Śledź nas

showbiz

Sebastian Fabijański zrobił TO chwilę przed występem w „TzG”. Zaskoczeni?

Opublikowano

w dniu

Jeszcze niedawno był bohaterem kontrowersji, dziś mówi o duchowej przemianie. Sebastian Fabijański odsłania kulisy swoich najtrudniejszych chwil i zdradza, co naprawdę dało mu siłę. Czy widzowie zobaczyli jego zupełnie nowe oblicze? Dowiedz się więcej!

Wizerunek Sebastian Fabijański przez lata budził skrajne emocje. Aktor niejednokrotnie znajdował się w centrum medialnych burz, a jego decyzje i wypowiedzi były szeroko komentowane. Wydawało się, że odbudowanie zaufania widzów może być dla niego ogromnym wyzwaniem.

Tymczasem udział w programie “Taniec z Gwiazdami” okazał się dla niego czymś znacznie więcej niż tylko kolejnym projektem zawodowym. To właśnie tam Fabijański pokazał zupełnie inną stronę siebie, zyskując sympatię publiczności i uznanie jurorów.

Przez wiele tygodni utrzymywał się w czołówce programu, co dla wielu było sporym zaskoczeniem. Widzowie coraz częściej zaczęli mu kibicować, a jego obecność w finale przestała być przypadkiem. Ostatecznie zmierzy się o Kryształową Kulę z Magdaleną Boczarską, Gamou Fallem i Paulina Gałązką.

Za scenicznym sukcesem kryje się jednak znacznie głębsza historia. Sebastian Fabijański nie ukrywa, że trudne momenty w życiu prywatnym i zawodowym przetrwał dzięki wierze, która – jak sam przyznaje – odegrała kluczową rolę w jego przemianie.

POLECAMY: Są nowe fakty ws. wypadku Łukasza Litewki? Prokuratura ujawnia szczegóły

Sebastian Fabijański zaskoczył szczerością w “TzG”

Po niedzielnym półfinale aktor udzielił szczerego wywiadu. W rozmowie z Cezarym Wiśniewskim z „Faktu” został zapytany o wykonywany przed występami znak krzyża, który zwrócił uwagę widzów.

“Pomodliliśmy się, ale ja nikomu absolutnie nikomu, nawet jeżeli w jakimś sensie coś manifestuję, broń Boże, niczego nie narzucam. W sytuacjach bardzo trudnych dostałem mnóstwo wsparcia takiego duchowego i emocjonalnego właśnie w Kościele. I każdemu życzę takich momentów w życiu, żeby w sytuacji, kiedy pół Polski po prostu chce wręcz, nie wiem, wytyka cię palcami i cię wręcz wyzywa, żeby dostać takie wsparcie i taką bezinteresowną opiekę. Ciężko to opisać, trzeba to po prostu przeżyć. Ja kiedyś o tym pewnie opowiem więcej, natomiast nie chcę teraz jakoś szczególnie tym grać” – wyznał Sebastian Fabijański.

Do całej sytuacji odniosła się również jego taneczna partnerka, Julia Suryś, która podkreśliła, jak ważna była dla nich wzajemna energia i wsparcie podczas przygotowań do występów.

“To jest moja siła, to jest siła Sebastiana i jeżeli możemy się nią dzielić wzajemnie, to jest to piękne” – wtrąciła.

Wspólna droga na parkiecie okazała się nie tylko artystycznym wyzwaniem, ale też doświadczeniem o wymiarze osobistym. Ich relacja i podejście do programu przyciągnęły uwagę widzów, którzy coraz częściej dostrzegali w Fabijańskim coś więcej niż tylko medialną postać.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Bagi ujawnił swoje wyniki z matur. Nie było kolorowo?

Kibicujecie Sebastianowi Fabijańskiemu w “TzG”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Julia Suryś i Sebastian Fabijański (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Julia Suryś i Sebastian Fabijański (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Julia Suryś i Sebastian Fabijański (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Julia Suryś i Sebastian Fabijański (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Sebastian Fabijański (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Julia Suryś i Sebastian Fabijański (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Julia Suryś i Sebastian Fabijański (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Polski influencer miał poważny wypadek. Internauci ruszyli ze wsparciem

Opublikowano

w dniu

przez

Nikt nie spodziewał się, że zwykły trening zakończy się tak niebezpiecznie. Znany influencer i miłośnik ekstremalnych wyzwań nagle zniknął z aktywności, a teraz ujawnił, przez co musiał przejść. Zdjęcia i relacja, które opublikował, poruszyły fanów. Dowiedz się więcej!

