Śledź nas

news

Katarzyna Skrzynecka ujawnia rażące błędy w ewidencji ofiar wirusa: Został wpisany jako ozdrowiały

Opublikowano

w dniu

skrzynecka

Katarzyna Skrzynecka opowiedziała o przypadku swojego członka rodziny.

Strach przed koronawirusem jest ogromny, a najgorsze jest to, że naukowcy nadal mało wiedzą o nowym patogenie. Stąd powstaje wyjątkowo wiele plotek i domysłów, które szybko rozprzestrzeniają się za pośrednictwem internetu. Wydaje się również, że nie do końca możemy wierzyć oficjalnym statystykom, co udowodniła Katarzyna Skrzynecka.

HOT NEWS- Qczaj zaatakowany przez internautkę – poszło o adopcję dzieci przez pary homoseksualne

Aktorka jeszcze niedawno czuwała nad mężem, który trafił do szpitala z ostrym bólem brzucha. Marcin Łopucki przeszedł operację i już czuje się dobrze, ale rodzinę spotkała kolejna tragedia. Jej wujek zachorował na koronawirusa i po 3 tygodniach w szpitalu zmarł. Katarzyna udzieliła wywiadu magazynowi Flesz i ujawniła szokujące fakty:

Po trzech tygodniach niestety zmarł w wyniku zaawansowanego zapalenia płuc i niewydolności oddechowej wywołanej wirusem. Przeraża mnie fakt, że mimo interwencji jego dzieci, został w klinice wpisany do ewidencji jako „ozdrowiały”, bo test wykonany trzy dni przed śmiercią wykazał, że w organizmie nie ma już aktywnej formy koronawirusa

Aktorka jest szczerze zaniepokojoną tą sytuacją:

Strach pomyśleć, ile tysięcy podobnych przekłamań statystyk może się pojawiać! “Pacjent wyzdrowiał, ale zmarł”. To absurd! Nie szerzę tu żadnych niesprawdzonych plotek, bo jest to sytuacja, która zdarzyła się w mojej bliskiej rodzinie 

Na koniec opowiedziała, jak ona i jej rodzina dają sobie radę w tym trudnym czasie:

Ależ nic nie wyróżnia mnie spośród milionów innych ludzi, którzy tracą pracę, uczą swoje dzieci w domu, oszczędzają na podstawowe wydatki, próbują się odnaleźć w kompletnie nowej rzeczywistości. Przestrzegamy zasad kwarantanny, staramy się chronić zdrowie. Dbamy też o to, by zachować pogodne nastawienie – to ważne i dla naszego związku, i dla dziecka 

Co sądzicie?

ZOBACZ RÓWNIEŻ- Klaudia El Dursi skarży się na macierzyństwo: Miałam poczucie, że coś mnie ominęło

AW

news

Lech Wałęsa narzeka na swoją emeryturę. Tyle dostaje co miesiąc

Opublikowano

w dniu

przez

Lech Wałęsa należy do najbardziej rozpoznawalnych postaci współczesnej historii Polski. Choć zdobył najwyższe stanowisko w państwie i otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, jego edukacja zakończyła się na szkole zawodowej, a były prezydent nigdy nie zdał matury. Dziś uwagę zwracają również jego słowa dotyczące wysokości emerytury. Dowiedz się więcej!

Lech Wałęsa urodził się 29 września 1943 roku. Swoją edukację rozpoczął w Chalinie, gdzie ukończył szkołę podstawową. Następnie kontynuował naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Lipnie, wybierając kierunek związany z mechanizacją rolnictwa. Naukę na tym etapie zakończył w 1961 roku.

Na tym jednak zakończyła się jego formalna edukacja. Lech Wałęsa nie podszedł później do egzaminu maturalnego, dlatego nie posiada zdanej matury. Z wykształcenia jest elektrykiem. Informacje dotyczące jego edukacji i pierwszych lat pracy są również przywoływane w publikacjach opisujących jego biografię.

Po ukończeniu szkoły zawodowej Lech Wałęsa niemal od razu rozpoczął pracę. W 1961 roku został zatrudniony jako elektryk w Państwowym Ośrodku Maszynowym, gdzie pracował w Łochocinie oraz Leniach Wielkich. Spędził tam sześć lat, zdobywając doświadczenie zawodowe w swoim fachu.

Kolejnym etapem jego życia była obowiązkowa służba wojskowa. Później los skierował go na Pomorze. W 1967 roku Lech Wałęsa rozpoczął pracę w Stoczni Gdańskiej, gdzie został elektrykiem okrętowym. To właśnie z tym miejscem na wiele lat związała się jego działalność zawodowa i społeczna.

Z czasem nazwisko Lecha Wałęsy zaczęło być kojarzone nie tylko ze stocznią, ale również z działalnością opozycyjną i „Solidarnością”. Jego dalsza droga doprowadziła go do najważniejszych stanowisk państwowych, a w 1990 roku został wybrany na urząd prezydenta Polski. W 1983 roku otrzymał natomiast Pokojową Nagrodę Nobla.

Mimo tak bogatego życiorysu kwestia wykształcenia Lecha Wałęsy od lat wzbudza zainteresowanie. Były prezydent nie posiada matury ani wyższego wykształcenia, a swoją drogę zawodową rozpoczął jako elektryk. To właśnie doświadczenie zdobyte w pracy, a później działalność publiczna, stały się kolejnymi etapami jego kariery.

POLECAMY: Afera z Tosią odbiła się na „Nowej Szelągowskiej”? Są wyniki oglądalności

Jaką emeryturę otrzymuje Lech Wałęsa?

Dużo emocji wzbudza również temat pieniędzy. Według najnowszych publikacji z 2026 roku emerytura Lecha Wałęsy wynosi obecnie około 14 tys. zł brutto miesięcznie. Kwota jest efektem kolejnych waloryzacji świadczenia. Sam były prezydent od lat podkreśla jednak, że wysokość jego emerytury nie sprawia, że może całkowicie zrezygnować z aktywności zawodowej.

Jeszcze w 2024 roku Lech Wałęsa mówił o swojej emeryturze w rozmowie z o2.pl. Wówczas podawał kwotę na poziomie 11–13 tys. zł brutto i zaznaczał, że nadal zamierza pracować oraz podróżować. W tym samym wywiadzie zwracał uwagę, że jego zdaniem problemem nie jest samo podnoszenie emerytur, ale przede wszystkim koszty życia.

“Czy jestem zadowolony ze swojej emerytury? Jakbym był, tobym jeździł na grzybki czy rybki, a nadal pracuję, jeżdżąc po świecie” – wyznał wówczas Wałęsa w rozmowie z serwisem o2.pl

Jego słowa szybko zwróciły uwagę, ponieważ dla wielu osób kwota kilkunastu tysięcy złotych brutto miesięcznie jest zdecydowanie wyższa od standardowych świadczeń emerytalnych.

Dziś Lech Wałęsa nadal pozostaje aktywny. Były prezydent bierze udział w spotkaniach, wydarzeniach i wystąpieniach, a także podróżuje po świecie. Jego życiorys pokazuje więc drogę od szkoły zawodowej i pracy elektryka, przez Stocznię Gdańską i działalność publiczną, aż po urząd prezydenta oraz Pokojową Nagrodę Nobla.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Filip i Bianka Chajzerowie w „Azji Express”? Jest propozycja dla świeżo upieczonych małżonków

Według Was to dobra emerytura? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Lech Wałęsa (fot. screen YouTube TVN.pl)
Lech Wałęsa (fot. screen YouTube TVN24)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Afera z Tosią odbiła się na „Nowej Szelągowskiej”? Są wyniki oglądalności

Opublikowano

w dniu

przez

Dorota Szelągowska długo czekała na premierę swojego nowego programu, jednak debiut „Nowej Szelągowskiej” odbył się w wyjątkowo głośnej atmosferze. Jeszcze przed emisją w sieci pojawiały się komentarze dotyczące prowadzącej, a teraz wiadomo już, ilu widzów zdecydowało się sprawdzić nowy format. Wynik może być szczególnie interesujący dla TVN. Dowiedz się więcej!

Dorota Szelągowska od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy TVN. W niedzielę 27 września na antenie stacji zadebiutowała „Nowa Szelągowska”, która ma być kolejnym ważnym projektem prezenterki. Premiera programu przypadła jednak na okres, w którym wokół Doroty Szelągowskiej zrobiło się wyjątkowo głośno.

Źródłem medialnego zamieszania była przede wszystkim sprawa związana z kontynuacją filmu „Nigdy w życiu!”. Wszystko zaczęło się od decyzji Joanny Jabłczyńskiej, która poinformowała, że nie powróci do roli Tosi. Wokół jej deklaracji szybko rozpoczęła się publiczna dyskusja, w którą zaangażowali się również Katarzyna Grochola, producentka filmu oraz jej córka – Dorota Szelągowska.

Córka pisarki zdecydowała się stanąć w obronie swojej mamy. Dorota Szelągowska opublikowała w mediach społecznościowych emocjonalne nagranie skierowane do Joanny Jabłczyńskiej. W materiale padły bardzo mocne słowa, a prezenterka zarzuciła aktorce między innymi mściwość i określiła ją mianem „złego człowieka”.

Nagranie szybko zaczęło żyć własnym życiem. Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych, a pod publikacjami pojawiały się liczne komentarze. Z czasem Dorota Szelągowska zdecydowała się przeprosić Joannę Jabłczyńską, jednak wcześniejsza wypowiedź nadal była przypominana przy okazji kolejnych informacji dotyczących prezenterki.

Jeszcze przed premierą „Nowej Szelągowskiej” w internecie można było znaleźć krytyczne głosy dotyczące nowego programu. Internauci komentowali między innymi: “Jako widz mam ogromną prośbę do stacji TVN o zmianę prowadzącej”, “Na pewno nie obejrzę ani jednego odcinka Doroniu”, “O nie, tej pani już dziękujemy, powiedziała już wystarczająco”, “Niestety, ale rezygnuje z oglądania programu” — pisali internauci.

W ubiegłym tygodniu pojawiły się również doniesienia dotyczące promocji nowego formatu. Jak twierdził Pudelek, TVN miał zrezygnować z organizacji oficjalnej konferencji prasowej poświęconej „Nowej Szelągowskiej”. Tego typu wydarzenia zazwyczaj służą prezentacji programu mediom i są jednym z elementów promocji nowej produkcji. Informacja ta dodatkowo przyciągnęła uwagę do premiery.

POLECAMY: Filip i Bianka Chajzerowie w „Azji Express”? Jest propozycja dla świeżo upieczonych małżonków

Ile widzów obejrzało „Nową Szelągowską”?

Ostatecznie jednak najważniejsze okazały się dane dotyczące tego, ilu widzów rzeczywiście włączyło TVN w niedzielne popołudnie. Według danych Nielsen Audience Measurement, przytoczonych przez Wirtualne Media, premierowy odcinek „Nowej Szelągowskiej” oglądało średnio 483 tys. widzów. Przełożyło się to na 4,91 proc. udziału TVN w rynku w grupie ogólnej.

W grupie widzów w wieku 16–59 lat udział stacji podczas emisji programu wyniósł 5,59 proc. W analizowanym paśmie TVN zajął czwarte miejsce w grupie ogólnej. Wyżej znalazły się Polsat, TVP1 i TVP2. Dane pokazują więc, że premierowy odcinek nie zapewnił stacji pierwszej pozycji wśród wszystkich widzów.

Nieco inaczej sytuacja wyglądała w grupach komercyjnych. W grupach 20–54 oraz 16–59 TVN zajął drugą pozycję, ustępując jedynie Polsatowi. Oznacza to, że wynik „Nowej Szelągowskiej” różnił się w zależności od analizowanej grupy widzów, co jest istotne przy ocenie oglądalności programu.

Na razie jest jednak zdecydowanie za wcześnie, aby na podstawie jednego odcinka przesądzać o przyszłości programu. Premierowy wynik pokazuje, ilu widzów zdecydowało się obejrzeć „Nową Szelągowską” w pierwszym tygodniu emisji, ale dopiero kolejne odcinki pozwolą sprawdzić, czy format utrzyma zainteresowanie publiczności. Dorota Szelągowska ma przed sobą kolejne tygodnie, w których widzowie będą mogli wyrobić sobie własne zdanie na temat programu.

Dla TVN najważniejsze będzie teraz to, czy „Nowa Szelągowska” zdoła utrzymać widownię i poprawić swoją pozycję w kolejnych tygodniach. Tym bardziej że premiera odbyła się po okresie wyjątkowo dużego zainteresowania osobą prowadzącej. Na razie jedno jest pewne – 483 tys. widzów zobaczyło pierwszy odcinek, a kolejne emisje pokażą, czy będzie to początek stabilnego wyniku, czy jedynie efekt premierowego zainteresowania.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sandra Hajduk otworzyła się na temat małżeństwa. Tego o mężu nigdy nie mówiła

Oglądacie nowy program Doroty Szelągowskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Dorota Szelągowska i Dominik Ćwiek (fot. zdjęcie prasowe TVN)
Dorota Szelągowska i Dominik Ćwiek (fot. zdjęcie prasowe TVN)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Chajzerowie w „Azji Express”? Jest propozycja dla świeżo upieczonych małżonków

Opublikowano

w dniu

przez

Filip Chajzer i jego żona Bianka mogą w przyszłym roku pojawić się razem w jednym z najpopularniejszych reality show TVN. Według doniesień para otrzymała propozycję udziału w „Azji Express” i ma poważnie rozważać jej przyjęcie. Sprawa jest jednak o tyle interesująca, że prezenter ma już za sobą udział w poprzedniej polskiej odsłonie formatu. Dowiedz się więcej!

O Filipie Chajzerze ponownie zrobiło się głośno po jego ślubie z 20-letnią Bianką. Para niedawno powiedziała sobie „tak”, a po ceremonii zaczęła coraz częściej pojawiać się razem w mediach. Nowożeńcy wystąpili między innymi w podcaście prezentera, a także udzielili pierwszego telewizyjnego wywiadu.

Teraz pojawiły się doniesienia, że wspólna obecność Filipa Chajzera i Bianki może przenieść się również na ekran reality show. Według informacji Jastrząb Post małżonkowie otrzymali propozycję udziału w kolejnej edycji „Azji Express”. Osoba związana z produkcją miała przekazać serwisowi:

„Dostali propozycję i chcą się zgodzić. Tak, raczej się zgodzą” – wyznał informator.

W tej sprawie głos zabrał również sam Filip Chajzer. Prezenter przypomniał, że ma już doświadczenie związane z podróżniczym reality show. W przeszłości pojawił się bowiem w „Ameryce Express”, gdzie wystąpił razem ze swoim ojcem, Zygmuntem Chajzerem. Jak wynika z jego słów, tym razem decyzja nie zależy wyłącznie od niego.

“Nie znam, niestety, żadnych szczegółów. Ja już raz byłem. Z tatą w Ameryce Południowej. Jedna z najlepszych przygód mojego życia. Teraz wszystko zależy od mojej najlepszej na świecie żony” – powiedział na łamach Plejady.

Wypowiedź Filipa Chajzera może zainteresować fanów formatu również z innego powodu. Prezenter ma już bowiem za sobą udział w polskiej wersji „Azji Express”, która później funkcjonowała jako „Ameryka Express”. Z tego powodu pojawia się pytanie, czy jego ponowny udział w tego typu programie rzeczywiście jest możliwy. Według informacji podawanych przez Jastrząb Post regulamin wyklucza ponowny start uczestnika w kolejnych edycjach, chyba że stacja zdecyduje się na specjalną odsłonę z udziałem byłych uczestników.

Na ten moment nie wiadomo jednak, czy TVN rzeczywiście planuje specjalną edycję typu „All Stars”, ani czy ostatecznie zobaczymy małżeństwo w programie. Sama propozycja udziału nie oznacza jeszcze podpisania kontraktu, dlatego sprawa pozostaje na etapie medialnych doniesień. Jeśli jednak para faktycznie pojawiłaby się na trasie „Azji Express”, byłby to dla Filipa Chajzera powrót do formatu, który już raz przyniósł mu ogromne zainteresowanie.

POLECAMY: Sandra Hajduk otworzyła się na temat małżeństwa. Tego o mężu nigdy nie mówiła

Filip Chajzer wystąpił w „Ameryce Express”. Pamiętacie tę aferę z jego udziałem?

Pierwszy udział prezentera w programie miał miejsce w 2018 roku, podczas pierwszej edycji „Ameryki Express”. Filip Chajzer wystąpił wówczas ze swoim ojcem, Zygmuntem Chajzerem. W jednym z zadań uczestnicy mieli pocałować trzy nieznajome osoby. Wokół realizacji tego zadania pojawiły się później poważne kontrowersje i zarzuty dotyczące zachowania wobec spotkanych kobiet.

Sprawa była na tyle głośna, że do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęło sześć skarg dotyczących odcinka. Jak informowały wówczas Wirtualne Media, wśród zarzutów znalazły się m.in. zarzuty dotyczące molestowania oraz propagowania szkodliwych schematów. Według relacji tego portalu większość uczestników pytała wcześniej o zgodę na pocałunek, natomiast Filip Chajzer, a także inni uczestnicy, mieli tego nie zrobić.

Filip Chajzer stanowczo nie zgadzał się wówczas z zarzutem molestowania i publicznie odnosił się do krytyki. W swoim stanowisku podkreślał, że takie samo zadanie wykonywali również inni uczestnicy programu. Jego słowa brzmiały:

“To samo zadanie realizowało 10 osób, w tym kobiety, które całowały panów, ale rozumiem, że to już nie jest molestowanie. (…) Nie przyznaję się do molestowania kobiet i wypraszam sobie to żenujące oskarżenie” – wyjaśnił kilka lat temu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Milionerzy” kontra „The Floor”? Widzowie wybrali ulubiony teleturniej

Chcielibyście ponownie zobaczyć Filipa w “Azji Express”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Filip Chajzer i Bianka Chjzer (fot. screen Instagram Filip Chajzer) – 27 września 2026
Filip Chajzer (fot. screen Instagram Filip Chajzer) – 21 września 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Sandra Hajduk otworzyła się na temat małżeństwa. Tego o mężu nigdy nie mówiła

Opublikowano

w dniu

przez

Sandra Hajduk-Popińska od lat jest obecna w polskich mediach, ale o swoim życiu prywatnym mówi wyjątkowo rzadko. Dziennikarka od 13 lat jest związana z Rafałem Popińskim, a ich relacja od początku pozostaje z dala od medialnego zgiełku. Teraz w podcaście „Na osobności” zrobiła jednak wyjątek i zdradziła, jak naprawdę wygląda ich związek. Dowiedz się więcej!

Sandra Hajduk-Popińska od lat kojarzy się widzom z “Dzień Dobry TVN”, jednak jej życie prywatne pozostaje niemal całkowicie poza zainteresowaniem kamer. Dziennikarka od 13 lat jest związana z Rafałem Popińskim, który prowadzi własny biznes. Para poznała się w katowickim Spodku podczas koncertu, a w 2021 roku wzięła ślub na Zanzibarze. Mimo wieloletniej relacji małżonkowie nie należą do par, które regularnie pojawiają się razem na branżowych ściankach.

Rafał Popiński nie prowadzi również aktywnie mediów społecznościowych, a Sandra Hajduk-Popińska bardzo rzadko pokazuje go publicznie. Tym bardziej interesująco zabrzmiała jej rozmowa z Szymonem Jedynakiem w podcaście „Na osobności”. Dziennikarka wyjaśniła, dlaczego nie czuje potrzeby opowiadania milionom odbiorców o każdym szczególe swojego małżeństwa i codzienności.

“Nie widzę już potrzeby, żeby mówić. To znaczy ja nie traktuję obecności w mediach jak terapii, a mam wrażenie, że wiele osób tak ją traktuje, że idą na wywiad […] To mnie w ogóle niepokoi. Taki trend zaczyna się zmieniać w jakąś taką terapię na oczach milionów ludzi […] Ja jestem w przestrzeni medialnej, bo jestem dziennikarką. Bo mam, jak już powiedziałam wcześniej, ludziom dostarczyć rozrywkę, informacje, jakiś tam kontent, bardziej lub mniej, nawet jeżeli mówimy o obieraniu czereśni […] No mam męża, jestem z tym mężem 13 lat, mamy kota. Tak sobie mieszkamy, żyjemy, raz się kłócimy, raz się godzimy, jak wszystkie pary na świecie, to o czym tu mówić?” – mówiła w “Na osobności”.

Okazuje się, że Sandra jeszcze przed poznaniem obecnego męża nie była osobą, która szczególnie interesowała się romantycznymi historiami. Szymon Jedynak przypomniał jej w rozmowie, że kiedyś nudziły ją opowieści koleżanek o randkach i weekendach spędzanych z chłopakami. Dziennikarka przyznała, że rzeczywiście nigdy nie należała do dziewczyn, dla których życie uczuciowe było najważniejszym tematem.

“”Nie, proszę cię, ja nie byłam tym typem. Ja miałam zawsze więcej kolegów niż koleżanek. Nie mówię, że chodziłam po drzewach, bo to nie. Ale ja byłam taką bardziej. Wiesz, najlepiej obrazują mnie moje zdjęcia z pierwszej klasy gimnazjum, kiedy ja miałam na sobie dres i takie długie paznokcie. To połączenie dzisiaj znowu jest modne z tego co zauważyłam. Czyli byłam trochę dresiarą, a trochę jednak damą […] No nie, nie, nie, ja w ogóle nie byłam jedną z tych dziewczyn, które tam wiesz, rozmawiały o randkach i tak dalej. Nie, zupełnie nie. Zupełnie nie” – podkreśliła dziennikarka.

POLECAMY: „Milionerzy” kontra „The Floor”? Widzowie wybrali ulubiony teleturniej

Sandra Hajduk-Popińska pierwszy raz tak otwarcie o mężu. Zdradziła kulisy ich związku

Po 13 latach związku Sandra Hajduk-Popińska nie mówi jednak o swoim małżeństwie przez pryzmat początkowego zauroczenia. Wręcz przeciwnie – w rozmowie z Szymonem Jedynakiem przyznała, że znacznie bardziej odpowiada jej obecny etap relacji. Zamiast tytułowych „motyli w brzuchu” ceni przede wszystkim swobodę, przyjaźń i poczucie, że przy drugiej osobie nie trzeba już niczego udawać.

“Nie, żadnych motylków, to absolutnie. To w ogóle co ty […] W ogóle nie wiem, czy są te motyle jeszcze […]  Ale słuchaj, miłość się zmienia, jak my się zmieniamy? Tak. Ona jest zawsze tak inna, jak my jesteśmy inni i jak szybko dojrzewamy w tym związku. Ale ja na przykład wolę to stadium w związku dzisiejsze niż to sprzed 13 lat. Wiesz, słuchaj, można sobie beknąć przy tym mężu czy żonie w ogóle i luz. Nie trzeba udawać. Tam wiesz, mieć zapalenia żołądka i wszystko wciągać, bo muszę być taka idealna przy nim. A tak serio, to w ogóle uważam, że faza, w której ten związek dwojga ludzi wchodzi w taką wiesz, że wiemy czego nie chcemy. Że jesteśmy przede wszystkim kumplami. Ja wiem, że z perspektywy Twojego wieku to brzmi jakoś fatalnie, bo ja pamiętam, kiedy ja byłam w twoim wieku i jak mi to mówili ludzie starsi ode mnie, mówię nie, oni się już nie kochają, tylko to jest takie gadanie, bo to jest przyzwyczajenie, ale to jest dużo silniejsza i lepsza miłość niż ta, kiedy się poznajecie” – opowiadała.

Po czym żartobliwie dodała:

“I jestem bardzo ciekawa, jak się oczywiście nie pozabijamy, bo za chwilę remont zaczynamy, więc jak się nie rozwiedziemy przy tym remoncie, to jestem bardzo ciekawa co będzie dalej” – mówiła.

W dalszej części rozmowy pojawił się również temat tego, jak Rafał Popiński wpłynął na zawodowe życie swojej żony. Jak się okazuje, jego doświadczenie związane z prowadzeniem własnego biznesu miało mieć realny wpływ na decyzje podejmowane przez Sandrę. To właśnie dzięki jego motywacji i radom dziennikarka zdecydowała się założyć własną działalność.

“Mój mąż mnie uczy biznesowego myślenia, bo mój mąż się zajmuje biznesem, handlem i zawsze się zajmował. Mój mąż nigdy nie pracował dla kogoś, tylko miał 16 lat to sprzedawał łańcuszki, takie łańcuszki jak złoto na bazarze, na Stadionie Dziesięciolecia. Zawsze był przedsiębiorcą i on mnie tego uczy. Ja założyłam działalność dzięki niemu, jego motywacji i radom. Oczywiście czasem się o to kłócimy. On mówi Boże, dlaczego ty na przykład więcej nie odkładasz? Powinnaś więcej odkładać albo dlaczego Ty nie zainwestujesz tych oszczędności w to, jak teraz jest czas na to, albo więcej złota powinnaś kupić, żeby tam sobie te oszczędności mądrze lokować” – mówiła z uśmiechem o mężu.

Co ciekawe, Sandra Hajduk-Popińska również uważa, że przez lata małżeństwa udało jej się nauczyć Rafała pewnych rzeczy. W jej ocenie wniosła do związku przede wszystkim więcej empatii, wrażliwości oraz umiejętności odpuszczania. Zwróciła uwagę, że prowadzenie własnej firmy może sprawić, iż praca zaczyna towarzyszyć człowiekowi praktycznie bez przerwy.

“Ja myślę, że go nieustająco uczę jakiejś takiej empatii i wrażliwości i chyba też trochę takiej żeby więcej łapał spokoju w życiu. Bo jak prowadzisz własną firmę od tylu lat, to jesteś ciągle w pracy. Jak jesteś na urlopie, to też jesteś w pracy, a to nie jest dobre, jak wiemy dla naszego układu nerwowego, odpornościowego” – stwierdziła.

Historia Sandry Hajduk-Popińskiej i Rafała Popińskiego pokazuje więc zupełnie inne podejście do życia w świetle kamer. Choć są razem od 13 lat, pobrali się na Zanzibarze i wspólnie prowadzą codzienne życie, ich relacja pozostaje przede wszystkim ich prywatną przestrzenią. Tym razem Sandra uchyliła jednak drzwi do tego świata i pokazała, że za decyzją o nieepatowaniu związkiem stoi konkretne podejście do prywatności, mediów i dojrzałej miłości.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Taniec z Gwiazdami”: wyniki głosowania widzów wyszły na jaw. Doszło do zmian

Lubicie Sandrę Hajduk-Popińską w “Dzień dobry TVN”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Sandra Hajduk-Popińska (fot. screen Instagram “Dzień dobry TVN)
Sandra Hajduk-Popińska i Rafał Popiński (fot. screen Instagram Sandra Hajduk-Popińska)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością