Śledź nas

showbiz

Julia Wieniawa poza jury „Tańca z Gwiazdami”? Kulisy wyszły na jaw

Opublikowano

w dniu

Wielu widzów było przekonanych, że to właśnie dziś oficjalnie pozna nową jurorkę „Tańca z Gwiazdami”. Podczas prezentacji jesiennej ramówki Polsatu wszyscy wypatrywali Julii Wieniawy, jednak aktorka nie pojawiła się na wydarzeniu. Dlaczego zabrakło jej na jednej z najważniejszych imprez telewizyjnych sezonu? Dowiedz się więcej!

Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” wystartuje już 6 września, a emocje wokół programu rosną z każdym kolejnym dniem. Produkcja sukcesywnie odsłania nazwiska uczestników i profesjonalnych tancerzy, którzy już wkrótce rozpoczną walkę o Kryształową Kulę. Choć pełna lista tanecznych par wciąż pozostaje tajemnicą, wiadomo już, że nowy sezon przyniesie widzom kilka istotnych zmian.

Produkcja odsłoniła już pełną listę dwunastu uczestników nowej edycji. Wśród gwiazd, które już wkrótce zawalczą o Kryształową Kulę, znaleźli się m.in. Mandaryna, Helena Englert, Krzysztof Kwiatkowski, Dominik Rupiński, Joanna Jędrzejczyk, Monika Borzym oraz Matteo Brunetti. Jeszcze przed rozpoczęciem treningów doszło jednak do pierwszej zmiany. Z udziału w programie, ze względów zdrowotnych, zrezygnował Andrzej Rosiewicz, który pierwotnie również miał wystąpić w nadchodzącym sezonie.

Równie dużo emocji od kilku tygodni wzbudza skład jury. Po odejściu Ewy Kasprzyk rozpoczęły się liczne spekulacje dotyczące osoby, która zajmie jej miejsce przy jurorskim stole. W mediach pojawiało się wiele nazwisk, jednak zdecydowanie najczęściej wymieniano Julię Wieniawę.

Plotki nasiliły się po tym, jak w lipcu Julia Wieniawa poinformowała o zakończeniu swojej przygody z programem „Mam Talent!”. Jej decyzja od razu wywołała falę komentarzy, a w branży zaczęto spekulować, że aktorka może wkrótce rozpocząć współpracę z konkurencyjną stacją. Sama gwiazda pożegnała się z formatem w mediach społecznościowych.

„W życiu wszystko ma swój czas. Każdy rozdział kiedyś się kończy, żeby mógł zacząć się kolejny. Odchodzę z wdzięcznością, pięknymi wspomnieniami i ogromną ciekawością tego, co przede mną. Dziękuję za tę przygodę. Do zobaczenia” – informowała w oświadczeniu.

POLECAMY: Program Marcina Prokopa PRZENOSI SIĘ do Polsatu. Wielki transfer?

Julia Wieniawa wielką nieobecną na ramówce Polsatu

Czwartkowa prezentacja jesiennej ramówki Polsatu wydawała się idealnym momentem na ogłoszenie kolejnego dużego transferu. Wiele osób spodziewało się, że to właśnie podczas wydarzenia stacja oficjalnie potwierdzi nową rolę Julii Wieniawy. Tak się jednak nie stało, a nieobecność aktorki błyskawicznie stała się jednym z najczęściej komentowanych tematów wydarzenia.

Jak udało się ustalić portalowi Plejada, powodem nieobecności aktorki miał być obowiązujący jeszcze zakaz konkurencji.

„Julia Wieniawa nie mogła się pojawić ze względu na zakaz konkurencji do połowy sierpnia” — mówi osoba związana z Polsatem na łamach Plejady.

Wszystko wskazuje więc na to, że fani będą musieli uzbroić się jeszcze w odrobinę cierpliwości. Brak Julii Wieniawy podczas ramówki nie musi oznaczać, że rozmowy o jej nowej roli zostały zakończone. Wręcz przeciwnie – jej nieobecność tylko podsyciła spekulacje i wywołała jeszcze większe zainteresowanie wokół nowego sezonu „Tańca z Gwiazdami”.

Na ten moment Polsat nie potwierdził oficjalnie, że Julia Wieniawa dołączy do jury tanecznego show. Jeśli jednak medialne doniesienia okażą się prawdziwe, stacja najprawdopodobniej ujawni jej nową rolę jeszcze przed premierą programu. Niewykluczone, że nastąpi to w jednym z wydań „Halo tu Polsat”, gdzie tradycyjnie prezentowane są najważniejsze informacje dotyczące ramówki. Na oficjalne potwierdzenie widzowie będą musieli jeszcze chwilę poczekać.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tłum gwiazd na ramówce Polsatu: Englert, Mandaryna, Kuna [FOTO]

Myślicie, że Julia Wieniawa sprawdzi się w roli jurorki “Tańca z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Marcin Prokop, Julia Wieniawa, Agnieszka Chylińska, Agustin Egurrola (fot. Mirosław Sosnowski/zdjęcie prasowe TVN)
(fot. AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Obejrzałem „Girls of Warsaw” na Prime Video. I mam jeden problem: PO CO to powstało?

Opublikowano

w dniu

przez

Na początku roku zapowiadano produkcję, która miała pokazać życie influencerek od zupełnie innej strony. Andziaks, Ola Nowak, Jessica Mercedes i Klaudia Sadownik miały wpuścić kamery nie tylko do swojej pracy, ale również do codzienności, pokazując widzom znacznie więcej niż starannie przygotowane treści z Instagrama, YouTube’a czy TikToka. Obejrzałem cały sezon i mam wrażenie, że „Girls of Warsaw” ostatecznie nie zmienia obrazu bohaterek, który znamy z mediów społecznościowych. Co więcej, momentami trudno nie zadać sobie pytania: gdzie właściwie jest ten serial dokumentalny, który nam obiecywano?

„Girls of Warsaw” to zaledwie sześć odcinków, a pierwsze pięć trwa niewiele ponad dwadzieścia minut. Prime Video udostępnił cały sezon 18 września, więc całość można pochłonąć praktycznie w jeden wieczór. I tutaj pojawia się pierwszy problem. Jeżeli naprawdę chciano stworzyć format, który pokaże influencerki z mniej kontrolowanej strony, to trudno mi uznać, że tak krótka forma pozwoliła wejść wystarczająco głęboko w ich życie. Zamiast dużej, wielowątkowej produkcji dostajemy raczej szybki przegląd kilku sytuacji, spotkań i wyjazdów.

Jeżeli celem „Girls of Warsaw” było odczarowanie stereotypu influencera, który „nic nie robi”, to również nie jestem przekonany, że ten plan się udał. Owszem, dostajemy kilka momentów pokazujących, że taka praca wymaga dużej elastyczności. Partner Oli Nowak narzeka nawet na to, że często musi ona zmieniać plany i odwoływać wcześniej ustalone rzeczy. Klaudia Sadownik jedzie natomiast do Krakowa, aby zobaczyć swoją kolekcję ubrań stworzoną dla znanej sieciówki. Tylko że dla mnie to nadal za mało, żeby całkowicie zmienić sposób postrzegania tej branży.

Tym bardziej że w serialu bardzo mocno wybrzmiewa również druga strona życia bohaterek. W jednym z odcinków Luka, mąż Andziaks, zdradza, że jego żona w 2024 roku zarobiła dwa miliony złotych z samych wyświetleń, podczas gdy on miał zarobić nieco ponad 800 tysięcy. Chwilę wcześniej oglądamy Andziaks, która bez większego problemu jest w stanie wydać niemal 10 tysięcy złotych na halloweenową dekorację w postaci ogromnej dyni. Trudno więc oczekiwać, że widz nie zacznie porównywać swojego życia z rzeczywistością pokazaną na ekranie.

Podobnie jest w przypadku Oli Nowak, która mieszka w warszawskim apartamentowcu Złota 44. W pewnym momencie pada informacja, że jej mąż płaci 20 tysięcy złotych czynszu miesięcznie. I właśnie tutaj „Girls of Warsaw” paradoksalnie robi coś zupełnie odwrotnego do tego, co prawdopodobnie chciało osiągnąć. Zamiast sprawić, że widz pomyśli: „wow, to jednak ciężka praca”, momentami może pomyśleć: „wow, ale one mają życie”. Czy to jest złe? Nie. Czy może budzić emocje? Oczywiście. Ale trudno jednocześnie dziwić się, że przy takim obrazie życia pojawiają się komentarze dotyczące pieniędzy, konsumpcji czy materializmu.

POLECAMY: Joanna Jędrzejczyk chciała odejść z „TzG”? Niepokojące wieści przed 3. odcinkiem

Rok nagrań, sześć odcinków. Coś poszło nie tak?

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem: czas. Zdjęcia do „Girls of Warsaw” rozpoczęły się mniej więcej rok temu, a widz dostaje historię, w której obserwuje między innymi końcówkę ciąży Andziaks. Dzisiaj influencerka jest już mamą kilkumiesięcznego Franco. Jeszcze bardziej dziwnie wypada wątek Oli Nowak, bo w serialu oglądamy jej przygotowania do ślubu, rozmowy o wielkim dniu i moment, w którym Ola Nowak mówi, że chciałaby, aby Andziaks została mistrzynią ceremonii. Tyle że ślub Oli Nowak mamy już dawno za sobą – odbył się na początku lipca tego roku.

No sorry, ale oglądając to we wrześniu 2026 roku, trudno nie odnieść wrażenia, że oglądamy wydarzenia, które zdążyły już mocno się zestarzeć. Serial miał pokazywać życie influencerek i ich rzeczywistość, a tymczasem widz dostaje materiał sprzed wielu miesięcy, podczas gdy życie bohaterek zdążyło już pójść kilka kroków dalej. I właśnie ten przeskok czasowy jest w „Girls of Warsaw” wyjątkowo odczuwalny.

Ciekawie wypada za to sam reunion, który poprowadził Maks Behr, reporter „Halo tu Polsat”. Szósty odcinek trwa już około 44 minut i jest właściwie rozmową podsumowującą pierwszych pięć części. Klaudia Sadownik przyznała, że przed zobaczeniem materiału spodziewała się reality-show z lektorem i dynamicznym montażem. Andziaks z kolei mówiła, że spodziewa się wszystkiego. Tylko tutaj pojawia się moje pytanie: czego właściwie miała się spodziewać, skoro sama uczestniczyła w nagraniach i doskonale wiedziała, co zostało zarejestrowane? W dodatku podczas reunionu Andziaks była już po ciąży i nie miała Franco w brzuchu, co tylko jeszcze mocniej przypomina widzowi, jak dawno temu powstawała zasadnicza część programu.

I chyba sam reunion najlepiej podsumowuje problem tego formatu. Jessica Mercedes powiedziała wprost:

„U mnie nie było pikantnych rzeczy, tylko takie luzerskie” – powiedziała Jessica.

I właściwie trudno mi się z tym nie zgodzić. Owszem, wokół „Girls of Warsaw” pojawiały się medialne dyskusje dotyczące między innymi zarobków Andziaks, ale jeśli ktoś włączał ten serial z nadzieją na wielkie sekrety, afery i rzeczy, których bohaterki nigdy wcześniej nie pokazywały, może poczuć niedosyt. Nie ma tutaj wielkiej bomby. Nie ma momentu, po którym człowiek odkłada telefon i mówi: „Okej, tego się nie spodziewałem”.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Andziaks zdecydowała się pokazać również znacznie bardziej osobistą i trudną historię. W jednym z odcinków opowiedziała przed kamerami o swoim dzieciństwie, relacji z ojcem i dziadkiem oraz problemie alkoholu w rodzinie. Andziaks wspominała:

„I słyszałam jak mój dziadek noże ostrzył i mówił, że nas za**je tej nocy […] Mało kto o tym wie, ale no i mój tatuś i mój dziadek lubili alkohol, więc u nas w domu czasami były takie awantury, że moja babcia wiele razy po prostu gdzieś tam ratowała nas z tego wszystkiego, więc przez to też na pewno była taką silną i mocną kobietą. Nas, to też tak ukształtowało, ale na pewno też się na nas odbiło” – mówiła przed kamerami.

I właśnie takich momentów chciałbym w tym programie zobaczyć więcej. Nie kolejnego wyjazdu czy zaaranżowanego spotkania, ale sytuacji, w których bohaterki rzeczywiście odsłaniają kawałek siebie.

Podobnie jest z Jessicą Mercedes, która w serialu opowiada o swoim życiu uczuciowym, złamanym sercu i funkcjonowaniu jako singielka. To również jest coś, czego nie da się sprowadzić wyłącznie do kolejnej stylizacji czy zdjęcia z luksusowego wyjazdu. Problem w tym, że te bardziej osobiste historie są w „Girls of Warsaw” trochę porozrzucane i szybko ustępują miejsca kolejnym, znacznie lżejszym scenom.

I dlatego moje podsumowanie jest chyba prostsze, niż można byłoby się spodziewać. „Girls of Warsaw” nie odmieniło mojego obrazu Andziaks, Oli Nowak, Jessiki Mercedes czy Klaudii Sadownik. Nie powiedziałbym, że produkcja pokazała je w złym świetle, ale też absolutnie nie sprawiła, że nagle zobaczyłem je zupełnie inaczej. To dla mnie po prostu krótka, lekka rozrywka i całkiem niezły „odmóżdżacz”, który można wciągnąć z ciekawości w jeden wieczór. Całość to niewiele ponad 160 minut materiału, więc nawet jeśli po pierwszym odcinku nie jesteście przekonani, nie musicie poświęcać na ten eksperyment całego weekendu.

Mam jednak nadzieję, że jeśli Prime Video zdecyduje się na drugi sezon, produkcja zostanie zrealizowana zdecydowanie szybciej. Bo największym problemem „Girls of Warsaw” jest dla mnie właśnie to, że oglądamy wydarzenia, które zdążyły się już mocno zestarzeć. Jeśli ma to być serial dokumentalny o życiu influencerek, chciałbym zobaczyć ich rzeczywistość znacznie bliżej momentu premiery. Więcej spontaniczności, mniej ustawianych sytuacji, więcej prawdziwego „tu i teraz” i przede wszystkim więcej materiału. Bo sześć krótkich odcinków to zdecydowanie za mało, żeby naprawdę wejść za kulisy życia czterech tak różnych bohaterek. Na pierwszy sezon? Spoko. Na wielkie wydarzenie? Dla mnie zdecydowanie nie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Decyzja trenerów „The Voice of Poland” wywołała oburzenie. „Straszna szkoda”

A Wam się podoba ta produkcja? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Luka i Andziaks (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Klaudia Sadownik, Jessica Mercedes, Ola Nowak i Andziaks (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Jessica Mercedes (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Klaudia Sadownik (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Ola Nowak (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Andziaks (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Górniak i Schreiber napisały do Chajzera po ślubie z 20-letnią Bianką. Miło?

Opublikowano

w dniu

przez

Filip Chajzer i jego ukochana Bianka mają za sobą jeden z najważniejszych dni w swoim życiu. Para powiedziała sobie „tak” podczas sobotniej uroczystości w Krakowie, a informacja o ślubie szybko zaczęła odbijać się szerokim echem w świecie show-biznesu. Na reakcje znanych osób nie trzeba było długo czekać. Dowiedz się więcej!

Historia związku Filipa Chajzera i Bianki od początku wzbudzała spore zainteresowanie. Para poznała się na początku 2026 roku podczas wspólnej pracy nad projektem podcastowym. Bianka pełniła w nim funkcję producentki, a prezenter szybko zwrócił uwagę na młodą kobietę i poprosił ją o numer telefonu. Ich relacja bardzo szybko nabrała tempa i już po kilku miesiącach zakochani byli zaręczeni.

Od początku sporo emocji budziła także różnica wieku między partnerami. Bianka ma 20 lat, natomiast Filip Chajzer w listopadzie skończy 42 lata. Para wielokrotnie podkreślała jednak, że dobrze się ze sobą dogaduje, a kolejne etapy związku przychodzą im naturalnie. Ślub miał być dla nich kolejnym krokiem w budowaniu wspólnej przyszłości.

Do ceremonii Filip Chajzer i Bianka przygotowywali się przez wiele miesięcy. Dziennikarz, z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, mówił nawet, że pełnił funkcję własnej „wedding plannerki”. Narzeczeni mieli również za sobą nauki przedmałżeńskie oraz przygotowania do pierwszego tańca.

W sobotę 19 września nadszedł wreszcie długo wyczekiwany dzień. Uroczystość rozpoczęła się punktualnie o godzinie 13:00 w jednym z krakowskich kościołów. Wśród najbliższych pary znalazł się również ojciec pana młodego, Zygmunt Chajzer. Wszystko wskazuje na to, że dla młodych małżonków był to niezwykle ważny i rodzinny moment.

POLECAMY: Joanna Jędrzejczyk chciała odejść z „TzG”? Niepokojące wieści przed 3. odcinkiem

Górniak, Wachowicz i Schreiber gratulują Chajzerowi

Choć ceremonia miała rodzinny i kameralny charakter, wiadomość o ślubie szybko obiegła show-biznes. Znajomi i celebryci zaczęli składać młodej parze życzenia pod opublikowanymi zdjęciami. W komentarzach pojawiły się słowa wsparcia oraz gratulacje dla świeżo upieczonych małżonków.

Wśród pierwszych osób, które pogratulowały parze, znalazła się Ewa Wachowicz. Jej komentarz był krótki, ale bardzo serdeczny:

Gratulacje!!! Miłości nigdy nieustającej

Swoje wsparcie okazał także Krzysztof Gojdź, który pozostawił pod publikacją krótki komentarz:

Grats!!!!

Pod ślubnym postem pojawiła się również Marianna Schreiber, która zwróciła się bezpośrednio do nowożeńców:

Gratulacje kochani

Szczególną uwagę zwróciła jednak reakcja Edyty Górniak. Artystka udostępniła ślubny post pary na swoim profilu, dodając wymowne:

Gratulacje.

Reakcje znanych osób pokazują, że Filip Chajzer i Bianka mogą liczyć na wiele ciepłych słów po swoim ślubie. Para rozpoczyna właśnie nowy etap wspólnego życia, a sobotnia ceremonia w Krakowie stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w ich dotychczasowej historii. Teraz przed nimi już tylko kolejne wspólne rozdziały.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Decyzja trenerów „The Voice of Poland” wywołała oburzenie. „Straszna szkoda”

Wy też gratulujecie Filipowi i Biance? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Marianna Schreiber (fot. screen Instagram Marianna Schreiber)
Edyta Górniak (fot. Marcin Gadomski/AKPA) 
Filip Chajzer (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Filip Chajzer (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

showbiz

Jak mieszka Joanna Przetakiewicz? W jej willi króluje luksus. Marmur, złoto i lustra robią wrażenie

Opublikowano

w dniu

przez

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Joanna Przetakiewicz od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego świata mody i biznesu. Projektantka i bizneswoman znana jest z zamiłowania do luksusu, które widać nie tylko w jej stylizacjach, ale również w aranżacji domu. Jej willa w Konstancinie pod Warszawą urządzona została w charakterystycznym, eleganckim stylu. Od czasu do czasu Przetakiewicz pokazuje w mediach społecznościowych fragmenty swojej prywatnej przestrzeni. Na zdjęciach uwagę zwracają przede wszystkim marmur, złote akcenty, czerń i efektowne lustra.

Joanna Przetakiewicz to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich projektantek i bizneswoman. Założyła markę modową La Mania, a przez lata zbudowała swoją pozycję nie tylko w branży fashion, ale również w świecie mediów i show-biznesu. Jest także założycielką ruchu Era Nowych Kobiet, który skupia się na wspieraniu i aktywizowaniu kobiet.

Prywatnie Joanna Przetakiewicz jest żoną producenta filmowego Rinke Rooyensa. Para mieszka w podwarszawskim Konstancinie, a projektantka od czasu do czasu pokazuje w mediach społecznościowych fragmenty swojej codzienności. Dzięki publikowanym zdjęciom można zajrzeć również do jej imponującej willi.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

POLECAMY: Przetakiewicz komentuje rozwód Wiśniewskiego. Te słowa dają do myślenia

Marmur, czerń, złoto i efektowne lustra

Dom Joanny Przetakiewicz został urządzony w bardzo charakterystycznym, luksusowym stylu. W pomieszczeniach dominują czarne meble, marmurowe powierzchnie, złote i srebrne dodatki oraz duże lustra. Projektantka nie postawiła na minimalizm we wnętrzach znajduje się wiele dekoracji, designerskich przedmiotów i efektownego oświetlenia.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Szczególną uwagę zwracają duże okna z czarnymi ramami, przez które do środka wpada sporo naturalnego światła. Za nimi rozciąga się pełen zieleni ogród. W jadalni ustawiono długi stół z czarnymi krzesłami, nad którym zawisła okazała lampa. Z kolei kuchnia zachwyca dużą wyspą z marmurowym blatem, ciemną zabudową i przeszklonymi szafkami wypełnionymi elegancką zastawą i kieliszkami.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Nie brakuje również połyskujących powierzchni. Lustra pojawiają się w różnych częściach domu, a ich obecność w połączeniu z metalicznymi dekoracjami i odpowiednim oświetleniem tworzy efekt pełen blasku. W salonie uwagę przyciągają natomiast duże czarne sofy, dekoracyjne fotele, kominek oraz podświetlane półki z licznymi dodatkami.

POLECAMY: Joanna Przetakiewicz ostro o cenach w cukierni Magdy Gessler. Takiego komentarza nikt się nie spodziewał

Luksusowa willa ma również bardziej domowe oblicze

Mimo bardzo eleganckiego charakteru willa nie wygląda wyłącznie jak pokazowy dom. Joanna Przetakiewicz od czasu do czasu publikuje kadry z codziennego życia, na których widać, że przestrzeń jest normalnie użytkowana przez domowników. W jej mediach społecznościowych pojawiają się również psy, które swobodnie poruszają się po wnętrzach.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Na zdjęciach można zobaczyć zwierzęta między innymi w pobliżu kuchni czy stołu w jadalni. Ich obecność przełamuje nieco bardzo wystawny charakter aranżacji i pokazuje bardziej prywatną stronę domu.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Równie efektownie prezentuje się ogród. Posesję otacza bujna zieleń, drzewa i zadbana roślinność. Wśród nich znalazło się także miejsce na dekoracyjne rzeźby. Duże przeszklenia sprawiają, że ogród jest dobrze widoczny z wnętrza domu i stanowi ważną część całej aranżacji. Całość tworzy przestrzeń, w której luksusowy wystrój łączy się z miejscem do codziennego życia i odpoczynku.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

POLECAMY: Joanna Przetakiewicz ogłasza, że nie zatrudnia heteroseksualnych mężczyzn w swojej firmie: To w ogóle nie ma sensu

Kontynuuj czytanie

news

Awantura między Radosławem Majdanem, a Zbigniewem Bońkiem wraca po latach. Padła bardzo osobista uwaga

Opublikowano

w dniu

przez

Radosław Majdan i Zbigniew Boniek od lat nie utrzymują bliskich relacji, a teraz ponownie zrobiło się głośno o ich konflikcie. Były bramkarz w podcaście „Ofensywni” wspomniał o czasach, gdy Boniek prowadził reprezentację Polski. Nie szczędził mu przy tym uszczypliwości. Na reakcję byłego prezesa PZPN nie trzeba było długo czekać. Boniek odpowiedział w swoim felietonie dla Weszło i również zdecydował się na mocną uwagę pod adresem Majdana. Przy okazji odniósł się także do Małgorzaty Rozenek-Majdan.

Radosław Majdan przez lata był związany z piłką nożną. Były reprezentant Polski występował m.in. w Pogoni Szczecin, Wiśle Kraków oraz zagranicznych klubach. Po zakończeniu kariery sportowej z powodzeniem odnalazł się w mediach i telewizji. Prywatnie od 2016 roku jest mężem Małgorzaty Rozenek-Majdan, z którą wychowuje syna Henryka.

Zbigniew Boniek to z kolei jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego futbolu. Były reprezentant Polski po zakończeniu kariery piłkarskiej działał jako trener i działacz. W latach 2012–2021 był prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej.

POLECAMY: Małgorzata Rozenek-Majdan PONOWNIE W „AZJA EXPRESS”. Co z „Królową przetrwania”?

Radosław Majdan wspomniał o Zbigniewie Bońku

Temat relacji Radosława Majdana i Zbigniewa Bońka ponownie zrobił się głośny. Wszystko za sprawą rozmowy byłego bramkarza w podcaście „Ofensywni”, w którym wrócił pamięcią do czasów reprezentacji Polski prowadzonej przez Zbigniewa Bońka. Majdan opowiedział o atmosferze podczas zgrupowań i zachowaniu ówczesnego selekcjonera. Jego komentarz był dość bezpośredni i szybko zwrócił uwagę kibiców. Były reprezentant Polski nie ograniczył się wyłącznie do wspomnienia sportowych wydarzeń. Opisując byłego zawodnika, skupił się również na jego sposobie bycia poza boiskiem i podczas wspólnych spotkań z zawodnikami. Jak wynika z jego relacji, były selekcjoner miał chętnie rozmawiać z piłkarzami, a podczas takich sytuacji nie brakowało również żartów.

Radosław Majdan w pewnym momencie zdecydował się na dość charakterystyczne porównanie. W jego ocenie, Zbigniew Boniek podczas takich rozmów prezentował określony styl bycia, który zapamiętał z czasów wspólnej pracy przy reprezentacji.

On zawsze lubił pogadać z zespołem, np. jak byliśmy w saunie. Opowiadał te swoje żarciki, taki trochę cwaniaczek, trochę wujek z wesela, który na wszystko ma odpowiedź.

Wypowiedź Radosława Majdana szybko odbiła się szerokim echem. Tym bardziej że relacje obu mężczyzn od lat nie należą do najlepszych. Ich drogi przecięły się nie tylko w kontekście reprezentacji Polski, ale również przy okazji wyborów na prezesa PZPN. Na reakcję Zbigniewa Bońka nie trzeba było długo czekać. Były prezes związku nie zdecydował się jednak odpowiadać Radosławowi Majdanowi punkt po punkcie ani roztrząsać jego opinii dotyczącej zachowania podczas zgrupowań. Zamiast tego postanowił przypomnieć wydarzenia sprzed lat, które najwyraźniej wciąż pozostają w jego pamięci.

Zbigniew Boniek wrócił do wyborów na prezesa PZPN z 2016 roku. W tamtym czasie Radosław Majdan był związany z komitetem Józefa Wojciechowskiego, który rywalizował z Bońkiem o stanowisko. Były prezes PZPN w swoim komentarzu nawiązał właśnie do tamtej sytuacji oraz późniejszych wydarzeń związanych z kampanią.

POLECAMY: Radosław Majdan tłumaczy się po nagraniu, które obiegło sieć. Tak naprawdę wyglądało całe zajście

Na zdj.: Małgorzata Rozenek-Majdan, Radosław Majdan, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA

Wspomniał o Małgorzacie Rozenek-Majdan

Zbigniew Boniek zdecydował się odpowiedzieć Radosławowi Majdanowi w swoim felietonie opublikowanym na łamach Weszło. Nie skupił się jednak wyłącznie na słowach byłego bramkarza dotyczących jego charakteru. Przywołał również wydarzenia związane z wyborami na prezesa PZPN i zaangażowaniem Radosława Majdana w kampanię Józefa Wojciechowskiego. Były prezes związku przedstawił przy tym swoją perspektywę dotyczącą tamtych wydarzeń. Wspomniał między innymi o opuszczeniu sali oraz działaniach, które miały być podejmowane przeciwko niemu. Na końcu swojej wypowiedzi zdecydował się natomiast na osobistą uwagę dotyczącą obecnej działalności.

Nie ustosunkowuje się do tego, co mówi Radosław Majdan, bo widzę, że cały czas dręczy go to, że był szefem komitetu Józefa Wojciechowskiego na prezesa PZPN, po czym uciekli z sali, a przy okazji pisali na mnie donosy do wszystkich możliwych instytucji sportowych w Polsce i na świecie. Niech mu się wiedzie jak najlepiej i niech robi najlepiej to, co potrafi, czyli być dodatkiem do Małgosi na ściankach.

W ten sposób Zbigniew Boniek nie tylko odniósł się do przeszłości Radosława Majdana związanej z wyborami w PZPN, ale również nawiązał do jego życia poza futbolem. Szczególnie mocno wybrzmiała końcówka wypowiedzi, w której wspomniał o Małgorzacie Rozenek-Majdan. Para od lat jest jednym z bardziej rozpoznawalnych małżeństw polskiego show-biznesu, a wspólne pojawianie się na wydarzeniach medialnych jest stałym elementem ich publicznego wizerunku. Wymiana zdań między byłymi piłkarzami pokazuje, że wydarzenia sprzed lat wciąż mogą wracać przy okazji kolejnych wypowiedzi. Tym razem wszystko zaczęło się od wspomnień Radosława Majdana dotyczących pracy Zbigniewa Bońka z reprezentacją Polski. Były prezes PZPN postanowił odpowiedzieć, ale zamiast skupiać się wyłącznie na wspomnieniach z szatni, przeniósł rozmowę na wydarzenia związane z wyborami w związku oraz późniejszą działalności.

Dziś obaj funkcjonują już przede wszystkim w innych rolach. Radosław Majdan po zakończeniu kariery piłkarskiej mocno zaangażował się w działalność medialną, natomiast Zbigniew Boniek od lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych byłych działaczy polskiego futbolu. Ich najnowsza wymiana komentarzy ponownie przypomniała jednak o napięciach, które pojawiły się między nimi wiele lat temu.

POLECAMY: Doda zdradza kulisy spotkania z Rozenek-Majdan. Jak zareagowała na jej widok?

Na zdj.: Radosław Majdan, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Na zdj.: Małgorzata Rozenek-Majdan, Radosław Majdan, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością