showbiz
Andrzej Duda żegna się z Pałacem Prezydenckim. Ida Nowakowska oddaje byłemu prezydentowi publiczny hołd
Po dekadzie urzędowania, Andrzej Duda opuszcza Pałac Prezydencki. Jedni odetchnęli z ulgą, inni… nie kryją wzruszenia. Jedną z osób, które postanowiły głośno podziękować prezydentowi, jest Ida Nowakowska. Prezenterka, która sama została odsunięta od TVP po zmianach politycznych, opublikowała emocjonalny wpis i zdjęcia ze spotkania z głową państwa. W tle – symboliczne gesty i gorzkie zakończenia. Dowiedz się więcej!
6 sierpnia 2025 roku przeszedł do historii jako dzień, w którym Andrzej Duda oficjalnie zakończył swoją drugą kadencję na stanowisku Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Po dwóch wygranych wyborach – w 2015 i 2020 roku – ustępujący prezydent żegna się z funkcją, którą pełnił przez pełną dekadę. Choć jego prezydentura budziła liczne emocje, jedno jest pewne – był jednym z najdłużej sprawujących władzę prezydentów w historii III RP.
Tego samego dnia, podczas uroczystego posiedzenia Zgromadzenia Narodowego, zaprzysiężony został Karol Nawrocki, nowy prezydent, który wygrał wybory w czerwcu 2025 roku. Od teraz to on będzie kierował państwem, a Duda już jako były prezydent przechodzi do historii. Uroczystość miała podniosły charakter, a przemówienia pełne były odniesień do przeszłości, demokracji i symbolicznego przekazania władzy.
Kończąc swoją misję, Andrzej Duda zwrócił się do narodu z oficjalnym podziękowaniem:
Od pierwszego do ostatniego dnia mojej prezydentury czyniłem wszystko, co tylko możliwe, by zapewnić Polsce i Polakom bezpieczeństwo i rozwój. Zabiegałem intensywnie o polskie sprawy zarówno tu w kraju, jak i na arenie międzynarodowej […] Dla mnie, dla Andrzeja Dudy, w życiu najważniejsze zawsze były i są trzy sprawy: po pierwsze Polska, po drugie Polska i po trzecie: tylko Polska. Niech żyje wolna, bezpieczna i niepodległa Rzeczpospolita. Boże, błogosław Polsce, Polakom i Polonii na całym świecie – mówił dwa dni temu.
POLECAMY: TYLKO U NAS: Wiemy, kiedy wystartuje nowy sezon „The Floor” w TVN – nie zabraknie zmian i niespodzianek
Ida Nowakowska dziękuję prezydentowi i pierwszej damie
Wśród osób, które zdecydowały się publicznie podziękować prezydentowi, znalazła się Ida Nowakowska. Była gwiazda TVP, znana z takich programów jak „Pytanie na śniadanie” czy „You Can Dance”, na swoim Instagramie opublikowała osobisty wpis oraz archiwalne nagranie ze spotkania z Andrzejem Dudą i jego żoną. Tancerka i prezenterka pojawiła się w Pałacu Prezydenckim wraz z mężem, Jackiem Herndonem, oraz ich synem, Maksymilianem.
Podczas spotkania nie zabrakło ciepłych gestów. Agata Kornhauser-Duda, która przez lata pełniła rolę Pierwszej Damy, wręczyła małemu Maksymilianowi drobny prezent – maskotkę. Ten mały gest został szczególnie doceniony przez Nowakowską, która wyraźnie wzruszona napisała:
Podziękowania dla Pana Prezydenta Andrzeja Dudy, Małżonki Prezydenta Pani Agaty Kornhauser-Dudy i Kancelarii Prezydenta za 10 lat pracy dla Polski – czytamy.
Warto przypomnieć, że Ida Nowakowska sama stała się „ofiarą” politycznych przetasowań. Po zmianach w kierownictwie TVP w 2024 roku prezenterka została odsunięta od prowadzenia programów i podobnie jak wielu innych znanych prezenterów z wcześniejszego okresu musiała pożegnać się z publiczną anteną.
Choć część celebrytów woli milczeć na temat polityki, szczególnie w trudnych momentach – Ida Nowakowska postanowiła zadziałać inaczej. Jej wpis spotkał się z mieszanym odbiorem – część internautów gratulowała jej odwagi, inni oskarżali o upolitycznianie dziecka i próbę przypomnienia o sobie. Bez względu na motywacje, jej słowa wywołały burzę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Rafał Brzozowski jest PRZEŚLADOWANY! Obca kobieta GROZI fanom – nie uwierzysz, jak daleko się posunęła



Autor: SJ
news
Nie mogą znaleźć Michała Wójcika. Przez to procedura wymeldowania utknęła
Wokół Michała Wójcika narasta kolejny konflikt. Rodzice jego zmarłej partnerki chcą wymeldować kabareciarza z należącej do nich nieruchomości w Katowicach. Budynek planują wyburzyć, jednak procedura od miesięcy nie może się zakończyć. Problemem jest między innymi ustalenie aktualnego miejsca pobytu artysty.
Wokół Michała Wójcika narasta konflikt, który może mieć swój finał w sądzie. Rodzice jego zmarłej partnerki chcą wymeldować kabareciarza z domu w Katowicach, należącego do nich od lat. Jak twierdzą, budynek jest w złym stanie technicznym i planują go wyburzyć, jednak formalności związane z wymeldowaniem artysty ciągną się już od kilku miesięcy.
Dodatkowym problemem jest ustalenie, gdzie obecnie przebywa Michał Wójcik. Właściciele nieruchomości nie kryją frustracji, a urzędnicy wyjaśniają, że przed wydaniem decyzji muszą dokładnie sprawdzić, czy kabareciarz rzeczywiście i na stałe opuścił lokal.
Kim jest Michał Wójcik?
Michał Wójcik to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów kabaretowych. Od 2000 roku występuje w popularnym kabarecie Ani Mru-Mru, który współtworzy między innymi z Marcinem Wójcikiem i Waldemarem Wilkołkiem. Choć panowie noszą to samo nazwisko, nie są spokrewnieni. Artysta urodził się 22 listopada 1971 roku w Lublinie, a poza działalnością kabaretową pojawiał się również w produkcjach telewizyjnych, między innymi w improwizowanym serialu „Spadkobiercy”.
Prywatnie Michał Wójcik jest ojcem czworga dzieci. Ma córkę Julię oraz synów: Jakuba, Charliego i Michała Juniora. Pociechy pochodzą z różnych związków artysty. W 2022 roku artysta kabaretowy pojawił się z najstarszą córką w programie „Dzień Dobry TVN”, gdzie opowiadał o ich relacji, wspólnych zainteresowaniach i kontaktach w patchworkowej rodzinie.
Michał Wójcik od około trzech lat jest zameldowany w domu przy ulicy Średniej w Katowicach. Nieruchomość należy do Barbary i Janusza W., czyli rodziców jego zmarłej partnerki, Janiny W. Kobieta zmarła 6 marca 2023 roku po chorobie nowotworowej. Para doczekała się syna, który obecnie pozostaje pod opieką ojca i jego nowej partnerki. Jak twierdzą właściciele budynku, Michał Wójcik został zameldowany w ich nieruchomości około dwóch tygodni po śmierci Janiny. Według ich relacji chcieli w ten sposób pomóc mu w uporządkowaniu spraw finansowych i urzędowych.
Rodzice Janiny przekonują, że w tamtym czasie artysta miał problemy finansowe i potrzebował zameldowania w Katowicach, aby móc ustalić sposób spłaty zadłużenia wobec urzędu skarbowego. Początkowo ich relacje miały być dobre, jednak z czasem doszło między nimi do pogorszenia stosunków. Właściciele nieruchomości chcą obecnie zakończyć sprawę i odzyskać pełną swobodę w dysponowaniu budynkiem. Podkreślają, że dom jest w złym stanie technicznym i może stanowić zagrożenie dla osób przechodzących w jego pobliżu.
Nie wiadomo, gdzie obecnie mieszka kabareciarz
Barbara i Janusz W. planują wyburzenie budynku, a następnie inne zagospodarowanie należącej do nich działki. Twierdzą jednak, że obecność Michała Wójcika w ewidencji mieszkańców utrudnia realizację tych planów. Dodatkowo pod wskazanym adresem mają pojawiać się osoby podające się za wierzycieli artysty. Właściciele rozpoczęli procedurę wymeldowania, która w katowickim urzędzie trwa od lutego. Postępowanie przeciąga się, ponieważ urzędnicy mają trudności z ustaleniem, gdzie faktycznie przebywa Michał Wójcik.
Sprawdzane miały być między innymi adresy w Lublinie, gdzie kabareciarz był wcześniej zameldowany. Według relacji rodziców jego zmarłej partnerki artysty miał również wynajmować mieszkanie w Mysłowicach. Tamtejszy urząd miał wezwać go na spotkanie, jednak artysta nie pojawił się w wyznaczonym terminie.
W związku z tym katowicki urząd może zwrócić się do sądu o wyznaczenie przedstawiciela dla osoby nieobecnej. Taki przedstawiciel mógłby reprezentować Michała Wójcika w postępowaniu administracyjnym.
Sprawa znowu się przeciąga o kolejne miesiące – komentują Barbara i Janusz W.
Urzędnicy podkreślają, że samo złożenie wniosku nie oznacza automatycznego wymeldowania. Przed wydaniem decyzji trzeba ustalić, czy dana osoba rzeczywiście i trwale opuściła lokal. W tym celu urząd może analizować zeznania świadków, oświadczenia, wyjaśnienia oraz wyniki oględzin nieruchomości. Na razie decyzja o wymeldowaniu Michała Wójcika nie została wydana. „Fakt” zwrócił się do artysty o komentarz za pośrednictwem jego menedżera Zbigniewa Remleina. Prośba miała zostać przekazana kabareciarzowi, jednak do czasu publikacji materiału nie otrzymano odpowiedzi.
POLECAMY: Kultowe show wróci do Polsatu? Edward Miszczak zabrał głos





news
Kolejna afera wokół Skolima. Fani nie kryją oburzenia
Skolim potrafi zagrać kilka koncertów w ciągu jednego dnia, ale tym razem napięty grafik odbił się na występie podczas Dni Siedlec. Artysta pojawił się na scenie z dużym opóźnieniem, a jego koncert wpłynął również na występ kolejnej gwiazdy. Nie wszystkim widzom i wykonawcom spodobał się taki obrót spraw. Dowiedz się więcej!
Skolim w ostatnich latach stał się jednym z najpopularniejszych wykonawców młodego pokolenia. Jego utwory, w tym „Wyglądasz idealnie” i „Daj mi jedno słowo”, zdobyły ogromną popularność i mogą pochwalić się wielomilionowymi odtworzeniami na platformach streamingowych. Muzyk słynie także z niezwykle intensywnego grafiku koncertowego. Zdarza się, że jednego dnia ma zaplanowanych kilka występów w różnych miejscach Polski, a pomiędzy nimi przemieszcza się nawet helikopterem.
Jednym z takich wyjątkowo intensywnych dni była sobota, 12 września. Skolim miał tego dnia pojawić się między innymi w Katowicach, Myślenicach, Trzebnicy, Heaven Leszno oraz Diamond Biała Wieś. Na jego trasie znalazły się również Siedlce, gdzie był jedną z gwiazd tegorocznych Dni Siedlec. Tak napięty harmonogram oznaczał dla artysty konieczność szybkiego przemieszczania się pomiędzy kolejnymi lokalizacjami.
Na miejscu Skolim ostatecznie pojawił się helikopterem. Sam widok maszyny miał wywołać spore emocje wśród zgromadzonej publiczności, która czekała na występ popularnego wokalisty. Problem w tym, że koncert nie rozpoczął się zgodnie z pierwotnym planem. Jak wynika z relacji fanów oraz dziennikarzy Eski, publiczność musiała czekać na artystę około dwóch godzin.
Dla części fanów oczekiwanie nie przekreśliło jednak pozytywnych wrażeń. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze osób, które mimo opóźnienia były zachwycone samym występem Skolima.
“Super gość, brawo!”, “Mega występ Skolima”; “Kocham jego utwory” – czytamy wśród opinii zamieszczonych przez uczestników wydarzenia.
POLECAMY: Jerzy Bralczyk znów mówi o „zdychaniu” zwierząt. Te słowa niegdyś wywołały burzę
Fani zażenowani, menadżer Myslovitz komentuje zachowanie Skolima
Nie wszyscy podeszli jednak do sprawy z takim entuzjazmem. W komentarzach nie zabrakło zdecydowanej krytyki. Część osób zwracała uwagę przede wszystkim na długość oczekiwania oraz konsekwencje opóźnienia dla całego harmonogramu wydarzenia:
- „Dwie godziny czekania to jednak przesada, organizatorzy powinni coś z tym zrobić”;
- „Rozumiem, że ma dużo koncertów, ale publiczność też ma swoje plany. Takie opóźnienie jest niepoważne”;
- „Przyszedłem specjalnie na koncert, a zamiast muzyki było dwugodzinne czekanie”.
Na opóźnieniu ucierpiał również występ Myslovitz, który został zaplanowany tuż po kocercie Skolima. W tym przypadku sprawa nie dotyczyła już wyłącznie oczekujących fanów, ale także organizacji kolejnych występów tego wieczoru. Każde przesunięcie jednego koncertu mogło bowiem wpłynąć na artystów, którzy mieli wejść na scenę później.
Menedżer Myslovitz, Maciej Durczak, w rozmowie z „Faktem” odniósł się do sytuacji i zdradził, jak wyglądała ona z perspektywy zespołu:
“Byliśmy tylko poproszeni, żeby poczekać. Natomiast artysta Skolim nie był skłonny z powodu swojego spóźnienia choć trochę skrócić występu, żeby jeszcze bardziej nie wydłużać tego czasu” – wyznał na łamach Faktu.
Cała sytuacja ponownie zwróciła uwagę na niezwykle napięty kalendarz Skolima. Granie kilku koncertów jednego dnia pozwala artyście docierać do ogromnej liczby fanów, ale jednocześnie wymaga bardzo precyzyjnej logistyki. Przy tak dużej liczbie występów w różnych częściach kraju wystarczy jedno przesunięcie, aby kolejne punkty trasy zaczęły się na siebie nakładać. W Siedlcach konsekwencje tego harmonogramu odczuli zarówno widzowie, jak i kolejny wykonawca.
Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy napięty grafik Skolima i jego koncertowa aktywność budzą zainteresowanie. Artysta należy do najbardziej zapracowanych wykonawców polskiej sceny rozrywkowej, a jego charakterystyczny sposób przemieszczania się między imprezami stał się wręcz jednym z elementów jego medialnego wizerunku. Tym razem jednak uwagę przyciągnęła nie tylko jego efektowna podróż helikopterem, ale przede wszystkim dwugodzinne opóźnienie i jego wpływ na cały harmonogram Dni Siedlec.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kayah wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja
Skolima przesadza z ilością granych koncertów? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Jerzy Bralczyk znów mówi o „zdychaniu” zwierząt. Te słowa niegdyś wywołały burzę
Wystarczyło jedno słowo, by w 2024 roku rozpętała się ogólnopolska dyskusja. Teraz Jerzy Bralczyk po ponad dwóch latach ponownie wrócił do sprawy i wyjaśnił, dlaczego nadal nie uważa określenia „zdychać” za obraźliwe, gdy mowa o zwierzętach. Językoznawca wspomniał również o fali hejtu, z którą musiał się mierzyć. Dowiedz się więcej!
Wypowiedź prof. Jerzego Bralczyka z 2024 roku odbiła się szerokim echem. Językoznawca pojawił się wówczas w programie „100 pytań do”, gdzie został zapytany między innymi o sposób, w jaki współcześnie mówimy o zwierzętach. Jedno z jego stwierdzeń szczególnie mocno podzieliło opinię publiczną i szybko wywołało dyskusję w mediach społecznościowych.
Chodziło o słowa „umierać” i „zdychać” w odniesieniu do zwierząt. Jerzy Bralczyk przyznał wówczas, że nie jest zwolennikiem określania śmierci psa czy kota mianem „umierania”. Tłumaczył, że jako osoba przywiązana do tradycyjnych form językowych inaczej postrzega te określenia.
“Jestem starym człowiekiem i preferuję te tradycyjne formuły i sposób myślenia. Nawet mówienie, że choćby najulubieńszy pies umarł, będzie dla mnie obce. Nie, pies niestety zdechł” – przekonywał wówczas profesor.
Wypowiedź spotkała się z bardzo różnymi reakcjami. Część osób broniła językoznawcy, wskazując, że mówił o tradycyjnym użyciu języka, inni natomiast uznali, że słowo „zdechł” ma w przypadku ukochanego zwierzęcia zdecydowanie negatywny wydźwięk. Dyskusja szybko wyszła poza środowisko językoznawcze i stała się jednym z głośniejszych tematów w mediach.
POLECAMY: Kayah wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja
Jerzy Bralczyk wraca do afery związanej ze “zdychaniem zwierząt”. Zmienił zdanie?
Teraz, po ponad dwóch latach, Jerzy Bralczyk ponownie odniósł się do tej kwestii. W podcaście „W stylu Krychowiaka” w RMF FM językoznawca wyjaśnił, że jego stanowisko wcale się nie zmieniło. Nadal uważa, że słowo „zdychać” samo w sobie nie musi być pejoratywne, jeżeli odnosi się do zwierzęcia.
“Słowo „zdychać” nie jest dla mnie pejoratywne. W odniesieniu do człowieka tak, ale w odniesieniu do zwierzęcia nie. Miałem dwa koty ulubione, jeden był wręcz ukochany i on zdechł. Niestety. Przykro mi” – wyznał u Krychowiaka.
Tym samym Jerzy Bralczyk po raz kolejny jasno wyraził swoje stanowisko. Jego zdaniem używanie słowa „zdechł” w odniesieniu do zwierzęcia wynika z tradycyjnego sposobu posługiwania się językiem. Nie oznacza natomiast braku szacunku do zwierzęcia ani braku emocjonalnego przywiązania do niego.
Co ciekawe, profesor wspomniał również o tym, jak osobiście odebrał reakcje na jego wcześniejszą wypowiedź. Jerzy Bralczyk przyznał, że fala krytyki była dla niego przykra, szczególnie dlatego, że część opinii publicznej zaczęła postrzegać go jako osobę, która nie darzy zwierząt sympatią.
“Bardzo dużo hejtu dostałem. Przykro mi z tego powodu, bo wyszedłem na kogoś, kto nie lubi zwierząt. A cierpienia zwierząt są dla mnie jak cierpienia ludzi” – dodał.
To właśnie ten fragment rozmowy pokazuje, że dla Jerzego Bralczyka cała sprawa miała również bardzo osobisty wymiar. Językoznawca podkreślił, że jego wybór konkretnego słowa nie ma nic wspólnego z brakiem empatii wobec zwierząt. Wręcz przeciwnie, zaznaczył, że cierpienie zwierząt jest dla niego równie istotne jak cierpienie ludzi.
W tej samej rozmowie Jerzy Bralczyk został zapytany także o inne określenie, które we współczesnej polszczyźnie budzi kontrowersje. Tym razem chodziło o słowo „Murzyn”. Profesor przedstawił swoje stanowisko, wskazując, że z jego perspektywy słowo to nadal może pełnić funkcję opisową w języku.
“Potrzebne mi jest to słowo na określenie ludzi, którzy tak wyglądają, mają ciemną skórę” – zauważył profesor Bralczyk.
Wypowiedź ponownie może wywołać dyskusję, szczególnie że współczesna polszczyzna zmienia się wraz ze zmianami społecznymi i kulturowymi. Jerzy Bralczyk zaznaczył jednak, że w praktyce bierze pod uwagę również odczucia drugiej osoby. Jeżeli konkretne określenie kogoś rani lub sprawia mu przykrość, profesor deklaruje, że nie będzie go wobec takiej osoby używał.
“Przecież ja nie czuję żadnej wyższości nad ludźmi czarnymi. Absolutnie […] Wobec nich tak nie powiem, bo ja nie lubię sprawiać przykrości” – przekonywał.
Po latach temat „zdychania” zwierząt ponownie więc wrócił do przestrzeni publicznej. Jerzy Bralczyk nie wycofał się ze swojej wcześniejszej opinii, ale jednocześnie zdecydował się opowiedzieć o konsekwencjach, jakie spotkały go po tamtej wypowiedzi. Jak sam przyznał, szczególnie dotknęło go przedstawianie go jako osoby, która nie lubi zwierząt.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Martyna Wojciechowska ma powody do radości. Właśnie TO ogłoszono
Jakie Wy macie zdanie na ten temat? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Dodaj komentarz
showbiz
Kayah wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja
Jeszcze niedawno jej nazwisko pojawiało się w kontekście jednego z najpopularniejszych programów Polsatu. Kayah miała nawet rozważać zupełnie inną rolę, ale dziś wiadomo już, że widzowie nie zobaczą jej ani na parkiecie, ani za jurorskim stołem. Co stoi za tą decyzją? Dowiedz się więcej!
Od kilku miesięcy w mediach i kuluarach programu „Dancing with Stars. Taniec z Gwiazdami” pojawiały się informacje dotyczące potencjalnego udziału Kayah w show. Początkowo spekulowano, że piosenkarka mogłaby zatańczyć na parkiecie w jednej z kolejnych edycji. Sama gwiazda w rozmowie z Telemagazynem studziła jednak te emocje i sugerowała, że jeśli miałaby pojawić się w programie, zdecydowanie bardziej widziałaby siebie w roli jurorki.
Tymczasem trwa już 19. edycja „Dancing with Stars. Taniec z Gwiazdami”, która powróciła na antenę z początkiem września. Na parkiecie możemy oglądać między innymi Mandarynę, Jaspera Sołtysiewicza oraz Izę Kunę. Uczestnicy od dłuższego czasu intensywnie przygotowują się do kolejnych występów pod okiem profesjonalnych tancerzy. Pierwsza osoba ma już jednak za sobą przygodę z programem – jako pierwsza z rywalizacji odpadła Monika Borzym. Przed pozostałymi gwiazdami jeszcze wiele tanecznych zmagań i emocji.
Jeszcze niedawno pojawiały się także informacje, że Kayah mogłaby zastąpić Ewę Kasprzyk w jury programu. Taki scenariusz również wzbudził spore zainteresowanie, szczególnie że piosenkarka ma ogromne doświadczenie sceniczne i mogłaby wnieść do programu zupełnie inną perspektywę. Ostatecznie jednak także ten wariant nie zostanie zrealizowany.
Kayah podczas tegorocznego Top of the Top Sopot Festival opowiedziała Telemagazynowi, jak obecnie wygląda sytuacja. Gwiazda wprost przyznała, że na parkiecie „Tańca z Gwiazdami” na pewno jej nie zobaczymy. Powód może jednak zaskoczyć fanów programu, ponieważ sama wokalistka otwarcie mówi o swoich problemach z kontuzjami.
„Na pewno nie będę tańczyć, bo ja bardzo kontuzyjna jestem. Dzisiaj ledwo stoję w tych obcasach, bo skręciłam kostkę dwa tygodnie temu. […] Po prostu zawijam się o własne nogi, sukienki, nie widzę progów, chociaż mieszkam w domu prawie 30 lat, taka jestem, ale pewnie wiąże się to z tym, że stresuje się przed takimi wielkimi występami – wiem, że muszę być w formie i wtedy ta forma mi siada, ale daje radę – są środki przeciwbólowe” – wyznała Kayah.
POLECAMY: Martyna Wojciechowska ma powody do radości. Właśnie TO ogłoszono
Kayah SKREŚLA udział w “Tańcu z Gwiazdami”. Przykre?
Wypowiedź Kayah jednoznacznie zamyka więc temat jej udziału w tanecznym show jako uczestniczki. Piosenkarka nie pozostawia większego pola do interpretacji – przyznaje, że taniec na tak wymagającym poziomie wiązałby się dla niej z dużym ryzykiem. Tym bardziej że, jak sama zdradziła, nawet podczas sopockiego festiwalu zmagała się ze skutkami niedawnego urazu.
Nie oznacza to jednak, że temat Kayah w „Tańcu z Gwiazdami” od początku był całkowicie oderwany od rzeczywistości. Sama artystka wcześniej dopuszczała możliwość pojawienia się w programie, ale wskazywała na inną funkcję. W roli jurorki mogłaby oceniać uczestników, nie podejmując jednocześnie fizycznego wyzwania, jakim jest udział w rywalizacji na parkiecie.
“Moja obecność tam wtedy dwa razy jako śpiewająca i raz, jako to piąte koło u wozu było dla mnie fajnym przeżyciem, dlatego że mogłam na żywo poczuć ten pot, poczuć ten trud, którego jak oglądamy telewizję nie słychać, nie widać. Naprawdę mam wielki szacunek dla tych, którzy decydują się z różnych powodów, ale to jest naprawdę bardzo ciężka praca” – dodała Kayah.
Ostatecznie jednak nie zobaczymy jej również w jury. Tym samym wszystkie wcześniejsze spekulacje dotyczące obecności Kayah w programie można uznać za zakończone. Gwiazda rozwiała wątpliwości podczas rozmowy z Telemagazynem i jasno opowiedziała o tym, dlaczego nie zdecydowała się na udział w show.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kultowe show wróci do Polsatu? Edward Miszczak zabrał głos
Chcielibyście powrotu Kayah do “The Voice of Poland” w roli trenerki? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuBudka Suflera ma nowego wokalistę. To on zastąpi Jacka Kawalca
-
news3 dni temu„M jak miłość” żegna kolejne gwiazdy. Znane nazwiska odchodzą z serialu
-
news4 dni temuEdyta Bartosiewicz zachwycona uczestnikiem „The Voice of Poland” [WIDEO]
-
showbiz3 dni temuFilip Gurłacz PSIOCZY na „Taniec z Gwiazdami”. W tle Kaczorowska
-
showbiz2 dni temuZrezygnował z „Tańca z Gwiazdami”. Teraz przerwał milczenie
-
news1 dzień temuKrzysztof Kwiatkowski długo ukrywał ukochaną. Jego partnerka to znana wokalistka
-
showbiz4 dni temuWielkie zmiany tuż przed 2. odcinkiem „Tańca z Gwiazdami”. Tego jeszcze nie było
-
news4 dni temuCzerwony dywan, multum gwiazd i wielkie emocje. Tak premierę „100 dni: Misja Zeus” świętowali w Energylandii

Dodaj komentarz