showbiz
Gamou Fall bliski rezygnacji z „Tańca z Gwiazdami”? Prawda wyszła na jaw
To miał być jeden z najbardziej przewidywalnych odcinków tej edycji, a zamienił się w prawdziwy rollercoaster emocji. Nikt nie był gotowy na to, co wydarzyło się tuż przed ogłoszeniem wyników. A to dopiero początek tego, co przyniósł ten wieczór. Sprawdź, co po odcinku wyznał sam Gamou Fall!
Półfinał 18. edycji „Tańca z Gwiazdami” okazał się jednym z najbardziej dramatycznych odcinków w historii programu. Od pierwszych minut było jasne, że emocje sięgną zenitu, ale nikt nie spodziewał się aż takiego natężenia wydarzeń. Łzy, wzruszenia i napięcie towarzyszyły zarówno uczestnikom, jak i widzom przed telewizorami.
Największy szok przyszedł w momencie, gdy Piotr Kędzierski tuż przed ogłoszeniem wyników zdecydował się na niespodziewane wyznanie. Jego rezygnacja z dalszego udziału w programie wprawiła wszystkich w osłupienie i natychmiast stała się jednym z najgłośniejszych momentów tego sezonu.
Decyzja Piotra Kędzierskiego oznaczała koniec jego rywalizacji w duecie z Magdaleną Tarnowską. Dla wielu widzów był to cios, bo para przez tygodnie budowała swoją pozycję i zyskała sympatię publiczności. Nagle wszystko się zakończyło i to w najmniej oczekiwanym momencie.
“Szanowni państwo, mam oczy i widzę, jaki prezentuję poziom taneczny. Nie mógłbym sobie wyobrazić lepszej nauczycielki niż Magda Tarnowska. Pani Magda zmierzyła się z bardzo trudnym wyzwaniem. Dziękuję za pokazanie mi, że niemożliwe nie istnieje. Ten program służy rozrywce, dla mnie każdy odcinek był małym finałem. Myślę, że półfinał to dobry moment, by powiedzieć: dziękuję. Za moimi plecami stoją ludzie, którzy zasługują za finał. Bardzo dziękuję za każdy głos, każdego sms-a, żebyście się państwo na nas nie złościli. Zapytaj się Krzysiek szefów, czy możemy przekazać zyski z dzisiejszych sms-ów na szczytny cel? Róbmy dobre rzeczy, szanujmy się, bawmy się dobrze, do zobaczenia wkrótce” – powiedział Kędzierski.
Jednak to nie był koniec niespodzianek. Produkcja i jury postanowiły pójść o krok dalej i podjęły decyzję, która jeszcze bardziej podgrzała atmosferę. Po dogrywce wydarzyło się coś, czego wcześniej w programie nie było.
Decyzją jurorów do finału awansowały aż cztery pary. Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke oraz Paulina Gałązka i Michał Bartkiewicz dołączyli do Sebastiana Fabijańskiego i Julii Suryś oraz Gamou Falla i Hanny Żudziewicz. Taki obrót spraw zaskoczył absolutnie wszystkich.
“Tego jeszcze nie było; Nie za dużo tych par w finale; Beznadziejna decyzja jury; Miały odpaść dwie pary; I dobrze, niech wszyscy mają równe szanse; Nikt nie zasłużył na eliminację oprócz Piotra” – pisali internauci.
POLECAMY: Rafał Ura z „Farmy” przerwał milczenie. Ujawnił kulisy programu
Gamou Fall chciał zrezygnować z udziału w “TzG”?
Tuż po ogłoszeniu wyników głos zabrał Gamou Fall, który nie krył emocji po tym, co właśnie się wydarzyło. Jego reakcja była szczera i pełna niedowierzania, co tylko pokazuje, jak wielkim zaskoczeniem był dla niego awans do finału.
“Jeszcze chyba to do mnie nie dociera, ale cieszę się na maksa. Naprawdę. Powiem wam, że gdyby ktoś mi powiedział na początku tej edycji, że tu będę, to bym chyba nie uwierzył” – powiedział aktor w rozmowie z Party.pl.
Co ciekawe, artysta przyznał również, że jego droga w programie wcale nie była tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Za kulisami zmagał się z wątpliwościami, które mogły zakończyć jego udział znacznie wcześniej.
“Miałem taki moment, że mówię, nie, kurde, chyba wyjeżdżam. W sensie chyba muszę wyjechać” – dodał w tej samej rozmowie.
To wyznanie pokazało, jak ogromną presją jest udział w takim formacie. Nawet najbardziej zmotywowani uczestnicy przechodzą chwile zwątpienia, które mogą wpłynąć na ich dalsze decyzje.
Przed nami wielkie finałowe starcie, które zapowiada się równie emocjonująco. Już w najbliższą niedzielę wszystkie pary zaprezentują aż trzy choreografie, w tym wyczekiwany freestyle, który często decyduje o zwycięstwie. Jedno jest pewne – po takim półfinale finał musi przejść do historii.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto jest w finale „Tańca z Gwiazdami”? Tego nikt nie przewidział
Czy Gamou Fall zasługuje na wygraną? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!









Autor: Szymon Jedynak
-
Najlepsi, cudowni. Trzymam za Was kciuki z całej siły.
-
Ta para jest super
zasłużyli na kryształową kule. M.Boczarska równie dobrze tańczy i też zasługuje na nagrodę E -
Uważam że wszystkie 4 pary zasłużyły sobie w 💯 procentach na wejście do finału ponieważ wszystkie są bezbłędne ale wiadomo że można oddać głos tylko na jedną parę, moimi faworytami od samego początku jest para numer 10 Gamou Fall i Hania Zudziewicz i mój głos należy do nich!
-
Kryształowa kulę widzę e rękach GAMU facet świetnie tanczy pokazał to zHanna …oraz jak tanczyl Magdą pasa-doble Wspaniałe.lnteligetny’świetnie tanczy nie GWIAZDOŻY jak niejedni. ZASUGUJE NA KULĘ
-
Tak ta para zasługuje na krysztalową kule.Nikt tak pięknie nie zatańczyl do tej pory w tańcu z gwiazdami.Serdecznie życzę wygranej.
-
Od pierwszego odcinka jest to najlepsza para w tej edycji tzg. W finale powinni się spotkać z JACKIEM I MAGDĄ.
-
Jestem zauroczona tą parą..piękni i zdolni. Hania cud dziewczyna a Gamou przystojniak…oby wygrali. Powidzenia
-
Od pierwszego odcinka jest to najlepsza para w tej edycji tzg. W finale powinni się spotkać z JACKIEM I MAGDĄ.
news
Sylwia Bomba po rozstaniu znów pokazała się z Collinsem. Powrót jest możliwy?
Rozstanie Sylwii Bomby i Grzegorza Collinsa wywołało ogromne poruszenie w polskim show-biznesie. Choć wielu spodziewało się medialnej burzy, kolejne działania byłych partnerów pokazują zupełnie inny obraz tej sytuacji. Dowiedz się więcej!
Sylwia Bomba i Grzegorz Collins przez wiele miesięcy uchodzili za jedną z najbardziej zgodnych par polskiego show-biznesu. Wspólne podróże, romantyczne zdjęcia oraz kolejne projekty zawodowe sprawiały, że fani z ogromnym zainteresowaniem śledzili rozwój ich relacji. Nic więc dziwnego, że informacje o rozstaniu były dla wielu ogromnym zaskoczeniem.
Za oficjalny początek ich związku uznaje się jesień 2023 roku, kiedy po raz pierwszy pokazali się razem podczas branżowych wydarzeń. Jak sami później przyznawali, ich znajomość rozpoczęła się jednak znacznie wcześniej. Przez długi czas chronili swoją prywatność i dopiero z czasem zdecydowali się opowiedzieć światu o swoim uczuciu.
Ponad dwa i pół roku temu para zadebiutowała na czerwonym dywanie podczas Wieczoru Charytatywnego „Gwiazdy Dobroczynności”. Od tamtej chwili Sylwia Bomba i Grzegorz Collins coraz częściej pojawiali się razem publicznie, a ich wspólne zdjęcia i wywiady tylko utwierdzały fanów w przekonaniu, że tworzą szczęśliwy i trwały związek.
Ich relacja rozwijała się także na oczach widzów. Grzegorz Collins pojawiał się u boku Sylwii Bomby w programie „Gogglebox. Przed telewizorem”, para wystąpiła również w „Orzeł czy reszka?” oraz w specjalnym odcinku serialu Stopklatki „Zajazd. Będzie się działo”. Wszystko wskazywało na to, że ich wspólna przyszłość rysuje się w jasnych barwach.
Dlatego pierwsze doniesienia o rozstaniu wywołały prawdziwą lawinę komentarzy. Internauci zaczęli zastanawiać się, czy to jedynie plotki, czy rzeczywiście doszło do zakończenia jednej z najgłośniejszych relacji ostatnich lat. Niedługo później wszelkie spekulacje zostały jednak ucięte.
Sylwia Bomba opublikowała na InstaStories nagranie, w którym potwierdziła zakończenie związku z Grzegorzem Collinsem. Jednocześnie podkreśliła, że mimo rozstania pozostają w bardzo dobrych relacjach i poprosiła internautów, by nie doszukiwali się między nimi konfliktu ani sensacji.
W międzyczasie głos zabrał również brat Grzegorza Collinsa – Rafał Collins, który zamieścił w mediach społecznościowych krótkie oświadczenie.
“Drodzy Dziennikarze, Szanuję prywatność Grega i Sylwii, dlatego nie czuję się właściwą osobą do komentowania ich życia prywatnego. Ludzie są w związkach, czasem się rozstają, a czasem po pewnym czasie ponownie do siebie wracają – takie jest życie. Oboje proszą obecnie o uszanowanie ich prywatności. Dlatego telefonowanie do mnie w tak delikatnym dla nich momencie i oczekiwanie komentarza uważam za mało eleganckie i po prostu nie fair” – napisał.
POLECAMY: Mikołaj Roznerski REZYGNUJE z „M jak miłość”? Aktor przerwał milczenie
Bomba SPOTYKA SIĘ jednak z Grzegorzem Collinsem?
W sobotni poranek Sylwia Bomba opublikowała także obszerne oświadczenie na Instagramie, w którym opisała kulisy rozstania i zapewniła, że wszystko odbyło się z wzajemnym szacunkiem oraz troską o dobro najbliższych.
“Kochani! Rodzina dla mnie zawsze była najważniejsza. Kto mnie obserwuje, ten bardzo dobrze wie. Wiele pytań i trochę czasu upłynęło zanim byliśmy gotowi aby Wam powiedzieć: niestety ktoś nas uprzedził. Tak, to prawda. Nie jesteśmy już w tercecie, tylko w duecie. Od jakiegoś czasu. Nie doszukujcie się dram, bo ich nie ma. Czasem drogi ludzi się po prostu rozchodzą. Moje małe życie które stworzyłam jest bezpieczne i zaopiekowane. Tosia ma wspaniały kontakt z Grzegorzem i wszystko u nas dobrze. Uwierzcie, można się rozstać w spokoju, z klasą i bez prania brudów. Na Grzesia nie pozwolę powiedzieć złego słowa. Przeżyliśmy wspaniałe lata razem. Dziękuję za każdy moment i każdą lekcję. Dziękuję za morze wsparcia. Za każdy telefon wczoraj i wszystkie wiadomości. Tymczasem w duecie: ŚCISKAMY” – czytamy.
Najnowsze wydarzenia tylko potwierdzają te słowa. W niedzielę Sylwia Bomba opublikowała na Instagramie nagranie, na którym widać, jak Grzegorz Collins prowadzi samochód po powrocie celebrytki i jej córki z wakacji. Na filmie nie zabrakło również niezwykle ciepłego momentu – dziewczynka wręczyła swojemu przyszywanemu tacie prezent, a między nimi doszło do uroczej wymiany upominków, która z pewnością poruszyła internautów.
Jak widać, Sylwia Bomba i Grzegorz Collins dotrzymują słowa. Choć ich związek dobiegł końca, wszystko wskazuje na to, że udało im się rozstać z ogromnym szacunkiem, bez publicznych kłótni i wzajemnych oskarżeń. Ich postawa pokazuje, że nawet po zakończeniu relacji można pozostać dla siebie ważnymi osobami i wspólnie dbać o dobro najbliższych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Magda Gessler otworzyła NOWĄ restaurację. Tak wyglądało wielkie otwarcie
Jesteście zaskoczeni tym rozstaniem? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Mikołaj Roznerski REZYGNUJE z „M jak miłość”? Aktor przerwał milczenie
W ostatnich dniach wokół Mikołaja Roznerskiego pojawiło się wiele pytań dotyczących jego przyszłości w jednym z najpopularniejszych polskich seriali. Aktor postanowił w końcu odnieść się do spekulacji i rozwiał wszelkie wątpliwości. Dowiedz się więcej!
Mikołaj Roznerski od lat uchodzi za jednego z najbardziej zapracowanych aktorów w polskim show-biznesie. Widzowie cenią go za charyzmę, naturalność i role, które od lat budzą ogromne emocje. Mimo napiętego grafiku nie zwalnia tempa i regularnie angażuje się w kolejne projekty telewizyjne.
Od wielu lat Mikołaj Roznerski jest jedną z najważniejszych twarzy serialu „M jak miłość”. Jego bohater Marcin Chodakowski należy do grona najbardziej rozpoznawalnych postaci produkcji, a kolejne wątki z jego udziałem niezmiennie przyciągają przed telewizory miliony widzów. Aktor spędza na planie długie godziny, jednak wciąż z ogromnym zaangażowaniem wraca do pracy nad nowymi odcinkami.
To jednak nie jedyny projekt, któremu poświęca swój czas. Mikołaj Roznerski z powodzeniem łączy współpracę z TVP i TVN. W komercyjnej stacji prowadzi teleturniej „The Floor”, który od premiery okazał się jednym z największych telewizyjnych hitów. Dynamiczna formuła programu oraz swoboda prowadzącego szybko zyskały uznanie widzów.
Co ciekawe, zdjęcia do „The Floor” realizowane są w Holandii. Mimo licznych podróży i intensywnego harmonogramu aktor bez większych problemów godzi obowiązki związane z prowadzeniem teleturnieju z pracą na planie serialu „M jak miłość”.
POLECAMY: Mandaryna i Michał Wiśniewski bawili się z Dodą. Nowe nagranie niesie się po sieci
To koniec Mikołaja Roznerskiego w „M jak miłość”? Padła jasna deklaracja
W ostatnim czasie zakończyły się nagrania specjalnej odsłony programu „The Floor. VIP Challenge”. To właśnie podczas realizacji nowych odcinków dziennikarka serwisu Pudelek zapytała Mikołaja Roznerskiego, czy w związku z nowymi wyzwaniami zawodowymi rozważa odejście z kultowego serialu TVP2.
Odpowiedź aktora nie pozostawiła żadnych złudzeń. Mikołaj Roznerski przyznał, że w ogóle nie bierze pod uwagę takiego scenariusza i z ogromnym sentymentem podchodzi do produkcji, która otworzyła mu drzwi do dalszej kariery.
“Nie myślałem o tym. Bardzo dużo zawdzięczam serialowi “M jak miłość”. Zbudował on moją popularność telewizyjną i dał mi również rozwój jako aktor. To właśnie tam nauczyłem się gry przed kamerą, a potem przyszły kolejne projekty filmowe i serialowe. Jestem człowiekiem wdzięcznym. Dopóki mnie stamtąd nie wyrzucą, nie zamierzam się nigdzie wybierać” – wyznał z uśmiechem.
Słowa Mikołaja Roznerskiego z pewnością ucieszą wiernych fanów „M jak miłość”, którzy od lat śledzą losy jego bohatera. Aktor jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza rezygnować z serialu, który odegrał kluczową rolę w jego zawodowym życiu.
Wszystko wskazuje więc na to, że jesienią widzowie ponownie zobaczą Mikołaja Roznerskiego zarówno w nowych odcinkach „M jak miłość” na antenie TVP2, jak i w roli gospodarza programu „The Floor”. Teleturniej TVN powróci z nowym sezonem już 29 sierpnia.
Jak widać, Mikołaj Roznerski nie zamierza wybierać między projektami. Aktor z powodzeniem łączy pracę przy dwóch największych telewizyjnych hitach emitowanych przez konkurencyjne stacje i wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo pozostanie jedną z najważniejszych gwiazd zarówno TVP, jak i TVN.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Justyna Steczkowska przeżyła śmierć kliniczną. Opowiedziała, jak to wyglądało
Wolicie oglądać Roznerskiego w “M jak miłość” czy “The Floor”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Mandaryna i Wiśniewski bawili się z Dodą. Nowe nagranie niesie się po sieci
Powrót Mandaryny i Michała Wiśniewskiego to bez wątpienia jedna z największych sensacji polskiego show-biznesu ostatnich miesięcy. Tym razem zakochani ponownie znaleźli się w centrum uwagi, a wszystko za sprawą wyjątkowego wesela, na którym doszło do nieoczekiwanego spotkania z Dodą. Dowiedz się więcej!
Powrót Mandaryny i Michała Wiśniewskiego to zdecydowanie najbardziej zaskakujące medialne wydarzenie tego roku. W połowie lipca byli małżonkowie, którzy rozwiedli się w 2006 roku, oficjalnie potwierdzili, że po blisko dwóch dekadach postanowili dać sobie drugą szansę. Ta wiadomość błyskawicznie obiegła media i wywołała ogromne poruszenie wśród fanów.
Od tamtej pory para nie ukrywa już swojej relacji. Michał Wiśniewski i Mandaryna coraz częściej pojawiają się razem publicznie, wspólnie uczestniczą w wydarzeniach i chętnie pokazują, że ponownie są sobie bardzo bliscy. Każde ich wspólne zdjęcie czy nagranie natychmiast staje się tematem gorących dyskusji w internecie.
Nic więc dziwnego, że tabloidy i paparazzi uważnie śledzą każdy ich krok. Po latach rozłąki historia byłych małżonków ponownie rozpala wyobraźnię fanów, którzy z zainteresowaniem obserwują rozwój ich odnowionej relacji.
POLECAMY: Justyna Steczkowska przeżyła śmierć kliniczną. Opowiedziała, jak to wyglądało
Doda BAWIŁA SIĘ na weselu z Mandaryną i Wiśniewskim
W sobotni wieczór zakochani bawili się razem na jednym z wesel. Wśród zaproszonych gości nie zabrakło również wielu znanych osób ze świata muzyki i telewizji. To właśnie tam doszło do sytuacji, która szybko stała się hitem mediów społecznościowych.
Na weselu obecna była także Doda, która została usadzona naprzeciwko Michała Wiśniewskiego i Mandaryny. Artystka nie mogła przepuścić takiej okazji i postanowiła uwiecznić tę chwilę.
Na opublikowanym przez Dodę nagraniu widać elegancko ubranych Michała Wiśniewskiego i Mandarynę, którzy świetnie się bawili. Para robiła zabawne miny, gestykulowała i wyraźnie cieszyła się wspólnie spędzanym czasem. Krótkie wideo niemal natychmiast przyciągnęło uwagę internautów.
To jednak nie był koniec niespodzianek. Tuż obok Mandaryny siedział również gwiazdor disco polo Radosław Liszewski, lider zespołu Weekend. Wspólne spotkanie zakończyło się pamiątkowym zdjęciem, które szybko zaczęło krążyć w sieci.
Obecność tylu znanych nazwisk przy jednym stole sprawiła, że wesele stało się jednym z najgłośniej komentowanych wydarzeń weekendu. Fani z zainteresowaniem analizowali każde ujęcie i zwracali uwagę na doskonałe humory wszystkich uczestników imprezy.
Od momentu ogłoszenia swojego powrotu Mandaryna i Michał Wiśniewski nie przestają wzbudzać zainteresowania. Wszystko wskazuje na to, że po latach rozłąki chcą po prostu cieszyć się wspólnym czasem, nie ukrywając już swojego szczęścia przed światem.
Jedno jest pewne – historia Mandaryny i Michała Wiśniewskiego wciąż elektryzuje fanów. Każde ich kolejne wspólne wyjście wywołuje lawinę komentarzy, a sobotnie wesele tylko potwierdziło, że obecnie są jedną z najgłośniejszych par polskiego show-biznesu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Michał Szpak przerwał milczenie. Chce zostać ojcem?
Cieszycie się z powrotu Mandaryny do Wiśniewskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Justyna Steczkowska przeżyła śmierć kliniczną. Opowiedziała, jak to wyglądało
Justyna Steczkowska, która 2 sierpnia obchodzi swoje 54. urodziny, od lat zachwyca talentem i sceniczną charyzmą. Tym razem jednak nie mówiła o muzyce, lecz o jednym z najtrudniejszych doświadczeń swojego życia. Jej szczere słowa poruszają i skłaniają do refleksji. Dowiedz się więcej!
Justyna Steczkowska od wielu lat należy do grona najbardziej cenionych polskich artystek. Wokalistka ma na swoim koncie dziesiątki przebojów, występy na największych scenach oraz udział w prestiżowych programach telewizyjnych. Obecnie zasiada również w jury programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a jej kariera nie zwalnia tempa.
Choć na co dzień kojarzona jest przede wszystkim z muzyką i scenicznymi sukcesami, w wywiadach coraz częściej otwiera się także na tematy dotyczące życia prywatnego. Tym razem wróciła wspomnieniami do śmierci swojej mamy – Danuty Steczkowskiej, która zmarła w listopadzie 2020 roku w wieku 77 lat.
Danuta Steczkowska była pedagogiem i wraz z mężem, dyrygentem Stanisławem Steczkowskim, przez ponad 45 lat edukowała muzycznie młodzież na Podkarpaciu. Małżeństwo prowadziło między innymi chór chłopięco-męski „Cantus” w Miejskim Domu Kultury w Stalowej Woli. Prywatnie wychowali dziewięcioro dzieci, którym przekazali miłość do muzyki.
Ostatnie lata życia Danuty Steczkowskiej nie były łatwe. Kobieta przeszła dwa wylewy, w wyniku których stała się osobą niepełnosprawną. W tym trudnym czasie opiekowała się nią Justyna Steczkowska, wielokrotnie podkreślając później, jak wiele nauczyło ją to doświadczenie.
POLECAMY: Michał Szpak przerwał milczenie. Chce zostać ojcem?
Justyna Steczkowska szczerze o śmierci klinicznej. Jej słowa dają do myślenia
W rozmowie z magazynem „Viva!” artystka opowiedziała o ostatnich chwilach spędzonych z mamą i o tym, jak postrzega śmierć.
“To było moje pierwsze spotkanie ze śmiercią, choć mówiąc “śmierć”, mam na myśli jedynie zamianę światów. Dusza przecież tylko uwalnia się z ograniczeń, które narzuca ciało […] Chociaż dzięki niemu możemy doświadczać wielu pięknych chwil i emocji, które służą jej rozwojowi, to prawdziwa wolność zaczyna się poza nim. Dlatego to był głęboko wzruszający moment. Piękny i trudny zarazem” – wyznała Steczkowska.
Wokalistka zdradziła również, jak wyglądało jej pożegnanie z mamą. Jak podkreśliła, była przy niej do samego końca i starała się przekazać jej słowa pełne miłości oraz wdzięczności.
“Opieka nad mamą, cudowną kobietą, która przez ostatnie lata życia była osobą niepełnosprawną, nauczyła mnie pokory i prawdziwego zrozumienia kruchości ludzkiej natury. Byłam przy niej, kiedy odchodziła… Trzymałam ją za rękę i mówiłam: “Miałaś dobre życie. Byłaś wspaniałą mamą. Dobrą kobietą… Leć, moja kochana. Zasłużyłaś na wszystko, co najlepsze”. To było piękne pożegnanie. Odeszła otoczona dziećmi i wnukami” – wspomniała wokalistka w tej samej rozmowie.
Na tym jednak osobiste wyznania się nie zakończyły. Justyna Steczkowska przyznała, że sama nie odczuwa lęku przed śmiercią. Jak wyjaśniła, jej podejście wynika z niezwykłego doświadczenia z dzieciństwa.
“Nie boję się śmierci, jeśli o to pytasz, bo już raz ją przeżyłam. Dla mnie śmierć to nie koniec, ale przejście. Drzwi do innego świata. Kiedy byłam dzieckiem, po wypadku na rowerze doświadczyłam śmierci klinicznej [czasowe ustanie czynności serca i oddechu – przyp. red.]. I od tamtej pory nie czuję lęku, a raczej ciekawość. Co jest dalej? Gdzie idziemy? Co nas tam czeka? Kluczem do odpowiedzi na te pytania jest rozwój świadomości” – powiedziała Justyna.
Szczere słowa Justyny Steczkowskiej pokazują, jak ogromny wpływ na jej życie miały zarówno odejście ukochanej mamy, jak i własne doświadczenia z dzieciństwa. Artystka po raz kolejny udowodniła, że nie boi się poruszać trudnych tematów i otwarcie mówi o sprawach, które dla wielu osób pozostają niezwykle osobiste. Jej wyznanie z pewnością na długo pozostanie w pamięci fanów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Klaudia El Dursi z kolejną NOWĄ fuchą w TVN. To będzie jej wielki debiut
Cenicie Justynę Steczkowską? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuMarcin Hakiel PRZESADZIŁ? Szokujące słowa w „Pytaniu na śniadanie”
-
news4 dni temuMarcin Prokop STRACIŁ posadę w TVN. Stacja wszystko potwierdziła
-
news4 dni temuTYLKO U NAS: Wielka rewolucja w „The Voice Kids 10”. Wiemy, co się zmieni
-
news3 dni temuCichopek i Kurzajewski przejdą do TVN-u? Wszystko już jasne
-
news5 dni temuJolanta Pieńkowska zniknęła z telewizji. Co robi po odejściu z TVN24?
-
news5 dni temuDoda odpowie za reklamę suplementów? Prokuratura postawiła zarzuty
-
news2 dni temuPo rozstaniu Bomby i Collinsa głos zabrał jego brat. Padł apel do mediów
-
showbiz5 dni temuTo on dołącza do „Tańca z Gwiazdami”. Sam ujawnił tę wiadomość

Dodaj komentarz