PRZEłowca
Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty
Miało być sportowe święto i walka o medale, a wybuchł konflikt, który wstrząsnął reprezentacją. Jedna z zawodniczek nie wytrzymała i publicznie uderzyła w związek. Odpowiedź prezesa była natychmiastowa i wyjątkowo ostra. Poznaj kulisy sprawy już teraz!
Zimowe igrzyska olimpijskie tradycyjnie przyciągają przed telewizory nie tylko zagorzałych fanów sportu, ale również tych, którzy na co dzień nie śledzą rywalizacji na najwyższym poziomie. To właśnie w czasie olimpijskiej gorączki wiele osób po raz pierwszy zaczyna interesować się łyżwiarstwem figurowym, saneczkarstwem, biegami narciarskimi czy skokami. Atmosfera wielkiego święta sportu sprawia, że nazwiska zawodników w ciągu kilku dni stają się powszechnie rozpoznawalne, a emocje udzielają się nawet najbardziej obojętnym widzom.
Tegoroczne zmagania odbywają się we Włoszech – w Mediolanie, Cortinie d’Ampezzo oraz Predazzo. Każdy dzień przynosi nowe historie: triumfy, dramaty i nieoczekiwane zwroty akcji. Właśnie takie momenty budują legendę igrzysk i zapisują się w pamięci kibiców na długie lata.
Polscy fani mają powody do dumy. Medale zdobyli Kacper Tomasiak oraz Władimir Semirunnij, dostarczając biało-czerwonym ogromnych emocji i radości. Ich sukcesy stały się jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych i programach sportowych. Jednak igrzyska to nie tylko chwile triumfu – to także bolesne rozczarowania.
POLECAMY: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim
Andżelika Wójcik uderza w Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego. Co się stało?
Start Andżelika Wójcik w biegu na 500 metrów miał być jednym z ważniejszych punktów dla polskiej kadry łyżwiarstwa szybkiego. Ostatecznie zawodniczka zajęła 11. miejsce. Po przekroczeniu linii mety nie kryła łez. Szybko okazało się jednak, że jej emocje nie wynikają wyłącznie z miejsca w tabeli, ale z głębszego poczucia zawodu i frustracji.
W rozmowie z Eurosportem Andżelika Wójcik zdecydowała się na szczere wyznanie, które wywołało prawdziwą burzę. Zasugerowała, że w kluczowym momencie przygotowań do igrzysk została bez odpowiedniego wsparcia.
Po tak ciężkim czteroleciu i tak ciężkim okresie sportowo już to powiem, bo i tak pojawi się to w mediach. W tym sezonie przygotowywałam się sama, byłam bez trenera. Jest to przykre, po prostu. Na rok olimpijski zostałam sama, bez opieki i przygotowań – powiedziała.
Jej słowa błyskawicznie obiegły media. Kibice zaczęli zadawać pytania o kulisy pracy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Czy rzeczywiście jedna z czołowych zawodniczek została pozostawiona sama sobie w najważniejszym sezonie czterolecia?
Na odpowiedź prezesa Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego fani olimpiady nie musieli długo czekać. Rafał Tataruch w rozmowie z Eurosportem stanowczo zaprzeczył wersji przedstawionej przez zawodniczkę. Jego wypowiedź była równie mocna jak wcześniejsze słowa łyżwiarki.
To są kłamstwa albo wymyślone rzeczy. My bardziej się staraliśmy o tę opiekę niż ona jej chciała. To nie jest łatwa osoba, pokłóciła się ze wszystkimi możliwymi trenerami. […] Do Salt Lake City, czyli do końca października, miała opiekę. Tam poprosiła, by odejść z grupy. Ona po prostu w niej nie funkcjonuje. Kłóci się ze wszystkimi, nie realizuje planów treningowych – wyjaśnił.
Prezes zaznaczył, że łyżwiarka nie była pozostawiona bez wsparcia szkoleniowego, a nad przebiegiem jej przygotowań czuwała Agata Jabłońska, pełniąca funkcję team leaderki kadry i wspierająca ją m.in. podczas rozgrzewek oraz kontroli czasów. W jego ocenie narracja o „samotności” nie oddaje rzeczywistego stanu rzeczy i jest raczej konsekwencją rozczarowania po nieudanym występie niż odzwierciedleniem faktów.
Dla kibiców to jednak trudna sytuacja. Z jednej strony chcą wspierać zawodniczkę, która otwarcie mówi o swoich odczuciach. Z drugiej – słyszą stanowcze zaprzeczenia ze strony władz związku. Prawda, jak to zwykle bywa, może leżeć gdzieś pośrodku.
Jedno jest pewne: zimowe igrzyska to nie tylko walka o medale, ale także kulisy, które rzadko wychodzą na światło dzienne. Konflikt wokół Andżeliki Wójcik jeszcze długo będzie komentowany w środowisku sportowym. Tymczasem olimpijskie zmagania trwają dalej, a ceremonia zamknięcia odbędzie się w niedzielę 22 lutego 2026 roku, symbolicznie kończąc jedno z najbardziej emocjonujących wydarzeń sportowych tej zimy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza w sieci po wyznaniu Andziaks. Tak nazwała swojego syna
Która dyscyplinę sportową oglądacie najchętniej podczas olimpiady? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!


Autor: Szymon Jedynak
PRZEłowca
Obejrzałem dwa odcinki „Proud”. Takiego serialu w Polsce dawno nie było?
Nowa produkcja HBO Max dopiero zadebiutowała, a już wywołuje ogromne emocje wśród widzów i krytyków. Nagrody zdobyte jeszcze przed premierą nie były przypadkiem, bo „Proud” okazuje się czymś znacznie więcej niż kolejnym polskim serialem obyczajowym. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z jednym z najlepszych tytułów ostatnich lat? Przeczytaj poniższą recenzję, aby dowiedzieć się więcej!
Pierwszy odcinek nowej polskiej produkcji HBO Original „Proud” zadebiutował na platformie HBO Max w ubiegłym tygodniu, a już teraz serial jest jednym z najgłośniej komentowanych tytułów tego lata. Ośmioodcinkowa produkcja przyciąga uwagę nie tylko tematyką, ale również imponującą obsadą, w której znaleźli się między innymi Ignacy Liss, Kamil Studnicki, Maria Sobocińska, Maja Ostaszewska, Joanna Kulig, Mateusz Więcławek oraz Piotr Pacek.
Jeszcze przed premierą serial odniósł sukces na arenie międzynarodowej. Światowa premiera „Proud” odbyła się podczas prestiżowego festiwalu Series Mania, gdzie produkcja została zaprezentowana w konkursie głównym. Serial zdobył najważniejszą nagrodę festiwalu, a dodatkowo wyróżniony został również Ignacy Liss, który odebrał statuetkę dla najlepszego aktora.
Fabuła skupia się na losach Filipa, młodego modela, który sprawia wrażenie człowieka żyjącego bez żadnych ograniczeń. Bohater próbuje ukryć swoje lęki i niepewność pod maską pewności siebie, a kolejne imprezy, romanse i beztroskie decyzje mają zagłuszyć trudne doświadczenia z dzieciństwa spędzonego w domu dziecka.
Jego życie zmienia się jednak w jednej chwili. Filip otrzymuje wiadomość, która całkowicie wywraca jego dotychczasowy świat do góry nogami. To właśnie ten moment staje się początkiem emocjonalnej podróży, podczas której bohater musi zmierzyć się z dorosłością, odpowiedzialnością i własną tożsamością.
POLECAMY: Andrzej Rosiewicz w „Tańcu z Gwiazdami”? Sam zabrał głos
„Proud” to najlepszy polski serial roku? Po dwóch odcinkach jestem bliski takiego werdyktu [RECENZJA]
Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków mogę śmiało powiedzieć, że „Proud” to jeden z najlepszych polskich seriali, jakie widziałem w ostatnich latach. Oczywiście to dopiero początek historii, ale już teraz widać, że twórcy przygotowali coś wyjątkowego. To świeży oddech po ogromnej stagnacji na rynku serialowym, który od lat zdominowany jest przez kolejne kryminały i sensacyjne produkcje.
Ogromnym atutem serialu jest również fakt, że HBO Max postawiło na historię queer/LGBT, nie traktując jej jako dodatku czy kontrowersji dla samej kontrowersji. Tematyka została przedstawiona naturalnie i wiarygodnie, a bohaterowie nie są jednowymiarowi. Dzięki temu widz bardzo szybko angażuje się emocjonalnie w ich losy.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje Ignacy Liss. Aktora mogliśmy wcześniej oglądać między innymi w produkcjach „Marzec ’68”, „Warszawianka” czy Polsatowskim serialu „Teściowie”, jednak wszystko wskazuje na to, że rola Filipa może okazać się przełomowym momentem w jego karierze. Liss praktycznie od pierwszej sceny przykuwa uwagę i bez najmniejszego problemu staje się centralnym punktem całej opowieści.
Największe wrażenie robi jednak jego autentyczność. Aktor znakomicie operuje emocjami, a wiele kluczowych momentów rozgrywa dosłownie spojrzeniem czy drobnym gestem. To jedna z tych kreacji, w których twarz mówi więcej niż najdłuższe dialogi. Widać zagubienie, bunt, strach, ale też potrzebę bliskości i akceptacji. Nawet w najbardziej odważnych, intymnych i wymagających scenach wypada niezwykle naturalnie, dzięki czemu widz ani przez chwilę nie ma poczucia sztuczności. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oglądamy aktora, który właśnie wchodzi na zupełnie nowy poziom i udowadnia, że stać go na role z najwyższej półki.
Moją uwagę zwróciła także Maja Ostaszewska, która na razie pojawia się jako postać drugoplanowa, ale kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Jej bohaterka przypomina momentami nieco Małgorzatę Wilk z serii filmów „Teściowie” – jest błyskotliwa, ironiczna i świetnie napisana. Jej komentarze oraz puenty należą do najmocniejszych elementów dwóch pierwszych odcinków.
Czujni widzowie mogli wychwycić również bardzo ciekawy smaczek. W jednej ze scen bohater grany przez Ignacego Lissa trafia do studia „Dzień Dobry TVN”, gdzie ma wystąpić w roli modela. Uwagę zwraca jednak nie tylko sama scena, ale także osoby pojawiające się w roli prowadzących program śniadaniowy.
Na ekranie zobaczyć można Jana Pirowskiego, który już w lipcu oficjalnie zadebiutuje jako prowadzący „Dzień Dobry TVN”, a partneruje mu Izabella Krzan. Czy to jedynie serialowy przypadek, czy może subtelna podpowiedź ze strony stacji? Na razie pozostaje to jedynie w sferze spekulacji, ale trudno przejść obok takiego szczegółu obojętnie.
Warto też docenić to, jak „Proud” wygląda od strony realizacyjnej. Montaż jest szybki, ale nie chaotyczny, dzięki czemu serial ogląda się bardzo płynnie. Kamera cały czas jest blisko bohaterów, a niektóre ujęcia robią naprawdę duże wrażenie i budują klimat scen lepiej niż dialogi. Dużym atutem jest również tempo opowieści – twórcy nie rozwlekają wątków i od razu przechodzą do konkretów. Pomagają w tym także odcinki trwające niespełna 40 minut, które sprawiają, że chce się od razu włączyć kolejny.
Po dwóch pierwszych epizodach mam poczucie i śmiało mogę stwierdzić, że HBO Max wreszcie zaproponowało serial obyczajowy, który nie próbuje być kolejnym kryminałem ani sensacją. Jeśli następne odcinki utrzymają ten poziom, „Proud” może okazać się jedną z najciekawszych polskich premier tego roku.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polski influencer miał poważny wypadek. Internauci ruszyli ze wsparciem
Mieliście już okazję obejrzeć nowy serial HBO MAX? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Przez trzy dni zbierał butelki na festiwalu. Ile zarobił?
Większość uczestników przyjechała na festiwal dla muzyki i zabawy. Jeden z nastolatków postanowił jednak spojrzeć na wydarzenie zupełnie inaczej i zamienił teren imprezy w nietypowe miejsce pracy. Efekty jego trzydniowej akcji zaskoczyły nawet internautów. Dowiedz się więcej!
Podczas tegorocznego Mystic Festivalu, który odbywał się od 4 do 6 czerwca, jeden z nastolatków postanowił przeprowadzić nietypowy eksperyment. Zamiast skupiać się wyłącznie na koncertach i festiwalowych atrakcjach, postanowił sprawdzić, ile pieniędzy można zarobić dzięki systemowi kaucyjnemu, zbierając porzucone opakowania pozostawione przez uczestników imprezy.
Całą akcję relacjonował w mediach społecznościowych. Jak wyjaśnił na opublikowanym nagraniu, każdego dnia pojawiał się na terenie festiwalu około godziny 16:30 i pozostawał tam aż do późnych godzin wieczornych. Przez trzy dni konsekwentnie przemierzał teren wydarzenia, zbierając pozostawione butelki i kubki.
Do przedsięwzięcia przygotował się bardzo profesjonalnie. Zaopatrzył się w rękawiczki ochronne oraz kilkanaście dużych worków na odpady o pojemności 240 litrów każdy. W pobliżu miał również zaparkowanego busa, do którego regularnie przewoził zebrane opakowania. Jak relacjonował, jednorazowo mógł zmieścić w pojeździe nawet piętnaście pełnych worków.
W trakcie pracy dokładnie segregował znalezione opakowania. Jedną grupę stanowiły butelki objęte systemem kaucyjnym, za które można było odzyskać pieniądze. Drugą były specjalne festiwalowe kubki, których wartość okazała się znacznie wyższa.
POLECAMY: Kuba Wojewódzki zakpił z Mai Chwalińskiej? Jego słowa wywołały poruszenie
Ile zarobił na butelkach kaucyjnych? [WIDEO]
Już podczas trwania wydarzenia postanowił oddać pierwszą partię zebranych butelek. Około trzydziestu szklanych opakowań przyniosło mu szybki zarobek w wysokości 30 zł. Był to jednak dopiero początek całej akcji.
Następnie udał się do butelkomatu znajdującego się w jednym ze sklepów sieci Lidl. Tam rozpoczął wielogodzinną walkę z ogromną liczbą zebranych opakowań. Jak przyznał, cały proces trwał około trzech godzin i nie obyło się bez problemów.
Urządzenia kilkukrotnie ulegały awariom, co wymagało interwencji pracowników sklepu. Mimo tych trudności nastolatek nie zrezygnował i przed zamknięciem marketu zdołał opróżnić aż pięć dużych worków pełnych butelek. Efekt jego pracy okazał się imponujący.
Po zakończeniu zwrotu opakowań otrzymał bon o wartości 651,90 zł. To jednak nie był koniec. Część zebranych butelek nie została oddana tego samego dnia. Według jego własnych szacunków ich wartość wynosiła jeszcze około 350 zł, co znacząco zwiększało końcowy wynik całego przedsięwzięcia.
Na tym zarobek się nie skończył. Dużą część przychodu stanowiły także festiwalowe kubki objęte wysoką kaucją. Nastolatek przyznał, że za same kubki miał otrzymać „prawie 600 zł, jak nie ponad”. Przy stawce wynoszącej 15 zł za sztukę oznaczało to zwrot około czterdziestu kubków.
Po podliczeniu wszystkich opakowań okazało się, że trzydniowa akcja mogła przynieść nawet około 1600 zł przychodu. Wynik błyskawicznie wywołał dyskusję w internecie. Jedni byli pod wrażeniem przedsiębiorczości nastolatka, inni zwracali uwagę na ogromną liczbę opakowań pozostawianych po masowych imprezach.
“Super, że to robisz; Nie uważam, żeby to było wstydem; Przynajmniej dba o ekologię; Takich ludzi nam potrzeba; Lepiej zbierać niż wyrzucać do kosza; Taka kasa na ulicy nie leży” – komentowali obserwatorzy.
Historia pokazuje również, jak duże znaczenie zaczyna odgrywać system kaucyjny, który funkcjonuje w Polsce od 1 października 2025 roku. Obecnie za szklaną butelkę wielokrotnego użytku o pojemności do 1,5 litra można odzyskać 1 zł kaucji, natomiast za plastikowe butelki PET do 3 litrów oraz aluminiowe puszki do 1 litra przysługuje zwrot w wysokości 50 groszy.
Choć dla większości uczestników Mystic Festival był przede wszystkim muzycznym świętem, dla jednego nastolatka okazał się także nieoczekiwaną okazją do zarobku. Jego historia błyskawicznie obiegła media społecznościowe i pokazała, że czasami wystarczy odrobina pomysłowości oraz determinacji, by zamienić porzucone odpady w całkiem pokaźną sumę pieniędzy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim postawił na odważną zmianę. Efekt zaskoczył nawet fanów
Zbieracie czy wyrzucacie butelki kaucyjne? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!
@djiskra.pl ZARABIAM NA BUTELKACH KAUCYJYCH PART 2 #kaucja #butelkizwrotne ♬ oryginalny dźwięk – DJ ISKRA


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
PRZEłowca
Historyczny sukces Polaka na Eurowizji. Europa oszalała na punkcie jego występu
To sukces, o którym mówi dziś cała muzyczna Europa. Polska po raz kolejny udowodniła swoją siłę na międzynarodowej scenie, a występ młodego reprezentanta zachwycił zarówno jurorów, jak i widzów. Niewielu spodziewało się, że tegoroczny konkurs zakończy się dla naszego kraju w tak spektakularny sposób. Dowiedz się więcej!
W minioną sobotę Polska po raz kolejny zapisała się na kartach historii europejskich konkursów muzycznych. Podczas Eurowizji dla Młodych Muzyków 2026, która odbyła się w Erywaniu, nasz kraj sięgnął po najwyższe trofeum. Decyzją czteroosobowego jury zwycięzcą został Michał Stochel, który zachwycił wykonaniem III części „Concerto Classico” autorstwa Mikołaja Majkusiaka.
Występ młodego Polaka od pierwszych dźwięków przyciągnął uwagę zarówno publiczności zgromadzonej na miejscu, jak i widzów śledzących wydarzenie przed telewizorami. Jurorzy byli pod ogromnym wrażeniem nie tylko umiejętności samego muzyka, ale również kompozycji przygotowanej specjalnie na konkurs.
Ogromnych emocji nie kryli także komentatorzy TVP Kultura. Sylwia Janiak-Kobylińska oraz Robert Kamyk już chwilę po zakończeniu występu Polaka byli przekonani, że był to jeden z najmocniejszych momentów całego wieczoru.
„Wow! Co za energia, co za ekspresja! Ten występ to naprawdę nasz sukces” – mówił Robert Kamyk zaraz po tym, gdy Polak zakończył swój występ.
Tegoroczne zwycięstwo ma szczególny wymiar. Michał Stochel został bowiem pierwszym w historii Eurowizji dla Młodych Muzyków akordeonistą, który sięgnął po główną nagrodę. Tym samym przeszedł do historii konkursu i dołączył do grona najbardziej utalentowanych młodych instrumentalistów Europy.
Dzięki triumfowi 18-latka Polska może pochwalić się już czwartym zwycięstwem w historii konkursu. Wcześniej nasi reprezentanci triumfowali w latach 1992, 2000 oraz 2016. Tegoroczny sukces dopisuje kolejny rozdział do imponującej historii polskich występów na tej prestiżowej imprezie.
Oprócz statuetki i tytułu zwycięzcy Michał Stochel otrzymał także wyjątkową nagrodę. Młody muzyk będzie miał możliwość występowania z ormiańską orkiestrą filharmonii podczas kolejnego sezonu artystycznego. To ogromna szansa na dalszy rozwój kariery i zdobywanie międzynarodowego doświadczenia.
POLECAMY: Opole 2026: Występ Igora Herbuta podzielił widzów? Poszło o przebój Rodowicz
Tak przebiegła tegoroczna Eurowizja dla Młodych Muzyków [WYNIKI]
Drugie miejsce w konkursie zajęła reprezentująca Łotwę marimbistka Sonja Misiņa. To właśnie dzięki jej wysokiej lokacie przyszłoroczna Eurowizja dla Młodych Muzyków odbędzie się na Łotwie. Gospodarzem wydarzenia będzie Lipawa – trzecie co do wielkości miasto kraju, które w 2027 roku będzie pełnić również funkcję Europejskiej Stolicy Kultury.
Na najniższym stopniu podium znalazła się reprezentantka gospodarzy, flecistka Elen Virabyan z Armenii. Organizatorzy konkursu zostali bardzo wysoko ocenieni za przygotowanie wydarzenia. Widzowie mogli oglądać specjalne pocztówki prezentujące miasta uczestników, a motywem przewodnim całego widowiska było malarstwo.
Choć TVP Kultura zrezygnowała z emisji części artystycznej i przeszła bezpośrednio do ogłoszenia wyników, polscy widzowie z pewnością nie mają powodów do narzekań. W końcu miniona sobota zakończyła się dla naszego kraju jednym z największych sukcesów ostatnich lat w świecie muzyki klasycznej, a nazwisko Michała Stochela na długo pozostanie symbolem tego historycznego triumfu.
Tegoroczny konkurs był również wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Organizatorzy potwierdzili, że od teraz Eurowizja dla Młodych Muzyków będzie odbywać się co roku, a nie – jak dotychczas – co dwa lata. Oznacza to, że kolejna edycja odbędzie się już w 2027 roku.
Gospodarzem wydarzenia będzie Łotwa, której reprezentantka Sonja Misiņa zajęła w Erywaniu drugie miejsce. Konkurs zostanie zorganizowany w Lipawie – trzecim co do wielkości mieście kraju, które w przyszłym roku będzie również nosić tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Wszystko wskazuje na to, że po historycznym sukcesie Michała Stochela polscy melomani już teraz z niecierpliwością będą czekać na kolejną edycję i szansę na następny triumf biało-czerwonych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mietek Szcześniak zabrał głos po słowach Skolima. Ma rację?
Podobał Wam się występ 18-latka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?
Jeszcze kilka dni temu internet żył kolejną szaloną akcją Łatwoganga, który postanowił przejechać rowerem całą Polskę, by zebrać miliony na leczenie chorego chłopca. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, gdy influencer niespodziewanie nadał dramatyczny komunikat do swoich widzów. Fani są podzieleni, a w sieci rozpętała się gorąca dyskusja. Dowiedz się więcej!
Łatwogang w ciągu ostatnich tygodni wyrósł na jedną z najgłośniejszych postaci polskiego internetu. Jeszcze niedawno mało kto spodziewał się, że młody twórca internetowy będzie w stanie porwać miliony ludzi do wspólnego działania charytatywnego. Tymczasem jego poprzednia akcja okazała się absolutnym fenomenem, o którym mówiły nawet zagraniczne media. Wydarzenia z niewielkiej kawalerki influencera śledziła cała Polska, a internet praktycznie żył tylko jednym tematem.
Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu zastanawiało się, czy Łatwogang będzie w stanie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć swoich odbiorców. Okazało się, że influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem. Tym razem postanowił połączyć ekstremalne wyzwanie fizyczne z pomocą dla chorego dziecka. 23-latek wsiadł na rower i zapowiedział trasę przez całą Polskę, aby nagłośnić zbiórkę dla 8-letniego Maksia Tockiego.
Nowa akcja od samego początku budziła ogromne emocje. Internauci śledzili każdy kilometr trasy, regularnie wpłacając pieniądze i motywując influencera do dalszej jazdy. Widzowie szybko zauważyli jednak, że wyzwanie jest znacznie trudniejsze, niż mogło się wydawać na początku. Wielogodzinne transmisje pokazywały zmęczenie, brak snu oraz coraz większe problemy organizmu influencera.
Mimo trudności zbiórka rozwijała się w błyskawicznym tempie. Kwota rosła praktycznie z godziny na godzinę, a tysiące osób ponownie zaangażowały się w akcję charytatywną. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy wspierających Łatwoganga, a wielu internautów pisało wprost, że podziwia jego determinację i poświęcenie. Wszystko wskazywało na to, że influencer dopnie swego i zrealizuje ambitny plan do samego końca.
Wcześniej twórca zapowiedział, że jeśli przed dotarciem do Warszawy uda się zebrać 12 milionów złotych, pojedzie nie tylko do Gdańska, ale wróci także z nad morza aż do Zakopanego. Dla widzów była to kolejna motywacja do wpłat, a sam challenge zaczął przypominać internetowy maraton emocji, który z każdą godziną przyciągał nowych odbiorców.
„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.
POLECAMY: Polsat Hit Festiwal 2026: Kto przyciągnął największą uwagę? [FOTO]
Łatwogang przerywa nową akcję. Co się stało?
Sytuacja niespodziewanie zmieniła się jednak w sobotnie popołudnie. Około godziny 15:00 Łatwogang połączył się z fanami na streamie i przekazał wiadomość, której wielu kompletnie się nie spodziewało. Już po pierwszych słowach było widać, że influencer jest wyraźnie wyczerpany i ma problem z kontynuowaniem wyzwania.
“Taki troszeczkę cięższy temat. (…) Słuchajcie, sytuacja jest taka, że wydaje mi się, patrząc na to, jak się czuję i jak wszystko wygląda, biorąc pod uwagę, że mamy 360 kilometrów, to mam poczucie, że to, by wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie, będzie niemożliwe dla mnie fizycznie” – ogłosił podczas transmisji.
Influencer postanowił od razu szczerze wyjaśnić fanom, z czego wynika jego decyzja. Jak przyznał, organizm zaczął odmawiać mu posłuszeństwa. Długie godziny jazdy, brak odpowiedniej regeneracji i ogromne zmęczenie sprawiły, że dalsza część trasy mogłaby okazać się zwyczajnie zbyt niebezpieczna dla jego zdrowia.
“Chcę Wam powiedzieć to teraz, na tym etapie. Na pewno dojadę do Gdańska z Zakopanego. Dajcie znać, co o tym myślicie. Czy to jest jakkolwiek dla Was okej? (…) Przerosła mnie ta cała sytuacja, już widzę, że od trzech godzin mam problemy żołądkowe, odwadniam się bardzo silnie” – tłumaczył swoim widzom.
Po tych słowach internet momentalnie podzielił się na dwa obozy. Część internautów podkreślała, że zdrowie jest najważniejsze i nikt nie powinien oczekiwać od influencera przekraczania granic własnego organizmu. Inni zwracali jednak uwagę, że wcześniejsze deklaracje dotyczące przejazdu przez całą Polskę były bardzo konkretne i teraz czują się rozczarowani zmianą planów.
Nie zmienia to jednak faktu, że akcja Łatwoganga ponownie zgromadziła wokół siebie gigantyczną społeczność i pomogła nagłośnić zbiórkę dla chorego dziecka. Sam influencer wielokrotnie podkreślał, że najważniejszym celem całego przedsięwzięcia jest pomoc Maksiowi Tockiemu, a nie bicie rekordów czy udowadnianie czegokolwiek za wszelką cenę.
Choć dziś nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie zakończy się cała wyprawa, jedno jest pewne – Łatwogang po raz kolejny udowodnił, że potrafi poruszyć internet i zmobilizować tysiące ludzi do działania. A emocje wokół jego rowerowego wyzwania prawdopodobnie jeszcze długo nie opadną.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język
Podobają Wam się akcje charytatywne Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuDowbor zakpił z odejścia z „DDTVN”. Koroniewska pokazała wszystko w sieci
-
news5 dni temuDrożdżówka z poziomkami za 60 zł? Rozkoszny pokazał rozwiązanie [PRZEPIS]
-
news3 dni temuDowbor i Krupińska pochwalili się swoimi pociechami. Rzadki widok
-
news4 dni temuŁukasz “Luka” Trochowicz wrócił do tematu ORIENTACJ. Detektywi TikToka mieli rację?
-
news4 dni temuSebastian Fabijański z mocnym przesłaniem. Fani nie kryją wzruszenia
-
news4 dni temuDorota Wellman stworzy NOWY duet w „Dzień dobry TVN”. Kiedy debiut?
-
news4 dni temuCiężarna Dominika Serowska pokazała się pod kroplówką. Wiemy, co się stało
-
news2 dni temuMąż Sylwii Peretti ARESZTOWANY. Celebrytka zabrała głos

Dodaj komentarz