showbiz
Nie żyje Sonia Szklanowska, uczestniczka drugiej edycji programu “Hotel Paradise” – zobacz, co się stało
Śmierć młodej kobiety, która jeszcze kilka lat temu gościła na ekranach setek tysięcy widzów, wstrząsnęła światem polskich mediów. Uśmiechnięta, energetyczna, pełna pasji – tak zapamięta ją wielu. Dziś pozostają pytania, na które trudno znaleźć odpowiedzi. Dowiedz się więcej!
Sonia Szklanowska, finalistka drugiej edycji “Hotelu Paradise”, nie żyje. Wiadomość o jej śmierci poruszyła fanów, media i uczestników programów rozrywkowych. Choć jej ostatnia aktywność w mediach społecznościowych zaledwie sprzed kilku dni – nie zdradzała niczego niepokojącego, dziś ten sam post stał się miejscem pełnym łez, współczucia i niewypowiedzianego żalu.
Sonia nie była tylko uczestniczką reality show. Próbowała swoich sił w muzyce, nagrała kilka singli, z czego jeden stał się oficjalną piosenką otwierającą jedną z edycji “Hotelu Paradise”. Była również prowadzącą programu podróżniczego „Jedziemy na wakacje” w Telewizji WP, gdzie wspólnie z aktorem Rafałem Cieszyńskim odkrywała zakątki Europy. Za każdym razem błyszczała energią.
“Depresja ma uśmiech” – Matt Palmer komentuje z niedowierzaniem
W emocjonalnym wpisie na Instagramie, uczestnik “Hotelu Paradise”, Mateusz Szek (Matt Palmer), nie krył wzburzenia i żalu. Jego słowa uderzyły w sedno problemu:
To już druga osoba w tym roku, która odchodzi od nas. Produkcje z programów tv powinny dbać o swoich uczestników nie tylko w trakcie, ale również po programach!! (…) Nie można tego tak zostawić! Z tym trzeba coś zrobić. Mówić o tym! Niech takie osoby wiedzą, że jest więcej takich osób, nie są same, nie muszą kryć swoich emocji i myśli – napisał na Stories.
Kończy wpis mocno i dosadnie:
„J**ana depresja ma uśmiech – zakończył.
POLECAMY: Justyna Steczkowska porwała Europę! Finałowy występ Polski na Eurowizji zachwycił widzów – są pierwsze reakcje
Ostatni post Sonii Szkalowskiej
Sześć dni przed swoją śmiercią Sonia opublikowała zdjęcie z weekendowego wypadu. Uśmiechnięta, zrelaksowana – zupełnie jakby nic złego nie działo się w jej świecie. Dziś pod tym postem fani zostawiają dziesiątki komentarzy:
Nie wierzę; Taka młoda i piękna; Depresja to cichy zabójca; Soniu mam nadzieję, że teraz jesteś w raju; Boże nie wierzę, taka fajna osoba – piszą jej obserwatorzy.
Choć dokładna przyczyna śmierci nie została oficjalnie potwierdzona, wiele wskazuje na to, że miała związek ze zdrowiem psychicznym. Matt Palmer wprost mówi o depresji, konieczności opieki nad uczestnikami także po zakończeniu programu i braku wsparcia, który może mieć dramatyczne konsekwencje.
POLECAMY: Rewolucja w głosowaniu i totalne zaskoczenie na koniec – finał “Mam Talent” zaskoczył wszystkich. Sprawdź, kto wygrał!
TVN i uczestnicy żegnają Sonię
Produkcja TVN opublikowała dziś po południu poruszający wpis, w którym wyraziła głęboki smutek po nagłej śmierci Soni Szklanowskiej, podkreślając jej wyjątkową osobowość, talent i energię, którą wnosiła na plan.
Soniu, dziękujemy, że dałaś się nam poznać jako ciepła, czuła i szalenie oryginalna osoba. Wprowadziłaś do programu – i naszego życia – tyle uśmiechu, że aż trudno uwierzyć, że już Cię z nami nie ma – czytamy w komunikacie stacji na Instagramie.
Wielu uczestników z różnych edycji programu pożegnało Sonię Szklanowską we wzruszających wpisach na swoich profilach na Instagramie. Poruszające komentarze pojawiły się również pod oficjalnym postem opublikowanym na profilu Hotelu Paradise.
Nie mam słów; Za szybko; Kondolencje dla rodziny i wyrazy współczucia; Spoczywaj w pokoju; Aż ciężko w to uwierzyć; Cały czas czekałem na wiadomość, że to nie prawda – piszą.
To nie pierwszy taki przypadek. Polska telewizja ma problem
To już druga tragedia tego typu w tym roku. W lutym media obiegła informacja o śmierci Jeremiasza Szmigla, znanego jako Jezza z programu „Warsaw Shore”. Miał zaledwie 30 lat. Również w jego przypadku wszystko wskazywało na samobójstwo. Występował w programie przez lata, był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci.
Śmierci Soni Szklanowskiej i Jeza stawiają poważne pytania o odpowiedzialność producentów i całej branży rozrywkowej. Czy ktoś naprawdę interesuje się uczestnikami po zejściu z planu? Czy osoby, które przez chwilę żyją pod ciągłą obserwacją widzów, nie zostają później same – z traumą, hejtem, pustką?
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Patricia Kazadi UJAWNIA plany po FINALE “Must be the Music” – wielu może pozazdrościć




SJ
news
Szokujące wyznanie Magdy Gessler. Alkohol niemal kosztował ją zdrowie
Nowy sezon programu „Magda gotuje Internet” wystartował z przytupem i od razu wywołał burzę emocji. Spotkanie dwóch wyrazistych osobowości przerodziło się w rozmowę, jakiej nikt się nie spodziewał. Było szczerze, momentami kontrowersyjnie i bardzo osobiście. Dowiedz się więcej, co wydarzyło się w pierwszym odcinku!
Program „Magda gotuje Internet” to jedno z największych zaskoczeń ostatnich lat w ramówce TVN. Choć początkowo mało kto wierzył, że formuła oparta na gotowaniu i swobodnych rozmowach przy stole przyciągnie szeroką publiczność, rzeczywistość szybko zweryfikowała te wątpliwości. Autentyczność, brak scenariuszowej sztuczności i umiejętność wydobywania z gości prawdziwych emocji sprawiły, że format zyskał wierne grono fanów i stał się jednym z najmocniejszych punktów weekendowej oferty stacji.
Za sukcesem programu stoi Magda Gessler, która od lat udowadnia, że doskonale odnajduje się nie tylko w roli restauratorki, ale również charyzmatycznej gospodyni rozmów. Jej naturalność, bezpośredniość i umiejętność zadawania trudnych pytań sprawiają, że zaproszeni goście szybko tracą medialne maski. „Magda gotuje Internet” to nie tylko przepisy, ale przede wszystkim historie – często szczere do bólu.
Jednym z najbardziej wyczekiwanych momentów trzeciego sezonu była wizyta Dody, czyli Doroty Rabczewskiej. Artystka od ponad dwóch dekad nie schodzi z medialnych nagłówków, a jej życie zawodowe i prywatne zawsze wzbudza skrajne emocje. Spotkanie dwóch silnych kobiet, każdej dominującej w swojej dziedzinie, zapowiadało się jak telewizyjna petarda – i dokładnie tak się stało.
Premierowy odcinek trzeciego sezonu, wyemitowany 4 stycznia o godzinie 11:30, od pierwszych minut przyciągał uwagę widzów. Wspólne gotowanie szybko zeszło na dalszy plan, ustępując miejsca rozmowie pełnej emocji, wspomnień i zaskakujących wyznań. Magda Gessler i Doda bez skrępowania poruszały tematy, których zwykle unika się w telewizji śniadaniowej.
POLECAMY: Cichopek i Kurzajewski zaskoczyli widzów po powrocie z wakacji. Tak zaprezentowali się w „Halo tu Polsat“
Magda Gessler zatruła się białym winem?
Jednym z najbardziej komentowanych momentów była rozmowa o zatruciach pokarmowych. Zapytana przez Dodę, Magda Gessler odpowiedziała w swoim stylu, bez upiększeń i dyplomacji:
Białym winem. To było bardzo mało białego wina, ale miało tyle glikolu, że o mało nie umarłam – wyznała.
To wyznanie natychmiast wywołało poruszenie wśród widzów, pokazując, że nawet ikona kulinariów ma za sobą dramatyczne doświadczenia.
Na tym jednak szczerość się nie skończyła. Doda otwarcie przyznała, że alkohol nie służy jej zdrowiu, a każde odstępstwo od tej zasady kończy się źle.
A wiesz, że ja odkąd przestałam pić alkohol i piję tylko trzy razy w roku, to za każdym razem czuję, że muszę wzywać helikopter – powiedziała Rabczewska.
Podczas wspólnego gotowania rozmowa naturalnie zeszła na smaki dzieciństwa. Doda wróciła pamięcią do potraw, które dziś brzmią dla wielu wręcz ekstremalnie.
Byłam jedynym dzieckiem, które jadło czerninę. Jak w szkole mówiłam, że kocham czerninę, pytali “co to jest?”, a ja na to, że krew, to wszyscy: “Jezu, co to się je u tych Rabczewskich – opowiedziała Doda.
Artystka nie ukrywała również, że niektóre potrawy z dzieciństwa do dziś wywołują u niej silne reakcje.
Zsiadłe mleko z ziemniakami. W ogóle mleko z kożuchem… Do tej pory jak sobie tylko myślę o tym kożuchu, to daj spokój – dodała.
Widzowie szybko zauważyli, że między Magdą Gessler a Dodą zaiskrzyła wyjątkowa energia. Bez rywalizacji, bez udawania – zamiast tego pojawiła się wzajemna ciekawość, szacunek i gotowość do mówienia prawdy. To właśnie takie momenty sprawiają, że „Magda gotuje Internet” wyróżnia się na tle innych programów lifestyle’owych.
Ten odcinek pokazał, że rozmowa przy stole może być równie intensywna jak najlepszy wywiad, a czasem nawet bardziej. Magda Gessler po raz kolejny udowodniła, że potrafi wydobyć z gości to, czego inni nie są w stanie. A Doda przypomniała, że mimo lat obecności w mediach wciąż potrafi zaskakiwać szczerością.
Jedno jest pewne – trzeci sezon „Magda gotuje Internet” zapowiada się wyjątkowo emocjonująco, a rozmowa z Dodą już teraz przechodzi do historii programu. Jeśli kolejne odcinki będą równie intensywne, widzowie z pewnością nie odejdą od ekranów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Michał Wiśniewski nie chce takiej przyszłości dla swoich dzieci. Padło zaskakujące wyznanie
Oglądaliście premierowy odcinek “Magda gotuje Internet” z Dodą? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!


moda
Cichopek i Kurzajewski zaskoczyli widzów po powrocie z wakacji. Tak zaprezentowali się w „Halo tu Polsat“
Nowy Rok przywitali tysiące kilometrów od Polski, w miejscu, które dla wielu pozostaje symbolem egzotyki i kulinarnych wyzwań. Ich podróż szybko stała się tematem rozmów, a jedno doświadczenie szczególnie rozpaliło wyobraźnię internautów. Chwilę później wrócili na antenę i znów znaleźli się w centrum uwagi. Przeczytaj artykuł już teraz!
Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski zdecydowali się rozpocząć nowy rok w wyjątkowy sposób, wybierając daleką Azję zamiast tradycyjnego świętowania w Polsce. Ich podróż po Chinach była połączeniem zwiedzania kultowych miejsc, odpoczynku w egzotycznym klimacie oraz odkrywania lokalnej kuchni, która słynie z intensywnych smaków i aromatów. Para chętnie dzieliła się relacjami z wyprawy, budząc ogromne zainteresowanie fanów w mediach społecznościowych.
Jednym z ważnych punktów ich podróży była tropikalna wyspa Hainan, często określana mianem „chińskich Hawajów”. To właśnie tam Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski pozwolili sobie na chwilę luksusu, relaksując się w otoczeniu palm, ciepłego oceanu i zupełnie innej codzienności niż ta, do której przywykli w Polsce. Egzotyczne krajobrazy i spokojna atmosfera stanowiły idealne tło do celebrowania początku nowego roku.
Podczas pobytu w Azji para nie ograniczyła się jednak wyłącznie do podziwiania widoków. Oboje postawili także na kulinarne wyzwania, które dla wielu turystów bywają testem odwagi. Największe emocje wzbudziła degustacja duriana – owocu uznawanego w Azji za prawdziwego „króla owoców”, ale jednocześnie znanego z niezwykle intensywnego zapachu, który potrafi odstraszyć nawet najbardziej odważnych smakoszy.
„Durian to owoc, który zanim trafi na język, najpierw atakuje nos i to z siłą nokautu” — napisała Katarzyna Cichopek, nie kryjąc, że doświadczenie było dla niej wyjątkowo intensywne. Przytoczyła również popularne porównania zapachu duriana, który według jednych przypomina mieszankę zgniłej cebuli, sera i przepoconych skarpet, a według innych stanowi jedynie „aromat dojrzałości”.
Prezenterka zwróciła jednak uwagę na paradoks, który od lat fascynuje miłośników tego owocu.
Paradoks polega na tym, że pod tą zapachową apokalipsą kryje się kremowy, słodki miąższ, który fani opisują jako połączenie wanilii, migdałów i budyniu. Nic dziwnego, że w Azji durian nazywany jest “królem owoców” – choć wymaga silnej psychiki i najlepiej zatkanego nosa – wyjaśniła.
Durian od lat budzi skrajne emocje, a jego intensywny aromat sprawił, że w wielu hotelach i środkach transportu publicznego w Azji obowiązuje całkowity zakaz wnoszenia tego owocu. Mimo to dla wielu mieszkańców regionu stanowi on prawdziwy rarytas, a jego smak uznawany jest za wyjątkowy i niepowtarzalny. To właśnie ten kontrast pomiędzy zapachem a smakiem czyni duriana tak legendarnym.
Do degustacji odniósł się również Maciej Kurzajewski, który podsumował doświadczenie krótkim, ale wymownym zdaniem:
Owoc, który najpierw cię odstrasza, a potem… uzależnia. “Król owoców” uczy jednej rzeczy: nie oceniaj po zapachu – dodał Maciej.
POLECAMY: Michał Wiśniewski nie chce takiej przyszłości dla swoich dzieci. Padło zaskakujące wyznanie
Z wakacji prosto do studia “Halo tu Polsat”
Choć egzotyczny urlop dostarczył wielu wrażeń, para nie mogła pozwolić sobie na dłuższy odpoczynek. Tuż po powrocie do Polski Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski pojawili się ponownie na wizji w programie „Halo tu Polsat”, gdzie od rana pełnili dyżur prowadzących. W studiu gościli m.in. Radosława Liszewskiego oraz Przemysława Sadowskiego, jednak to nie rozmowy były głównym tematem komentarzy widzów.
Ogromną uwagę przyciągnęła stylizacja Katarzyny Cichopek, która zaprezentowała się w eleganckim, granatowym garniturze w delikatne prążki. Klasyczny krój, podkreślona talia i minimalistyczne dodatki sprawiły, że prezenterka wyglądała niezwykle szykownie i nowocześnie. Stylizacja była szeroko komentowana w mediach społecznościowych jako przykład połączenia profesjonalizmu z modową świeżością.
Maciej Kurzajewski postawił natomiast na jasnoszary, sportowo-elegancki zestaw, który idealnie wpisał się w luźny, poranny charakter śniadaniówki. Minimalistyczna bluza, spodnie w tym samym odcieniu i białe sneakersy stworzyły spójną, nowoczesną całość, podkreślając swobodny, ale dopracowany styl prezentera.
Egzotyczna podróż, odważne kulinarne wyznania i szybki powrót do zawodowych obowiązków sprawiły, że Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski znów znaleźli się w centrum medialnego zainteresowania. Ich relacje z Chin oraz pojawienie się w „Halo tu Polsat” pokazują, że potrafią przyciągać uwagę zarówno egzotycznymi historiami, jak i nienagannym wizerunkiem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dramat Maryli Rodowicz za kulisami „Sylwestra z Dwójką”. Tego widzowie nie zobaczyli w telewizji
Lubicie oglądać Katarzynę i Macieja w “Halo tu Polsat”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Michał Wiśniewski nie chce takiej przyszłości dla swoich dzieci. Padło zaskakujące wyznanie
Przez dekady był symbolem sukcesu, kontrowersji i życia na pełnych obrotach. Dziś patrzy na swoją drogę z zupełnie innej perspektywy i nie ukrywa gorzkich refleksji. Słowa, które padły po sylwestrowym koncercie, mogą zaskoczyć nawet jego najwierniejszych fanów. Przeczytaj artykuł już teraz!
Michał Wiśniewski od ponad dwóch dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych, a jednocześnie nieprzewidywalnych postaci polskiego show-biznesu. Jako lider zespołu Ich Troje zapisał się w historii rodzimej muzyki przebojami takimi jak „Powiedz”, „Zawsze z tobą chciałbym być”, „Keine Grenzen” czy „A wszystko to (bo Ciebie kocham)”. Jego charakterystyczny wizerunek, bezkompromisowość oraz emocjonalne teksty sprawiły, że stał się ikoną przełomu lat 90. i 2000., a jego popularność dawno wykroczyła poza samą muzykę.
Równie intensywnie jak kariera artystyczna komentowane było jego życie prywatne. Liczne małżeństwa, rozwody i kolejne etapy życia rodzinnego przez lata przyciągały uwagę mediów i opinii publicznej. Sam Michał Wiśniewski nigdy nie uciekał od tych tematów, otwarcie mówiąc o swoich wyborach i podkreślając, że rodzina zawsze była dla niego fundamentem, nawet w najbardziej burzliwych momentach kariery.
Artysta jest ojcem sześciorga dzieci, co czyni go jednym z najbardziej „rodzinnych” ojców w polskim show-biznesie. Z Mandaryną doczekał się syna Xaviera i córki Fabienne, ze związku z Anną Świątczak ma córki Etiennette i Vivienne. Najnowszy rozdział jego życia rozpoczął się w 2019 roku, kiedy poślubił Polę, z którą wychowuje dwóch synów – Falco i Noëla. To właśnie ta relacja oraz rola ojca coraz częściej wpływają na sposób, w jaki patrzy na swoją przeszłość i przyszłość.
POLECAMY: Dramat Maryli Rodowicz za kulisami „Sylwestra z Dwójką”. Tego widzowie nie zobaczyli w telewizji
Gorzka refleksja Michała Wiśniewskiego tuż po Sylwestrze
Choć przez lata żył w rytmie tras koncertowych, nagrań i medialnych emocji, tegoroczny sylwester Michał Wiśniewski spędził – jak zawsze – na scenie. W Katowicach był jednym z prowadzących „Sylwestra z Dwójką”, gdzie wystąpił u boku Piotra Kupichy i Marty Surnik. Publiczność mogła usłyszeć jego największe przeboje, a prawdziwą niespodzianką był duet z byłą żoną Mandaryną i wykonanie hitu „Ev’ry Night”.
To właśnie podczas tego wydarzenia, w rozmowie z „Faktem”, artysta zdobył się na wyjątkowo szczere i gorzkie wyznanie. Po latach sukcesów, blasku fleszy i nieustannej obecności w mediach przyznał, że dziś patrzy na show-biznes bez złudzeń. Choć sam osiągnął w nim wszystko, o czym marzył, nie uważa tej drogi za atrakcyjną przyszłość dla swoich dzieci.
Lider zespołu Ich Troje podkreślił, że część jego dzieci próbowała już swoich sił na scenie, co dla fanów było naturalnym przedłużeniem kariery ojca. On sam jednak patrzy na to z dużą rezerwą i ostrożnością, wynikającą z własnych doświadczeń.
Chciałbym, żeby znalazły normalny zawód, miały normalne rodziny i żeby w sylwestra nie musiały jeździć do pracy – wyjaśnił Wiśniewski.
Tym razem jednak w jego wypowiedzi nie było ani buntu, ani prowokacji, z których słynął przez lata. Zamiast tego wybrzmiała szczera troska i zmęczenie realiami branży, która dla wielu wydaje się spełnieniem marzeń.
Nie życzę żadnemu dziecku, żeby zostało w tej branży. Niech sztuka będzie hobby, dodatkiem do życia, a nie jego ciężarem – dodał lider Ich Troje.
Te słowa pokazują zupełnie inne oblicze Michała Wiśniewskiego – nie gwiazdy sceny, lecz ojca, który po latach sukcesów dostrzega także cenę, jaką trzeba za nie zapłacić. Być może to właśnie dojrzałość i życiowe doświadczenia sprawiły, że dziś zamiast blichtru wybiera spokój i stabilność dla swoich dzieci.
Choć sam nadal nie zamierza rezygnować z muzyki i sceny, jego refleksje rzucają nowe światło na kulisy show-biznesu, o których rzadko mówi się głośno. Jedno jest pewne – słowa Wiśniewskiego na długo pozostaną w pamięci fanów i mogą skłonić do zastanowienia się, czy sława rzeczywiście zawsze oznacza szczęście.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: To już przesądzone? Znamy kolejną uczestniczkę „Tańca z gwiazdami” – widzowie będą zaskoczeni
Podoba Wam się podejście Wiśniewskiego do przyszłości swoich dzieci? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!







Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Dramat Maryli Rodowicz za kulisami „Sylwestra z Dwójką”. Tego widzowie nie zobaczyli w telewizji
Miała być spektakularna oprawa, wielkie emocje i kolejny dowód na to, że scena wciąż do niej należy. Sylwestrowy występ ikony polskiej muzyki przeszedł do historii, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Teraz sama artystka ujawnia, co naprawdę wydarzyło się za kulisami. Dowiedz się więcej już teraz!
Maryla Rodowicz od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych i pracowitych postaci polskiej sceny muzycznej. Podczas gdy wiele gwiazd jej pokolenia dawno ograniczyło działalność artystyczną, ona nie zwalnia tempa i regularnie pojawia się na największych wydarzeniach telewizyjnych. 80-letnia artystka po raz kolejny udowodniła, że wiek nie stanowi dla niej żadnej bariery, a występ na „Sylwestrze z Dwójką” tylko potwierdził jej sceniczną formę.
Jej obecność na noworocznym show Telewizji Polskiej była jednym z najmocniej promowanych punktów programu. Według informacji podawanych przez Pudelek.pl, Maryla Rodowicz miała za sylwestrowy występ otrzymać aż 100 tysięcy złotych. Kwota ta natychmiast rozpaliła dyskusje w sieci, jednak dla wielu widzów nie była zaskoczeniem – w końcu mowa o artystce, która od lat gwarantuje widowisko na najwyższym poziomie.
W sylwestrową noc piosenkarka zaprezentowała się w odważnym, kowbojskim „looku”, który przyciągał wzrok równie mocno jak sam występ. Złoty gorset, charakterystyczny kapelusz i dopracowana stylizacja idealnie wpisywały się w jej estradowy wizerunek. Największe wrażenie zrobiła jednak forma wykonania – Rodowicz śpiewała, siedząc na huśtawce zawieszonej nad sceną, pokrytej kwiatami i wprawianej w ruch przez dwóch postawnych mężczyzn bez koszulek.
POLECAMY: Tyle miał zarobić Sting w jedną noc. Kulisy „Sylwestra z Dwójką” wychodzą na jaw
Dramat za kulisami “Sylwestra z Dwójką”
Dla widzów był to efektowny i zapadający w pamięć obraz, jednak – jak się później okazało – za kulisami rozgrywał się prawdziwy dramat. W sobotę po sylwestrze Maryla Rodowicz wróciła wspomnieniami do tamtego wieczoru, ujawniając, że sceniczna magia miała swoją mroczniejszą stronę. Problemy pogodowe i techniczne sprawiły, że występ, który wyglądał na perfekcyjny, był dla niej ogromnym wyzwaniem.
A na scenie, na huśtawce, wiatr tak wiał, że włosy, grzywka, misternie ułożona fryzura total, już nie miałam na nic wpływu, wszystko poszło hen sobie – opisała swoją sylwestrową historię.
Jakby tego było mało, kłopoty nie skończyły się na walce z wiatrem. Już w trakcie bujania na huśtawce doszło do awarii sprzętu odsłuchowego, co dla wokalistki jest jednym z najtrudniejszych scenicznych problemów. Artystka przez dłuższą chwilę próbowała ratować sytuację, dociskając słuchawkę i licząc, że usterka okaże się chwilowa.
W dodatku już na huśtawce okazało się, że oderwał się kabelek od prawej słuchawki – kontynuowała. Przez dłuższą chwilę dociskałam słuchawkę, miałam nadzieję, że zadziała. Ale to była tylko nadzieja. Za kulisami, po zejściu ze sceny, słuchawka została mi w ręku – dodała.
Mimo tych trudności występ nie został przerwany, a publiczność nie miała pojęcia, jak wiele dzieje się poza jej wzrokiem. Kluczową rolę odegrali także dwaj mężczyźni odpowiedzialni za huśtawkę, którzy – mimo niesprzyjających warunków – zachowali pełen profesjonalizm.
Na szczęście panowie “bujacze” wytrwali, rozebrani do pasa. Dziękuję panowie. Uratowaliście sytuację – zakończyła.
Warto podkreślić, że sylwestrowy repertuar Maryli Rodowicz był niezwykle różnorodny. Artystka wykonała m.in. „Małgośkę” w duecie z Kayah, kultowe „Remedium” solo na huśtawce, a także dwa śląskie klasyki – „Szła dzieweczka” i „Karliku” – wspólnie z Zespołem „Śląsk”. Każdy z tych występów spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności.
Choć za kulisami doszło do prawdziwego scenicznego „koszmaru”, finał był dla Maryli Rodowicz kolejnym dowodem na to, że doświadczenie i opanowanie potrafią uratować nawet najbardziej wymagające show. Dla widzów był to spektakl pełen energii i symbol niegasnącej kariery, a dla samej artystki – kolejna historia, którą będzie wspominać przez lata.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda zaskoczyła wyznaniem chwilę po Sylwestrze. Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał
Podobał Wam się sylwestrowy występ Maryli Rodowicz w Katowicach? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!














Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuCo naprawdę wydarzyło się po zejściu Viki Gabor ze sceny na “Sylwestrze z Dwójką? Tego nie pokazali w TV
-
news3 dni temuMandaryna po „Sylwestrze z Dwójką” zdobyła się na szczerość. Jej słowa odbiły się szerokim echem
-
showbiz2 dni temuTo już przesądzone? Znamy kolejną uczestniczkę „Tańca z gwiazdami” – widzowie będą zaskoczeni
-
news3 dni temuSmolasty zastąpił Dodę inną artystką. Fani nie mieli wątpliwości – internet zapłonął od komentarzy
-
news2 dni temuTyle miał zarobić Sting w jedną noc. Kulisy „Sylwestra z Dwójką” wychodzą na jaw
-
news2 dni temuRoxie Węgiel zabrała głos w sprawie ślubu Viki Gabor. To, co powiedziała, daje do myślenia?
-
news5 dni temuMandaryna i Michał Wiśniewski razem. Czy ich występ na „Sylwestrze z Dwójką” przejdzie do historii? [KULISY]
-
news2 dni temuDoda ujawniła, co naprawdę dzieje się za kulisami największych koncertów. Padły szokujące słowa o playbacku

Dodaj komentarz