Śledź nas

PRZEłowca

Obejrzałem dwa odcinki „Proud”. Takiego serialu w Polsce dawno nie było?

Opublikowano

w dniu

Nowa produkcja HBO Max dopiero zadebiutowała, a już wywołuje ogromne emocje wśród widzów i krytyków. Nagrody zdobyte jeszcze przed premierą nie były przypadkiem, bo „Proud” okazuje się czymś znacznie więcej niż kolejnym polskim serialem obyczajowym. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z jednym z najlepszych tytułów ostatnich lat? Przeczytaj poniższą recenzję, aby dowiedzieć się więcej!

Pierwszy odcinek nowej polskiej produkcji HBO Original „Proud” zadebiutował na platformie HBO Max w ubiegłym tygodniu, a już teraz serial jest jednym z najgłośniej komentowanych tytułów tego lata. Ośmioodcinkowa produkcja przyciąga uwagę nie tylko tematyką, ale również imponującą obsadą, w której znaleźli się między innymi Ignacy Liss, Kamil Studnicki, Maria Sobocińska, Maja Ostaszewska, Joanna Kulig, Mateusz Więcławek oraz Piotr Pacek.

Jeszcze przed premierą serial odniósł sukces na arenie międzynarodowej. Światowa premiera „Proud” odbyła się podczas prestiżowego festiwalu Series Mania, gdzie produkcja została zaprezentowana w konkursie głównym. Serial zdobył najważniejszą nagrodę festiwalu, a dodatkowo wyróżniony został również Ignacy Liss, który odebrał statuetkę dla najlepszego aktora.

Fabuła skupia się na losach Filipa, młodego modela, który sprawia wrażenie człowieka żyjącego bez żadnych ograniczeń. Bohater próbuje ukryć swoje lęki i niepewność pod maską pewności siebie, a kolejne imprezy, romanse i beztroskie decyzje mają zagłuszyć trudne doświadczenia z dzieciństwa spędzonego w domu dziecka.

Jego życie zmienia się jednak w jednej chwili. Filip otrzymuje wiadomość, która całkowicie wywraca jego dotychczasowy świat do góry nogami. To właśnie ten moment staje się początkiem emocjonalnej podróży, podczas której bohater musi zmierzyć się z dorosłością, odpowiedzialnością i własną tożsamością.

POLECAMY: Andrzej Rosiewicz w „Tańcu z Gwiazdami”? Sam zabrał głos

„Proud” to najlepszy polski serial roku? Po dwóch odcinkach jestem bliski takiego werdyktu [RECENZJA]

Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków mogę śmiało powiedzieć, że „Proud” to jeden z najlepszych polskich seriali, jakie widziałem w ostatnich latach. Oczywiście to dopiero początek historii, ale już teraz widać, że twórcy przygotowali coś wyjątkowego. To świeży oddech po ogromnej stagnacji na rynku serialowym, który od lat zdominowany jest przez kolejne kryminały i sensacyjne produkcje.

Ogromnym atutem serialu jest również fakt, że HBO Max postawiło na historię queer/LGBT, nie traktując jej jako dodatku czy kontrowersji dla samej kontrowersji. Tematyka została przedstawiona naturalnie i wiarygodnie, a bohaterowie nie są jednowymiarowi. Dzięki temu widz bardzo szybko angażuje się emocjonalnie w ich losy.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Ignacy Liss. Aktora mogliśmy wcześniej oglądać między innymi w produkcjach „Marzec ’68”, „Warszawianka” czy Polsatowskim serialu „Teściowie”, jednak wszystko wskazuje na to, że rola Filipa może okazać się przełomowym momentem w jego karierze. Liss praktycznie od pierwszej sceny przykuwa uwagę i bez najmniejszego problemu staje się centralnym punktem całej opowieści.

Największe wrażenie robi jednak jego autentyczność. Aktor znakomicie operuje emocjami, a wiele kluczowych momentów rozgrywa dosłownie spojrzeniem czy drobnym gestem. To jedna z tych kreacji, w których twarz mówi więcej niż najdłuższe dialogi. Widać zagubienie, bunt, strach, ale też potrzebę bliskości i akceptacji. Nawet w najbardziej odważnych, intymnych i wymagających scenach wypada niezwykle naturalnie, dzięki czemu widz ani przez chwilę nie ma poczucia sztuczności. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądamy aktora, który właśnie wchodzi na zupełnie nowy poziom i udowadnia, że stać go na role z najwyższej półki.

Moją uwagę zwróciła także Maja Ostaszewska, która na razie pojawia się jako postać drugoplanowa, ale kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Jej bohaterka przypomina momentami nieco Małgorzatę Wilk z serii filmów „Teściowie” – jest błyskotliwa, ironiczna i świetnie napisana. Jej komentarze oraz puenty należą do najmocniejszych elementów dwóch pierwszych odcinków.

Czujni widzowie mogli wychwycić również bardzo ciekawy smaczek. W jednej ze scen bohater grany przez Ignacego Lissa trafia do studia „Dzień Dobry TVN”, gdzie ma wystąpić w roli modela. Uwagę zwraca jednak nie tylko sama scena, ale także osoby pojawiające się w roli prowadzących program śniadaniowy.

Na ekranie zobaczyć można Jana Pirowskiego, który już w lipcu oficjalnie zadebiutuje jako prowadzący „Dzień Dobry TVN”, a partneruje mu Izabella Krzan. Czy to jedynie serialowy przypadek, czy może subtelna podpowiedź ze strony stacji? Na razie pozostaje to jedynie w sferze spekulacji, ale trudno przejść obok takiego szczegółu obojętnie.

Warto też docenić to, jak „Proud” wygląda od strony realizacyjnej. Montaż jest szybki, ale nie chaotyczny, dzięki czemu serial ogląda się bardzo płynnie. Kamera cały czas jest blisko bohaterów, a niektóre ujęcia robią naprawdę duże wrażenie i budują klimat scen lepiej niż dialogi. Dużym atutem jest również tempo opowieści – twórcy nie rozwlekają wątków i od razu przechodzą do konkretów. Pomagają w tym także odcinki trwające niespełna 40 minut, które sprawiają, że chce się od razu włączyć kolejny.

Po dwóch pierwszych epizodach mam poczucie i śmiało mogę stwierdzić, że HBO Max wreszcie zaproponowało serial obyczajowy, który nie próbuje być kolejnym kryminałem ani sensacją. Jeśli następne odcinki utrzymają ten poziom, „Proud” może okazać się jedną z najciekawszych polskich premier tego roku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polski influencer miał poważny wypadek. Internauci ruszyli ze wsparciem

Mieliście już okazję obejrzeć nowy serial HBO MAX? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Ignacy Liss (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Przez trzy dni zbierał butelki na festiwalu. Ile zarobił?

Opublikowano

w dniu

przez

Większość uczestników przyjechała na festiwal dla muzyki i zabawy. Jeden z nastolatków postanowił jednak spojrzeć na wydarzenie zupełnie inaczej i zamienił teren imprezy w nietypowe miejsce pracy. Efekty jego trzydniowej akcji zaskoczyły nawet internautów. Dowiedz się więcej!

Podczas tegorocznego Mystic Festivalu, który odbywał się od 4 do 6 czerwca, jeden z nastolatków postanowił przeprowadzić nietypowy eksperyment. Zamiast skupiać się wyłącznie na koncertach i festiwalowych atrakcjach, postanowił sprawdzić, ile pieniędzy można zarobić dzięki systemowi kaucyjnemu, zbierając porzucone opakowania pozostawione przez uczestników imprezy.

Całą akcję relacjonował w mediach społecznościowych. Jak wyjaśnił na opublikowanym nagraniu, każdego dnia pojawiał się na terenie festiwalu około godziny 16:30 i pozostawał tam aż do późnych godzin wieczornych. Przez trzy dni konsekwentnie przemierzał teren wydarzenia, zbierając pozostawione butelki i kubki.

Do przedsięwzięcia przygotował się bardzo profesjonalnie. Zaopatrzył się w rękawiczki ochronne oraz kilkanaście dużych worków na odpady o pojemności 240 litrów każdy. W pobliżu miał również zaparkowanego busa, do którego regularnie przewoził zebrane opakowania. Jak relacjonował, jednorazowo mógł zmieścić w pojeździe nawet piętnaście pełnych worków.

W trakcie pracy dokładnie segregował znalezione opakowania. Jedną grupę stanowiły butelki objęte systemem kaucyjnym, za które można było odzyskać pieniądze. Drugą były specjalne festiwalowe kubki, których wartość okazała się znacznie wyższa.

POLECAMY: Kuba Wojewódzki zakpił z Mai Chwalińskiej? Jego słowa wywołały poruszenie

Ile zarobił na butelkach kaucyjnych? [WIDEO]

Już podczas trwania wydarzenia postanowił oddać pierwszą partię zebranych butelek. Około trzydziestu szklanych opakowań przyniosło mu szybki zarobek w wysokości 30 zł. Był to jednak dopiero początek całej akcji.

Następnie udał się do butelkomatu znajdującego się w jednym ze sklepów sieci Lidl. Tam rozpoczął wielogodzinną walkę z ogromną liczbą zebranych opakowań. Jak przyznał, cały proces trwał około trzech godzin i nie obyło się bez problemów.

Urządzenia kilkukrotnie ulegały awariom, co wymagało interwencji pracowników sklepu. Mimo tych trudności nastolatek nie zrezygnował i przed zamknięciem marketu zdołał opróżnić aż pięć dużych worków pełnych butelek. Efekt jego pracy okazał się imponujący.

Po zakończeniu zwrotu opakowań otrzymał bon o wartości 651,90 zł. To jednak nie był koniec. Część zebranych butelek nie została oddana tego samego dnia. Według jego własnych szacunków ich wartość wynosiła jeszcze około 350 zł, co znacząco zwiększało końcowy wynik całego przedsięwzięcia.

Na tym zarobek się nie skończył. Dużą część przychodu stanowiły także festiwalowe kubki objęte wysoką kaucją. Nastolatek przyznał, że za same kubki miał otrzymać „prawie 600 zł, jak nie ponad”. Przy stawce wynoszącej 15 zł za sztukę oznaczało to zwrot około czterdziestu kubków.

Po podliczeniu wszystkich opakowań okazało się, że trzydniowa akcja mogła przynieść nawet około 1600 zł przychodu. Wynik błyskawicznie wywołał dyskusję w internecie. Jedni byli pod wrażeniem przedsiębiorczości nastolatka, inni zwracali uwagę na ogromną liczbę opakowań pozostawianych po masowych imprezach.

“Super, że to robisz; Nie uważam, żeby to było wstydem; Przynajmniej dba o ekologię; Takich ludzi nam potrzeba; Lepiej zbierać niż wyrzucać do kosza; Taka kasa na ulicy nie leży” – komentowali obserwatorzy.

Historia pokazuje również, jak duże znaczenie zaczyna odgrywać system kaucyjny, który funkcjonuje w Polsce od 1 października 2025 roku. Obecnie za szklaną butelkę wielokrotnego użytku o pojemności do 1,5 litra można odzyskać 1 zł kaucji, natomiast za plastikowe butelki PET do 3 litrów oraz aluminiowe puszki do 1 litra przysługuje zwrot w wysokości 50 groszy.

Choć dla większości uczestników Mystic Festival był przede wszystkim muzycznym świętem, dla jednego nastolatka okazał się także nieoczekiwaną okazją do zarobku. Jego historia błyskawicznie obiegła media społecznościowe i pokazała, że czasami wystarczy odrobina pomysłowości oraz determinacji, by zamienić porzucone odpady w całkiem pokaźną sumę pieniędzy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim postawił na odważną zmianę. Efekt zaskoczył nawet fanów

Zbieracie czy wyrzucacie butelki kaucyjne? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

@djiskra.pl ZARABIAM NA BUTELKACH KAUCYJYCH PART 2 #kaucja #butelkizwrotne ♬ oryginalny dźwięk – DJ ISKRA
(fot. screen TikTok @djiskra.pl)
(fot. screen TikTok @djiskra.pl)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

PRZEłowca

Historyczny sukces Polaka na Eurowizji. Europa oszalała na punkcie jego występu

Opublikowano

w dniu

przez

To sukces, o którym mówi dziś cała muzyczna Europa. Polska po raz kolejny udowodniła swoją siłę na międzynarodowej scenie, a występ młodego reprezentanta zachwycił zarówno jurorów, jak i widzów. Niewielu spodziewało się, że tegoroczny konkurs zakończy się dla naszego kraju w tak spektakularny sposób. Dowiedz się więcej!

W minioną sobotę Polska po raz kolejny zapisała się na kartach historii europejskich konkursów muzycznych. Podczas Eurowizji dla Młodych Muzyków 2026, która odbyła się w Erywaniu, nasz kraj sięgnął po najwyższe trofeum. Decyzją czteroosobowego jury zwycięzcą został Michał Stochel, który zachwycił wykonaniem III części „Concerto Classico” autorstwa Mikołaja Majkusiaka.

Występ młodego Polaka od pierwszych dźwięków przyciągnął uwagę zarówno publiczności zgromadzonej na miejscu, jak i widzów śledzących wydarzenie przed telewizorami. Jurorzy byli pod ogromnym wrażeniem nie tylko umiejętności samego muzyka, ale również kompozycji przygotowanej specjalnie na konkurs.

Ogromnych emocji nie kryli także komentatorzy TVP Kultura. Sylwia Janiak-Kobylińska oraz Robert Kamyk już chwilę po zakończeniu występu Polaka byli przekonani, że był to jeden z najmocniejszych momentów całego wieczoru.

„Wow! Co za energia, co za ekspresja! Ten występ to naprawdę nasz sukces” – mówił Robert Kamyk zaraz po tym, gdy Polak zakończył swój występ.

Tegoroczne zwycięstwo ma szczególny wymiar. Michał Stochel został bowiem pierwszym w historii Eurowizji dla Młodych Muzyków akordeonistą, który sięgnął po główną nagrodę. Tym samym przeszedł do historii konkursu i dołączył do grona najbardziej utalentowanych młodych instrumentalistów Europy.

Dzięki triumfowi 18-latka Polska może pochwalić się już czwartym zwycięstwem w historii konkursu. Wcześniej nasi reprezentanci triumfowali w latach 1992, 2000 oraz 2016. Tegoroczny sukces dopisuje kolejny rozdział do imponującej historii polskich występów na tej prestiżowej imprezie.

Oprócz statuetki i tytułu zwycięzcy Michał Stochel otrzymał także wyjątkową nagrodę. Młody muzyk będzie miał możliwość występowania z ormiańską orkiestrą filharmonii podczas kolejnego sezonu artystycznego. To ogromna szansa na dalszy rozwój kariery i zdobywanie międzynarodowego doświadczenia.

POLECAMY: Opole 2026: Występ Igora Herbuta podzielił widzów? Poszło o przebój Rodowicz

Tak przebiegła tegoroczna Eurowizja dla Młodych Muzyków [WYNIKI]

Drugie miejsce w konkursie zajęła reprezentująca Łotwę marimbistka Sonja Misiņa. To właśnie dzięki jej wysokiej lokacie przyszłoroczna Eurowizja dla Młodych Muzyków odbędzie się na Łotwie. Gospodarzem wydarzenia będzie Lipawa – trzecie co do wielkości miasto kraju, które w 2027 roku będzie pełnić również funkcję Europejskiej Stolicy Kultury.

Na najniższym stopniu podium znalazła się reprezentantka gospodarzy, flecistka Elen Virabyan z Armenii. Organizatorzy konkursu zostali bardzo wysoko ocenieni za przygotowanie wydarzenia. Widzowie mogli oglądać specjalne pocztówki prezentujące miasta uczestników, a motywem przewodnim całego widowiska było malarstwo.

Choć TVP Kultura zrezygnowała z emisji części artystycznej i przeszła bezpośrednio do ogłoszenia wyników, polscy widzowie z pewnością nie mają powodów do narzekań. W końcu miniona sobota zakończyła się dla naszego kraju jednym z największych sukcesów ostatnich lat w świecie muzyki klasycznej, a nazwisko Michała Stochela na długo pozostanie symbolem tego historycznego triumfu.

Tegoroczny konkurs był również wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Organizatorzy potwierdzili, że od teraz Eurowizja dla Młodych Muzyków będzie odbywać się co roku, a nie – jak dotychczas – co dwa lata. Oznacza to, że kolejna edycja odbędzie się już w 2027 roku.

Gospodarzem wydarzenia będzie Łotwa, której reprezentantka Sonja Misiņa zajęła w Erywaniu drugie miejsce. Konkurs zostanie zorganizowany w Lipawie – trzecim co do wielkości mieście kraju, które w przyszłym roku będzie również nosić tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Wszystko wskazuje na to, że po historycznym sukcesie Michała Stochela polscy melomani już teraz z niecierpliwością będą czekać na kolejną edycję i szansę na następny triumf biało-czerwonych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mietek Szcześniak zabrał głos po słowach Skolima. Ma rację?

Podobał Wam się występ 18-latka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Michał Stochel (fot. screen Instagram @armpublictv)
Michał Stochel (fot. screen Instagram @armpublictv)
Michał Stochel (fot. screen YouTube TVP Rzeszów)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze kilka dni temu internet żył kolejną szaloną akcją Łatwoganga, który postanowił przejechać rowerem całą Polskę, by zebrać miliony na leczenie chorego chłopca. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, gdy influencer niespodziewanie nadał dramatyczny komunikat do swoich widzów. Fani są podzieleni, a w sieci rozpętała się gorąca dyskusja. Dowiedz się więcej!

Łatwogang w ciągu ostatnich tygodni wyrósł na jedną z najgłośniejszych postaci polskiego internetu. Jeszcze niedawno mało kto spodziewał się, że młody twórca internetowy będzie w stanie porwać miliony ludzi do wspólnego działania charytatywnego. Tymczasem jego poprzednia akcja okazała się absolutnym fenomenem, o którym mówiły nawet zagraniczne media. Wydarzenia z niewielkiej kawalerki influencera śledziła cała Polska, a internet praktycznie żył tylko jednym tematem.

Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu zastanawiało się, czy Łatwogang będzie w stanie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć swoich odbiorców. Okazało się, że influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem. Tym razem postanowił połączyć ekstremalne wyzwanie fizyczne z pomocą dla chorego dziecka. 23-latek wsiadł na rower i zapowiedział trasę przez całą Polskę, aby nagłośnić zbiórkę dla 8-letniego Maksia Tockiego.

Nowa akcja od samego początku budziła ogromne emocje. Internauci śledzili każdy kilometr trasy, regularnie wpłacając pieniądze i motywując influencera do dalszej jazdy. Widzowie szybko zauważyli jednak, że wyzwanie jest znacznie trudniejsze, niż mogło się wydawać na początku. Wielogodzinne transmisje pokazywały zmęczenie, brak snu oraz coraz większe problemy organizmu influencera.

Mimo trudności zbiórka rozwijała się w błyskawicznym tempie. Kwota rosła praktycznie z godziny na godzinę, a tysiące osób ponownie zaangażowały się w akcję charytatywną. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy wspierających Łatwoganga, a wielu internautów pisało wprost, że podziwia jego determinację i poświęcenie. Wszystko wskazywało na to, że influencer dopnie swego i zrealizuje ambitny plan do samego końca.

Wcześniej twórca zapowiedział, że jeśli przed dotarciem do Warszawy uda się zebrać 12 milionów złotych, pojedzie nie tylko do Gdańska, ale wróci także z nad morza aż do Zakopanego. Dla widzów była to kolejna motywacja do wpłat, a sam challenge zaczął przypominać internetowy maraton emocji, który z każdą godziną przyciągał nowych odbiorców.

„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.

POLECAMY: Polsat Hit Festiwal 2026: Kto przyciągnął największą uwagę? [FOTO]

Łatwogang przerywa nową akcję. Co się stało?

Sytuacja niespodziewanie zmieniła się jednak w sobotnie popołudnie. Około godziny 15:00 Łatwogang połączył się z fanami na streamie i przekazał wiadomość, której wielu kompletnie się nie spodziewało. Już po pierwszych słowach było widać, że influencer jest wyraźnie wyczerpany i ma problem z kontynuowaniem wyzwania.

“Taki troszeczkę cięższy temat. (…) Słuchajcie, sytuacja jest taka, że wydaje mi się, patrząc na to, jak się czuję i jak wszystko wygląda, biorąc pod uwagę, że mamy 360 kilometrów, to mam poczucie, że to, by wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie, będzie niemożliwe dla mnie fizycznie” – ogłosił podczas transmisji.

Influencer postanowił od razu szczerze wyjaśnić fanom, z czego wynika jego decyzja. Jak przyznał, organizm zaczął odmawiać mu posłuszeństwa. Długie godziny jazdy, brak odpowiedniej regeneracji i ogromne zmęczenie sprawiły, że dalsza część trasy mogłaby okazać się zwyczajnie zbyt niebezpieczna dla jego zdrowia.

“Chcę Wam powiedzieć to teraz, na tym etapie. Na pewno dojadę do Gdańska z Zakopanego. Dajcie znać, co o tym myślicie. Czy to jest jakkolwiek dla Was okej? (…) Przerosła mnie ta cała sytuacja, już widzę, że od trzech godzin mam problemy żołądkowe, odwadniam się bardzo silnie” – tłumaczył swoim widzom.

Po tych słowach internet momentalnie podzielił się na dwa obozy. Część internautów podkreślała, że zdrowie jest najważniejsze i nikt nie powinien oczekiwać od influencera przekraczania granic własnego organizmu. Inni zwracali jednak uwagę, że wcześniejsze deklaracje dotyczące przejazdu przez całą Polskę były bardzo konkretne i teraz czują się rozczarowani zmianą planów.

Nie zmienia to jednak faktu, że akcja Łatwoganga ponownie zgromadziła wokół siebie gigantyczną społeczność i pomogła nagłośnić zbiórkę dla chorego dziecka. Sam influencer wielokrotnie podkreślał, że najważniejszym celem całego przedsięwzięcia jest pomoc Maksiowi Tockiemu, a nie bicie rekordów czy udowadnianie czegokolwiek za wszelką cenę.

Choć dziś nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie zakończy się cała wyprawa, jedno jest pewne – Łatwogang po raz kolejny udowodnił, że potrafi poruszyć internet i zmobilizować tysiące ludzi do działania. A emocje wokół jego rowerowego wyzwania prawdopodobnie jeszcze długo nie opadną.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język

Podobają Wam się akcje charytatywne Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

PRZEłowca

Wpłaciłeś na akcję Łatwoganga i Cancer Fighters dla dzieci? Urząd Skarbowy odda Ci część pieniędzy

Opublikowano

w dniu

przez

Najpierw były emocje, rekordy i miliony wpłat, które poruszyły całą Polskę. Teraz pojawia się temat, o którym mówi się zdecydowanie ciszej, choć dla wielu może okazać się kluczowy. Chodzi o pieniądze, które już zostały przekazane i o to, co można z nimi zrobić dalej. Dowiedz się więcej!

Akcja zorganizowana przez Łatwoganga od pierwszych godzin przyciągała ogromne zainteresowanie i szybko przerodziła się w jedno z największych wydarzeń charytatywnych w polskim internecie. Dziewięciodniowa transmisja na żywo nie była jedynie formą rozrywki, ale przede wszystkim realnym narzędziem pomocy dla dzieci zmagających się z chorobami nowotworowymi. Skala zaangażowania widzów rosła z każdą godziną, a licznik wpłat bił kolejne rekordy.

Stream rozpoczął się 17 kwietnia o godzinie 20:00 i trwał nieprzerwanie aż do wieczora 26 kwietnia. Przez ten czas do niewielkiej kawalerki influencera przewinęły się dziesiątki gości – od twórców internetowych po znane nazwiska ze świata muzyki i telewizji m.in. Cezary i Edyta Pazura, Agata Kulesza, Tomasz Karolak, Andziaks i Luka, Roxie Węgiel, Kevin Mglej, Dawid Kwiatkowski, Małgorzata Kożuchowska, Tede, Oskar Cyms, Doda, Weronika Książkiewicz. Każdy z nich dokładał swoją cegiełkę, zachęcając widzów do wsparcia zbiórki i nagłaśniając jej cel.

Nie bez znaczenia była również inspiracja całym przedsięwzięciem. Punktem wyjścia stał się utwór autorstwa Bedoesa oraz chorej na białaczkę Mai Metan. Piosenka „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)” stała się symbolem walki, determinacji i nadziei, a jednocześnie nadała całej akcji wyjątkowo emocjonalny wymiar, który mocno oddziaływał na odbiorców.

Zainteresowanie transmisją osiągnęło niespotykany poziom. W kulminacyjnym momencie stream oglądało nawet 1,5 miliona widzów jednocześnie, co pokazuje, jak ogromną siłę ma dziś internet w mobilizowaniu ludzi wokół ważnych spraw społecznych. Widzowie nie tylko oglądali, ale przede wszystkim aktywnie uczestniczyli, dokonując wpłat i udostępniając transmisję dalej.

Efekty tej mobilizacji przeszły najśmielsze oczekiwania. W trakcie dziewięciu dni udało się zebrać ponad 251 milionów złotych na rzecz Fundacji Cancer Fighters. Co istotne, zakończenie transmisji nie oznaczało końca zbiórki – licznik nadal rośnie, a łączna kwota przekroczyła już 282 miliony złotych, co czyni tę inicjatywę absolutnie wyjątkową.

Dla wielu osób udział w akcji był przede wszystkim odruchem serca. Decyzje o wpłatach podejmowane były spontanicznie, często pod wpływem emocji i historii prezentowanych podczas transmisji. W tym wszystkim łatwo było przeoczyć kwestie formalne, które dopiero teraz zaczynają wychodzić na pierwszy plan.

POLECAMY: Ten kadr podbił sieć i stał się symbolem akcji Łatwoganga. Kim jest jego autor?

Oddałeś pieniądze na zbiórkę Łatwoganga? Możesz odzyskać część wpłaty! [SZCZEGÓŁY]

Mało kto zdaje sobie bowiem sprawę, że przekazując darowiznę na rzecz organizacji takiej jak Fundacja Cancer Fighters, można skorzystać z ulgi podatkowej. To rozwiązanie przewidziane w przepisach ma na celu zachęcanie obywateli do wspierania organizacji pożytku publicznego, a jednocześnie daje realne korzyści finansowe darczyńcom.

Fundacja, która była beneficjentem zbiórki, posiada status Organizacji Pożytku Publicznego. Oznacza to, że przekazane środki mogą zostać odliczone od dochodu w rocznym rozliczeniu PIT, co w praktyce pozwala zmniejszyć podstawę opodatkowania i finalnie zapłacić niższy podatek.

Warto jednak pamiętać o obowiązujących limitach. Odliczeniu podlegają darowizny do wysokości 6% rocznego dochodu podatnika. Choć dla części osób może to być niewielka kwota, dla innych – szczególnie tych, którzy przekazali większe sumy – może to oznaczać zauważalną ulgę finansową.

Kluczową kwestią pozostaje odpowiednia dokumentacja. Aby skorzystać z odliczenia, konieczne jest posiadanie potwierdzenia przelewu bankowego, które jasno wskazuje odbiorcę darowizny oraz jej wysokość. Bez tego rozliczenie ulgi może okazać się niemożliwe.

Nie bez znaczenia jest również moment dokonania wpłaty. W przypadku darowizn przekazanych w kwietniu trzeba liczyć się z tym, że część z nich zostanie zaksięgowana z opóźnieniem. W praktyce oznacza to, że nie wszystkie wpłaty będzie można uwzględnić w najbliższym rozliczeniu podatkowym.

W wielu przypadkach ulga za darowiznę będzie mogła zostać rozliczona dopiero w kolejnym roku podatkowym, czyli w PIT składanym w 2027 roku. To istotna informacja dla wszystkich, którzy chcą podejść do tematu świadomie i nie być zaskoczonymi podczas składania deklaracji.

Akcja Łatwoganga pokazuje więc nie tylko siłę wspólnego działania i ogromne pokłady empatii w społeczeństwie, ale także to, jak ważna jest wiedza na temat przysługujących praw. Pomaganie innym może iść w parze z rozsądnym zarządzaniem własnymi finansami – trzeba tylko wiedzieć, jak to zrobić.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Michał Danilczuk w „Azji Express”. Kto jeszcze wystąpi w nowej edycji?

A czy Wy wpłaciliście swoją cegiełkę na akcję Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku

Łatwogang (fot. Instagram)
Łatwogang (fot. screen YouTube Kanał Zero)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością