Śledź nas

news

Agnieszka Hyży odurzona pigułką gwałtu. Jak do tego doszło?

Opublikowano

w dniu

Przez lata była symbolem profesjonalizmu, spokoju i telewizyjnej klasy. Teraz Agnieszka Hyży zdecydowała się opowiedzieć historię, która wstrząsnęła nie tylko jej fanami, ale całą branżą. Co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy i dlaczego mówi o tym dopiero dziś? Dowiedz się więcej!

Agnieszka Hyży to nazwisko, które od lat kojarzy się z Polsatem i największymi telewizyjnymi formatami stacji. Od kulis „Tańca z Gwiazdami”, przez „Cztery Wesela”, aż po festiwale transmitowane na żywo – zawsze była jedną z najważniejszych postaci w ekipie prowadzących. Po pewnym czasie celebrytka postanowiła zniknąć z ekranów i dać sobie chwilę oddechu, ale w 2024 roku powróciła w wielkim stylu. Dziś prowadzi z sukcesem „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” wraz z Maciejem Rockiem, a także poranny program „Halo tu Polsat”, zdobywając uznanie widzów swoją naturalnością, profesjonalizmem i ciepłem.

Tym razem jednak to nie nowy projekt przykuł uwagę, a osobiste wyznanie, które poruszyło opinię publiczną. W sobotę na instagramowym profilu Agnieszki Hyży pojawił się wstrząsający wpis, w którym ujawniła, że przed laty nieświadomie połknęła pigułkę gwałtu i opisała dramatyczne konsekwencje tego zdarzenia.

We wpisie prezenterka wróciła do wieczoru, który miał być jedynie krótkim, towarzyskim spotkaniem po latach, a zakończył się traumatycznym doświadczeniem.

Spotkanie licealne po latach, moje rodzinne miasto. Katowicki klub, tłum ludzi, znajome twarze, młodość pomieszana z dorosłością. Plan był prosty, tylko na chwilę. Następnego dnia o 7 rano miałam pociąg do Warszawy, pracę i obowiązki. Umówiłam się z rodzicami, że do północy będę w domu. Jestem dorosła, samodzielna, to już nie te czasy, kiedy mama i tata przywozili mnie z imprez – zaczęła.

Następnie opisała moment, w którym wszystko zaczęło się gwałtownie zmieniać — bez alkoholu, bez ostrzeżenia, bez logicznego wytłumaczenia. Jak opisuje Hyży, w pewnym momencie na barze postawiła swoją szklankę. Tego wieczoru nie piła alkoholu. Wspomina, że nie wypiła nawet połowy napoju, gdy poczuła, że dzieje się z nią coś niepokojącego.

To nie było zmęczenie i nie alkohol. W ciągu kilku minut świat zaczął wirować, obraz rozmywać się przed oczami ciało stawało się ciężkie. Wiem, że nie było jeszcze 23. Wzięłam torebkę i pomyślałam: “Idę do łazienki. Ochlapię twarz wodą i zamawiam taxi”. Zamknęłam się w toalecie… i wtedy mój film się urywa – wspomina.

Dziś w pamięci ma tylko fragmenty tamtej nocy. To, co wydarzyło się później, zna głównie z relacji innych. Pamięta jednak, że nie była w stanie odebrać telefonu od rodziców ani znajomych, którzy przez kilka godzin próbowali się z nią skontaktować. Dramat jej bliskich rozpoczął się w momencie, gdy w końcu udało się nawiązać z nią kontakt.

Po około trzech godzinach udało mi się nacisnąć zieloną słuchawkę. Tylko tyle: “Coś się ze mną dzieje… jestem w łazience”. Mama do dziś mówi, że te 20 minut drogi po mnie były dla nich traumatyczne – czytamy.

Po odnalezieniu córki rodzice natychmiast zabrali ją na pogotowie. To tam spotkała się z reakcją, która do dziś budzi w niej ogromne emocje.

Tata zaniósł mnie do samochodu i pojechaliśmy na pogotowie. Resztę znam z opowieści. Zderzenie ze ścianą systemu, lekarka patrzy mojej mamie w oczy i mówi, że jestem “naćpana”. Kiedy mama odpowiada: “Moja córka nie bierze narkotyków”, słyszy tylko: “Każdy rodzic tak mówi”. Pomoc była niewielka. Odesłali nas do szpitala. Podobno leżałam na sali z pijanymi ludźmi zabranymi z ulicy, pod kroplówką, bez większego zainteresowania. Rano, po konsultacji ze znajomymi lekarzami, rodzina zabrała mnie na własne żądanie do domu. Pierwsze 24 godziny praktycznie przespałam. Budziło mnie tylko picie wody – opisuje Hyży.

POLECAMY: Ola Filipek i Olek Sikora medialnym fenomenem? Przed nimi nowy projekt

Agnieszka Hyży otworzyła się przed obserwatorami

Dopiero następnego dnia rodzina zabrała ją do domu. Organizm dochodził do siebie przez kolejne godziny i dni, a skutki były odczuwalne fizycznie i psychicznie.

Mama do dziś wspomina zapach pokoju, jakby chemia wychodziła ze mnie każdą komórką ciała. Po 48 godzinach sama czułam na skórze ostry, octowy zapach. Szorowałam się pod prysznicem przez godzinę – napisała Hyży.

Prezenterka tłumaczy, że przez lata nie mówiła o tym publicznie, ale pewne wydarzenia sprawiły, że poczuła, iż nadszedł właściwy moment.

Wczoraj, w “Halo tu Polsat”, rozmawialiśmy z twórcą dokumentu o podziemiu pigułek gwałtu z jedną z ofiar. Słuchając jej historii, miałam wrażenie, jakby opowiadała o mnie. My miałyśmy szczęście. Wiele osób go nie ma. Nie bez powodu ta substancja ma taką nazwę – czytamy.

Zwróciła również uwagę na ogromne trudności związane z wykrywaniem sprawców takich przestępstw.

Wykrycie sprawcy jest bardzo mało prawdopodobne. Pytaliśmy, sprawdzaliśmy, konsultowaliśmy to później z lekarzami i specjalistami, możliwości są ograniczone, a czas działa na niekorzyść ofiary. Substancje znikają z organizmu szybko, dowody przepadają, a mało kto drąży temat do końca. Proceder jest niestety powszechny. Istnieją nawet nieoficjalne mapy klubów i miejscówek, które od lat są z tego znane. To jest przerażające. To może spotkać każdego. Mnie. Ciebie. Nasze dzieci. Dziewczyny i chłopaków. Kobiety i mężczyzn – dodała Hyży na Instagramie.

Na zakończenie swojego wpisu Agnieszka Hyży skierowała bezpośredni apel do odbiorców, szczególnie do młodych ludzi i rodziców.

Dziś sobota. Może właśnie szykujecie się na imprezę. Może wychodzą wasze dzieci. Zapamiętajcie i powtarzajcie drukowanymi literami: NIE ZOSTAWIAMY SZKLANEK BEZ OPIEKI. PIJEMY Z ZAMKNIĘTYCH BUTELEK. NIE UFAMY OBCYM, nawet jeśli wydają się znajomi – zakończyła.

Jej wyznanie odbiło się szerokim echem w mediach i wśród fanów. Wiele osób dziękowało jej za odwagę i szczerość, inni przyznawali, że dopiero teraz uświadomili sobie skalę zagrożenia. To nie jest już tylko osobista historia – to głos w sprawie, która dotyka tysięcy ludzi każdego roku.

Czy ta historia zmieni sposób, w jaki myślimy o bezpieczeństwie na imprezach? Czy sprawi, że ofiary będą częściej mówić głośno o swoich doświadczeniach? Jedno jest pewne – głos Agnieszki Hyży trudno dziś zignorować.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Kamil Kuroczko o swojej nieobecności w „Tańcu z Gwiazdami”. Padły ważne słowa

Śledzicie Agnieszkę Hyży w “Halo tu Polsat”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Maciej Rock, Agnieszka Hyży (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 6 lutego 2026
Maciej Rock, Agnieszka Hyży (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 6 lutego 2026
Agnieszka Hyży (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 6 lutego 2026
Agnieszka Hyży (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Agnieszka Hyży (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Agnieszka Hyży (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Agnieszka Hyży (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Nie żyje Mariusz Komenda z „MasterChefa”. Znamy przyczynę śmierci

Opublikowano

w dniu

przez

Mariusz Komenda zdobył popularność dzięki „MasterChefowi”, gdzie dotarł aż do półfinału i zachwycił widzów swoją pasją do gotowania. Później spełniał kolejne zawodowe marzenia, aż na początku tego roku usłyszał dramatyczną diagnozę, która całkowicie zmieniła jego życie. Poznaj tę historię już teraz!

Mariusz Komenda od najmłodszych lat związany był z gotowaniem. To właśnie pasja do kuchni sprawiła, że w 2019 roku zdecydował się spróbować swoich sił w programie „MasterChef”. Udział w popularnym formacie TVN okazał się dla niego przełomowym momentem i otworzył drzwi do dalszego rozwoju zawodowego.

W programie Mariusz Komenda radził sobie na tyle dobrze, że znalazł się w gronie kucharzy, którzy awansowali do półfinału. Wraz z pozostałymi uczestnikami udał się do Meksyku, gdzie poznawał tamtejszą kuchnię, zdobywał nowe doświadczenia i walczył o miejsce w ścisłym finale. Ostatecznie nie udało mu się awansować do decydującego etapu, jednak jego przygoda z programem na tym się nie skończyła.

Mariusz Komenda zdobył bowiem sympatię widzów i jeszcze kilkukrotnie pojawiał się na planie „MasterChefa”. Wracał do programu jako gość oraz juror, dzieląc się z uczestnikami swoją wiedzą i doświadczeniem. Popularność, którą przyniósł mu telewizyjny format, postanowił wykorzystać również do realizacji własnych zawodowych marzeń.

W 2020 roku Mariusz Komenda otworzył lokal w Środzie Śląskiej. W swoim menu stawiał na autorskie dania, świeże produkty oraz nowoczesne techniki kulinarne. Restauracja była kolejnym krokiem na jego drodze, a doświadczenie zdobywane przez lata pozwalało mu rozwijać własną wizję gotowania.

Pięć lat później restaurator spełnił jedno ze swoich największych marzeń. Wspólnie z rodziną otworzył restaurację Father&Son. Nazwa lokalu nie była przypadkowa – jeszcze podczas udziału w „MasterChefie” Mariusz Komenda wspominał o tym, że chciałby kiedyś prowadzić restaurację razem ze swoim synem. Kiedy wreszcie udało mu się zrealizować ten plan, życie przygotowało dla niego niezwykle trudną próbę.

POLECAMY: 32 lata różnicy w związku to dużo? Margareta z „Kochaj albo wróć” zdradziła kulisy związku

Na początku 2026 roku Mariusz Komenda usłyszał dramatyczną diagnozę. Lekarze przekazali mu, że ma guza mózgu o cechach glejaka złośliwego. Konieczne było natychmiastowe rozpoczęcie leczenia, a kolejne miesiące stały się dla restauratora walką o zdrowie i życie.

Mariusz Komenda przeszedł w ciągu kilku miesięcy dwie operacje, a następnie rehabilitację. W tym niezwykle trudnym czasie nie pozostawał sam. Wsparcie otrzymywał od rodziny, przyjaciół, mieszkańców Środy Śląskiej oraz lokalnych przedsiębiorców i organizacji, którzy angażowali się w pomoc.

Wokół Mariusza Komendy organizowano zbiórki oraz akcje charytatywne, których celem było wsparcie go w walce z chorobą. Zaangażowanie lokalnej społeczności pokazało, jak wiele osób było gotowych stanąć po jego stronie w najtrudniejszym momencie. Mimo ogromnego wsparcia i wysiłku włożonego w leczenie nie udało się jednak pokonać choroby. Restaurator zmarł mając zaledwie 44 lata.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dominika Serowska usłyszała pytanie o „niechcianą ciążę”. Ostro odpowiedziała

Oglądaliście “MasterChefa” z udziałem Mariusza Komendy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Mariusz Komenda (fot. screen YouTube TVN Kuchnia)
Mariusz Komenda (fot. screen YouTube TVN Kuchnia)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

32 lata różnicy w związku to dużo? Margareta z „Kochaj albo wróć” zdradziła kulisy związku

Opublikowano

w dniu

przez

Małgorzata „Margareta” Jurczak zdecydowała się opowiedzieć o związku, który dla wielu osób może być zaskakujący. Jej wybrankiem został młodszy od niej o 32 lata Mohamed z Tunezji, a ich relacja zaczęła się od niewinnej wakacyjnej znajomości. Dowiedz się więcej o ich historii!

„Kochaj albo wróć” to nowy program TTV, w którym widzowie poznają historie par mierzących się z różnicami kulturowymi, odległością i nie zawsze łatwymi decyzjami dotyczącymi wspólnej przyszłości. Jedną z bohaterek formatu jest Małgorzata „Margareta” Jurczak, która związała się z Mohamedem pochodzącym z Tunezji.

Historia tej pary rozpoczęła się podczas wakacyjnego wyjazdu. Małgorzata poznała Mohameda w hotelu, w którym pracował. Początkowo nic nie wskazywało na to, że przypadkowa znajomość przerodzi się w poważną relację. Sama uczestniczka, która gościła w “Dzień dobry TVN” przyznała, że traktowała ich pierwsze spotkanie jako wakacyjną przygodę.

“Pracował w hotelu, ja pojechałam na wakacje. Tak się poznaliśmy. Ja na początku myślałam, że to jest totalnie wakacyjna przygoda, natomiast nie skończyło się to tak. Zaczęliśmy nadal utrzymywać kontakt, ja zaczęłam latać do Tunezji i miłość kwitła. Jestem starsza od Mohameda o 32 lata” – wspominała w śniadaniówce.

Różnica wieku pomiędzy partnerami z pewnością może zwracać uwagę. Małgorzata „Margareta” Jurczak nie ukrywa jednak, że dla niej najważniejsze okazały się emocje i relacja, która rozwijała się pomimo początkowych założeń. To, co miało być jedynie wakacyjną przygodą, z czasem przerodziło się w związek, który wymagał od obojga zaangażowania i pokonywania kolejnych przeszkód.

POLECAMY: Dominika Serowska usłyszała pytanie o „niechcianą ciążę”. Ostro odpowiedziała

32 lata różnicy to dużo? Margareta z „Kochaj albo wróć” znalazła miłość w Tunezji

Jedną z największych okazała się komunikacja. Para nie mogła swobodnie rozmawiać w jednym wspólnym języku, ponieważ Mohamed nie znał ani języka polskiego, ani angielskiego w stopniu pozwalającym na bezproblemową komunikację. Zamiast się jednak poddać, partnerzy znaleźli własny sposób na porozumiewanie się.

“Nikt do tej pory chyba tego nie wiedział, że Mohamed nie zna języka angielskiego w ogóle, nie zna języka polskiego, więc zaczęliśmy porozumiewać się w słowach, które między sobą rozumiemy. Ja dużo słów poznałam po arabsku, które wplatam w całą mieszankę tego dziwnego angielskiego, który on zrozumie i z tego wyszło coś bardzo śmiesznego” – wyznała.

Ich sposób komunikacji pokazuje, że związek nie zawsze musi opierać się na perfekcyjnej znajomości jednego języka. Małgorzata nauczyła się części arabskich słów, natomiast para stworzyła własną mieszankę językową, która pozwalała im się wzajemnie rozumieć. Jak sama przyznała, z czasem stało się to nawet źródłem humoru w ich codziennych rozmowach.

Historia Małgorzaty „Margarety” Jurczak i Mohameda jest jedną z wielu opowieści prezentowanych w „Kochaj albo wróć”. Program skupia się na parach, których relacje wymagają mierzenia się z różnicami kulturowymi, odległością czy odmiennymi oczekiwaniami. Bohaterowie muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ich uczucie jest wystarczająco silne, aby pokonać kolejne przeszkody.

Nowy format można oglądać w TTV w piątki o godzinie 22:00. Według danych Press po czterech odcinkach program śledziło średnio 235 tys. widzów. Pierwsze trzy odcinki były emitowane około godziny 22:00, natomiast czwarty rozpoczął się około 22:30. Cykl zapewniał stacji średnio 2,59 proc. udziału w grupie ogólnej 4+ oraz 3,19 proc. w komercyjnej grupie 20-54.

Poszczególne wyniki oglądalności wyglądały następująco: pierwszy odcinek obejrzało średnio 235 tys. widzów, drugi przyciągnął 194 tys., trzeci zgromadził 256 tys., a czwarty 254 tys. Dane pokazują więc, że zainteresowanie programem nie ogranicza się wyłącznie do premiery, a kolejne historie uczestników przyciągają przed ekrany kolejne osoby.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Piotr Gumulec rozważa odejście z „TzG”? Niepokojące wieści obiegły media

A Wy oglądacie nowy program TTV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Margareta (fot. screen Instagram “Dzień dobry TVN”)
Margareta (fot. screen Instagram “Dzień dobry TVN”)
Margareta i Mohamed (fot. zdjęcie prasowe TVN)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Dominika Serowska usłyszała pytanie o „niechcianą ciążę”. Ostro odpowiedziała

Opublikowano

w dniu

przez

Dominika Serowska i Marcin Hakiel już wkrótce po raz kolejny zostaną rodzicami. Celebrytka nie unika pytań o ich życie prywatne, a tym razem musiała zmierzyć się z wyjątkowo bezpośrednim pytaniem dotyczącym ciąży i antykoncepcji. Jej odpowiedź może zaskoczyć. Dowiedz się więcej!

Dominika Serowska od początku związku z Marcinem Hakielem nie ukrywa przed obserwatorami szczegółów swojego życia prywatnego. Para chętnie dzieli się z internautami kolejnymi etapami wspólnego życia, a szczególnie dużo uwagi wzbudza ich rodzina. W grudniu 2024 roku na świat przyszedł ich syn Romeo, a obecnie zakochani przygotowują się do narodzin kolejnego dziecka.

Tym razem Dominika Serowska i Marcin Hakiel oczekują córeczki. Para jakiś czas temu ogłosiła płeć dziecka podczas baby shower, czym oczywiście natychmiast podzieliła się z obserwatorami. Celebrytka w kolejnych rozmowach coraz częściej opowiada również o tym, jak wygląda ich codzienność i przygotowania do powiększenia rodziny.

Jednym z tematów, który w ostatnim czasie szczególnie interesował internautów, było życie pod jednym dachem, a właściwie… spanie pod jednym dachem. Okazało się bowiem, że Dominika Serowska i Marcin Hakiel nie dzielą wspólnej sypialni. Informacja ta już wcześniej pojawiała się w rozmowach z celebrytką, jednak tym razem temat został poruszony również osttanio na antenie „Dzień Dobry TVN”.

O szczegóły zapytał Marcin Prokop, który wprost nawiązał do „sekretu wyrzucenia Marcina Hakiela z jej łóżka”. Dominika Serowska wyjaśniła, że decyzja o osobnych sypialniach pojawiła się jeszcze przed narodzinami ich syna. Nie chodziło jednak o problemy w związku, a przede wszystkim o sposób organizacji codzienności i nocnego odpoczynku.

Celebrytka opowiedziała także, jak wyglądało dzielenie się obowiązkami przy małym dziecku. Początkowo to ona częściej zajmowała się Romeo w nocy. Z czasem uznała jednak, że również potrzebuje odpoczynku, dlatego Marcin Hakiel przejął część nocnych obowiązków.

“Na ten moment dzieliliśmy się Romeo pół na pół, a gdy urodzi się córka, to będę spała z córką, a Marcin zostanie z młodym. Na początku ja spałam z maluchem, ale w pewnym momencie powiedziałam, że też się chcę kiedyś wyspać i Marcin stwierdził, że spróbuje spać z Romeo i ta noc przyszła mu gładko. Powiedział, że możemy się dzielić, żeby każdy mógł się wyspać i odpocząć” – stwierdziła.

W programie pojawiło się również pytanie o to, czy osobne spanie może mieć wpływ na relację partnerów. Dominika Serowska stanowczo przekonywała, że w ich przypadku nie jest to powód do niepokoju. Jej zdaniem odpowiednia ilość snu ma ogromne znaczenie dla codziennego funkcjonowania, a osobne łóżka nie muszą oznaczać problemów pomiędzy partnerami.

“Uważam, że jak każdy jest wyspany, a sen jest naprawdę ważny w naszym życiu, to jednak jest potrzebne. Ja potrzebuję spać sama, żeby się wyspać. Nie ma to wpływu na naszą relację, a przynajmniej nie ma złego wpływu” – wyznała.

POLECAMY: Piotr Gumulec rozważa odejście z „TzG”? Niepokojące wieści obiegły media

Dominika Serowska odpowiedziała na bezpośrednie pytanie. „Może was to zszokuje”

Najnowsza wypowiedź Dominiki Serowskiej pojawiła się jednak podczas jednej z jej sesji Q&A. Jedna z internautek postanowiła zapytać celebrytkę wprost, dlaczego „nie zabezpiecza się przed niechcianą ciążą”. Pytanie było wyjątkowo bezpośrednie, a odpowiedź Serowskiej miała wyraźnie uszczypliwy charakter.

“O, to jest bardzo ważne pytanie, bo może dać wielu do myślenia — tak samo, jak pani, która mnie zapytała, może będzie ostrożniejsza w pewnych kwestiach. Bo niestety musicie wiedzieć, może was to zszokuje, jak Rossa w “Przyjaciołach”, że antykoncepcja nie daje nigdy stuprocentowej gwarancji niezajścia w ciążę. Pozdrawiam!” – powiedziała ukochana Marcina Hakiela.

Wypowiedź Dominiki Serowskiej szybko zwraca uwagę, bo celebrytka nie tylko odpowiedziała na bardzo osobiste pytanie, ale również wykorzystała okazję, by przypomnieć o czymś, co sama określiła jako ważną kwestię. Jej komentarz został utrzymany w żartobliwym, nieco ironicznym tonie, a nawiązanie do kultowego serialu „Przyjaciele” dodatkowo podkreśliło charakter odpowiedzi.

Jedno jest pewne — życie Dominiki Serowskiej i Marcina Hakiela już wkrótce ponownie mocno się zmieni. Para przygotowuje się do narodzin córki, a jednocześnie nadal dzieli między siebie obowiązki związane z wychowaniem małego Romeo. Jak pokazują wypowiedzi celebrytki, w ich przypadku nawet tak nietypowe rozwiązanie jak osobne sypialnie ma przede wszystkim pomóc im w codziennym funkcjonowaniu. Teraz pozostaje czekać na narodziny ich córeczki, o których z pewnością jeszcze nie raz opowiedzą swoim obserwatorom.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zenon wyciągnął rękę do Daniela Martyniuka? Nie uwierzycie, jaki ma plan

Co uważacie o wyznaniu Dominiki Serowskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Dominika Serowska (fot. screen YouTube “Dzień dobry TVN’)
Marcin Hakiel i Dominika Serowska (fot. screen Instagram Marcin Hakiel)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Zenon wyciągnął rękę do Daniela Martyniuka? Nie uwierzycie, jaki ma plan

Opublikowano

w dniu

przez

Daniel Martyniuk po raz kolejny zdecydował się publicznie przeprosić swoich rodziców za wcześniejsze zachowanie. Teraz głos w sprawie relacji z synem zabrał Zenon Martyniuk, który zdradził, co naprawdę dzieje się między nimi i od czego uzależnia wspólne muzyczne plany. Dowiedz się więcej!

Daniel Martyniuk od lat wzbudza ogromne zainteresowanie mediów. Syn jednej z największych gwiazd disco polo wielokrotnie trafiał na pierwsze strony portali, a jego zachowanie w przeszłości wywoływało sporo emocji. Sam zainteresowany jakiś czas temu postanowił jednak publicznie odnieść się do swoich wcześniejszych działań i przeprosić najbliższych.

W programie „Mówię wam” Daniel Martyniuk mówił wprost o swoim zachowaniu wobec rodziny. Nie próbował usprawiedliwiać swoich słów i przyznał, że był pod wpływem alkoholu, przez co nie pamięta wszystkiego, co się wydarzyło.

“Oczywiście, że żałuję i to bardzo, że obraziłem rodzinę. Obraziłem pod wpływem alkoholu. (…) Ja praktycznie mało co pamiętam. Cokolwiek by się nie stało, to nie powinienem tak reagować. Naprawdę źle postąpiłem. Jest mi bardzo, bardzo wstyd i za to przepraszam” – powiedział w “Mówię wam” w miniony weekend.

POLECAMY: Beata Tyszkiewicz odcięła się od Pavlović? Padły smutne słowa

Zenon Martyniuk chce nagrać piosenkę z Danielem?

O relację z synem został zapytany przez „Super Express” również Zenon Martyniuk. Wokalista zdecydował się odpowiedzieć na pytanie, jak obecnie wygląda jego kontakt z Danielem. Z jego słów wynika, że mimo wszystkich trudnych momentów nie można mówić o trwałym konflikcie między ojcem a synem.

“Nie byliśmy nigdy pokłóceni, także relacje są takie, jak ojciec z synem. Są różne sprzeczki, tak jak w każdej rodzinie, jak w milionach polskich domów” – wyznał król disco polo.

W rozmowie z „Super Expressem” Zenon Martyniuk wypowiadał się o synu bardzo ciepło. Okazuje się, że mimo różnic i kolejnych trudnych sytuacji wciąż ma wobec Daniela pewne muzyczne marzenie. Ojciec i syn od lat mieli bowiem wspólnie muzykować, dlatego wokalista chciałby kiedyś stworzyć z nim wspólny utwór.

“Mieliśmy razem nagrywać piosenki. Często sobie siadaliśmy, ja grałem na gitarze, a on na mandolinie, czy tam ukulele […] Zrobimy petardę, chociaż mamy inne zainteresowania. Ja lubię klimaty lat 60., 70. i 80. Daniel też uwielbia takie klimaty” – zdradził Zenek.

Na wspólną piosenkę trzeba jednak będzie jeszcze poczekać. Zenon Martyniuk jasno dał do zrozumienia, że zanim obaj pojawią się razem w studiu, Daniel musi najpierw uporządkować swoje życie. Dla wokalisty stabilizacja syna jest obecnie ważniejsza niż szybkie zrealizowanie muzycznych planów.

“Z nim się umówisz, a on zaraz za godzinę zmienia decyzję. Nie można w ogóle nic postanowić” – stwierdził.

Wokalista w rozmowie nie unikał również trudnego tematu alkoholu i narkotyków. Zenon Martyniuk otwarcie powiedział, że jego zdaniem właśnie używki mogą mieć wpływ na to, jak Daniel zachowuje się w określonych sytuacjach.

“Wiadomo, jak są narkotyki, alkohol, to troszeczkę w głowie się poprzewraca” – powiedział Martyniuk.

Zenon Martyniuk zwrócił również uwagę na zachowanie syna w internecie. Jego zdaniem Daniel po alkoholu lub zażyciu innych substancji publikuje treści, których później żałuje.

“Jak czegoś się nabierze, czy się napije, to jest dramat. Niepotrzebnie to wszystko wstawia do internetu. Na drugi dzień się opamiętuje, że zrobił źle i to usuwa, ale to jednak wszystko zostaje i później jest afera” – tłumaczy Zenon.

Mimo trudnych doświadczeń Zenon Martyniuk nie zamyka drzwi przed synem. Wręcz przeciwnie – jego słowa pokazują, że wciąż ma nadzieję na wspólny muzyczny projekt, jednak najpierw chciałby zobaczyć u Daniela większą stabilizację. Wokalista nie ukrywa, że rodzinne relacje bywają skomplikowane, ale jednocześnie podkreśla, że nadal pozostają ojcem i synem.

Dziś Daniel Martyniuk jest zresztą aktywny także na ekranie. Widzowie mogą śledzić jego poczynania w programie „Nasi w mundurach”, gdzie mierzy się z kolejnymi wyzwaniami. Z kolei Danuta Martyniuk pojawia się w programie „Eksperyment: Odsiadka”, a już wkrótce ma wziąć udział także w „Królowych przetrwania”. Wygląda więc na to, że rodzina Martyniuków nadal nie znika z telewizji, a kolejne projekty mogą przynieść jeszcze wiele emocji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Mucha zeznawała przeciwko Paulinie Smaszcz. Tak ją podsumowała

Lubicie rodzinę Martyniuków? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Zenon Martyniuk (fot. screen YouTube Polsat) – występ Roztańczony PGE Narodowy 2024
Daniel Martyniuk (fot. screen YouTube Żurnalista)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością