Śledź nas

news

Dominika Ostałowska ujawnia przykre kulisy „M jak miłość”. Tak naprawdę traktowano aktorkę za kulisami

Opublikowano

w dniu

Po ponad dwóch dekadach obecności w jednym z najpopularniejszych seriali w Polsce, Dominika Ostałowska podjęła decyzję, która wstrząsnęła fanami. Teraz po raz pierwszy tak szczerze mówi o powodach odejścia, emocjach i tym, co naprawdę działo się za kulisami. Co skłoniło ją do tak radykalnego kroku? Dowiedz się więcej!

Dominika Ostałowska, aktorka od samego początku związana z serialem „M jak miłość”, przez ponad 25 lat wcielała się w postać Marty – jednej z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek tej produkcji. Jej twarz była nierozerwalnie związana z historią rodziny Mostowiaków, a dla wielu widzów była symbolem ciągłości i stabilności serialu. Dlatego informacja o jej odejściu wywołała prawdziwe poruszenie wśród fanów i środowiska medialnego.

Rok temu aktorka niespodziewanie ogłosiła na swoich mediach społecznościowych, że żegna się z rolą Marty. W emocjonalnym wpisie podziękowała widzom oraz ekipie za wspólnie spędzone lata.

Chciałam Wam powiedzieć, że po wielu latach żegnam się z rolą Marty w „M jak miłość”. Pragnę za te wszystkie lata spędzone na planie z całego serca podziękować obu ekipom i reżyserom, a także wszystkim innym pracownikom produkcji – napisała wówczas aktorka na Instagramie.

Z czasem wokół jej odejścia zaczęły narastać plotki. Media sugerowały, że aktorka czuła się marginalizowana, a nawet pomijana przez produkcję – między innymi przy nagrywaniu nowej czołówki serialu. W rozmowie z Plejadą aktorka odniosła się do tych spekulacji w sposób spokojny, lecz niezwykle szczery.

O nagraniu nowej czołówki beze mnie dowiedziałam się właściwie z mediów. Nie wiem, czy powstała jeszcze w czasie, gdy grałam w serialu, czy już po moim odejściu. W każdym razie trudno było mi poczuć z tego powodu przykrość i chyba nie w takich kategoriach rozpatrywałabym odejście z serialu – wyznała.

Najważniejszym powodem rozstania nie były jednak kwestie organizacyjne czy emocjonalne urazy, lecz brak satysfakcji artystycznej. Aktorka otwarcie przyznała, że od dłuższego czasu nie miała poczucia sensu swojej obecności na planie.

Prawdą jest natomiast to, że od dłuższego czasu czułam, iż mam w “M jak miłość” niewiele do grania. A mnie nigdy nie zależało na samym byciu przed kamerą, ale właśnie na graniu w pełnym znaczeniu tego słowa – dodała.

Decyzja o odejściu dojrzewała w niej stopniowo. Jak sama mówi, wielokrotnie sygnalizowała produkcji, że jej wątek jest coraz bardziej marginalny.

To był proces rozłożony na etapy. Co jakiś czas sygnalizowałam produkcji, że nie bardzo mam co grać. Słyszałam zapewnienia, że mój wątek zostanie rozpisany. I faktycznie, przez moment pojawiały się ciekawsze scenariusze. Po czym wszystko bardzo szybko wracało do wcześniejszego stanu – wyjaśniła.

Z czasem aktorka zrozumiała, że sytuacja prawdopodobnie już się nie zmieni.

W pewnym momencie zrozumiałam, że prawdopodobnie niewiele się już zmieni. Musiałam tylko poczekać na zakończenie umowy, którą miałam podpisaną – wspomniała.

Co istotne, Dominika Ostałowska zadbała o to, aby sposób odejścia jej bohaterki nie był dramatyczny ani sensacyjny. Aktorka nie chciała, by Marta „konała” na ekranie w pośpiechu i w nieprzemyślanych okolicznościach.

Dokładnie już nie pamiętam, od kogo ta propozycja wyszła w pierwszej kolejności. Na pewno rozmawiałam o tym, że nie chciałabym, żeby w pośpiechu powstały sceny “konania” mojej bohaterki, zwłaszcza w jakiejś przypadkowej, niefortunnej sytuacji – powiedziała.

Zamiast tego zdecydowano się na otwarte rozwiązanie fabularne.

Wyjazd wydawał mi się rozwiązaniem uczciwym i otwartym. Zostawia scenarzystom furtkę na przyszłość, jeśli kiedykolwiek pojawi się taka potrzeba. Nie wiem, jakie są plany. Być może moja bohaterka jeszcze wróci, być może zostanie zastąpiona przez inną aktorkę. To są decyzje, które należą do produkcji – dodała.

POLECAMY: Jacek Jeschke wraca do „Tańca z Gwiazdami” – wiemy, z kim zatańczy. Czy to nowi faworyci?

Ostałowska o kulisach odejścia z “M jak miłość”

Zapytana wprost, czy kiedykolwiek wróci do „M jak miłość”, odpowiedziała z wyraźnym spokojem, ale bez jednoznacznych deklaracji.

Staram się nie mówić: nigdy. Zwykle unikam takich deklaracji. Jednocześnie bardzo dobrze wiem, dlaczego podjęłam decyzję o odejściu. Czuję się z nią spokojna i mam poczucie, że była mi potrzebna. Nie wydaje mi się, żebym chciała robić krok wstecz – stwierdziła.

Aktorka z sentymentem wspomina pierwsze lata pracy na planie serialu.

Pierwszych 10 lat wspominam bardzo dobrze. Ekipa była ze sobą zżyta, wątków było mniej, wszyscy się znaliśmy i mieliśmy poczucie wspólnoty. Spotykaliśmy się często, wiedzieliśmy, co dzieje się w życiu naszych bohaterów, ale też w życiu prywatnym. Z czasem wątków i postaci zaczęło przybywać. Wielu aktorów grających w serialu nigdy nawet nie spotkałam. Poczucie więzi stopniowo się rozmywało, a wraz z nim gasła radość związana z samą obecnością na planie – wspominała.

Po odejściu z serialu aktorka nie rzuciła się w wir nowych propozycji, lecz skupiła się na pracy na własnych zasadach.

Odejście z serialu uruchomiło we mnie przede wszystkim potrzebę działania na własnych zasadach. Dużo czasu i energii pochłonęła praca nad monodramem “Nieśmiała dżokejka”. Dopiero teraz, po premierze, mogę na chwilę odetchnąć – wyznała.

Jednocześnie nie ukrywa, że nie liczyła na lawinę ofert po rozstaniu z „M jak miłość”.

Nie liczyłam jednak na to, że nagle wszyscy zaczną do mnie dzwonić z propozycjami. To raczej fantazje dziennikarskie na temat moich motywów. Nie z tego względu podjęłam tę decyzję, choć propozycje zawodowe są oczywiście bardzo mile przeze mnie widziane. Odeszłam po to, żeby nie zgasło we mnie coś, co gasnąć niestety zaczęło, kiedy nie wiedziałam już, po co jestem na planie i kogo tak naprawdę gram – wytłumaczyła.

Historia Dominiki Ostałowskiej pokazuje, że nawet największa stabilność zawodowa nie zawsze oznacza spełnienie. Jej decyzja, choć trudna i kontrowersyjna, była aktem odwagi i walki o własną pasję oraz sens w pracy artystycznej. Czy jeszcze kiedyś zobaczymy Martę na ekranie? Tego dziś nikt nie wie, ale jedno jest pewne: to rozstanie nie było końcem, lecz nowym początkiem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Wiemy, z kim zatańczy Mateusz Pawłowski. Tancerka wraca po kilku latach przerwy

Brakuje Wam Dominiki Ostałowskiej na szklanym ekranie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)
Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)
Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)
Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 komentarz

1 komentarz

  1. Msoczi

    17 stycznia 2026 at 00:29

    Tak, w pierwszych odcinkach była jeszcze ok.Potem juz było coraz gorzej,wiecznie niezadowolona, marudząca, taka jakaś nijaka. Myślę, że wszystko popsuło się po tym jak odbiła koleżance z planu faceta.Jej postać w serialu nie była ciekawa.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Włodzimierz Czarzasty UDERZA w Karola Nawrockiego. Zgadzacie się z jego słowami?

Opublikowano

w dniu

przez

Spór o Trybunał Konstytucyjny przybiera coraz ostrzejszy obrót, a polityczne emocje sięgają zenitu. Włodzimierz Czarzasty podczas konferencji prasowej nie gryzł się w język i wymierzył mocne oskarżenia w Karola Nawrockiego, Jarosława Kaczyńskiego oraz innych przedstawicieli prawicy. Padły słowa, które z pewnością wywołają kolejną burzę. Dowiedz się więcej!

Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.

Szczególne zainteresowanie wzbudziły nagrania, które w nocy z piątku na sobotę, 30 i 31 października, obiegły media społecznościowe. Widać na nich Karola Nawrockiego przed wejściem do siedziby Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Prezydent próbuje przedostać się przez grupę osób stojących w drzwiach budynku. W pewnym momencie zwraca się do jednej z kobiet słowami: „Proszę odejść, przepraszam panią”.

W piątek wieczorem w Trybunale Konstytucyjnym doszło do kolejnego zwrotu w trwającym konflikcie. W opublikowanym komunikacie poinformowano o odsunięciu od wykonywania obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego. Tymczasowe kierowanie pracami instytucji powierzono sędzi Annie Korwin-Piotrowskiej, co spotkało się z natychmiastową reakcją i jeszcze bardziej zaostrzyło spór.

Następnie siedmioro sędziów wybranych przez Sejm weszło na teren Trybunału w towarzystwie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Jak relacjonowała rzeczniczka TK Weronika Ścibor, pracujący na miejscu strażnicy mieli otrzymać polecenie spakowania swoich rzeczy i opuszczenia budynku. Sytuacja szybko stała się przedmiotem politycznych komentarzy, a przed gmachem zaczęli gromadzić się kolejni ludzie.

Na miejscu pojawili się między innymi politycy prawicy, przedstawiciele Konfederacji oraz Grzegorz Braun wraz z sympatykami. Obecna była również policja. Na oficjalnym profilu Trybunału opublikowano komunikat, w którym zakwestionowano legalność podjętych działań i napisano o „bezprawnym przejęciu strony internetowej”. Wydarzenia z piątkowego wieczoru jeszcze bardziej zaostrzyły spór, który od miesięcy dzieli polską scenę polityczną.

Do sprawy odniósł się również Karol Nawrocki, który opisał zajście jako próbę siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa. W swoim oświadczeniu napisał: „Tej nocy doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego RP i siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa”.

POLECAMY: Danuta Holecka ZALAŁA SIĘ ŁZAMI na antenie Republiki. Przykre?

Włodzimierz Czarzasty oskarża Karola Nawrockiego i zapowiada ruch prokuratury

W poniedziałek głos zabrał Włodzimierz Czarzasty, który zwołał konferencję prasową poświęconą sytuacji. Marszałek Sejmu rozpoczął wystąpienie od mocnej deklaracji dotyczącej przyszłości TK.

“Jesteśmy o krok od przywrócenia TK obywatelom. Zaczęło się tu, w Sejmie, od złożenia ślubowania przez wspaniałych sędziów. Wybitni i odważni prawnicy wzięli sprawy w swoje ręce. Skutecznie, a ta skuteczność w polityce codziennej oraz działaniu poszczególnych instytucji jest ważna. Zaufajmy prawu i tym wybitnym i odważnym sędziom” – zaczął.

Największe emocje wywołała wypowiedź marszałka, w której wymienił nazwiska prezydenta, prezesa PiS i innych polityków.

“Braun, Kaczyński, Nawrocki, wraz z przystawkami: Bąkiewiczem, Mentzenem, Bosakiem i Morawieckim zawiązali w sobotnią noc brunatną koalicję przeciw normalności, by nie oddać władzy w skorumpowanym TK” – stwierdził.

W dalszej części wystąpienia Czarzasty ponownie uderzył w dotychczasowe funkcjonowanie Trybunału.

“Trybunał Konstytucyjny przez ostatnie lata realizuje polityczne zamówienie polityków. PiS, Ziobry, Andrzeja Dudy, a teraz Karola Nawrockiego. Stał się ich partyjną przybudówką. To zjawisko ma twarze i nazwiska. Między innymi Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz” – stwierdził.

Kolejne słowa Włodzimierza Czarzastego dotyczyły już bezpośrednio prezydenta i jego otoczenia.

“Patron brunatnej koalicji Karol Nawrocki wie, że jeżeli Trybunał Konstytucyjny zacznie działać zgodnie z prawem, to powie mu, że prezydent nie jest królem i że ogranicza go Konstytucja. Wpisują się w to słowa medialnych sojuszników prezydenta, np. Rafała Ziemkiewicza skierowane do sędziego Macieja Berka. Cytuję: “Będziesz wisiał”. Państwo polskie nie może pozostawić takich słów bez reakcji. W związku z tym składam doniesienie do prokuratury” – zapowiedział Włodzimierz Czarzasty.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Znany psycholog BRONI Filipa Chajzera i Bianki: „Nasze życie jest nudne”

Co uważacie o słowach Włodzimierza Czarzastego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Włodzimierz Czarzasty (fot. screen YouTube SEJM RP)
Karol Nawrocki (fot. screen YouTube Polsat News)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Danuta Holecka ZALAŁA SIĘ ŁZAMI na antenie Republiki. Przykre?

Opublikowano

w dniu

przez

Danuta Holecka nie była w stanie ukryć emocji podczas relacji na żywo w TV Republika. Kiedy zgromadzeni przed Trybunałem Konstytucyjnym zaczęli skandować jej imię, prezenterka wyraźnie się wzruszyła. Dzień wcześniej doszło do głośnego incydentu z udziałem jej męża, który został zakuty w kajdanki podczas interwencji policji na cmentarzu. Dowiedz się więcej!

W poniedziałkowym wydaniu programu emitowanego w Telewizji Republika Danuta Holecka postanowiła wrócić do wydarzeń, które rozegrały się na warszawskim Służewie. Prezenterka przekonywała, że parkowanie przed cmentarzem nie wymagało żadnego specjalnego zezwolenia.

„Jestem winna państwu małe uzupełnienie, ponieważ nie musiałam mieć żadnego zezwolenia parafii, żeby parkować na wyznaczonych do tego miejscach przed cmentarzem. Parkują tam wszyscy, codziennie. Jestem tam prawie od dwóch lat i czterech miesięcy, każdego dnia. Nigdy takiej sytuacji nie było” — mówiła na antenie.

W dalszej części relacji Danuta Holecka przedstawiła własną wersję przebiegu policyjnej interwencji. Jak twierdziła, jej mąż wysiadł z samochodu, a funkcjonariusz próbował nakłonić go do ponownego zajęcia miejsca w pojeździe. Następnie miał zażądać dokumentów, których mężczyzna nie posiadał przy sobie.

„Mąż wysiadł z samochodu, a on zaczął go do tego samochodu wpychać, żeby wsiadał z powrotem. I dokumenty. Nie mam. Mąż już stał przy samochodzie i pan policjant: “Proszę się przedstawić”. Mąż do niego: “Człowieku, czego ty ode mnie chcesz? Ja chcę iść na cmentarz”. I pan zaczął go zakuwać. Kiedy ciągnął mu jedną rękę do tyłu, podeszłam i powiedziałam, jak się nazywam i jak się nazywa mój mąż” — relacjonowała.

Prezenterka nie kryła również pretensji dotyczących dalszego przebiegu zdarzenia. Według jej relacji policjanci nie chcieli zweryfikować danych po numerze rejestracyjnym, a sytuacja nie zakończyła się nawet wtedy, gdy na miejscu pojawił się ich syn. Miał on przynieść dokumenty ojca i potwierdzić jego tożsamość. Holecka przekonywała, że mimo tego jej mąż nadal pozostawał skuty.

„Gdy drugi raz siedział skuty, mówiłam, jak się nazywa mąż. Potem pan miał go rozkuć, kiedy przyszedł syn. Syn miał dokumenty, poświadczył, a mąż dalej siedział skuty. Tak wyglądała ta prawda. Nie mam powodów, żeby kłamać. Żadnych. Przepraszam państwa, ale byłam to państwu winna ” – mówiła.

POLECAMY: Znany psycholog BRONI Filipa Chajzera i Bianki: „Nasze życie jest nudne”

Jaka jest faktyczna wersja wydarzeń? [SZCZEGÓŁY]

Wersja przedstawiona przez Danutę Holecką nie pokrywa się jednak z wyjaśnieniami policji. Funkcjonariusze wskazują, że interwencja rozpoczęła się po wjechaniu samochodem w obszar objęty zakazem ruchu, a kierowca miał odmówić podania danych osobowych. Według mundurowych mężczyzna próbował również oddalić się z miejsca kontroli, dlatego zastosowano wobec niego kajdanki. Policja podkreśla, że działania nie miały związku z nazwiskiem zatrzymanego ani zawodową działalnością jego żony.

Sprawa nie zakończyła się na medialnych relacjach i wzajemnych oskarżeniach. Jak ustaliła Wirtualna Polska, policja skierowała już do sądu wniosek o ukaranie męża Danuty Holeckiej. Chodzi o niezastosowanie się do znaku drogowego oraz odmowę podania danych osobowych podczas interwencji. Mężczyzna podpisał protokół, nanosząc na nim własne uwagi. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie należało do sądu.

Warto również przypomnieć, że cała sytuacja rozegrała się w szczególnym dla rodziny Danuty Holeckiej dniu. Małżonkowie odwiedzali grób swojego zmarłego syna, a interwencja policji przerodziła się w wydarzenie, które szybko stało się jednym z najgłośniejszych tematów w mediach. Telewizja Republika przedstawiała działania funkcjonariuszy jako brutalną represję, podczas gdy policja konsekwentnie podkreślała, że powodem kontroli było naruszenie przepisów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł korektę płci. Tak zareagowała mama

Co uważacie o zachowaniu Holeckiej na wizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)
Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)
Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)
Danuta Holecka (fot. screen YouTube Telewizja Republika)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Znany psycholog BRONI Filipa Chajzera i Bianki: „Nasze życie jest nudne”

Opublikowano

w dniu

przez

Filip Chajzer i Bianka Chajzer znaleźli się pod lupą internautów, którzy nie przestają komentować ich małżeństwa. Szczególnie dużo emocji wywołuje dzieląca ich różnica wieku. W podcaście Kuby Wojewódzkiego padły słowa, które mogą dać do myślenia wszystkim krytykującym parę!

Małżeństwo Filipa Chajzera i Bianki Chajzer od początku wzbudza zainteresowanie. Prezenter i jego ukochana zdecydowali się na ślub w Krakowie zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęciu związku, a ich ceremonia szybko trafiła na medialne nagłówki. Dziś para coraz chętniej pokazuje wspólne życie w internecie, a zainteresowanie ich relacją wykorzystuje również do rozwijania nowych projektów.

Niedawno Filip Chajzer zapowiedział wspólne talk-show z żoną. Małżonkowie mają już za sobą trzy rozmowy podcastowe, podczas których odpowiadają na pytania internautów i odsłaniają kulisy swojego związku. Jednak obok zainteresowania ich wspólnymi przedsięwzięciami nieustannie pojawiają się również komentarze dotyczące prywatnego życia. Najwięcej emocji budzi fakt, że Bianka Chajzer jest od swojego męża młodsza o 21 lata.

Czy taka różnica wieku rzeczywiście powinna być powodem do krytyki? Właśnie to zagadnienie pojawiło się w podcaście „WojewódzkiWojewódzki”. Kuba Wojewódzki zaprosił do rozmowy Piotra Mosaka, psychologa znanego między innymi z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Gość został zapytany o reakcje społeczeństwa na związek prezentera i jego żony. Odpowiedź była wyjątkowo bezpośrednia.

„Według mnie [problem] nie jest w tym, czy to jest Filip, czy ktokolwiek inny, tylko w tym, że my uwielbiamy się czepiać. Mamy tak słabe i kiepskie swoje życie, więc zajmujemy się cudzym i jeżeli możemy się czegoś “czepnąć” i wylać hejt, to to robimy” – stwierdził Piotr Mosak.

Co ciekawe, Piotr Mosak uważa, że w przypadku Filipa Chajzera i Bianki Chajzer nie miałoby większego znaczenia, gdyby sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

„Gdyby ona była dwadzieścia lat starsza, byłoby to samo, bo ludzie wylewają hejt zawsze, jeżeli coś możemy nazwać, że nie jest standardowe. Każdą różnicę krytykujemy, każdą różnicę oceniamy” – dodał.

Według niego problemem nie jest konkretna konfiguracja wieku, ale sam fakt, że relacja odbiega od tego, co część osób uważa za normę.

POLECAMY: Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł korektę płci. Tak zareagowała mama

Małżeństwo Filipa Chajzera wywołuje emocje. Terapeuta dosadnie odpowiedział krytykom

Psycholog zwrócił również uwagę na polską mentalność i historyczne doświadczenia, które jego zdaniem mogą mieć wpływ na sposób oceniania innych.

„Trzysta lat zaborów i wiele lat komuny powodują, że każdy, kto się wychyla w którąkolwiek stronę, jest już źle oceniany, już możemy go hejtować”- powiedział.

Z taką diagnozą częściowo polemizował Kuba Wojewódzki. Gospodarz podcastu zauważył, że sam hejt w obecnym znaczeniu jest mocno związany z internetem i anonimowością, która pozwala na publikowanie obraźliwych komentarzy bez bezpośredniej konfrontacji. Piotr Mosak zgodził się z tym spojrzeniem, rozwijając swoją myśl:

„Nie, bo hejt pojawił się z internetem, z anonimowością. W przyrodzie nie ma anonimowości. Anonimowość internetu stworzyła możliwość wyrzygiwania się na innych, odwracania uwagi od swojego kiepskiego życia i próby popsucia życia innym” – odpowiedział.

W dalszej części rozmowy Piotr Mosak wyjaśnił, jak jego zdaniem działa mechanizm umniejszania innym.

„Pokazują, że nasze życie jest nudne, słabe, kiepskie i żeby uciec od swojego, chcemy innych zrównać do siebie, chcemy innym powiedzieć: wcale nie jesteś taki fajny, wcale nie jesteś taka ładna, wcale nie jesteś taki mądry. Jesteś gruba, brzydka” – wyjaśniał.

Kuba Wojewódzki postanowił również osobiście odnieść się do osoby, która stała się obiektem internetowych ocen. Gospodarz podcastu zdradził, że zna Biankę Chajzer i nie dostrzega powodów, dla których miałaby być tak ostro krytykowana.

„Bianka, którą poznałem, jest szczupła, młoda i ładna” — powiedział, komplementując żonę prezentera Wojewódzki.

Ta wypowiedź stała się punktem wyjścia do kolejnej dosadnej riposty Piotra Mosaka.

„No to trzeba jej przywalić, że jest za młoda. Może jeszcze jest głupia. Wiesz, no zawsze się znajdzie powód. Dajcie nam człowieka, powód się znajdzie” – skwitował psycholog.

Cała rozmowa sprowadziła się do pytania, dlaczego tak łatwo przychodzi nam ocenianie cudzych relacji i wyborów. Filip Chajzer i Bianka Chajzer zdecydowali się budować wspólne życie, a ich związek nie musi odpowiadać wszystkim obserwatorom. Piotr Mosak w podcaście Kuby Wojewódzkiego postawił jednak znacznie szerszą diagnozę: czasami to nie osoby krytykowane są problemem, lecz ci, którzy za wszelką cenę szukają w nich powodów do ataku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krzysztof Skiba zakpił z Nawrockiego. „Bokser z pałacu prezydenckiego”. Ma rację?

A Wy co uważacie o różnicy wieku w związku? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Filip i Bianka Chajzerowie (fot. screen Instagram Bianka Chajzer)
Piotr Mosak (fot. screen YouTube WojewódzkiWojewódzki)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł korektę płci. Tak zareagowała mama

Opublikowano

w dniu

przez

Adam Kołaczkowski zdecydował się na wyjątkowo osobiste wyznanie, które poruszyło widzów „Dzień dobry TVN”. W rozmowie z Dorotą Wellman opowiedział o swojej tożsamości, przebytej tranzycji i relacji z mamą, która przez lata była dla niego ogromnym wsparciem. Jego słowa pokazują, jak wyglądała ich więź z dala od sceny i kabaretowych występów!

Adam Kołaczkowski pojawił się w „Dzień dobry TVN”, gdzie w rozmowie z Dorotą Wellman poruszył bardzo osobisty temat swojej tożsamości płciowej. Syn zmarłej Joanny Kołaczkowskiej otwarcie opowiedział o procesie tranzycji i doświadczeniach, które towarzyszyły mu w tym okresie. Jak przyznał, mówienie o tych sprawach przed kamerami nie jest dla niego łatwe. Mimo to zdecydował się na szczerość, pokazując widzom niezwykle intymną część swojego życia.

„Ciężko jest mówić na głos, że przeszedłem korektę płci, że jestem transpłciowy, bo to kompletnie nic dla mnie nie znaczy. Mama mnie wspierała. Wiadomo, że to było też niełatwe i to są lata dochodzenia do różnych punktów akceptacji siebie nawzajem” – wyznał Adam Kołaczkowski.

Jego słowa zwróciły uwagę na to, jak długim i wymagającym procesem może być wzajemne zrozumienie oraz akceptacja. Nie ukrywał przy tym, że sama publiczna rozmowa o tranzycji stanowi dla niego pewne wyzwanie.

Syn Joanny Kołaczkowskiej podkreślił również, że z biegiem czasu temat jego tożsamości przestał odgrywać szczególną rolę w codziennym życiu rodziny.

„W ostatnich kilku latach to przestało mieć znaczenie w naszym życiu. Nawet trudno powiedzieć, że mnie wspierała, bo to wsparcie opierało się na byciu moją mamą” – dodał.

To właśnie w tym zdaniu szczególnie mocno wybrzmiała jego perspektywa. Nie opisywał wsparcia jako czegoś wyjątkowego czy nadzwyczajnego, lecz jako naturalną część relacji między matką a synem.

POLECAMY: Krzysztof Skiba zakpił z Nawrockiego. „Bokser z pałacu prezydenckiego”. Ma rację?

Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł tranzycję. Nie ukrywa, jak wspierała go mama

W rozmowie z Dorotą Wellman Adam Kołaczkowski wrócił także do wspomnień związanych z codziennym życiem Joanny Kołaczkowskiej. Publiczność przez lata znała ją przede wszystkim jako niezwykle energiczną, charyzmatyczną i pełną ekspresji artystkę kabaretową. Jej sceniczny temperament sprawiał, że potrafiła przyciągać uwagę i rozbawiać tysiące widzów. Jak jednak podkreślił jej syn, prywatna Joanna Kołaczkowska była zupełnie inną osobą niż ta, którą oglądano na scenie.

„Wchodząc na scenę, wchodziła już w taką meta-rolę kobiety na scenie, która nie była do końca zgodna z nią, bo ona, jak już wiadomo, była bardzo nieśmiała, niezbyt odważna. Ludzi to bardzo zaskakuje i dziwi” – wyznał Adam Kołaczkowski.

Syn Joanny Kołaczkowskiej nie ograniczył się jednak wyłącznie do wspomnień o jej charakterze. Opowiedział również o zwyczajnych, domowych sytuacjach, które najlepiej oddawały atmosferę ich rodzinnego życia. Jak przyznał, jego mama nie przepadała za gotowaniem, a jeśli już pojawiała się w kuchni, najczęściej przygotowywała proste potrawy.

„Nie lubiła gotować. Zazwyczaj, jak gotowała, to jednogarnkowe potrawki” — zdradził.

Przyznał, że w ich domu, podobnie jak w wielu innych rodzinach, zdarzały się konflikty i nieporozumienia.

„Była super mamą. Wiadomo, że wkurzaliśmy się na siebie, bo były codzienne problemy, ale koniec końców była super mamą. Dbała o mnie najbardziej na świecie i zawsze mogłem się jej poradzić” – powiedział wzruszony.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Joanna Krupa ostro do Donalda Tuska: „ZŁAŹ Z DROGI”. Popieracie jej słowa?

Jak wspominacie Joannę Kołaczkowską? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Adam Kołaczkowski (fot. screen TVN.pl)
Joanna Kołaczkowska (fot. screen YouTube Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością