news
PILNE! Znana jest prawdopodobna przyczyna śmierci Agnieszki Kotulanki!
Nowe fakty w sprawie śmierci Agnieszki Kotulanki. To nie alkohol zabił aktorkę!
Nie żyje Agnieszka Kotulanka – taka informacja obiegła media kilka dni temu. Aktorka zmarła 20 lutego, miała 61 lat. W sprawie jej śmierci pojawiły się nowe doniesienia. Przypomnijmy, że Kotulanka od lat zmagała się z chorobą alkoholową, jednak jak podaje jeden z tabloidów to nie alkohol zabił kobietę.
HOT NEWS – Czy Ola Ciupa ma psychofana? Musicie TO zobaczyć!
Jak donosi “Fakt”, Agnieszka Kotulanka tuż przed śmiercią skarżyła się na ból głowy oraz złe samopoczucie, a pod dom aktorki przyjechało pogotowie. Jednak czasu na uratowanie aktorki zabrakło…
Rozmawiała z rodziną przez telefon, ale mówiła, że pewnie źle się czuje przez ciśnienie i pogodę. Zbagatelizowała ból głowy, bo myślała, że szybko przejdzie. W przeszłości miała już takie sytuacje, bo była meteopatką – zdradza informator tabloidu.
Co ważne, na łamach “Faktu” czytamy również, że przyczyną śmierci aktorki nie był alkohol.
“Marskość wątroby, którą sugerowali niektórzy, to bzdura. Śmierć sobie zadrwiła z Agnieszki i zabrała ją w momencie, gdy wracała do formy i wierzyła, że będzie dobrze” – dodaje.
Agnieszka Kotulanka najprawdopodobniej miała wylew.
POLECAMY – “Warsztaty z Gwiazdą”: Karolina Szostak promuje zdrową kuchnię!
news
Tomasz Kammel ujawnił: „Zdiagnozowano mi raka”. Jak się czuje?
Tomasz Kammel przez lata był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej, prowadząc największe programy stacji. Teraz prezenter zdecydował się ujawnić historię, o której do tej pory nie mówił publicznie. Jego wyznanie może dać do myślenia wielu osobom. Dowiedz się więcej!
Przez lata Tomasz Kammel był związany z największymi produkcjami Telewizji Polskiej. Widzowie pamiętają go między innymi z „Pytania na śniadanie”, gdzie tworzył duet m.in. z Izabelą Krzan, a także z programów „The Voice of Poland”, „Dance Dance Dance” czy „Wiesz czy nie wiesz?”. Po zmianach, które zaszły w TVP, prezenter podobnie jak wiele innych dotychczasowych twarzy stacji przestał pojawiać się na jej antenie.
Tomasz Kammel nie zamierzał jednak znikać z przestrzeni publicznej. Swoje doświadczenie wykorzystał między innymi w internecie, dołączając do projektu Kanał Zero tworzonego przez Krzysztofa Stanowskiego. Prezenter prowadzi tam różnego rodzaju audycje, rozmowy i programy, pozostając aktywny zawodowo.
Teraz jednak Tomasz Kammel postanowił podzielić się z obserwatorami znacznie bardziej osobistą historią. Prezenter ujawnił, że w tym roku usłyszał diagnozę nowotworową. Jak wynika z jego wpisu, chodziło o raka pęcherza.
“W marcu tego roku zdiagnozowano mi raka. Namierzony w pęcherzu. Złośliwy. U mnie?! Abstynent, zero używek. Uprawiam sport, zdrowo się odżywiam i ogólnie nieźle się prowadzę” – napisał.
POLECAMY: „Hitster” miał być hitem Polsatu. Widzowie szybko wydali werdykt
Tomasz Kammel miał raka. Padły ważne słowa
Prezenter zwrócił uwagę, że w jego przypadku wiadomość była tym bardziej zaskakująca, że od lat stara się prowadzić zdrowy tryb życia. Wspomniał również o historii swojej rodziny.
“Jaki rak? Wprawdzie u mojego ojca zdiagnozowano przed laty ten sam nowotwór. Ale on miał wtedy 70-tkę i przez kilkadziesiąt lat bardzo dużo palił. A rak pęcherza jest nawet nazywany rakiem palacza” – kontynuował.
Tomasz Kammel podkreślił jednocześnie, że sam nigdy nie palił papierosów. Jak wyznał, zdecydował się nawet na wykonanie badań genetycznych pod kątem predyspozycji do poważnych chorób. Ostatecznie jednak doszedł do bardzo ważnego wniosku.
„A więc jeszcze raz: jak? Ano tak, że rak się nie zastanawia. Po prostu nagle jest i już. Na szczęście ta historia ma szczęśliwy finał. W moim przypadku nowotwór został szybko wykryty i równie szybko wyproszony z organizmu” – napisał prezenter.
Wszystko zaczęło się od badań, na które Tomasz Kammel został namówiony. Początkowo nic nie wskazywało na tak poważną diagnozę. Podczas rezonansu lekarz zwrócił jednak uwagę na niewielką zmianę w obrębie pęcherza.
“Po wszystkim usłyszałem pochwały za formę i trening… i jedno nieoczekiwane zdanie na końcu: “Zastanawia mnie ten dwumilimetrowy punkt w pęcherzu. 2 mm! Naprawdę trzeba mieć oko, żeby coś takiego wypatrzeć. Dalej sprawy potoczyły się szybko. Kontrast, jeszcze jeden skan” – dodał.
Później przyszły kolejne badania i cystoskopia. Prezenter opisał moment, w którym lekarze zobaczyli zmianę na ekranie.
“Po dwóch miał cystoskopię. (…) To, co zobaczyliśmy na ekranie, rozwiało wszelkie wątpliwości. Zmiana nowotworowa. Najniższy stopień złośliwości. Nie minęły trzy kolejne dni, a ja już byłem po operacji” – wspomniał.
Na tym jednak historia się nie skończyła, ponieważ konieczna była dalsza kontrola.
“Czy brałem chemię? Nie. Tak wczesne stadium tego na szczęście nie wymagało. Usłyszałem, że muszę zgłosić się po trzech miesiącach, by przez cystoskop sprawdzić, czy nie ma wznowy. Zrobiłem to pod koniec czerwca. Jest czysto” – zadeklarował.
Prezenter zdecydował się opowiedzieć o swojej historii przede wszystkim po to, by zachęcić innych do wykonywania badań i niebagatelizowania kwestii własnego zdrowia. Jak podkreślił, nie wie, co wydarzyłoby się, gdyby zmiana została wykryta później.
„Nie wiem, co by było u mnie, gdybym nosił w sobie tego dziada przez trzy kolejne miesiące. Ale wiem, że jeśli choć jedna osoba pójdzie na badania po przeczytaniu tego posta i na czas wykryje u siebie niepożądane zmiany – to było warto się tym podzielić” – napisał.
Poruszający wpis Tomasza Kammela szybko spotkał się z reakcjami osób z branży. Wśród komentujących znaleźli się między innymi Maciej Musiał, Karolina Szostak, Joanna Kryńska oraz Iza Krzan, którzy zostawili prezenterowi ciepłe słowa wsparcia. Historia Kammela pokazuje przede wszystkim, jak ważne mogą być regularne badania i szybkie reagowanie na niepokojące sygnały.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dominika Tajner stanęła w obronie Heleny Englert? Zwróciła uwagę na jedno
Brakuje Wam Tomasza Kammela w TV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
„Hitster” miał być hitem Polsatu. Widzowie szybko wydali werdykt
Nowy teleturniej Polsatu „Hitster. Muzyczna gra przebojów” właśnie zadebiutował na antenie i już wywołał sporo emocji. Widzowie szybko zabrali głos w sprawie nowości, a ich opinie są wyjątkowo podzielone. Jedni zachwycają się muzyczną formułą, inni nie zostawiają na programie suchej nitki. Dowiedz się więcej!
Wczoraj na antenie Polsatu zadebiutował nowy teleturniej „Hitster. Muzyczna gra przebojów”. Format powstał na podstawie popularnej na całym świecie gry planszowej, która zdobyła fanów w około 50 krajach i doczekała się już telewizyjnych wersji między innymi w Niemczech i Holandii. Polska wersja zachowuje podstawowe zasady pierwowzoru, ale przenosi muzyczną zabawę na telewizyjny ekran.
Zasady programu są stosunkowo proste, choć zadanie postawione przed uczestnikami wcale nie należy do łatwych. W każdym odcinku rywalizują ze sobą dwie dwuosobowe drużyny gwiazd. Ich zadaniem jest wysłuchanie fragmentów znanych piosenek, a następnie wskazanie, z którego roku lub przedziału czasowego pochodzi dany utwór. Kolejnym wyzwaniem jest właściwe ułożenie piosenek na osi czasu.
W „Hitsterze” liczy się więc nie tylko znajomość muzyki. Uczestnicy muszą wykazać się również dobrą pamięcią, intuicją i umiejętnością współpracy. Każdy odcinek ma także konkretną stawkę. Zwycięska drużyna może zdobyć pieniądze, które następnie przekazywane są na wybrany cel charytatywny. W pierwszym sezonie zaplanowano 22 odcinki, a gospodarzami programu zostali Ida Nowakowska i Piotr Kędzierski.
Premiera miała być dla Polsatu ważnym elementem weekendowej ramówki. „Hitster” pojawia się o godzinie 17:40 i został umieszczony przed „Wydarzeniami”, jako jedna z nowych propozycji na jesienne popołudnia. Twórcy liczą więc na to, że muzyczna formuła przyciągnie przed telewizory widzów szukających lekkiej rozrywki na weekend.
W pierwszym odcinku na muzycznej osi czasu zmierzyły się dwie gwiazdorskie pary. Po jednej stronie stanęli Katarzyna Skrzynecka i Piotr Gąsowski, a po drugiej Lenka Kliment i Jan Kliment. Ostatecznie skuteczniejsi okazali się Klimentowie, którzy wygrali 21 tysięcy złotych i zdecydowali się przekazać pieniądze organizacji DIOZ.
POLECAMY: Dominika Tajner stanęła w obronie Heleny Englert? Zwróciła uwagę na jedno
Po premierze programu szybko pojawiły się pierwsze komentarze widzów. Część odbiorców bardzo pozytywnie oceniła nową propozycję Polsatu. W mediach społecznościowych stacji można znaleźć opinie osób, którym spodobała się przede wszystkim muzyczna formuła oraz prostota zasad. Niektórzy już po pierwszym odcinku deklarowali, że zamierzają oglądać kolejne.
„Podobało mi się. Bardzo fajny program; Bardzo mi się podoba program. Jak się dowiedziałem że jest związany z muzyką i piosenkami to już byłem zainteresowany ponieważ to jest coś dla mnie. Na pewno będę oglądać wszystkie odcinki; Fajnie sie oglądało; Bardzo fajny program, prawie jak “Jaka to melodia?” – pisali intenrauci na Facebooku stacji.
Entuzjazm nie był jednak powszechny. Pod wpisami dotyczącymi premiery pojawiło się również sporo zdecydowanie bardziej krytycznych głosów. Widzowie zwracali uwagę między innymi na chaos, sposób prowadzenia programu oraz zachowanie uczestników. Niektórzy przyznali wprost, że po kilku minutach zdecydowali się zmienić kanał.
„Kiepski program; Oglądałam parę minut, dopóki nie zaczęła się wydzierać prowadząca “gwiazda” każdego programu, wolę “Omnibus””; Szału nie ma, przekrzykiwania i podpowiadanie bez sensu; Prowadząca do kitu; Jak wyszła Doda od razu przełączyłam i jeszcze ta Nowakowska; Chaotyczny jest ten program; Nie będę już oglądać” – komentowali widzowie na Facebooku.
Tak mocno podzielone reakcje po pierwszym odcinku pokazują, że „Hitster” już na starcie wzbudził emocje. Z jednej strony pojawiają się osoby, które doceniają muzyczną zabawę i porównują ją nawet do znanych teleturniejów, z drugiej – część widzów nie przekonała się do formuły programu ani sposobu jego prowadzenia. Na ostateczną ocenę nowości Polsatu trzeba jednak jeszcze poczekać. Szczególnie istotne będą wyniki oglądalności kolejnych odcinków oraz to, czy widzowie, którzy byli sceptyczni po premierze, dadzą programowi kolejną szansę.
Tym bardziej że drugi odcinek przyniesie kolejne znane nazwiska. Tym razem w drużynach pojawią się Tomasz Karolak i Bartosz Miecznikowski oraz Darya i Sebastian Fabijański. Gościem specjalnym odcinka będzie natomiast Magdalena Narożna. Czy kolejna odsłona muzycznej rywalizacji przekona tych, którzy po premierze byli rozczarowani? A może krytycznych komentarzy będzie jeszcze więcej? Odpowiedź przyniosą kolejne emisje i reakcje publiczności.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ida Nowakowska w jury „Tańca z Gwiazdami”? “Produkcja ma fajne pomysły”
Podoba Wam się nowy program Polsatu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!














Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Skolim obniżył ceny paliwa? Tyle zapłacimy na jego stacji
Skolim, czyli Konrad Skolimowski, od lat nie ogranicza się wyłącznie do muzyki. Wokalista z powodzeniem rozwija kolejne biznesy, a jednym z najbardziej nietypowych jest własna stacja benzynowa. Teraz kierowcy mają kolejny powód, by zwrócić na nią uwagę. Dowiedz się więcej!
Skolim, czyli Konrad Skolimowski, od kilku lat należy do grona najpopularniejszych artystów muzyki tanecznej w Polsce. Jego utwory zdobywają miliony odsłon, a kalendarz koncertowy wokalisty od dawna jest wypełniony. Choć muzyka pozostaje jego głównym zajęciem, artysta konsekwentnie rozwija także działalność biznesową.
Jednym z najbardziej zaskakujących przedsięwzięć Skolima było otwarcie własnej stacji benzynowej w Czeremsze w województwie podlaskim. Decyzja o wejściu w branżę paliwową dla wielu osób była sporym zaskoczeniem. Wokalista nie ukrywał jednak, że od dawna marzył o stworzeniu biznesu, który będzie funkcjonował niezależnie od jego kariery scenicznej.
„Zawsze śmiałem się, że żeby mieć super samochody, to trzeba mieć własną stację, no i w końcu się udało” – wyznał jakiś czas temu w rozmowie z portalem Jastrząb Post.
Stacja w Czeremsze od początku miała być czymś więcej niż tylko miejscem, w którym można zatankować samochód. Klienci mogą znaleźć tam również produkty sygnowane marką Skolima. W ofercie pojawiają się między innymi jego perfumy, bielizna, bluzy, koszulki, plakaty oraz inne gadżety związane z działalnością artysty.
POLECAMY: Daniel Martyniuk przeprosił mamę, żonę i tatę. Wybaczylibyście mu?
Ceny paliw w dół, a co u Skolima? Tyle kosztuje benzyna na jego stacji
Teraz stacja Skolima znalazła się w centrum uwagi z zupełnie innego powodu. Od soboty, 3 października, w Polsce obowiązują nowe maksymalne ceny paliw w ramach kolejnej odsłony programu „Ceny Paliwa Niżej”. Ministerstwo Energii ustaliło limit 6,73 zł za litr benzyny Pb95, 7,59 zł za Pb98 oraz 7,88 zł za litr oleju napędowego.
Ustalone stawki są cenami maksymalnymi, co oznacza, że właściciele stacji mogą sprzedawać paliwo taniej. I właśnie tak stało się w przypadku biznesu Konrada Skolimowskiego. Jak sprawdził „Fakt”, ceny na jego stacji w Czeremsze zeszły poniżej ustawowych limitów.
Za litr najpopularniejszej benzyny Pb95 na stacji Skolima trzeba obecnie zapłacić 6,60 zł. Oznacza to, że cena jest o 13 groszy niższa od obowiązującego maksymalnego poziomu 6,73 zł.
Kierowcy samochodów z silnikiem Diesla również mogą liczyć na niższą cenę niż maksymalna. Według informacji „Faktu” litr diesla B7 kosztuje na stacji Skolima 7,69 zł, podczas gdy maksymalna cena ustalona na ten okres wynosi 7,88 zł. Z kolei za litr rolniczego diesla B0 trzeba zapłacić 7,87 zł.
Wydawałoby się, że niższe ceny mogą sprawić, iż stacja należąca do popularnego wokalisty przeżyje prawdziwe oblężenie. Dziennikarze „Faktu” postanowili więc sprawdzić, czy po aktualizacji cennika w Czeremsze pojawiło się więcej kierowców. Okazuje się jednak, że na razie nie ma powodów, by mówić o tłumach.
Pracownica stacji przekazała „Faktowi”, że póki co żadnego „oblężenia” nie stwierdzono. Nie oznacza to jednak, że niższe ceny nie zwrócą uwagi kierowców w kolejnych dniach. Aktualne maksymalne stawki obowiązują od 3 do 5 października, a następne obwieszczenie ma określić ceny obowiązujące od 6 października.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: TVN podjął decyzję ws. przyszłości „Mam Talent”. Czy powstanie 18. edycja?
Chcielibyście tankować na stacjach Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Daniel Martyniuk przeprosił mamę, żonę i tatę. Wybaczylibyście mu?
Daniel Martyniuk ponownie znalazł się w centrum zainteresowania, tym razem za sprawą swojego udziału w popularnym reality show. W programie „Mówię Wam” opowiedział o doświadczeniach z planu, dyscyplinie i wydarzeniach, które w ostatnich latach wielokrotnie wracały w mediach. W pewnym momencie padły również słowa skierowane do jego bliskich. Dowiedz się więcej!
Daniel Martyniuk od lat jest jedną z postaci, których życie prywatne wzbudza zainteresowanie mediów. Syn Zenka Martyniuka i Danuty Martyniuk wielokrotnie trafiał na pierwsze strony gazet, a jego zachowanie oraz kolejne medialne sytuacje były szeroko komentowane. Tym razem postanowił opowiedzieć o sobie w programie „Mówię Wam”, gdzie pojawił się w charakterystycznym zielonym stroju.
Nie był to przypadkowy wybór stylizacji. Zielony kolor nawiązywał do jego najnowszego telewizyjnego projektu, czyli udziału w programie „Nasi w mundurach” emitowanym przez TTV. Reality show stawia uczestników przed wymagającymi zadaniami inspirowanymi wojskowym szkoleniem, a kluczową rolę odgrywają tam dyscyplina, współpraca oraz podporządkowanie się określonym zasadom.
Już samo dotarcie Daniela Martyniuka na plan okazało się dla niego przygodą. W rozmowie z Mateuszem Hładkim przyznał, że ostatecznie pojawił się na miejscu sam, bez mamy Danusi.
„Dojechałem… Mogło być różnie… sam przyjechałem” – wyznał Daniel Martyniuk w „Mówię Wam”.
Udział Daniela Martyniuka w „Naszych w mundurach” wzbudził szczególne zainteresowanie także ze względu na jego wcześniejsze medialne historie. W ostatnich miesiącach w mediach społecznościowych pojawiały się nagrania z jego udziałem, na których kierował ostre i wulgarne słowa pod adresem swoich bliskich. Materiały te były szeroko komentowane, a jego zachowanie ponownie stało się tematem zainteresowania mediów.
POLECAMY: TVN podjął decyzję ws. przyszłości „Mam Talent”. Czy powstanie 18. edycja?
Daniel Martyniuk ukazał skruchę w “Mówię Wam”?
W programie „Mówię Wam” Daniel Martyniuk opowiedział natomiast o tym, czego nauczył go udział w wymagającym reality show. Jak przyznał, samo dotarcie na plan było dla niego doświadczeniem, które miało związek z nauką dyscypliny. W jego historii pojawił się jednak również wątek nietypowego wyjazdu na Majorkę, zgubionego telefonu i oglądania zaćmienia Słońca.
„Dotarcie na program było naprawdę wielkim wyzwaniem. Dotarcie, nauczyło mnie to troszeczkę dyscypliny. Chociaż nie do końca dyscyplinowało mnie to. Może gdybym troszeczkę dłużej został. I gdyby nie ten wyjazd na Majorkę, na zaśmienie. Nie polecam nikomu wyjechać na 2 dni, 3 dni przed programem, oglądać zaćmienie słonca, z czego jeszcze telefon w ogóle zgubiłem na tej Majorce. Także do chmury nic się nie przesłało. Nie mam żadnych zdjęć z zaćmienia, nie mam nic. A program nauczył mnie dyscypliny i tego ogólnie czego, co mnie nauczyło… Najbardziej to to, żeby nie wyjeżdżać na Majorkę (…) Ciężko mi się wyrwać z tej pułapki. Od jakiegoś czasu nie robię głupot, a cały czas te poprzednie wpadki są mi przywoływane” – mówi w „Mówię Wam” Daniel Martyniuk.
Wypowiedź Daniela Martyniuka skomentował również Wojtek Gola, który zwrócił uwagę, że przed 35-latkiem może być jeszcze wiele możliwości. W rozmowie pojawił się więc temat zmiany i tego, czy medialne zainteresowanie jego wcześniejszymi zachowaniami może zostać w pewnym momencie zastąpione przez nowe doświadczenia.
Do rozmowy włączył się również Mateusz Hładki, który zaproponował Danielowi Martyniukowi, aby przeprosił osoby, które mogły zostać przez niego skrzywdzone. Pytanie otworzyło drogę do bardzo osobistej deklaracji. Daniel zdecydował się wymienić osoby, wobec których chciał skierować swoje przeprosiny.
„Wojtek, masz rację, oczywiście przepraszałem was i chciałem też całą Polskę przeprosić. Mamę i tatę, najbardziej przede wszystkim byłe partnerki i oczywiście żonę Faustynę, syna Floriana, żeby nie musiał się za mnie wstydzić. I cały Białystok, oczywiście” – przeprosić na rogu Hożej i Marszałkowskiej.
Udział Daniela Martyniuka w „Naszych w mundurach” będzie więc obserwowany nie tylko pod kątem jego zmagań z wojskowymi zadaniami. Widzowie będą mogli przekonać się, jak poradzi sobie z presją, dyscypliną i zasadami panującymi na planie. Sam Daniel zapowiada natomiast, że doświadczenie z programu już dało mu kilka ważnych lekcji. Czy tym razem rzeczywiście uda mu się zostawić wcześniejsze wpadki za sobą? To pokażą premierowe odcinki programu, który można oglądać w każdą sobotę o 22:00 od 3 października w TTV.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim przekazał radosne wieści. Posypały się gratulacje
Będziecie oglądać program z Danielem Martyniukiem w TTV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuPopularny gwiazdor ODCHODZI z Polsatu. Zaliczy transfer do konkurencji?
-
news1 dzień temuPrzemysław Branny nie żyje. Przyczyna śmierci
-
showbiz2 dni temuTo ON pojawi się u boku Heleny Englert w rodzinnym odcinku „TzG”. Zaskoczeni?
-
news4 dni temuKosiniak-Kamysz ZAKPIŁ z Filipa Chajzera? Nagranie podbija internet
-
news5 dni temuRobert Motyka dosadnie skomentował burzę wokół Chajzerów. Ostro?
-
news3 dni temuMaciej Musiał wypuścił własne żelki. Internauci sprawdzili SKŁAD
-
showbiz3 dni temuAgata Młynarska oceniła Wieniawę w „TzG”. Zwróciła uwagę na jedną rzecz
-
news3 dni temuPolały się łzy na planie „Awantury o kasę”. Ibisz zaniemówił [PRZED PREMIERĄ]


Dodaj komentarz