Kamil Szymczak od lat udowadnia, że nie boi się przekraczać własnych granic. W mediach społecznościowych zasłynął dzięki wymagającym wyzwaniom sportowym, podróżom oraz aktywnościom, które dla wielu osób wydają się wręcz niemożliwe do zrealizowania. Jego obserwatorzy przyzwyczaili się do tego, że niemal nieustannie stawia sobie kolejne ambitne cele.

Popularność przyniósł mu nie tylko internet. Dwa lata temu Kamil Szymczak pojawił się także w programie TVN „Drag Me Out. Czas na Show”, gdzie dał się poznać szerszej publiczności. Od tamtego czasu jego kariera nabrała jeszcze większego tempa, a liczba fanów stale rosła.

W ostatnich tygodniach influencer intensywnie przygotowywał się do kolejnego wielkiego wyzwania. Jego celem było zdobycie austriackiego szczytu Grossglockner, który wznosi się na wysokość ponad 3700 metrów nad poziomem morza. Wszystko wskazywało na to, że plan zostanie zrealizowany zgodnie z harmonogramem.

POLECAMY: Mandaryna wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”. Polsat dopiął swego?

Kamil Szymczak miał wypadek. Co się stało?

Niespodziewanie jednak doszło do zdarzenia, które całkowicie pokrzyżowało jego plany. Jak sam przyznał, podczas jednej z rowerowych wypraw miał bardzo poważny wypadek. Co ciekawe, przez kilka dni nie mówił o całej sytuacji publicznie.

Dopiero teraz zdecydował się opublikować szczere wyznanie oraz zdjęcia pokazujące skutki upadku. Jak przyznał, wszystko wydarzyło się w najmniej spodziewanym momencie — tuż przed zakończeniem wielogodzinnej przejażdżki.

“Po pięciogodzinnej przejażdżce, na ostatnim kilometrze przed domkiem, przekonałem się, jak twardy potrafi być asfalt. Skończyło się szwami, uszkodzonymi zębami i kilkoma nieplanowanymi dniami przerwy” – czytamy.

Relacja influencera natychmiast wywołała ogromne poruszenie wśród obserwatorów. Wielu fanów było zszokowanych skalą obrażeń i przyznało, że zdjęcia opublikowane przez Kamila Szymczaka robią ogromne wrażenie. Nie brakowało również słów wsparcia i życzeń szybkiego powrotu do zdrowia.

Mimo trudnych doświadczeń influencer stara się patrzeć na całą sytuację z dystansem. W dalszej części wpisu podkreślił, że jest wdzięczny losowi, ponieważ konsekwencje mogły okazać się znacznie poważniejsze.

“Paradoksalnie jestem jednak bardzo spokojny i wdzięczny, bo wiem, że mogło skończyć się dużo gorzej. Sporty ekstremalne dają niesamowite wspomnienia, ale niosą też ryzyko. To ryzyko zawsze było częścią drogi, którą świadomie wybieram. Wrócę. Najpierw po zdrowie, potem po Grossglockner. Uważajcie na siebie!” – poinformował.

Pod wpisem szybko pojawiły się setki komentarzy. Głos zabrały również znane osoby. Wśród nich znalazła się Honorata Skarbek, która nie kryła swojego poruszenia całą sytuacją.

“Omg! Trzymaj się, mam nadzieję, że szybko wrócisz do sprawności i spełniania marzeń” – napisała wokalistka.

Równie aktywni byli fani influencera. W komentarzach można było przeczytać między innymi:

„Najważniejsze, że żyjesz i wracasz do zdrowia”, „Zdrowie jest teraz najważniejsze, góry poczekają”, „Ale miałeś szczęście, trzymaj się!”, „Jesteś wojownikiem, szybko wrócisz do formy”, „Wypoczywaj”, „Wracaj do zdrowia” – pisali fani.

Wygląda na to, że mimo bolesnych obrażeń Kamil Szymczak nie zamierza rezygnować ze swoich marzeń. Najpierw czeka go jednak rehabilitacja i powrót do pełnej sprawności. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, influencer wyruszy jeszcze po zdobycie wymarzonego Grossglocknera, udowadniając, że nawet najtrudniejsze przeszkody nie są w stanie zatrzymać człowieka zdeterminowanego do realizacji swoich celów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę

Jakiego influencera śledzicie w social mediach? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Kamil Szymczak (fot. screen Instagram Kamil Szymczak)
Kamil Szymczak (fot. Bartosz Krupa/zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Kamil Szymczak (fot. Bartosz Krupa/zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

showbiz

Helena Englert w „Tańcu z Gwiazdami”. Co z Beatą Ścibakówną?

Opublikowano

w dniu

przez

Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Właśnie oficjalnie ujawniono kolejną uczestniczkę programu, a jej nazwisko od lat wywołuje gorące dyskusje w świecie show-biznesu i teatru. Czy udział w tanecznym show pozwoli jej ostatecznie wyjść z cienia sławnych rodziców? Dowiedz się więcej!

Nazwisko Heleny Englert od dawna budzi zainteresowanie mediów i widzów. Nie ma w tym nic dziwnego – jest córką dwojga wybitnych aktorów: Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Od najmłodszych lat dorastała w otoczeniu sztuki, teatru i filmu, obserwując z bliska pracę jednych z najbardziej cenionych artystów w Polsce.

Choć dla wielu osób takie rodzinne pochodzenie mogłoby wydawać się przepustką do kariery, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Helena Englert od początku musiała mierzyć się z zarzutami, że sukcesy zawdzięcza przede wszystkim nazwisku. Każdy kolejny projekt wywoływał dyskusje, czy za jej obecnością stoi talent, czy rodzinne koneksje.

Młoda aktorka konsekwentnie jednak budowała własną pozycję zawodową. Widzowie mogli oglądać ją w takich produkcjach jak „Algorytm miłości”, „#BringBackAlice” czy popularnej „Diagnozie”. Szczególną rozpoznawalność przyniosła jej jednak rola w serialu „Barwy szczęścia”, gdzie przez kilka lat rozwijała swój warsztat na oczach milionów Polaków.

W ostatnim czasie znów zrobiło się o niej głośno za sprawą powrotu „Rodzinki.pl”. W serialu zaprezentowała dojrzalsze i bardziej wyraziste aktorstwo, pokazując, że nie zamierza być jedynie „córką znanych rodziców”, ale artystką pracującą na własne nazwisko.

Jednym z najgłośniejszych momentów w jej karierze była bez wątpienia rola Ofelii w „Hamlecie”. Spektakl miał szczególny charakter, ponieważ był pożegnaniem Jana Englerta z Teatrem Narodowym. Na scenie obok córki pojawiła się również Beata Ścibakówna, co natychmiast wywołało lawinę komentarzy.

W mediach i środowisku teatralnym często pojawiało się wtedy słowo „nepotyzm”. Krytycy zarzucali rodzinie promowanie własnych członków, jednak wielu recenzentów podkreślało, że Helena Englert obroniła się talentem. Jej interpretacja Ofelii została doceniona za emocjonalną głębię oraz dojrzałość, której nie spodziewali się nawet sceptycy.

POLECAMY: Mandaryna wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”. Polsat dopiął swego?

Jak poradzi sobie w “Tańcu z Gwiazdami”?

Teraz przed aktorką zupełnie nowe wyzwanie. Jak ogłoszono w programie „Halo tu Polsat”, Helena Englert oficjalnie dołączyła do grona uczestników najnowszej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Informacja natychmiast obiegła media społecznościowe i wywołała falę komentarzy.

“Czad; Brawo; Bardzo dobry wybór; Ale mocne otwarcie listy; Hela będzie tam wymiatać; Super” – komentowali fani programu.

Co ciekawe, plotki o jej możliwym udziale pojawiały się już kilka miesięcy temu. Wówczas spekulowano nie tylko o starcie samej Heleny Englert, ale również jej mamy, Beaty Ścibakówny. Ostatecznie potwierdzono jednak wyłącznie udział młodej aktorki, a kwestia obecności jej matki pozostaje nadal zagadką.

Dla wielu widzów będzie to okazja, by zobaczyć Helenę Englert w zupełnie nowej odsłonie. Dotychczas kojarzona głównie z planami filmowymi i sceną teatralną, teraz stanie przed wyzwaniem wymagającym nie tylko talentu, ale również ogromnej dyscypliny, wytrzymałości i odporności psychicznej.

Jedno jest pewne – jej udział już teraz należy do najgłośniejszych ogłoszeń nowego sezonu. Widzowie z pewnością będą śledzić nie tylko jej taneczne postępy, ale także to, czy uda jej się po raz kolejny udowodnić, że na swoją pozycję zapracowała samodzielnie. Jesienią wszystkie oczy będą skierowane właśnie na Helenę Englert, która stanie do walki o Kryształową Kulę i sympatię publiczności.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę

Myślicie, że Helena ma szansę zdobyć Kryształową Kulę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Helena Englert, Olek Sikora (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Helena Englert (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Helena Englert (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Helena Englert (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Helena Englert (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

showbiz

Mandaryna wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”. Polsat dopiął swego?

Opublikowano

w dniu

przez

Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zapowiada się wyjątkowo gorąco. Produkcja szykuje zmiany, które mogą wywołać niemałe poruszenie wśród widzów, a na liście uczestników pojawiają się coraz bardziej zaskakujące nazwiska. Jedno z nich szczególnie elektryzuje fanów programu. Dowiedz się więcej!

Jesienią na antenę Polsatu powróci jeden z najpopularniejszych formatów rozrywkowych w Polsce. „Taniec z Gwiazdami” od lat przyciąga przed telewizory miliony widzów, a każda kolejna edycja budzi ogromne emocje jeszcze przed oficjalnym startem. Nic więc dziwnego, że produkcja dokłada wszelkich starań, by skompletować obsadę, która zagwarantuje widowisko na najwyższym poziomie.

Tym razem emocje podgrzewają nie tylko nazwiska uczestników, ale także zapowiadane zmiany w składzie jurorskim. W ostatnich sezonach gwiazdy oceniali Iwona Pavlović, Tomasz Wygoda, Rafał Maserak i Ewa Kasprzyk. Jak wynika z medialnych doniesień, jedna z tych osób ma pożegnać się z programem jeszcze przed rozpoczęciem nowej edycji.

Na razie stacja nie zdradza, kto zajmie zwolnione miejsce przy jurorskim stole. Wiadomo jednak, że producenci chcą odświeżyć formułę programu i zadbać o jeszcze większe zainteresowanie widzów. To właśnie dlatego kompletowanie listy uczestników trwało wyjątkowo długo.

Pewne jest już, że na parkiecie zobaczymy Izabelę Kunę. To nazwisko zostało już ujawnione przez Plejadę.pl i wzbudziło spore zainteresowanie. Aktorka od lat cieszy się ogromną sympatią publiczności i bez wątpienia będzie jedną z najbardziej rozpoznawalnych uczestniczek nadchodzącego sezonu.

POLECAMY: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę

Mandaryna wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”

Jak udało się nieoficjalnie ustalić „Faktowi”, do grona gwiazd dołączy również Mandaryna, czyli Marta Wiśniewska. Dla wielu fanów będzie to jedna z największych niespodzianek tej edycji. Gwiazda od dłuższego czasu nie pojawiała się regularnie w dużych telewizyjnych projektach, dlatego jej powrót może wywołać niemałe zamieszanie.

Udział Mandaryny wydaje się jednak wyjątkowo logiczny. Zanim stała się wokalistką i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego show-biznesu, przez lata rozwijała karierę jako profesjonalna tancerka i choreografka. Taniec od zawsze był jej największą pasją i zawodowym fundamentem.

To właśnie dzięki pracy choreograficznej z zespołem Ich Troje nazwisko Marty Wiśniewskiej zaczęło pojawiać się w mediach coraz częściej. Później sama stanęła w świetle reflektorów, rozpoczynając karierę sceniczną. Jej występy przez lata wzbudzały ogromne zainteresowanie, a charakterystyczne układy taneczne stały się jej znakiem rozpoznawczym.

Dla widzów udział Mandaryny może być czymś więcej niż tylko kolejnym telewizyjnym występem. Wiele osób traktuje jej obecność w programie jako symboliczny powrót do korzeni i przypomnienie czasów, gdy była jedną z najgłośniejszych postaci polskiego show-biznesu.

Nie można też zapominać, że nazwisko Wiśniewska wciąż budzi ogromne emocje. Jej wieloletni związek z Michałem Wiśniewskim, narodziny dzieci oraz medialne zawirowania przez lata były szeroko komentowane. Każdy jej publiczny krok automatycznie staje się więc tematem licznych dyskusji.

Jeśli doniesienia się potwierdzą, jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” może okazać się jedną z najmocniejszych od lat. Powrót Mandaryny do wielkiego telewizyjnego formatu z pewnością przyciągnie przed ekrany zarówno wiernych fanów programu, jak i osoby, które od dawna czekały na jej ponowne pojawienie się w medialnym świecie. Wszystko wskazuje na to, że tej jesieni na parkiecie Polsatu nie zabraknie emocji, niespodzianek i głośnych nazwisk.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krzysztof Antkowiak zabrał głos ws. Edyty Górniak. Padły wymowne słowa

Cieszycie się z udziału Mandaryny w “Tańcu z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Mandaryna (fot. screen YouTube Kanał Zero)
Jurorzy (fot. Piętka Mieszko/AKPA) – zdjęcie prasowe Polsat (odcinek 6/wiosna 2025)
Rafał Maserak, Ewa Kasprzyk, Tomasz Wygoda, Iwona Pavlović (fot. AKPA/zdjęcie prasowe Polsat) – odcinek 10/jesień 2025
Rafał Maserak, Ewa Kasprzyk, Tomasz Wygoda, Iwona Pavlović (fot. Piętka Mieszko/AKPA) – zdjęcie prasowe Polsat (odcinek 5) z 12 października 2025
Kryształowa Kula (fot. AKPA/zdjęcie prasowe Polsat) – odcinek 10/jesień 2025
Jurorzy programu (fot. Paweł Wrzecion/AKPA) – zdjęcie prasowe Polsat (odcinek 2/jesień 2025)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Młodzieżowa Alicja Węgorzewska i piękna córka Przebindowskiego skradły show podczas premiery sztuki „Dyrektor Teatru”!

Opublikowano

w dniu

przez

Czwartkowa premiera spektaklu „Dyrektor teatru” w reżyserii Jakuba Przebindowskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej udowodniła, że dzieło Wolfganga Amadeusza Mozarta sprzed 240 lat może zachwycać świeżością, humorem i niezwykłą aktualnością. Twórcy przygotowali widowisko będące połączeniem komedii, opery i teatru muzycznego, wzbogacone efektownymi scenami baletowymi oraz projekcjami filmowymi. Publiczność nagrodziła artystów długimi owacjami, a wśród gości znaleźli się m.in. Ewa Kuklińska, Jerzy Maksymiuk, Mateusz Damięcki, Hanna Bakuła, Rafał Olbiński, Zofia Czernicka i Grażyna Brodzińska. Show podczas wieczoru skradła jednak Mia Przebindowska – córka reżysera i aktorki zachwyciła urodą i osobowością.

„Dyrektor teatru”, inspirowany mozartowską śpiewogrą „Der Schauspieldirektor”, w reżyserii Jakuba Przebindowskiego przenosi widzów do świata włoskiego kina lat 50. i 60. – epoki Federico Felliniego i słynnej Cinecittà. W filmowej wytwórni trwa casting do nowej produkcji, a o uwagę dyrektora i reżysera w jednej osobie walczą śpiewacy, aktorzy, tancerze i marzyciele liczący na wielką szansę.

Jakub Przebindowski odpowiadający za dramaturgię, adaptację i reżyserię podkreślał, że świat ludzi teatru od wieków pozostaje taki sam. – Zawody artystyczne związane z teatrem zawsze są wystawiane na próbę. Mechanizm się nie zmienia, nie zmieniają się narzędzia, jesteśmy ciągle tymi samymi ludźmi, którzy tak samo pragną, nienawidzą, podziwiają i bywają złośliwi – mówił reżyser.

W przedstawieniu obok błyskotliwych scen komediowych pojawiają się wirtuozowskie arie Mozarta wykonywane po włosku, a także muzyczne przeboje Marino Mariniego przywołujące atmosferę słonecznej Italii. Wyjątkową oprawę muzyczną stworzył Bastarda Mozart Ensemble pod kierownictwem prof. Tomasza Pokrzywińskiego, który był jednocześnie aranżerem, dyrygentem i wiolonczelistą.

POLECAMY: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę

Wyjątkowa Gina Ferrari Alicji Węgorzewskiej

Jednym z najmocniejszych punktów premiery była kreacja Alicji Węgorzewskiej-Whiskerd jako Giny Ferrari. Dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej stworzyła postać wyrazistą, pełną temperamentu i komediowego wdzięku. Choć, jak sama podkreśla, jej rola nie należy do największych, właśnie dzięki temu zyskuje szczególny charakter. Gina Ferrari nie jest artystką, lecz kobietą biznesu, która czuje się lepsza od świata sceny i próbuje wejść z dyrektorem teatru w korzystną współpracę. Węgorzewska z dużym wyczuciem wydobyła z tej bohaterki zarówno pewność siebie, jak i humorystyczny dystans. Jej obecność na scenie przykuwa uwagę, a elegancja i naturalna swoboda doskonale wpisują się w klimat włoskiego kina złotej ery.

Tego wieczoru Alicja Węgorzewska zachwyciła nie tylko swoim scenicznym wcieleniem, ale również iście młodzieżowym lookiem. Diwa operowa przybyła do Warszawskiej Opery Kameralnej ubrana w białą tunikę z czarnymi napisami z nazwami stolic najpopularniejszych państw świata. Pod spodem miła czarne body i seksowne legginsy.

Martyna Kliszewska zachwyciła jako Loretta Felli

Wśród bohaterów walczących o miejsce w świecie sztuki szczególnie wyróżniała się Martyna Kliszewska jako Loretta Felli. Aktorka stworzyła postać pełną emocji, marzeń i scenicznego uroku. Jej interpretacja znakomicie łączyła elementy komediowe z subtelną refleksją nad losem ludzi sceny. Kliszewska z wdziękiem i temperamentem budowała kolejne sceny, a jej kreacja stała się jednym z najjaśniejszych punktów wieczoru. Aktorka z dużą swobodą poruszała się pomiędzy teatralną farsą a muzyczną konwencją spektaklu, tworząc bohaterkę pełną wdzięku i autentyczności. Z perspektywy publiczności podziwiała ją córka Mia, która najwyraźniej w środowisku artystycznym czuje się jak ryba w wodzie. Piękna córka Martyny Kliszewskiej i Jakuba Przebindowskiego poszła w ślady rodziców i również związała się z teatrem, kulturą i sztuką. Studiuje scenografię w Mediolanie i ma już na koncie pierwsze zagraniczne sukcesy w tej kwestii. Znalazła jednak czas, by wziąć udział w premierze. Chętnie pozowała do zdjęć nie tylko z Kubą czy Martyną, ale również z innymi gośćmi. Widać, że doskonale zna się m.in. z Alicją Węgorzewską czy Rafałem Olbińskim.  

CZYTAJ TAKŻE: TYLKO U NAS! Doda GRZMI: 30% ludzi z ZAKAZEM posiadania DZIECI!?

Bogata obsada i znakomita warstwa muzyczna

W roli dyrektora Franka wystąpił Wojciech Wysocki, który z dużym wyczuciem komediowym kreował człowieka próbującego opanować chaos artystycznych temperamentów. Bankiera Rinaldiego zagrał równie utalentowany Rafał Zawierucha, a w postać asystenta Buffa wcielił się Władysław Grzywna. Na scenie pojawiła się również Dorota Kamińska jako Alberta Toro.

Warstwę operową współtworzyli śpiewacy: Teresa Marut i Anna Koehler jako Dulcinea Lucini, Adriana Ferfecka i Hanna Okońska w roli Signiory Argentiny oraz Ernest Tymczyszyn i Łukasz Ratajczak jako Rosignouolo.

Ważnym elementem widowiska okazał się także balet. Za choreografię odpowiadała Paulina Andrzejewska-Damięcka, żona Mateusza Damięckiego, który wraz z innymi gośćmi premierowego wieczoru gorąco oklaskiwał artystów. Na scenie wystąpili Nikola Zientarska, Magdalena Tandek i Julia Szuba, Krzysztof Jaros oraz Bartłomiej Kamiński.

Za scenografię odpowiadała Katarzyna Gabrat-Szymańska, kostiumy przygotowała Agnieszka Wyrwał, a całość dzięki filmowym projekcjom i dopracowanej oprawie wizualnej przywoływała atmosferę włoskiego kina lat 50. i 60.

Premiera „Dyrektora teatru” udowodniła, że Mozart wciąż potrafi bawić i wzruszać. W interpretacji Jakuba Przebindowskiego powstało widowisko pełne humoru, muzyki i tanecznej energii, przypominające, że za artystycznymi ambicjami zawsze kryją się ludzkie marzenia, emocje i nieustająca potrzeba bycia dostrzeżonym. Czwartkowy wieczór w Warszawskiej Operze Kameralnej pokazał również, że magia teatru nadal potrafi zatrzymać czas i poruszyć publiczność.

Fot. Warszawska Opera Kameralna – mat.press.
Tekst: Martyna Rokita – Marimar Studio dla portalu Przeambitni.PL

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością