news
Maffashion, Boczarska, Warnke na premierze kolekcji: Paradyż My Way by Gosia Baczyńska
Plejada gwiazd przybyła podziwiać kolekcję Paradyż My Way by Gosia Baczyńska
29 czerwca w siedzibie Stowarzyszenia Architektów Polskich odbyło się niezwykłe wydarzenie, podczas którego spotkał się design i moda, czyli premiera zmysłowych kolekcji płytek ceramicznych Paradyż My Way by Gosia Baczyńska. W czasie wydarzenia goście poznali kulisy współpracy polskiego producenta z cenioną projektantką mody oraz wzięli udział w performansie z udziałem gwiazd.
HOT NEWS- Elegancki Kot, Stenka w paski i niebieski Zawierucha na premierze filmu “Wróg doskonały”
Powstała kolekcja zachwyca swoją oryginalnością, bogactwem struktur i nieoczywistą kolorystyką. Ciekawa forma, nietuzinkowi goście i nieprzypadkowy wybór miejsca stworzyły niepowtarzalną, sensualną atmosferę. Wydarzenie odbyło się w ogrodzie i pawilonie Pałacu Konstantego Zamoyskiego w Warszawie, siedzibie Zarządu Głównego SARP. Spotkanie rozpoczęło się briefingiem prasowym, podczas którego twórcy opowiedzieli o wspólnej pracy oraz zdradzili, jak w praktyce wyglądało zderzenie dwóch tylko pozornie odległych od siebie światów – wielkiej mody i designu. Aldona Chudzicka – dyrektor działu rozwoju produkt Ceramiki Paradyż mówiła:
Tworzenie kolekcji Paradyż My Way z Gosią Baczyńską było dla nas wspaniałym procesem twórczym. Współpraca była niesamowita! Gosia ma w sobie wielką energię i zapał do pracy. Oczywiście inspiracjami do powstania tych przepięknych kolekcji były tkaniny, jej kreacje z pokazu mody oraz całokształt twórczości
Gosia Baczyńska dba, aby jej eventy były nieoczywiste i pełne tajemniczości. Tym razem nie mogło być inaczej – projektantka zaprosiła gości, by wzięli udział w prawdziwym spektaklu na żywo, reżyserowanym przez Jarosława Stańka i Katarzynę Zielonkę. W przestrzeni przypominającej luksusowy apartament, znani artyści, wśród których znaleźli się m.in. Michał Piróg, Mateusz Banasiuk, Bilguun Ariunbaatar, Aleksandra Linda, Zofia Czernicka i Sandra Kevin, dali wyjątkowy występ, który w połączeniu z koncertem zespołu Lavina zachwycił wszystkich zgromadzonych. Baczyńska podkreślała:
Zależało mi, aby zaproszeni goście stali się częścią spektaklu, mogli od środka zobaczyć wnętrza, które żyją. Chodząc w rytm bolera, poczuli, że każda z zaprojektowanych kolekcji jest żywym dowodem na połączenie się mody i designu. I tak jak płytki, które płyną i płoną – tak oni zatopili się w prawdziwie onirycznym tańcu
Zachwycona Julia Kuczyńska “Maffashion” przyznała:
Patrząc na Gosi projekty zarówno modowe jak i te służące wykończeniu wnętrz, mogę się tylko uczyć, jak pięknie i zmysłowo otulić po pierwsze kobietę w modę, po drugie, dom w płytki ścienne. Podziwiając wzornictwo tej kolekcji, nie mam wątpliwości, że oznaczona jest podpisem projektantki, ikony świata mody, Gosi Baczyńskiej. To, w jaki sposób zinterpretowała, przełożyła tak bliskie jej sercu tkaniny na design, zachwyca. Gosia ubiera wnętrza luksusowo, nonszalancko, z pazurem. Bije z nich jakość i wyrafinowanie. Chce się je po prostu mieć!
Monika Olejnik dodała:
Gosia Baczyńska ma potwornie dużo energii. Jest osobą, która cały czas zaskakuje. Potrafi szyć misie dla Fundacji TVN, potrafi malować materiały, potrafi kreować stroje na każdą okazję i okazuje się, że potrafi także wyczarować na płytkach ceramicznych takie struktury i kolory, w dodatku z taką dbałością o detal, że bez wątpienia tą współpracą wyznacza nowe trendy wnętrzarskie
Robert Kupisz również zachwycał się:
Uwielbiam Gosię od samego początku. Poznaliśmy się dwadzieścia lat temu, gdy zaprosiła mnie do swojego świata w charakterze, wówczas, stylisty fryzur. A potem wspierała mnie, gdy sam wchodziłem na rynek mody. Lubię rozmawiać z nią po moich pokazach, bo ona czuje i rozumie każdą zaszewkę. Ta kolekcja płytek ceramicznych jest jej kwintesencją. Każda propozycja, którą widziałem, jest absolutnie w jej charakterze. Pięknie się błyszczy. Paradyż dzięki Gosi jest naprawdę glamour
Magdalena Boczarska dodała na koniec:
Uważam Gosię za artystkę i jej pokazy ten ślad artyzmu zawsze w sobie noszą. Niezależnie od tego czy mamy do czynienia z modą, tkaniną czy jak dziś, z kolekcją płytek ceramicznych, stosowanych przy wykańczaniu wnętrz. To niezwykły materiał, który nadaje wnętrzom niepowtarzalny styl. Szyk, fantazja, elegancja, oryginalność. Te wnętrza olśniewają. Gratuluję spektaklu. Jeśli ktoś potrafi tchnąć życie, energię i emocje w kafle, to właśnie Gosia
Obejrzyjcie zdjęcia z niezwykłej premiery!



























fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
AW
news
Kamil Kuroczko ujawnił, jaka prywatnie jest Jędrzejczyk. Możecie być zaskoczeni
Joanna Jędrzejczyk przez lata zachwycała świat swoimi sportowymi osiągnięciami, ale okazuje się, że poza ringiem ma również zupełnie inne oblicze. O tym, jaka jest prywatnie, opowiedział Kamil Kuroczko, który poznał ją bliżej podczas wspólnego udziału w „Tańcu z Gwiazdami”. W podcaście „Na osobności” tancerz zdradził kulisy ich relacji i przytoczył historie, które pokazują sportsmenkę z nieoczywistej strony. Dowiedz się więcej!
Szósty odcinek „Tańca z Gwiazdami” przyniósł pożegnanie Joanny Jędrzejczyk i Kamila Kuroczki z tanecznym parkietem. Była zawodniczka MMA od początku wzbudzała zainteresowanie widzów, a jej występy pokazywały, że z każdym tygodniem coraz lepiej odnajduje się w nowej roli. Tym większe emocje wywołał werdykt, który zakończył jej udział w rywalizacji. Choć para nie awansowała dalej, wspólna przygoda przyniosła nie tylko taneczne doświadczenia, ale również relację, o której Kuroczko opowiedział teraz znacznie więcej.
W ostatnim występie Joanna Jędrzejczyk i Kamil Kuroczko zaprezentowali tango, za które otrzymali łącznie 33 punkty. Ich choreografia została doceniona przez jurorów, a Tomasz Wygoda zwrócił uwagę na ogromną przemianę uczestniczki. Podkreślił, że od pierwszych odcinków zyskała większą pewność siebie i swobodę na parkiecie.
“Odnajdujesz swoją piękna jakość, pamiętam jak zaczynałaś i miałaś taka niepewność, dziś już zyskałaś osadzenie. My w tańcu wybaczamy sobie pomyłki nie będziemy nikogo rozjeżdżać. Nie widzieliśmy ciebie tak pięknej – zauważył juror.
Równie pozytywnie wypowiedział się Rafał Maserak:
“Zrobiliście minispektakl. Nie chcemy wytykać wam błędy ale są momenty bardzo ciężkie zatańczenia dla amatorów, a Ty to zrobiłaś” – ocenił.
Mimo wysokich not i pozytywnych reakcji publiczności przygoda Joanny Jędrzejczyk z programem dobiegła końca. W mediach społecznościowych nie brakowało komentarzy widzów, którzy podkreślali jej postępy i przekonywali, że zasłużyła na dalszy udział w rywalizacji. Choć werdykt wzbudził emocje, to właśnie poza parkietem miało wydarzyć się coś, co dla Kamila Kuroczki okazało się szczególnie ważne.
POLECAMY: 4 tysiące euro to za mało? Daniel Martyniuk wyznał, ile co miesiąc daje mu mama
Jaka naprawdę jest Joanna Jędrzejczyk? Kamil Kuroczko zdradził kulisy ich relacji
Po zakończeniu tanecznej przygody tancerz pojawił się w podcaście Szymona Jedynaka „Na osobności”, gdzie opowiedział o relacji z Joanną Jędrzejczyk. Prowadzący zapytał go, jaka sportsmenka jest prywatnie, gdy znikają kamery i światła reflektorów.
„Gdybyś miał powiedzieć obcej osobie, która nie zna Asi. Jaka Asia jest prywatnie?” – zapytał Szymon Jedynak.
Odpowiedź Kuroczki pokazała, że wspólna praca przy programie była dla niego czymś więcej niż tylko kolejnym zawodowym wyzwaniem. Tancerz przyznał, że dzięki znajomości ze sportsmenką inaczej spojrzał na to, czym naprawdę jest wielkość człowieka.
„Że jest tak ogromną gwiazdą, że tego w ogóle nie widać. Że cały jej ten blask pada na ludzi, którzy potrzebują trochę podnieść się na duchu” – powiedział Kamil Kuroczko.
Jedną z historii, które szczególnie zapadły mu w pamięć, była wspólna pomoc osobom w kryzysie bezdomności. Kamil Kuroczko opowiedział, że Joanna Jędrzejczyk pokazała mu, jak ważne jest poświęcenie własnego czasu i obecność przy drugim człowieku.
„Asia pokazała mi po raz pierwszy, że mogę być wolontariuszem. Mogę spotkać się z bezdomnymi w kryzysie tego, że nie mają gdzie mieszkać i nie mają czego jeść. Więc co poniedziałek i dzisiaj również widzimy się z Asią przy Dworcu Centralnym, gdzie będziemy rozdawać jedzenie z Fundacją Daj herbatę” – wyznał tancerz.
Na tym jednak nie koniec. Kamil Kuroczko wspomniał również o wizytach wśród dzieci przebywających na oddziałach onkologicznych i o zaangażowaniu Joanny Jędrzejczyk w działalność fundacji Cancer Fighters.
„Pokazała mi, że czasami nie trzeba dawać bardzo dużo, a wystarczy dać swój swój czas, swoją atencję i trochę uśmiechu, bo poszliśmy do Cancer Fighters, gdzie Asią tę fundację od lat wspiera i po prostu siedzieliśmy i bawiliśmy się z dziećmi na onkologii, które tam są. Co zmieniło zupełnie moje patrzenie na to, jak wdzięczny jestem za to co mam” – opowiedział.
Tancerz przywołał też sytuacje, które pokazują, jak Joanna Jędrzejczyk traktuje ludzi, z którymi spotyka się na co dzień. Jak opowiadał, sportsmenka potrafi rozmawiać z pracownikami hotelu tak, jakby byli członkami jej rodziny.
“To jak ona traktuje każdą napotkaną osobę. Czy w hotelu, w którym mieszkała i rozmawiała z każdym pracownikiem tego hotelu jak z członkiem swojej rodziny, pomimo dalej tego statusu, o którym mówimy? Gdzie podczas pierwszego odcinka ludzie z UFC czy najwięksi fighterzy czy gwiazdy Hollywood robiły sobie z nią zdjęcia” – mówił.
Szczególnie zapamiętał również zdarzenie związane z jednym z ochroniarzy pracujących przy produkcji programu w Polsacie. Mężczyzna rozdawał cukierki, a kiedy okazało się, że ma urodziny, reakcja sportsmenki była natychmiastowa.
„A ona pyta się jednego z ochroniarzy, którzy pracują na Łubinowej w Polsacie. Za co te cukierki dzisiaj rozdajesz? Mówię, bo mam urodziny i pierwsze, co robi ona biegnie po kwiaty, przynosi mu kwiaty, śpiewa mu sto lat” – relacjonował Kamil Kuroczko.
W rozmowie pojawił się również kontrast, który szczególnie mocno zapadł tancerzowi w pamięć. Z jednej strony Joanna Jędrzejczyk jest osobą, z którą zdjęcia chcą robić światowej sławy sportowcy, gwiazdy Hollywood i ludzie ze środowiska UFC. Z drugiej – według Kuroczki – potrafi poświęcić uwagę osobom, których inni mogliby nawet nie zauważyć.
“Więc to jest, wiesz, ten typ człowieka, gdzie ja totalnie mam dwie skrajności. Osoby, gdzie gwiazdy Hollywood proszą o zdjęcie, o Asię, o zdjęcie, a z drugiej strony ona dba o każdego i widzi w nim człowieka i człowieczeństwo. Ona zna z imienia i nazwiska osoby, które przychodzą co tydzień o pomoc na Dworzec Centralny i rozdaje im jedzenie i pyta, co u nich w tym tygodniu. Albo jest na telefonie non stop z dzieciakami, które na przykład obiecała im, że spotka się jakiś tam bokser z chłopakiem, który walczył sztuki walki, a teraz walczy przykład z rakiem. Albo dzwoni po kolegach raperach i organizuje wejście na backstage do Okiego w Łodzi pod koniec października, gdzie Asia akurat będzie musiała wylecieć. Ale ja pojadę z tym chłopakiem i wiesz, to jest abstrakcja. Ale z drugiej strony to jest piękne, bo to jest ludzkie” – mówił Kuroczko o Jędrzejczyk.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Matki pingwinów 2” LEPSZE niż pierwszy sezon? Netflix znów to zrobił [RECENZJA]
A Wy polubiliście Joannę Jędrzejczyk? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



news
4 tysiące euro to za mało? Daniel Martyniuk wyznał, ile co miesiąc daje mu mama
Daniel Martyniuk znów znalazł się w centrum zainteresowania mediów, a jego najnowsze wyznania mogą wywołać spore poruszenie. Syn gwiazdora disco polo nie ukrywa, że ma konkretne oczekiwania finansowe i nie zamierza podejmować pracy za stawki, które uważa za niewystarczające. W tle pojawiają się rodzinne pieniądze, długi i zaskakujące porównanie do bohatera greckiej tragedii. Dowiedz się więcej!
Daniel Martyniuk od lat pojawia się w mediach rozrywkowych, a zainteresowanie jego osobą wynika przede wszystkim z burzliwego życia prywatnego, głośnych napięć rodzinnych oraz powracających problemów z prawem. Ostatnio ponownie zrobiło się o nim głośno również za sprawą udziału w programie „Nasi w mundurach”, który stawia uczestników przed wymagającymi zadaniami i sprawdza ich w zupełnie nowych sytuacjach. Choć udział w tego rodzaju formacie może być okazją do pokazania się z innej strony, kolejne publiczne wypowiedzi Martyniuka sprawiają, że uwaga odbiorców ponownie skupia się na jego podejściu do życia i zawodowych obowiązków.
Nie wszyscy wiedzą, że Daniel Martyniuk ukończył Szkołę Morską w Gdyni. Ma więc za sobą edukację, która mogła otworzyć mu drogę do konkretnego zawodu i stabilnego zatrudnienia. W przeszłości rzeczywiście pracował w wyuczonym fachu, jednak obecnie nie ukrywa, że nie widzi dla siebie przyszłości na tej ścieżce zawodowej. Powód? Jak sam przekonuje, oferowane wynagrodzenie nie spełnia jego oczekiwań. Właśnie ta deklaracja stała się jednym z najbardziej wymownych elementów jego ostatniej rozmowy.
W podcaście „Zbliżenie”, prowadzonym przez Mateusza Hładkiego, syn Zenka Martyniuka opowiedział o swoim podejściu do pracy i zarobków. Nie próbował przy tym przekonywać, że nie ma możliwości podjęcia zatrudnienia. Zamiast tego jasno wskazał, że problemem są dla niego pieniądze, jakie mógłby otrzymać za wykonywanie obowiązków. Jego słowa mogą zaskakiwać szczególnie tych, którzy uważają, że w trudnej sytuacji finansowej najważniejsze powinno być znalezienie jakiegokolwiek źródła dochodu.
“Dlaczego nie pracuję? Bo to jest za mała kasa, szczerze mówiąc. 4 tysiące euro” – wyznał młody Martyniuk.
POLECAMY: „Matki pingwinów 2” LEPSZE niż pierwszy sezon? Netflix znów to zrobił [RECENZJA]
Daniel Martyniuk nie pracuje, ale ma wsparcie mamy. Ujawnił miesięczną kwotę
Jeszcze niedawno Daniel Martyniuk zapowiadał, że musi w końcu stanąć na nogi, między innymi ze względu na swoje zobowiązania finansowe. Wydawało się wówczas, że poważniejsze podejście do pracy może być dla niego sposobem na uporządkowanie spraw i stopniowe wyjście z problemów. Na razie jednak w jego publicznych wypowiedziach nie pojawiły się konkretne informacje o działaniach, które miałyby doprowadzić do trwałej zmiany sytuacji. Zamiast tego ponownie pojawił się temat wynagrodzenia i tego, dlaczego dostępne możliwości zawodowe nie przekonują go do podjęcia pracy.
W rozmowie z Mateuszem Hładkim Martyniuk przyznał również, że nadal korzysta z finansowego wsparcia rodziców. Szczególne znaczenie ma w tej historii jego relacja z ojcem, Zenkiem Martyniukiem, jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów disco polo w Polsce. Jak wynika z jego relacji, sytuacja w tej kwestii zmieniła się już jakiś czas temu, a pomoc ze strony ojca przestała być częścią jego codzienności. Sam zainteresowany nie ukrywa, że obecnie większą rolę w jego finansach odgrywa mama.
“Tato od ponad roku nie daje mi żadnych pieniędzy” – przyznał.
To jednak nie oznacza, że Daniel Martyniuk został całkowicie bez wsparcia. W podcaście zdradził, że co miesiąc otrzymuje pieniądze od mamy. Chodzi o 1500 złotych, które – jak wynika z jego wypowiedzi – pomagają mu spłacać długi. Ta informacja rzuca dodatkowe światło na jego obecną sytuację. Z jednej strony Martyniuk mówi o wynagrodzeniu, które uważa za niewystarczające, z drugiej przyznaje, że w regulowaniu swoich zobowiązań korzysta z regularnej pomocy finansowej najbliższej rodziny.
Na tym nie koniec. Daniel Martyniuk zdecydował się również na dość nietypowe porównanie własnego położenia. Swoją sytuację zestawił z losem bohatera tragedii greckiej, który niezależnie od podjętej decyzji nie może liczyć na szczęśliwe zakończenie. W ten sposób opisał poczucie bezradności i przekonanie, że każda dostępna droga prowadzi do niekorzystnego rezultatu. Jego słowa sugerują, że sam postrzega swoje położenie jako wyjątkowo trudne, choć nie wyjaśniają, jakie konkretne rozwiązania rozważa ani co zamierza zrobić, by zmienić swoją sytuację.
“Powiedzmy, że jestem jak bohater takiej tragedii greckiej, wiesz? Cokolwiek bym nie zrobił, w lewo czy w prawo, to i tak będzie beznadziejne” – wypalił.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ciemne chmury nad Sołtysikami? Żona Andrzeja przerwała milczenie
Przykra sprawa? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
„Matki pingwinów 2” LEPSZE niż pierwszy sezon? Netflix znów to zrobił [RECENZJA]
Na ten powrót czekałem z konkretnymi pytaniami, a „Matki pingwinów” nie zawiodły. Drugi sezon rozwija relacje bohaterów, odpowiada na wiele pytań z finału poprzedniej odsłony i udowadnia, że w polskich serialach wciąż jest miejsce na świeże pomysły. A gdy wydaje się, że po sześciu odcinkach można odetchnąć z ulgą, Netflix zostawia nas z kolejnymi pytaniami. Przeczytaj całość już teraz!
Po dwóch latach „Matki pingwinów” wróciły z historią, w której Kama, Ula, Tatiana i Jerzy próbują stworzyć własną szkołę – Biegun Szczęścia. Miejsce, które ma zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i akceptację, szybko staje się polem walki z biurokracją, problemami finansowymi i własnymi emocjami. Twórcy wracają też do wątków z poprzedniego sezonu, odpowiadając na część pytań pozostawionych po finale.
Wciąż zachwyca mnie to, że główne role powierzono aktorom, których nie oglądamy na ekranie przy każdej większej produkcji. Masza Wągrocka jako Kama ponownie udowadnia, że potrafi udźwignąć ciężar całej opowieści. Jej bohaterka robi wszystko, by zdobyć pieniądze na rozwój szkoły, nawet kosztem własnego zdrowia. Jest zdeterminowana, ale nie niezniszczalna, a obserwowanie, jak bierze na siebie coraz więcej, potrafi niepokoić.
Nieco inaczej wypada Barbara Wypych jako Ula. W porównaniu z pierwszym sezonem jest w niej mniej influencerki, a więcej kobiety, która próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości i samotnie mierzy się z codziennymi obowiązkami wobec dzieci. Nadal jednak potrafi zirytować swoją rozrzutnością i naiwnością. Nie zawsze podejmuje rozsądne decyzje, ale właśnie dzięki temu pozostaje wiarygodna.
Na osobne wyróżnienie zasługuje Tomasz Tyndyk. Jego Jerzy próbuje odnaleźć siebie poza rolą ojca, a relacje z bliskimi nie ułatwiają mu tego zadania. Szczególnie interesująca jest jego więź z matką, graną przez Krystynę Jandę. Problemy zdrowotne kobiety, w tym konsekwencje udaru, zmieniają ich codzienność. To już nie tylko opowieść o trudnym charakterze i rodzinnych spięciach, ale także o bezradności i odpowiedzialności. Ten wątek może być szczególnie bliski widzom, którzy sami opiekują się starzejącymi rodzicami lub obserwują, jak choroba zmienia relacje w rodzinie.
Na ekranie pojawia się również Dominika Kluźniak jako Iza. Jej obecność od razu przywołuje moją ukochaną „Brzydulę”, w której aktorka również wcielała się w Izę. Mam jednak poczucie, że jej postać mogła otrzymać w tym sezonie nieco więcej przestrzeni.
Drugi sezon rozwija także wątki relacji i seksualności. Historia Jerzego i Roberta pokazuje, jak ich znajomość staje się czymś więcej niż przyjaźnią. Pojawiają się również nowe emocje związane z Tatianą, graną przez Magdalenę Różczkę, oraz szkolną psycholożką Igą Cis, w którą wciela się Agnieszka Wosińska. Rodzące się między bohaterkami przyciąganie dodaje opowieści kolejny wymiar. Podoba mi się, że serial nie robi z takich relacji sensacji, lecz pokazuje je jako naturalną część życia.
POLECAMY: Obejrzałem dwa odcinki „Proud”. Takiego serialu w Polsce dawno nie było?
Włączyłem „Matki pingwinów 2” i przepadłem. Kiedy trzeci sezon?
Największą wartością „Matek pingwinów” pozostaje dla mnie jednak sam pomysł na ten serial. Doceniam produkcje komediowo-obyczajowe, które nie potrzebują morderstwa, zaginięcia ani policyjnego śledztwa, żeby przyciągnąć uwagę. Mam już przesyt streamingowym wyścigiem po kolejne kryminały, sensacje i adaptacje bestsellerów. Takie tytuły też mają swoje miejsce, ale chciałbym częściej oglądać oryginalne historie stworzone specjalnie na potrzeby serialu. „Matki pingwinów” udowadniają, że dobry pomysł i wiarygodni bohaterowie mogą być równie angażujący.
Cenię również to, że serial porusza tematy rzadko stawiane w centrum polskich produkcji. Rodzicielstwo dzieci neuroatypowych i z niepełnosprawnościami nie jest tu jedynie pretekstem do wzruszeń. Bohaterowie mierzą się z systemem, zmęczeniem i własnymi ograniczeniami, ale mają też prawo do miłości, zazdrości i błędów. Nie są wyłącznie rodzicami poświęcającymi wszystko dla dzieci, lecz ludźmi z własnymi potrzebami, marzeniami i problemami.
Na plus zaliczam również tempo opowieści. Sześć odcinków można obejrzeć w jeden wieczór lub rozłożyć seans na dwa. Historia nie sprawia wrażenia sztucznie rozwleczonej, a humor dobrze przeplata się z trudniejszymi tematami. Serial nie musi nieustannie podkręcać napięcia, by utrzymać zainteresowanie. Wystarczy, że pozwala nam obserwować ludzi, których problemy bywają odległe od naszych, ale czasem okazują się zaskakująco znajome.
Najwięcej emocji zostawił we mnie finał. Ula Wojtal, grana przez Barbarę Wypych, planuje otwarcie nowej szkoły i zaczyna podbierać uczniów z Bieguna Szczęścia. To świetny punkt wyjścia dla trzeciego sezonu, który mógłby ponownie zmienić układ sił i postawić bohaterów przed kolejnymi wyzwaniami. Nie wiemy też, jak potoczą się losy Kamy i Pawła.
Mam nadzieję i po cichu liczę, że Netflix nie każe nam czekać kolejnych dwóch lat. „Matki pingwinów” udowadniają, że polski serial może być zabawny, poruszający i potrzebny, a przy tym opierać się na własnym pomyśle, a nie kolejnym kryminale czy adaptacji książki. Chcę trzeciego sezonu – najlepiej już za rok 🙂
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Obejrzałem „Girls of Warsaw” na Prime Video. I mam jeden problem: PO CO to powstało?
A Wam jak się podobał drugi sezon? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Ciemne chmury nad Sołtysikami? Żona Andrzeja przerwała milczenie
Patrycja Sołtysik od miesięcy nie publikuje wspólnych zdjęć z mężem, Andrzejem Sołtysikiem, co nie umknęło uwadze internautów. W końcu jedna z obserwatorek postanowiła zapytać wprost o byłego gwiazdora TVN i „Dzień Dobry TVN”. Odpowiedź jego żony była stanowcza, a pod wpisem szybko zrobiło się gorąco. Dowiedz się więcej!
Patrycja i Andrzej Sołtysikowie od lat tworzą małżeństwo, które wzbudza zainteresowanie nie tylko ze względu na obecność dziennikarza w mediach, ale również dzielącą ich różnicę wieku. Para pobrała się w 2015 roku, a między małżonkami jest 24 lata różnicy. Przez długi czas chętnie pokazywali się razem na branżowych wydarzeniach, a także publikowali wspólne kadry w mediach społecznościowych. Ich obserwatorzy mogli dzięki temu zobaczyć fragmenty codzienności pary i przekonać się, jak wygląda ich życie poza kamerami. Ostatnio jednak internauci zauważyli zmianę, która wywołała pytania o to, co dzieje się u małżonków.
Ostatnie wspólne fotografie Patrycji i Andrzeja Sołtysików na profilu kobiety pochodzą z marca 2026 roku. Wówczas małżonkowie pojawili się razem w programie „Pytanie na śniadanie”, a później Patrycja Sołtysik pokazała jeszcze zdjęcia ze wspólnego spaceru. Od tamtej pory dziennikarz nie pojawiał się w jej publikacjach, co zwróciło uwagę części obserwatorów. Brak nowych zdjęć szybko stał się powodem do spekulacji i pytań. Jedna z internautek postanowiła więc bezpośrednio zwrócić się do żony dziennikarza i zapytać, co u niego słychać.
„Co tam u pana Andrzeja? Nic go nie widać” – napisała jedna z obserwatorek. Patrycja Sołtysik nie pozostawiła tego komentarza bez odpowiedzi. Zamiast jednak opowiedzieć o codzienności męża, zwróciła uwagę na granice prywatności i przypomniała, do kogo należy profil, na którym pojawiło się pytanie. Jej reakcja była zdecydowana i pokazała, że niekoniecznie podoba jej się oczekiwanie, by regularnie publikowała informacje o swoim mężu. Odpowiedź szybko stała się przedmiotem zainteresowania kolejnych użytkowników.
„Z tego, co wiem, to mój profil, nie Andrzeja. PS. Jeśli czegoś nie widać, nie znaczy, że tego nie ma i odwrotnie” – napisała Patrycja Sołtysik.
POLECAMY: Marcin Maciejczak wygrał „TTBZ”, ale czy słusznie? W sieci zawrzało [WIDEO]
Fani zaniepokojeni nieobecnością Andrzeja Sołtysika. Patrycja odpowiedziała wprost
Na tym Patrycja Sołtysik nie zakończyła wyjaśnień. W kolejnych komentarzach postanowiła doprecyzować, dlaczego jej mąż nie pojawia się w publikowanych przez nią materiałach. Jak podkreśliła, Andrzej Sołtysik nie prowadzi własnego profilu w mediach społecznościowych i nie odczuwa potrzeby dzielenia się swoim życiem w internecie. Tym samym żona dziennikarza zasugerowała, że nieobecność męża na jej koncie nie jest niczym niezwykłym, a wynika po prostu z jego podejścia do prywatności.
„To mój profil, o mnie. Natomiast mąż nie prowadzi profilu w mediach społecznościowych i zdecydowanie nie ma takiej potrzeby” – podkreśliła Patrycja Sołtysik.
Co ciekawe, z relacji Patrycji Sołtysik wynika, że cała sytuacja nie zachęciła jej męża do zmiany podejścia. Wręcz przeciwnie. Jak przekazała, Andrzej Sołtysik miał po dyskusji jeszcze mocniej utwierdzić się w przekonaniu, że woli pozostawać offline. Choć dziennikarz nie zabrał bezpośrednio głosu w przytoczonej wymianie komentarzy, jego żona zasugerowała, że zainteresowanie internautów nie sprawiło, iż zapragnął większej obecności w sieci. Można więc przypuszczać, że obserwatorzy nie powinni spodziewać się nagłego powrotu prezentera do publikowania prywatnych treści.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Wojewódzki odejdzie z TVN-u? W tle rozmowy z Edwardem Miszczakiem
Brakuje Wam Andrzeja Sołtysika w telewizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news3 dni temuPsycholog ocenił związek Margarety i Mohameda. Te słowa otwierają oczy?
-
news4 dni temuAnna Mucha jest w CIĄŻY? Pokazała test, posypały się gratulacje
-
news4 dni temuJoanna Krupa OSTRZEGA Margaretę przed Mohamedem. Padły mocne słowa
-
news2 dni temuSkolim ujawnił, ile zarabia. Wystarczyło 11 dni, by zgarnąć fortunę. Zazdrościcie?
-
news5 dni temuIzabela Kuna odpowiedziała krytykom „Tańca z Gwiazdami”. Dobrze zrobiła?
-
news3 dni temuAgata Kulesza stanęła w obronie Heleny Englert. „To jest żenujące”
-
news4 dni temuEdyta Górniak szykuje się do ŚLUBU syna? Allan Krupa Enso zabrał głos
-
news3 dni temuGwiazdy na premierze „Calineczki” w Teatrze Kultura! Anna Korcz pokazała wnuki i nie kryła zachwytu nad 13-letnim autorem muzyki

Dodaj komentarz