news
eLove: Emocje i muzyka, która łączy pokolenia!
Zespół eLove tworzy grupa utalentowanych artystów: Krista Dutchak, Jacek Sadowski i Jacek Hoduń. W pracy cechują się profesjonalizmem, ale nie opuszcza ich poczucie humoru. Dali się poznać za sprawą hitów: „Zabiorę to co chcę”, Masz prawo tu być”, „Gofr czy Ciastko”, „Pies i Kot” czy „Nie ma hajsu”. Właśnie ukazał się ich teledysk do piosenki „Raz, dwa, trzy”, co jest świetną okazją, żeby poznać grupę bliżej. W wywiadzie zdradzają, kilka ciekawych smaczków z życia prywatnego i zawodowego. Wspominają także swój występ w „Must Be The Music”.
Spotykamy się przy okazji najnowszego teledysku do singla, pt. „Raz, dwa trzy”, który nawiązuje do pierwszych szkolnych miłości, potańcówek i pierwszych rozczarowań. Zatem, kto z was był królem bądź królową parkietu, a kto podpierał ściany lub deptał innych po palcach?
Krista Dutchak: Przyznam, że historia tej piosenki jest trochę o moim życiu i mojej sytuacji z lat szkolnych. To ja byłam tą dziewczyną z warkoczem, która na szkolnych dyskotekach podpierała czasem ściany i marzyła, żeby pewien przystojniak z mojej klasy podszedł do mnie i poprosił do tańca. Kiedy już w końcu doczekałam się i za którymś razem chłopak z marzeń odważył się wyciągnąć mnie na parkiet, to stało się dokładnie jak w refrenie piosenki „Raz, dwa trzy”. Taniec okazał się trochę nieudany. Rozczarowanie sprawiło, że czar prysł i „miłość” do Władka przeszła mi niemal natychmiast (śmiech).
Jacek Hoduń: Muszę usprawiedliwić męską część i dodam, że w tamtych czasach, gdy Krysia, która dziś jest lwem scenicznym w kobiecej odsłonie, a kiedyś podpierała ściany, nie było „Tańca z gwiazdami”, żeby panowie mogli sobie w telewizji podpatrzeć, jak się powinno tańczyć (uśmiech).
Jacek Sadowski: Dorzucę, że Beethoven też nie potrafił tańczyć, więc czujemy się usprawiedliwieni (śmiech).
Jacek Hoduń: Natomiast jedno jest pewne, to piosenka, która bazuje na doświadczeniach, które dotknęły każdego z nas i myślę, że każdy sięgając pamięcią wstecz może sobie taką sytuacje przypomnieć i my zachęcamy do tego, żeby nasze piosenki trochę przenosiły słuchaczy do minionych czasów, które były naprawdę fajne. Okazuje się, że nasza młodsza część publiczności również przeżywa to obecnie…
Jacek Sadowski: Kiedy zaczęliśmy nagrywać ten utwór również wróciłem pamięcią wstecz. Przypomniałem sobie wówczas pewne zabawne wyznanie. Otóż po latach jedna z koleżanek wyznała mi, że jako nastolatka długo się we mnie podkochiwała, do tego stopnia, że przez to zakochanie nie mogła odrabiać lekcji i skupić się na nauce, bo ciągle o mnie myślała. Odkochała się dopiero, kiedy pewnego dnia dostrzegła na moim nosie pryszcza (śmiech). Wówczas miłość przeszła jej jak ręką odjął. Za to po kilku latach udało nam się razem zatańczyć na jakiejś licealnej potańcówce. Z damsko męskich historii dodam, że wówczas dziewczyny interesowały się albo sportowcami albo muzykami, więc zacząłem grać na gitarze, żeby mieć większe powodzenie.
Podobno tytuł piosenki „Raz, dwa, trzy” w pierwszym zamyśle był nieco inny. Dlaczego doszło do zmian?
Krista Dutchak: Piosenka w pierwszej wersji nosiła tytuł „Szkolny walc”, jednak w trakcie nagrań zapowiedzi na Tik Toka, nasza nastoletnia koleżanka Magda, zadała nam pytanie, skąd wziął się „Szkolny walc”, skoro nie ma tam nic o walcu, nie pada fraza szkolny walc, a utwór nie jest w rytmie walca? To dało nam do myślenia i postanowiliśmy, nawiązując do słów zawartych w tytule, czyli „Raz, dwa, trzy” dokonać zmiany.
Co jest najtrudniejsze, a co jest najpiękniejsze w pracy zespołowej, bo jednak każde z was cechuje się innym temperamentem, miewa różne pomysły? Z pewnością przy powstawaniu utworów każdy ma swoja wizję. Czy często czasem dojść do porozumienia?
Jacek Hoduń: Wiadomo, że mamy różne wizje, bo w końcu, ilu ludzi tyle pomysłów. Na szczęście tak się dobraliśmy, że wszyscy rozumiemy pojęcie współpracy, nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w praktyce. Naprawdę nie mamy powodów do narzekań i kłótni. Jesteśmy bardzo zdyscyplinowani. Kiedy siadamy do pracy, nasze piosenki po prostu powstają. Nasza współpraca przebiega niezwykle sprawnie. Gdybyśmy spotykali się codziennie, to w ciągu roku moglibyśmy stworzyć co najmniej trzysta utworów. Każde nasze twórcze spotkanie rodzi jakiś pomysł. Niektóre realizujemy od razu, inne chowamy do szuflady z napisem „na później”. Naprawdę nasze ostatnie single są składową wspólnych działań. Każdy przychodzi z czymś innym. Kryśka przychodzi ze swoimi ulubionymi wokalistkami, takimi jak: Beyoncé, Dua Lipa, Lady Gaga, my natomiast pałamy miłością do funkowego grania i udaje nam się uzyskać fajny wspólny rezultat.
Jacek Sadowski: Najważniejsze, że się lubimy i lubimy ze sobą przebywać. Niektórzy nie rozumieją, ale „zespół muzyczny” to najpierw „zespół”, a dopiero później „muzyczny”. Bez wzajemnej sympatii to by się nie mogło udać. Team jest najważniejszy. W swojej twórczości wykorzystujemy różne techniki i środki wyrazu. Lubimy eksperymentować. Staramy się nadążać za trendami, jednocześnie zachowując swój indywidualny styl.
Czy muzyka sama w sobie, kiedyś stała się na jakimś etapie życia, czymś, co przynosi ukojenie, czy pomogła przetrwać jakieś trudne chwile?
Jacek Hoduń: Myślę, że muzyka u każdego z nas ma swoje ważne miejsce, skoro oddajemy się tej pasji, a na dodatek możemy z niej żyć, choć nie zawsze bywa łatwo.
Jacek Sadowski: Najpiękniej jest, kiedy można robić w życiu to, co się lubi. Nie wyobrażam sobie, żebym miał chodzić na osiem godzin do pracy, której się nienawidzi. Taki etap mam za sobą. Próbowałem sił w innych zawodach i w pracy na etatach, co okazało się przykrym doświadczeniem, do którego nie chcę już wracać.
Jacek Hoduń: Ja miałem podobne doświadczenia i również nie odnalazłem się w innych miejscach.
POLECAMY: Zespół eLove podbija sieć hitem „Nie ma hajsu”! Poznajcie bliżej ambitnych artystów
Jakie zajęcia aż tak was zraziły?
Jacek Hoduń: Próbowałem wejść do świata IT. Niektórzy myślą, że to fajne i można dużo zarobić. Okazało się jednak, że to nie mój świat. Siedzenie przed komputerem, nawet za dobre pieniądze nie zatrzymało mnie przy biurku. Uświadomiłem sobie, że nie nadaję się do tego, choćbym nawet bardzo chciał, bo jednak cały czas ciągnęło mnie w stronę muzyki. W czasach studenckich byłem też magazynierem i też nie sprawiało mi to takiej radości jak muzyka, która czasem bywa ciężkim, ale pięknym kawałkiem chleba.
Jacek Sadowski: Pochwalę się, że kiedyś byłem naczelnikiem działu kultury w urzędzie. Wbrew pozorom to jest naprawdę miejsce mocno odbiegające od nazwy, a przede wszystkim od twórczej pracy muzycznej. Dyscyplina i godzinowy system pracy okazały się rzeczami nie dla mnie. Z przyjemnością porzuciłem to zajęcie. Moja decyzja przeraziła moją mamę i żonę, które stwierdziły, że zrezygnowałem z „porządnej pracy”. Mnie natomiast ta decyzja przyniosła ulgę.
Krista Dutchak: W myśl, że warto mieć solidne wykształcenie i stabilny zawód, studiowałam stosunki międzynarodowe. Mimo że śpiewam od szóstego roku życia, moim rodzicom bardzo zależało, żebym skupiła się na edukacji i miała tzw. plan B, na wypadek, gdyby coś nie wyszło. Po moich studiach mogłabym być ambasadorem, asystentką ambasadora, pracować w dyplomacji itp., ale wiem, że nie odnalazłabym szczęścia ani spełnienia w takiej pracy.
Gdybyście mogli cofnąć czas do momentu założenia zespołu i dać sobie jedną radę, żeby coś zrobić lepiej i poprawić, co to by było?
Jacek Hoduń: Kupiłbym bitcoiny i zainwestował w krypto waluty (śmiech) A tak poważnie, to chyba nic bym nie chciał zmieniać.
Krista Dutchak: Również niczego bym nie poprawiała, bo każda droga, nawet, jeśli zdarzają się na niej błędy i potknięcia uczy nas czegoś i to właśnie te trudne doświadczenia sprawiają, że stajemy się silniejsi, budują nas i czasem sprowadzają na ziemię. Nic w życiu nie przychodzi łatwo, bywa, że trzeba się czymś rozczarować, żeby coś zrozumieć, choć naprawdę jestem zadowolona z tego jak rozwija się nasza dwuletnia współpraca zespołowa.
Jacek Sadowski: Nie wyobrażam sobie, że nagle wchodzimy na rynek i mamy natychmiast sukces. Wszystko trzeba sobie wypracować. Zbyt szybki sukces mógłby poskutkować tym, że przysłowiowa woda sodowa uderzyłaby nam do głów. Tak więc jak mówi Krysia, błędy bywają bolesne, ale przede wszystkim kształcą. Poza tym zespół jest trochę jak małżeństwo – trzeba się dotrzeć i my w zespole eLove, naszym muzycznym kolektywie też się docieramy, uczymy się siebie nawzajem, swoich różnych humorów, upodobań, emocji i charakterów. Spędzamy ze sobą naprawdę dużo czasu, więc musimy umieć ze sobą żyć, żeby tworzyć.
Jacek Hoduń: To prawda, dlatego droga do sukcesu jest niezbędna. Każda ścieżka obarczona jest jakimiś błędami. Każdy z artystów, który jest na topie przebył jakąś drogę, która go ukształtowała. Jesteśmy więc zdeterminowani i wierzymy, że będziemy mieli swój czas. Ten projekt uczy nas wszystkich pokory i cierpliwości. Póki co fajnie się rozwija, a my nie odpuszczamy.
Jacek Sadowski: Uczymy się od siebie nie tylko w kwestii muzycznej. Np. Krysia w moje życie wniosła element social mediów, które wcześniej były mi obce. Dzięki jej zaangażowaniu mamy możliwość docierania, zwłaszcza do młodszej części publiczności poprzez TikTok, Facebook czy Instagram. W sumie nasz viral ma 15 milonów odsłon. Uświadomiliśmy sobie, że siła Internetu jest ogromna.
Jacek Hoduń: Krysia przychodzi do nas ze scenariuszami na filmiki do Internetu, a my już nawet nie dyskutujemy tylko z radością zapoznajemy się z tematami i nagrywamy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Małgorzata Rozenek “Gwiazdą roku”! Zdradziła, co sądzi o portalach plotkarskich
Jesteście z różnych pokoleń. Jak widać muzyka łączy ludzi. A czy z racji „przepaści wiekowej” bywają też jakieś nieporozumienia?
Jacek Hoduń: Różnica pokoleń w naszym przypadku na szczęście ma więcej plusów niż minusów. Ta przepaść nie jest nie wiadomo jak duża. Ponadto jesteśmy tak zgrani, że nasze pesele nie mają tu znaczenia. Wymieniamy się doświadczeniem, energią, nowymi pomysłami.
Kto was najbardziej wspiera w tej muzycznej drodze?
Krista Dutchak: Rodzice. Głównie mama, która mój potencjał muzyczny dostrzegła, kiedy byłam w przedszkolu. Zauważyła, że śpiewając piosenkę, trafiam w dźwięki, więc zaprowadziła mnie na zajęcia wokalne, żebym mogła rozwijać się w tym kierunku. Sprawiało mi to ogromną radość i sprawia do dziś. Mama zawsze, gdy tylko mogła stała za kulisami wszystkich ważnych występów, koncertów, czy festiwali, co było ogromnym wsparciem. Nawet, kiedy ja czasem w siebie wątpię, ona we mnie wierzy i motywuje mnie. Tata także jest ze mnie dumny. Kiedyś marzył, żebym była wokalistką rockową. Pamiętam, że zawsze w aucie słuchaliśmy mocniejszych brzmień, takich jak: Queen, Metallica, Scorpions, czy AC/DC. Przez moment byłam nawet frontmenką zespołu rockowego, a tata menadżerem, więc na chwilę spełniłam jego marzenie. Zdecydowanie jednak lepiej odnajduję się w stylu, jaki prezentujemy jako eLove.
Jacek Sadowski: Mnie najbardziej wspiera kuzynka Olga, która kiedyś porzuciła pracę, żeby kibicować nam w „Must Be The Music”. Jest bardzo pozytywna i trochę szalona, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zabrała ze sobą za kulisy także ciocię Krysię.
Co zyskaliście dzięki udziałowi w programie „Must Be The Music”?
Jacek Hoduń: Program dał nam przede wszystkim bardzo dużo znajomości z ludźmi z branży, zdolnymi muzykami. Zawarliśmy wiele przyjaźni. Niektóre owocują wspólnymi projektami. Z perspektywy czasu, myślę, że te relacje są dla nas dużo ważniejsze niż sam występ przed jury. Choć oczywiście to była fajna przygoda i możliwość zaprezentowania się również przed widzami.
Krista Dutchak: Na pewno to było ważne doświadczenie i możliwość zaprezentowania się z autorska piosenką przed publicznością w studiu, ale i szansa dotarcia do telewidzów. Osobiście miałam frajdę z tego występu.
Jacek Sadowski: Na pewno występ w programie przełożył się na dotarcie do szerszej grupy publiczności. Nie od dziś wiadomo, że jak telewizja coś pokaże, to później internet także się tym interesuje. Ogólnie jesteśmy zadowoleni ze swojego występu.
Skąd wzięła się nazwa eLove?
Jacek Sadowski: Ze snu. I to dosłownie. Współpracujący z nami gitarzysta Krzysztof Paul, przyszedł na próbę i powiedział, że śniło mu się, że nasz zespół będzie nazywał się eLove. Wówczas mieliśmy kilka różnych pomysłów, ale do żadnego nie byliśmy na sto procent przekonani. Później zaczęliśmy tę nazwę analizować. Doszliśmy do wniosku, że w życiu najważniejsza jest miłość, czyli love, e – natomiast kojarzy się z siecią i nowoczesnością, oraz z emocjami. I nasz muzyka taka jest o życiu i o miłości.
Jakie macie muzyczne plany, kiedy już wypromujecie numer „Raz, dwa, trzy”?
Jacek Sadowski: Nasz plan to zagranie jak największej liczby koncertów dla jak największej liczby publiczności. Oczywiście pracujemy nad kolejnymi piosenkami, a singiel „Raz, dwa, trzy” nie będzie ostatnim, który wydamy w tym roku. Zapraszamy też do śledzenia nas w social mediach, do oglądania i komentowania naszych teledysków.








Fot. archiwum prywatne zespołu eLove
SM
news
Justyna Pochanke przerwała milczenie. Tak pożegnała Andrzeja Morozowskiego
Od lat unika mediów, nie prowadzi profili społecznościowych i niezwykle rzadko zabiera publicznie głos. Tym razem Justyna Pochanke zrobiła wyjątek. Była gwiazda TVN24 pojawiła się na antenie, by pożegnać swojego wieloletniego przyjaciela i współpracownika.
Justyna Pochanke od lat uznawana jest za jedną z najwybitniejszych dziennikarek i prezenterek informacyjnych w historii polskiej telewizji. Przez niemal dwie dekady była jedną z twarzy TVN i TVN24, zapisując się w historii jako pierwsza kobieta, która samodzielnie prowadziła główne wydanie „Faktów”.
Po niemal 20 latach pracy w stacji dziennikarka zdecydowała się zakończyć swoją telewizyjną karierę w 2020 roku. Odeszła bez medialnego rozgłosu, pożegnalnych wywiadów i głośnych deklaracji. Od tamtej pory konsekwentnie chroni swoją prywatność, nie udziela się w mediach społecznościowych i niezwykle rzadko pojawia się publicznie.
Wyjątek zrobiła dopiero teraz. Powodem była śmierć Andrzeja Morozowskiego, wieloletniego dziennikarza TVN24 i gospodarza programu „Tak jest”, który zmarł 4 sierpnia po długiej chorobie w wieku 69 lat. Informacja o jego odejściu poruszyła całe środowisko dziennikarskie.
„Po długiej chorobie, w wieku 69 lat zmarł we wtorek Andrzej Morozowski” – przekazała stacja w oficjalnym komunikacie.
Po przekazaniu smutnej wiadomości TVN24 zdecydowało się na emisję specjalnego programu poświęconego pamięci zmarłego dziennikarza. W studiu wspomnieniami dzielili się między innymi Tomasz Sianecki, Marta Kuligowska, Arleta Zalewska, Bożena Walter, a także Edward Miszczak, który przez lata współpracował z Andrzejem Morozowskim. Telefonicznie z widzami połączyła się również Justyna Pochanke.
POLECAMY: Kolejna osoba traci PRACĘ w „Halo tu Polsat”. Będą nowe duety?
Justyna Pochanke wspomina śp. Morozowskiego
Dziennikarka nie kryła wzruszenia. Przyznała, że Andrzej Morozowski towarzyszył jej praktycznie przez całą zawodową drogę i pozostanie dla niej postacią absolutnie niezapomnianą.
“Dla mnie przede wszystkim on jest niezapomniany. Przeszłam z Andrzejem u boku całą swoją zawodową drogę. Pracowaliśmy ze sobą w Radiu ZET. Razem odchodziliśmy z Radia ZET (…). Przyszliśmy do TVN24, on zresztą ciągnął nas, tę grupę dziennikarzy (…) On był dziennikarzem niezwykłym” – mówiła Pochanke.
Była prowadząca „Faktów” wróciła również pamięcią do początków TVN24, kiedy nowo powstała stacja dopiero budowała swoją pozycję na rynku.
“Przejechaliśmy w 2001 r., jak stacja powstała, całą Polskę pociągami, drugą klasą (…). To jest morze wspomnień (…). Dla mnie to zawsze będzie człowiek, który będąc wybitnym dziennikarzem (…) był człowiekiem przyzwoitym, tak pełnym pogody ducha. Miał nadzwyczajną (…) umiejętność nierzucania się do gardła (…). On słuchał i wysłuchiwał” – wspominała była gwiazda TVN24.
Po chwili zwróciła uwagę na cechy, które – jej zdaniem – wyróżniały Andrzeja Morozowskiego nie tylko jako dziennikarza, ale przede wszystkim jako człowieka.
“On był po prostu bardzo dobrym człowiekiem (…). W nim nie było grama nienawiści, nie było ani odrobiny wyższości i nigdy nie było lekceważenia człowieka, którego zaprosił” – dodała.
Na zakończenie rozmowy dziennikarka przytoczyła historię, która – jej zdaniem – najlepiej oddawała poczucie humoru i spokój Andrzeja Morozowskiego. Wspomniała sytuację z jednego z jego programów, kiedy w studiu trwała wyjątkowo burzliwa dyskusja.
“To była kakofonia. Patrzę, a Andrzej zamilkł. Mija pół minuty, minuta, dwie-trzy minuty. W pewnym momencie jeden z tych kłócących się gości odwraca się i pyta: “A pan, panie redaktorze się nie wtrąci?!”. “Ja nie muszę, mnie i tak zapłacą” – odpowiedział” – wspominała dziennikarka we wtorkowy wieczór.
Choć okoliczności były niezwykle smutne, wystąpienie Justyny Pochanke stało się jednym z najbardziej poruszających momentów specjalnego wydania TVN24. Jej wspomnienia pokazały Andrzeja Morozowskiego nie tylko jako wybitnego dziennikarza, ale przede wszystkim jako człowieka, którego spokój, życzliwość i profesjonalizm na zawsze pozostaną w pamięci jego współpracowników i widzów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Badach OCENIŁ Skolima. Wspomniał nawet Zbigniewa Wodeckiego
Brakuje Wam Justyny Pochanke w TVN24? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem?


Autor: Szymon Jedynak
news
Kolejna osoba traci PRACĘ w „Halo tu Polsat”. Będą nowe duety?
W Polsacie trwa prawdziwa przebudowa zespołu prowadzących „Halo tu Polsat”. Po głośnym odejściu Katarzyny Cichopek i Macieja Kurzajewskiego pojawiły się kolejne informacje, które mogą zaskoczyć widzów. Wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek zmian przed jesienną ramówką. Dowiedz się więcej!
Program „Halo tu Polsat” od początku miał być jedną z najważniejszych pozycji weekendowej ramówki stacji. Produkcja postawiła na znane twarze telewizji oraz rozpoznawalne duety prowadzących, które miały przyciągnąć przed ekrany szeroką publiczność i skutecznie rywalizować z konkurencją.
W ubiegłym tygodniu media obiegła jednak zaskakująca wiadomość. Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski opublikowali wspólne oświadczenie, w którym poinformowali o zakończeniu współpracy z Telewizją Polsat.
“Pragniemy poinformować, że wraz z wygaśnięciem dotychczasowego kontraktu podjęliśmy decyzję o zakończeniu naszej współpracy z telewizją Polsat. Czas spędzony w stacji był dla nas niezwykle cennym doświadczeniem i ważnym przystankiem w dotychczasowej karierze zawodowej. Jesteśmy wdzięczni za zaufanie, wspólną pracę oraz możliwość współtworzenia projektów, które na stałe wpisały się w codzienność naszych Widzów” – czytamy w oświadczeniu.
Prezenterzy zapowiedzieli również, że nie zamierzają zwalniać tempa. Najbliższe miesiące chcą poświęcić na rozwój własnych projektów oraz marek osobistych.
“Teraz nadszedł czas na kolejne kroki. Zamykamy ten etap z poczuciem spełnienia i pełną gotowością na nowe wyzwania zawodowe. Najbliższe miesiące zamierzamy poświęcić na intensywny rozwój naszych marek osobistych oraz realizację autorskich projektów, którymi już wkrótce się z Wami podzielimy” – dodali.
Niedługo później pojawiły się jednak nieoficjalne doniesienia, które rzuciły nowe światło na całą sytuację. Według ustaleń Pudelka to nie Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski podjęli decyzję o odejściu. Portal informował, że to Polsat nie przedłużył z nimi wygasających kontraktów.
Jak przekazał informator cytowany przez serwis, prezenterzy do samego końca mieli wierzyć, że wrócą na antenę po wakacyjnej przerwie i pojawią się podczas prezentacji jesiennej ramówki. Ostatecznie ich miejsce ma zająć zupełnie nowy duet prowadzących.
“To nie oni zrezygnowali. To Polsat zdecydował, że nie przedłuży z nimi kontraktu. Jednocześnie nie zaproponowano im żadnego innego projektu, więc ich współpraca ze stacją po prostu się kończy. Ich miejsce w “Halo tu Polsat” zajmie nowy duet prowadzących. Katarzyna i Maciej jeszcze do dziś byli przekonani, że pojawią się na jesiennej ramówce i wrócą na antenę po wakacjach” – wyjaśnił informator Pudelka.
POLECAMY: Kuba Badach OCENIŁ Skolima. Wspomniał nawet Zbigniewa Wodeckiego
Ewa Wachowicz ODSUNIĘTA od “Halo tu Polsat”?
Teraz okazuje się, że to nie koniec zmian przygotowywanych przez stację. Jak ustaliła Plejada, jesienią z programu zniknie kolejna dobrze znana prowadząca. Podczas sesji zdjęciowej promującej nowy sezon pojawili się Krzysztof Ibisz, Aleksander Sikora, Aleksandra Filipek, Paulina Sykut-Jeżyna, Agnieszka Hyży, Tomasz Wolny oraz Maciej Rock.
Uwagę obserwatorów zwrócił jednak brak Ewy Wachowicz, która od zeszłego roku współtworzyła zespół prowadzących „Halo tu Polsat” z u boku Krzysztofa Ibisza. Według ustaleń serwisu to właśnie jej miejsce ma zająć Ida Nowakowska, która w ostatnich miesiącach coraz mocniej związała się z Telewizją Polsat.
Jak wynika z nieoficjalnych informacji, wciąż nie zapadła ostateczna decyzja dotycząca nowych duetów prowadzących. Rozważanych jest kilka wariantów, a jednym z nich ma być ponowne połączenie Idy Nowakowskiej z Tomaszem Wolnym, z którym przez blisko pięć lat tworzyła jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów „Pytania na śniadanie”.
“Na sesji wizerunkowej nie pojawiła się Ewa Wachowicz. To jej miejsce zajmie Ida Nowakowska, ale nie wiadomo jeszcze, czy dołączy do Krzysztofa Ibisza, czy jednak będzie zmiana w parach. Szefowie wiedzą, że duet Nowakowska-Wolny był przez widzów TVP za czasów Jacka Kurskiego bardzo lubiany. Jest szansa, że pojawi się pokusa powrotu do przeszłości w nieco innych warunkach” – ujawnia informator na łamach Plejady.
Warto przypomnieć, że Ida Nowakowska już jesienią pojawi się także w dwóch innych projektach stacji. Poprowadzi nowy teleturniej „Hitster. Muzyczna gra przebojów”, a także wystąpi jako uczestniczka jubileuszowej edycji „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Wszystko wskazuje więc na to, że staje się jedną z najważniejszych twarzy Polsatu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat rusza z NOWYM kulinarnym programem. Zagrozi „MasterChefowi”?
Będzie Wam brakować Ewy Wachowicz w “Halo Tu Polsat”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Kuba Badach OCENIŁ Skolima. Wspomniał nawet Zbigniewa Wodeckiego
Spór wokół wypowiedzi Skolima o artystach wciąż nie cichnie. Po ostrych komentarzach Dody, Margaret, Ani Rusowicz i Krzysztofa Skiby głos zabrał teraz Kuba Badach, który został zapytany nie tylko o współczesną muzykę, ale również o fenomen jednego z najpopularniejszych wykonawców w Polsce. Jego odpowiedź z pewnością nie przejdzie bez echa. Dowiedz się więcej!
Temat wsparcia socjalnego dla artystów od kilku tygodni pozostaje jednym z najgorętszych tematów polskiego show-biznesu. Wszystko rozpoczęło się od głośnej wypowiedzi Skolima, który podczas jednego ze swoich wystąpień skrytykował pomysł współfinansowania składek emerytalnych dla twórców. Nagranie błyskawicznie obiegło internet i wywołało lawinę komentarzy.
Największe kontrowersje wywołały słowa artysty, który nie przebierał w określeniach, krytykując środowisko twórców.
“Pojechałem dzisiaj na live o tych kuach artystach. Domagają się emerytur, a dzieci oczekują na zbiórki. Państwo polskie nie ma na zbiórki. Artyści, albo ci starzy przechlali całą karierę, przepali, albo ci młodzi robią taką chową muzykę czy obraz, że nikt tego nie chce oglądać, a domagają się naszych pieniędzy. Nie ma na to naszej racji. Jak mają nasze pieniądze iść, to na dzieci, na drogi, a nie na jakieś kuwy i ćp**ów. Dobrze mówię? Bardzo dobrze. Nigdy na to nie pozwolę” – mówił w maju.
Na odpowiedź środowiska artystycznego nie trzeba było długo czekać. Jedną z pierwszych osób, które publicznie odniosły się do tej wypowiedzi, była Doda. Wokalistka w ostrych słowach skomentowała zarówno stanowisko Skolima, jak i sposób, w jaki buduje swoją karierę.
“Zajmij się sprzedawaniem swojej kiełbasy Skolim, a w międzyczasie zapraszamy cię do teatru, musicalu, do miejsc, gdzie są artyści, którzy nie mieli jak prze****ć swoich finansów, bo po prostu ich nie mieli” – powiedziała.
Do dyskusji włączyła się również Ania Rusowicz, która przypomniała, że określenie „artysta” obejmuje znacznie szerszą grupę zawodów niż tylko osoby występujące na największych scenach. W swoim wpisie zwróciła uwagę na twórców, którzy przez całe życie poświęcają się kulturze, często nie osiągając wysokich dochodów.
“Przypomnę, że zanim nazwiemy artystów qr…, ćpunami i rzucimy w nich mięsem, w skład zawodów artystycznych możemy zaliczyć: pisarzy, literatów, dramaturgów, poetów, malarzy, rzeźbiarzy, grafików, choreografów, tancerzy, aktorów, fotografików, reżyserów, scenografów, projektantów mody, architektów, muzyków, ilustratorów, kompozytorów, tekściarzy itp. A artysta głodny to artysta płodny” – napisała wówczas wokalistka.
Mocny głos zabrał także Krzysztof Skiba, lider zespołu Big Cyc. Artysta podkreślił, że jedynie niewielki odsetek twórców może liczyć na wysokie zarobki, podczas gdy ogromna część środowiska przez lata pracuje na niestabilnych umowach i bez gwarancji finansowego bezpieczeństwa.
“Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale są artyści, którzy nie zarabiają milionów tak jak Ty. Dostać się do uczelni artystycznej jest bardzo trudno i czeka to, tylko tych najbardziej utalentowanych. Studiujesz tam potem pięć lat, a po studiach dostajesz dyplom i grasz w teatrze, czy filharmonii za grosze. A często latami grasz w offowych teatrach lub zespołach na bieda umowy o dzieło” – napisał kilka tygodni temu lider Big Cyc.
Swojego rozczarowania nie ukrywała również Margaret. W rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady przyznała, że jeszcze przed wybuchem afery miała o Skolimie zupełnie inne zdanie. Jak sama podkreśliła, jego późniejsze słowa całkowicie zmieniły jej opinię.
“To zabawne, bo ostatnio jechałam busem z moim zespołem i rozmawialiśmy na temat Skolima. To było jeszcze przed aferą z artystami. Pamiętam, że powiedziałam wtedy, że co prawda robi on muzykę, której nie słucham, ale fajnie, że jest taki kulturalny i szarmancki […] “Wydawało mi się, że to spoko koleś, taki słodziak. No ale po tym, co powiedział o artystach, zmieniłam zdanie. Już wiele osób z artystycznego świata wypowiadało się na ten temat. Padło wiele słusznych słów, pod którymi się podpisuję” – powiedziała.
POLECAMY: Polsat rusza z NOWYM kulinarnym programem. Zagrozi „MasterChefowi”?
Kuba Badach nie gryzł się w język. Tak ocenił fenomen Skolima. Zaskoczeni?
Teraz do dyskusji dołączył kolejny ceniony artysta. Kuba Badach, wokalista, kompozytor, producent muzyczny i trener programu „The Voice of Poland”, podczas wydarzenia promującego nowy sezon muzycznego show został zapytany przez Marcina Wolniaka z Plotka o współczesną muzykę oraz wpływ sztucznej inteligencji na jej poziom.
Muzyk podkreślił, że najlepszym sprawdzianem dla każdego wykonawcy pozostaje koncert i umiejętność regularnego występowania na żywo.
“To wszystko weryfikuje bardzo prosta rzecz pod tytułem koncert. Jeżeli ktoś jest w stanie zaśpiewać dobrze koncert, który trwa minimum 90 minut, następnego dnia zaśpiewać kolejny koncert, następnego kolejny i tak przez na przykład 20 dni z rzędu i nie traci głosu, to znaczy, że się na tym zaczyna znać” – stwierdził Kuba Badach.
W pewnym momencie rozmowy pojawił się temat Skolima, który – jak przypomniano – planował zagrać w 2026 roku aż 503 koncerty. Zapytany o fenomen wokalisty, Badach z uśmiechem odpowiedział:
“Ale wydaje mi się, że poziom skomplikowania jego utworów nie jest na tyle wysoki, żebym weryfikował te kryteria, o których powiedziałem przed chwilą. Uważam, że to nie są rzeczy na tyle trudne, żeby… Powiem może inaczej – Zbigniew Wodecki zwykł mawiać, że koncerty to grał Paderewski, my gramy chałtury” – powiedział.
Na zakończenie Kuba Badach przyznał również, że nie zna repertuaru Skolima. Jego wypowiedź z pewnością stanie się kolejnym głośnym głosem w trwającej od tygodni dyskusji o współczesnej muzyce, kondycji rynku i miejscu artystów w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że temat jeszcze długo będzie wywoływał emocje zarówno wśród twórców, jak i fanów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pola Wiśniewska UDERZA w Michała: „Tam było wszystko celowe”
Lubicie twórczość Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jeydnak
Dodaj komentarz
news
Polsat rusza z NOWYM kulinarnym programem. Zagrozi „MasterChefowi”?
Jesienna ramówka Telewizji Polsat zapowiada się coraz bardziej imponująco. Stacja sukcesywnie ujawnia kolejne produkcje, a wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie mocno stawia również na rozwój swojej siostrzanej anteny – Super Polsat. Właśnie ogłoszono następny format, który ma zaskoczyć widzów. Dowiedz się więcej!
Powoli zbliża się moment, na który od miesięcy czekają widzowie. Największe stacje telewizyjne wkrótce oficjalnie zaprezentują swoje jesienne ramówki, jednak już teraz odsłaniają kolejne projekty, które zadebiutują na antenach po wakacjach. Wśród nich nie brakuje zarówno sprawdzonych hitów, jak i zupełnie nowych formatów.
Telewizja Polsat od kilku tygodni regularnie informuje o kolejnych premierach. Niedawno ogłoszono rozpoczęcie prac nad muzycznym teleturniejem „Hitster. Muzyczna gra przebojów”, który poprowadzą Ida Nowakowska oraz Piotr Kędzierski. Program zadebiutuje już we wrześniu i będzie jedną z największych nowości sezonu.
Na tym jednak oferta stacji się nie kończy. Jesienią na antenę powrócą również dobrze znane widzom produkcje, takie jak „Nasz nowy dom”, „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, „Taniec z Gwiazdami”, „Gliniarze”, „Pierwsza miłość” czy „Kabaret K2. Jedziemy po bandzie”. Widzowie zobaczą także nowy serial „Gliniarze Śląsk”, który rozszerzy popularne uniwersum policyjnej produkcji.
Co ciekawe, Polsat coraz wyraźniej inwestuje również w rozwój swojej tematycznej anteny Super Polsat. Kilka dni temu ogłoszono premierę programu „Pokochaj lub sprzedaj”, będącego pierwszą polską odsłoną światowego formatu. Produkcja połączy temat remontów, poszukiwania wymarzonego domu oraz trudnych decyzji, przed którymi stają tysiące rodzin.
POLECAMY: Pola Wiśniewska UDERZA w Michała: „Tam było wszystko celowe”
Polsat szykuje NOWY program kulinarny. Kiedy premiera?
Teraz stacja ujawniła kolejną nowość. Już od 4 września, w każdy piątek o godzinie 18:30, na antenie Super Polsat zadebiutuje program „SuperMarket Chef”, który przeniesie kulinarną rywalizację z telewizyjnego studia prosto do… supermarketu.
To format, jakiego w polskiej telewizji jeszcze nie było. Sklepowe alejki zamienią się w arenę kulinarnych zmagań, gdzie liczyć będzie się nie tylko talent do gotowania, ale również refleks, spryt i umiejętność podejmowania błyskawicznych decyzji. W każdym odcinku troje amatorów stanie przed zadaniem przygotowania dania inspirowanego motywem przewodnim, korzystając wyłącznie z produktów dostępnych na sklepowych półkach.
Uczestnicy będą mieli zaledwie 15 minut na zakupy, podczas których muszą skompletować wszystkie potrzebne składniki, zmieścić się w określonym budżecie i opracować koncepcję swojego dania. Następnie rozpoczną gotowanie na specjalnie przygotowanych stanowiskach zlokalizowanych w samym środku supermarketu. Na wykonanie potrawy otrzymają jedynie godzinę.
Twórcy programu podkreślają, że o zwycięstwie nie będzie decydował wyłącznie smak. Równie ważne okażą się kreatywność, opanowanie, umiejętność działania pod presją czasu oraz szybkie reagowanie na nieprzewidziane sytuacje. Czasami jeden nieoczywisty składnik lub błyskawiczna zmiana planu mogą całkowicie odmienić przebieg rywalizacji.
Gospodarzami programu zostaną Jurek Sobieniak, doskonale znany widzom z kulinarnego kącika „Halo tu Polsat” oraz Mateusz Guncel – zwycięzca programu „MasterChef. Najlepsi” i ceniony kucharz. O tym, kto zdobędzie tytuł SuperMarket Chefa, zadecyduje jury złożone z wyżej wspomnianych prowadzących oraz dwóch pracowników supermarketu.
Jak widać, Telewizja Polsat konsekwentnie rozwija ofertę nie tylko głównej anteny, ale również Super Polsatu, który jesienią otrzyma kilka nowych autorskich produkcji. Wszystko wskazuje na to, że stacja chce przyciągnąć widzów świeżymi pomysłami i formatami, których do tej pory nie było w polskiej telewizji. Czy „SuperMarket Chef” okaże się kolejnym hitem? O tym przekonamy się już we wrześniu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nie żyje Andrzej Morozowski. TVN24 natychmiast zmieniło ramówkę
Będziecie oglądać nowy program Polsatu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuCichopek i Kurzajewski przejdą do TVN-u? Wszystko już jasne
-
news5 dni temuPo rozstaniu Bomby i Collinsa głos zabrał jego brat. Padł apel do mediów
-
news4 dni temuFanka Skolima przekroczyła wszelkie granice? Straszne sceny przed koncertem
-
news2 dni temuTVN odkrył karty. Wiadomo, kto poprowadzi „Dzień dobry TVN”
-
news4 dni temuBarbara Kurdej-Szatan poprowadziła „Dzień dobry TVN”. Widzowie wydali werdykt
-
news3 dni temuMikołaj Roznerski REZYGNUJE z „M jak miłość”? Aktor przerwał milczenie
-
news4 dni temuŚlub Romanowskiej i Maseraka w Polsacie? Widzowie zobaczą wyjątkowe sceny
-
news4 dni temuOskar Cyms doznał KONTUZJI podczas koncertu. Wszystko nagrały kamery

Dodaj komentarz