news
Michel Moran wspomina Tomasza Jakubiaka. Tak wyglądało ich ostatnie spotkanie
Michel Moran wrócił wspomnieniami do śp. Tomasza Jakubiaka, z którym przez lata pracował przy kolejnych edycjach programów „MasterChef”. W podcaście „Na osobności” opowiedział o ich przyjaźni, trudnym czasie po diagnozie kucharza i spotkaniu, które szczególnie zapadło mu w pamięć. Nie zabrakło słów, które chwytają za serce. Dowiedz się więcej!
Michel Moran od lat należy do najbardziej rozpoznawalnych jurorów kulinarnych w Polsce. Widzowie pokochali go za wiedzę, temperament i poczucie humoru, które od lat prezentuje w programach „MasterChef” i „MasterChef Junior”. Ostatnio kucharz był gościem podcastu „Na osobności”, prowadzonego przez Szymona Jedynaka. W rozmowie pojawiło się wiele tematów związanych z telewizją, ale szczególnie poruszająca okazała się część poświęcona zmarłemu przyjacielowi.
Tomasz Jakubiak i Michel Moran przez lata spotykali się na planach programów kulinarnych. Wspólnie pracowali między innymi przy jednej edycji dorosłego „MasterChefa”, pierwszej odsłonie „MasterChefa Nastolatki” oraz dwóch sezonach „MasterChefa Juniora”. Ich relacja nie ograniczała się jednak wyłącznie do zawodowych obowiązków. W rozmowie z Szymonem Jedynakiem Moran podkreślał, że najlepiej pamięta Tomka jako człowieka pełnego energii, humoru i ciepła, który potrafił zjednywać sobie ludzi.
Juror zaznaczył, że nie chce wspominać przyjaciela wyłącznie przez pryzmat choroby i cierpienia. Woli wracać do chwil spędzonych na planie, gdzie Tomasz Jakubiak potrafił rozbawić ekipę i nawiązać wyjątkową relację z młodymi uczestnikami. To właśnie ta strona jego osobowości pozostała w pamięci Michela Morana szczególnie mocno.
„Tak, nadal z uśmiechem. Z uśmiechem dalej, bo inaczej nie chcę przypominać Tomka. On był niesamowity w tym ‘MasterChefie’. Tak śmieszny, naprawdę, z tą energią. Juniorzy i nastolatki go uwielbiali. Tomek to był taki Miś. Tomek, który poszedł pomagać, gotował z nimi. Były te żarty na planie. Nie przestał gadać, bo to był Tomek. I tak go wspominam. Nie chcę wspominać go inaczej. I nigdy nie będę nawet inaczej wspominać” – powiedział.
POLECAMY: Joanna Jędrzejczyk odpadła z „Tańca z Gwiazdami”. Tomasz Wygoda wyjaśnił powód
Michel Moran opowiedział o ostatnim spotkaniu z Tomaszem Jakubiakiem. Poruszające słowa
Wspomnienia o przyjacielu przeplatały się z opowieścią o jednym z najtrudniejszych momentów w historii ich współpracy. Tomasz Jakubiak zachorował między nagraniami pierwszej i drugiej edycji „MasterChefa Nastolatki”. Diagnoza okazała się dramatyczna, a kucharz zmagał się z niezwykle agresywnym nowotworem – rakiem dwunastnicy oraz jelita z przerzutami do kości. Zmarł 30 kwietnia 2025 roku. Michel Moran przyznał, że wiadomość o chorobie przyjaciela była dla niego bardzo trudna.
„To było straszne. Bo wiadomo od razu, że mamy do czynienia z czymś poważnym. To zawsze jest straszna wiadomość i nie tylko wtedy, kiedy pracujemy razem. Po pierwsze to jest człowiek, którego doceniamy, lubimy. Pamiętam tę drugą edycję, gdzie nawet stacja nie chciała zastąpić Tomka, bo nie wiadomo było co. I myślę, że to był super pomysł, żeby powiedzieć: dobra, nie będzie trzeciego jurora. Nie będziemy mieć trzeciego jurora, bedziemy mieli gościa specjalnego bez przerwy, ale to trzecie miejsce będzie dla Tomka. I to był, myślę, piękny gest i bardzo fajnie. Pamiętam, kiedy Anastazja nawet była w odcinku. To było… ale niestety, co zrobić” – mówił wyraźnie poruszony.
Jednym z najbardziej osobistych momentów podcastu była opowieść o spotkaniu w restauracji Michela Morana. Tomasz Jakubiak pojawił się tam z Anastazją, już po pobycie w szpitalu. Mimo choroby zachował charakterystyczny dla siebie dystans i energię. Moran wspominał, że nie spodziewał się wizyty, a informacja od menadżerki zaskoczyła go w trakcie pracy.
„Jedna rzecz, która mi się podobała. Mówiłem ostatnio o tym, kiedy wpadł właśnie do restauracji z Anastazją. Już był chory, ale wyszedł ze szpitala. Miał siłę, miał power i mówił do Anastazji: ‘Idziemy do Michela. Ja nie wiedziałem nic o tym. Byłem na górze. Pani menadżer idzie do mnie i mówi: ‘Michel, jest tam na dole i czeka na pana’. Mówię: ‘Kto czeka na mnie?’. Jest sobota po południu. Idę. A tam siedział Tomek i Anastazja. Przywitaliśmy się, mega zadowolony. Robiliśmy fotkę. Anastazja była bardzo głodna. Tomek nie mógł jeść, każdy wie. I mówię: ‘No i Tomek, wybieraj coś dla siebie, na co masz ochotę’. A on się z tego śmiał. Ja traktowałem to z dystansem i on też chciał, żebym miał dystans do tego. Nie, nie idź z płaczem do niego. Tomek, nie patrz na menu, wybieraj coś. I właśnie tak wspominam te rozmowy. To nie była ostatnia rozmowa, ale jedna, której nie chcę zapomnieć. Takie rozmowy właśnie” – wspominał.
W dalszej części rozmowy Michel Moran mówił o determinacji, z jaką Tomasz Jakubiak walczył z chorobą. Choć jego historia zakończyła się tragicznie, juror podkreślił, że przyjaciel dawał przykład odwagi i niepoddawania się nawet w najtrudniejszych okolicznościach. Wspomniał również o bliskich kucharza, dla których jego odejście było ogromną stratą.
„To pokazało, że trzeba być silnym, trzeba wierzyć i walczyć. Przegrał niestety i to mi przykro. I dla wszystkich, i dla Bombelka, i dla Anastazji, przyjaciół, rodziny, mamy, wszystkich. Ale pokazało, że był taki dzielny, walczący, bo tak on robił. I myślę, że dał przykład dla każdego” – wyznał.
Na koniec rozmowy juror opowiedział o obecnych relacjach z Anastazją Jakubiak. Jak zaznaczył, pozostają w kontakcie, choć codzienne obowiązki nie zawsze pozwalają na częste rozmowy. Wspomniał także o konkursie kulinarnym organizowanym przez Anastazję, w którym chciałby wziąć udział, między innymi po to, by uczcić pamięć jej męża. Michel Moran podkreślił, że podziwia jej siłę i zaangażowanie w kolejne projekty.
„Tak, na pewno. Anastazja jest bardzo zajęta, ma podcasty. Organizuje konkurs o gotowaniu, który mieliśmy okazję robić razem w Poznańskiej Szkole Gastronomicznej w Warszawie. Wiem, że w kwietniu będzie druga edycja tego konkursu, gdzie mam nadzieję być też w imię Tomka, Tomasza Jakubiaka. Fajni młodzi ludzie, którzy idą do przodu. Anastazja właśnie taka jest i bardzo dobrze. Ona jest też waleczna. Myślę, że walczyła też z Tomkiem i to było dla Tomka taką motywacją. Też widział, jak Anastazja idzie, walczy i się nie poddaje. Mamy kontakt, ale każdy wie, jakie jest życie. Czasami zaczyna się dzień, ten dzień już się kończył i nie zdążyliśmy nic zrobić” – mówił.
Historia Tomasza Jakubiaka pozostaje ważną częścią wspomnień osób, które miały okazję z nim pracować. W opowieści Michela Morana szczególnie wybrzmiewa nie tylko ból po stracie, ale również wdzięczność za wspólne chwile, żarty i przyjaźń, której nie przekreślił nawet najtrudniejszy czas. Kucharz jasno dał do zrozumienia, że chce pamiętać Tomka przede wszystkim jako człowieka pełnego życia. I właśnie taki obraz zmarłego przyjaciela zamierza zachować na zawsze.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kajra i Sławomir nie owijali w bawełnę nt. Chajzerów. Zaskoczeni?
Lubiliście oglądać programy ze śp. Tomaszem Jakubiakiem? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



news
Margareta POKŁOCIŁA SIĘ z Mohamedem. Ślubu jednak nie będzie?
Małgorzata „Margareta” Jurczak i Mohamed szykowali się do ślubu, a zakochana 58-latka nie ukrywała, że odlicza dni do ceremonii. W najnowszej zapowiedzi „Kochaj albo wróć” pojawiły się jednak sceny, które mogą zaniepokoić widzów. Czy między narzeczonymi naprawdę doszło do poważnego kryzysu? Dowiedz się więcej!
Związek Margarety i Mohameda od początku wzbudza ogromne zainteresowanie. Bohaterowie programu TTV muszą zmierzyć się nie tylko z dzielącą ich odległością, ale również z różnicą wieku wynoszącą aż 32 lata. Małgorzata „Margareta” Jurczak ma 58 lat, a jej ukochany 26. Mimo komentarzy dotyczących ich relacji para deklarowała, że chce budować wspólną przyszłość, a przygotowania do ślubu miały być kolejnym krokiem w ich związku. Najnowsza zapowiedź programu rzuca jednak zupełnie inne światło na ich historię.
Ich znajomość rozpoczęła się podczas wakacji w Tunezji. Margareta wypoczywała w hotelu, w którym pracował Mohamed, i początkowo traktowała tę relację jako wakacyjną przygodę. Z czasem okazało się jednak, że uczucie nie wygasło wraz z jej powrotem do Polski. Para nadal utrzymywała kontakt, a kobieta zaczęła ponownie odwiedzać ukochanego. O początkach tej znajomości opowiedziała podczas wizyty w „Dzień dobry TVN”.
„Pracował w hotelu, ja pojechałam na wakacje. Tak się poznaliśmy. Ja na początku myślałam, że to jest totalnie wakacyjna przygoda, natomiast nie skończyło się to tak. Zaczęliśmy nadal utrzymywać kontakt, ja zaczęłam latać do Tunezji i miłość kwitła. Jestem starsza od Mohameda o 32 lata” – wspominała w śniadaniówce.
Zakochani musieli również znaleźć własny sposób na porozumiewanie się. Mohamed nie zna języka polskiego ani angielskiego, dlatego komunikacja nie zawsze była łatwa. Margareta zdradziła, że z czasem stworzyli mieszankę słów, która pozwala im się dogadać. Nie brakowało przy tym zabawnych sytuacji, a nietypowy sposób rozmowy stał się częścią ich codzienności. Jak przyznała, niewiele osób zdawało sobie sprawę, z jaką przeszkodą językową mierzyła się para.
„Nikt do tej pory chyba tego nie wiedział, że Mohamed nie zna języka angielskiego w ogóle, nie zna języka polskiego, więc zaczęliśmy porozumiewać się w słowach, które między sobą rozumiemy. Ja dużo słów poznałam po arabsku, które wplatam w całą mieszankę tego dziwnego angielskiego, który on zrozumie i z tego wyszło coś bardzo śmiesznego” – wyznała.
W szóstym odcinku „Kochaj albo wróć” Margareta ponownie przyleciała do Tunezji, by spędzić czas z ukochanym i dopiąć przygotowania do ceremonii. Do ślubu pozostawało już niewiele czasu, a kobieta nie kryła ekscytacji. Wszystko wskazywało na to, że para zbliża się do długo wyczekiwanego momentu. Margareta mówiła wprost, że nie może doczekać się chwili, w której ich plany wreszcie staną się rzeczywistością.
„Jest już kilka dni do ślubu, więc zaczynam odliczanie” – mówiła podekscytowana.
Po chwili dodała:
„Oczywiście nie mogę się doczekać. To nie jest jakiś sen, nie jest opowiadanie, tylko to naprawdę się dzieje. To się za chwilkę stanie” – wtrąciła.
Podczas pobytu w Tunezji para rozmawiała również o tym, gdzie zamieszka po ślubie. Mohamed przyznał, że chciałby przeprowadzić się do Polski, jeśli uda mu się uzyskać wizę. Jednocześnie podkreślał, że najważniejsza jest dla niego możliwość życia u boku Margarety, a nie sam wyjazd za granicę. W rozmowie na plaży przekonywał, że jego decyzja zależy przede wszystkim od tego, gdzie oboje będą chcieli stworzyć wspólny dom.
„Kochanie, gdy mam wizę do Polski, mogę pojechać do Margarety. Gdyby Margareta nie była w Polsce, Mohamed nie jechałby do Polski” – deklarował 26-latek.
Mohamed odniósł się także do podejrzeń, że może zależeć mu przede wszystkim na wyjeździe do Polski. Zapewniał, że nie miałby problemu z pozostaniem w Tunezji, gdyby właśnie tam Margareta chciała ułożyć sobie życie. Jego zdaniem miejsce zamieszkania nie powinno być przeszkodą, jeśli oboje naprawdę chcą być razem. W rozmowie z ukochaną powiedział:
„Zaproponowałem swojej kobiecie, że jeśli chce mieszkać ze mną w Tunezji, to zamieszkajmy tutaj. Nie miałbym z tym problemu. Nie chodzi o to, że koniecznie chcę jechać do Polski, to nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Mogę z nią żyć w każdym kraju, nawet w Kamerunie” – powiedział.
POLECAMY: Michel Moran wspomina Tomasza Jakubiaka. Tak wyglądało ich ostatnie spotkanie
Margareta nie wytrzymała przed ślubem. „Mam dość”! Kłopoty w raju? [WIDEO]
Tymczasem zapowiedź kolejnego odcinka „Kochaj albo wróć” wywołała spore poruszenie. Na nagraniu widzimy zapłakaną Margaretę, a z jej ust padają słowa, które trudno zignorować:
„Powiedziałam Ci, mam dość! Margareta wraca do Polski. Nie mów do mnie. Ślubu nie będzie” – mówi zapłakana.
Taka scena stoi w wyraźnej sprzeczności z wcześniejszymi deklaracjami kobiety, która z entuzjazmem odliczała dni do ceremonii. Nie wiadomo jednak, co dokładnie doprowadziło do tej sytuacji ani czy wypowiedziane słowa oznaczają ostateczne zerwanie planów ślubnych.
Zapowiedź szybko zwróciła uwagę internautów. Pod materiałem na TikToku pojawił się między innymi komentarz: „już nie mogę się doczekać tego odcinka” czy „dla mnie ten program to HIT, musi być 2 sezon” . Widzowie będą musieli poczekać jednak na emisję, by przekonać się, co wydarzyło się między narzeczonymi i czy uda im się zażegnać konflikt. Na razie nie ma pewności, czy ślub rzeczywiście zostanie odwołany, czy też pokazane sceny są jedynie zapowiedzią trudnej rozmowy.
„Kochaj albo wróć” można oglądać w TTV w piątki o godzinie 22:00. Jak wynika z danych przytoczonych przez „Press”, po czterech odcinkach program oglądało średnio 235 tys. widzów. Pierwszy odcinek przyciągnął 235 tys. osób, drugi – 194 tys., trzeci – 256 tys., a czwarty – 254 tys. Średni udział wyniósł 2,59 proc. w grupie ogólnej 4+ oraz 3,19 proc. w grupie komercyjnej 20–54.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Joanna Jędrzejczyk odpadła z „Tańca z Gwiazdami”. Tomasz Wygoda wyjaśnił powód
Oglądacie nowy program TTV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!
@belgiakasia #kochajalbowroc #margareta #ttv ♬ Siren Coil Riot – Corner House Band


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Kajra i Sławomir nie owijali w bawełnę nt. Chajzerów. Zaskoczeni?
Filip Chajzer i jego świeżo poślubiona żona Bianka postawili na format, który od początku wzbudza ogromne zainteresowanie. Ich wspólny podcast wywołał dyskusję, a teraz głos zabrali Kajra i Sławomir Zapała, którzy nie ukrywają, że nie rozumieją pomysłu na opowiadanie o intymnych sprawach w internecie. Ich słowa mogą dać do myślenia. Dowiedz się więcej, co powiedzieli!
Tuż po ślubie Filipa Chajzera i Bianki wyszło na jaw, że para zamierza wspólnie rozwijać nowy projekt medialny. Małżonkowie postawili na podcast, w którym dzielą się z odbiorcami swoimi przemyśleniami i opowiadają o życiu. Po publikacji pierwszego odcinka szybko zapowiedzieli kolejny, a tuż przed weekendem poinformowali również o trzeciej odsłonie i nowym formacie. Ich pomysł spotkał się z dużym zainteresowaniem, ale nie zabrakło też dyskusji na temat granic prywatności.
O strategię medialną Filipa Chajzera i Bianki zapytano Kajrę oraz Sławomira Zapałę. Artyści rozmawiali z reporterem Pomponika podczas wydarzenia „Roztańczony Narodowy”. W rozmowie odnieśli się do pokazywania prywatnego życia w mediach i wyjaśnili, dlaczego sami wolą zachować wyraźną granicę między tym, co publiczne, a tym, co należy wyłącznie do rodziny.
Sławomir Zapała podkreślił, że prywatność jest dla niego niezwykle ważna. Zwrócił uwagę, że dom powinien być miejscem, w którym można odpocząć od zainteresowania mediów i nie trzeba stale liczyć się z obecnością kamer czy opiniami odbiorców. Wokalista nie ukrywał, że jego zdaniem zaproszenie mediów do najbardziej osobistej sfery życia może mieć konsekwencje, których później trudno uniknąć.
„Chronimy swoją prywatność. To jest bardzo ważne, żeby mieć taki moment, że przychodzisz do domu i nikt nikt cię tam nie widzi, nikt nie wie, masz ten moment odpoczynku, to poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli raz tam wpuścisz media, to nie ma już odwrotu. Sam na to pozwalasz, sam ich zapraszasz, więc nie możesz się potem dziwić, jakie są tego efekty – skomentował Sławomir.
POLECAMY: Kolejna para odpadła z „Tańca z Gwiazdami”. Widzowie nie mogą uwierzyć
Kajra i Sławomir o Chajzerach. Takich słów nie można przeoczyć!
Podobne stanowisko zajęła Kajra, która również uważa, że dzielenie się z odbiorcami zbyt dużą częścią własnego życia może przynieść więcej strat niż korzyści. W jej ocenie, gdy ktoś zaczyna regularnie opowiadać o prywatnych sprawach, z czasem może zabraknąć mu tematów i doświadczeń, które pozostaną wyłącznie jego własnością. Artystka zwróciła też uwagę, że nawet jeśli część publikowanych treści jest kreowana na potrzeby mediów, nie zmienia to jej podejścia do takiej strategii.
„Przede wszystkim chodzi o to, że jak tak wszystko oddasz, to potem dla ciebie już nic nie zostaje. I nawet jeśli częściowo pewne rzeczy są udawane, to myślę, że budowanie contentu na swojej prywatności wiele razy pokazało, że nie jest dobrą drogą” – skomentowała dla Pomponika.
Kajra zaznaczyła jednocześnie, że nie zamierza narzucać innym własnych zasad. Jak podkreśliła, każdy ma prawo wybrać sposób prowadzenia swojej kariery i budowania rozpoznawalności. Mimo to sama nie widzi powodu, by opowiadać publicznie o najbardziej osobistych aspektach życia. W rozmowie z Pomponikiem powiedziała wprost:
„Każdy ma swoją drogę i każdy ma na siebie pomysł, natomiast osobiście nie rozumiem pokazywania prywatnego życia i mówienia o intymnych relacjach” – dodała.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maryla Rodowicz zaliczyła WPADKĘ. Widzowie nie kryją rozczarowania
A Wy kibicujecie Chajzerom? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Maryla Rodowicz zaliczyła WPADKĘ. Widzowie nie kryją rozczarowania
Jubileuszowy koncert „Roztańczony PGE Narodowy” miał być wielkim muzycznym świętem, ale nie wszystkie występy przebiegły zgodnie z planem. Jedna z największych gwiazd polskiej estrady znalazła się w centrum uwagi z zupełnie innego powodu, a internauci szybko podzielili się swoimi opiniami. W komentarzach nie brakowało gorzkich słów. Dowiedz się więcej!
Jubileuszowa odsłona „Roztańczonego PGE Narodowego” zgromadziła na jednej scenie gwiazdy reprezentujące różne gatunki muzyczne. Przed publicznością wystąpili między innymi Sławomir i Kajra, Maryla Rodowicz, Blanka, Zenek Martyniuk, Kizo, zespoły Boys, Defis i Topky, a także Anastazja Maciąg, Roxie Węgiel, Young Leosia oraz Skolim. Organizatorzy zadbali o różnorodny repertuar i widowiskową oprawę, jednak to nie tylko udane występy stały się tematem rozmów po koncercie.
Skolim najwyraźniej postanowił zadbać o to, by jego występ zapadł w pamięć. Zanim rozpoczął wykonanie hitu „Wyglądasz idealnie”, wjechał na scenę swoim charakterystycznym różowym samochodem. Takie wejście trudno było przeoczyć! Muzyk od dawna buduje wizerunek artysty, który lubi rozmach, a tym razem ponownie pokazał, że nie zamierza ograniczać się do zwykłego wyjścia na scenę i zaśpiewania piosenki.
Imprezę jednak otworzyła Maryla Rodowicz, która od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny muzycznej. Artystka pojawiła się na scenie w czarno-białej kreacji, która przyciągała wzrok. Wokalistka postawiła na odważną stylizację z krótką spódnicą, eksponując nogi i pokazując, że mimo upływu lat nie zamierza rezygnować z charakterystycznego, scenicznego wizerunku. Jej wyjście miało być mocnym początkiem jubileuszowego widowiska z piosenką „Kolorowe jarmarki”.
Na tym nie skończyły się niespodzianki przygotowane przez gwiazdę. Po wykonaniu pierwszego utworu do Maryli Rodowicz dołączyła Roxie Węgiel. Wspólnie zaśpiewały przebój „Damą być”, łącząc na scenie dwa pokolenia polskiej muzyki. Był to jeden z momentów, który miał przypomnieć widzom, jak wiele znanych piosenek znajduje się w repertuarze Maryli Rodowicz. Później jednak sytuacja nie potoczyła się już tak gładko, jak można było oczekiwać.
POLECAMY: 58-letnia Margareta i 26-letni Mohamed biorą ślub. Kto pokryje koszty wesela?
Maryla Rodowicz miała zaśpiewać hit, a tu taka wpadka. Widzowie komentują
Kolejnym utworem, który postanowiła wykonać artystka, była „Szparka sekretarka”. Piosenka należy do dobrze znanych pozycji w jej repertuarze, dlatego widzowie mogli spodziewać się pewnego i swobodnego wykonania. Tym razem jednak pojawiły się trudności. Maryla Rodowicz miała mylić słowa i zapomnieć fragmentów tekstu, a w pewnym momencie na dłuższą chwilę przestała śpiewać. W tej sytuacji większą rolę odegrały chórki, które próbowały podtrzymać wykonanie.
Nagrania i relacje z koncertu szybko trafiły do internetu, a widzowie zaczęli komentować to, co usłyszeli. Część odbiorców nie ukrywała rozczarowania i uznała, że występ nie spełnił oczekiwań wobec tak doświadczonej wokalistki. Pojawiły się również głosy, że problemem nie było wyłącznie samo wykonanie, ale także realizacja telewizyjna. Niektórzy komentujący zwracali uwagę, że chórki nie zawsze wiedziały, jak zareagować na sytuację, co miało dodatkowo uwydatnić zamieszanie na scenie.
W komentarzach pod relacjami z koncertu w Polsacie pojawiły się między innymi takie opinie: „Chórki nie wiedziały, co robić, przykre to było”; „Nie udźwignęła, jest wielka, ale było nienajlepiej”; „Chyba pierwszy raz nie wyszło”; „Maryla królowa, ale dzisiaj chyba słabszy dzień”. Widać więc, że nie wszyscy widzowie byli zadowoleni z tego, jak zabrzmiała piosenka.
Warto jednak pamiętać, że występy na żywo wiążą się z ryzykiem, którego nie da się całkowicie wyeliminować. Nawet artyści z wieloletnim doświadczeniem mogą czasem zgubić tekst, pomylić kolejność wersów albo stracić rytm. Na scenie liczą się nie tylko umiejętności wokalne, ale również warunki techniczne, stres i przebieg całego widowiska. W przypadku koncertu transmitowanego przez telewizję każdy taki moment jest dodatkowo narażony na natychmiastową ocenę widzów, którzy mogą wielokrotnie odtwarzać nagranie i analizować poszczególne fragmenty.
Maryla Rodowicz od dekad występuje przed publicznością i ma na koncie niezliczone koncerty oraz przeboje, które na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Jedno mniej udane wykonanie nie przekreśla jej dorobku ani pozycji na scenie. Nie zmienia to jednak faktu, że jubileuszowy występ wywołał dyskusję, a część widzów otwarcie wyraziła swoje niezadowolenie. W przypadku tak znanej gwiazdy oczekiwania są wysokie, dlatego każda wpadka może stać się szeroko komentowanym wydarzeniem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Michel Moran przerwał milczenie ws. Szelągowskiej. Padły wymowne słowa
Widzieliście tę wpadkę Maryli Rodowicz? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
58-letnia Margareta i 26-letni Mohamed biorą ślub. Kto pokryje koszty wesela?
Małgorzata „Margareta” Jurczak i jej ukochany Mohamed coraz intensywniej przygotowują się do wspólnej przyszłości. W najnowszym odcinku „Kochaj albo wróć” pojawiły się jednak szczegóły, które mogą zaskoczyć widzów. Rozmowa o ślubie, kosztach wesela i planach na życie w Polsce nabrała nieoczekiwanego obrotu. Dowiedz się więcej!
Związek Margarety i Mohameda od początku wzbudza duże zainteresowanie. Bohaterowie programu TTV muszą zmierzyć się nie tylko z dzielącą ich odległością, lecz także z różnicą wieku wynoszącą aż 32 lata. Małgorzata „Margareta” Jurczak ma 58 lat, a jej ukochany 26. Mimo komentarzy dotyczących ich relacji para deklaruje, że chce budować wspólną przyszłość. Teraz ich historia wchodzi w kolejny etap, ponieważ zakochani przygotowują się do ślubu.
Ich znajomość rozpoczęła się podczas wakacji w Tunezji. Margareta wypoczywała w hotelu, w którym pracował Mohamed, i początkowo traktowała tę relację jako wakacyjną przygodę. Szybko okazało się jednak, że znajomość nie zakończy się wraz z wyjazdem. Para pozostała w kontakcie, a kobieta zaczęła ponownie odwiedzać ukochanego. O początkach ich historii opowiedziała podczas wizyty w „Dzień dobry TVN”, gdzie nie ukrywała, jak rozwijało się uczucie.
“Pracował w hotelu, ja pojechałam na wakacje. Tak się poznaliśmy. Ja na początku myślałam, że to jest totalnie wakacyjna przygoda, natomiast nie skończyło się to tak. Zaczęliśmy nadal utrzymywać kontakt, ja zaczęłam latać do Tunezji i miłość kwitła. Jestem starsza od Mohameda o 32 lata” – wspominała w śniadaniówce.
Zakochani musieli również znaleźć własny sposób na porozumiewanie się. Mohamed nie zna języka polskiego ani angielskiego, dlatego komunikacja na początku nie należała do najłatwiejszych. Margareta zdradziła, że z czasem stworzyli mieszankę słów, która pozwala im się dogadać. Nie brakowało przy tym zabawnych sytuacji, a nietypowy sposób rozmowy stał się jednym z elementów ich codzienności. Sama bohaterka przyznała, że niewiele osób wiedziało o tej językowej przeszkodzie.
“Nikt do tej pory chyba tego nie wiedział, że Mohamed nie zna języka angielskiego w ogóle, nie zna języka polskiego, więc zaczęliśmy porozumiewać się w słowach, które między sobą rozumiemy. Ja dużo słów poznałam po arabsku, które wplatam w całą mieszankę tego dziwnego angielskiego, który on zrozumie i z tego wyszło coś bardzo śmiesznego” – wyznała.
POLECAMY: Michel Moran przerwał milczenie ws. Szelągowskiej. Padły wymowne słowa
Ślub Margarety i Mohameda coraz bliżej. Nieoczekiwanie padło pytanie o koszty
W szóstym odcinku „Kochaj albo wróć” Margareta ponownie przyleciała do Tunezji, by spędzić czas z ukochanym i dopiąć przygotowania do ceremonii. Rozłąka sprawia, że wspólne chwile są dla nich szczególnie ważne, ale tym razem wyjazd miał konkretny cel. Do ślubu pozostało już niewiele czasu, a kobieta nie kryła ekscytacji.
„Jest już kilka dni do ślubu, więc zaczynam odliczanie” – mówiła podekscytowana.
Po chwili dodała:
„Oczywiście nie mogę się doczekać. To nie jest jakiś sen, nie jest opowiadanie, tylko to naprawdę się dzieje. To się za chwilkę stanie” – wtrąciła.
Podczas pobytu para wybrała się na plażę, gdzie poruszyła temat dalszego życia. Mohamed przyznał, że chciałby zamieszkać z Margaretą w Polsce, jeśli uda mu się uzyskać wizę. Jednocześnie zaznaczył, że sama przeprowadzka nie jest dla niego najważniejsza.
„Kochanie, gdy mam wizę do Polski, mogę pojechać do Margarety. Gdyby Margareta nie była w Polsce, Mohamed nie jechałby do Polski” – deklarował 26-latek.
Mohamed postanowił również odnieść się do podejrzeń, że może zależeć mu przede wszystkim na wyjeździe do Polski. W rozmowie podkreślił, że nie miałby problemu z pozostaniem w Tunezji, jeśli właśnie tam Margareta chciałaby ułożyć sobie życie.
„Zaproponowałem swojej kobiecie, że jeśli chce mieszkać ze mną w Tunezji, to zamieszkajmy tutaj. Nie miałbym z tym problemu. Nie chodzi o to, że koniecznie chcę jechać do Polski, to nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Mogę z nią żyć w każdym kraju, nawet w Kamerunie” – powiedział.
Tym samym zapewnił, że nie uzależnia ich wspólnej przyszłości od przeprowadzki do jednego konkretnego państwa.
Znacznie bardziej konkretna rozmowa odbyła się podczas kolacji z rodziną ukochanego. Margareta chciała ustalić szczegóły organizacji wesela i zapytała o salę oraz jedzenie. Odpowiedź Mohameda mogła ją zaskoczyć. Na pytanie 58-latki: „Czy mamy już salę, jedzenie?” 26-latek odpowiedział:
„Ty za to płacisz, kochanie. Płacisz za salę i jedzenie” – stwierdził.
Kobieta od razu przedstawiła własną wersję podziału wydatków:
„Za jedzenie dzielimy się po połowie. Mohamed płaci za muzykę” – wyznała gwiazda hitu TTV.
Jej ukochany doprecyzował następnie, za co sam zamierza zapłacić:
„Mohamed płaci za pierścionek, wynajmuje samochód” – wtrącił.
Okazuje się, że ceremonia nie będzie niewielkim przyjęciem w gronie najbliższych. Rodzina Mohameda chce, aby w tym ważnym dniu uczestniczyło jak najwięcej osób. Margareta ujawniła, że szczególnie zależało na tym ojcu jej ukochanego.
„Dla rodziców Mohameda, a szczególnie dla taty to było tak ogromne przeżycie, że on chciał jak najwięcej ludzi zaprosić. 200 osób” – wyznała.
Tak duża liczba gości oznacza, że organizacja uroczystości może być sporym przedsięwzięciem, a ustalenie wszystkich szczegółów wymaga od pary kolejnych rozmów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Roxie Węgiel POKŁÓCIŁA SIĘ z mężem. Chwilę później go odepchnęła [WIDEO]
A Wy oglądacie nowy program TTV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuNie żyje Mariusz Komenda z „MasterChefa”. Znamy przyczynę śmierci
-
news5 dni temu32 lata różnicy w związku to dużo? Margareta z „Kochaj albo wróć” zdradziła kulisy związku
-
news5 dni temuDominika Serowska usłyszała pytanie o „niechcianą ciążę”. Ostro odpowiedziała
-
news2 dni temuMargareta pokazała, w jakich warunkach mieszka Mohamed. Kolorowo nie jest?
-
news3 dni temuDorota Szelągowska odcina się od afery? Postawiła na ostre cięcie
-
news3 dni temuMargareta chce dziecka z Mohamedem? Widzowie będą zaskoczeni [WIDEO]
-
news2 dni temuRoxie Węgiel POKŁÓCIŁA SIĘ z mężem. Chwilę później go odepchnęła [WIDEO]
-
news4 dni temuW jaki sposób Maria Prokop dostała fuchę w Polsacie? Zaczęło się niepozornie

Dodaj komentarz