Śledź nas

showbiz

Robert El Gendy był świadkiem zamachu na World Trade Center! Tak wspomina dramat sprzed 24 lat

Opublikowano

w dniu

Robert El Gendy, znany prezenter „Pytania na śniadanie”, wraca pamięcią do jednego z najbardziej dramatycznych dni w historii. W 2001 roku był w samym sercu Nowego Jorku, gdy doszło do zamachu na World Trade Center. Po 24 latach postanowił podzielić się swoimi osobistymi wspomnieniami i zdjęciami, które wstrząsnęły jego życiem. Dowiedz się więcej już teraz!

Robert El Gendy od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej. Jego obecność w programie „Pytanie na śniadanie” przyciągała widzów nie tylko profesjonalizmem, ale również niezwykłą naturalnością przed kamerą. W ostatnich miesiącach współprowadzi program razem z Beatą Tadlą, co dodatkowo zwiększyło jego popularność i sprawiło, że jeszcze więcej osób zaczęło śledzić jego poczynania. Jednocześnie prezenter aktywnie działa w mediach społecznościowych, dzieląc się zdjęciami z planu, podróży i życia rodzinnego. Dzięki temu jego obserwatorzy mogą poczuć się bliżej codzienności artysty, a każda publikacja wywołuje mnóstwo reakcji.

W dniu rocznicy zamachów na World Trade Center, El Gendy postanowił podzielić się z fanami niezwykle osobistą historią. W swoim wpisie na Instagramie wrócił pamięcią do 11 września 2001 roku, kiedy znajdował się w samym sercu Nowego Jorku. To wspomnienie nie jest tylko relacją z miejsca tragedii – to także opowieść o tym, jak jedno wydarzenie może zmienić całe życie i obudzić w człowieku pasję zawodową, którą później rozwija przez lata. W jego słowach czuć zarówno szok, jak i ogromne emocje, które pozostają z nim do dziś.

We wpisie Robert El Gendy przypomniał sobie, jak wyglądały jego zwyczajne dni w Nowym Jorku przed katastrofą.

Byłem wtedy na śniadaniu przy Oak Str w Nowym Jorku. Tak zaczynałem każdy dzień od kilku miesięcy, bo moja wyprawa życia czyli studencka wymiana nieco się przedłużała – zaczął.

To była jego pierwsza długa samotna podróż za granicę, podczas której musiał radzić sobie zupełnie sam. W tych chwilach czuł zarówno radość, jak i wdzięczność za możliwość spełnienia marzeń, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawały się odległe i nieosiągalne. Wspominał również, że choć wyjazd był ekscytujący, to często odczuwał tęsknotę za domem i bliskimi.

Po czterech miesiącach tęskniłem już mocno za domem. Pierwszy raz wyjechałem za granicę sam i to na tak długo. Mnóstwo mam z tego wyjazdu wspomnień, także tych dobrych. W końcu mogłem na własne oczy zobaczyć to co widziałem wcześniej jedynie w telewizji oglądając filmy czy mecze NBA. Byłem zachwycony ale też pełen wdzięczności za to, że spełniłem na tamten moment marzenie życia – czytamy wspomnienia dziennikarza.

Z perspektywy czasu przyznaje, że pobyt w Nowym Jorku był czymś znacznie więcej niż zwykłą wycieczką – był lekcją życia, samodzielności i odpowiedzialności. To właśnie w tym okresie nauczył się doceniać wartość ciężko zarobionych pieniędzy i zdobywania doświadczenia poprzez własną pracę, a także szanować ludzi i kulturę miejsca, w którym się znalazł.

To był duży krok w stronę dorosłości. Nauczyłem się pracować, samodzielności i odpowiedzialności, szacunku do wartości zarobionych pieniędzy. Czułem dumę będąc częścią tej głośnej, nowojorskiej machiny – wspomniał.

POLECAMY: Sobel miał poważny wypadek! Artysta musiał pilnie odwołać koncerty

El Gendy był świadkiem dramatycznych wydarzeń

Miasto dawało mu poczucie energii i inspiracji, a każdy dzień przynosił nowe wyzwania i możliwości. Niestety, ten zwyczajny rytm dnia został nagle przerwany 11 września, kiedy wydarzyło się coś, co zmieniło wszystko – nie tylko w mieście, ale także w jego życiu i spojrzeniu na świat.

Ale 11 września 2001 roku wszystko nagle ucichło. Wybiegłem na ulicę przed Deli i zobaczyłem jak walił się świat jaki znałem – wspomina.

Opisuje moment pełen chaosu, dymu i paniki, kiedy codzienna rutyna zamieniła się w dramatyczną próbę przetrwania. Widok płonących wież i panikujących ludzi na ulicach wstrząsnął nim głęboko i pozostawił trwały ślad w jego psychice. W obliczu tragedii, El Gendy podjął instynktowną decyzję, by dokumentować to, co się dzieje wokół niego.

Zacząłem szybko robić zdjęcia, poczułem że jest to ważne aby tak się zachować. Nie robiłem selfie mam kilka zdjęć z ulicy palących się wież i tego co po nich potem zostało – opisał.

Dziennikarz przyznaje, że tamte doświadczenia stały się zalążkiem jego późniejszej pasji zawodowej.

Nie wiedziałem wtedy, że tak się zaczęła moja zawodowa pasja do dziennikarstwa. Tej tragedii i lęku jaki czuli wtedy wszyscy nie da się opisać ani uwiecznić na zdjęciach. Pamiętam jak dopiero po dwóch dniach udało mi się do przerażonej mamy dodzwonić a lot przełożyłem na dwa tygodnie po terminie. Od tamtej pory tego dnia przychodzi do mnie smutek i uczucie niepokoju. Staram się jednak pamiętać, że był to w większości dobry czas – zakończył.

Wpis Roberta El Gendy pokazuje, że tragedie historyczne są czymś więcej niż tylko zapisanymi w podręcznikach faktami. To także osobiste doświadczenia ludzi, którzy byli świadkami wydarzeń. Dla niego 11 dzień września stał się nie tylko dniem wspomnień tej dramatycznej chwili, ale też początkiem jego drogi zawodowej i życia, które zmieniło się na zawsze. Dzięki tym przeżyciom dziennikarz stał się bardziej świadomy wartości codzienności, odpowiedzialności i roli, jaką pełni w oczach widzów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Elżbieta Zapendowska porusza się z pomocą wózka inwalidzkiego. Jak dziś czuje się jurorka “Idola”?

A Wy jak wspominacie tamten dzień? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Robert El Gendy (fot. screen Instagram Robert El Gendy)
Robert El Gendy (fot. screen Instagram Robert El Gendy)
Beata Tadla i Robert El Gendy (fot. screen Instagram Robert El Gendy)
Robert El Gendy z synem (fot. screen Instagram Robert El Gendy)

Autor: SJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

„Magda M” wraca na ekrany. Nie uwierzycie, co właśnie ogłoszono

Opublikowano

w dniu

przez

Fani kultowego serialu „Magda M.” mają powody do radości. Produkcja, która przed laty przyciągała przed telewizory tysiące widzów, ponownie pojawi się w ofercie popularnej platformy, a to dopiero początek niespodzianek przygotowanych dla miłośników polskich hitów. TVN i Netflix szykują współpracę, która może sporo zmienić. Dowiedz się więcej!

„Magda M.” powraca w nowym miejscu, a wraz z nią pojawi się szansa na przypomnienie sobie innych polskich produkcji, które na stałe zapisały się w historii rodzimej telewizji. Netflix udostępni swoim użytkownikom niemal 450 godzin programów TVN, obejmujących zarówno seriale obyczajowe, jak i popularne filmy. Oferta zacznie się pojawiać w serwisie 28 października, a wśród zapowiedzianych tytułów znalazły się również „Prawo Agaty”, „Lekarze”, „Diagnoza”, „Pułapka” i „Przepis na życie”. To propozycja skierowana zarówno do widzów, którzy doskonale pamiętają te produkcje, jak i do osób, które dotąd nie miały okazji ich obejrzeć.

Największą uwagę może przyciągnąć właśnie „Magda M.”, czyli serial, który przed laty zdobył sympatię publiczności i stał się jednym z charakterystycznych tytułów polskiej telewizji. Produkcja opowiadająca o życiu zawodowym i prywatnym prawniczki Magdy Miłowicz pozostawiła po sobie wierne grono fanów. Jej powrót do oferty streamingowej to okazja, by ponownie zanurzyć się w historię bohaterki i przypomnieć sobie klimat serialu. Nie oznacza to jednak zapowiedzi nowego sezonu ani kontynuacji fabuły. Chodzi o udostępnienie znanej produkcji w ramach współpracy TVN z Netflixem.

Na tym nowości się nie kończą. Wśród tytułów, które trafią na platformę, znajdą się również „Prawo Agaty”, „Lekarze” i „Diagnoza”. Każdy z tych seriali przyciągał przed telewizory widzów zainteresowanych inną odsłoną polskiej rzeczywistości. Jedni będą mogli wrócić do opowieści o zawodowych i osobistych zmaganiach bohaterów, inni odkryją te historie po raz pierwszy. Netflix poszerzy w ten sposób bibliotekę rodzimych produkcji, a użytkownicy otrzymają możliwość oglądania ich w dogodnym dla siebie czasie, bez konieczności dopasowywania się do ramówki telewizyjnej.

W ofercie nie zabraknie również mocniejszych historii. Do serwisu trafią między innymi „Pułapka” i „Pod powierzchnią”, czyli produkcje, które stawiają na tajemnice, napięcie i skomplikowane relacje między bohaterami. Widzowie będą mogli sięgnąć także po „Przepis na życie” oraz wszystkie części popularnej serii filmowej „Listy do M.”. Na liście znalazła się ponadto „Usterka”. Tak szeroki wybór oznacza, że współpraca nie ograniczy się do jednego gatunku czy konkretnej grupy odbiorców. Oferta ma połączyć różne pokolenia widzów i przypomnieć, jak wiele rozpoznawalnych tytułów powstało w polskiej telewizji.

POLECAMY: Nie żyje uczestnik “The Voice Senior”. Bliscy przekazali smutne wieści

TVN i Netflix łączą siły. Widzowie będą zachwyceni

Szczególnie interesująco zapowiada się jednak rozwiązanie dotyczące serialu „Młode gliny”. W tym przypadku nie chodzi wyłącznie o udostępnienie starszych odcinków. Nowe epizody drugiego sezonu mają pojawiać się na Netflixie zaledwie godzinę po emisji w telewizji, a taki model dystrybucji wystartował już 13 października. To ważna zmiana dla osób, które wolą oglądać seriale w internecie, ale nie chcą długo czekać na kolejne części. Jednocześnie produkcja pozostanie dostępna w dotychczasowym obiegu, czyli w TVN od poniedziałku do piątku o 15:45.

Współpraca TVN z Netflixem nie oznacza przy tym, że popularne produkcje znikną z innych miejsc. Wybrane tytuły nadal będą dostępne w ofercie TVN, Playera i HBO Max, a nadawca zachowa dotychczasowe prawa do ich eksploatacji. To istotna informacja dla osób, które korzystają już z innych platform i zastanawiają się, czy będą musiały zmieniać swoje przyzwyczajenia. Nowy układ ma przede wszystkim zwiększyć dostępność polskich treści, a nie ograniczyć możliwości ich oglądania. Dzięki temu te same historie będą mogły docierać do szerszego grona odbiorców.

Przedstawiciele Netflixa podkreślają, że polskie produkcje mają ważne miejsce w strategii platformy. W rozmowie opublikowanej przez serwis Press Łukasz Kłuskiewicz, dyrektor programowy Netflixa w Europie Środkowo-Wschodniej, wyjaśnił, dlaczego współpraca z TVN jest istotna dla rozwoju oferty. Jego zdaniem połączenie sił przez duże podmioty medialne może przynieść korzyści zarówno widzom, jak i całej branży. Wypowiedź wskazuje również na znaczenie lokalnych historii, które mimo upływu lat nadal mogą interesować publiczność.

“Chcemy, żeby w Netflixie było jak najwięcej polskich historii, także tych, które widzowie kochają od lat. Dla naszych widzów to większy wybór i możliwość powrotu do ulubionych programów lub odkrycia ich po raz pierwszy. Cieszymy się na współpracę z TVN i wierzymy, że przyszłość rynku należy do modeli opartych na współpracy, w których wiodące serwisy streamingowe i grupy medialne wspólnie zwiększają dostępność świetnych treści” – komentuje na łamach Press Łukasz Kłuskiewicz, dyrektor programowy Netflixa w Europie Środkowo-Wschodniej.

Licencjonowane produkcje TVN uzupełnią także inne polskie propozycje przygotowane przez Netflixa na jesień. Wśród zapowiedzianych tytułów znalazły się film „Mniej Obcy”, miniserial „Prawo Bestii” oraz drugi sezon „Matek Pingwinów”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim zabrał głos ws. Dody. Tak ocenił jej kosztowną decyzję

Tęsknicie za “Magdą M” lub “Prawem Agaty”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Agnieszka Dygant (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Tomasz Karolak (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
“Młode gliny” (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Roma Gąsiorowska i Tomasz Karolak (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Tomasz Karolak, Kasia Bujakiewicz, Maciej Stuhr (fot. zdjęcie prasowe Netflix)
Joanna Brodzik i Paweł Małaszyński (fot. zdjęcie prasowe Netflix)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Nie żyje uczestnik “The Voice Senior”. Bliscy przekazali smutne wieści

Opublikowano

w dniu

przez

Smutne wieści dotarły do fanów „The Voice Senior”. Krzysztof Piotrowski, który zachwycał widzów swoim głosem w szóstej edycji programu TVP, zmarł w wieku 63 lat. Po jego odejściu głos zabrali ci, którzy znali go nie tylko ze sceny, ale również z wieloletniej wspólnej działalności. Ich słowa chwytają za serce. Dowiedz się więcej!

Krzysztof Piotrowski nie żyje. Wokalista związany z Bielskiem Podlaskim zmarł 12 października w wieku 63 lat. Informacja o jego śmierci pojawiła się w nekrologu opublikowanym na portalu wspolczesna.pl, a serwis bielsk.eu przekazał, że artysta od dłuższego czasu zmagał się z poważną chorobą. Wiadomość o odejściu muzyka poruszyła osoby, które śledziły jego występy, a także lokalną społeczność, w której przez lata był aktywny. Dla wielu widzów pozostanie przede wszystkim uczestnikiem popularnego programu muzycznego, ale jego życie i działalność nie ograniczały się wyłącznie do telewizji.

Szersza publiczność poznała Krzysztofa Piotrowskiego dzięki szóstej edycji „The Voice Senior”, emitowanej na antenie TVP2. Program dał mu możliwość zaprezentowania talentu przed widzami z całej Polski i przypomnienia, że muzyczna pasja nie zna granic wieku. Jego występy były okazją do spotkania z repertuarem znanym kolejnym pokoleniom słuchaczy. Udział w telewizyjnym show stał się ważnym rozdziałem jego drogi artystycznej, a nazwisko wokalisty zaczęło być rozpoznawalne również poza jego rodzinnym regionem.

Podczas przesłuchań w ciemno do „The Voice Senior” Krzysztof Piotrowski wykonał utwór „Can You Feel the Love Tonight” Eltona Johna, znany z filmu „Król Lew”. W ten sposób zaprezentował swój głos przed trenerami i widzami programu.

POLECAMY: Skolim zabrał głos ws. Dody. Tak ocenił jej kosztowną decyzję

Tak pożegnano Krzysztofa Piotrowskiego. Kiedy odbędzie się uroczystość pogrzebowa?

Po śmierci wokalisty pożegnalny wpis opublikował Chór Polskiej Pieśni Narodowej, z którym Krzysztof Piotrowski był związany przez wiele lat. Współpracownicy podkreślili, że jego odejście jest dla nich trudne do zaakceptowania, ponieważ był częścią ich muzycznej rodziny. Wspólne próby, występy, rozmowy i przeżyte razem chwile pozostawiły wspomnienia, które — jak zaznaczyli – na długo z nimi pozostaną. W opublikowanym komunikacie nie zabrakło osobistych słów skierowanych do zmarłego kolegi oraz wyrazów wsparcia dla jego najbliższych.

“Z głębokim smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszego kolegi Krzysztofa Piotrowskiego, wieloletniego członka Chóru Polskiej Pieśni Narodowej Trudno pogodzić się z odejściem kogoś, kto przez lata był częścią naszej chóralnej rodziny. Pozostaną z nami wspomnienia wspólnych prób, występów, rozmów i chwil, które razem przeżyliśmy. Jego obecność na zawsze pozostanie w naszej pamięci” – czytamy.

W dalszej części pożegnania chórzyści zwrócili się bezpośrednio do Krzysztofa Piotrowskiego, dziękując mu za wspólnie spędzone lata i wszystko, co wniósł do zespołu. Nie zapomnieli również o rodzinie artysty, w tym o jego żonie Halince, dzieciach i pozostałych bliskich.

“Dziś żegnamy Cię drogi Krzysztofie z wdzięcznością za wspólnie spędzone lata, za Twoją obecność i za cząstkę siebie, którą pozostawiłeś w naszym chórze. Halince, dzieciom oraz bliskim zmarłego składamy najszczersze wyrazy współczucia. Łączymy się z Wami w bólu i modlitwie, prosząc aby Bóg obdarzył Was siłą i pokojem w tych trudnych chwilach. Spoczywaj w pokoju drogi Krzysztofie” – dodano.

Krzysztof Piotrowski był znany w Bielsku Podlaskim nie tylko jako wokalista, ale również jako osoba zaangażowana w życie kulturalne miasta. Poza działalnością w Chórze Polskiej Pieśni Narodowej współpracował z Sekcją Do Studia Piosenki Fart. Jego aktywność pokazuje, że muzyka była dla niego czymś więcej niż sposobem na występowanie przed publicznością. Stanowiła ważną część życia, którą dzielił z innymi i rozwijał w ramach lokalnych inicjatyw.

Uroczystości pogrzebowe Krzysztofa Piotrowskiego zaplanowano na 14 października o godzinie 13 w Brańsku. Ostatnie pożegnanie rozpocznie się w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a po nabożeństwie zmarły zostanie odprowadzony na miejscowy cmentarz. Rodzina przekazała również prośbę do osób, które chciałyby oddać hołd artyście. Zamiast kwiatów bliscy zachęcają do złożenia ofiary na mszę świętą w intencji zmarłego. Szczegóły dotyczące ceremonii zostały zamieszczone w nekrologu, o którym poinformował portal bielsk.eu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaliczyła WPADKĘ. Nie uwierzycie, co zrobiła po odcinku

Lubicie oglądać “The Voice Senior”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Nekrolog (źródło: bielsk.eu)
Krzysztof Piotrowski (fot. screen YouTube The Voice of Poland)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Skolim zabrał głos ws. Dody. Tak ocenił jej kosztowną decyzję

Opublikowano

w dniu

przez

Skolim nie ukrywa, że na polskiej scenie muzycznej czuje się jak ryba w wodzie. Gwiazdor disco polo, który chętnie mówi o swoich sukcesach i zarobkach, tym razem został zapytany o głośne plany Dody. Jej widowisko na PGE Narodowym ma kosztować fortunę, a reakcja wokalisty może zaskoczyć. Dowiedz się więcej!

Skolim, a właściwie Konrad Skolimowski, od kilku lat konsekwentnie umacnia swoją pozycję w polskim show-biznesie. Jego przebój „Wyglądasz idealnie” stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów muzyki tanecznej, a kolejne piosenki tylko zwiększyły zainteresowanie jego twórczością. „Temperatura”, „Kiss me Baby”, „Nie dzwoń do mnie mała”, „Palermo” i „Daj mi jedno słowo” regularnie towarzyszą fanom podczas imprez i koncertów. Artysta doskonale wie, jak przyciągnąć uwagę publiczności, a jego popularność przekłada się na kolejne zawodowe przedsięwzięcia.

Na muzyce jednak nie kończy się działalność Skolima. Wokalista intensywnie koncertuje, pojawia się na dużych wydarzeniach i rozwija również swoje biznesowe zainteresowania. Nie stroni przy tym od rozmów o pieniądzach, a temat zarobków i stawek za występy regularnie powraca w wywiadach z jego udziałem. Konrad Skolimowski chętnie podkreśla skalę swojego sukcesu i nie sprawia wrażenia artysty, który zamierza umniejszać własne osiągnięcia. Nic więc dziwnego, że jego zdanie na temat wielkich koncertowych produkcji może zainteresować fanów.

O Skolimie ponownie zrobiło się głośno przy okazji jego 30. urodzin, które świętował w Siemiatyczach. Niedługo później artysta pojawił się również na scenie PGE Narodowego podczas wydarzenia „Roztańczony PGE Narodowy”. Jak przystało na wykonawcę, który lubi widowiskowe rozwiązania, zadbał o efektowne wejście. Zanim zabrzmiał hit „Wyglądasz idealnie”, wokalista wjechał na scenę swoim charakterystycznym różowym samochodem. Trudno było przejść obok takiego rozpoczęcia występu obojętnie.

POLECAMY: Julia Wieniawa zaliczyła WPADKĘ. Nie uwierzycie, co zrobiła po odcinku

Doda szykuje wielkie widowisko, a Skolim komentuje. Oto co powiedział

Teraz Skolim został zapytany o inną gwiazdę polskiej sceny, czyli Dodę. Dorota Rabczewska zapowiedziała koncert na PGE Narodowym, który ma odbyć się 7 sierpnia 2027 roku. Według przytoczonych informacji koszt widowiska ma wynieść blisko 12 milionów złotych. To kwota, która robi wrażenie nawet w branży rozrywkowej, gdzie największe produkcje wymagają ogromnych nakładów finansowych. Czy Skolim uznał taki wydatek za przesadę? Reporter Pomponika postanowił zapytać go o zdanie.

Odpowiedź wokalisty była daleka od ostrej oceny planów Dody. Skolim nie próbował udawać eksperta od budżetów największych koncertowych widowisk i przyznał wprost, że nie zna się na tego rodzaju kwotach. Zamiast porównywać koszty czy zastanawiać się nad opłacalnością przedsięwzięcia, skupił się na życzeniach dla swojej koleżanki z branży. Jego wypowiedź była krótka, ale jasno pokazała, że nie zamierza krytykować jej planów.

“”Ja się nie znam na takich kwotach, jeśli chodzi o tak duże koncerty. Nie mam pojęcia, natomiast życzę jej, żeby był super, najfajniejszy koncert, jaki może sobie wymarzyć” – powiedział w rozmowie z reporterem Pomponika.

Choć tym razem Skolim nie chciał wdawać się w dyskusję o wielomilionowym budżecie, w przeszłości znacznie śmielej wypowiadał się na temat własnej pozycji w branży. Wokalista nie ukrywa, że uważa się za jednego z najważniejszych wykonawców muzyki tanecznej w Polsce. W rozmowie z „Super Expressem” zwracał uwagę przede wszystkim na liczbę koncertów, skalę zainteresowania publiczności oraz stawki, jakie otrzymuje za występy. Jego deklaracje pokazują, że nie ma oporów przed otwartym mówieniem o zawodowych sukcesach.

“Moja stawka za koncert jest najwyższa w Polsce. Spójrzmy prawdzie w oczy. 503 koncerty, stadiony, hale, małe miasteczka, 25 tys. ludzi” – mówił na łamach “Super Expressu”.

Konrad Skolimowski podkreślał również, że kluczem do jego popularności jest muzyka, która trafia do odbiorców w różnych sytuacjach. Jego zdaniem piosenki nie muszą być zarezerwowane wyłącznie dla klubów czy wielkich imprez. Mogą towarzyszyć słuchaczom podczas codziennych obowiązków, poprawiać humor w samochodzie, a nawet stać się oprawą romantycznych chwil. To właśnie tę uniwersalność artysta wskazuje jako jeden z powodów, dla których jego utwory trafiają do tak szerokiej publiczności.

“Przyciągam ludzi, bawię ludzi. Czasem dla kogoś (…) w samochodzie na lepszy humor, a czasem po prostu na randkę, na pierwszy taniec” – dodał.

Czy koncert Dody rzeczywiście stanie się jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń muzycznych 2027 roku? Tego dowiemy się dopiero po jego realizacji. Na razie wiadomo, że przygotowania do tak dużego widowiska budzą zainteresowanie nie tylko fanów wokalistki, ale również przedstawicieli branży. A Skolim? Zamiast wdawać się w dyskusję o milionach, postawił na dyplomatyczną odpowiedź i dobre życzenia. Wygląda na to, że tym razem nie zamierza rywalizować z Dodą na wielkość koncertowego budżetu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Margareta POKŁÓCIŁA SIĘ z Mohamedem. Ślubu jednak nie będzie?

Wolicie Dodę czy Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ida Nowakowska, Piotr Kędzierski, Doda (fot. Mirosław Sosnowski) – zdjęcie prasowe Polsat
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. screen YouTube Polsat)
Skolim (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Skolim (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

showbiz

Julia Wieniawa zaliczyła WPADKĘ. Nie uwierzycie, co zrobiła po odcinku

Opublikowano

w dniu

przez

Julia Wieniawa znalazła się w centrum zainteresowania po niedzielnym wydaniu „Tańca z Gwiazdami”. Niewinny taneczny popis z Iwoną Pavlović niespodziewanie zamienił się w niezręczny moment, a to, co wydarzyło się po zejściu z parkietu, wzbudziło dodatkowe pytania. Dowiedz się więcej!

W niedzielę parkiet „Tańca z Gwiazdami” rozgrzały latynoskie rytmy, ale nie wszystkie emocje miały związek z rywalizacją o punkty. Widzowie mogli podziwiać efektowne układy, a jednym z najwyżej ocenionych występów była salsa Dominika Rupińskiego i Estelle Francois, za którą para otrzymała 39 punktów. Prawdziwe zamieszanie zaczęło się jednak dopiero po ich prezentacji, kiedy do akcji wkroczyła jurorka Iwona Pavlović. Chciała pokazać, jak należy poruszać biodrami w salsie i zaprosiła na parkiet Julię Wieniawę.

Aktorka nie zamierzała długo się zastanawiać i weszła w taneczne wyzwanie. Wspólny występ z jurorką miał być lekkim, rozrywkowym przerywnikiem, ale w pewnym momencie uwaga wszystkich skupiła się na kreacji gwiazdy. Podczas obrotów spódnica zaczęła zsuwać się z bioder Wieniawy. Sytuację dostrzegł Rafał Maserak, który zareagował i zwrócił jej uwagę na problem. Aktorka szybko przytrzymała ubranie, a niezręczny moment nie umknął osobom oglądającym program.

Julia Wieniawa nie dała po sobie poznać, że sytuacja szczególnie ją speszyła. Zamiast robić z niej wielki problem, obróciła wszystko w żart i zwróciła się do widzów słowami:

“Mam nadzieję, że nie zgorszyłam połowy Polski stylizacją” – powiedziała.

Później aktorka pokazała, że potrafi śmiać się z całego zamieszania również poza telewizyjnym studiem. Na Instagramie zamieściła nagranie z tanecznego popisu i opatrzyła je komentarzem, który nawiązywał do nieplanowanego incydentu.

“Rękawica została rzucona. Majtki prawie też…” – napisała.

POLECAMY: Margareta POKŁOCIŁA SIĘ z Mohamedem. Ślubu jednak nie będzie?

Wpadka Julii Wieniawy z MAJTKAMI to nie wszystko! To zrobiła zaraz po programie

Wszystko wskazywało więc na to, że Wieniawa nie zamierza rozpamiętywać tego, co wydarzyło się przed kamerami. Jednak według informacji przekazanych Pudelkowi obraz sytuacji nie był już tak jednoznaczny po zakończeniu nagrań. Uwagę zwróciło zachowanie aktorki, która tym razem nie miała zostać w studiu na rozmowy z dziennikarzami. To zmiana w porównaniu z jej wcześniejszymi wizytami w programie, dlatego pojawiły się pytania o możliwe powody takiej decyzji.

“Z tym dystansem Wieniawy to spora przesada. Po zakończeniu odcinka od razu uciekła, nie udzielając wywiadów. Po raz pierwszy od początku edycji” – przekazał informator serwisu.

Czy chodziło o samą wpadkę, czy może o komentarz Rafała Maseraka? Juror pozwolił sobie na antenie na żart dotyczący bielizny aktorki. Nie ma jednak potwierdzenia, że to właśnie ta uwaga miała wpłynąć na jej zachowanie po programie. Osoba, z którą rozmawiał Pudelek, również nie potrafiła wskazać jednoznacznego powodu, ale zasugerowała, że za kulisami mogły pojawić się emocje związane z nieudanym przebiegiem przygotowanego występu.

“Nie mam pojęcia, czy ma to związek z komentarzem Maseraka, ale przygotowywała się do tego występu i miało być perfekcyjnie, a wyszło, jak wyszło. Wpadki to nie jest jej ulubiony temat” – dodał informator Pudelka.

Czy zatem aktorka rzeczywiście przejęła się tym, co wydarzyło się podczas tańca z Iwoną Pavlović? A może po prostu nie miała ochoty na kolejne rozmowy po zakończeniu nagrań? Na podstawie dostępnych informacji nie sposób przesądzić, co nią kierowało. Jedno jest pewne: niezręczny moment, który trwał zaledwie chwilę, wywołał znacznie więcej komentarzy, niż można było się spodziewać.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Michel Moran wspomina Tomasza Jakubiaka. Tak wyglądało ich ostatnie spotkanie

Polubiliście Julię Wieniawę w “Tańcu z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Dominik Rupiński, Estelle Francois,, Julia Wieniawa, Iwona Pavlović (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Julia Wieniawa i Kamil Kuroczko (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Julia Wieniawa (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Julia Wieniawa (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Julia Wieniawa (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Dominik Rupiński, Estelle Francois,, Julia Wieniawa, Iwona Pavlović (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Dominik Rupiński, Estelle Francois,, Julia Wieniawa, Iwona Pavlović (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością