Śledź nas

news

45% kierowców boi się zimy na drodze, ale tylko co piąty przygotowuje do niej auto – alarmuje Volvo

Opublikowano

w dniu

Według najnowszych danych Volvo, blisko połowa kierowców w Polsce (45%) obawia się trudnych warunków atmosferycznych w sezonie zimowym, takich jak poślizg na oblodzonej nawierzchni*, ale tylko 21% się do nich odpowiednio przygotowuje. Polacy nie zdają sobie również sprawy z niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia, jakie niesie za sobą jazda w zimowej kurtce – ten błąd popełnia aż 83% kierowców i 92% rodziców. Innym zagrożeniem jest nieprawidłowe przewożenie swojego zwierzęcia – aż 70% kierowców doświadczyło z tego powodu niebezpiecznych sytuacji w trakcie jazdy.  

Volvo od początku istnienia marki wyznacza standardy bezpieczeństwa w branży motoryzacyjnej, opracowując i udostępniając aktywne oraz bierne systemy wspierające kierowców i innych uczestników ruchu drogowego. Wraz z początkiem grudnia Volvo Car Poland rozpoczyna kompleksowy program działań edukacyjno-społecznych, który będzie realizowany w ramach nowej platformy komunikacyjnej – „Volvo. Chronimy to, co najważniejsze”.  Pierwszym etapem działań jest projekt „Bezpieczne podróże z Volvo”, który koncentruje się na bezpieczeństwie zimowych podróży. W jego ramach wspólnie z niezależnym instytutem badawczym Ariadna marka zrealizowała badanie na reprezentatywnej grupie aktywnych kierowców dotyczące tego, jak Polacy przygotowują się do jazdy zimą oraz jakie czynniki wpływają na ich zachowania za kierownicą. 

W Volvo bezpieczeństwo jest dla nas priorytetem, niezależnie od warunków pogodowych czy pory roku. Wyniki badania pokazały nam jednak, że kierowcy w Polsce z jednej strony doświadczają różnych niebezpiecznych sytuacji na drodze zimą, ale z drugiej bagatelizują podstawowe zasady bezpieczeństwa i aż co piąty nie robi przeglądu auta przed trasą w zimie, a tylko 10% z nich ma łańcuch na koła. Dlatego jako Volvo w ramach tej akcji chcemy zwrócić uwagę kierowców na problem i zmotywować ich do myślenia o bezpieczeństwie jako wartości, którą sami możemy kształtować – tu i teraz podejmując odpowiedzialne i świadome działania – mówi Emil Dembiński, Managing Director Volvo Car Poland.

Czy Polacy jeżdżą bezpiecznie? 

Według statystyk Policji w 2023 roku odnotowano w sumie 20 936 wypadków, z czego w 91% sprawcami byli kierowcy samochodów. 

Badanie pokazuje niepokojący brak priorytetowego traktowania bezpieczeństwa na drodze przez polskich kierowców. Aż 64% ankietowanych uważa, że Polacy jeżdżą niebezpiecznie, a 32% bagatelizuje jazdę zgodną z ograniczeniami prędkości. Co gorsza, 10% badanych uważa jazdę bez zapiętych pasów za bezpieczną, a co zdumiewające wciąż 6% respondentów nie dostrzega zagrożeń wynikających z jazdy pod wpływem alkoholu. 

Niektórzy kierowcy ignorują przepisy, traktując je jako ograniczenie wolności, co wynika z braku świadomości konsekwencji swoich działań, niskiej percepcji ryzyka oraz tendencji do poszukiwania wrażeń i trudności w radzeniu sobie ze stresem i frustracją. Jeździmy jakby w przekonaniu, że wypadek zdarza się tylko innym, a nie nam – tłumaczy Magdalena Wit-Wesołowska, psycholog transportu

Co trzeci kierowca doświadcza niebezpiecznych sytuacji, takich jak nagłe hamowanie (33%), zbyt szybka jazda innych kierowców (32%) czy śnieg spadający z auta jadącego przed kierowcą (23%). Dla blisko połowy kierowców trudne warunki atmosferyczne stanowią zagrożenie, w tym poślizg na oblodzonej nawierzchni (45%) i ograniczona widoczność przez intensywne opady śniegu (42%). Niepokojąco wysoki jest odsetek kierowców pomijających odpowiednie przygotowanie auta do zimowych podróży i dotyczy to aż 21% badanych. 

Psychologiczne mechanizmy, które kierują naszymi decyzjami na drodze, mają kluczowy wpływ na bezpieczeństwo. Jednym z nich jest normalizacja ryzyka, która polega na przyzwyczajeniu się do trudnych warunków, takich jak jazda zimą czy w deszczu, traktując je jako normalne. Z czasem przestajemy je postrzegać jako zagrożenie, co prowadzi do spadku czujności i ostrożności – przyznaje Wit-Wesołowska

Jazda w kurtce zimowej to niebezpieczeństwo  

Szczególnie zimą istotne jest zwrócenie uwagi na powszechnie pojawiający się błąd, jakim jest jazda w kurtkach lub płaszczach w samochodzie. Polacy nie mają świadomości tego, że może to stanowić śmiertelne zagrożenie. Błąd ten popełnia aż 83% badanych kierowców. Zbyt gruba kurtka istotnie wpływa na działanie pasów bezpieczeństwa, ich skuteczność i ścisłe przyleganie do ciała. Co więcej, gruby zimowy płaszcz może ograniczać ruchy i potencjalnie utrudniać prowadzenie pojazdu. Kierowcy podróżujący z dziećmi również nie są świadomi zagrożenia, jakie niesie ze sobą przewożenie dziecka w kurtce w fotelikach – aż 92% badanych przewozi je w odzieży zimowej. Jak podkreśla Mikołaj Krupiński z Instytutu Transportu Samochodowego, prawidłowo zapięte pasy minimalizują ryzyko śmiertelnych obrażeń podczas wypadku o 65%, a wraz z poduszkami gazowymi ten wskaźnik bezpieczeństwa jest jeszcze wyższy. 

Pasy nie ochronią pasażera czy kierowcy podczas wypadku, jeśli będą zapinane byle jak i na zimową kurtkę. W naszych eksperymentach zimowa kurtka wprowadza nawet do 25 cm luzu na pasie bezpieczeństwa, co stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka, jeśli dojdzie do zderzenia. Co zrobić, by zapinać je prawidłowo? Należy rozpiąć kurtkę i wyjąć ją spod pasa. Następnie zapiąć pas biodrowy poniżej kolców biodrowych, mocno go naciągając. Na koniec trzeba zadbać o ustawienie pasa barkowego na słupku i fotela tak, by pas bezpieczeństwa był z dala od skraju ramienia – wyjaśnia Paweł Kurpiewski, biomechanik zderzeń

Dzieci i zwierzęta w podróży 

9 na 10 kierowców traci koncentrację z powodu zachowań dzieci, m.in. nudy i nieustających pytań o to, kiedy dotrą na miejsce (29%), rozpraszania kierującego (23%) czy trudności wynikających z zapewnieniem rozrywki najmłodszym pasażerom podczas podróży (21%). Co więcej, Polscy rodzice nie posiadają wystarczającej wiedzy na temat właściwego przewożenia swoich pociech w samochodach. 87% z nich nie sprawdza poprawności montażu fotelika, a 73% nie wie, czy używa atestowanego sprzętu dostosowanego do wieku i wzrostu dziecka. 

Dodatkowo 70% ankietowanych spotkało się z niebezpieczną sytuacją podczas jazdy ze zwierzętami, a aż 41% kierowców przewozi je w samochodzie w nieprawidłowy sposób. 

Niezabezpieczone zwierzęta stanowią zagrożenie zarówno podczas kolizji, jak i gwałtownego hamowania – to żywe „pociski”, raniące pasażerów i siebie. Na przykład pies ważący kilkanaście kilogramów podczas wypadku osiąga masę ponad 100 kg, co znacząco zwiększa ryzyko obrażeń – tłumaczy Mikołaj Krupiński z Instytutu Transportu Samochodowego

Transport sprzętu zimowego również może powodować ryzyko – ponad połowa badanych doświadczyła niebezpiecznej sytuacji podczas przewozu nart czy desek, a 35% ankietowanych składa tylne siedzenie.  

Kampania „Chronimy to, co najważniejsze” stanowi początek długofalowych działań edukacyjnych marki Volvo, które mają na celu poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach.


* Badanie zrealizowane na zlecenie Volvo Car Poland z instytutem badawczym Ariadna metodą wywiadów internetowych na reprezentatywnej grupie ponad 1000 aktywnych kierowców w Polsce (październik-listopad 2024). 

Materiały powiązane

Kliknij, aby skomentować

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

„Po prostu Damian” stworzył nowy gatunek: CYBER-POP? Prosto z premiery „100 dni: Misja Zeus”

Opublikowano

w dniu

przez

„Po prostu Damian” stworzył nowy gatunek: CYBER-POP? Prosto z premiery „100 dni: Misja Zeus”

POLECAMY: Kayah wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja

Kontynuuj czytanie

news

Filip Chajzer po latach wrócił do tragedii. „Nigdy nie usłyszałem słowa przepraszam”

Opublikowano

w dniu

przez

Śmierć 9-letniego Maksa w 2015 roku na zawsze zmieniła życie Filipa Chajzera. Dziennikarz przez lata unikał szczegółowego opowiadania o tragedii, jednak w podcaście Cypriana Majchera wrócił do bolesnych wspomnień. Opowiedział o żałobie, emocjach, które wciąż mu towarzyszą, oraz relacji z byłym teściem, który prowadził samochód w chwili wypadku.

Filip Chajzer przez lata bardzo oszczędnie mówił o śmierci swojego 9-letniego syna Maksa. Chłopiec zginął w 2015 roku w tragicznym wypadku samochodowym, do którego doszło podczas podróży z dziadkiem, byłym teściem dziennikarza. Ta tragedia na zawsze odcisnęła piętno na życiu prezentera, który wielokrotnie podkreślał, że po takiej stracie nic już nie może wyglądać jak wcześniej.

W rozmowie z Cyprianem Majcherem, Filip Chajzer zdecydował się wrócić do tamtych wydarzeń i opowiedzieć o bólu, z którym mierzy się do dziś. Szczególnie poruszająco zabrzmiały jego słowa dotyczące żałoby oraz relacji z byłym teściem. Dziennikarz przyznał, że nigdy nie usłyszał od niego przeprosin ani nawet próby rozmowy o wypadku.

POLECAMY: Filip Chajzer BRONI prezydenta NAWROCKIEGO! Co sądzi o słowach Wojewódzkiego?

Tragedia, po której nic nie było już takie samo

Śmierć 9-letniego Maksa w lipcu 2015 roku była dla Filipa Chajzera tragedią, która na zawsze zmieniła jego życie. Chłopiec zginął w wypadku samochodowym, gdy podróżował z dziadkiem, ojcem swojej mamy. Samochód zjechał z drogi i uderzył w naczepę ciężarówki stojącej na poboczu. Dziecko zginęło na miejscu, a dziennikarz, który w tym czasie przebywał w Stanach Zjednoczonych, natychmiast wrócił do Polski. Filip Chajzer przez długi czas nie potrafił mówić o śmierci syna. Wspomnienia związane z Maksem były zbyt bolesne, a żałoba całkowicie rozbiła jego dotychczasowe życie. Dziennikarz przyznawał, że po tej tragedii zmagał się z depresją i przez wiele lat próbował znaleźć sposób na poradzenie sobie z cierpieniem.

Życie po takiej stracie nigdy nie będzie już normalne – mówił Filip Chajzer, podkreślając, że śmierci dziecka nie da się racjonalnie wyjaśnić ani przepracować w taki sposób, aby ból po prostu zniknął.


W innym wywiadzie opowiadał, że Maks śnił mu się niemal każdej nocy. Po przebudzeniu zapisywał rozmowy ze swoim synem, aby zachować choć namiastkę kontaktu z nim.

Maks śnił mi się niemal każdej nocy. Budziłem się i zapisywałem nasze rozmowy – wspominał. Jak tłumaczył, początkowo wstydził się prosić o pomoc psychologa.

Uważał, że powinien sam poradzić sobie z emocjami, choć jego stan psychiczny był bardzo trudny.

Byłem w fatalnym stanie, ale wtedy jeszcze nie chciałem pomocy psychologa. Wstydziłem się, że jestem taki słaby. Próbowałem poszukiwać odpowiedzi na własną rękę. Śmierci dziecka nie da się racjonalnie wytłumaczyć. W ogóle nie da się wytłumaczyć… – mówił w rozmowie cytowanej przez media.

Z czasem Filip Chajzer zdecydował się na terapię. Przyznawał, że korzystał z pomocy wielu specjalistów, jednak nawet intensywna praca nad sobą nie sprawiła, że wspomnienia o synu przestały boleć. W jego przypadku żałoba nie była zamkniętym rozdziałem, lecz doświadczeniem, które powracało w najmniej oczekiwanych momentach.

POLECAMY: Filip Chajzer żali się u Wojewódzkiego: „Tęsknię za tym”. Przykre?

Teść zawinił?

W najnowszych wspomnieniach dziennikarz wrócił także do relacji z byłym teściem, który prowadził samochód w chwili tragicznego wypadku. Filip Chajzer przyznał, że między nimi nie doszło do rozmowy, która mogłaby pomóc mu zrozumieć wydarzenia z 2015 roku lub choć częściowo zamknąć ten bolesny temat.

Nigdy nikt nie podjął ze mną próby rozmowy. Nigdy nie usłyszałem jednego słowa, nigdy nie usłyszałem słowa przepraszam – wyznał.

W rozmowach o tragedii podkreślał, że każdy człowiek przeżywa żałobę inaczej. Jedni potrzebują mówić o zmarłej osobie, inni zamykają się w sobie i próbują funkcjonować mimo ogromnego bólu. Dziennikarz opowiadał również o fali hejtu, która spadła na niego po śmierci Maksa. W internecie pojawiały się brutalne komentarze, a nieznane osoby przesyłały mu zdjęcia miejsc związanych z wypadkiem. Dziennikarz wspominał, że takie zachowanie doprowadziło go do skrajnego załamania.

Ja wtedy w środku umarłem. To była taka śmierć za życia moja – mówił, opisując emocje, które towarzyszyły mu po atakach w sieci.



Mimo upływu lat Filip Chajzer nie ukrywa, że strata syna wciąż jest obecna w jego życiu. Wspominanie Maksa stało się dla niego także sposobem na zachowanie pamięci o chłopcu. Jak podkreślał, zależało mu na tym, aby historia jego dziecka nie została zapomniana, a jego imię nadal było obecne w świadomości ludzi.

POLECAMY: TYLKO U NAS: 20-letnia narzeczona Chajzera w „Królowej Przetrwania”? Padły zaskakujące słowa

Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Kontynuuj czytanie

news

Nie mogą znaleźć Michała Wójcika. Przez to procedura wymeldowania utknęła

Opublikowano

w dniu

przez

Wokół Michała Wójcika narasta kolejny konflikt. Rodzice jego zmarłej partnerki chcą wymeldować kabareciarza z należącej do nich nieruchomości w Katowicach. Budynek planują wyburzyć, jednak procedura od miesięcy nie może się zakończyć. Problemem jest między innymi ustalenie aktualnego miejsca pobytu artysty.

Wokół Michała Wójcika narasta konflikt, który może mieć swój finał w sądzie. Rodzice jego zmarłej partnerki chcą wymeldować kabareciarza z domu w Katowicach, należącego do nich od lat. Jak twierdzą, budynek jest w złym stanie technicznym i planują go wyburzyć, jednak formalności związane z wymeldowaniem artysty ciągną się już od kilku miesięcy.
Dodatkowym problemem jest ustalenie, gdzie obecnie przebywa Michał Wójcik. Właściciele nieruchomości nie kryją frustracji, a urzędnicy wyjaśniają, że przed wydaniem decyzji muszą dokładnie sprawdzić, czy kabareciarz rzeczywiście i na stałe opuścił lokal.

POLECAMY: Muzycznie Zakręceni – nowy projekt łączący koncert, kabaret i spotkanie z artystami. Wielka premiera w Lędzinach

Kim jest Michał Wójcik?

Michał Wójcik to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów kabaretowych. Od 2000 roku występuje w popularnym kabarecie Ani Mru-Mru, który współtworzy między innymi z Marcinem Wójcikiem i Waldemarem Wilkołkiem. Choć panowie noszą to samo nazwisko, nie są spokrewnieni. Artysta urodził się 22 listopada 1971 roku w Lublinie, a poza działalnością kabaretową pojawiał się również w produkcjach telewizyjnych, między innymi w improwizowanym serialu „Spadkobiercy”.

Prywatnie Michał Wójcik jest ojcem czworga dzieci. Ma córkę Julię oraz synów: Jakuba, Charliego i Michała Juniora. Pociechy pochodzą z różnych związków artysty. W 2022 roku artysta kabaretowy pojawił się z najstarszą córką w programie „Dzień Dobry TVN”, gdzie opowiadał o ich relacji, wspólnych zainteresowaniach i kontaktach w patchworkowej rodzinie.

Michał Wójcik od około trzech lat jest zameldowany w domu przy ulicy Średniej w Katowicach. Nieruchomość należy do Barbary i Janusza W., czyli rodziców jego zmarłej partnerki, Janiny W. Kobieta zmarła 6 marca 2023 roku po chorobie nowotworowej. Para doczekała się syna, który obecnie pozostaje pod opieką ojca i jego nowej partnerki. Jak twierdzą właściciele budynku, Michał Wójcik został zameldowany w ich nieruchomości około dwóch tygodni po śmierci Janiny. Według ich relacji chcieli w ten sposób pomóc mu w uporządkowaniu spraw finansowych i urzędowych.

Rodzice Janiny przekonują, że w tamtym czasie artysta miał problemy finansowe i potrzebował zameldowania w Katowicach, aby móc ustalić sposób spłaty zadłużenia wobec urzędu skarbowego. Początkowo ich relacje miały być dobre, jednak z czasem doszło między nimi do pogorszenia stosunków. Właściciele nieruchomości chcą obecnie zakończyć sprawę i odzyskać pełną swobodę w dysponowaniu budynkiem. Podkreślają, że dom jest w złym stanie technicznym i może stanowić zagrożenie dla osób przechodzących w jego pobliżu.

POLECAMY: Polsat uderza w Kaczorowską i Rogacewicza? Kabaret K2 bez litości wyśmiał parę – internet eksplodował

Nie wiadomo, gdzie obecnie mieszka kabareciarz

Barbara i Janusz W. planują wyburzenie budynku, a następnie inne zagospodarowanie należącej do nich działki. Twierdzą jednak, że obecność Michała Wójcika w ewidencji mieszkańców utrudnia realizację tych planów. Dodatkowo pod wskazanym adresem mają pojawiać się osoby podające się za wierzycieli artysty. Właściciele rozpoczęli procedurę wymeldowania, która w katowickim urzędzie trwa od lutego. Postępowanie przeciąga się, ponieważ urzędnicy mają trudności z ustaleniem, gdzie faktycznie przebywa Michał Wójcik.

Sprawdzane miały być między innymi adresy w Lublinie, gdzie kabareciarz był wcześniej zameldowany. Według relacji rodziców jego zmarłej partnerki artysty miał również wynajmować mieszkanie w Mysłowicach. Tamtejszy urząd miał wezwać go na spotkanie, jednak artysta nie pojawił się w wyznaczonym terminie.

W związku z tym katowicki urząd może zwrócić się do sądu o wyznaczenie przedstawiciela dla osoby nieobecnej. Taki przedstawiciel mógłby reprezentować Michała Wójcika w postępowaniu administracyjnym.

Sprawa znowu się przeciąga o kolejne miesiące – komentują Barbara i Janusz W.

Urzędnicy podkreślają, że samo złożenie wniosku nie oznacza automatycznego wymeldowania. Przed wydaniem decyzji trzeba ustalić, czy dana osoba rzeczywiście i trwale opuściła lokal. W tym celu urząd może analizować zeznania świadków, oświadczenia, wyjaśnienia oraz wyniki oględzin nieruchomości. Na razie decyzja o wymeldowaniu Michała Wójcika nie została wydana. „Fakt” zwrócił się do artysty o komentarz za pośrednictwem jego menedżera Zbigniewa Remleina. Prośba miała zostać przekazana kabareciarzowi, jednak do czasu publikacji materiału nie otrzymano odpowiedzi.

POLECAMY: Kultowe show wróci do Polsatu? Edward Miszczak zabrał głos

Michał Wójcik, fot. Instagram
Michał Wójcik, fot. Instagram
Michał Wójcik, fot. Instagram
Michał Wójcik, fot. Instagram
Michał Wójcik, fot. Instagram
Kontynuuj czytanie

news

Jerzy Bralczyk znów mówi o „zdychaniu” zwierząt. Te słowa niegdyś wywołały burzę

Opublikowano

w dniu

przez

Wystarczyło jedno słowo, by w 2024 roku rozpętała się ogólnopolska dyskusja. Teraz Jerzy Bralczyk po ponad dwóch latach ponownie wrócił do sprawy i wyjaśnił, dlaczego nadal nie uważa określenia „zdychać” za obraźliwe, gdy mowa o zwierzętach. Językoznawca wspomniał również o fali hejtu, z którą musiał się mierzyć. Dowiedz się więcej!

Wypowiedź prof. Jerzego Bralczyka z 2024 roku odbiła się szerokim echem. Językoznawca pojawił się wówczas w programie „100 pytań do”, gdzie został zapytany między innymi o sposób, w jaki współcześnie mówimy o zwierzętach. Jedno z jego stwierdzeń szczególnie mocno podzieliło opinię publiczną i szybko wywołało dyskusję w mediach społecznościowych.

Chodziło o słowa „umierać” i „zdychać” w odniesieniu do zwierząt. Jerzy Bralczyk przyznał wówczas, że nie jest zwolennikiem określania śmierci psa czy kota mianem „umierania”. Tłumaczył, że jako osoba przywiązana do tradycyjnych form językowych inaczej postrzega te określenia.

“Jestem starym człowiekiem i preferuję te tradycyjne formuły i sposób myślenia. Nawet mówienie, że choćby najulubieńszy pies umarł, będzie dla mnie obce. Nie, pies niestety zdechł” – przekonywał wówczas profesor.

Wypowiedź spotkała się z bardzo różnymi reakcjami. Część osób broniła językoznawcy, wskazując, że mówił o tradycyjnym użyciu języka, inni natomiast uznali, że słowo „zdechł” ma w przypadku ukochanego zwierzęcia zdecydowanie negatywny wydźwięk. Dyskusja szybko wyszła poza środowisko językoznawcze i stała się jednym z głośniejszych tematów w mediach.

POLECAMY: Kayah wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja

Jerzy Bralczyk wraca do afery związanej ze “zdychaniem zwierząt”. Zmienił zdanie?

Teraz, po ponad dwóch latach, Jerzy Bralczyk ponownie odniósł się do tej kwestii. W podcaście „W stylu Krychowiaka” w RMF FM językoznawca wyjaśnił, że jego stanowisko wcale się nie zmieniło. Nadal uważa, że słowo „zdychać” samo w sobie nie musi być pejoratywne, jeżeli odnosi się do zwierzęcia.

“Słowo „zdychać” nie jest dla mnie pejoratywne. W odniesieniu do człowieka tak, ale w odniesieniu do zwierzęcia nie. Miałem dwa koty ulubione, jeden był wręcz ukochany i on zdechł. Niestety. Przykro mi” – wyznał u Krychowiaka.

Tym samym Jerzy Bralczyk po raz kolejny jasno wyraził swoje stanowisko. Jego zdaniem używanie słowa „zdechł” w odniesieniu do zwierzęcia wynika z tradycyjnego sposobu posługiwania się językiem. Nie oznacza natomiast braku szacunku do zwierzęcia ani braku emocjonalnego przywiązania do niego.

Co ciekawe, profesor wspomniał również o tym, jak osobiście odebrał reakcje na jego wcześniejszą wypowiedź. Jerzy Bralczyk przyznał, że fala krytyki była dla niego przykra, szczególnie dlatego, że część opinii publicznej zaczęła postrzegać go jako osobę, która nie darzy zwierząt sympatią.

“Bardzo dużo hejtu dostałem. Przykro mi z tego powodu, bo wyszedłem na kogoś, kto nie lubi zwierząt. A cierpienia zwierząt są dla mnie jak cierpienia ludzi” – dodał.

To właśnie ten fragment rozmowy pokazuje, że dla Jerzego Bralczyka cała sprawa miała również bardzo osobisty wymiar. Językoznawca podkreślił, że jego wybór konkretnego słowa nie ma nic wspólnego z brakiem empatii wobec zwierząt. Wręcz przeciwnie, zaznaczył, że cierpienie zwierząt jest dla niego równie istotne jak cierpienie ludzi.

W tej samej rozmowie Jerzy Bralczyk został zapytany także o inne określenie, które we współczesnej polszczyźnie budzi kontrowersje. Tym razem chodziło o słowo „Murzyn”. Profesor przedstawił swoje stanowisko, wskazując, że z jego perspektywy słowo to nadal może pełnić funkcję opisową w języku.

“Potrzebne mi jest to słowo na określenie ludzi, którzy tak wyglądają, mają ciemną skórę” – zauważył profesor Bralczyk.

Wypowiedź ponownie może wywołać dyskusję, szczególnie że współczesna polszczyzna zmienia się wraz ze zmianami społecznymi i kulturowymi. Jerzy Bralczyk zaznaczył jednak, że w praktyce bierze pod uwagę również odczucia drugiej osoby. Jeżeli konkretne określenie kogoś rani lub sprawia mu przykrość, profesor deklaruje, że nie będzie go wobec takiej osoby używał.

“Przecież ja nie czuję żadnej wyższości nad ludźmi czarnymi. Absolutnie […] Wobec nich tak nie powiem, bo ja nie lubię sprawiać przykrości” – przekonywał.

Po latach temat „zdychania” zwierząt ponownie więc wrócił do przestrzeni publicznej. Jerzy Bralczyk nie wycofał się ze swojej wcześniejszej opinii, ale jednocześnie zdecydował się opowiedzieć o konsekwencjach, jakie spotkały go po tamtej wypowiedzi. Jak sam przyznał, szczególnie dotknęło go przedstawianie go jako osoby, która nie lubi zwierząt.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Martyna Wojciechowska ma powody do radości. Właśnie TO ogłoszono

Jakie Wy macie zdanie na ten temat? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Grzegorz Krychowiak i Jerzy Bralczyk (fot. zdjęcie prasowe RMF FM)
Jerzy Bralczyk (fot. screen YouTube TVP Info Publicystyka)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością