Śledź nas

news

Kto wygrał 13. edycję „Must Be The Music”? Widzowie wybrali

Opublikowano

w dniu

Po ponad 11 tygodniach pełnych wzruszeń, kontrowersji i muzycznych zderzeń światów widzowie w końcu poznali zwycięzcę 13. edycji „Must Be The Music”. Jednak finał programu pokazał coś znacznie większego niż zwykły konkurs talentów – na scenie rozgrywały się prawdziwe emocje, nieoczekiwane konflikty jury i występy, po których publiczność długo nie mogła dojść do siebie. Kto zachwycił absolutnie wszystkich, a kto podzielił jurorów? Dowiedz się więcej!

Wielki finał 13. edycji „Must Be The Music” od pierwszych minut miał atmosferę wydarzenia, o którym będzie mówić się jeszcze długo. Program po raz kolejny udowodnił, że muzyka nie zna granic ani jednego przepisu na sukces. W tym sezonie na scenie spotkali się artyści reprezentujący zupełnie różne światy – od folku, przez alternatywę i rock, aż po nowoczesny pop czy autorskie eksperymenty muzyczne. Każdy z finalistów przywiózł ze sobą własną historię, emocje i marzenia, które w finałowy wieczór wybrzmiały ze zdwojoną siłą.

Wieczór rozpoczął się od specjalnego występu finalistów poprzedniej edycji – Kuba & Kuba, którzy wykonali utwór „Stygnie lato”. Chwilę później prowadzący: Patricia Kazadi, Maciej Rock i Adam Zdrójkowski oficjalnie otworzyli finał, przypominając zasady głosowania oraz przedstawiając jurorów – Natalię Szroeder, Sebastiana Karpiela-Bułeckę, Dawida Kwiatkowskiego i Miuosha. Już od początku było jasne, że emocje tego wieczoru będą ogromne, a jury nie zamierzało rozdawać pochwał na wyrost.

Jako pierwszy na scenie pojawił się Piotr Odoszewski, który wykonał utwór „Nad ranem”. Towarzyszył mu kwartet smyczkowy i rozbudowany skład instrumentalny, ale to nie aranżacja była najważniejsza. Artysta zaśpiewał o zmarłym ojcu, a jego występ wywołał autentyczne wzruszenie zarówno wśród publiczności, jak i jurorów. Szczególnie mocno zareagowała Natalia Szroeder, która powiedziała: „Jesteś moim faworytem, myślę, że czujesz to. (…) Ty już nie jesteś żadnym uczestnikiem. Jesteś kompletnym artystą. Życzę Ci zwycięstwa”. Po tych słowach wielu widzów było przekonanych, że finał ma już swojego zwycięzcę.

Ogromne emocje wzbudził również występ młodej Julii Gawlik, która po raz pierwszy zaprezentowała autorski numer „NVM”. Choć publiczność przyjęła występ bardzo ciepło, jury było wyraźnie podzielone. Natalia Szroeder doceniła autentyczność młodej wokalistki, ale zaznaczyła, że artystka wciąż musi się rozwijać. Z kolei Dawid Kwiatkowski i Miuosh zagłosowali na „NIE”, co wywołało falę komentarzy wśród widzów. Dla wielu osób był to jeden z najbardziej kontrowersyjnych momentów całego finału.

Na scenie pojawiła się także Asia Smajdor, która wykonała utwór „Motyle”. Towarzyszący jej Grzegorz Urban Band oraz kwartet smyczkowy stworzyli niezwykle emocjonalny klimat. Artystka postawiła na delikatność i szczerość, które poruszyły jurorów niemal natychmiast. Szczególnie wzruszające słowa padły z ust Sebastiana Karpiela-Bułecki: „Masz niezwykły dar opowiadania emocji bez przesadnych ozdobników. To było bardzo prawdziwe i przez to tak poruszające”. Publiczność nagrodziła występ owacją na stojąco.

POLECAMY: Aleksander Sikora przerwał milczenie ws. zwolnienia z TVP: „Bałem się”

Kto wygrał 13. edycję „Must Be The Music”? [RELACJA]

Jednak prawdziwa eksplozja emocji nastąpiła, gdy na scenę weszła Marcelina „Marcycha” Ruczyńska. Artystka wykonała utwór „Staś Wokulski”, ponownie udowadniając, że jest jedną z najbardziej nieoczywistych i magnetycznych osobowości tej edycji. Jej alternatywny styl, delikatność i gra na skrzypcach całkowicie zahipnotyzowały jury. Największe poruszenie wywołały słowa Dawida Kwiatkowskiego:

„Ja myślałem, że w jednym człowieku można zakochać się raz, a ja już w Tobie raz, drugi, trzeci…. Chce Cię kochać cały czas Marcycha!” – skomentował.

Widzowie nie kryli zachwytu także podczas występu Duetu z Pienin, który zaprezentował „Stare melodie tradycyjne”. W czasach zdominowanych przez nowoczesną produkcję i elektroniczne brzmienia folkowe wykonanie okazało się jednym z najbardziej autentycznych momentów wieczoru. Sebastian Karpiel-Bułecka podkreślił:

„Wy pokazaliście, że folklor potrafi być jednocześnie prosty, emocjonujący, a wręcz hipnotyzujący” – mówił.

Nie zabrakło również mocniejszych, rockowych akcentów. Robert Wiewióra, zdobywca dzikiej karty Radia Zet, wykonał autorski utwór „Czerwiec”. Choć jury doceniło jego konsekwencję i klimat występu, pojawiły się także krytyczne uwagi. Najbardziej dosadny okazał się Miuosh, który stwierdził:

„Ja oczekuje od finałowego występu, jeżeli sięgamy po coś takiego klasycznego, że to będzie trochę rozszarpane tym 2026 rokiem, a tu było bardzo bezpiecznie, bardzo konsekwentnie, bardzo solidnie, ale kurde przypraw trochę…, wiesz o co chodzi? Tą sadzą z tego komina jakbyś to jeszcze ubrudził mocniej. Ja bym chciał czegoś takiego od Ciebie” – ocenił.

Jednym z najmocniejszych punktów finału był występ zespołu Imasleep, który wykonał utwór „Lepiej”. Alternatywne brzmienie, nowoczesna produkcja i wyrazista estetyka sceniczna sprawiły, że grupa po raz kolejny udowodniła swoją wyjątkowość. Jury jednogłośnie zagłosowało na „TAK”, a Natalia Szroeder podkreśliła: „Nie gracie pod schematy, tylko budujecie konsekwentnie własną tożsamość”.

Finałową stawkę zamknęła Wiktoria „Vicky” Konończuk, która wykonała utwór „Manifestacja, sens, muzyka”. Artystka postawiła na energię i mocny przekaz, a jej występ wywołał ogromne emocje. Natalia Szroeder nie ukrywała zaskoczenia wokalnym rozwojem finalistki, mówiąc: „Masz taki wokalny potencjał – ja nie byłam tego świadoma”.

Chwilę później atmosfera w studio całkowicie się zmieniła, gdy na scenie pojawił się tort dla Sebastiana Karpiela-Bułecki, a publiczność odśpiewała jurorowi „Sto lat”.

Kulminacyjnym momentem wieczoru było ogłoszenie ścisłej trójki finalistów: Imasleep, Piotra Odoszewskiego i Marceliny „Marcychy” Ruczyńskiej. Każdy z nich ponownie zaprezentował swój castingowy utwór, ale ostatecznie to właśnie Marcelina „Marcycha” Ruczyńska zdobyła serca widzów i zwyciężyła 13. edycję „Must Be The Music”. Drugie miejsce zajął Piotr Odoszewski, a trzecie przypadło zespołowi Imasleep.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Edyta Górniak oceniła Alicję Szemplińską. Wskazała jeden kluczowy szczegół

Lubicie oglądać “Must Be The Music’? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Zwyciężczyni Marcelina “Marcycha” Ruczyńska i Sebastian Karpiel-Bułecka (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Miuosh, Natalia Szroeder, Dawid Kwiatkowski, Sebastian Karpiel-Bułecka (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Dawid Kwiatkowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Sebastian Karpiel-Bułecka (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Bagi (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Kuba i Kuba (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Alien & Majtis (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – zwycięzcy 12. edycji
Piotr Odoszewski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Marcelina “Marcycha” Ruczyńska (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Marcelina “Marcycha” Ruczyńska (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Marcelina “Marcycha” Ruczyńska (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Logo programu (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Kuba i Kuba (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Adam Zdrójkowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Maciej Rock (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Natalia Szroeder (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Miuosh (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Patrycja Kazadi (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Robert Wiewióra (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Maciej Rock, Patricia Kazadi, Adam Zdrójkowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Patricia Kazadi (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Bagi (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Piotr Odoszewski
Marcelina “Marcycha” Ruczyńska (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Marcelina “Marcycha” Ruczyńska (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Marcelina “Marcycha” Ruczyńska (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Dawid Kwiatkowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Dawid Kwiatkowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Sebastian Karpiel-Bułecka, Natalia Szroeder … (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Bagi (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Adam Zdrójkowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Bogdan Trojanek przerwał milczenie ws. Viki Gabor. Padły mocne słowa

Opublikowano

w dniu

przez

Wokół życia prywatnego Viki Gabor od miesięcy narasta ogromne zamieszanie. Gdy wydawało się, że temat tajemniczego „romskiego ślubu” powoli ucichł, pojawiły się nowe słowa, które ponownie wywołały lawinę komentarzy. Tym razem głos zabrał sam Bogdan Trojanek i powiedział wprost, jak dziś wygląda sytuacja młodej wokalistki. Dowiedz się więcej!

Jeszcze do niedawna Viki Gabor kojarzona była przede wszystkim z muzycznymi sukcesami, koncertami i rozwijaniem międzynarodowej kariery. Młoda wokalistka przez lata budowała wizerunek artystki skupionej głównie na scenie i nowych projektach zawodowych, unikając większych kontrowersji czy publicznego opowiadania o życiu prywatnym.

Wszystko zmieniło się jednak pod koniec ubiegłego roku. To właśnie wtedy internet obiegły zaskakujące informacje dotyczące rzekomego ślubu wokalistki z Giovannim – wnukiem romskiego celebryty Bogdana Trojanka. Temat błyskawicznie stał się jednym z najgłośniejszych w polskim show-biznesie i wywołał ogromne poruszenie wśród fanów.

Iskrą zapalną okazały się słowa samego Bogdana Trojanka, który zdecydował się publicznie opowiedzieć o całej sytuacji. Jego wypowiedź momentalnie rozeszła się po mediach społecznościowych i wywołała lawinę spekulacji dotyczących relacji młodej wokalistki.

“Tak miało być i tak się stało. Chciałem pastwo poinformować, że jesteśmy w Krakowie. Viki Gabor i mój wnuczek Giovani pobrali się według tradycji romskiej. Nie złamali prawa romskiego. Uciekli sobie, tak jak ich dziadkowie i pradziadkowie, tak i oni sobie uciekli. Od dzisiaj mój wnuczek jest w rodzinie Viki Gabor, a Viki jest w mojej rodzinie. A teraz jedziemy do jej dziadków i rodziców, żebyśmy zrobili tradycję cygańską. Czekajcie na cygańskie, piękne wesele” – mówił mężczyzna pod koniec grudnia.

Internauci byli kompletnie zaskoczeni nie tylko samą informacją o „ślubie”, ale również tym, że Viki Gabor miała być w tak poważnej relacji. Wokalistka wcześniej niezwykle rzadko dzieliła się szczegółami dotyczącymi życia uczuciowego, dlatego w sieci niemal natychmiast pojawiły się dziesiątki teorii i spekulacji.

Jedni gratulowali młodej artystce i kibicowali zakochanym, inni podchodzili do całej sytuacji z dużym dystansem. Wielu fanów zwracało uwagę, że sama Viki Gabor nie odnosiła się jednoznacznie do medialnych doniesień, co tylko jeszcze bardziej podgrzało atmosferę wokół całej sprawy.

POLECAMY: Kto wygrał 13. edycję „Must Be The Music”? Widzowie wybrali

Wokół Viki Gabor znów zrobiło się głośno. Nowe słowa o „romskim ślubie”

Teraz temat ponownie wrócił do mediów. Bogdan Trojanek udzielił wywiadu „Faktowi”, podczas którego został zapytany o to, czy kwestia ślubu młodej wokalistki nadal jest aktualna. Jego odpowiedź okazała się wyjątkowo tajemnicza.

“Na razie jest zamknięty. Nie chcę się wypowiadać na temat jej rodziny. To mnie teraz nie interesuje” – wyznał.

Dopytywany o kontakt z Viki Gabor, dodał:

“Kontakt to jedno, a rodzina to drugie. Dla mnie najważniejszy jest wnuk i wnuczka. Reszta mnie nie interesuje. Nie czuję takiej potrzeby, żeby się kontaktować” – wyznał.

Podczas rozmowy nie zabrakło również pytań dotyczących samego związku Viki Gabor i Giovanniego. Bogdan Trojanek został zapytany wprost, czy zakochani nadal są razem i jak według romskiej tradycji wygląda ich relacja.

“Tak, od pierwszego dnia. U nas to jest proste, jeśli dwoje ludzi jest razem i dzieli życie, to są już mężem i żoną. Według prawa romskiego to małżeństwo. Nie urząd ich połączył, tylko miłość” – powiedział.

Chwilę później celebryta jeszcze mocniej rozwinął swoją wypowiedź i podkreślił, że według romskiej tradycji formalne dokumenty nie mają największego znaczenia, jeśli pomiędzy dwojgiem ludzi istnieje prawdziwe uczucie.

“Ona ma obowiązki jako żona, a on ma obowiązki jako mąż. Dokument jest potrzebny do spraw urzędowych, ale to nie on ich połączył. Połączyła ich miłość. Miłość do siebie, a nie papier. A jeśli jej nie ma, żaden urząd nie sprawi, że ludzie będą razem. Dzisiaj widzimy, że ludzie mają dzieci, mają dokumenty, śluby kościelne, podpisane zobowiązania, a mimo to się rozstają. Miłość nie musi mieć dokumentu. Ona mieszka w sercu, nie w papierach” – kontynuował.

Choć wokół całej sytuacji nadal pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi, jedno jest pewne – temat życia prywatnego Viki Gabor wciąż wzbudza ogromne emocje. Fani z uwagą śledzą każdy nowy komentarz i zastanawiają się, czy wokalistka w końcu sama zdecyduje się publicznie opowiedzieć o swojej relacji i medialnym zamieszaniu, które od miesięcy nie schodzi z nagłówków portali plotkarskich.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Aleksander Sikora przerwał milczenie ws. zwolnienia z TVP: „Bałem się”

Co uważacie o słowach Viki Gabor? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Viki Gabor (fot. screen YouTube TVN.pl)
Bogdan Trojanek i Viki Gabor (fot. screen Facebook Bogdan Trojanek)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Aleksander Sikora przerwał milczenie ws. zwolnienia z TVP: „Bałem się”

Opublikowano

w dniu

przez

Przez lata był jedną z największych twarzy Telewizji Polskiej i trudno było wyobrazić sobie poranki bez jego obecności na ekranie. Gdy nagle stracił pracę, jego życie wywróciło się do góry nogami. Teraz Aleksander Sikora po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o strachu, terapii i bolesnym momencie, który długo nie dawał mu spokoju. Dowiedz się więcej!

Aleksander Sikora przez wiele lat należał do grona najpopularniejszych prezenterów Telewizji Polskiej. Widzowie mogli oglądać go w licznych programach rozrywkowych, koncertach i widowiskach muzycznych. Prezenter współprowadził między innymi „The Voice of Poland”, „Dance Dance Dance”, „You Can Dance. Nowa Generacja”, a także relacje związane z Eurowizją i Eurowizją Junior.

Największą popularność przyniosła mu jednak rola gospodarza programu „Pytanie na śniadanie”. To właśnie tam, u boku Małgorzaty Tomaszewskiej, stworzył duet, który przez lata cieszył się ogromną sympatią widzów. Ich energia, naturalność i swoboda przed kamerami sprawiły, że stali się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych twarzy śniadaniówki TVP2.

Ogromnym zaskoczeniem okazały się więc doniesienia z 2024 roku, kiedy media poinformowały o zakończeniu współpracy Aleksandra Sikory z Telewizją Polską. Prezenter nie ukrywał wtedy, że cała sytuacja była dla niego niezwykle trudna i całkowicie niespodziewana.

W rozmowie z Plotkiem i Marcinem Wolniakiem prezenter przyznał, że po utracie pracy pojawił się u niego ogromny lęk dotyczący przyszłości zawodowej. Jak sam wyznał, wiele osób otwarcie sugerowało mu, że jego kariera właśnie dobiegła końca.

“Trudno, żebym nie miał tego strachu, tym bardziej że było tak wiele ludzi, którzy mówili: “o, teraz to zobaczysz, teraz się nie podniesiesz z podłogi, jesteś na dnie”. Są ludzie, którzy żywią się czyimś nieszczęściem, a dla mnie to było nieszczęście” – powiedział.

POLECAMY: Rewolucja w „Tańcu z Gwiazdami”? Dwie gwiazdy robią przerwę

Aleksander Sikora po latach wrócił do zwolnienia z TVP. „To było nieszczęście”

Prezenter podkreślił również, że utrata ukochanej pracy była dla niego doświadczeniem porównywalnym do ogromnej życiowej straty. Nie ukrywał, że bardzo mocno związał się z programami, które prowadził przez lata i trudno było mu pogodzić się z nagłym zakończeniem tego etapu.

“Nikomu nie życzę utraty pracy. Ja porównuję utratę pracy do utraty kogoś bliskiego, szczególnie jeśli tę pracę się kocha. Ja absolutnie byłem zakochany w swojej pracy, w poprzednim programie porannym czy innych formatach rozrywkowych, które prowadziłem” – przyznał.

Najbardziej bolesne okazało się jednak to, w jaki sposób dowiedział się o zakończeniu współpracy z TVP. Aleksander Sikora przyznał, że nikt wcześniej nie poinformował go osobiście o decyzji stacji, a informacje przeczytał w mediach internetowych.

“W momencie, kiedy dopada cię taka gilotyna, nie możesz się przed nią wymigać ani wykręcić […]. Nikt do ciebie nawet nie dzwoni, żeby ci powiedzieć, że to jest koniec twojej współpracy z daną firmą, tylko dowiadujesz się o tym z ohydnych artykułów […]. To było to dla mnie bardzo bolesne” – dodał.

Po odejściu z Telewizji Polskiej prezenter zmagał się również z obawami dotyczącymi swojej sytuacji finansowej. Jak sam przyznał, był to dla niego jeden z najbardziej stresujących momentów w życiu.

 “Bałem się przede wszystkim, że nie będę miał za co żyć” – wyjaśnił.

Cała sytuacja odbiła się także na jego zdrowiu psychicznym. Aleksander Sikora zdecydował się skorzystać z pomocy terapeuty i rozpoczął psychoterapię, która pomogła mu przepracować trudne emocje związane z utratą pracy.

“[Musiałem] pójść na psychoterapię, żeby to przerobić. I właśnie wtedy usłyszałem to zdanie: “panie Olku, niech pan tak nie umniejsza sobie w sprawie utraty posady”. Bo naprawdę, powtórzę jeszcze raz to zdanie, które nie jest moją mądrością, tylko mojego terapeuty – utrata pracy jest bardzo bliska utraty kogoś, kogo lubisz, szanujesz i kochasz” – wyjaśnił.

Dziś sytuacja prezentera wygląda jednak zupełnie inaczej. Aleksander Sikora z powodzeniem rozwija swoją karierę w Telewizji Polsat, gdzie razem z Olą Filipek prowadzi program „Halo tu Polsat”. Co więcej, już wkrótce pojawi się również podczas Polsat Hit Festiwalu i Festiwalu Piękna, co pokazuje, że mimo trudnych doświadczeń udało mu się wrócić na szczyt i ponownie odnaleźć swoje miejsce w telewizji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb Stanisławy Celińskiej? [SZCZEGÓŁY]

Lubicie oglądać Olka Sikorę w programach Polsatu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ola Filipek i Olek Sikora (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 10 maja 2026
Olek Sikora (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 10 maja 2026
Olek Sikora (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 10 maja 2026
Ola Filipek i Olek Sikora (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 10 maja 2026
Ola Filipek i Olek Sikora (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 10 maja 2026
Aleksander Sikora (fot. Piotr Podlewski/AKPA) – “Gala Kosmetyk Wszech Czasów 2026”
Marta Średnicka, Aleksander Sikora (fot. Piotr Podlewski/AKPA) – “Gala Kosmetyk Wszech Czasów 2026”
Aleksander Sikora (fot. Piotr Podlewski/AKPA) – “Gala Kosmetyk Wszech Czasów 2026”
Aleksander Sikora (fot. Piotr Podlewski/AKPA) – “Gala Kosmetyk Wszech Czasów 2026”

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Przyszłe gwiazdy futbolu zawalczą o Puchar Króla Latino. Szczegóły Skolim Chorten Cup

Opublikowano

w dniu

przez

Muzyka, futbol i marzenia o wielkiej karierze. Skolim Chorten Cup może stać się początkiem drogi do profesjonalnej piłki. Już 13 czerwca Chorten Arena w Białymstoku stanie się miejscem wyjątkowego wydarzenia, które połączy sportowe emocje, muzyczną energię i dziecięce marzenia o wielkiej karierze. Skolim Chorten Cup o Puchar Króla Latino to turniej piłkarski dla najmłodszych zawodników, ale jego znaczenie może okazać się znacznie większe niż tylko jednodniowa rywalizacja o trofeum.

Skolim idzie jak burza. Realizuje się nie tylko jako artysta, ale i biznesmen. Jeszcze nie opadły emocje po premierze klipu króla latino do piosenki „Mamacita”, zaśpiewanej w duecie z Justyną Steczkowską oraz po konferencji prasowej przed Polsat Hit Festiwal z udziałem muzyka, a tu już kolejny news dotyczący gwiazdora! Na profilu Skolima oraz Grupy Chorten pojawiła się zapowiedź wyjątkowego wydarzenia – Skolim Chorten Cup: „Mamy dla Was prawdziwą niespodziankę, szykujcie się! Grupa Chorten oraz Skolim łączą siły i organizują turniej, w którym na murawie zobaczymy być może przyszłe gwiazdy polskiej piłki. Już 13.06.2026 widzimy się na @chortenarena na wyjątkowym wydarzeniu – Skolim Chorten Cup o Puchar Króla Latino! Będzie energia, emocje i klimat, którego nie da się podrobić! Nie może Cię zabraknąć…”

Kto powalczy o wspierany przez PZPN Puchar Króla Latino?

Na murawie białostockiego stadionu pojawi się około 400 młodych piłkarzy, reprezentujących aż 40 drużyn z całej Polski. W zawodach udział wezmą dzieci w wieku 10 i 11 lat, czyli w takim, w którym rodzą się pierwsze wielkie sportowe ambicje, a talent zaczyna przyciągać uwagę trenerów i skautów. Dla wielu uczestników będzie to pierwszy występ na tak dużym stadionie i pierwsza okazja, by poczuć atmosferę prawdziwego piłkarskiego święta. Turniej już teraz wzbudza ogromne zainteresowanie, a dodatkowego prestiżu dodaje fakt, że patronatem objął go m.in. Polski Związek Piłki Nożnej. To sygnał, że wydarzenie ma nie tylko lokalny charakter, ale może odegrać ważną rolę w rozwoju młodych talentów.

POLECAMY: Skolim w objęciach pięknej brunetki. Dokąd razem odjechali pod osłoną nocy?

Życiowa szansa dla przyszłych gwiazd futbolu

Historia piłki nożnej wielokrotnie pokazywała, że wielkie kariery zaczynają się właśnie na takich turniejach. Dla młodych zawodników możliwość gry na profesjonalnym stadionie, przy kibicach i w atmosferze dużego wydarzenia może być momentem przełomowym. To właśnie tutaj rodzi się pewność siebie, motywacja i wiara, że marzenia o zawodowej piłce są w zasięgu ręki. Wielu trenerów podkreśla, że dziecięce turnieje o wysokim poziomie organizacyjnym są niezwykle ważne dla rozwoju młodych sportowców. Rywalizacja z drużynami z różnych regionów Polski pozwala zdobywać doświadczenie, uczyć się odpowiedzialności i radzenia sobie z emocjami. A tych z pewnością nie zabraknie. Skolim Chorten Cup może stać się dla niektórych uczestników początkiem drogi do wielkiej kariery. Być może już dziś na murawie w Białymstoku zobaczymy przyszłych reprezentantów Polski, zawodników Ekstraklasy, a może nawet gwiazdy europejskich klubów. Takie historie zaczynają się właśnie od dziecięcej pasji, determinacji i pierwszych wielkich turniejów.

CZYTAJ TEŻ: Skolim otworzył stację benzynową i liczy fortunę? Kuba Wojewódzki nie gryzł się w język

Sportowe emocje i koncertowa atmosfera

To wydarzenie będzie jednak czymś więcej niż tylko piłkarską rywalizacją. Organizatorzy zadbali także o muzyczne atrakcje, które mają stworzyć wyjątkowy klimat całego dnia. O dobrą energię zadba Skolim, którego utwory od miesięcy podbijają listy przebojów i zdobywają milionowe odsłony w internecie. Obecność artysty, który z piłką nożną również jest za pan brat, sprawia, że turniej nabiera charakteru prawdziwego rodzinnego festiwalu. Połączenie futbolu, muzyki i wspólnej zabawy ma przyciągnąć nie tylko kibiców piłki nożnej, ale całe rodziny, które będą mogły spędzić dzień w atmosferze sportowego święta.

Organizatorzy podkreślają, że Skolim Chorten Cup ma być wydarzeniem otwartym dla wszystkich mieszkańców regionu. Oprócz zmagań sportowych i muzycznych atrakcji uczestnicy będą mogli skorzystać z licznych stref rodzinnych oraz oferty przygotowanej przez producentów czołowych polskich marek spożywczych.

Wszystko wskazuje na to, że 13 czerwca Białystok stanie się stolicą dziecięcego futbolu i dobrej zabawy. To wydarzenie, które może dostarczyć niezapomnianych wspomnień zarówno młodym zawodnikom, jak i kibicom. Jedno jest pewne, dla wielu dzieci będzie to nie tylko turniej. To może być pierwszy krok do spełnienia największych sportowych marzeń.

Nie przegapcie tej daty: 13 czerwca 2026 roku, Chorten Arena w Białymstoku!

Kontynuuj czytanie

news

Kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb Stanisławy Celińskiej? [SZCZEGÓŁY]

Opublikowano

w dniu

przez

Odejście Stanisławy Celińskiej poruszyło całą Polskę. Wybitna aktorka przez lata zachwycała talentem, ale również niezwykłą szczerością i wrażliwością, z jaką mówiła o życiu, przemijaniu i samotności. Teraz opublikowano szczegóły ostatniego pożegnania artystki, a internauci wracają do jej wyjątkowych słów sprzed lat. Dowiedz się więcej!

12 maja 2026 roku media obiegła smutna wiadomość o śmierci Stanisławy Celińskiej. Informacja o odejściu jednej z najwybitniejszych polskich aktorek wywołała ogromne poruszenie zarówno w środowisku artystycznym, jak i wśród widzów, którzy od dekad śledzili jej karierę teatralną, filmową i muzyczną.

Stanisława Celińska była artystką, która przez lata stworzyła dziesiątki niezapomnianych kreacji. Publiczność pokochała ją za role pełne autentyczności i emocji w produkcjach takich jak „Alternatywy 4”, „Panny z Wilka”, „Barwy szczęścia”, „Fuks”, „Ryś”, „Pieniądze to nie wszystko” czy „Serce na dłoni”. Dla wielu widzów była symbolem klasy, talentu i niezwykłej charyzmy.

O śmierci aktorki poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych Joanna Trzcińska, która współpracowała z artystką i prowadziła jej oficjalny profil. Opublikowany wpis szybko rozszedł się po sieci i wywołał falę wzruszających komentarzy.

“Szanowni Państwo, Z wielką rozpaczą muszę Państwa poinformować, że dziś po południu odeszła Nasza Stasia. Mam wielką nadzieję, że spotkała się już z Bogiem, którego tak bardzo kochała. Stasia była Wspaniałym Człowiekiem, Najlepszym jakiego znałam…. […] Joanna Trzcińska – prowadząca ze Stasią ten profil” – napisała na Facebooku.

POLECAMY: Edyta Górniak oceniła Alicję Szemplińską. Wskazała jeden kluczowy szczegół

Kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb Stanisławy Celińskiej?

Kilka dni po tej informacji na oficjalnym profilu Stanisławy Celińskiej pojawił się również nekrolog zawierający szczegóły uroczystości pogrzebowych. Ostatnie pożegnanie aktorki odbędzie się 21 maja w Warszawie i zgromadzi rodzinę, przyjaciół oraz przedstawicieli świata kultury.

Msza żałobna zostanie odprawiona o godzinie 11 w Kościele Środowisk Twórczych przy Placu Teatralnym. Następnie uczestnicy uroczystości odprowadzą artystkę na Powązki Wojskowe, gdzie spocznie wśród najwybitniejszych postaci polskiej historii i sztuki.

“Szanowni Państwo, 21 maja pożegnamy Naszą Stasię. O godzinie 11 w Kościele Środowisk Twórczych w Warszawie przy Placu Teatralnym zostanie odprawiona Msza Żałobna, pogrzeb odbędzie się o godzinie 13 na Powązkach Wojskowych” – czytamy na Facebooku.

Po śmierci aktorki wielu internautów zaczęło przypominać jej dawne wypowiedzi dotyczące przemijania. Stanisława Celińska wielokrotnie podkreślała, że temat śmierci nie budził w niej lęku. Wręcz przeciwnie – traktowała go jako coś naturalnego i nieodłącznego od ludzkiego życia.

Artystka często mówiła o tym, że z biegiem lat coraz bardziej docenia zwykłe chwile, codzienność i relacje z ludźmi. Sława czy sukces zawodowy schodziły dla niej na dalszy plan. Znacznie ważniejsze były emocje, bliskość i poczucie spokoju.

Szczególnie mocno wybrzmiewają dziś jej słowa z wywiadu dla portalu „Więź”, w którym opowiadała o własnym podejściu do odchodzenia i o tym, czego mogłoby jej najbardziej zabraknąć po śmierci.

“Na nowej płycie śpiewam, że nie będę żałowała ani kariery, ani sławy, że “nic nie wywoła mojego smutku, prócz tej stokrotki w moim ogródku”. Najbardziej chyba będzie mi brak dotyku. Choć może, gdy wyruszymy w tę “niebieską podróż”, przekroczymy fizyczność? Będziemy ponad to?” – mówiła dla portalu „Więź”.

Dziś te słowa dla wielu osób brzmią wyjątkowo symbolicznie i poruszająco. Stanisława Celińska pozostawiła po sobie nie tylko imponujący dorobek artystyczny, ale również ogromną wrażliwość i autentyczność, które przez lata przyciągały do niej ludzi. Jej odejście zamknęło ważny rozdział polskiej kultury, jednak pamięć o niej z pewnością pozostanie żywa jeszcze przez długie lata.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak tańczył młody Robert Lewandowski. Małgorzata Tomaszewska pokazała archiwalne wideo

Którą rolę Stanisławy Celińskiej wspominacie najmilej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Stanisława Celińska (fot. screen YouTube TVP Info Publicystyka)
Stanisława Celińska (fot. screen YouTube TVP VOD)
Stanisława Celińska (fot. screen YouTube Jedynka – Program 1 Polskiego Radia)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością