news
Miszczak ujawnia kulisy konfliktu. Doda „ZLAŁA TWARZYCZKKĘ” Woźniak-Starak?
Choć dziś Edward Miszczak buduje nowe telewizyjne porządki w Polsacie, jego przeszłość w TVN wciąż budzi emocje i wraca w zaskakujących rozmowach. W najnowszym wywiadzie dyrektor programowy odsłonił kulisy dawnych konfliktów i medialnych napięć, które przez lata elektryzowały branżę. Nie zabrakło mocnych słów i kontrowersyjnych wspomnień o Dodzie!
Przez ponad dwie dekady Edward Miszczak był jednym z najważniejszych architektów polskiej telewizji rozrywkowej. Jako wieloletni dyrektor programowy TVN współtworzył formaty, które na stałe wpisały się w krajobraz medialny i przyciągały miliony widzów przed ekrany. Jego decyzje często wyznaczały trendy w branży, a on sam zyskał opinię osoby, która nie boi się odważnych i niepopularnych ruchów.
Po odejściu z TVN w 2023 roku Edward Miszczak rozpoczął nowy etap kariery w Polsacie, gdzie odpowiada za rozwój ramówki i wprowadzanie nowych projektów. Jego przejście było jednym z najgłośniejszych transferów w polskich mediach ostatnich lat, a sam zainteresowany wielokrotnie podkreślał, że nie zamyka się na eksperymenty i nowe wyzwania.
W rozmowie z Żurnalistą dyrektor programowy wrócił do tematów, które od lat budzą emocje w środowisku medialnym. Jednym z wątków była głośna sprawa konfliktów i napięć między gwiazdami, które przez lata przewijały się przez programy rozrywkowe TVN. Edward Miszczak nie unikał trudnych pytań i odnosił się do sytuacji, które do dziś są komentowane w show-biznesie.
W trakcie rozmowy padł również temat Krzysztofa Stanowskiego i głośnych medialnych rozliczeń, jakie przeprowadzał w swoich projektach. Dyskusja szybko zeszła na temat odpowiedzialności mediów za przedstawianie bohaterów programów oraz granic, które – zdaniem wielu – bywają przekraczane w imię oglądalności.
POLECAMY: Dawid Kwiatkowski usłyszał dramatyczną diagnozę: „Wykryli mi guza”
Edward Miszczak o bójce Woźniak-Starak i Dody
W pewnym momencie rozmowa dotknęła także programu „Na językach” za czasów Miszczaka, który prowadziła Agnieszka Woźniak-Starak. Wspomniano jego głośne realizacje oraz sytuacje, które przez lata wywoływały kontrowersje i dyskusje o etyce w mediach.
Wtedy pojawił się również wątek Dody, która od lat należy do najbardziej wyrazistych postaci polskiego show-biznesu. Wspomnienia dotyczące jej medialnych konfliktów z innymi gwiazdami ponownie rozbudziły emocje i sprowokowały do ostrzejszych komentarzy.
“To samo możemy powiedzieć o programie Agnieszki Woźniak-Starak, która zrobiła wtedy program o Dodzie, gdzie koniec końców TVN musiał przeprosić i zapłacić zadośćuczynienie. A pan nałożył Dodzie bana za to, że chciała pobić Agnieszkę w toalecie” – tłumaczył Żurnalista.
W dyskusji padły mocne słowa dotyczące jednego z dawnych incydentów.
„Ale co to znaczy “chciała pobić”? Pobiła. Zwyczajnie jej zlała twarzyczkę […] Opowieść, którą ja poznałem, polegała na tym, że menedżerka trzymała drzwi do toalety, a Doda coś tam robiła” – powiedział Edward Miszczak.
Rozmowa szybko eskalowała, a kolejne komentarze były coraz bardziej bezpośrednie. Padło również zdanie:
“I chciałem powiedzieć, że jak znasz obie panie, to wiesz, która wygrała tę potyczkę w toalecie” – wtrącił Miszczak.
Choć wywiad miał charakter wspomnieniowy, jego fragmenty ponownie rozpaliły dyskusję o kulisach polskiego show-biznesu i relacjach między jego największymi gwiazdami. Edward Miszczak po raz kolejny udowodnił, że nawet po latach jego wypowiedzi nadal mają ogromną siłę rażenia i wywołują szerokie komentarze.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Widzowie wściekli po „TzG”. Domagają się pilnych zmian
Co uważacie o słowach Edwarda Miszczaka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!




Autor: Szymon Jedynak
news
Daniel Martyniuk zniknął z planu „Nasi w mundurach”? TTV ma poważny problem
Program jeszcze nie wrócił na antenę, a już wokół jego nowej edycji zrobiło się wyjątkowo głośno. Daniel Martyniuk miał być jednym z najbardziej kontrowersyjnych uczestników „Nasi w mundurach”, jednak teraz pojawiły się niepokojące informacje dotyczące jego udziału w zdjęciach. Co wydarzyło się za kulisami? Dowiedz się więcej!
Po dwuletniej przerwie na antenę TTV powraca program „Nasi w mundurach”, w którym znane osoby sprawdzają się w warunkach wymagających dyscypliny, odporności i podporządkowania wojskowym zasadom. Czwarta edycja nie miała jeszcze swojej premiery, a już wzbudziła ogromne zainteresowanie. Wszystko za sprawą jednego z uczestników.
W nowym sezonie pojawić się miał bowiem Daniel Martyniuk, syn Zenka i Danusi Martyniuków. Jego udział od początku wzbudzał emocje, ponieważ widzowie doskonale znają jego burzliwe życie prywatne i liczne medialne kontrowersje. Tym razem miał jednak stanąć przed zupełnie nowym wyzwaniem – założyć mundur i sprawdzić się w wojskowych zadaniach.
Premiera programu zaplanowana jest na 3 października, ale zdjęcia do wszystkich odcinków jeszcze się nie zakończyły. Jak udało się ustalić Pudelkowi, od poniedziałku uczestnicy ponownie pojawili się na planie, gdzie realizowana jest kolejna część materiału. Tym razem zabrakło jednak Daniela Martyniuka.
“Daniel nie dotarł w poniedziałek na zdjęcia, próbowaliśmy go ściągnąć. Nie wiadomo też, czy pojawi się dziś. Spodziewamy się niespodziewanego. Jego nieobecność nie przeszkadza jednak w realizacji programu” – mówi osoba z produkcji na łamach Pudelka.
POLECAMY: Doda spotkała Kędzierskiego po słynnej aferze. Tak wyglądało ich spotkanie
Daniel Martyniuk NIE STAWIŁ SIĘ na nagraniach. Tak zareagowała produkcja TTV
Informacja jest o tyle znacząca, że w ostatnich dniach Daniel Martyniuk ponownie bardzo aktywnie działał w mediach społecznościowych. Na Instagramie publikował nagrania, w których ostro wypowiadał się na temat swojej rodziny, pieniędzy, a także stacji TTV, która realizuje „Nasi w mundurach”.
W jednym z nagrań Daniel Martyniuk sugerował, że nie zamierza wracać do Polski i stawiać się na kolejne nagrania bez spełnienia jego oczekiwań finansowych. Wspominał między innymi o kwocie 100 tys. zł oraz prywatnym samolocie.
“Teraz to wam powiem, że takiego ch*ja to mnie w tej Polsce zobaczycie podczas jakichkolwiek, ku*wa, nagrań. Lepiej rozmawiajcie z moimi rodzicami. 100 koła na konto, to wtedy możemy coś ponagrywać. (…) TTV je*ać was, je*ać was” – krzyczał ostatnio na InstaStories.
Wygląda więc na to, że oczekiwania Daniela Martyniuka nie zostały spełnione. Co ciekawe, jego nieobecność – przynajmniej według informatora Pudelka – nie wywołała wśród pozostałych uczestników negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie. Źródło związane z produkcją twierdzi, że atmosfera na planie miała dzięki temu być znacznie spokojniejsza.
“Podczas pierwszych dni zdjęciowych Daniel był trzeźwy, bardzo grzeczny i nie sprawiał żadnych problemów. Wszystko zmieniło się jednak podczas przerwy. W sumie dobrze, że nie dotarł na plan, bo jego zachowanie źle wpływa na wizerunek programu i pozostałych uczestników” – dodaje osoba z produkcji na łamach Pudelka.
Teraz największym pytaniem pozostaje to, czy Daniel Martyniuk jeszcze pojawi się na planie „Nasi w mundurach”. Produkcja na razie nie zdradza, jak zamierza rozwiązać sytuację, a jego poniedziałkowa nieobecność nie zatrzymała realizacji kolejnych materiałów. Jeżeli jednak podobne sytuacje będą się powtarzać, udział kontrowersyjnego uczestnika może stać się dla stacji poważnym problemem.
Czy TTV strzeliło sobie w kolano, decydując się na udział Daniela Martyniuka w programie? Z jednej strony jego nazwisko z pewnością przyciąga uwagę i może zapewnić produkcji ogromne zainteresowanie. Z drugiej – kolejne kontrowersje jeszcze przed premierą stawiają pod znakiem zapytania, czy był to ruch, który rzeczywiście opłaci się stacji. Odpowiedź widzowie poznają już jesienią, gdy „Nasi w mundurach” wrócą na antenę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów
Co uważacie o zachowaniu Daniela Martyniuka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Dodaj komentarz
news
Doda spotkała Kędzierskiego po słynnej aferze. Tak wyglądało ich spotkanie
Po latach Piotr Kędzierski i Doda ponownie znaleźli się w jednym studiu. Tym razem spotkali się na planie nowego teleturnieju Polsatu, jednak ich wcześniejsza historia sprawiała, że trudno było nie zastanawiać się, jak będzie wyglądało to spotkanie. Dziennikarz zdradził, co wydarzyło się za kulisami. Dowiedz się więcej!
Piotr Kędzierski i Doda spotkali się tym razem przy okazji nowego muzycznego show Polsatu „Hitster. Muzyczna gra przebojów”. Dziennikarz jesienią 2026 roku poprowadzi program wspólnie z Idą Nowakowską, a zdjęcia do produkcji rozpoczęły się już na początku lipca. Wśród gwiazd, które pojawiły się na planie, znalazła się właśnie Doda.
Ich spotkanie wzbudziło zainteresowanie przede wszystkim ze względu na wydarzenia sprzed kilku lat. Relacji tej dwójki nie zawsze było bowiem po drodze. W październiku 2022 roku Doda pojawiła się w podcaście „WojewódzkiKędzierski”, jednak rozmowa nie przebiegła po myśli wokalistki. Artystka opuściła wówczas studio już na początku nagrania, niezadowolona z zadawanych jej pytań.
Później piosenkarka w dosadny sposób skomentowała rolę Piotra Kędzierskiego w podcaście. Nazwała go „broszką na welurowej marynarce”, sugerując, że w programie zdecydowanie większą rolę odgrywa Kuba Wojewódzki, a jego współprowadzący pozostaje raczej w tle. Słowa te zapadły w pamięć i sprawiły, że kolejne spotkanie obojga mogło budzić sporo emocji.
Tym razem okoliczności były jednak zupełnie inne. Piotr Kędzierski jest jedną z twarzy nowego programu Polsatu, a Doda pojawiła się na planie jako jedna z muzycznych gwiazd. W „Hitsterze” dwuosobowe drużyny celebrytów będą rywalizować, próbując rozpoznać, z którego roku pochodzą poszczególne muzyczne hity.
POLECAMY: Julia Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów
Piotr Kędzierski WPROST o spotkaniu z Dodą
Czy po dawnych wydarzeniach między Dodą a Piotrem Kędzierskim wciąż jest napięcie? Dziennikarz w rozmowie z „Faktem” postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości. Z jego relacji wynika, że tym razem oboje po prostu skupili się na swoich zawodowych obowiązkach.
“Byłem w robocie, Doda też była w robocie. Wiesz, jak ja mogę się ustosunkować… Doda wystąpiła, zaśpiewała, więc się ukłoniłem. Zamieniliśmy dwa słowa i tyle. Ja byłem broszką na welurowej marynarce, a mogłem być mchem na kamieniu albo czymś innym wilgotnym w głupim miejscu” – wyjaśnił w podcaście „Wersja osobista”.
Wypowiedź Piotra Kędzierskiego pokazuje, że dziennikarz najwyraźniej nie zamierza wracać do dawnego konfliktu. Co więcej, sam postanowił obrócić słynne określenie Dody w żart. Zamiast komentować jej wcześniejsze zachowanie, z dystansem nawiązał do słynnej „broszki na welurowej marynarce”.
Na planie „Hitstera” nie doszło więc do żadnej spektakularnej konfrontacji. Doda wykonała swój występ, a Piotr Kędzierski zachował się profesjonalnie. Ich kontakt ograniczył się do krótkiej wymiany zdań, co może sugerować, że oboje nie zamierzają przenosić dawnych wydarzeń na grunt obecnej współpracy zawodowej.
Dla Piotra Kędzierskiego „Hitster” będzie kolejnym ważnym etapem współpracy z Polsatem. Po udziale w wiosennej edycji „Tańca z Gwiazdami” otrzymał własny teleturniej, który poprowadzi razem z Idą Nowakowską. Program ma pojawić się na antenie już 3 października 2026 roku i będzie oparty na popularnej muzycznej grze, w której liczy się przede wszystkim znajomość przebojów i umiejętność umiejscowienia ich w czasie.
Choć spotkanie Dody i Piotra Kędzierskiego nie przyniosło wielkiego pojednania ani telewizyjnego starcia, z pewnością będzie jednym z ciekawszych zakulisowych wątków nowej produkcji Polsatu. Dawne słowa o „broszce na welurowej marynarce” najwyraźniej nie zrobiły już na dziennikarzu większego wrażenia. Teraz pozostaje sprawdzić, jak oboje wypadną przed kamerami, gdy „Hitster. Muzyczna gra przebojów” trafi jesienią na antenę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tribbs i Blanka zostają w „The Voice Kids”? Wszystko jest już jasne
Lubicie Dodę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Arkadiusz Janiczek w niecodziennym wydaniu. Fotografka Danuty Martyniuk namówiła go na odważne zdjęcia!
Kiedy rok temu Danuta Martyniuk wrzuciła do sieci fotki ze swojej pierwszej w życiu, profesjonalnej sesji zdjęciowej, polskie portale show-biznesowe rozgrzały się do czerwoności. Zdjęcia kopiowano tysiące razy, niemal każdy portal o gwiazdach zrobił z nich rolkę i artykuł, a jeden z dzienników zagrzmiał na okładce, że za te fotki należy się Danucie „mandacik za przekroczenie piękności”! Tym razem przed obiektyw utalentowanej fotografki Izabelli Binkowskiej trafił Arkadiusz Janiczek. Efekty sesji są zdumiewające!
Autorką tych wyjątkowych zdjęć jest Izabella Binkowska, fotografka gwiazd z… tytułem doktora nauk przyrodniczych Akademii Rolniczej w Poznaniu! Sama wygląda tak, jakby dostała już cały plik mandatów za przekroczenie piękności i zamiast badać właściwości grzybów leczniczych, o których pisała doktorat z impetem wkroczyła do show-biznesu.
Janiczek jak Danuta Martyniuk
Okazuje się, że kilka dni temu Izabella zaprosiła na plan zdjęciowy Arkadiusza Janiczka i zaczęła od… rozebrania aktora! Przywiozła ze sobą mnóstwo ubrań i osobiście czuwała nad tym, co na siebie zakładał. Potulny jak baranek Janiczek poddał się poleceniom fotografki i nie pożałował. Fotkami, które mu zrobiła już chwali się w sieci. – To bardzo miłe dla autora zdjęć, kiedy znany i szanowany model chwali się efektami sesji. Lubię to i cieszę się, że Arek jest zadowolony. Wiem, że przechodzi trudny czas w życiu i chciałam, żeby moja sesja wydobyła cały jego czar i pokazała go z najlepszej strony – powiedziała nam Izabella.
Aktor pozował na pomoście urokliwej tawerny Kapitańskiej w Oławie i zjadł z fotografką obiad. Wyraźnie zrelaksowany opuścił potem to miejsce i wrócił do Chrząstowic pod Opolem, gdzie mieszka jego mama. Izabella Binkowska tak napisała o sesji w swoich mediach społecznościowych:
„Oto końcowy efekt mojej pracy na planie zdjęciowym z Arkiem Janiczkiem – aktorem Teatru Narodowego w Warszawie. W tym roku mija 30 lat odkąd zagrał swoja pierwszą rolę w filmie „Autoportret z kochanką”, więc można powiedzieć, że to taka sesja jubileuszowa. Ten Janiczek to wyjątkowy rozmówca a o kulisach swojej pracy opowiada tak, że ma się wrażenie, że to prywatny spektakl w najlepszym wydaniu. Podczas pozowania do zdjęć, które widzicie recytował mi fragmenty „Hamleta”!!! Najbardziej utkwiła mi w pamięci jego główna rola w „Placu Zbawiciela”, dobrze zagrał też w „Stuleciu Winnych”. Jeden z portretów Arkadiusza trafi do kolekcji moich zdjęć znanych ludzi, które stworzą wyjątkową wystawę. Już dziś szukamy partnerów do tego wydarzenia, które będzie miało swoją premierę w przyszłym roku w Warszawie. Czekajcie na następne „twarze Binkowskiej”… :)”
Rutkowski na zdjęciach z pistoletem
Binkowska fotografowała też Krzysztofa Gojdzia tuż po słynnym liftingu twarzy, Krzysztof Rutkowski mierzył do niej z broni na planie zdjęciowym, a reżyser Mariusz Pujszo powierzył jej zrobienie fotosów z planu powstającej właśnie nowej wersji filmu „Szatan z siódmej klasy”. Fotografka ma na swoim koncie także setki zdjęć ludzi biznesu oraz tytuł „Osobowości roku 2023”.
















Foto: Izabella Binkowska
Tekst: SM
news
Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów
To był dla niej jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej karierze muzycznej. Julia Wieniawa miała okazję dwukrotnie stanąć na scenie u boku światowej sławy tenora, a teraz po raz kolejny zwróciła się do niego publicznie. Jej krótki komentarz pod wpisem artysty mówi więcej, niż mogłoby się wydawać. Dowiedz się więcej!
Julia Wieniawa od początku nie ukrywała, że możliwość wystąpienia u boku Andrei Bocellego jest dla niej ogromnym wyróżnieniem. Polska wokalistka aktywnie relacjonowała przygotowania do wyjątkowych koncertów, które odbyły się 14 sierpnia w Gdańsku oraz dwa dni później w Warszawie. Dla artystki było to nie tylko kolejne muzyczne wydarzenie, ale również spełnienie jednego z jej zawodowych marzeń.
Podczas obu koncertów Julia Wieniawa i Andrea Bocelli wykonali „Canto della Terra” – jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów w repertuarze włoskiego tenora. Ich wspólne występy spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem publiczności. Widzowie docenili zarówno sam wybór repertuaru, jak i możliwość zobaczenia na jednej scenie młodej polskiej artystki oraz jednej z największych gwiazd światowej muzyki.
Szczególnie emocjonalnie Julia Wieniawa wspominała pierwszy koncert w Gdańsku. Niedługo po występie podzieliła się z fanami osobistą refleksją dotyczącą spotkania z legendarnym tenorem. Nie ukrywała, że atmosfera podczas koncertu zrobiła na niej ogromne wrażenie, a zachowanie samego Andrei Bocellego zapamięta na długo.
“Nadal nie wiem, czy to nie był sen. Zaśpiewać u boku Andrei Bocellego to jedno, ale ciepło, z jakim mnie przyjął, wzruszyło mnie chyba jeszcze bardziej. Dawno nie czułam się tak zaopiekowana na scenie. Są chwile, które zostają w sercu na zawsze. Ta na pewno będzie jedną z nich” — napisała po pierwszym koncercie.
POLECAMY: Tribbs i Blanka zostają w „The Voice Kids”? Wszystko jest już jasne
Julia Wieniawa zaśpiewała u boku Andrei Bocellego
Na tym jednak muzyczna historia Julii Wieniawy i Andrei Bocellego się nie zakończyła. Dwa dni później artyści ponownie spotkali się na scenie, tym razem na PGE Narodowym w Warszawie. Również tam wykonali „Canto della Terra”, a polska publiczność ponownie mogła zobaczyć ich wspólny występ.
Po zakończeniu obu koncertów przyszedł czas na podziękowania. Dzień po warszawskim wydarzeniu Andrea Bocelli opublikował w mediach społecznościowych wpis skierowany do polskiej publiczności. Tenor podsumował swoje występy w naszym kraju i podkreślił, że jeden z wieczorów na długo pozostanie w jego pamięci.
“Ten wieczór na długo pozostanie w mojej pamięci” – czytamy we wpisie Andrei Bocellego. Pod publikacją niemal natychmiast pojawiła się lawina komentarzy od fanów, którzy wspominali wyjątkowe koncerty i dzielili się swoimi emocjami po spotkaniu z włoskim artystą.
Wśród komentarzy znalazła się również krótka wiadomość od Julii Wieniawy. Wokalistka postanowiła jeszcze raz podziękować tenorowi za wspólne występy. Choć jej komentarz składał się zaledwie z kilku słów, trudno o bardziej wymowne podsumowanie całej muzycznej przygody.
“Thank you, Maestro” – napisała Wieniawa.
Jej słowa szybko zwróciły uwagę, szczególnie w kontekście tego, jak wielkim przeżyciem były dla niej oba koncerty. Wokalistka niejednokrotnie podkreślała, że możliwość zaśpiewania u boku Andrei Bocellego traktuje jako ogromne wyróżnienie i ważny moment w swojej karierze.
Nie ma wątpliwości, że występy z Andreą Bocellim były dla Julii Wieniawy nie lada gratką i jednym z najbardziej prestiżowych momentów jej dotychczasowej działalności muzycznej. Polska artystka udowodniła przy okazji, że potrafi odnaleźć się na scenie obok światowej klasy wykonawcy i sprostać ogromnym emocjom, jakie towarzyszą takim wydarzeniom. Dwa koncerty, tysiące widzów i wspólne wykonanie wielkiego przeboju z pewnością pozostaną w jej pamięci na długo.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nie żyje Jan Frycz. Teatr Narodowy przekazał poruszającą wiadomość
Cenicie twórczość Andrei Bocellego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuKrupińska i Michałowski ujawnili nazwisko NOWEJ prowadzącej „Dzień dobry TVN”
-
news2 dni temuSkolim szuka pracownika. Taką stawkę oferuje za kilka godzin pracy
-
news4 dni temuAgnieszka Kaczorowska pokazała zdjęcia z Włoch. Nie zabrakło ujęć w BIKINI
-
news3 dni temuKrzysztof Ibisz traci posadę w Polsacie? Po 11 latach zapadła decyzja
-
news3 dni temuSkolim odwołał występ na festiwalu Polsatu. Co się stało?
-
news5 dni temuTVN ujawnił SEKRET nowej edycji „Azja Express”. Kiedy premiera?
-
news4 dni temuAndrzej Piaseczny szykuje się do ŚLUBU? Nagle przemówił ze sceny
-
news3 dni temuSławomir nagle przemówił do Kajry. To powiedział jej na oczach publiczności

Dodaj komentarz