news
Magda Gessler stanowczo o OBOWIĄZKOWYCH napiwkach. Zaskoczeni?
Napiwki od lat wywołują w Polsce gorące dyskusje. Jedni traktują je jako naturalny element wizyty w restauracji, inni stanowczo sprzeciwiają się sytuacji, w której dodatkowa opłata staje się czymś obowiązkowym. Teraz swoje stanowisko przedstawiła Magda Gessler. Dowiedz się więcej!
Kwestia napiwków od lat dzieli klientów restauracji. W Polsce dodatkowe wynagrodzenie dla kelnera wciąż jest przede wszystkim dobrowolnym wyrazem uznania za dobrą obsługę. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych napiwek nie jest jednak powszechnie postrzegany jako obowiązkowa część rachunku, choć w niektórych lokalach doliczana jest opłata serwisowa.
Ostatnio w tej sprawie głos zabrał Mateusz Gessler, który podczas ramówki Polsatu opowiedział o swoich doświadczeniach związanych z pracą w gastronomii. Restaurator podkreślił, że doskonale zna realia pracy zarówno na kuchni, jak i na sali, dlatego napiwki mają dla niego szczególne znaczenie.
„Ja zawsze zostawiam napiwek z jednego prostego powodu. Jestem wychowany w gastronomii, także też pracowałem, nie tylko na kuchni, ale pracowałem na sali. Dzięki tym napiwkom mogłem na przykład zapłacić szkołę mojego syna albo przeprowadzać się, mogłem żyć trochę lepiej” – powiedział Mateusz Gessler na ramówce Polsatu.
Na tym Mateusz Gessler jednak nie poprzestał. Restaurator wyraził również zdecydowane przekonanie, że napiwki powinny być czymś więcej niż wyłącznie indywidualną decyzją klienta.
„Także tipy są bardzo bardzo ważne. Napiwki są i powinny być obowiązkiem dla każdego gościa, który jest w restauracji” – stwierdził Gessler.
Takie podejście spotkało się z reakcją Katarzyny Bosackiej. Dziennikarka przyznała, że rozumie trudną sytuację osób pracujących w gastronomii, ale nie zgodziła się z twierdzeniem, że każdy klient powinien mieć obowiązek zostawienia dodatkowych pieniędzy. Jej zdaniem napiwek powinien zależeć przede wszystkim od jakości obsługi.
Katarzyna Bosacka zwróciła także uwagę na inną kwestię, która może być dla klientów szczególnie problematyczna. Chodzi o sytuacje, w których opłata za serwis zostaje doliczona do rachunku, ale informacja na ten temat nie jest odpowiednio wyeksponowana. W efekcie klient może nieświadomie zapłacić za obsługę dwa razy.
„Choć zdanie Mateusza szanuję, to jednak się z nim nie zgadzam. Napiwki zostawiam zawsze w zależności od stopnia zadowolenia z obsługi, ale do szewskiej pasji doprowadza mnie fakt, gdy serwis jest ukryty, tzn. doliczany do każdego rachunku (nawet w przypadku pojedynczego klienta), choć kelner nas o tym nie informuje i takiej notatki często nie ma w karcie! W efekcie zostawiamy podwójny napiwek często nieświadomi tej sytuacji i czujemy się oszukani” – czytamy na Instagramie.
POLECAMY: Dorota R. z aktem oskarżenia. Prokuratura stawia poważne zarzuty [SZCZEGÓŁY]
Magda Gessler ma jasne stanowisko ws. napiwków. „To nie jest miłe”
Teraz do dyskusji dołączyła Magda Gessler, która w rozmowie z Eska.pl podzieliła się własnymi przemyśleniami na temat kultury napiwków. Restauratorka wskazała na rozwiązania funkcjonujące we Francji i we Włoszech, które jej zdaniem są znacznie bardziej naturalne i mniej obciążające dla gości.
“Ja jestem za Francją, Włochami. Włosi tak biorą napiwek, że nawet tego nie czujesz i jeszcze dziękują” – mówi Magda Gessler.
Restauratorka została również zapytana o kraj, w którym kultura napiwków szczególnie jej się nie podoba. Bez wahania wskazała Stany Zjednoczone. Magda Gessler zdecydowanie skrytykowała model, w którym napiwek może być traktowany niemal jak obowiązkowa opłata, niezależnie od jakości posiłku czy obsługi.
“Jeśli chodzi o Amerykę, to jest tragedia, bo jednak niezależnie od tego, co jesz, a często, na przykład, jadłam w restauracji Gordona Ramsaya w Las Vegas steki, które były niejadalne, a mimo to musiałam zapłacić 30% napiwku! I wręcz wybiegają za tobą, jeśli tego napiwku nie dostaną i są groźni – to nie jest miłe. Uważam więc to za barbarzyństwo totalne” – stwierdziła.
Magda Gessler nie jest jednak całkowicie przeciwna automatycznemu doliczaniu opłaty serwisowej. Jej zdaniem takie rozwiązanie może mieć uzasadnienie w przypadku większych grup, kiedy obsługa musi wykonać zdecydowanie więcej pracy niż przy standardowym stoliku.
“Uważam, że powyżej sześciu osób należy wliczać, ale ze świadomością gościa – 10% napiwku, bo to jest wyjątkowy wysiłek dla ekipy, tak? A la carte, sześć osób, powyżej sześciu osób – to się wpisuje w kartę” – dodała.
W przypadku mniejszych stolików restauratorka widzi to jednak zupełnie inaczej. Jej zdaniem napiwek powinien być efektem dobrze wykonanej pracy, a nie obowiązkiem narzuconym klientowi. To jakość doświadczenia w restauracji powinna sprawić, że gość sam będzie chciał dodatkowo wynagrodzić kelnera.
“Kiedy czują się dobrze, mają wtedy sami naturalną ochotę jakby zjednoczyć się z tym wszystkim, co ich spotkało, z tym wspaniałym przeżyciem i wtedy zostawić napiwek. I to jest rolą kelnera, żeby sprowokował tę chęć, tę radość wspólnego dzielenia się udanym posiłkiem” – wyznała gospodyni “Kuchennych rewolucji”.
Wypowiedź Magdy Gessler może więc ponownie rozpalić dyskusję o tym, czy napiwek powinien być obowiązkiem, czy jednak nagrodą za dobrą obsługę. Restauratorka opowiada się za rozwiązaniem, w którym klient ma świadomość wszystkich dodatkowych opłat, a decyzja o napiwku pozostaje przede wszystkim jego wyborem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zaskakujące sceny na koncercie Kayah. Wypłynęło nagranie
Myślicie, że napiwki powinny być obowiązkowe? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
-
Uznaniowe
news
Anna Mucha zeznawała przeciwko Paulinie Smaszcz. Tak ją podsumowała
Anna Mucha pojawiła się we wtorek w warszawskim sądzie jako świadek w głośnej sprawie Katarzyny Cichopek przeciwko Paulinie Smaszcz. Aktorka po zakończeniu przesłuchania nie unikała pytań dziennikarzy i zdecydowała się opowiedzieć o tym, czego dotyczyły jej zeznania. W pewnym momencie padły wyjątkowo dosadne słowa. Dowiedz się więcej!
We wtorek 6 października Anna Mucha stawiła się w warszawskim sądzie, gdzie została przesłuchana jako świadek w sprawie, którą Katarzyna Cichopek wytoczyła Paulinie Smaszcz. Aktorka od lat zna Cichopek z planu serialu „M jak miłość”, dlatego jej perspektywa była związana między innymi z publicznymi wypowiedziami dotyczącymi koleżanki z planu.
Anna Mucha pojawiła się w sądzie jako jedna z osób, które miały przedstawić swoją perspektywę na medialny konflikt. Po zakończeniu przesłuchania nie zamierzała jednak od razu komentować sprawy jedynie zdawkowymi słowami. Aktorka zatrzymała się przy dziennikarzach i szerzej opowiedziała o tym, czego dotyczyły pytania.
„Jestem świadkiem Katarzyny Cichopek w sprawie przeciwko pani Pauliny Smaszcz. Między innymi były analizowane wypowiedzi pani Pauliny Smaszcz i to, w jaki sposób to się przełożyło na sytuację prywatną, zawodową i odczucia Katarzyny Cichopek. Wysoki Sąd czy mecenas drugiej strony również analizował to, czy to przekłada się na ilość publikacji” – powiedziała Anna Mucha na wstępie.
POLECAMY: Doda ma NOWĄ miłość? Fani szybko to wychwycili [ZDJĘCIA]
Anna Mucha nie zostawiła suchej nitki na Smaszcz
Aktorka zwróciła również uwagę na kwestię liczby materiałów medialnych dotyczących konkretnej osoby. Jej zdaniem samo pojawianie się licznych publikacji na czyjś temat nie musi oznaczać, że osoba, której dotyczą, jest z tego powodu zadowolona lub sama zabiega o zainteresowanie mediów.
„Pozwoliłam sobie zauważyć, że to, że jest duża liczba materiałów na czyjś temat, to jeszcze nie znaczy, że to jest coś, czego byśmy sobie życzyli. Madzia z Sosnowca również nie życzyła sobie publikacji na swój temat, a jednak w pewnej chwili była gorącym tematem” – stwierdziła.
Wypowiedź Anny Muchy była o tyle istotna, że odnosiła się do argumentu dotyczącego zainteresowania medialnego. Aktorka wskazała przykład osoby, która również znalazła się w centrum zainteresowania mediów, choć jak podkreśliła – nie oznaczało to automatycznie, że sama tego chciała.
Najwięcej emocji wzbudził jednak moment, w którym Anna Mucha została zapytana bezpośrednio o publiczne wypowiedzi Pauliny Smaszcz dotyczące Katarzyny Cichopek. Aktorka nie zdecydowała się na dyplomatyczną odpowiedź. Zamiast tego użyła bardzo dosadnego i obrazowego porównania.
„Wypowiedzi pani Pauliny Smaszcz porównałabym tylko obrazowo, chociaż nieco wulgarnie, do tego, że wpadło g***o do wentylatora i po prostu teraz trzeba sprzątać” — podsumowała w rozmowie z mediami” — skwitowała Anna Mucha w rozmowie z mediami.
Tak mocne słowa Anny Muchy z pewnością przyciągnęły uwagę dziennikarzy zgromadzonych przed sądem. Aktorka nie pozostawiła wątpliwości, że w jej ocenie publiczne wypowiedzi Pauliny Smaszcz dotyczące Katarzyny Cichopek wywołały szereg konsekwencji, które później trzeba było uporządkować.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Helena Englert podsumowała taniec z ojcem: „Mamy nadzieję, że…”
Co uważacie o słowach Anny Muchy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Dodaj komentarz
news
Natasza Urbańska, Dominika Tajner i Daria Ładocha nowymi ambasadorkami „Dotykam = Wygrywam”. Gwiazdy przyszły na jubileusz kampanii
Pierwsze dni października stały pod znakiem różu i wielkich emocji. 2 października w Hotelu Presidential Warsaw wystartowała jubileuszowa, 15. edycja kampanii „Dotykam = Wygrywam”, która od lat przypomina Polkom o profilaktyce raka piersi. Na wydarzeniu nie zabrakło znanych twarzy, wzruszających wyznań i rozmów, w których zdrowie było ważniejsze niż blask fleszy.
Siostrzeństwo w roli głównej
Hasłem tegorocznej edycji jest SIOSTRZEŃSTWO, czyli troska o kobiety, które są dla nas ważne. Organizatorzy zachęcają, by wysłać mamie, siostrze czy przyjaciółce krótką wiadomość: „Bo jesteś dla mnie ważna. Zbadaj się”. Za kampanią od początku stoi Izabela Sakutova, założycielka Fundacji Wsparcie na Starcie.
Na jubileuszu pojawiły się m.in. Beata Sadowska, Daria Widawska, Anna Maria Sieklucka, Joanna Brodzik, Monika Mrozowska, Aneta Zając, Alina Adamowicz, Aleksandra Kisio, Siostry ADIHD (Ilona i Milena Krawczyńskie), Miss Poland Maja Todd, Anna Iberszer, Joanna Ceplin, Emilia Dankwa, Monika Kołodyńska-Lewandowska, Katarzyna Zdanowicz i Karolina Cwalina.
Do grona ambasadorek dołączyło w tym roku sześć nowych gwiazd: Karolina Pilarczyk, Dominika Tajner, Daria Ładocha, Natasza Urbańska, Katarzyna Żak i Magda Steczkowska.
Szczere wyznania gwiazd
Najwięcej emocji wzbudziły osobiste historie. Natasza Urbańska przyznała, że sama długo odkładała wizytę u lekarza. Dziś przekonuje, że na badania warto chodzić nie ze strachu, ale po to, by zyskać spokój. Myśli przy tym o najbliższych kobietach w swoim życiu: mamie, siostrze i córce.
Wyjątkowo poruszająca była wypowiedź Dominiki Tajner, która wyznała, że chorobę nowotworową wykryła wyłącznie dzięki rutynowym badaniom. Teraz chce wykorzystać swoją rozpoznawalność, by mobilizować inne kobiety. – Jeśli chociaż jedna kobieta dzięki mnie pójdzie się przebadać, będzie to mój wielki sukces – podkreśliła. Szczególny apel skierowała do kobiet samotnych.
Daria Ładocha zaskoczyła szczerością. Choć przez lata powtarzała, że zdrowie zależy przede wszystkim od tego, co jemy, dziś już tak nie uważa. Zmieniła zdanie, patrząc na przyjaciółki, które prowadziły zdrowy tryb życia, a mimo to zachorowały.
Daria Widawska, ambasadorka akcji od pierwszej edycji, zdradziła swój sposób na regularność: co roku we wrześniu planuje kompleksowy przegląd zdrowia. USG piersi, mammografia i cytologia są dla niej tak samo oczywiste jak ubezpieczenie samochodu.
Joanna Brodzik cieszyła się, że podejście kobiet do profilaktyki tak bardzo się zmieniło, a z humorem dodała, że biust to świetny temat do komplementów. Anna Maria Sieklucka mówiła natomiast o trzech wartościach, które kojarzą jej się z kampanią: wzajemności, wsparciu i kobiecości.
Wielkie marzenie: BIUSTObus
Izabela Sakutova zauważyła, że przez 15 lat zdrowie piersi przestało być tematem tabu. Teraz celem jest zamiana tej świadomości w regularne nawyki. Jej największym marzeniem jest BIUSTObus, czyli mobilne centrum edukacji, które ma docierać do kobiet w całej Polsce, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach.
Na ten cel trafi 100% przychodu ze sprzedaży koszulki Monnari oraz 100% zysku ze sprzedaży sportowego biustonosza Boundless Panache Sport i szczotki do masażu piersi Bra Tape. Część dochodu z produktów Lilou, Badamy Geny i MOEE również wesprze zakup busa.
Rekordowy reCYCling i popularna aplikacja
Znakiem rozpoznawczym kampanii pozostaje zbiórka starych biustonoszy. W 14 poprzednich edycjach Polki oddały ich aż 261 293, o łącznej wadze ponad 16 ton. W tym roku akcja znów rusza w całym kraju: za oddany biustonosz w punkcie partnerskim można dostać 20 zł rabatu na nowy model Panache, a zebrane sztuki trafią do ponownego obiegu dzięki firmie Wtórpol.
Kampania działa też w telefonie. Z bezpłatnej BIUSTOapki korzysta już ponad 155 tysięcy kobiet. Aplikacja pokazuje, jak krok po kroku wykonać samobadanie, przypomina o badaniach i wskazuje punkty brafittingowe w całej Polsce. Na stronie www.dotykamwygrywam.pl można też jednym kliknięciem wysłać bliskim kobietom przypomnienie o samobadaniu.
Spotkanie poprowadziła Joanna Sokołowska-Pronobis, a przesłanie jubileuszowej edycji brzmi po prostu: „Bo jesteś dla mnie ważna. Zbadaj się.”









news
Doda ma NOWĄ miłość? Fani szybko to wychwycili [ZDJĘCIA]
Doda od dawna podkreśla, że nie zamierza już publicznie opowiadać o swoim życiu uczuciowym. Tym razem jednak wystarczyło jedno zdjęcie i kilka szczegółów, by fani wokalistki zaczęli doszukiwać się drugiego dna. Czy w jej otoczeniu pojawił się ktoś nowy? Dowiedz się więcej!
Przez lata Doda, czyli Dorota Rabczewska, przyzwyczaiła odbiorców do tego, że jej życie prywatne potrafi wzbudzać niemal tyle emocji, co jej działalność muzyczna. Wokalistka wielokrotnie trafiała na pierwsze strony portali za sprawą swoich związków, rozstań i kolejnych medialnych doniesień dotyczących jej życia uczuciowego. Nic więc dziwnego, że każda nowa informacja na ten temat szybko przyciąga uwagę.
Dorota Rabczewska ma za sobą dwa małżeństwa zakończone rozwodami oraz kilka głośnych relacji, które przez długi czas były szeroko komentowane. Z czasem jednak artystka zaczęła coraz wyraźniej zmieniać podejście do swojej prywatności. Dziś niechętnie odpowiada na pytania o to, czy jest zakochana, z kim się spotyka i jak wygląda jej życie poza sceną.
W rozmowie z mediami Doda wielokrotnie podkreślała, że po wcześniejszych doświadczeniach nie zamierza ponownie wystawiać związku na publiczny widok.
“Co wy macie z tym usilnym zmuszaniem ludzi do posiadania relacji i do tego, żeby się na ten temat wypowiadał? Im bardziej byłabym zakochana, tym bardziej tego nie powiem. Po wszystkich moich sytuacjach w życiu musiałabym być kompletnym debilem bądź atencyjną psychopatką, która by nadal eksponowała swój związek i nadal by o tym mówiła i wystawiała na światło dzienne w nadziei, że co? Że znowu ta osoba tylko na to liczy? Że nie poleci od razu do programu śniadaniowego albo do jakiegoś reality show, bo jest sławna po byciu w związku ze mną? Oczywiście, że nie” – mówiła w rozmowie z portalem Kozaczek.
Wokalistka konsekwentnie trzymała się więc swojej zasady i nie dostarczała fanom wielu szczegółów dotyczących życia uczuciowego. W sierpniu pojawiły się jednak doniesienia, że 41-letnia Doda może mieć nowego partnera. Sama zainteresowana nie potwierdziła tych informacji, dlatego temat pozostał wyłącznie w sferze medialnych spekulacji.
POLECAMY: Maciej Dowbor zareagował na nowy duet „DDTVN”. Sawicki może się obawiać?
Doda ma nową miłość? To nie umknęło uwadze fanów
Teraz ponownie zrobiło się ciekawie. Doda opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcia z rowerowej wycieczki. Na jednym z kadrów wokalistka pozuje na tle jesiennego krajobrazu, wyraźnie uśmiechnięta i w świetnym humorze. Fotografia została opatrzona krótkim podpisem: „Piękną Polską jesień czas zacząć”.
Uwagę fanów zwrócił jednak pewien szczegół. Okazało się, że podobne materiały z tej samej wyprawy opublikował również Jacek Gardoń. Na jego profilu pojawiło się między innymi selfie z Dodą, a także nagranie z rowerowej przejażdżki. Swoją publikację podpisał natomiast: „Turbo wycieczka”.
To właśnie ten zbieg okoliczności sprawił, że w komentarzach i mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się pytania, czy Jacek Gardoń może być kimś więcej niż tylko towarzyszem sportowej wyprawy. Na ten moment nie ma jednak żadnego potwierdzenia, że łączy go z Dodą relacja romantyczna. Wspólne zdjęcia i nagrania mogą oczywiście prowadzić do różnych interpretacji, ale sama obecność dwojga znajomych podczas jednej wycieczki nie jest dowodem na związek.
Ciekawostką jest również to, że Jacek Gardoń w swoim profilu przedstawia się jako trener kolarstwa oraz ambasador marek związanych ze sportem. W tym kontekście wspólna rowerowa aktywność z Dodą może mieć całkowicie sportowy charakter. Tym bardziej że wokalistka od dawna pokazuje, że aktywność fizyczna jest bardzo ważnym elementem jej życia.
Doda regularnie publikuje materiały związane z treningami, aktywnym trybem życia i dbaniem o formę. Artystka nie ukrywa, że sport jest dla niej jednym ze sposobów na dobre samopoczucie i utrzymanie kondycji. Tym razem zamiast siłowni czy treningu wybrała jednak rowerową wycieczkę po jesiennej Polsce.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Filip Chajzer ogłosił zaskakującą nowinę. Fani długo na to czekali
Lubicie Dodę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Daniel Martyniuk powiedział, ile powinien zarabiać Polak. Kwota zaskakuje
Daniel Martyniuk ponownie wzbudził zainteresowanie swoją wypowiedzią. Syn Zenka Martyniuka został zapytany o pieniądze i o to, ile jego zdaniem powinien dziś zarabiać mężczyzna w Polsce, aby nie tylko się utrzymać, ale również żyć na wysokim poziomie. Jego odpowiedź może zaskoczyć. Dowiedz się więcej!
Daniel Martyniuk od lat jest jedną z najbardziej komentowanych postaci polskiego show-biznesu. Syn Zenka Martyniuka i Danuty Martyniuk wielokrotnie pojawiał się na pierwszych stronach gazet, a jego życie prywatne, kolejne medialne sytuacje oraz wypowiedzi wzbudzały zainteresowanie zarówno mediów, jak i internautów.
Tym razem Daniel Martyniuk postanowił opowiedzieć o sobie w programie „Mówię Wam”, gdzie pojawił się w charakterystycznym zielonym stroju. Stylizacja nie była przypadkowa. Kolor nawiązywał do jego udziału w programie „Nasi w mundurach” emitowanym przez TTV.
Reality show stawia uczestników przed zadaniami inspirowanymi wojskowym szkoleniem. Liczą się tam przede wszystkim dyscyplina, współpraca, wykonywanie poleceń i radzenie sobie w wymagających sytuacjach. Dla Daniela Martyniuka udział w takim projekcie był kolejnym doświadczeniem, o którym postanowił opowiedzieć publicznie.
Już samo dotarcie na plan programu okazało się dla niego niemałą przygodą. W rozmowie z Mateuszem Hładkim przyznał, że ostatecznie musiał poradzić sobie sam. Wspomniał przy tym o swojej mamie, Danucie Martyniuk, która tym razem nie towarzyszyła mu w drodze.
„Dojechałem… Mogło być różnie… sam przyjechałem” – wyznał Daniel Martyniuk w „Mówię Wam”.
Udział Daniela Martyniuka w „Naszych w mundurach” był szeroko komentowany także ze względu na jego wcześniejsze medialne historie. W ostatnich miesiącach w mediach społecznościowych pojawiały się nagrania, na których kierował ostre i wulgarne słowa pod adresem swoich bliskich. Materiały wywoływały dyskusje, a zachowanie syna Zenka Martyniuka ponownie znalazło się pod lupą opinii publicznej.
POLECAMY: Oto nowa gwiazda „Królowa przetrwania 4”? Internet huczy od plotek
Daniel Martyniuk zdradził, ile trzeba zarabiać. Padły konkretne kwoty
Teraz jednak uwagę zwróciła zupełnie inna kwestia. Daniel Martyniuk został zapytany o pieniądze, a dokładniej o to, ile jego zdaniem powinien zarabiać dziś mężczyzna w Polsce, aby móc się utrzymać. Nie próbował unikać odpowiedzi i od razu wskazał konkretną kwotę.
„Żeby się utrzymać i tylko przeżyć, to myślę, że tak 5-6 tys. zł wystarczyłoby, ale to tak żyjąc skromnie” – powiedział serwisowi TVreklama
Na tym pytanie się jednak nie skończyło. Rozmówca postanowił sprawdzić, jak wyglądałyby oczekiwania Daniela Martyniuka, gdyby nie chodziło już wyłącznie o pokrycie podstawowych wydatków, ale o życie na zdecydowanie wyższym poziomie. Wtedy wskazana przez niego kwota mocno wzrosła.
„Tak, żeby żyć na super poziomie, to wydaje mi się, że od 20 do 30 – 40 tys. zł” – stwierdził Daniel Martyniuk.
Jego słowa mogą zwracać uwagę szczególnie dlatego, że wskazany przez niego przedział jest znacznie wyższy od minimalnego wynagrodzenia obowiązującego obecnie w Polsce. Od 1 stycznia 2026 r. płaca minimalna wynosi 4806 zł brutto miesięcznie, podczas gdy przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale 2026 r. wyniosło 9233 zł brutto. Wypowiedź Daniela Martyniuka szybko może więc stać się tematem dyskusji o tym, czym dla różnych osób jest „skromne życie”, a czym życie na „super poziomie”.
Warto przy tym pamiętać, że Daniel Martyniuk mówił o własnym spojrzeniu na poziom zarobków, a nie przedstawiał oficjalnych wyliczeń dotyczących kosztów życia. Jego odpowiedź pokazuje jednak, jak różnie można postrzegać finansowe minimum oraz kwotę potrzebną do zapewnienia sobie wysokiego standardu życia.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anita Szydłowska wspomina Adriana. Jej słowa chwytają za serce
Oglądacie program z Danielem Martyniukiem w TTV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news3 dni temuPrzemysław Branny nie żyje. Przyczyna śmierci
-
news2 dni temuSkolim obniżył ceny paliwa? Tyle zapłacimy na jego stacji
-
showbiz4 dni temuTo ON pojawi się u boku Heleny Englert w rodzinnym odcinku „TzG”. Zaskoczeni?
-
news3 dni temuSkolim przekazał radosne wieści. Posypały się gratulacje
-
news5 dni temuPolały się łzy na planie „Awantury o kasę”. Ibisz zaniemówił [PRZED PREMIERĄ]
-
news4 dni temuKlaudia El Dursi pożegnała się z „Hotelem Paradise”. Będziecie tęsknić?
-
news3 dni temuMonika Goździalska OSTRO o Cichopek. Wspomniała, jaka jest poza kamerami
-
casting3 dni temuTVN podjął decyzję ws. przyszłości „Mam Talent”. Czy powstanie 18. edycja?

Dodaj komentarz