Śledź nas

showbiz

Helena Englert przejdzie z Polsatu do TVN? Aktorka dostała konkretną propozycję

Opublikowano

w dniu

Helena Englert coraz śmielej rozwija swoją karierę i właśnie stawia kolejne kroki w popularnym show-biznesowym formacie. W pierwszym odcinku „Tańca z Gwiazdami” zachwyciła jurorów, ale po zejściu z parkietu padło pytanie o jej przyszłość w telewizji. Okazuje się, że młoda aktorka miała już propozycję udziału w innym popularnym programie. Dowiedz się więcej!

Helena Englert należy do grona młodych aktorek, które coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w polskim show-biznesie. Córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny rozwija karierę zarówno na ekranie, jak i na scenie, a jej nazwisko coraz częściej pojawia się przy dużych telewizyjnych produkcjach. Teraz aktorka podjęła się zupełnie nowego wyzwania, występując w 19. edycji „Tańca z Gwiazdami”.

Debiut Heleny Englert na parkiecie okazał się wyjątkowo udany. Aktorka wraz z Romanem Osadchiyem zatańczyła sambę i otrzymała od jurorów aż 28 punktów. Para znalazła się tym samym w ścisłej czołówce pierwszego odcinka, a sam występ Heleny został bardzo dobrze przyjęty przez jurorów. Na parkiecie młoda aktorka pokazała sporo energii, temperamentu i naturalności.

Samba należy do tańców, które wymagają od uczestników nie tylko dobrej kondycji, ale także odpowiedniej techniki, rytmu i pracy całego ciała. Jurorzy zwracali uwagę między innymi na pracę stóp Heleny, jej temperament oraz pomysł na choreografię. Szczególnie ciepłe słowa skierowała do niej Julia Wieniawa, która w tej edycji po raz pierwszy zasiadła za stołem jurorskim.

„Helena powiem ci że taka cię znam i taką cię uwielbiam. Wspaniale wkleiłaś swój temperament w swój taniec. Samba to jeden z najtrudniejszych tańców towarzyskich. Ja myślę, że mnie tez nikt nie lubi ale ważne że my się lubimy ja lubię ciebie” – skomentowała.

POLECAMY: Tak głosowali widzowie w 1. odcinku „Tańca z Gwiazdami”. Kto jest liderem?

Helena Englert wystąpi w hicie TVN-u? Nie tak szybko

Po zakończeniu programu Helena Englert znalazła się w centrum zainteresowania dziennikarzy. Aktorka udzieliła kilku wywiadów, w których opowiadała nie tylko o swoich pierwszych doświadczeniach z „Tańcem z Gwiazdami”, ale również o planach zawodowych. W rozmowie z reporterką Party.pl pojawił się także temat innych popularnych programów telewizyjnych.

Nie jest tajemnicą, że wiele osób chętnie zobaczyłoby Helenę Englert w programie „Królowa przetrwania”. Format TVN od pewnego czasu przyciąga uwagę widzów, a udział w nim wiąże się z koniecznością zmierzenia się z wymagającymi warunkami i innymi uczestniczkami. Czy młoda aktorka zdecydowałaby się na takie wyzwanie?

Okazuje się, że propozycja rzeczywiście trafiła do Heleny Englert. 26-latka wprost przyznała, że otrzymała ofertę udziału w popularnym programie. Jej decyzja była jednak bardzo jednoznaczna. Aktorka nie pozostawiła większego pola do interpretacji i jasno dała do zrozumienia, że na razie nie zamierza zamieniać Polsatu na TVN.

“Dostałam propozycję (…), ale nie, absolutnie nie. Ja jestem team Polsat. No tak. Team Polsat. Ja mogę być królową, ale tylko Polsatu” – powiedziała w wywiadzie z Party.pl

Słowa Heleny Englert mogą więc wywołać spore zainteresowanie, szczególnie że „Królowa przetrwania” jest produkcją kojarzoną właśnie z TVN. Aktorka jasno opowiedziała się jednak po stronie stacji, w której obecnie występuje. Jej deklaracja „team Polsat” brzmi jak bardzo wyraźny sygnał, że na ten moment nie planuje telewizyjnego transferu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Przykre wieści od Kaczorowskiej i Rogacewicza. Tego fani się nie spodziewali

Chcielibyście zobaczyć Helenę Englert w “Królowej przetrwania”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Helena Englert, Roman Osadnich (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Helena Englert, Roman Osadnich (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Helena Englert, Roman Osadnich (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Helena Englert, Roman Osadnich (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Helena Englert, Roman Osadnich (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Helena Englert, Roman Osadnich (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

„Matki pingwinów 2” LEPSZE niż pierwszy sezon? Netflix znów to zrobił [RECENZJA]

Opublikowano

w dniu

przez

Na ten powrót czekałem z konkretnymi pytaniami, a „Matki pingwinów” nie zawiodły. Drugi sezon rozwija relacje bohaterów, odpowiada na wiele pytań z finału poprzedniej odsłony i udowadnia, że w polskich serialach wciąż jest miejsce na świeże pomysły. A gdy wydaje się, że po sześciu odcinkach można odetchnąć z ulgą, Netflix zostawia nas z kolejnymi pytaniami. Przeczytaj całość już teraz!

Po dwóch latach „Matki pingwinów” wróciły z historią, w której Kama, Ula, Tatiana i Jerzy próbują stworzyć własną szkołę – Biegun Szczęścia. Miejsce, które ma zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i akceptację, szybko staje się polem walki z biurokracją, problemami finansowymi i własnymi emocjami. Twórcy wracają też do wątków z poprzedniego sezonu, odpowiadając na część pytań pozostawionych po finale.

Wciąż zachwyca mnie to, że główne role powierzono aktorom, których nie oglądamy na ekranie przy każdej większej produkcji. Masza Wągrocka jako Kama ponownie udowadnia, że potrafi udźwignąć ciężar całej opowieści. Jej bohaterka robi wszystko, by zdobyć pieniądze na rozwój szkoły, nawet kosztem własnego zdrowia. Jest zdeterminowana, ale nie niezniszczalna, a obserwowanie, jak bierze na siebie coraz więcej, potrafi niepokoić.

Nieco inaczej wypada Barbara Wypych jako Ula. W porównaniu z pierwszym sezonem jest w niej mniej influencerki, a więcej kobiety, która próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości i samotnie mierzy się z codziennymi obowiązkami wobec dzieci. Nadal jednak potrafi zirytować swoją rozrzutnością i naiwnością. Nie zawsze podejmuje rozsądne decyzje, ale właśnie dzięki temu pozostaje wiarygodna.

Na osobne wyróżnienie zasługuje Tomasz Tyndyk. Jego Jerzy próbuje odnaleźć siebie poza rolą ojca, a relacje z bliskimi nie ułatwiają mu tego zadania. Szczególnie interesująca jest jego więź z matką, graną przez Krystynę Jandę. Problemy zdrowotne kobiety, w tym konsekwencje udaru, zmieniają ich codzienność. To już nie tylko opowieść o trudnym charakterze i rodzinnych spięciach, ale także o bezradności i odpowiedzialności. Ten wątek może być szczególnie bliski widzom, którzy sami opiekują się starzejącymi rodzicami lub obserwują, jak choroba zmienia relacje w rodzinie.

Na ekranie pojawia się również Dominika Kluźniak jako Iza. Jej obecność od razu przywołuje moją ukochaną „Brzydulę”, w której aktorka również wcielała się w Izę. Mam jednak poczucie, że jej postać mogła otrzymać w tym sezonie nieco więcej przestrzeni.

Drugi sezon rozwija także wątki relacji i seksualności. Historia Jerzego i Roberta pokazuje, jak ich znajomość staje się czymś więcej niż przyjaźnią. Pojawiają się również nowe emocje związane z Tatianą, graną przez Magdalenę Różczkę, oraz szkolną psycholożką Igą Cis, w którą wciela się Agnieszka Wosińska. Rodzące się między bohaterkami przyciąganie dodaje opowieści kolejny wymiar. Podoba mi się, że serial nie robi z takich relacji sensacji, lecz pokazuje je jako naturalną część życia.

POLECAMY: Obejrzałem dwa odcinki „Proud”. Takiego serialu w Polsce dawno nie było?

Włączyłem „Matki pingwinów 2” i przepadłem. Kiedy trzeci sezon?

Największą wartością „Matek pingwinów” pozostaje dla mnie jednak sam pomysł na ten serial. Doceniam produkcje komediowo-obyczajowe, które nie potrzebują morderstwa, zaginięcia ani policyjnego śledztwa, żeby przyciągnąć uwagę. Mam już przesyt streamingowym wyścigiem po kolejne kryminały, sensacje i adaptacje bestsellerów. Takie tytuły też mają swoje miejsce, ale chciałbym częściej oglądać oryginalne historie stworzone specjalnie na potrzeby serialu. „Matki pingwinów” udowadniają, że dobry pomysł i wiarygodni bohaterowie mogą być równie angażujący.

Cenię również to, że serial porusza tematy rzadko stawiane w centrum polskich produkcji. Rodzicielstwo dzieci neuroatypowych i z niepełnosprawnościami nie jest tu jedynie pretekstem do wzruszeń. Bohaterowie mierzą się z systemem, zmęczeniem i własnymi ograniczeniami, ale mają też prawo do miłości, zazdrości i błędów. Nie są wyłącznie rodzicami poświęcającymi wszystko dla dzieci, lecz ludźmi z własnymi potrzebami, marzeniami i problemami.

Na plus zaliczam również tempo opowieści. Sześć odcinków można obejrzeć w jeden wieczór lub rozłożyć seans na dwa. Historia nie sprawia wrażenia sztucznie rozwleczonej, a humor dobrze przeplata się z trudniejszymi tematami. Serial nie musi nieustannie podkręcać napięcia, by utrzymać zainteresowanie. Wystarczy, że pozwala nam obserwować ludzi, których problemy bywają odległe od naszych, ale czasem okazują się zaskakująco znajome.

Najwięcej emocji zostawił we mnie finał. Ula Wojtal, grana przez Barbarę Wypych, planuje otwarcie nowej szkoły i zaczyna podbierać uczniów z Bieguna Szczęścia. To świetny punkt wyjścia dla trzeciego sezonu, który mógłby ponownie zmienić układ sił i postawić bohaterów przed kolejnymi wyzwaniami. Nie wiemy też, jak potoczą się losy Kamy i Pawła.

Mam nadzieję i po cichu liczę, że Netflix nie każe nam czekać kolejnych dwóch lat. „Matki pingwinów” udowadniają, że polski serial może być zabawny, poruszający i potrzebny, a przy tym opierać się na własnym pomyśle, a nie kolejnym kryminale czy adaptacji książki. Chcę trzeciego sezonu – najlepiej już za rok 🙂

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Obejrzałem „Girls of Warsaw” na Prime Video. I mam jeden problem: PO CO to powstało?

A Wam jak się podobał drugi sezon? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

(fot. Karolina Grabowska/zdjęcie prasowe Netflix)
(fot. Karolina Grabowska/zdjęcie prasowe Netflix)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Ciemne chmury nad Sołtysikami? Żona Andrzeja przerwała milczenie

Opublikowano

w dniu

przez

Patrycja Sołtysik od miesięcy nie publikuje wspólnych zdjęć z mężem, Andrzejem Sołtysikiem, co nie umknęło uwadze internautów. W końcu jedna z obserwatorek postanowiła zapytać wprost o byłego gwiazdora TVN i „Dzień Dobry TVN”. Odpowiedź jego żony była stanowcza, a pod wpisem szybko zrobiło się gorąco. Dowiedz się więcej!

Patrycja i Andrzej Sołtysikowie od lat tworzą małżeństwo, które wzbudza zainteresowanie nie tylko ze względu na obecność dziennikarza w mediach, ale również dzielącą ich różnicę wieku. Para pobrała się w 2015 roku, a między małżonkami jest 24 lata różnicy. Przez długi czas chętnie pokazywali się razem na branżowych wydarzeniach, a także publikowali wspólne kadry w mediach społecznościowych. Ich obserwatorzy mogli dzięki temu zobaczyć fragmenty codzienności pary i przekonać się, jak wygląda ich życie poza kamerami. Ostatnio jednak internauci zauważyli zmianę, która wywołała pytania o to, co dzieje się u małżonków.

Ostatnie wspólne fotografie Patrycji i Andrzeja Sołtysików na profilu kobiety pochodzą z marca 2026 roku. Wówczas małżonkowie pojawili się razem w programie „Pytanie na śniadanie”, a później Patrycja Sołtysik pokazała jeszcze zdjęcia ze wspólnego spaceru. Od tamtej pory dziennikarz nie pojawiał się w jej publikacjach, co zwróciło uwagę części obserwatorów. Brak nowych zdjęć szybko stał się powodem do spekulacji i pytań. Jedna z internautek postanowiła więc bezpośrednio zwrócić się do żony dziennikarza i zapytać, co u niego słychać.

„Co tam u pana Andrzeja? Nic go nie widać” – napisała jedna z obserwatorek. Patrycja Sołtysik nie pozostawiła tego komentarza bez odpowiedzi. Zamiast jednak opowiedzieć o codzienności męża, zwróciła uwagę na granice prywatności i przypomniała, do kogo należy profil, na którym pojawiło się pytanie. Jej reakcja była zdecydowana i pokazała, że niekoniecznie podoba jej się oczekiwanie, by regularnie publikowała informacje o swoim mężu. Odpowiedź szybko stała się przedmiotem zainteresowania kolejnych użytkowników.

„Z tego, co wiem, to mój profil, nie Andrzeja. PS. Jeśli czegoś nie widać, nie znaczy, że tego nie ma i odwrotnie” – napisała Patrycja Sołtysik.

POLECAMY: Marcin Maciejczak wygrał „TTBZ”, ale czy słusznie? W sieci zawrzało [WIDEO]

Fani zaniepokojeni nieobecnością Andrzeja Sołtysika. Patrycja odpowiedziała wprost

Na tym Patrycja Sołtysik nie zakończyła wyjaśnień. W kolejnych komentarzach postanowiła doprecyzować, dlaczego jej mąż nie pojawia się w publikowanych przez nią materiałach. Jak podkreśliła, Andrzej Sołtysik nie prowadzi własnego profilu w mediach społecznościowych i nie odczuwa potrzeby dzielenia się swoim życiem w internecie. Tym samym żona dziennikarza zasugerowała, że nieobecność męża na jej koncie nie jest niczym niezwykłym, a wynika po prostu z jego podejścia do prywatności.

„To mój profil, o mnie. Natomiast mąż nie prowadzi profilu w mediach społecznościowych i zdecydowanie nie ma takiej potrzeby” – podkreśliła Patrycja Sołtysik.

Co ciekawe, z relacji Patrycji Sołtysik wynika, że cała sytuacja nie zachęciła jej męża do zmiany podejścia. Wręcz przeciwnie. Jak przekazała, Andrzej Sołtysik miał po dyskusji jeszcze mocniej utwierdzić się w przekonaniu, że woli pozostawać offline. Choć dziennikarz nie zabrał bezpośrednio głosu w przytoczonej wymianie komentarzy, jego żona zasugerowała, że zainteresowanie internautów nie sprawiło, iż zapragnął większej obecności w sieci. Można więc przypuszczać, że obserwatorzy nie powinni spodziewać się nagłego powrotu prezentera do publikowania prywatnych treści.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Wojewódzki odejdzie z TVN-u? W tle rozmowy z Edwardem Miszczakiem

Brakuje Wam Andrzeja Sołtysika w telewizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Patrycja i Andrzej Sołtysikowie (fot. screen Instagram Patrycja Sołtysik)
Patrycja i Andrzej Sołtysikowie (fot. screen Instagram Patrycja Sołtysik)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Marcin Maciejczak wygrał „TTBZ”, ale czy słusznie? W sieci zawrzało [WIDEO]

Opublikowano

w dniu

przez

Takiego występu w „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” trudno było nie zauważyć! Marcin Maciejczak zmierzył się z utworem, który doskonale zna cała Polska, a jego metamorfoza wywołała lawinę komentarzy. Co więcej, sam występ to nie wszystko, co wydarzyło się w ostatnim odcinku. Dowiedz się więcej!

Program „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” od kilkunastu lat przyciąga przed telewizory rzesze widzów. W historii formatu nie brakowało spektakularnych metamorfoz, które zaskakiwały zarówno publiczność, jak i jurorów. Nie każdy występ spotyka się jednak z entuzjazmem fanów, dlatego uczestnicy muszą liczyć się z tym, że ich wykonania będą szeroko komentowane.

W piątkowym odcinku na Marcina Maciejczaka czekało wyjątkowo trudne zadanie. Wokalista wcielił się w Justynę Steczkowską i wykonał jej eurowizyjny przebój „Gaja”. Poprzeczka była zawieszona wysoko, tym bardziej że występowi przyglądała się sama artystka, która zasiada w jury programu. Odtworzenie jej charakterystycznego stylu i scenicznej energii wymagało nie lada umiejętności.

Po występie głos zabrała Justyna Steczkowska, która przyznała, że trudno jej ocenić wykonanie bez emocji związanych z Eurowizją. Nie kryła jednak podziwu dla młodego wokalisty i tempa, w jakim przygotował tak wymagający występ.

“Eurowizja to są ogromne emocje, więc ja nie potrafię cię ocenić uczciwie. Jestem po prostu pełna podziwu dla ciebie. Ja to ćwiczyłam bardzo długo, ty miałeś tydzień, więc jak ci się to udało? Jesteś naprawdę super. Gratuluję ci z całego serca, bo ja wiem, jakie to jest trudne” – wyznała jurorka.

POLECAMY: Kuba Wojewódzki odejdzie z TVN-u? W tle rozmowy z Edwardem Miszczakiem

Widzowie zachwyceni tym występem? Oto komentarze

Entuzjazm Justyny Steczkowskiej szybko udzielił się również widzom. W mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo pozytywnych komentarzy, a internauci nie szczędzili Marcinowi Maciejczakowi pochwał. Niektórzy byli wręcz przekonani, że jego interpretacja dorównała oryginałowi, a nawet go przewyższyła.

“Ale to było genialne; Marcin, jesteś niesamowity!; Nie mam słów, co za występ; To jest absolutny sztos; Brawo, wielki talent; Jak zwykle dał czadu; Nie wierzę, że to ten sam chłopak; Mistrzostwo świata; Wykonał to po prostu fenomenalnie; Ciarki od początku do końca; Jestem pod ogromnym wrażeniem; Takich występów chce się więcej” – czytamy na Facebooku.

Ostatecznie występ przyniósł Marcinowi Maciejczakowi pierwsze miejsce w odcinku i nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych. Wokalista postanowił przeznaczyć całą kwotę na rzecz dzieci wspieranych przez Fundację „Krwinka”. Drugie miejsce zajął Marcin Miller, który wcielił się w Eugeniusza Bodo. Otrzymane 5 tysięcy złotych przekazał Fundacji „Zwierzęta Niczyje” z Suwałk.

Pod koniec odcinka uczestnicy poznali kolejne wyzwania, które czekają ich w dziewiątej odsłonie programu. Maria Sadowska zmierzy się z repertuarem Sam Brown, Ida Nowakowska wcieli się w Agnieszkę Chylińską, a Bryska przeobrazi się w Piotra Sołoduchę z zespołu Enej. Z kolei Ula Milewska spróbuje swoich sił jako Liza Minnelli, a Marcin Miller wcieli się w Gene’a Simmonsa z grupy Kiss.

Nie zabraknie również kolejnych wyzwań dla Rafała Brzozowskiego, Gabriela Fleszara i Marcina Maciejczaka. Ten ostatni wylosował Bryana Adamsa, co oznacza zupełnie inny repertuar niż w przypadku ostatniej metamorfozy. W losowaniu doszło też do nieoczekiwanego zwrotu akcji: Gabriel Fleszar skorzystał z możliwości kradzieży postaci wylosowanej przez Rafała Brzozowskiego. Brzozowski musiał więc ponownie podejść do losowania, a ostatecznie przypadła mu Bonnie Tyler. Jak uczestnicy poradzą sobie z kolejnymi metamorfozami? O tym przekonamy się już w następnym odcinku „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Karolina Korwin Piotrowska MIAŻDŻY Andziaks. Chce zakazać celebrytom wypowiedzi?

Lubicie oglądać program Kuby Wojewódzkiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Kuba Wojewódzki odejdzie z TVN-u? W tle rozmowy z Edwardem Miszczakiem

Opublikowano

w dniu

przez

Kuba Wojewódzki od lat jest jedną z największych gwiazd TVN-u, ale jego telewizyjna przyszłość znów stała się tematem dyskusji. Showman ujawnił, że otrzymał zaskakującą propozycję dotyczącą dalszej pracy, a przy okazji wrócił wspomnieniami do sytuacji, w której mógł zmienić stację. Czy po dwóch dekadach w TVN-ie czeka go kolejny zawodowy zwrot? Dowiedz się więcej!

Kuba Wojewódzki od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych i kontrowersyjnych postaci polskich mediów. Dziennikarz, showman i felietonista wielokrotnie udowadniał, że nie boi się prowokować, wywoływać dyskusji i mówić rzeczy, które nie wszystkim przypadają do gustu. Jego obecność w telewizji od lat budzi skrajne emocje, ale trudno odmówić mu miejsca w historii polskiego show-biznesu. Widzowie jedni go uwielbiają, inni krytykują, jednak jego nazwisko wciąż przyciąga uwagę, a kolejne rozmowy i publiczne wypowiedzi regularnie stają się tematem medialnych doniesień.

Od września 2006 roku Kuba Wojewódzki prowadzi autorski talk-show w TVN-ie. Program stał się jednym z najbardziej charakterystycznych formatów rozrywkowych stacji, a przez lata na kanapie showmana pojawiły się setki gości ze świata muzyki, filmu, telewizji i internetu. Rozmowy prowadzone przez Wojewódzkiego łączą ironię, prowokacyjne pytania i nieoczekiwane wyznania, dzięki czemu niejednokrotnie odbijały się szerokim echem w mediach. Dwudziestolecie współpracy z TVN-em to dla dziennikarza ważny moment, ale okazuje się, że jego zawodowa przyszłość została właśnie objęta nową propozycją.

Kariera Kuby Wojewódzkiego nie ograniczała się zresztą wyłącznie do autorskiego talk-show. Widzowie pamiętają go również jako jurora pierwszych edycji „Mam talent!”, gdzie oceniał uczestników wspólnie z pozostałymi członkami jury. W 2009 roku otrzymał Wiktora w kategorii „osobowość telewizyjna”, co dodatkowo umocniło jego pozycję w branży. Później pojawiał się także w programie „X Factor”, a następnie w formatach takich jak „Mali giganci” i „Mask Singer”. Przez lata konsekwentnie budował wizerunek medialnego prowokatora, który potrafi przyciągnąć uwagę zarówno na ekranie, jak i poza nim.

POLECAMY: Karolina Korwin Piotrowska MIAŻDŻY Andziaks. Chce zakazać celebrytom wypowiedzi?

Polsat przejmie Kubę Wojewódzkiego? Showman ujawnił, co wydarzyło się za kulisami

Teraz o przyszłości swojego programu Kuba Wojewódzki opowiedział w podcaście Filipa Chajzera. Showman ujawnił, że otrzymał ofertę przedłużenia kontraktu na kolejne cztery sezony. To istotna informacja dla fanów jego programu, ponieważ oznacza, że stacja jest zainteresowana dalszą współpracą z jedną ze swoich największych gwiazd. Sam zainteresowany nie ukrywał, że taka propozycja jest dla niego dużym wyróżnieniem, choć jednocześnie przyznał, że być może nie powinien mówić o niej publicznie.

“Właśnie dostałem ofertę przedłużenia kontraktu z firmą, bo ja teraz pracuję w Skydance, na kolejne cztery sezony. To jest duży przywilej. Nie powinienem o tym mówić, dlatego o tym mówię” – powiedział Kuba Wojewódzki.

W trakcie rozmowy Filip Chajzer postanowił dopytać o powody, dla których oferta mogła pojawić się właśnie teraz. Zasugerował, że za propozycją może stać obawa przed sytuacją, w której przyszłość programu mogłaby potoczyć się inaczej, niż zakłada obecny nadawca. W świecie telewizji, gdzie kontrakty i decyzje programowe potrafią zmieniać się dynamicznie, pytanie o dalszą współpracę z jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy stacji nie wydaje się bezpodstawne. Wojewódzki nie pozostawił jednak tej uwagi bez odpowiedzi.

“Rozumiem, że może to wynikać ze strachu, że mogłoby wydarzyć się coś po drodze, co sprawiłoby, że ten sezon by się wydarzył gdzie indziej” – zauważył Filip Chajzer.

Najciekawsza część rozmowy dotyczyła jednak sytuacji z przeszłości, kiedy Kuba Wojewódzki miał otrzymać propozycję przeniesienia swojego programu do innej stacji, a mianowicie Polsatu. Showman przyznał, że taka możliwość rzeczywiście się pojawiła, a w kontekście jego wieloletniej obecności w TVN-ie szczególnie interesujące jest to, jak wówczas postąpił. Zamiast zdecydować się na zmianę nadawcy, miał porozmawiać z Edwardem Miszczakiem, wieloletnim dyrektorem programowym związanym z TVN-em, a później także z Polsatem. Ostatecznie zdecydował się pozostać przy dotychczasowej współpracy.

“Była już taka sytuacja, że dostałem ofertę przeniesienia swojego programu i swojego podcastu do innej telewizji, ale powiedziałem Edwardowi, że tego nie zrobię” – odpowiedział Kuba Wojewódzki.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Marcin Prokop nie gryzł się w język mówiąc o Małgorzacie Rozenek. Wrócił do jej pracy w „Dzień Dobry TVN”

Lubicie oglądać program Kuby Wojewódzkiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Kuba Wojewódzki (fot. zdjęcie prasowe TVN)
Edward Miszczak (fot. screen YouTube Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością