusza Chabiora, Macieja Zakościelnego, Macieja Stuhra, Wojciecha Malajkata, Tomasza Karolaka, Piotra Adamczyka, Julię Wróblewską, Martę Żmudą-Trzebiatowską czy Agnieszkę Dygant. Twórcy przez lata rozwijali historie bohaterów, a popularność serii sprawiła, że doczekała się ona aż sześciu filmów.

Ostatnia część, zatytułowana „Listy do M. Pożegnania i powroty”, trafiła do kin w 2024 roku. Choć jej tytuł mógł sugerować definitywne zamknięcie pewnego rozdziału, wszystko wskazuje na to, że świąteczna historia wcale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Fani od dawna zastanawiali się, czy ich ulubieni bohaterowie ponownie pojawią się na ekranach.

Jak informował portal naEKRANIE.pl, rozpoczęły się prace nad siódmą odsłoną cyklu. „Listy do M. 7” mają ponownie zabrać widzów w świat świątecznych perypetii, a wśród powracających postaci znajdą się dobrze znane twarze. Szczególnie dużo emocji wzbudziła zapowiedź powrotu Tomasza Karolaka oraz Mateusza Winke, który wciela się w jego ekranowego syna.

Obaj aktorzy już wcześniej dali do zrozumienia, że chętnie ponownie pojawią się w produkcji. W programie „Dzień Dobry TVN” zadeklarowali gotowość do powrotu, co tylko podsyciło zainteresowanie kolejną częścią. Na ten moment właśnie ich nazwiska wydają się najbardziej pewnymi punktami obsady, choć widzowie z pewnością liczą na znacznie więcej niespodzianek.

POLECAMY: Danuta Holecka OSTRO do Tuska. Te słowa padły na antenie Republiki

Uwielbiany aktor dołącza do „Listów do M. 7”

Teraz pojawiła się kolejna informacja, która może szczególnie ucieszyć miłośników polskiego kina. Do obsady „Listów do M. 7” ma dołączyć Paweł Wawrzecki. Aktor od lat cieszy się ogromną sympatią publiczności, a widzowie doskonale pamiętają go z takich produkcji jak „Daleko od noszy”, „Teściowie” czy „Kowalscy kontra Kowalscy”. Jego udział w świątecznym hicie zapowiada się wyjątkowo interesująco.

Informacja została ogłoszona w sobotnim wydaniu programu „Mówię Wam”, gdzie prowadzący Mateusz Hładki przekazał aktorowi wiadomość o jego udziale w nadchodzącej produkcji. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. Paweł Wawrzecki potwierdził, że rzeczywiście zobaczymy go w nowej odsłonie popularnej serii.

“Pan będzie w “Listach do M”, – powiedział Hładki. “Będę” – zadeklarował aktor.

To krótkie potwierdzenie wystarczyło, by wzbudzić zainteresowanie fanów. Paweł Wawrzecki od dawna pozostaje jedną z charakterystycznych postaci polskiej sceny aktorskiej, a jego powrót do dużej produkcji filmowej może być jedną z ciekawszych niespodzianek nadchodzącej części. Na razie nie ujawniono jednak szczegółów dotyczących jego bohatera ani tego, jaką rolę odegra w świątecznej historii.

Co z premierą „Listów do M. 7”? Wszystko wskazuje na to, że film może trafić do kin w listopadzie przyszłego roku. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to na razie przewidywany termin, a nie oficjalnie potwierdzona data premiery. Na szczegóły dotyczące fabuły, pełnej obsady oraz kolejnych powrotów znanych aktorów widzowie będą musieli jeszcze poczekać. Jedno jest pewne: siódma odsłona świątecznego hitu już teraz budzi spore zainteresowanie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Widzowie WŚCIEKLI po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23”. Mają rację?

Czekacie na nową część “Listów do M”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Tomasz Karolak (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Maciej Stuhr (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Danuta Holecka OSTRO do Tuska. Te słowa padły na antenie Republiki

Opublikowano

w dniu

przez

Danuta Holecka ponownie zabrała głos w sprawie głośnej interwencji policji wobec jej męża. Tym razem dziennikarka zwróciła się bezpośrednio do Donalda Tuska, a jej słowa wywołały kolejne emocje wokół wydarzeń na warszawskim cmentarzu. Poszło o wypowiedź premiera, której prezenterka nie zamierza pozostawić bez odpowiedzi. Dowiedz się więcej!

Sprawa, która odbiła się szerokim echem w mediach, rozpoczęła się 1 listopada, w dniu Wszystkich Świętych. Danuta Holecka wraz z rodziną przyjechała na warszawski Służew, aby odwiedzić grób swojego syna Juliana, który zmarł w 2023 roku. Wizyta na cmentarzu ma dla najbliższych dziennikarki szczególne znaczenie, ponieważ od śmierci chłopca regularnie odwiedzają miejsce jego pochówku. To właśnie wtedy doszło do interwencji policji wobec jej męża, Krzysztofa Dunina-Holeckiego.

Według relacji rodziny sytuacja przy cmentarzu szybko przybrała dramatyczny obrót. Krzysztof Dunin-Holecki został zakuty w kajdanki przez funkcjonariuszy, a nagrania z przebiegu zdarzenia trafiły do mediów. Na opublikowanych materiałach widać policjantów podejmujących czynności wobec mężczyzny. Bliscy dziennikarki przekazywali również, że został on przewrócony na ziemię, a podczas interwencji źle się poczuł. Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego.

Od początku sprawa budziła ogromne emocje, przede wszystkim ze względu na różnice w relacjach dotyczących przebiegu interwencji. Rodzina Danuty Holeckiej przedstawiała wydarzenia w sposób odmienny od argumentacji służb. W centrum sporu znalazła się kwestia tego, czy samochód rzeczywiście wjechał na teren cmentarza. To właśnie ten szczegół stał się później jednym z najważniejszych punktów politycznej dyskusji.

POLECAMY: Widzowie WŚCIEKLI po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23”. Mają rację?

Danuta Holecka OSTRO uderza w Donalda Tuska

Tym razem Danuta Holecka postanowiła odnieść się do sprawy w wyjątkowo stanowczy sposób. Dziennikarka Telewizji Republika skierowała swoje słowa bezpośrednio do premiera Donalda Tuska, zarzucając mu wykorzystanie sytuacji jej rodziny podczas wystąpienia w Sejmie. Prezenterka nie kryła emocji i zdecydowanie zaprzeczyła wersji, według której jej mąż miał wjechać samochodem na cmentarz.

“I wycierał pan sobie twarz moją rodziną z mównicy sejmowej, kłamiąc bezczelnie, że mój mąż wjechał na cmentarz. Otóż nikt z nas, nigdy, nie wjechał na cmentarz! Zaparkowaliśmy na parkingu, na wyznaczonych do tego miejscach. Jak każdego dnia przez dwa lata i prawie pięć miesięcy” – powiedziała Danuta Holecka na antenie Telewizji Republiki.

Słowa dziennikarki były bezpośrednią reakcją na wydarzenia z 6 listopada. Podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego premier Donald Tusk odniósł się do interwencji policji wobec męża prezenterki. Szef rządu bronił działań funkcjonariuszy, wskazując, że rozpoznawalność żony nie powinna oznaczać szczególnego traktowania.

“Ktoś uważa, że jak ma żonę w TV Republika, to może wjechać samochodem na cmentarz i dziwi się, że policja interweniuje” – wyznał Donald Tusk.

Wypowiedź premiera stała się dla Danuty Holeckiej kolejnym powodem do publicznego zabrania głosu. Dziennikarka nie zgodziła się z przedstawionym opisem wydarzeń i stanowczo podkreśliła, że jej rodzina korzystała z wyznaczonych miejsc parkingowych. W jej ocenie słowa Donalda Tuska niesłusznie przedstawiały bliskich w negatywnym świetle. Sprawa przestała być więc wyłącznie dyskusją o interwencji policji, a nabrała również wyraźnego wymiaru politycznego.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Viki Gabor skrytykowała parodie Mateusza Waltera. Teraz kulisy wyszły na jaw

Co uważacie o Danucie Holeckiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Donald Tusk (fot. screen YouTube Kancelaria Premiera)
Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Widzowie WŚCIEKLI po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23”. Mają rację?

Opublikowano

w dniu

przez

W piątkowy wieczór poznaliśmy zwyciężczynię kolejnej edycji „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Decyzja jurorów wywołała jednak prawdziwą burzę, a internauci nie kryją rozczarowania tym, co wydarzyło się na finałowej scenie. Szczególnie jedno nazwisko przewija się w komentarzach wyjątkowo często. Dowiedz się więcej!

W piątkowy wieczór widzowie Polsatu poznali triumfatorkę kolejnego sezonu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Główną nagrodę, czyli Złotą Twarz oraz 150 tysięcy złotych na cel charytatywny, zdobyła Maria Sadowska. O zwycięstwie zdecydowali wyłącznie jurorzy: Justyna Steczkowska, Stefano Terrazzino, Małgorzata Walewska i Piotr Gąsowski. Choć finał miał być wielkim świętem muzycznych metamorfoz, jego rozstrzygnięcie błyskawicznie stało się przedmiotem gorącej dyskusji w sieci.

Największe emocje wzbudziła pozycja Marcina Maciejczaka, który od wielu tygodni cieszył się ogromnym uznaniem internautów. W finałowym odcinku artysta zdecydował się na niezwykle wymagającą kreację. Wcielił się w Annę German i wykonał legendarny utwór „Tańczące Eurydyki”. Jego występ zrobił ogromne wrażenie na widzach, a w komentarzach nie brakowało opinii, że właśnie taki finałowy popis powinien przesądzić o zwycięstwie.

Tymczasem werdykt jury okazał się dla wielu kompletnym zaskoczeniem. Marcin Maciejczak zakończył rywalizację dopiero na czwartej pozycji, ustępując Marii Sadowskiej, Rafałowi Brzozowskiemu oraz Uli Milewskiej. To właśnie kolejność finalistów stała się głównym powodem internetowej burzy. Widzowie nie mogli zrozumieć, jak artysta, którego występ wywołał tak ogromne emocje, znalazł się poza podium.

W komentarzach publikowanych pod oficjalnymi profilami programu szybko pojawiły się głosy pełne rozczarowania. Internauci nie ukrywali, że spodziewali się zupełnie innego rozstrzygnięcia. Szczególnie mocno komentowano fakt, że Rafał Brzozowski znalazł się przed Marcinem Maciejczakiem. Wiele osób podkreślało, że finałowa interpretacja „Tańczących Eurydyk” była jednym z najmocniejszych momentów całej edycji.

„Nie wierzę w to, co właśnie zobaczyłam. Marcin powinien być na pierwszym miejscu!”; „Po takim występie czwarte miejsce? Naprawdę trudno to zrozumieć”; „Wielkie rozczarowanie finałem. Liczyłam na zupełnie inny werdykt”; „To Marcin skradł całe show”, „Nie oglądam już kolejnej edycji, ta była dramatyczna” – czytamy w social mediach stacji.

Takie opinie pojawiały się w sieci niemal natychmiast po ogłoszeniu wyników. Część widzów zwracała uwagę, że Marcin Maciejczak od początku sezonu prezentował wyjątkowo wysoki poziom, a jego występy regularnie wywoływały zachwyt. Dla nich finał miał być naturalnym zwieńczeniem tej drogi. Tym większe było rozczarowanie, gdy okazało się, że jurorzy postawili na zupełnie inne nazwiska.

POLECAMY: Viki Gabor skrytykowała parodie Mateusza Waltera. Teraz kulisy wyszły na jaw

Internauci nie odpuszczają po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Padły mocne słowa

Nie zabrakło również komentarzy dotyczących samej formuły programu. Widzowie coraz głośniej zastanawiali się, czy o końcowym sukcesie rzeczywiście powinno decydować wyłącznie jury. W ich opinii głosowanie SMS-owe mogłoby całkowicie zmienić układ sił i sprawić, że wyniki bardziej odpowiadałyby oczekiwaniom publiczności. Niektórzy przekonywali wręcz, że przy takim rozwiązaniu Marcin Maciejczak miałby zdecydowanie większe szanse na triumf.

„Gdyby głosowali widzowie, Marcin nie miałby sobie równych”; „Najlepszy artysta tej edycji i takie zakończenie. Szkoda”; „Widzowie powinni mieć większy wpływ na finał” – pisali fani show.

W internetowej dyskusji oberwało się także Marii Sadowskiej. Część komentujących nie zgadzała się z jej zwycięstwem, a niektórzy kwestionowali nawet sam udział artystki w finale. Pojawiły się głosy, że jej triumf nie był tym, na co liczyli sympatycy programu. Warto jednak podkreślić, że są to opinie internautów, a nie potwierdzone zarzuty dotyczące przebiegu rywalizacji.

„Sadowska wygrała, ale dla mnie to Maciejczak był największą gwiazdą tej edycji”; „Poziom Marcina był niesamowity. Nie rozumiem tego czwartego miejsca”, “Sadowska siłą wciśnięta do finału i siłą wygrała” – czytamy.

Niektórzy widzowie poszli jeszcze dalej i zaczęli podważać wiarygodność całego rozstrzygnięcia. W komentarzach pojawiały się sugestie dotyczące faworyzowania uczestników oraz zarzuty, że wyniki nie odzwierciedlały tego, co publiczność oglądała na scenie. Nie przedstawiono jednak dowodów na ustawienie finału, a emocjonalne reakcje internautów pozostają przede wszystkim wyrazem ich niezadowolenia z werdyktu.

„Najlepsze wykonanie wieczoru i czwarte miejsce. To mówi samo za siebie”; “Cyrk, ustawki, masakra”, “Najgorsza edycja ze wszystkich” – piszą widzowie.

Jedno jest pewne: finał „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” wywołał emocje, których trudno było się spodziewać po muzycznym widowisku. Maria Sadowska może cieszyć się ze zwycięstwa i zdobycia Złotej Twarzy, ale w mediach społecznościowych to Marcin Maciejczak stał się jednym z najgoręcej komentowanych bohaterów wieczoru. Internauci nie zamierzają szybko zapomnieć o jego interpretacji Anny German, a dyskusja o tym, czy wynik finału był sprawiedliwy, dopiero nabiera rozpędu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowa prowadząca „Fakty” w TVN. Kim jest i kiedy zadebiutuje?

A Wy co uważacie o wygranej Sadowskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Maria Sadowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Viki Gabor skrytykowała parodie Mateusza Waltera. Teraz kulisy wyszły na jaw

Opublikowano

w dniu

przez

Parodie Viki Gabor wywołały swego czasu spore emocje, a sama wokalistka nie ukrywała, że ma do nich poważne zastrzeżenia. Teraz Mateusz Walter wrócił do tamtej sytuacji i opowiedział, jak wyglądała ona z jego perspektywy. W rozmowie z Szymonem Jedynakiem padły słowa, które rzucają nowe światło na internetowy konflikt. Dowiedz się więcej!

Temat parodii Viki Gabor od dłuższego czasu budził zainteresowanie internautów. Mateusz Walter, znany z humorystycznego naśladowania znanych osób, publikował materiały inspirowane zachowaniem i sposobem wypowiadania się młodej wokalistki. Nie wszystkim jednak przypadły one do gustu. Sama artystka przyznała, że choć ma dystans do parodiowania swojej osoby, w przypadku twórczości Waltera odczuwała pewien niesmak. Szczególnie zwracała uwagę na różnicę wieku między nią a twórcą oraz na fakt, że jego internetowy content w dużej mierze koncentrował się właśnie na niej.

W rozmowie z Pomponikiem Viki Gabor nie ukrywała swoich zastrzeżeń. Jej wypowiedź odbiła się szerokim echem w sieci i wywołała dyskusję na temat granic internetowego humoru. Wokalistka zwracała uwagę nie tylko na samą formę parodii, ale również na reakcje odbiorców, którzy pod publikacjami potrafili zamieszczać nieprzyjemne komentarze. W ten sposób niewinne, przynajmniej w założeniu, naśladowanie mogło przerodzić się w przestrzeń pełną nieprzychylnych opinii.

„Ja oczywiście na parodie swoje mam dystans. Też od czasu do czasu parodiuję sama, ale to jest trochę dziwne, że dorosły facet parodiuje nastolatkę i mam trochę taki niesmak […] On ma prawie cały content o mnie, więc się wspina na górę, hejtując mnie i to jest trochę dziwne” – skomentowała artystka w rozmowie z Pomponikiem jakiś czas temu.

Do sprawy wrócił teraz Mateusz Walter, który w podcaście „Na osobności” prowadzonym przez Szymona Jedynaka opowiedział o swoich odczuciach związanych z tamtą sytuacją. Twórca podkreślił, że nie otrzymał bezpośredniej wiadomości od wokalistki ani jej managementu z prośbą o zaprzestanie publikowania parodii. O całym problemie dowiedział się z internetu, obserwując reakcje na słowa artystki. Jak przyznał, nie spodziewał się takiego odbioru swojej działalności.

„Nie zareagowałem jakoś drastycznie. Bardziej mnie przeraziło, że tego dystansu u Viki nie widziałem. Wtedy ja nawet pod jej parodiami wyłączyłem komentarze, bo ludzie ją tam mocno jechali. I to było niefajne, bo ludzie naprawdę potrafią przesadzić. Ale nie uważam, że zrobiłem coś złego. Poza tym ja jestem też bardzo ugodowym człowiekiem i gdyby na przykład ona czy jej management mi napisał: „Sorry stary, to nie jest w ogóle fajne. Czy chciałbyś po prostu gdzieś tam przejść na jakąś ścieżkę, żeby to zakończyć?. No to nie miałbym problemu z tym, żeby przesta […] Tylko tutaj nawet nigdzie nie było takiej rozmowy, interwencji” – wyznał w „Na osobności”.

POLECAMY: Kosiniak-Kamysz pokazał się z Mentzenem. Donald Tusk przerwał milczenie

Viki Gabor miała zastrzeżenia do Mateusza Waltera. Influencer wyjaśnił, co wydarzyło się za kulisami

Podczas rozmowy Szymon Jedynak dopytał swojego gościa, czy jego zdaniem publikowane materiały można było uznać za hejt, czy raczej za humorystyczne odtworzenie zachowań artystki. Mateusz Walter stanowczo odrzucił pierwszą interpretację, zaznaczając, że jego intencją nie było obrażanie wokalistki. Jednocześnie przyznał, że granice humoru bywają bardzo indywidualne i to, co dla jednej osoby jest żartem, dla innej może okazać się nieprzyjemne.

„Na pewno nie, bo to nie był hejt. No przynajmniej ja tak uważam. Ale każdy jednak gdzieś ma tę swoją granicę. Dla innych to może być hejt, dla kogoś to może nie być hejt. Ja uważam, że to nie był hejt” – stwierdził.

Twórca wyjaśnił również, w jakim momencie zdecydował się na wyłączenie komentarzy pod nagraniami naśladującymi Viki Gabor. Jak zaznaczył, nie była to reakcja na bezpośrednią interwencję artystki czy jej przedstawicieli, lecz jego własna decyzja. Zauważył bowiem, że internauci coraz częściej przekraczali granice, zamieszczając pod filmami wyjątkowo obraźliwe wpisy. Właśnie wtedy uznał, że dalsze pozostawianie otwartej sekcji komentarzy nie ma sensu.

„Gdy po prostu ludzie już tak zaczynali hejtować, ale to już takimi wulgaryzmami, takimi naprawdę, że sam bym gdzieś tam nie chciał dostawać takich obelg. Dlatego w sumie tylko przez ludzi. To nie było gdzieś tam, że jakaś wiadomość prywatna czy coś takiego od kogoś. Nie, to była moja decyzja stuprocentowa ze względu na to, że ludzie nie potrafią się czasami zachować w komentarzach, bo to miało być takie z humorem, a ludzie czasami tak w to szli aż za mocno” – dodał Mateusz Walter w „Na osobności” Szymona Jedynaka.

Co ciekawe, mimo całej sytuacji Mateusz Walter nie kryje podziwu dla talentu i osiągnięć Viki Gabor. W rozmowie podkreślił, że od początku kibicował jej karierze, zarówno podczas udziału w „The Voice”, jak i występu na Eurowizji. Jego zdaniem wokalistka należy do grona najbardziej utalentowanych artystek młodego pokolenia w Polsce, a jej możliwości wokalne robią ogromne wrażenie.

„Ja w ogóle bardzo jej ścieżkę w „The Voice” na przykład wspierałem czy na Eurowizji. Dla mnie jest to ta wokalistka z tego młodego pokolenia, z najlepszym chyba głosem, łącznie z Sarą James. Uważam, że to są dwie wokalistki, a nawet już przyrównując do dorosłych chyba z najlepszym wokalem u nas w Polsce” – powiedział.

Historia parodii Viki Gabor pokazuje, jak cienka potrafi być granica między internetowym żartem a treścią, która wywołuje negatywne emocje. Mateusz Walter podkreśla, że nie miał złych intencji, a jego decyzja o wyłączeniu komentarzy wynikała przede wszystkim z zachowania internautów. Jednocześnie przyznaje, że rozmowa z artystką lub jej managementem mogłaby pozwolić na spokojne rozwiązanie sprawy. W podcaście „Na osobności” twórca odsłonił kulisy sytuacji, która przez długi czas wzbudzała zainteresowanie fanów obu stron.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Artur Barciś zabrał głos ws. Donalda Tuska. „Bardzo to było sprytne”’

A Was bawią takie parodie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Mateusz Walter (fot. screen YouTube “Na osobności”)
Viki Gabor (fot. screen YouTube TVN.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością