Śledź nas

showbiz

Anna Wendzikowska w ogniu komentarzy! Być pomocną mamą czy pozwolić uczyć się na błędach?

Opublikowano

w dniu

Czy matka powinna zawsze ratować swoje dziecko w trudnych sytuacjach, czy raczej pozwolić mu ponosić konsekwencje zapominalstwa? Ten dylemat poruszyła Anna Wendzikowska, publikując osobisty wpis w mediach społecznościowych. Jej słowa wywołały lawinę komentarzy, a internauci nie byli zgodni. Dowiedz się więcej już teraz!

Anna Wendzikowska to nazwisko doskonale znane widzom – dziennikarka, aktorka i prezenterka, przez lata związana z programem „Dzień Dobry TVN”, w którym przeprowadzała wywiady z największymi gwiazdami światowego kina. Dziś jej życie zawodowe skupia się na działalności medialnej i własnych projektach, ale równie często zwraca na siebie uwagę jako mama dwóch córek. To właśnie rola matki staje się dla niej źródłem wielu przemyśleń, którymi chętnie dzieli się w sieci. Jej najnowszy wpis poruszył temat, który okazał się wyjątkowo bliski tysiącom rodziców.

2 września o godzinie 10:00 Wendzikowska odebrała telefon ze szkoły. W słuchawce usłyszała prośbę córki:

Mamo, zapomniałam śniadaniówki, przywieziesz mi? – powiedziała córka.

Ta pozornie błaha sytuacja uruchomiła w niej lawinę refleksji. Dziennikarka przyznała, że tym razem zdecydowała się zawieźć jedzenie, tłumacząc swoją decyzję troską o dziecko.

Ja zawiozłam, bo raz: nie chce, żeby była głodna, dwa: chce, żeby wiedziała, że w sytuacji kłopotliwej, ma na kogo liczyć – napisała.

Jednocześnie podkreśliła, że zastanawia się, co zrobi, jeśli taka sytuacja zacznie powtarzać się regularnie. W dalszej części wpisu Wendzikowska wróciła pamięcią do własnych szkolnych czasów. Przyznała, że nikt nie dowoził jej zapomnianych rzeczy, ale miała o tyle łatwiej, że mieszkała bardzo blisko szkoły i w razie potrzeby mogła sama wrócić do domu. Dziennikarka zauważyła, że być może właśnie dzięki temu wyrosła na osobę niezwykle samodzielną – czasem aż nadto, bo jak sama dodała, nigdy nie prosi nikogo o pomoc. Dlatego teraz zastanawia się, jaką drogą powinna podążać w wychowaniu swoich córek i co w przyszłości okaże się dla nich cenniejsze: wsparcie czy konsekwencja.

Nie wiem, co zrobię jak to się będzie zdarzało co drugi dzień. Mnie niczego do szkoły w takiej sytuacji nie przywożono, z drugiej strony mieszkałam 5 minut od szkoły i w razie czego mogłam wrócić do domu, a w liceum to już człowiek powinien być odpowiedzialny, ewentualnie ponosić konsekwencje swoich „zapomnień”. Wyrosłam na osobę samodzielną, nawet za bardzo, bo taką, która nigdy nikogo nie prosi o pomoc – dokończyła wpis.

POLECAMY: Dorota Szelągowska spisała testament i opowiada o śmierci! Czy Polacy są gotowi na tak szczere rozmowy?

Rodzice reagują na wpis Anny Wendzikowskiej

Pod jej wpisem natychmiast pojawiły się setki komentarzy od innych rodziców, którzy podzielili się własnymi doświadczeniami. Jedna z internautek napisała:

Mówią, żeby nie zawozić…Ja zawoziłam…i źle na tym wyszłam bo przyzwyczaiłam ją do tego , że jak zapomni, to mama przywiezie. Powtarza się to notorycznie. Jak zgłodnieje to się nauczy. Jak będzie stać pod drzwiami bo zapomni kluczy, to następnym razem weźmie ze sobą – napisała jedna z internautek.

Inna komentująca podzieliła się historią swojej córki, która zapomniała torby na basen.

Moja córka w zeszłym roku zapomniała na początku torby na basen. Raz jej zawiozłam ale powiedziałam, że każdemu się zdarzy więc tym razem ją uratowałam ale ma pamiętać sama. Po jakimś czasie znów zapomniała torby no i tu już nie miałam jak jej zawieźć bo byłam w pracy więc nie miała basenu i siedziała godzinę na balkonie patrząc jak inne dzieci się świetnie bawią. Tak jej to utkwiło w pamięci, że w każdy kolejny czwartek wieczorem spakowana torba czekała już pod drzwiami żeby następnego dnia rano ją wziąć na pewno – napisała inna obserwatorka.

Wśród komentarzy znalazły się także głosy nawołujące do bardziej praktycznego podejścia.

Może lepiej z rana robić wspólnie check liste czy wszystko spakowane. Mniej stresu dla obydwu stron – napisała obserwatorka Wendzikowskiej.

Co ważne, Anna Wendzikowska nie ograniczyła się jedynie do wrzucenia wpisu – aktywnie uczestniczyła w dyskusji z internautkami. Wymieniała opinie, dopytywała o szczegóły i przyznawała, że sama szuka najlepszej drogi wychowawczej. Jej otwartość i gotowość do rozmowy spotkały się z dużym uznaniem, bo rzadko która gwiazda tak szczerze angażuje się w dialog z fanami.

Cała sytuacja pokazała, że nawet codzienne, pozornie błahe problemy potrafią stać się punktem zapalnym do poważnej dyskusji społecznej. To, czy rodzic powinien ratować dziecko, czy pozwolić mu na samodzielne poniesienie konsekwencji, pozostaje kwestią indywidualnych wyborów i podejścia do wychowania. Nie ma jednej odpowiedzi, a doświadczenia innych rodziców pokazują, że każda metoda może mieć swoje plusy i minusy.

Dla Wendzikowskiej temat ten okazał się nie tylko osobistym dylematem, ale także szerszym pytaniem o to, jak wychowywać dzieci w dzisiejszych czasach – pomiędzy troską a wymaganiem odpowiedzialności. Jej wpis stał się lustrem, w którym przejrzały się setki rodziców, a dyskusja, którą wywołała, pokazała, jak różne są podejścia do tego samego problemu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „MasterChef” powraca! Goście specjalni, kulinarne emocje i rekordowa wygrana – zobacz relację ze specjalnego pikniku

A Wy pomagacie swoim dzieciom? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Anna Wendzikowska (fot. screen Facebook Anna Wendzikowska)
Anna Wendzikowska (fot. screen Facebook Anna Wendzikowska)
Anna Wendzikowska (fot. screen Instagram Anna Wendzikowska)
Anna Wendzikowska (fot. screen Instagram Anna Wendzikowska)
Anna Wendzikowska (fot. screen Instagram Anna Wendzikowska)

Autor: SJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

showbiz

Kto zatańczy z kim w triach „Tańca z Gwiazdami”? [LISTA NAZWISK]

Opublikowano

w dniu

przez

Dziewiąty odcinek „Tańca z Gwiazdami” przyniósł nie tylko wyjątkowe występy, ale również zapowiedź kolejnego tanecznego widowiska. Już za tydzień uczestnicy pojawią się na parkiecie w zupełnie nowych składach, a do rywalizacji dołączą znane nazwiska. Produkcja szykuje niespodzianki, które mogą wywołać spore emocje. Dowiedz się więcej!

Niedzielny odcinek „Tańca z Gwiazdami” zdecydowanie różnił się od pozostałych. Tym razem na parkiecie zaprezentowało się sześć par, a każda z nich miała do wykonania aż dwie choreografie. Wyjątkowy charakter programu wiązał się również z obchodzonym 1 listopada Dniem Wszystkich Świętych. Z tej okazji przygotowano specjalną oprawę muzyczną, a uczestnicy mogli zaprezentować się w nieco innych niż zwykle tanecznych odsłonach. W repertuarze pojawiły się między innymi tańce ludowe, które nadały rywalizacji szczególnego klimatu.

Zmiany nie ominęły również jury. Tym razem przy stole jurorskim zabrakło Julii Wieniawy, którą zastąpiła była pierwsza dama Jolanta Kwaśniewska. Jej obecność była jedną z największych niespodzianek wieczoru. Widzowie mogli zobaczyć ją w zupełnie nowej roli, a jej komentarze i oceny występów stanowiły dodatkowy element wyjątkowego wydania programu. Produkcja zadbała również o to, aby niedzielny odcinek miał odpowiednią oprawę i nawiązywał do polskiej muzyki oraz tradycji.

Szczególną bohaterką wieczoru była Irena Santor, której największe przeboje towarzyszyły uczestnikom podczas tanecznych prezentacji. Legendarna wokalistka otrzymała specjalne miejsce tuż przy parkiecie. Przygotowano dla niej elegancką, niemal królewską kanapę, z której mogła obserwować występy uczestników. Jej obecność nadała całemu wydarzeniu wyjątkowego charakteru, a możliwość usłyszenia jej piosenek w nowych aranżacjach była jednym z najważniejszych elementów tego odcinka.

Największe zaskoczenie czekało jednak na widzów w momencie rozstrzygnięcia. Kiedy przyszedł czas na ogłoszenie wyników i decyzję dotyczącą dalszego udziału uczestników w programie, Jolanta Kwaśniewska postanowiła zabrać głos. Zwróciła się bezpośrednio do prowadzącego, Krzysztofa Ibisza, z propozycją, która mogła całkowicie zmienić przebieg eliminacji. Była pierwsza dama nie ukrywała, że wyjątkowy charakter tego wieczoru powinien, jej zdaniem, wpłynąć również na ostateczne rozstrzygnięcia.

Jolanta Kwaśniewska poprosiła prowadzącego, aby ze względu na szczególną oprawę dziewiątego odcinka żadna z par nie musiała żegnać się z programem. W swojej wypowiedzi nawiązała zarówno do obecności Ireny Santor, jak i wyjątkowych choreografii zaprezentowanych przez uczestników. Jej propozycja wywołała spore zaskoczenie, ponieważ widzowie nie spodziewali się, że ktoś zasiadający przy stole jurorskim będzie chciał wpłynąć na przebieg eliminacji w tak bezpośredni sposób.

„Drogi panie Krzysztofie, czy jest taka szansa, że ze względu na wyjątkowy odcinek, wyjątkową osobę Ireny Santor, na fantastyczne tańce ludowe, na to wszystko, co się dzisiaj zdarzyło w tym miejscu, żeby nikt nie odpadał?” – zapytała Jolanta Kwaśniewska.

Jej prośba była dla wielu widzów sporym zaskoczeniem. Wszystkie oczy zwróciły się wówczas na Krzysztofa Ibisza, który musiał odnieść się do nietypowej propozycji byłej pierwszej damy. Prowadzący nie kazał długo czekać na odpowiedź. Zareagował krótko, ale w sposób, który natychmiast wywołał uśmiechy i przesądził o dalszym przebiegu wieczoru. Właśnie wtedy stało się jasne, że dziewiąty odcinek zakończy się inaczej niż większość dotychczasowych.

„Pierwszym damom się nie odmawia” – odpowiedział Krzysztof Ibisz.

POLECAMY: Iwona Pavlović zdradziła wysokość emerytury. Ile dostaje z ZUS-u?

NOWE gwiazdy na parkiecie “Tańca z Gwiazdami”!

Na tym jednak niespodzianki się nie skończyły. Pod koniec programu zapowiedziano, że w kolejnym odcinku parkiet stanie się jeszcze bardziej zatłoczony. Uczestnicy wystąpią bowiem w trzyosobowych składach, a do każdej pary dołączy dodatkowa osoba. Produkcja nie ujawniła wszystkich szczegółów, ale zapowiedź już teraz wzbudziła zainteresowanie fanów.

Jak informował Pudelek, wśród zaproszonych gości pojawią się osoby związane z uczestnikami prywatnie, zawodowo lub dzięki wcześniejszym telewizyjnym przygodom. Mandaryna zatańczy z Janem Błachowiczem, z którym miała okazję poznać się podczas „Azja Express”. Z kolei Helena Englert wystąpi z Magdaleną Boczarską, która tańczyła w programie wiosną tego roku, a Piotr „Guma” Gumulec stworzy taneczny duet z Agnieszką Litwin, znaną z kabaretu Jurki.

W kolejnych duetach zobaczymy również Izabelę Kunę i jej wieloletniego partnera, dramaturga oraz scenarzystę Marka Modzelewskiego. Aktorka wcześniej zatańczyła już z córką Nadią, więc ponownie będzie miała okazję zaprezentować się na parkiecie z bliską osobą. Kuba Szmajkowski wesprze Jaspera Sołtysiewicza, natomiast Żaklina Ta Dinh zatańczy z Dominikiem Rupińskim. Influencerzy prywatnie się przyjaźnią i wspólnie tworzą treści w mediach społecznościowych. Po wyjątkowym odcinku z Jolantą Kwaśniewską producenci szykują więc kolejne emocje, a następna niedziela może przynieść zupełnie nowe taneczne niespodzianki.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Włodzimierz Czarzasty UDERZA w Karola Nawrockiego. Zgadzacie się z jego słowami?

Lubicie odcinki “Tańca z Gwiazdami”, gdzie nikt nie odpada? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Julia Suryś i Piotr Gumulec (fot. Piętka Mieszko/AKPA) – 11 października 2026
Mandaryna (fot. Piętka Mieszko/AKPA) – 11 października 2026
Helena Englert (fot. Piętka Mieszko/AKPA) – 11 października 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

showbiz

Iwona Pavlović zdradziła wysokość emerytury. Ile dostaje z ZUS-u?

Opublikowano

w dniu

przez

Iwona Pavlović od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy „Tańca z Gwiazdami”. Choć nadal aktywnie pracuje, nie ukrywa, że otrzymuje również świadczenie z ZUS. W jednym z wywiadów zdradziła, ile pieniędzy co miesiąc trafia na jej konto. Jej słowa mogą zaskoczyć widzów. Dowiedz się więcej

Czarna Mamba od ponad dwóch dekad jest związana z „Tańcem z Gwiazdami”, gdzie zasłynęła bezkompromisowymi ocenami i wymagającym podejściem do uczestników. Iwona Pavlović przez lata wypracowała sobie pozycję jednej z najbardziej cenionych postaci polskiego tańca towarzyskiego. Wcześniej zdobywała liczne tytuły mistrzyni Polski, a później z powodzeniem rozwijała karierę sędziowską. Telewizja sprawiła jednak, że jej nazwisko stało się rozpoznawalne również wśród osób, które na co dzień nie interesują się tańcem.

Mimo upływu lat jurorka nie zamierza rezygnować z aktywności zawodowej. Praca pozostaje dla niej nie tylko pasją, ale również istotnym elementem finansowej codzienności. Jak się okazuje, Iwona Pavlović może liczyć także na comiesięczne świadczenie emerytalne. W rozmowie z Wirtualną Polską postanowiła otwarcie powiedzieć, jak wygląda jej sytuacja.

Kwota, którą ujawniła, wynosi 2700 złotych miesięcznie. Jurorka nie próbowała robić z tego wielkiej sensacji ani ukrywać wysokości świadczenia.

“Proszę, jeżeli bardzo to państwa interesuje, to 2700 zł co miesiąc na moje konto wpływa. Nie za mało, nie za dużo. Tyle, na ile zasłużyłam” – powiedziała.

Za wysokością emerytury stoi jednak konkretna historia zawodowa. Iwona Pavlović przez całe życie prowadziła działalność gospodarczą i nigdy nie była zatrudniona na etacie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że taki model pracy może przełożyć się na niższe świadczenie w przyszłości. Nie była więc zaskoczona tym, co ostatecznie otrzymuje z ZUS.

POLECAMY: Włodzimierz Czarzasty UDERZA w Karola Nawrockiego. Zgadzacie się z jego słowami?

Iwona Pavlović nie ukrywa, ile dostaje z ZUS. „Na waciki starcza spokojnie”

W rozmowie z Jastrząb Post jurorka wyjaśniła, że odpowiednio wcześniej pomyślała o zabezpieczeniu swojej przyszłości.

“Ale jestem bardzo rozsądna, ponieważ wiedziałam, że będę miała niską emeryturę. Całe życie miałam działalność, nigdy nie pracowałam u kogoś. (…) Wiedząc, że będę miała niską emeryturę, zawsze lubiłam mieć jakieś małe zaplecze. Zabezpieczam się, żeby kiedyś się nie zdziwić” – tłumaczyła.

Nie oznacza to jednak, że Iwona Pavlović zamierza narzekać na otrzymywane pieniądze. Wręcz przeciwnie, jej podejście do tematu jest pełne dystansu i charakterystycznego humoru. Gdy zapytano ją o wysokość emerytury, potrafiła odpowiedzieć w sposób, który doskonale pasuje do jej osobowości.

“Na waciki starcza spokojnie” – powiedziała z uśmiechem w rozmowie z Jastrząb Post.

Jurorka nie ukrywa, że 2700 złotych nie stanowi podstawy jej utrzymania. Nadal pracuje, a zarobki z działalności zawodowej pozwalają jej zachować większą swobodę finansową. Świadczenie z ZUS traktuje jako dodatkowy element budżetu, a nie jedyne źródło pieniędzy. Dzięki temu nie musi mierzyć się z sytuacją, w której cała codzienność zależałaby od wysokości emerytury.

“To są nieduże pieniądze, ale wielu ludzi z takich pieniędzy żyje. Mam większe pieniądze i z nich żyję, ale z tej kwoty robię jakieś opłaty” – dodała Iwona Pavlović.

Na koniec jurorka podkreśliła, że emerytura ma dla niej również wymiar symboliczny. To pieniądze, które otrzymuje po wielu latach pracy, i nie zamierza udawać, że nie sprawiają jej radości.

“To jest taki konkretny człon moich dochodów i jak wpływa na moje konto, to bardzo mnie to cieszy, bo ciężko pracowałam przez całe życie, (…) więc uważam, że należą mi się te pieniążki” – podsumowała.

Historia Iwon y Pavlović pokazuje, że nawet osoby od lat obecne w telewizji mogą otrzymywać stosunkowo niewysokie świadczenia emerytalne. Jurorka nie ukrywa swojej sytuacji, nie dramatyzuje i podkreśla, że wcześniej zadbała o finansowe zabezpieczenie. Jej podejście może być dla wielu osób ważnym przypomnieniem, że na przyszłość warto przygotować się odpowiednio wcześnie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Znany psycholog BRONI Filipa Chajzera i Bianki: „Nasze życie jest nudne”

Według Was to dobra emerytura Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Iwona Pavlović (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Iwona Pavlović (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Włodzimierz Czarzasty UDERZA w Karola Nawrockiego. Zgadzacie się z jego słowami?

Opublikowano

w dniu

przez

Spór o Trybunał Konstytucyjny przybiera coraz ostrzejszy obrót, a polityczne emocje sięgają zenitu. Włodzimierz Czarzasty podczas konferencji prasowej nie gryzł się w język i wymierzył mocne oskarżenia w Karola Nawrockiego, Jarosława Kaczyńskiego oraz innych przedstawicieli prawicy. Padły słowa, które z pewnością wywołają kolejną burzę. Dowiedz się więcej!

Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.

Szczególne zainteresowanie wzbudziły nagrania, które w nocy z piątku na sobotę, 30 i 31 października, obiegły media społecznościowe. Widać na nich Karola Nawrockiego przed wejściem do siedziby Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Prezydent próbuje przedostać się przez grupę osób stojących w drzwiach budynku. W pewnym momencie zwraca się do jednej z kobiet słowami: „Proszę odejść, przepraszam panią”.

W piątek wieczorem w Trybunale Konstytucyjnym doszło do kolejnego zwrotu w trwającym konflikcie. W opublikowanym komunikacie poinformowano o odsunięciu od wykonywania obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego. Tymczasowe kierowanie pracami instytucji powierzono sędzi Annie Korwin-Piotrowskiej, co spotkało się z natychmiastową reakcją i jeszcze bardziej zaostrzyło spór.

Następnie siedmioro sędziów wybranych przez Sejm weszło na teren Trybunału w towarzystwie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Jak relacjonowała rzeczniczka TK Weronika Ścibor, pracujący na miejscu strażnicy mieli otrzymać polecenie spakowania swoich rzeczy i opuszczenia budynku. Sytuacja szybko stała się przedmiotem politycznych komentarzy, a przed gmachem zaczęli gromadzić się kolejni ludzie.

Na miejscu pojawili się między innymi politycy prawicy, przedstawiciele Konfederacji oraz Grzegorz Braun wraz z sympatykami. Obecna była również policja. Na oficjalnym profilu Trybunału opublikowano komunikat, w którym zakwestionowano legalność podjętych działań i napisano o „bezprawnym przejęciu strony internetowej”. Wydarzenia z piątkowego wieczoru jeszcze bardziej zaostrzyły spór, który od miesięcy dzieli polską scenę polityczną.

Do sprawy odniósł się również Karol Nawrocki, który opisał zajście jako próbę siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa. W swoim oświadczeniu napisał: „Tej nocy doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego RP i siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa”.

POLECAMY: Danuta Holecka ZALAŁA SIĘ ŁZAMI na antenie Republiki. Przykre?

Włodzimierz Czarzasty oskarża Karola Nawrockiego i zapowiada ruch prokuratury

W poniedziałek głos zabrał Włodzimierz Czarzasty, który zwołał konferencję prasową poświęconą sytuacji. Marszałek Sejmu rozpoczął wystąpienie od mocnej deklaracji dotyczącej przyszłości TK.

“Jesteśmy o krok od przywrócenia TK obywatelom. Zaczęło się tu, w Sejmie, od złożenia ślubowania przez wspaniałych sędziów. Wybitni i odważni prawnicy wzięli sprawy w swoje ręce. Skutecznie, a ta skuteczność w polityce codziennej oraz działaniu poszczególnych instytucji jest ważna. Zaufajmy prawu i tym wybitnym i odważnym sędziom” – zaczął.

Największe emocje wywołała wypowiedź marszałka, w której wymienił nazwiska prezydenta, prezesa PiS i innych polityków.

“Braun, Kaczyński, Nawrocki, wraz z przystawkami: Bąkiewiczem, Mentzenem, Bosakiem i Morawieckim zawiązali w sobotnią noc brunatną koalicję przeciw normalności, by nie oddać władzy w skorumpowanym TK” – stwierdził.

W dalszej części wystąpienia Czarzasty ponownie uderzył w dotychczasowe funkcjonowanie Trybunału.

“Trybunał Konstytucyjny przez ostatnie lata realizuje polityczne zamówienie polityków. PiS, Ziobry, Andrzeja Dudy, a teraz Karola Nawrockiego. Stał się ich partyjną przybudówką. To zjawisko ma twarze i nazwiska. Między innymi Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz” – stwierdził.

Kolejne słowa Włodzimierza Czarzastego dotyczyły już bezpośrednio prezydenta i jego otoczenia.

“Patron brunatnej koalicji Karol Nawrocki wie, że jeżeli Trybunał Konstytucyjny zacznie działać zgodnie z prawem, to powie mu, że prezydent nie jest królem i że ogranicza go Konstytucja. Wpisują się w to słowa medialnych sojuszników prezydenta, np. Rafała Ziemkiewicza skierowane do sędziego Macieja Berka. Cytuję: “Będziesz wisiał”. Państwo polskie nie może pozostawić takich słów bez reakcji. W związku z tym składam doniesienie do prokuratury” – zapowiedział Włodzimierz Czarzasty.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Znany psycholog BRONI Filipa Chajzera i Bianki: „Nasze życie jest nudne”

Co uważacie o słowach Włodzimierza Czarzastego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Włodzimierz Czarzasty (fot. screen YouTube SEJM RP)
Karol Nawrocki (fot. screen YouTube Polsat News)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Danuta Holecka ZALAŁA SIĘ ŁZAMI na antenie Republiki. Przykre?

Opublikowano

w dniu

przez

Danuta Holecka nie była w stanie ukryć emocji podczas relacji na żywo w TV Republika. Kiedy zgromadzeni przed Trybunałem Konstytucyjnym zaczęli skandować jej imię, prezenterka wyraźnie się wzruszyła. Dzień wcześniej doszło do głośnego incydentu z udziałem jej męża, który został zakuty w kajdanki podczas interwencji policji na cmentarzu. Dowiedz się więcej!

W poniedziałkowym wydaniu programu emitowanego w Telewizji Republika Danuta Holecka postanowiła wrócić do wydarzeń, które rozegrały się na warszawskim Służewie. Prezenterka przekonywała, że parkowanie przed cmentarzem nie wymagało żadnego specjalnego zezwolenia.

„Jestem winna państwu małe uzupełnienie, ponieważ nie musiałam mieć żadnego zezwolenia parafii, żeby parkować na wyznaczonych do tego miejscach przed cmentarzem. Parkują tam wszyscy, codziennie. Jestem tam prawie od dwóch lat i czterech miesięcy, każdego dnia. Nigdy takiej sytuacji nie było” — mówiła na antenie.

W dalszej części relacji Danuta Holecka przedstawiła własną wersję przebiegu policyjnej interwencji. Jak twierdziła, jej mąż wysiadł z samochodu, a funkcjonariusz próbował nakłonić go do ponownego zajęcia miejsca w pojeździe. Następnie miał zażądać dokumentów, których mężczyzna nie posiadał przy sobie.

„Mąż wysiadł z samochodu, a on zaczął go do tego samochodu wpychać, żeby wsiadał z powrotem. I dokumenty. Nie mam. Mąż już stał przy samochodzie i pan policjant: “Proszę się przedstawić”. Mąż do niego: “Człowieku, czego ty ode mnie chcesz? Ja chcę iść na cmentarz”. I pan zaczął go zakuwać. Kiedy ciągnął mu jedną rękę do tyłu, podeszłam i powiedziałam, jak się nazywam i jak się nazywa mój mąż” — relacjonowała.

Prezenterka nie kryła również pretensji dotyczących dalszego przebiegu zdarzenia. Według jej relacji policjanci nie chcieli zweryfikować danych po numerze rejestracyjnym, a sytuacja nie zakończyła się nawet wtedy, gdy na miejscu pojawił się ich syn. Miał on przynieść dokumenty ojca i potwierdzić jego tożsamość. Holecka przekonywała, że mimo tego jej mąż nadal pozostawał skuty.

„Gdy drugi raz siedział skuty, mówiłam, jak się nazywa mąż. Potem pan miał go rozkuć, kiedy przyszedł syn. Syn miał dokumenty, poświadczył, a mąż dalej siedział skuty. Tak wyglądała ta prawda. Nie mam powodów, żeby kłamać. Żadnych. Przepraszam państwa, ale byłam to państwu winna ” – mówiła.

POLECAMY: Znany psycholog BRONI Filipa Chajzera i Bianki: „Nasze życie jest nudne”

Jaka jest faktyczna wersja wydarzeń? [SZCZEGÓŁY]

Wersja przedstawiona przez Danutę Holecką nie pokrywa się jednak z wyjaśnieniami policji. Funkcjonariusze wskazują, że interwencja rozpoczęła się po wjechaniu samochodem w obszar objęty zakazem ruchu, a kierowca miał odmówić podania danych osobowych. Według mundurowych mężczyzna próbował również oddalić się z miejsca kontroli, dlatego zastosowano wobec niego kajdanki. Policja podkreśla, że działania nie miały związku z nazwiskiem zatrzymanego ani zawodową działalnością jego żony.

Sprawa nie zakończyła się na medialnych relacjach i wzajemnych oskarżeniach. Jak ustaliła Wirtualna Polska, policja skierowała już do sądu wniosek o ukaranie męża Danuty Holeckiej. Chodzi o niezastosowanie się do znaku drogowego oraz odmowę podania danych osobowych podczas interwencji. Mężczyzna podpisał protokół, nanosząc na nim własne uwagi. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie należało do sądu.

Warto również przypomnieć, że cała sytuacja rozegrała się w szczególnym dla rodziny Danuty Holeckiej dniu. Małżonkowie odwiedzali grób swojego zmarłego syna, a interwencja policji przerodziła się w wydarzenie, które szybko stało się jednym z najgłośniejszych tematów w mediach. Telewizja Republika przedstawiała działania funkcjonariuszy jako brutalną represję, podczas gdy policja konsekwentnie podkreślała, że powodem kontroli było naruszenie przepisów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł korektę płci. Tak zareagowała mama

Co uważacie o zachowaniu Holeckiej na wizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)
Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)
Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)
Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością