Śledź nas

news

Edyta Górniak oceniła Alicję Szemplińską. Wskazała jeden kluczowy szczegół

Opublikowano

w dniu

Eurowizyjne emocje rosną z każdą godziną, a głos w sprawie reprezentantki Polski zabrała jedna z największych gwiazd polskiej sceny muzycznej. Edyta Górniak obejrzała fragment występu Alicji Szemplińskiej i nie ukrywała swoich emocji. W pewnym momencie wskazała jednak jeden szczegół, który jej zdaniem może zdecydować o wszystkim. Dowiedz się więcej!

Wielki finał Eurowizji 2026 zbliża się wielkimi krokami, a atmosfera wokół konkursu staje się coraz bardziej gorąca. Po awansie Alicji Szemplińskiej do finału oczy polskich fanów skierowane są właśnie na reprezentantkę naszego kraju. W sieci nie brakuje komentarzy dotyczących jej szans na zwycięstwo, a głos w tej sprawie postanowiła zabrać również Edyta Górniak.

Artystka pojawiła się podczas konferencji Polsat Hit Festiwal 2026, gdzie została zapytana o występ młodszej koleżanki po fachu. Choć Edyta Górniak przyznała, że widziała jedynie fragment eurowizyjnego show, już po kilku chwilach miała wyrobioną opinię na temat tego, co zobaczyła na scenie.

Piosenkarka nie kryła, że występ zrobił na niej bardzo dobre wrażenie. Szczególną uwagę zwróciła na wokal Alicji Szemplińskiej, który jej zdaniem – jest jednym z najmocniejszych punktów całego występu. Nie zabrakło także pochwał dotyczących samej oprawy wizualnej.

“Widziałam fragment, tak. Bardzo dobry. Bardzo mi się podobał. Super ona ma ten wokal. Fajny w ogóle show, nowoczesny. Bardzo ładnie” – powiedziała Edyta Górniak dla Pomponika.

POLECAMY: Tak tańczył młody Robert Lewandowski. Małgorzata Tomaszewska pokazała archiwalne wideo

Edyta Górniak przeanalizowała występ Alicji Szemplińskiej. Zwróciła uwagę na jedną rzecz

Choć słowa wsparcia wybrzmiały bardzo mocno, prawdziwe poruszenie wywołał moment, w którym Edyta Górniak zaczęła mówić o presji związanej z Eurowizją. Artystka doskonale wie, z czym mierzą się reprezentanci na tej scenie, dlatego zwróciła uwagę na aspekt, który według niej może przesądzić o sukcesie lub porażce.

Wokalistka podkreśliła, że największym zagrożeniem dla uczestników nie jest brak talentu czy doświadczenia, ale niepewność wobec własnego głosu. Według niej ogromny stres, tempo wydarzeń, światła kamer i oczekiwania milionów widzów potrafią w jednej chwili odebrać pewność siebie nawet bardzo dobrym wykonawcom.

To właśnie wtedy Edyta Górniak wskazała element, który jej zdaniem – może dać Alicji Szemplińskiej ogromną przewagę nad konkurencją. Chodzi o warsztat wokalny, który ma być jej największą bronią podczas finału.

“Myślę, że sobie super poradzi, bo ona ma bardzo dobry warsztat. Jeżeli ktoś ma niepewność do swojego wokalu, to przy takiej ilości stresu, z jakimi się trzeba tam zmierzyć, to można się przewrócić. Ona się nie przewróci. Jest super” – stwierdziła Górniak w tej samej rozmowie.

Słowa Edyty Górniak szybko odbiły się szerokim echem w sieci. Wielu internautów zwróciło uwagę, że opinia jednej z najbardziej doświadczonych polskich wokalistek może być dla Alicji Szemplińskiej ogromnym wsparciem przed najważniejszym występem w jej dotychczasowej karierze.

Teraz wszystko rozstrzygnie się już podczas wielkiego finału Eurowizji, który odbędzie się 16 maja w Wiedniu. To właśnie wtedy okaże się, czy Alicja Szemplińska spełni oczekiwania fanów i ekspertów oraz czy uda jej się sięgnąć po jeden z najlepszych wyników dla Polski od wielu lat.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: To koniec domysłów ws. Gamou Fall. Właśnie wydano oficjalny komunikat

Jak obstawiacie, które miejsce Alicja zajmie w wielkim finale Eurowizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Edyta Górniak (fot. screen Instagam Polsat)
Alicja (fot. zdjęcia prasowe Telewizja Polska)
Alicja (fot. zdjęcia prasowe Telewizja Polska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb Stanisławy Celińskiej? [SZCZEGÓŁY]

Opublikowano

w dniu

przez

Odejście Stanisławy Celińskiej poruszyło całą Polskę. Wybitna aktorka przez lata zachwycała talentem, ale również niezwykłą szczerością i wrażliwością, z jaką mówiła o życiu, przemijaniu i samotności. Teraz opublikowano szczegóły ostatniego pożegnania artystki, a internauci wracają do jej wyjątkowych słów sprzed lat. Dowiedz się więcej!

12 maja 2026 roku media obiegła smutna wiadomość o śmierci Stanisławy Celińskiej. Informacja o odejściu jednej z najwybitniejszych polskich aktorek wywołała ogromne poruszenie zarówno w środowisku artystycznym, jak i wśród widzów, którzy od dekad śledzili jej karierę teatralną, filmową i muzyczną.

Stanisława Celińska była artystką, która przez lata stworzyła dziesiątki niezapomnianych kreacji. Publiczność pokochała ją za role pełne autentyczności i emocji w produkcjach takich jak „Alternatywy 4”, „Panny z Wilka”, „Barwy szczęścia”, „Fuks”, „Ryś”, „Pieniądze to nie wszystko” czy „Serce na dłoni”. Dla wielu widzów była symbolem klasy, talentu i niezwykłej charyzmy.

O śmierci aktorki poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych Joanna Trzcińska, która współpracowała z artystką i prowadziła jej oficjalny profil. Opublikowany wpis szybko rozszedł się po sieci i wywołał falę wzruszających komentarzy.

“Szanowni Państwo, Z wielką rozpaczą muszę Państwa poinformować, że dziś po południu odeszła Nasza Stasia. Mam wielką nadzieję, że spotkała się już z Bogiem, którego tak bardzo kochała. Stasia była Wspaniałym Człowiekiem, Najlepszym jakiego znałam…. […] Joanna Trzcińska – prowadząca ze Stasią ten profil” – napisała na Facebooku.

POLECAMY: Edyta Górniak oceniła Alicję Szemplińską. Wskazała jeden kluczowy szczegół

Kiedy i gdzie odbędzie się pogrzeb Stanisławy Celińskiej?

Kilka dni po tej informacji na oficjalnym profilu Stanisławy Celińskiej pojawił się również nekrolog zawierający szczegóły uroczystości pogrzebowych. Ostatnie pożegnanie aktorki odbędzie się 21 maja w Warszawie i zgromadzi rodzinę, przyjaciół oraz przedstawicieli świata kultury.

Msza żałobna zostanie odprawiona o godzinie 11 w Kościele Środowisk Twórczych przy Placu Teatralnym. Następnie uczestnicy uroczystości odprowadzą artystkę na Powązki Wojskowe, gdzie spocznie wśród najwybitniejszych postaci polskiej historii i sztuki.

“Szanowni Państwo, 21 maja pożegnamy Naszą Stasię. O godzinie 11 w Kościele Środowisk Twórczych w Warszawie przy Placu Teatralnym zostanie odprawiona Msza Żałobna, pogrzeb odbędzie się o godzinie 13 na Powązkach Wojskowych” – czytamy na Facebooku.

Po śmierci aktorki wielu internautów zaczęło przypominać jej dawne wypowiedzi dotyczące przemijania. Stanisława Celińska wielokrotnie podkreślała, że temat śmierci nie budził w niej lęku. Wręcz przeciwnie – traktowała go jako coś naturalnego i nieodłącznego od ludzkiego życia.

Artystka często mówiła o tym, że z biegiem lat coraz bardziej docenia zwykłe chwile, codzienność i relacje z ludźmi. Sława czy sukces zawodowy schodziły dla niej na dalszy plan. Znacznie ważniejsze były emocje, bliskość i poczucie spokoju.

Szczególnie mocno wybrzmiewają dziś jej słowa z wywiadu dla portalu „Więź”, w którym opowiadała o własnym podejściu do odchodzenia i o tym, czego mogłoby jej najbardziej zabraknąć po śmierci.

“Na nowej płycie śpiewam, że nie będę żałowała ani kariery, ani sławy, że “nic nie wywoła mojego smutku, prócz tej stokrotki w moim ogródku”. Najbardziej chyba będzie mi brak dotyku. Choć może, gdy wyruszymy w tę “niebieską podróż”, przekroczymy fizyczność? Będziemy ponad to?” – mówiła dla portalu „Więź”.

Dziś te słowa dla wielu osób brzmią wyjątkowo symbolicznie i poruszająco. Stanisława Celińska pozostawiła po sobie nie tylko imponujący dorobek artystyczny, ale również ogromną wrażliwość i autentyczność, które przez lata przyciągały do niej ludzi. Jej odejście zamknęło ważny rozdział polskiej kultury, jednak pamięć o niej z pewnością pozostanie żywa jeszcze przez długie lata.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak tańczył młody Robert Lewandowski. Małgorzata Tomaszewska pokazała archiwalne wideo

Którą rolę Stanisławy Celińskiej wspominacie najmilej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Stanisława Celińska (fot. screen YouTube TVP Info Publicystyka)
Stanisława Celińska (fot. screen YouTube TVP VOD)
Stanisława Celińska (fot. screen YouTube Jedynka – Program 1 Polskiego Radia)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tak tańczył młody Lewandowski. Małgorzata Tomaszewska pokazała archiwalne wideo

Opublikowano

w dniu

przez

Robert Lewandowski po ostatnim świętowaniu zwycięstwa w El Clasico ponownie znalazł się w centrum uwagi. Tym razem jednak nie chodzi o piłkę nożną, a o niespodziewane wspomnienia sprzed lat, które wywołały prawdziwą lawinę komentarzy w sieci. Do internetu trafiło archiwalne nagranie, którego mało kto się spodziewał. Dowiedz się więcej!

Ostatnie dni były wyjątkowo intensywne dla Roberta Lewandowskiego. Po głośnym zwycięstwie w El Clasico kapitan reprezentacji Polski świętował sukces razem z kolegami z drużyny, a nagrania z celebracji błyskawicznie obiegły internet. Szczególną uwagę fanów zwróciło zachowanie piłkarza, który tego wieczoru był wyjątkowo rozmowny i chętnie dzielił się historiami ze swojego życia.

Podczas wspólnego świętowania z Wojciechem Szczęsnym na dachu klubowego autobusu, Robert Lewandowski wrócił pamięcią do czasów szkolnych. W pewnym momencie wspomniał o swojej studniówce i niespodziewanie ujawnił, że bawił się wówczas razem z legendarnym bramkarzem Janem Tomaszewskim oraz tańczył poloneza z jego córką.

Ta krótka historia natychmiast przyciągnęła uwagę internautów i mediów. Wiele osób zaczęło zastanawiać się, czy gdzieś zachowały się jeszcze nagrania z tamtego wydarzenia. Okazuje się, że odpowiedź na to pytanie znała doskonale Małgorzata Tomaszewska, która postanowiła wrócić do wspomnień sprzed niemal dwóch dekad.

Prezenterka w rozmowie z Pudelkiem zdradziła wcześniej, że pamięta wspólnego poloneza z Robertem Lewandowskim i że całe wydarzenie zostało nagrane. Jak sama przyznała, materiał przez lata był przechowywany na kasecie VHS. Mało kto jednak spodziewał się, że rzeczywiście zdecyduje się pokazać fragment nagrania publicznie.

POLECAMY: To koniec domysłów ws. Gamou Fall. Właśnie wydano oficjalny komunikat

Archiwalne nagranie Lewandowskiego wyciekło do sieci. Towarzyszy mu Małgorzata Tomaszewska

Kilka dni później w mediach społecznościowych „Dzień Dobry TVN” pojawiło się archiwalne wideo ze studniówki. Na nagraniu widać młodziutkich Małgorzatę Tomaszewską i Roberta Lewandowskiego, którzy wspólnie tańczą poloneza podczas szkolnego balu. Film momentalnie stał się hitem internetu i wywołał ogromny sentyment wśród fanów.

W opisie publikacji Małgorzata Tomaszewska przyznała, że cała sytuacja uruchomiła lawinę wspomnień i kontaktów po latach. Prezenterka nie ukrywała emocji związanych z powrotem do czasów licealnych.

“Robert wspomniał ostatnio o naszej studniówce i kompletnie nie spodziewałam się, jaką wywoła to lawinę. Nagle odezwali się znajomi ze szkoły, z którymi nie mieliśmy kontaktu od tylu lat, wróciły wspomnienia, stare historie… Rozmawiamy nawet o spotkaniu klasowym po prawie 20 latach. Styczeń 2007 roku. Wtedy wszyscy byliśmy po prostu maturzystami z marzeniami. Oglądanie dziś tych fragmentów budzi we mnie ogromny sentyment” – czytamy na Instagramie Małgosi.

Nagranie bardzo szybko zaczęło zdobywać ogromną popularność w mediach społecznościowych. Internauci zwracali uwagę nie tylko na sam fakt wspólnego tańca przyszłej gwiazdy telewizji i jednego z najlepszych piłkarzy świata, ale również na klimat tamtych czasów.

W komentarzach pod wpisem pojawiło się mnóstwo nostalgicznych reakcji. Wielu fanów z uśmiechem wspominało szkolne bale sprzed lat i zwracało uwagę na to, jak bardzo zmieniły się realia studniówek.

„Piękna pamiątka i proszę zobaczyć jakie wtedy stroje obowiązywały, nie to co teraz”; „Ja się tylko zastanawiam, dlaczego ktoś pisał o VHS, skoro ta studniówka była przecież niedawno”; „Ważne taśmy prawdy” – pisali rozbawieni internauci pod nagraniem.

Choć dziś Robert Lewandowski jest światową gwiazdą futbolu, a Małgorzata Tomaszewska jedną z najbardziej rozpoznawalnych prezenterek telewizyjnych w Polsce, archiwalne nagranie przypomniało fanom, że jeszcze kilkanaście lat temu byli po prostu młodymi ludźmi z marzeniami i planami na przyszłość. To właśnie dlatego film ze studniówki wywołał w sieci aż tyle emocji i nostalgicznych wspomnień.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Julia z „Kanapowczyń” ujawnia kulisy show TTV [WYWIAD]

Fajne wspomnienia pokazała Małgorzata Tomaszewska? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)
Robert Lewandowski i Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

To koniec domysłów ws. Gamou Fall. Właśnie wydano oficjalny komunikat

Opublikowano

w dniu

przez

Finał 18. edycji „Tańca z Gwiazdami” przeszedł do historii, ale wygląda na to, że dla jednego z uczestników był dopiero początkiem wielkich zmian. Chwilę po spektakularnym zwycięstwie pojawiły się kolejne informacje, które zelektryzowały fanów programu. Wszystko wskazuje na to, że Gamou Fall właśnie wchodzi na zupełnie nowy poziom kariery. Dowiedz się więcej!

18. edycja programu „Taniec z Gwiazdami” od początku wzbudzała ogromne emocje i była określana mianem jednej z najmocniejszych odsłon show od wielu lat. Produkcja postawiła tym razem na historyczne rozwiązanie, ponieważ o Kryształową Kulę rywalizowały aż cztery pary finałowe. Taki ruch tylko podgrzał atmosferę przed wielkim finałem i sprawił, że widzowie do samego końca nie byli w stanie przewidzieć, kto ostatecznie sięgnie po zwycięstwo.

W finałowym odcinku na parkiecie pojawili się Magdalena Boczarska i Jacek Jeschke, Sebastian Fabijański i Julia Suryś, Paulina Gałązka i Michał Bartkiewicz, a także Gamou Fall i Hanna Żudziewicz. Każda z par zaprezentowała niezwykle dopracowane choreografie i walczyła o głosy widzów do ostatnich sekund programu. Emocji nie brakowało zarówno na scenie, jak i wśród publiczności zgromadzonej w studiu.

Od pierwszych występów było widać, że poziom finału jest wyjątkowo wyrównany. Jurorzy wielokrotnie podkreślali, że dawno nie oglądali tak dopracowanych występów i tak silnej rywalizacji pomiędzy uczestnikami. W mediach społecznościowych widzowie byli mocno podzieleni, a każda z par miała ogromne grono fanów przekonanych, że to właśnie ich ulubieńcy powinni wygrać program.

Ostatecznie największy triumf należał do Gamou Falla i Hanny Żudziewicz. Para zachwyciła zarówno jurorów, jak i widzów, a ich finałowe występy zostały uznane za jedne z najmocniejszych w całej edycji. Ogłoszenie wyników wywołało ogromne emocje w studiu, a sam zwycięzca nie ukrywał wzruszenia po zdobyciu Kryształowej Kuli.

“Brawo; Od początku Wam kibicowałam; Zasłużony wynik; Na takie rozstrzygnięcie czekałam od marca; Wiedziałam, że tak będzie; Ależ się cieszę” – pisali fani pod postem na Instagramie stacji.

Poza prestiżowym trofeum zwycięzcy mogli liczyć również na wysokie nagrody finansowe. Gamou Fall otrzymał 200 tysięcy złotych, natomiast jego taneczna partnerka Hanna Żudziewicz wzbogaciła się o 100 tysięcy złotych. Dla wielu fanów programu było jasne, że wygrana może otworzyć przed aktorem zupełnie nowe możliwości zawodowe i jak się okazuje, nie musieli długo czekać na potwierdzenie tych przypuszczeń.

POLECAMY: TYLKO U NAS: Julia z „Kanapowczyń” ujawnia kulisy show TTV [WYWIAD]

Gamou Fall zagra w hitowym serialu. Będziecie oglądać?

Zaledwie chwilę po zakończeniu finału media obiegła kolejna sensacyjna informacja dotycząca zwycięzcy show. Produkcja serialu „Barwy szczęścia” oficjalnie ogłosiła, że Gamou Fall dołącza do obsady jednej z najpopularniejszych produkcji TVP2. Wiadomość błyskawicznie rozeszła się po sieci i wywołała ogromne poruszenie wśród fanów serialu.

„Witamy w obsadzie Gamou Fall” – przekazano na oficjalnym instagramowym profilu produkcji.

Do wpisu dołączono również specjalne nagranie z planu, na którym zwycięzca „Tańca z Gwiazdami” pojawił się w towarzystwie aktorek Marii Dejmek oraz Anny Gzyry. Internauci natychmiast zaczęli komentować nowego członka obsady i zastanawiać się, jaką rolę otrzyma w serialu.

Na ten moment produkcja nie zdradza jednak szczegółów dotyczących nowej postaci. Nie wiadomo, czy bohater grany przez Gamou Falla będzie pozytywną postacią, czy może mocno namiesza w życiu serialowych ulubieńców widzów. Fani już teraz tworzą własne teorie, a zainteresowanie nowymi odcinkami serialu wyraźnie wzrosła po ogłoszeniu tej informacji.

Warto jednak podkreślić, że dla Gamou Falla świat aktorstwa nie jest żadną nowością. Widzowie mogli zobaczyć go już wcześniej między innymi w filmie Patryka Vegi „Botoks”, gdzie wcielił się w rolę kierowcy Ubera. Aktor pojawiał się również w serialu „Pierwsza miłość”, gdzie wystąpił w kilkudziesięciu odcinkach i stopniowo zdobywał doświadczenie przed kamerą.

Prawdziwy przełom w jego karierze przyniosła jednak rola Miłosza w netflixowej produkcji „Zgon przed weselem”. To właśnie ten projekt sprawił, że Gamou Fall zaczął być rozpoznawany przez szeroką publiczność i trafił do mainstreamowego show-biznesu. W ostatnich latach rozwijał się również jako model oraz bohater teledysków popularnych artystów, dzięki czemu zdobył dużą popularność szczególnie wśród młodszych odbiorców.

Wygląda na to, że zwycięstwo w „Tańcu z Gwiazdami” może okazać się dla Gamou Falla prawdziwym początkiem wielkiej kariery telewizyjnej. Czy widzowie pokochają go także w „Barwach szczęścia” tak samo mocno jak na parkiecie? O tym przekonamy się już w nowych odcinkach serialu emitowanych od poniedziałku do piątku o godzinie 20:05 w TVP2.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Eurowizja 2026: Alicja zapytana o Izrael. Wymowna sytuacja w trakcie wywiadu

Oglądacie “Barwy szczęścia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Tomasz Jan Wygoda i Gamou Fall (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Hania Żudziewicz i Gamou Fall (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

TYLKO U NAS: Julia z „Kanapowczyń” ujawnia kulisy show TTV [WYWIAD]

Opublikowano

w dniu

przez

W minionej edycji „Kanapowczyń” nie brakowało emocji, wzruszeń i spektakularnych przemian. Szczególnie mocno w pamięci widzów zapisały się Julia i Izabela Korus – duet mamy i córki, który od początku programu wyróżniał się ogromną energią, szczerością i wyjątkową więzią. Dziś wracamy do ich historii oraz kulis niezwykłej metamorfozy!

Programy TTV „Kanapowcy” i „Kanapowczynie” od lat pokazują, że walka o zdrowie i lepszą kondycję to znacznie więcej niż telewizyjne show. Uczestnicy podejmują wyzwanie nie tylko po to, by schudnąć, ale przede wszystkim zmienić swoje nawyki i odzyskać sprawność. Produkcja stawia na edukację, motywację oraz konsekwencję w budowaniu zdrowego stylu życia.

W ostatnim sezonie widzowie śledzili wyjątkową odsłonę programu, w której udział wzięły duety matek i córek. Finałowym wyzwaniem był wymagający, ponad 28-kilometrowy bieg na nartach biegowych w Norwegii. Trasa okazała się niezwykle trudna i tylko trzem uczestniczkom udało się dotrzeć do mety.

Podczas finałowego biegu świetnie poradziła sobie przede wszystkim 19-letnia Julia Korus z Orzesza-Jaśkowic. Już od początku narzuciła bardzo mocne tempo i szybko zaczęła wyprzedzać pozostałe uczestniczki. Z każdym kilometrem nabierała coraz większej pewności siebie, pokazując ogromną przemianę, jaką przeszła od początku programu. Mimo trudniejszych momentów na trasie ostatecznie dotarła do mety jako pierwsza z imponującym czasem 3 godzin i 3 minut.

Na trasie pozostała jeszcze jej mama, 44-letnia Izabela Korus. W pewnym momencie, po bolesnym upadku w okolicach mostu, była bliska rezygnacji z dalszego biegu. Kluczowa okazała się jednak rozmowa z trenerem, która dodała jej sił do walki. Izabela wróciła na trasę i ukończyła ekstremalne wyzwanie z czasem 6 godzin i 30 minut, udowadniając sobie i widzom, że determinacja potrafi pokonać nawet największy kryzys.

Dopiero po finale przyszło podsumowanie efektów ich wielomiesięcznej pracy. Na początku programu Izabela ważyła 112,3 kg przy wzroście 174 cm, natomiast Julia – 113,6 kg przy 175 cm wzrostu. Po zakończeniu programu Izabela schudła ponad 34 kg i osiągnęła wagę 79,2 kg. Julia z kolei zrzuciła 23 kg, a jej waga spadła do niewiele ponad 90 kg.

Choć po drodze nie brakowało zwątpienia, trudnych emocji i kryzysów, mama i córka konsekwentnie wspierały się na każdym etapie programu. Ich historia stała się dla wielu widzów dowodem na to, że dzięki determinacji, pracy i wzajemnemu wsparciu można dokonać naprawdę ogromnej zmiany.

POLECAMY: Eurowizja 2026: Alicja zapytana o Izrael. Wymowna sytuacja w trakcie wywiadu

TYLKO U NAS: Julia z “Kanapowczyń” ujawnia kulisy

Nasz reporter Szymon Jedynak skontaktował się z Julią Korus, by zapytać, jak dziś wspomina udział w programie, co zmieniło się w jej życiu po spektakularnej metamorfozie oraz czy nadal stawia na aktywny, sportowy styl życia.

1.Kiedy pojawiła się myśl, żeby zgłosić się do programu i czy od razu byłaś przekonana do tej decyzji? Czy była to Twoja inicjatywa, czy może mamy?

“Na początku w ogóle nie wiedziałam, że trwają castingi do nowego sezonu programu ‘Kanapowczynie’. Mama, będąc w pracy, wysłała mi link do informacji na stronie internetowej i napisała, że może spróbowałybyśmy się zgłosić. Miała jednak pewne obawy i zastanawiała się, czy to na pewno dobry pomysł.

Kiedy wróciła do domu, jeszcze raz o tym porozmawiałyśmy i wtedy powiedziałam: „Dobra, robimy to”. Wypełniłam formularz na stronie internetowej i wysłałyśmy zgłoszenie. Szczerze mówiąc, byłyśmy przekonane, że przy tak dużej liczbie chętnych raczej nikt nas nie wybierze. Uznałyśmy jednak, że warto spróbować, bo samo wysłanie zgłoszenia nic nie kosztuje.

No i ostatecznie okazało się, że dostałyśmy się do programu, a potem trzeba było już działać. Myślę więc, że była to wspólna inicjatywa moja i mamy” – wyznała Julka.

2. Czego najbardziej obawiałaś się, wchodząc do programu „Kanapowcy”?

“Najbardziej obawiałam się sesji nago, ponieważ wiedziałam, że w każdym sezonie programu ‘Kanapowczynie’ taki moment się pojawia. Towarzyszył mi stres związany z tym, co powiedzą ludzie i jak zareagują nasi bliscy. Była też pewna bariera w głowie, którą musiałam przełamać.

Jednocześnie wiedziałam, że taka sesja jest potrzebna – przede wszystkim po to, aby później zobaczyć efekty swojej pracy i stanąć twarzą w twarz z tym, w jakim faktycznie jest się stanie na początku tej drogi.

Natomiast samych treningów czy diety raczej się nie bałam. Wiedziałam, że jeśli trzeba będzie ciężko pracować, to po prostu dam radę i będę to robić. Dlatego właśnie największą obawą przed wejściem do programu była dla mnie sesja nago” – powiedziała.

3. Jak wyglądała Twoja relacja z trenerem Krzysztofem Ferencem na co dzień? Jaki jest trener poza kamerami?

“Nasz trener Krzysztof Ferenc zarówno przed kamerami, jak i poza nimi jest dokładnie takim samym, wspaniałym człowiekiem. Zawsze służył pomocą, chętnie rozmawiał i wspierał nas dobrym słowem. Każdemu pomagał tak, jak tego potrzebował – czasem bardziej, czasem mniej, w zależności od sytuacji.

Na początku byłam bardzo zamknięta i trudno było mi przełamać się do rozmów z innymi, także z trenerem. Z czasem jednak okazało się, że wyszło mi to tylko na dobre. Tak naprawdę mieliśmy go do dyspozycji przez cały czas – mogliśmy pisać o każdej porze, a on zawsze odpowiadał, pomagał i tłumaczył, jak coś zrobić lepiej czy poprawniej.

Myślę, że taki „bat nad głową” był nam bardzo potrzebny. Bywał wymagający i momentami surowy, ale trudno się temu dziwić, skoro chcieliśmy osiągnąć tak duże efekty. Cieszę się, że potrafił zarówno wesprzeć, kiedy ktoś tego potrzebował, jak i odpowiednio zmotywować” – dodała Julia.

4. Czy podczas programu zdarzały się momenty, w których chciałaś się poddać? Co wtedy Cię zatrzymywało?

“Tak, oczywiście – podczas programu ‘Kanapowczynie’ zdarzały się momenty zwątpienia i chwile, w których chciałam odpuścić. Tym bardziej że moja waga spadała nieco wolniej niż u pozostałych dziewczyn i bałam się, że zaczynam od nich odstawać.

Najtrudniejsze były momenty, kiedy porównywałyśmy między sobą wyniki, a ja widziałam, że nie jestem jeszcze na tym samym etapie. To właśnie najbardziej siedziało mi w głowie i odbierało motywację. W takich chwilach bardzo pomagały mi rozmowy z trenerem Krzysztofem Ferencem, który tłumaczył mi, że każdy organizm działa inaczej i każdy przechodzi tę drogę we własnym tempie. Przypominał mi też, że wykonuję dobrą pracę i nie powinnam zamartwiać się drobnymi rzeczami.

Po takich rozmowach zbierałam się w sobie i działałam dalej – wracałam na treningi, jeszcze bardziej pilnowałam diety i starałam się dawać z siebie sto procent” – opowiedziała Julia.

5. Czy metamorfoza, którą przeszłaś, zmieniła również Twoje życie prywatne i pewność siebie?

“Metamorfoza, którą przeszłam w programie ‘Kanapowczynie’, zdecydowanie zmieniła moje życie – zarówno fizycznie, jak i mentalnie.

Przede wszystkim zaczęłam bardziej podobać się samej sobie. Z dnia na dzień uczę się akceptować siebie i robię małe kroki w tym kierunku, bo moim zdaniem nie da się pokochać siebie w stu procentach z dnia na dzień. To jest proces, nad którym cały czas pracuję.

Ogromną zmianę przeszłam również pod względem psychicznym. Stałam się bardziej otwarta, zaczęłam więcej rozmawiać i przestałam bać się kontaktu z innymi ludźmi. Dziś dużo częściej wychodzę z domu i jestem bardziej aktywna – chodzę biegać, na siłownię, jeżdżę na nartorolkach czy tez zwykły rolkach.

Przede wszystkim jednak przestałam zamykać się w domu. Staram się spędzać więcej czasu z ludźmi, wychodzić ze znajomymi na spacery czy wyjeżdżać razem w góry. Czuję, że bardzo otworzyłam się na świat i innych ludzi” – wyznała uczestniczka show TTV.

6. Co powiedziałabyś osobie, która ogląda „Kanapowców”, ale boi się zacząć własnej zmiany?

“Powiedziałabym przede wszystkim, żeby zacząć bardzo małymi krokami i nie oczekiwać od siebie od razu wielkiej zmiany. Wiem, że na początku to wcale nie jest łatwe i często pojawia się myślenie „zacznę od poniedziałku”, które później się powtarza. Dlatego warto po prostu ustawić sobie bardzo prosty cel – na przykład 30 minut spaceru dziennie. Już taka mała aktywność może poprawić samopoczucie i dać pierwszy zastrzyk energii.

Później można stopniowo dokładać kolejne cele, jak przebiegnięcie kilometra, a z czasem dwóch. Najważniejsze są właśnie te małe kroki, które prowadzą do większej zmiany. Po jakimś czasie widać pierwsze efekty – poprawia się kondycja, samopoczucie i pojawia się więcej chęci do działania. I to właśnie najbardziej napędza do dalszej pracy nad sobą” – powiedziała Julia.

6. Czy po zakończeniu programu nadal macie kontakt jako grupa? Czy są uczestniczki „Kanapowczyń”, z którymi szczególnie się zaprzyjaźniłaś

“Po programie ‘Kanapowczynie’ cały czas mamy ze sobą kontakt jako grupa. Mamy wspólny czat, na którym regularnie piszemy, a ostatnio udało nam się nawet spotkać wszystkie razem i było naprawdę świetnie. Najbardziej zakolegowałam się jednak z Gabrysią. To wspaniała osoba i bardzo się zżyłyśmy. Potrafimy rozmawiać praktycznie o wszystkim – od poważnych spraw po największe drobiazgi i głupotki. Często jesteśmy na telefonie przez cały dzień, a nawet pół nocy. Najważniejsze jest jednak to, że możemy na siebie liczyć i zawsze się wspieramy, kiedy któraś ma gorszy moment albo potrzebuje rozmowy.

Mam też kontakt z Agnieszką z Wrocławia, chociaż myślę, że bliższą relację ma ona z moją mamą, a ja właśnie z Gabrysią. Z dziewczynami z Czeladzi kontakt jest trochę mniejszy, ale nadal bardzo dobry. Z Anią spotykam się na przykład na nartorolkach i razem ćwiczymy jazdę. Z Kasią niestety widujemy się już rzadziej. Mimo wszystko uważam, że jako grupa nadal trzymamy się razem i dalej mamy ze sobą fajny kontakt” wyznała Julia.

7. Jeśli TTV zdecyduje się na kolejną edycję „Kanapowców”, to kogo najchętniej zobaczyłabyś w programie: mężczyzn, małżeństwa, młodzież, całe rodziny, a może ponownie mamy z córkami?

“Jeśli powstałby kolejny sezon programu ‘Kanapowczynie’, to bardzo chętnie zobaczyłabym edycję opartą na relacji ojca i syna. Skoro u nas była relacja matki z córką, to myślę, że taka męska odsłona mogłaby być naprawdę ciekawa i pełna emocji. Wydaje mi się, że mężczyźni często mają mocniejsze charaktery, więc mogłoby pojawić się więcej rywalizacji, mocniejszych reakcji czy nawet sprzeczek, a to na pewno byłoby interesujące dla widzów.

Bardzo ciekawym pomysłem byłaby też edycja dla par – małżeństw, narzeczonych albo po prostu chłopaka i dziewczyny. Myślę, że taka formuła mogłaby pokazać jeszcze więcej emocji związanych ze wspólnym wsparciem, motywacją i relacją między partnerami. Byłabym bardzo ciekawa, jak wyglądałaby ich wspólna walka o zmianę, czy pojawiałyby się kryzysy, czy może jeszcze bardziej by się wspierali. Tak naprawdę jednak uważam, że niezależnie od tego, jaka edycja by powstała, na pewno byłaby interesująca i świetnie by się ją oglądało” – dodała.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Michał Wiśniewski drży przed wyrokiem? Wiemy, co zrobił tuż przed rozprawą

Której parze w programie “Kanapowczynie” kibicowałyście najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
(fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością