28 lipca zmarła Kora. Dzisiaj rodzina i przyjaciele żegnali ją po raz ostatni.

Kora zmarła nad ranem 28 lipca w swoim domu na Roztoczu. Od lat walczyła z chorobą nowotworową. 8 sierpnia na warszawskich Powązkach odbył się pogrzeb artystki, która przed śmiercią poprosiła, by osoby, które przyjdą na tę uroczystość ubrali się kolorowo. Korę żegnali między innymi Igor Herbut, Monika Olejnik, Janusz Panasewicz, Ryszard Kalisz, Stan Borys, Kuba Wojewódzki, Adam Sztaba, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Jerzy Buzek, Artur Rojek, Muniek Staszczyk, Tomasz Organek, Odeta Moro, Wojciech Mann, Nina Terentiew, Izabela Trojanowska, Piotr Metz i Glaca.

HOT NEWS- Michał Szpak wzruszony po obozach z fanami! Co się działo!?

Mąż artystki, Kamil Sipowicz wygłosił niezwykle wzruszające przemówienie, w którym najtrafniej opisał życie Kory

Żadne z nas nie przypuszczało, że zostanie samo. Z drugiej strony cały czas mam wrażenie, że ona tutaj jest. To brzmi oczywiście jak banał. Docierają do mnie różne sygnały z internetowego świata, widzę zdjęcia, których nie znałem. Widzę piękną, wspaniałą kobietę, z którą spędziłem 40 lat. Teraz ją odbieram trochę inaczej. Dociera do mnie jej brak przez przedmioty, które zostawiła.

Ta miłość nie była prosta. Nasze życie było bardzo burzliwe, ciekawe, czasami skandaliczne. Pełne rozstań, powrotów, tęsknoty. Splatało się to wszystko z polityką polską, z historią muzyki rockowej. Od roku 1989, czyli od czasu, gdy odzyskaliśmy demokrację, stworzyliśmy stabilną rodzinę. Przeprowadzaliśmy się co jakiś czas. Towarzyszyłem też Korze w życiu zawodowym, dbałem o jej interesy. Miałem też jakiś wpływ na jej działalność artystyczną, ale to jest właściwie nic w porównaniu z tym, co ona dała mi i daje cały czas.

Kora była osobą z krwi i kości. Gdybym miał ją porównać z jakąś boginią, to byłaby to bogini Kali. Boginie nie umierają. Nie była tylko osobą słodką, kochaną i wspaniałą. Czasami była bardzo zaborcza i ostra. Stawiała na swoim, miała bardzo zdecydowane poglądy na wiele rzeczy. Czasami trudno mi było z nią rozmawiać. Kłóciliśmy się często i to było czasami niebezpieczne. Kłóciliśmy się gdy jechaliśmy do szpitala do Gliwic. Byliśmy bardzo zdenerwowani, nie wiedzieliśmy jakie będą wyniki jej badań. W końcu Kora zdenerwowała się, wyrzuciła mnie z auta i odjechała kilkanaście kilometrów. Zorientowałem się, że ja mam do niego kluczyk i że jeżeli gdzieś się zatrzyma i wyłączy silnik, to nie ruszy. Zadzwoniłem do niej, uspokoiliśmy się, wróciła po mnie i pojechaliśmy do Gliwic.

Przez ostatnie pięć lat jej choroby byliśmy praktycznie cały czas razem. Ostatni miesiąc był naprawdę miesiącem wstrząsającym. Był wspaniały, dramatyczny, tragiczny, potworny, śmieszny, komiczny… Kora dała prawdziwa szkołę odchodzenia. Mam wrażenie, że była równoważną przeciwniczką dla “pani śmierci”. Zmagały się te dwie kobiety. Oglądaliśmy to, było to wstrząsające przeżycie.

W tej całej chorobie najgorsze są, gdy człowiek otrzymuje wyniki. To jest wstrząsające przeżycie. Kora przeżyła piekło. Ta choroba była czymś naprawdę niszczącym. Nie widziałem jednak nikogo, kto miał w sobie taką siłę życia. Kora była czystym życiem. W ostatnim okresie robiła wszystko, by zaznaczyć, że jest. Malowała obrazy, Madonny, rysunki, pielęgnowała ogród… Do samego końca była bardzo aktywna, nie chciała się poddać. Nie bała się śmierci, lecz w pewnym momencie powiedziała: “jestem gotowa”. I była gotowa, odeszła. Byliśmy z nią razem do końca i to było wspaniałe przeżycie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ- Kourtney Kardashian porzuciła młodszego o 14 lat partnera. Chodziło o zazdrość?

 

 

Żegnaj

Post udostępniony przez karolina korwin piotrowska (@karolinakp)

Fot. Screen Instagram

BĄDŹ NA BIEŻĄCO – POLUB NAS NA FACEBOOKU


Nie ma więcej wpisów