Śledź nas

showbiz

Zaskakujące zachowanie Tomasza Wygody po „TzG”. Tego nikt się nie spodziewał

Opublikowano

w dniu

W niedzielny wieczór widzowie po raz pierwszy zobaczyli na parkiecie wszystkie gwiazdy 19. edycji „Tańca z Gwiazdami”. Nie zabrakło wysokich ocen, ale także występów, które pozostawiły sporo do życzenia. Kto już na starcie wyrósł na faworyta, a kto ma przed sobą naprawdę dużo pracy? Dowiedz się więcej!

19. edycja „Tańca z Gwiazdami” wystartowała w niedzielę i od pierwszych minut było jasne, że jurorzy tym razem nie zamierzają rozdawać wysokich not na prawo i lewo. Iwona Pavlović, Julia Wieniawa, Rafał Maserak i Tomasz Wygoda od początku podkreślali, że uczestnicy muszą zapracować na każdą dziesiątkę. Najwyższą oceną wieczoru było 8 punktów, które przyznała Julia Wieniawa, debiutująca w tej edycji w roli jurorki. Zgodnie z decyzją produkcji i jurorów zdobyte punkty przechodzą na kolejny odcinek.

    Najlepiej w pierwszym odcinku poradziły sobie dwie pary. Helena Englert i Roman Osadchiy za swoją sambę otrzymali aż 28 punktów, pokazując ogromny temperament i energię. Jurorzy zwracali uwagę na trudność samby, ale jednocześnie doceniali naturalność aktorki, pracę stóp i pomysł na cały występ. Julia Wieniawa nie kryła zachwytu, mówiąc do Heleny:

    „Helena powiem ci że taka cię znam i taką cię uwielbiam. Wspaniale wkleiłaś swój temperament w swój taniec. Samba to jeden z najtrudniejszych tańców towarzyskich. Ja myślę, że mnie tez nikt nie lubi ale ważne że my się lubimy ja lubię ciebie” – skomentowała.

    Tyle samo punktów zdobyła Marta „Mandaryna” Wiśniewska, która zatańczyła sambę z Krystianem Rzymkiewiczem. Jej występ okazał się jednym z największych pozytywnych zaskoczeń premierowego odcinka. Julia Wieniawa chwaliła energię i kontrolę uczestniczki, a Tomasz Wygoda zwrócił uwagę na dynamikę i koordynację. Mandaryna pokazała przy tym, że wieloletnie doświadczenie sceniczne może być ogromnym atutem, nawet jeśli taniec towarzyski wymaga zupełnie innych umiejętności niż występy sceniczne.

    “Marta, jakie to było dobre, jaka energia, widać, że jesteś w dobrym miejscem ze sobą. Masz niesamowitą kontrolę nad sobą ale nie garb się” – powiedziała Julia.

    Wysoko ocenieni zostali również Karolina „Kaeyra” Baran i Kacper Rutka, którzy zdobyli 26 punktów, oraz Dominik Rupiński i Estelle Francois, również z wynikiem 26 punktów. Szczególnie mocne słowa padły pod adresem Dominika. Iwona Pavlović uznała jego występ za „najlepszy standard dzisiejszego wieczoru”, podkreślając jego jakość, rytmiczność i to, że całość choreografii „trzymała się kupy”.

    Największym przegranym pierwszego odcinka okazał się natomiast Piotr „Guma” Gumulec. Wraz z Julią Suryś-Stromecką zdobył zaledwie 14 punktów, zdecydowanie odstając od reszty stawki. Co ciekawe, jego występ miał być przede wszystkim zabawą i właśnie humor był jednym z elementów, które jurorzy zauważyli. Julia Wieniawa chciała jednak zobaczyć w kolejnych odcinkach także bardziej poważne oblicze uczestnika. Iwona Pavlović miała na ten temat zupełnie inne zdanie i przekonywała, że właśnie jego charakterystyczny uśmiech może być atutem. Jedno jest pewne – przed Gumą bardzo dużo pracy.

    POLECAMY: Iza Kuna rzuciła „mięsem” w „Tańcu z Gwiazdami”. Wyszło zabawnie?

    TYLKO U NAS: Tomasz Wygoda uciekł przed wywiadami?

    Po zakończeniu pierwszego odcinka uwagę dziennikarzy i reporterów zwróciła jednak nie tylko punktacja. Zaskoczenie wywołała również sytuacja za kulisami, dotycząca jednego z jurorów. Tomasz Wygoda, który podczas programu oceniał występy uczestników, tym razem nie wyszedł do przedstawicieli mediów na rozmowy po zakończeniu show. Dla dziennikarzy, którzy przyzwyczaili się do jego obecności podczas takich spotkań, było to dość niespodziewane.

    Tym bardziej że Tomasz Wygoda wcześniej regularnie rozmawiał z dziennikarzami i reporterami. Po programach nie stronił od pytań dotyczących uczestników, ocen jurorów czy samego show. Jego rozmowy z mediami były stałym elementem wydarzeń związanych z „Tańcem z Gwiazdami”, dlatego tym razem jego brak został zauważony. Reporterzy, którzy pojawili się na miejscu, mogli więc być zaskoczeni, że juror nie znalazł się w gronie osób udzielających wywiadów.

    Nie wiadomo jednak, z czego dokładnie wynikała jego decyzja. Tomasz Wygoda nie poinformował publicznie, dlaczego tym razem nie zdecydował się na rozmowy z dziennikarzami. Możliwe, że zwyczajnie się spieszył albo miał inne zobowiązania po zakończeniu programu. Na ten moment nie ma jednak informacji, które pozwalałyby jednoznacznie wskazać powód jego nieobecności przed kamerami i mikrofonami mediów.

    Co ciekawe, podczas samego programu Tomasz Wygoda był aktywny i bez problemu komentował występy uczestników. Oceniał m.in. Joannę Jędrzejczyk, zwracając uwagę na jej siłę i charakter, a przy występie Izabeli Kuny wskazał elementy wymagające poprawy. Nic nie wskazywało więc na to, aby podczas samego programu działo się coś niepokojącego. Tym bardziej jego późniejsza nieobecność wśród reporterów mogła zwrócić uwagę.

    “Ale najważniejsze, że masz siłę w uśmiechu, masz taka niesamowitą jasność. Masz charakter a to jest jak ogień dla metalu. Popracowałbym nad szerokimi rękami, bo masz warunki do tego” – tak Wygoda oceniła Jędrzejczyk po występie.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Edward Miszczak pojawił się na „Tańcu z gwiazdami”. Przyglądał się Wieniawie?

    Którego jurora “TzG” lubicie najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

    Tomasz Jan Wygoda (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
    Tomasz Jan Wygoda (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
    Tomasz Jan Wygoda (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
    Tomasz Jan Wygoda (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

    Autor: Szymon Jedynak

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    news

    Skolim ujawnił, ile zarabia. Wystarczyło 11 dni, by zgarnąć fortunę. Zazdrościcie?

    Opublikowano

    w dniu

    przez

    Skolim nie zwalnia tempa i coraz śmielej rozwija swoje biznesowe imperium. Wokalista disco polo nie tylko koncertuje na potęgę, ale również inwestuje w kolejne przedsięwzięcia, a jego najnowsze wyznanie może wywołać spore poruszenie w show-biznesie. Przy okazji urodzin artysta pozwolił sobie na wyjątkowo mocne słowa pod adresem innych gwiazd. Dowiedz się więcej!

    Konrad Skolimowski, znany szerokiej publiczności jako Skolim, od dawna udowadnia, że popularność można przekuć nie tylko w sukces muzyczny, ale również w konkretne pieniądze. Jego kalendarz koncertowy jest wypełniony niemal po brzegi, a o intensywności jego pracy regularnie rozpisują się media. Artysta potrafi docierać na występy nawet helikopterem, a jednocześnie nie ogranicza się wyłącznie do działalności scenicznej. Rozwija własną markę, poszerza ofertę i szuka kolejnych możliwości zarabiania. Wszystko wskazuje na to, że muzyka jest dla niego jedynie częścią znacznie większego biznesowego planu.

    Jednym z najbardziej nietypowych przedsięwzięć Skolima jest własna stacja benzynowa w Czeremsze. Na tym jednak muzyk nie zamierzał poprzestać. Niespełna dwa tygodnie temu otworzył kolejną placówkę, tym razem w Olecku na Mazurach. Nowa inwestycja szybko stała się tematem rozmów w internecie, szczególnie że artysta postanowił pochwalić się wynikami sprzedaży. Okazuje się, że klienci przyjeżdżają tam nie tylko po paliwo, ale również po produkty sygnowane jego nazwiskiem. To właśnie dodatkowa oferta ma przynosić mu zaskakujące rezultaty.

    W ostatnim czasie głośno zrobiło się również o współpracy Skolima z producentem wyrobów mięsnych. Do sprzedaży trafiły produkty sygnowane nazwiskiem artysty, a sam wokalista konsekwentnie rozwija kolejne elementy swojej marki. Na stacjach można kupić również jego autorskie perfumy, które jak wynika z relacji muzyka – cieszą się dużym zainteresowaniem. W ten sposób Skolim próbuje wykorzystać rozpoznawalność nie tylko podczas koncertów, ale także w codziennych zakupach swoich fanów. Najnowsze dane, którymi się podzielił, pokazują, że ten pomysł może okazać się dla niego wyjątkowo opłacalny.

    POLECAMY: Koroniewska przerwała milczenie ws. małżeństwa z Dowborem. Nie jest kolorowo?

    Skolim liczy kolejne zyski. Wystarczyło 11 dni, by osiągnąć taki wynik

    Skolim poinformował w mediach społecznościowych, że sprzedaż samych perfum na nowej stacji w Olecku przyniosła imponujący wynik w zaledwie 11 dni. Artysta nie krył zadowolenia i otwarcie przyznał, że skala sprzedaży pozytywnie go zaskoczyła. To jednak nie tylko kolejny powód do świętowania, ale również dowód na to, jak silną markę zbudował wokół swojego nazwiska. Wokalista coraz wyraźniej pokazuje, że potrafi zarabiać także poza sceną, a jego biznesowe ambicje nie kończą się na jednej inwestycji.

    „Wyobraźcie sobie, że przez 11 dni sama stacja w Olecku sprzedała perfumy za 100 tys. zł. Więc uważam, że jest to potężny wynik” – przekazał muzyk.

    Ostatnio Konrad Skolimowski świętował również swoje 30. urodziny. Podczas imprezy rozmawiał z dziennikarką portalu Kozaczek, która postanowiła zapytać go o finanse. Punktem wyjścia było jego intensywne koncertowanie – według przywołanych informacji w październiku artysta miał zagrać aż 53 występy. Dziennikarka zapytała, ile mieszkań mógłby kupić za pieniądze zarobione na koncertach. Odpowiedź wokalisty szybko przeszła od kwestii nieruchomości do znacznie odważniejszych deklaracji na temat jego pozycji finansowej w branży muzycznej.

    “Wszystko mogę kupić. Uważam, że wśród artystów, wśród tych warszawskich pozerów, mógłbym ich wszystkich kupić na raz. Tych raperów, którzy wynajmują fury czy coś, mogę ich kupić wszystkich” – stwierdził Skolim.

    Skolim nie ukrywa, że jest zadowolony ze swojej sytuacji finansowej, a przy okazji nie szczędził uszczypliwości artystom, których określił mianem „warszawskich pozerów”. Na tym jednak nie zakończył wypowiedzi.

    “Absolutnie tyle, ile ja koncertów gram, ile zagrałem, nie ma podjazdu żaden człowiek – żaden raper, popowiec czy rockmen. Szanuję ich muzycznie, natomiast jeśli schodzimy na aspekt finansowy, to ja kocham Polskę, kocham ludzi, mogę ich wszystkich naraz wykupić” – skwitował.

    Wypowiedzi Skolima wpisują się w jego charakterystyczny, bezpośredni sposób komunikowania się z odbiorcami. Artysta nie unika mocnych deklaracji, a jego sukces komercyjny coraz częściej staje się tematem medialnych publikacji. Z jednej strony może pochwalić się intensywnym koncertowaniem i rozpoznawalnością, z drugiej — rozwija przedsięwzięcia, które pozwalają mu zarabiać również poza muzyką. Wynik sprzedaży perfum w Olecku pokazuje, że jego nazwisko ma wartość marketingową, a fani są zainteresowani produktami sygnowanymi jego marką.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Psycholog ocenił związek Margarety i Mohameda. Te słowa otwierają oczy?

    Kupilibyście perfumy Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

    Skolim (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
    Skolim (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

    Autor: Szymon Jedynak

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Kontynuuj czytanie

    news

    Koroniewska przerwała milczenie ws. małżeństwa z Dowborem. Nie jest kolorowo?

    Opublikowano

    w dniu

    przez

    Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor od lat uchodzą za jedną z najbardziej lubianych par w polskim show-biznesie. Choć w internecie chętnie żartują ze swojego małżeństwa, okazuje się, że za kulisami nie zawsze jest tak kolorowo. Aktorka ujawniła, co ostatnio wydarzyło się między nią a mężem. Dowiedz się więcej!

    W ostatnich latach Maciej Dowbor regularnie pojawiał się na ekranach telewizorów, a widzowie mogli oglądać go w popularnych formatach rozrywkowych i programach na żywo. Od sierpnia 2024 roku do czerwca 2026 roku był jednym z gospodarzy „Dzień dobry TVN”, gdzie tworzył duet z Sandrą Hajduk-Popińską. Prezenter angażował się również w inne projekty stacji, w tym reaktywowany po latach program „You Can Dance”. Jego odejście z porannego formatu zakończyło ważny etap zawodowej kariery, a ostatnie miesiące przyniosły kolejne zmiany w jego telewizyjnej obecności.

    Z telewizją związana była również Joanna Koroniewska, która wiosną 2025 roku prowadziła program „Zróbmy sobie dom”. Obecnie ani aktorka, ani jej mąż nie są związani z dużym telewizyjnym formatem. Nie oznacza to jednak, że zniknęli z życia publicznego. Wręcz przeciwnie. Małżeństwo pozostaje aktywne w mediach społecznościowych, gdzie publikuje humorystyczne nagrania, pokazuje codzienność i z przymrużeniem oka komentuje wspólne życie. Dzięki temu Koroniewska i Dowbor wciąż należą do rozpoznawalnych i chętnie obserwowanych par polskiego show-biznesu.

    Ich popularność nie wynika wyłącznie z zawodowych osiągnięć. Fani doceniają przede wszystkim dystans, poczucie humoru i szczerość, z jaką małżonkowie pokazują swoją relację. Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor nie próbują udawać, że ich związek jest idealny, a publikowane przez nich materiały często opierają się na wzajemnych docinkach i żartach. Za zabawnymi filmikami kryje się jednak zwyczajna codzienność, w której nie brakuje obowiązków, zmęczenia i różnicy zdań. Aktorka postanowiła ostatnio opowiedzieć o jednej z takich sytuacji, a jej wyznanie pokazuje, że nawet w długoletnim małżeństwie emocje potrafią wziąć górę.

    POLECAMY: Uznańska-Wiśniewska OSTRO do Nawrockiego ws. aborcji. Ma rację?

    Ciemne chmury nad małżeństwem Koroniewskiej i Dowbora? „Do wieczora ze sobą nie rozmawialiśmy”

    Okazuje się, że ostatnia sprzeczka Joanny Koroniewskiej i Macieja Dowbora była na tyle poważna, że małżonkowie przez wiele godzin nie zamienili ze sobą ani słowa. Wszystko wydarzyło się po meczu tenisa. Choć nie wiadomo dokładnie, co doprowadziło do konfliktu, aktorka nie ukrywała, że emocje były spore. W rozmowie z „Party” przyznała, że podobne sytuacje zdarzają się w ich związku częściej, niż mogłoby się wydawać. Jednocześnie zaznaczyła, że ich otoczenie zdążyło już przyzwyczaić się do małżeńskich spięć, które zwykle nie kończą się rozstaniem, lecz pojednaniem.

    “Tak się pokłóciliśmy, że do wieczora ze sobą nie rozmawialiśmy. (…) U nas często dochodzi do kłótni, ale wszyscy znajomi się śmieją, że są przyzwyczajeni, już wiedzą, że nic z tego i tak nie będzie, bo my i tak się pogodzimy” – wyznała na łamach Party.pl.

    Co ciekawe, Joanna Koroniewska wskazała również temat, który najczęściej prowadzi do napięć między nią a mężem. Nie chodzi o pieniądze, karierę czy zawodową rywalizację, lecz o sprawy związane z wychowaniem dzieci. Para doczekała się dwóch córek i, jak przyznała aktorka, rodzicielstwo bywa źródłem stresu oraz frustracji. Codzienne obowiązki, troska o zdrowie dzieci i próby poradzenia sobie z pojawiającymi się problemami mogą sprawić, że nawet drobne różnice zdań przeradzają się w większą sprzeczkę. To właśnie w takich sytuacjach małżonkowie najczęściej tracą cierpliwość.

    “Tylko o dzieci. Bo tak naprawdę o nic więcej. Dzieci zawsze będą tematem. Każda mama i tata to powie. A to że źle, a to że chory, a to że to. Zawsze są problemy. To nie jest tak, że to dzieci robią czy jakby powodują te problemy, ale my po prostu zawsze jesteśmy poirytowani, my rodzice, bo gdzieś tam coś się nie udaje w kontekście dzieciaków. My raczej w pracy nie mamy problemu. My się świetnie dzielimy robotą” – wyjaśniła.

    Wypowiedź Joanny Koroniewskiej pokazuje, że nawet w związku, który z zewnątrz wydaje się pełen żartów i wzajemnego zrozumienia, nie brakuje trudniejszych momentów. Aktorka nie obwinia przy tym córek za rodzinne napięcia. Zwraca raczej uwagę na presję, jaką odczuwają rodzice, gdy próbują pogodzić codzienne obowiązki i zadbać o potrzeby dzieci.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Agata Kulesza stanęła w obronie Heleny Englert. „To jest żenujące”

    Brakuje Wam Koroniewskiej i Dowbora w TVN? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

    Joanna Koroniewska-Dowbor (fot. AKPA)
    Maciej Dowbor (fot. screen IG Maciej Dowbor)
    Maciej Dowbor i Joanna Koroniewska-Dowbor (fot. screen IG Maciej Dowbor)

    Autor: Szymon Jedynak

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Kontynuuj czytanie

    news

    Psycholog ocenił związek Margarety i Mohameda. Te słowa otwierają oczy?

    Opublikowano

    w dniu

    przez

    Małgorzata „Margareta” Jurczak i Mohamed mieli planować wspólną przyszłość, ale ich relacja wzbudza coraz więcej kontrowersji. 58-latka i 26-latek nie tylko mierzą się z ogromną różnicą wieku i barierą językową, lecz także z pytaniami o prawdziwe intencje. Teraz głos zabrał znany w mediach społecznościowych „Racjonalny Psycholog”, a jego słowa mogą wywołać burzę. Dowiedz się więcej!

    Historia Małgorzaty „Margarety” Jurczak i Mohameda od początku przyciągała uwagę widzów programu TTV. Dzieli ich aż 32 lata różnicy wieku, a ich związek od samego początku budził skrajne emocje. Margareta ma 58 lat, natomiast jej ukochany zaledwie 26. Mimo komentarzy i wątpliwości pojawiających się w sieci zakochani deklarowali, że chcą budować wspólną przyszłość. Przygotowania do ślubu miały być kolejnym krokiem w ich relacji. Teraz jednak na ich związek spojrzał ekspert, który zwrócił uwagę na kwestie wykraczające poza samą różnicę wieku.

    Para poznała się podczas wakacji w Tunezji. Margareta wypoczywała w hotelu, w którym pracował Mohamed, i początkowo traktowała tę znajomość jako wakacyjną przygodę. Po powrocie do Polski kontakt jednak nie został zerwany, a uczucie miało z czasem nabierać na sile. Kobieta zaczęła regularnie odwiedzać ukochanego, a ich relacja przerodziła się w poważny związek. O początkach tej historii opowiadała między innymi w „Dzień dobry TVN”, nie ukrywając, że sama nie spodziewała się takiego rozwoju wydarzeń.

    „Pracował w hotelu, ja pojechałam na wakacje. Tak się poznaliśmy. Ja na początku myślałam, że to jest totalnie wakacyjna przygoda, natomiast nie skończyło się to tak. Zaczęliśmy nadal utrzymywać kontakt, ja zaczęłam latać do Tunezji i miłość kwitła. Jestem starsza od Mohameda o 32 lata” – wspominała w śniadaniówce.

    Jednym z największych wyzwań w codziennym życiu pary okazała się bariera językowa. Mohamed nie zna języka polskiego ani angielskiego, dlatego zakochani musieli wypracować własny sposób porozumiewania się. Margareta opowiadała, że łączyli słowa i wyrażenia, które oboje rozumieli, tworząc nietypową mieszankę językową. Choć nie brakowało przy tym zabawnych sytuacji, problem komunikacji może mieć znacznie większe znaczenie, gdy w grę wchodzą poważne decyzje dotyczące wspólnego życia i małżeństwa.

    „Nikt do tej pory chyba tego nie wiedział, że Mohamed nie zna języka angielskiego w ogóle, nie zna języka polskiego, więc zaczęliśmy porozumiewać się w słowach, które między sobą rozumiemy. Ja dużo słów poznałam po arabsku, które wplatam w całą mieszankę tego dziwnego angielskiego, który on zrozumie i z tego wyszło coś bardzo śmiesznego” – wyznała Margareta.

    POLECAMY: Agata Kulesza stanęła w obronie Heleny Englert. „To jest żenujące”

    Margareta i Mohamed chcą ślubu, a tu takie słowa psychologa! Wskazał na poważny problem

    Związek Margarety i Mohameda stał się tematem dyskusji również ze względu na tempo, w jakim rozwinęła się ich relacja. Zakochani mieli szybko zacząć snuć plany na przyszłość, a wizja ślubu wywołała wiele pytań ze strony obserwatorów. W ostatnim czasie pojawiły się również napięcia między partnerami. Margareta zagroziła nawet, że jej dużo młodszy ukochany nie ma co liczyć na „mariaż”, choć Mohamed nie zamierzał łatwo odpuścić. Teraz ich historię przeanalizował „Racjonalny Psycholog”, który zwrócił uwagę na to, jak łatwo silne emocje mogą wpływać na ocenę sytuacji.

    Ekspert postawił pytanie, które dla wielu osób może okazać się niewygodne. Zwrócił uwagę na różnicę między zauroczeniem a rzeczywistym poznaniem drugiego człowieka. W jego ocenie szybkie pojawienie się deklaracji miłości nie musi oznaczać, że partnerzy wiedzą o sobie wystarczająco dużo, by podejmować decyzje o małżeństwie. Szczególnie istotna jest tu możliwość swobodnej rozmowy, dzięki której można poznać oczekiwania, wartości i plany drugiej osoby.

    “Bo czy można kochać człowieka, którego się nawet nie zna? Zauroczyć się? Oczywiście! Ale planować małżeństwo z kimś, z kim nie potrafisz nawet swobodnie porozmawiać?” — pyta ekspert w internetowym wpisie.

    „Racjonalny Psycholog” zwrócił również uwagę na mechanizm racjonalizacji, czyli szukanie uzasadnienia dla decyzji podjętych wcześniej pod wpływem emocji. Jego zdaniem człowiek może próbować przekonywać samego siebie, że nawet niepokojące okoliczności są dowodem na wyjątkowość relacji. W przypadku Margarety i Mohameda ekspert wskazał na krótką znajomość oraz problemy z komunikacją jako kwestie, które warto dokładnie przemyśleć przed podjęciem tak poważnych zobowiązań.

    “Najpierw robisz coś pod wpływem impulsu czy emocji, a później na siłę szukasz argumentów, żeby udowodnić sobie, że to miało sens. Trzy dni znajomości? Przeznaczenie! Nie potrafią ze sobą rozmawiać? Miłość nie potrzebuje słów! I cyk, ze wszystkich czerwonych flag robimy weselne girlandy!” – dodał.

    Szczególne kontrowersje wzbudziła wypowiedź samej Margarety, która przyznała, że bierze pod uwagę możliwość, iż Mohamedowi może zależeć na zdobyciu wizy i lepszym życiu w Europie. Jednocześnie deklarowała gotowość, by mu w tym pomóc. Ten wątek sprawił, że dyskusja o ich związku nabrała jeszcze większego rozgłosu.

    „Racjonalny Psycholog” zaznaczył jednak, że nie przesądza o intencjach młodszego partnera. Zwrócił raczej uwagę na konieczność sprawdzenia, czy obie strony mają podobne oczekiwania i rzeczywiście dążą do tego samego celu.

    “Może warto najpierw ustalić, czy oboje szukają miłości, czy każde z nich przyszło na tę samą randkę z zupełnie inną listą zakupów?” – dodał w swoim wpisie.

    W dalszej części komentarza ekspert opisał, jak taka relacja może być postrzegana przez osoby z zewnątrz. Zwrócił uwagę, że związek, w którym każda ze stron może oczekiwać czegoś innego, rodzi pytania o wzajemność i prawdziwe motywacje. Nie oznacza to jednak, że w przypadku Margarety i Mohameda rzeczywiście mamy do czynienia z takim układem. To ocena eksperta, który zachęca przede wszystkim do ostrożności i dokładnego poznania drugiej osoby przed podjęciem życiowych decyzji.

    “Układ, w którym jedno dostaje poczucie bycia kochanym, a drugie szansę na lepsze życie, przypomina raczej transakcję niż romantyczną historię” – wtrącił.

    Słowa „Racjonalnego Psychologa” ponownie skierowały uwagę na relację Margarety i Mohameda, która od początku wzbudzała ogromne zainteresowanie widzów. Różnica wieku, bariera językowa, szybkie deklaracje i plany ślubne tworzą historię, wokół której nie brakuje pytań. Nie ma jednak podstaw, by na podstawie samej krytycznej opinii przesądzać o motywacjach któregokolwiek z partnerów. Ostatecznie to Margareta i Mohamed będą musieli odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania dotyczące ich wspólnej przyszłości. Czy uda im się rozwiać wątpliwości i udowodnić, że ich uczucie przetrwa próbę czasu? Tego dowiemy się oglądając nowe odcinki hitu TTV w piątki o 22:00.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Uznańska-Wiśniewska OSTRO do Nawrockiego ws. aborcji. Ma rację?

    Myślicie, że Margareta wyjdzie za Mohameda? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

    Margareta i Mohamed (fot. zdjęcie prasowe TVN)
    Margareta (fot. screen Instagram “Dzień dobry TVN”)

    Autor: Szymon Jedynak

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Kontynuuj czytanie

    news

    Agata Kulesza stanęła w obronie Heleny Englert. „To jest żenujące”

    Opublikowano

    w dniu

    przez

    Agata Kulesza pojawiła się w podcaście Małgorzaty Rozenek „Z bliska”, gdzie opowiedziała o swojej 29-letniej córce i jej zawodowych wyborach. Aktorka poruszyła również temat, który od dawna budzi ogromne emocje w show-biznesie, a przy okazji stanęła w obronie Heleny Englert. Jej słowa nie pozostawiają wątpliwości, co myśli o hejcie wymierzonym w dzieci znanych rodziców. Dowiedz się więcej!

    Podczas gdy dzieci wielu gwiazd decydują się pójść w ślady sławnych rodziców i próbują swoich sił w show-biznesie, córka Agaty Kuleszy wybrała zupełnie inną drogę. Marianna Figurska nie zdecydowała się na aktorstwo ani życie w blasku fleszy. Zamiast tego postawiła na rozwój w dziedzinie weterynarii, a jej zawodowe zainteresowania związane są z anestezjologią zwierzęcą. Dla znanej mamy to powód do dumy, ale również ulga, że córka może rozwijać się z dala od medialnego zgiełku i presji, która towarzyszy osobom publicznym.

    W rozmowie z Małgorzatą Rozenek aktorka nie ukrywała, jak bardzo cieszy ją podejście córki do pracy i nauki. Marianna ma już 29 lat i konsekwentnie rozwija swoje umiejętności. Jak zdradziła jej mama, nie zamierza poprzestawać na dotychczasowych osiągnięciach, a w przyszłości może wyjechać na rezydenturę. Agata Kulesza podkreśliła, że córka ma ogromną pasję do swojej pracy, a jej empatia wobec zwierząt jest dla niej szczególnie ważna.

    “Córka jest dorosła. (…) Ma 29 lat, jest anestezjologiem zwierzęcym, ma wielki pęd ku temu, żeby się kształcić i się kształci. Być może teraz pojedzie gdzieś na rezydenturę, bo jest ambitna. Kocha te zwierzęta niezwykle i ma empatię. (…) Bardzo się cieszę, i mówię to szczerze, że ona nie jest aktorką” – powiedziała.

    POLECAMY: Uznańska-Wiśniewska OSTRO do Nawrockiego ws. aborcji. Ma rację?

    Agata Kulesza zabrała głos ws. Heleny Englert. Nie gryzła się w język

    Wypowiedź o córce stała się punktem wyjścia do szerszej refleksji na temat dzieci znanych osób, które próbują zbudować własną pozycję zawodową. W świecie filmu i telewizji często określa się je mianem „nepo babies”, sugerując, że nazwisko rodziców ułatwia im karierę. Zdaniem Agaty Kuleszy takie podejście może być krzywdzące, ponieważ pomija talent, pracowitość i rzeczywiste umiejętności młodych artystów. Aktorka odniosła się do sytuacji Heleny Englert, córki Jana Englerta i Beaty Ścibakówny, którą miała okazję uczyć w szkole teatralnej.

    “Patrzę z wielką przykrością na to, co się teraz dzieje z Heleną Englert. Ja ją uczyłam i wiem, jaka to jest zdolna dziewczyna. I dla mnie to jest żenujące, że ona musi się borykać, bo ma rodziców aktorów i nagle znowu ten hejt wraca. Ona jest niezwykle zdolną, pracowitą dziewczyną. Z czym ona musi się borykać? Jakie to musi być trudne i niesprawiedliwe” – stwierdziła.

    Agata Kulesza nie ukrywa, że publiczne ocenianie młodych aktorów przez pryzmat ich rodzin może być wyjątkowo obciążające. Jej zdaniem sama obecność znanego nazwiska w życiorysie nie powinna przekreślać osiągnięć ani sprawiać, że każda zawodowa decyzja będzie odbierana jako efekt znajomości. Aktorka zwróciła uwagę, że osoby wychowane w artystycznych rodzinach mogą być zmuszone do ciągłego udowadniania, że na swoje miejsce w branży zapracowały samodzielnie. Właśnie dlatego, jak wynika z jej słów, cieszy się, że Marianna Figurska wybrała inną ścieżkę.

    “Jakby Marianka była aktorką, musiałaby też być ciągle porównywana ze mną, czy jej załatwiłam pracę, czy nie załatwiłam. To jest paskudne. (…) Ona jest super, że śpiewa, jest pracowita, jest artystką” – stwierdziła.

    Wypowiedź aktorki pokazuje, że dyskusja o „nepo babies” nie dotyczy wyłącznie łatwiejszego startu w branży, ale również presji i oczekiwań, z którymi mierzą się dzieci znanych rodziców. Helena Englert od lat rozwija się zawodowo, a jednocześnie musi mierzyć się z komentarzami dotyczącymi jej rodzinnych powiązań. Agata Kulesza, która poznała ją jako uczennicę szkoły teatralnej, zdecydowała się publicznie stanąć w jej obronie i podkreślić, że dostrzega w niej talent oraz pracowitość.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krzysztof Ibisz WRACA do hitu Polsatu po latach. Nagranie trafiło do sieci

    A Wy polubiliście Helenę Englert? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

    Agata Kulesza (fot. screen YouTube Gazeta.pl)
    Helena Englert (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

    Autor: Szymon Jedynak

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Kontynuuj czytanie

    HITY

    Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością