showbiz
Małgorzata Tomaszewska pokazała się z mamą i niespodziewanie ujawniła prawdę o dzieciństwie i pracy w telewizji
Małgorzata Tomaszewska w ostatnich miesiącach stała się jedną z najbardziej komentowanych postaci polskiego show-biznesu. Jej transfer z TVP do TVN wzbudził ogromne emocje zarówno wśród widzów, jak i w mediach, a sama prezenterka coraz śmielej dzieli się prywatnymi refleksjami na temat swojej kariery i życia rodzinnego. W programie Mateusza Hładkiego „Mówię Wam” opowiedziała o kulisach pracy w telewizji, o wspomnieniach z dzieciństwa oraz o relacjach z rodzicami, ujawniając wiele dotąd nieznanych szczegółów. Dowiedz się więcej już teraz!
Kariera Małgorzaty Tomaszewskiej nabrała wyjątkowego tempa w ostatnich miesiącach. Jeszcze niedawno widzowie kojarzyli ją przede wszystkim z Telewizją Polską, gdzie prowadziła popularne formaty rozrywkowe, takie jak „Pytanie na śniadanie” z Aleksandrem Sikorą, „Dance Dance Dance” czy „The Voice of Poland”. Jednak po zmianach politycznych i reorganizacji w TVP prezenterka, podobnie jak wielu innych dziennikarzy, straciła swoje miejsce na antenie. Mimo tego nie zniechęciła się do pracy w mediach – wręcz przeciwnie, jej transfer do TVN został szeroko komentowany jako jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie telewizji w tym roku. Od kilku miesięcy regularnie pojawia się w programie „Dzień Dobry TVN”, a jej obecność cieszy się rosnącym zainteresowaniem i sympatią widzów.
Dziś Małgorzata Tomaszewska wystąpiła w talk-show „Mówię Wam” prowadzonym przez Mateusza Hładkiego na żywo w TVN7. Towarzyszyła jej mama – Katarzyna Calińska-Tomaszewska, była reprezentantka Polski w tenisie stołowym oraz ojczym – Pascal Mour, którzy łączyli się z Dubaju. Spotkanie stało się okazją do szczerych wyznań o życiu prywatnym prezenterki, jej relacjach rodzinnych oraz wpływie wychowania na późniejsze życie zawodowe. Dzięki temu widzowie mogli zobaczyć nie tylko profesjonalną stronę Tomaszewskiej, ale również jej rolę jako córki i matki.
W trakcie rozmowy Małgorzata przyznała, że przez pewien czas poważnie rozważała odejście z telewizji, choć nie było to spowodowane brakiem kontaktu z widzami.
To prawda, ale to było spowodowane, nie tym że, nie chciałam się kontaktować z państwem i być z ludźmi, tylko tym, że chciałam być z innymi ludźmi, czyli z moją rodziną i zastanawiałam się, czy będę w stanie przy tej dwójce dzieci pogodzić pracę – zaczęła.
Podkreśliła jednak, że pierwsze powroty na antenę rozwiały jej wątpliwości.
Rozwiały się moje wątpliwości […] kiedy byłam po raz pierwszy na antenie i pomyślałam “tego mi brakowało” – wspomniała.
POLECAMY: Margaret pilnie trafiła do SZPITALA i odwołała koncert – co się stało?
Jakim dzieckiem była Małgorzata Tomaszewska?
Chwilę później rozmowa przeniosła się na temat wychowania i wpływu rodziców na rozwój prezenterki. Katarzyna Calińska-Tomaszewska zdradziła, że jej podejście do wychowania córki było mocno ukształtowane przez sportowy charakter.
Małgosia była wychowywana taką dosyć twardą ręką. To zaowocowało […] To był zimny chów, ale oczywiście z ogromnym sercem, poświęceniem dla niej. powiedziała Katarzyna Calińska-Tomaszewska.
Jej słowa pokazują, że wymagania stawiane przez rodziców, choć być może czasami surowe, mogły przyczynić się do ukształtowania silnego charakteru i dyscypliny, które dziś pomagają Tomaszewskiej w pracy w telewizji. Sama prezenterka przyznała, że mama zawsze była wymagająca i nie rozdawała pochwał bez powodu.
Moja mama nie była nigdy taka, żeby niezależnie od tego co ja zrobię mnie chwalić. Ona mnie chwaliła, kiedy rzeczywiście uważała, że to co zrobiłam było dobre i do tej pory tak jest. To jej zawdzięczam, że dobrze mówię po polsku, zawsze poprawiała mnie na każdym kroku i nie było taryfy ulgowej – powiedziała prezenterka.
Katarzyna Calińska-Tomaszewska odpowiadając na pytanie Hładkiego przyznała także, że początkowo nie spodziewała się, że córka zrobi taką karierę.
Ciągnęło ją na scenę, przede wszystkim dlatego, że ona właściwie wychowała się w świetle kamer, z racji mojego męża Jana Tomaszewskiego. U nas zawsze były kamery, fotoreporterzy, zawsze było pełno mediów [….] Nie spodziewałam się absolutnie, to dla mnie wciąż dziwne, że ktoś ją rozpoznaje i prosi o autograf. To jest dla mnie wciąż niepojęte, bo przecież to moja córeczka – mówiła wzruszona.
POLECAMY: Karolina Gilon zachorowała – jej stan zdrowia gwałtownie się pogorszył: “Nie dam się!”
Blaski i cienie pracy w show-biznesie
Pytana przez prowadzącego, czy od zawsze marzyła o pracy w telewizji, Małgorzata Tomaszewska przyznała, że jej pierwotne plany były zupełnie inne.
Nie […] Ja od zawsze chciałam być żoną i mamą, zawsze chciałam założyć rodzinę […] Chciałam być książczynką w Wielkiej Brytanii. Swego czasu chciałam pracować w marketingu, robić największe reklamy na świecie – opowiedziała.
W rozmowie tej widać jej dystans do medialnego świata, a jednocześnie świadomość, że los i okoliczności skierowały ją na drogę, która dziś przynosi jej zawodowe sukcesy.
Mateusz Hładki poruszył także temat blasków i cieni pracy w show-biznesie. Małgorzata Tomaszewska przyznała, że choć praca daje wiele satysfakcji i pozwala realizować pasje, wymaga też odporności psychicznej.
Tych blasków jest sporo, robimy to co lubimy, budujemy swoje nazwisko niezależnie gdzie się znajdujemy […] Natomiast jeśli chodzi o te cienie to w moim przypadku – psychika, trzeba mieć silną psychika. Ja chyba mam, po tych wielu latach ta skóra jest twarda i gruba – wspominała.
Rozmowa w „Mówię Wam” ujawniła także, jak ważna dla Tomaszewskiej jest równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Pomimo intensywnej pracy w telewizji, prezenterka podkreśla, że bycie mamą dwójki dzieci i dbanie o rodzinę jest dla niej priorytetem. Widać, że doświadczenia z dzieciństwa, wymagające wychowanie i sportowy charakter mamy, w dużym stopniu ukształtowały jej podejście do życia, pracy i odpowiedzialności wobec najbliższych.
Historia Małgorzaty Tomaszewskiej to opowieść o połączeniu dyscypliny, rodzinnych wartości i zawodowej pasji. Jej sukces w TVN, przy jednoczesnym pogodzeniu życia prywatnego i troski o rodzinę, pokazuje, że determinacja i wsparcie najbliższych mogą pomóc w osiąganiu celów, nawet w wymagającym świecie mediów. Prezenterka udowadnia, że ciężka praca, konsekwencja i silna psychika są kluczem do sukcesu, a przy tym można pozostać sobą i realizować marzenia.
Widzowie stacji TVN obecnie mogą wypatrywać Małgorzatę Tomaszewską w programie „Dzień Dobry TVN”, który emitowany jest codziennie od 7:45. Prezenterka regularnie prowadzi poranne segmenty, dzieląc się zarówno aktualnymi wydarzeniami, jak i ciekawostkami ze świata show-biznesu, a jej obecność przyciąga wiernych widzów, którzy chętnie śledzą jej poczynania zarówno w telewizji, jak i mediach społecznościowych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kinga Rusin wróciła do “Dzień dobry TVN”! Duet z Piotrem Kraśko skomentowała sama Anna Kalczyńska
A Wy lubicie oglądać Małgorzatę Tomaszewską w śniadaniówce? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!






Autor: Szymon Jedynak
news
Polski influencer miał poważny wypadek. Internauci ruszyli ze wsparciem
Nikt nie spodziewał się, że zwykły trening zakończy się tak niebezpiecznie. Znany influencer i miłośnik ekstremalnych wyzwań nagle zniknął z aktywności, a teraz ujawnił, przez co musiał przejść. Zdjęcia i relacja, które opublikował, poruszyły fanów. Dowiedz się więcej!
Kamil Szymczak od lat udowadnia, że nie boi się przekraczać własnych granic. W mediach społecznościowych zasłynął dzięki wymagającym wyzwaniom sportowym, podróżom oraz aktywnościom, które dla wielu osób wydają się wręcz niemożliwe do zrealizowania. Jego obserwatorzy przyzwyczaili się do tego, że niemal nieustannie stawia sobie kolejne ambitne cele.
Popularność przyniósł mu nie tylko internet. Dwa lata temu Kamil Szymczak pojawił się także w programie TVN „Drag Me Out. Czas na Show”, gdzie dał się poznać szerszej publiczności. Od tamtego czasu jego kariera nabrała jeszcze większego tempa, a liczba fanów stale rosła.
W ostatnich tygodniach influencer intensywnie przygotowywał się do kolejnego wielkiego wyzwania. Jego celem było zdobycie austriackiego szczytu Grossglockner, który wznosi się na wysokość ponad 3700 metrów nad poziomem morza. Wszystko wskazywało na to, że plan zostanie zrealizowany zgodnie z harmonogramem.
POLECAMY: Mandaryna wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”. Polsat dopiął swego?
Kamil Szymczak miał wypadek. Co się stało?
Niespodziewanie jednak doszło do zdarzenia, które całkowicie pokrzyżowało jego plany. Jak sam przyznał, podczas jednej z rowerowych wypraw miał bardzo poważny wypadek. Co ciekawe, przez kilka dni nie mówił o całej sytuacji publicznie.
Dopiero teraz zdecydował się opublikować szczere wyznanie oraz zdjęcia pokazujące skutki upadku. Jak przyznał, wszystko wydarzyło się w najmniej spodziewanym momencie — tuż przed zakończeniem wielogodzinnej przejażdżki.
“Po pięciogodzinnej przejażdżce, na ostatnim kilometrze przed domkiem, przekonałem się, jak twardy potrafi być asfalt. Skończyło się szwami, uszkodzonymi zębami i kilkoma nieplanowanymi dniami przerwy” – czytamy.
Relacja influencera natychmiast wywołała ogromne poruszenie wśród obserwatorów. Wielu fanów było zszokowanych skalą obrażeń i przyznało, że zdjęcia opublikowane przez Kamila Szymczaka robią ogromne wrażenie. Nie brakowało również słów wsparcia i życzeń szybkiego powrotu do zdrowia.
Mimo trudnych doświadczeń influencer stara się patrzeć na całą sytuację z dystansem. W dalszej części wpisu podkreślił, że jest wdzięczny losowi, ponieważ konsekwencje mogły okazać się znacznie poważniejsze.
“Paradoksalnie jestem jednak bardzo spokojny i wdzięczny, bo wiem, że mogło skończyć się dużo gorzej. Sporty ekstremalne dają niesamowite wspomnienia, ale niosą też ryzyko. To ryzyko zawsze było częścią drogi, którą świadomie wybieram. Wrócę. Najpierw po zdrowie, potem po Grossglockner. Uważajcie na siebie!” – poinformował.
Pod wpisem szybko pojawiły się setki komentarzy. Głos zabrały również znane osoby. Wśród nich znalazła się Honorata Skarbek, która nie kryła swojego poruszenia całą sytuacją.
“Omg! Trzymaj się, mam nadzieję, że szybko wrócisz do sprawności i spełniania marzeń” – napisała wokalistka.
Równie aktywni byli fani influencera. W komentarzach można było przeczytać między innymi:
„Najważniejsze, że żyjesz i wracasz do zdrowia”, „Zdrowie jest teraz najważniejsze, góry poczekają”, „Ale miałeś szczęście, trzymaj się!”, „Jesteś wojownikiem, szybko wrócisz do formy”, „Wypoczywaj”, „Wracaj do zdrowia” – pisali fani.
Wygląda na to, że mimo bolesnych obrażeń Kamil Szymczak nie zamierza rezygnować ze swoich marzeń. Najpierw czeka go jednak rehabilitacja i powrót do pełnej sprawności. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, influencer wyruszy jeszcze po zdobycie wymarzonego Grossglocknera, udowadniając, że nawet najtrudniejsze przeszkody nie są w stanie zatrzymać człowieka zdeterminowanego do realizacji swoich celów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę
Jakiego influencera śledzicie w social mediach? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
showbiz
Helena Englert w „Tańcu z Gwiazdami”. Co z Beatą Ścibakówną?
Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Właśnie oficjalnie ujawniono kolejną uczestniczkę programu, a jej nazwisko od lat wywołuje gorące dyskusje w świecie show-biznesu i teatru. Czy udział w tanecznym show pozwoli jej ostatecznie wyjść z cienia sławnych rodziców? Dowiedz się więcej!
Nazwisko Heleny Englert od dawna budzi zainteresowanie mediów i widzów. Nie ma w tym nic dziwnego – jest córką dwojga wybitnych aktorów: Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Od najmłodszych lat dorastała w otoczeniu sztuki, teatru i filmu, obserwując z bliska pracę jednych z najbardziej cenionych artystów w Polsce.
Choć dla wielu osób takie rodzinne pochodzenie mogłoby wydawać się przepustką do kariery, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Helena Englert od początku musiała mierzyć się z zarzutami, że sukcesy zawdzięcza przede wszystkim nazwisku. Każdy kolejny projekt wywoływał dyskusje, czy za jej obecnością stoi talent, czy rodzinne koneksje.
Młoda aktorka konsekwentnie jednak budowała własną pozycję zawodową. Widzowie mogli oglądać ją w takich produkcjach jak „Algorytm miłości”, „#BringBackAlice” czy popularnej „Diagnozie”. Szczególną rozpoznawalność przyniosła jej jednak rola w serialu „Barwy szczęścia”, gdzie przez kilka lat rozwijała swój warsztat na oczach milionów Polaków.
W ostatnim czasie znów zrobiło się o niej głośno za sprawą powrotu „Rodzinki.pl”. W serialu zaprezentowała dojrzalsze i bardziej wyraziste aktorstwo, pokazując, że nie zamierza być jedynie „córką znanych rodziców”, ale artystką pracującą na własne nazwisko.
Jednym z najgłośniejszych momentów w jej karierze była bez wątpienia rola Ofelii w „Hamlecie”. Spektakl miał szczególny charakter, ponieważ był pożegnaniem Jana Englerta z Teatrem Narodowym. Na scenie obok córki pojawiła się również Beata Ścibakówna, co natychmiast wywołało lawinę komentarzy.
W mediach i środowisku teatralnym często pojawiało się wtedy słowo „nepotyzm”. Krytycy zarzucali rodzinie promowanie własnych członków, jednak wielu recenzentów podkreślało, że Helena Englert obroniła się talentem. Jej interpretacja Ofelii została doceniona za emocjonalną głębię oraz dojrzałość, której nie spodziewali się nawet sceptycy.
POLECAMY: Mandaryna wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”. Polsat dopiął swego?
Jak poradzi sobie w “Tańcu z Gwiazdami”?
Teraz przed aktorką zupełnie nowe wyzwanie. Jak ogłoszono w programie „Halo tu Polsat”, Helena Englert oficjalnie dołączyła do grona uczestników najnowszej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Informacja natychmiast obiegła media społecznościowe i wywołała falę komentarzy.
“Czad; Brawo; Bardzo dobry wybór; Ale mocne otwarcie listy; Hela będzie tam wymiatać; Super” – komentowali fani programu.
Co ciekawe, plotki o jej możliwym udziale pojawiały się już kilka miesięcy temu. Wówczas spekulowano nie tylko o starcie samej Heleny Englert, ale również jej mamy, Beaty Ścibakówny. Ostatecznie potwierdzono jednak wyłącznie udział młodej aktorki, a kwestia obecności jej matki pozostaje nadal zagadką.
Dla wielu widzów będzie to okazja, by zobaczyć Helenę Englert w zupełnie nowej odsłonie. Dotychczas kojarzona głównie z planami filmowymi i sceną teatralną, teraz stanie przed wyzwaniem wymagającym nie tylko talentu, ale również ogromnej dyscypliny, wytrzymałości i odporności psychicznej.
Jedno jest pewne – jej udział już teraz należy do najgłośniejszych ogłoszeń nowego sezonu. Widzowie z pewnością będą śledzić nie tylko jej taneczne postępy, ale także to, czy uda jej się po raz kolejny udowodnić, że na swoją pozycję zapracowała samodzielnie. Jesienią wszystkie oczy będą skierowane właśnie na Helenę Englert, która stanie do walki o Kryształową Kulę i sympatię publiczności.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę
Myślicie, że Helena ma szansę zdobyć Kryształową Kulę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
showbiz
Mandaryna wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”. Polsat dopiął swego?
Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zapowiada się wyjątkowo gorąco. Produkcja szykuje zmiany, które mogą wywołać niemałe poruszenie wśród widzów, a na liście uczestników pojawiają się coraz bardziej zaskakujące nazwiska. Jedno z nich szczególnie elektryzuje fanów programu. Dowiedz się więcej!
Jesienią na antenę Polsatu powróci jeden z najpopularniejszych formatów rozrywkowych w Polsce. „Taniec z Gwiazdami” od lat przyciąga przed telewizory miliony widzów, a każda kolejna edycja budzi ogromne emocje jeszcze przed oficjalnym startem. Nic więc dziwnego, że produkcja dokłada wszelkich starań, by skompletować obsadę, która zagwarantuje widowisko na najwyższym poziomie.
Tym razem emocje podgrzewają nie tylko nazwiska uczestników, ale także zapowiadane zmiany w składzie jurorskim. W ostatnich sezonach gwiazdy oceniali Iwona Pavlović, Tomasz Wygoda, Rafał Maserak i Ewa Kasprzyk. Jak wynika z medialnych doniesień, jedna z tych osób ma pożegnać się z programem jeszcze przed rozpoczęciem nowej edycji.
Na razie stacja nie zdradza, kto zajmie zwolnione miejsce przy jurorskim stole. Wiadomo jednak, że producenci chcą odświeżyć formułę programu i zadbać o jeszcze większe zainteresowanie widzów. To właśnie dlatego kompletowanie listy uczestników trwało wyjątkowo długo.
Pewne jest już, że na parkiecie zobaczymy Izabelę Kunę. To nazwisko zostało już ujawnione przez Plejadę.pl i wzbudziło spore zainteresowanie. Aktorka od lat cieszy się ogromną sympatią publiczności i bez wątpienia będzie jedną z najbardziej rozpoznawalnych uczestniczek nadchodzącego sezonu.
POLECAMY: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę
Mandaryna wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”
Jak udało się nieoficjalnie ustalić „Faktowi”, do grona gwiazd dołączy również Mandaryna, czyli Marta Wiśniewska. Dla wielu fanów będzie to jedna z największych niespodzianek tej edycji. Gwiazda od dłuższego czasu nie pojawiała się regularnie w dużych telewizyjnych projektach, dlatego jej powrót może wywołać niemałe zamieszanie.
Udział Mandaryny wydaje się jednak wyjątkowo logiczny. Zanim stała się wokalistką i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego show-biznesu, przez lata rozwijała karierę jako profesjonalna tancerka i choreografka. Taniec od zawsze był jej największą pasją i zawodowym fundamentem.
To właśnie dzięki pracy choreograficznej z zespołem Ich Troje nazwisko Marty Wiśniewskiej zaczęło pojawiać się w mediach coraz częściej. Później sama stanęła w świetle reflektorów, rozpoczynając karierę sceniczną. Jej występy przez lata wzbudzały ogromne zainteresowanie, a charakterystyczne układy taneczne stały się jej znakiem rozpoznawczym.
Dla widzów udział Mandaryny może być czymś więcej niż tylko kolejnym telewizyjnym występem. Wiele osób traktuje jej obecność w programie jako symboliczny powrót do korzeni i przypomnienie czasów, gdy była jedną z najgłośniejszych postaci polskiego show-biznesu.
Nie można też zapominać, że nazwisko Wiśniewska wciąż budzi ogromne emocje. Jej wieloletni związek z Michałem Wiśniewskim, narodziny dzieci oraz medialne zawirowania przez lata były szeroko komentowane. Każdy jej publiczny krok automatycznie staje się więc tematem licznych dyskusji.
Jeśli doniesienia się potwierdzą, jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” może okazać się jedną z najmocniejszych od lat. Powrót Mandaryny do wielkiego telewizyjnego formatu z pewnością przyciągnie przed ekrany zarówno wiernych fanów programu, jak i osoby, które od dawna czekały na jej ponowne pojawienie się w medialnym świecie. Wszystko wskazuje na to, że tej jesieni na parkiecie Polsatu nie zabraknie emocji, niespodzianek i głośnych nazwisk.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krzysztof Antkowiak zabrał głos ws. Edyty Górniak. Padły wymowne słowa
Cieszycie się z udziału Mandaryny w “Tańcu z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!






Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Młodzieżowa Alicja Węgorzewska i piękna córka Przebindowskiego skradły show podczas premiery sztuki „Dyrektor Teatru”!
Czwartkowa premiera spektaklu „Dyrektor teatru” w reżyserii Jakuba Przebindowskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej udowodniła, że dzieło Wolfganga Amadeusza Mozarta sprzed 240 lat może zachwycać świeżością, humorem i niezwykłą aktualnością. Twórcy przygotowali widowisko będące połączeniem komedii, opery i teatru muzycznego, wzbogacone efektownymi scenami baletowymi oraz projekcjami filmowymi. Publiczność nagrodziła artystów długimi owacjami, a wśród gości znaleźli się m.in. Ewa Kuklińska, Jerzy Maksymiuk, Mateusz Damięcki, Hanna Bakuła, Rafał Olbiński, Zofia Czernicka i Grażyna Brodzińska. Show podczas wieczoru skradła jednak Mia Przebindowska – córka reżysera i aktorki zachwyciła urodą i osobowością.
„Dyrektor teatru”, inspirowany mozartowską śpiewogrą „Der Schauspieldirektor”, w reżyserii Jakuba Przebindowskiego przenosi widzów do świata włoskiego kina lat 50. i 60. – epoki Federico Felliniego i słynnej Cinecittà. W filmowej wytwórni trwa casting do nowej produkcji, a o uwagę dyrektora i reżysera w jednej osobie walczą śpiewacy, aktorzy, tancerze i marzyciele liczący na wielką szansę.
Jakub Przebindowski odpowiadający za dramaturgię, adaptację i reżyserię podkreślał, że świat ludzi teatru od wieków pozostaje taki sam. – Zawody artystyczne związane z teatrem zawsze są wystawiane na próbę. Mechanizm się nie zmienia, nie zmieniają się narzędzia, jesteśmy ciągle tymi samymi ludźmi, którzy tak samo pragną, nienawidzą, podziwiają i bywają złośliwi – mówił reżyser.
W przedstawieniu obok błyskotliwych scen komediowych pojawiają się wirtuozowskie arie Mozarta wykonywane po włosku, a także muzyczne przeboje Marino Mariniego przywołujące atmosferę słonecznej Italii. Wyjątkową oprawę muzyczną stworzył Bastarda Mozart Ensemble pod kierownictwem prof. Tomasza Pokrzywińskiego, który był jednocześnie aranżerem, dyrygentem i wiolonczelistą.
POLECAMY: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę
Wyjątkowa Gina Ferrari Alicji Węgorzewskiej
Jednym z najmocniejszych punktów premiery była kreacja Alicji Węgorzewskiej-Whiskerd jako Giny Ferrari. Dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej stworzyła postać wyrazistą, pełną temperamentu i komediowego wdzięku. Choć, jak sama podkreśla, jej rola nie należy do największych, właśnie dzięki temu zyskuje szczególny charakter. Gina Ferrari nie jest artystką, lecz kobietą biznesu, która czuje się lepsza od świata sceny i próbuje wejść z dyrektorem teatru w korzystną współpracę. Węgorzewska z dużym wyczuciem wydobyła z tej bohaterki zarówno pewność siebie, jak i humorystyczny dystans. Jej obecność na scenie przykuwa uwagę, a elegancja i naturalna swoboda doskonale wpisują się w klimat włoskiego kina złotej ery.
Tego wieczoru Alicja Węgorzewska zachwyciła nie tylko swoim scenicznym wcieleniem, ale również iście młodzieżowym lookiem. Diwa operowa przybyła do Warszawskiej Opery Kameralnej ubrana w białą tunikę z czarnymi napisami z nazwami stolic najpopularniejszych państw świata. Pod spodem miła czarne body i seksowne legginsy.
Martyna Kliszewska zachwyciła jako Loretta Felli
Wśród bohaterów walczących o miejsce w świecie sztuki szczególnie wyróżniała się Martyna Kliszewska jako Loretta Felli. Aktorka stworzyła postać pełną emocji, marzeń i scenicznego uroku. Jej interpretacja znakomicie łączyła elementy komediowe z subtelną refleksją nad losem ludzi sceny. Kliszewska z wdziękiem i temperamentem budowała kolejne sceny, a jej kreacja stała się jednym z najjaśniejszych punktów wieczoru. Aktorka z dużą swobodą poruszała się pomiędzy teatralną farsą a muzyczną konwencją spektaklu, tworząc bohaterkę pełną wdzięku i autentyczności. Z perspektywy publiczności podziwiała ją córka Mia, która najwyraźniej w środowisku artystycznym czuje się jak ryba w wodzie. Piękna córka Martyny Kliszewskiej i Jakuba Przebindowskiego poszła w ślady rodziców i również związała się z teatrem, kulturą i sztuką. Studiuje scenografię w Mediolanie i ma już na koncie pierwsze zagraniczne sukcesy w tej kwestii. Znalazła jednak czas, by wziąć udział w premierze. Chętnie pozowała do zdjęć nie tylko z Kubą czy Martyną, ale również z innymi gośćmi. Widać, że doskonale zna się m.in. z Alicją Węgorzewską czy Rafałem Olbińskim.
CZYTAJ TAKŻE: TYLKO U NAS! Doda GRZMI: 30% ludzi z ZAKAZEM posiadania DZIECI!?
Bogata obsada i znakomita warstwa muzyczna
W roli dyrektora Franka wystąpił Wojciech Wysocki, który z dużym wyczuciem komediowym kreował człowieka próbującego opanować chaos artystycznych temperamentów. Bankiera Rinaldiego zagrał równie utalentowany Rafał Zawierucha, a w postać asystenta Buffa wcielił się Władysław Grzywna. Na scenie pojawiła się również Dorota Kamińska jako Alberta Toro.
Warstwę operową współtworzyli śpiewacy: Teresa Marut i Anna Koehler jako Dulcinea Lucini, Adriana Ferfecka i Hanna Okońska w roli Signiory Argentiny oraz Ernest Tymczyszyn i Łukasz Ratajczak jako Rosignouolo.
Ważnym elementem widowiska okazał się także balet. Za choreografię odpowiadała Paulina Andrzejewska-Damięcka, żona Mateusza Damięckiego, który wraz z innymi gośćmi premierowego wieczoru gorąco oklaskiwał artystów. Na scenie wystąpili Nikola Zientarska, Magdalena Tandek i Julia Szuba, Krzysztof Jaros oraz Bartłomiej Kamiński.
Za scenografię odpowiadała Katarzyna Gabrat-Szymańska, kostiumy przygotowała Agnieszka Wyrwał, a całość dzięki filmowym projekcjom i dopracowanej oprawie wizualnej przywoływała atmosferę włoskiego kina lat 50. i 60.
Premiera „Dyrektora teatru” udowodniła, że Mozart wciąż potrafi bawić i wzruszać. W interpretacji Jakuba Przebindowskiego powstało widowisko pełne humoru, muzyki i tanecznej energii, przypominające, że za artystycznymi ambicjami zawsze kryją się ludzkie marzenia, emocje i nieustająca potrzeba bycia dostrzeżonym. Czwartkowy wieczór w Warszawskiej Operze Kameralnej pokazał również, że magia teatru nadal potrafi zatrzymać czas i poruszyć publiczność.























Fot. Warszawska Opera Kameralna – mat.press.
Tekst: Martyna Rokita – Marimar Studio dla portalu Przeambitni.PL
-
news3 dni temuMichał Wiśniewski komentuje rozpad małżeństwa. Tak dziś mówi o Poli
-
news4 dni temuTakie słowa Donald Trump miał skierować do Karola Nawrockiego
-
news4 dni temuTyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?
-
moda5 dni temuTak Roxie Węgiel ubrała się na chrześcijański festiwal. Internauci podzieleni
-
news5 dni temuMonika Richardson OSTRO o Woźniak-Starak. Te słowa mogą zaboleć
-
news4 dni temuDorota Gardias ODCHODZI z TVN? Jest jasny komunikat
-
news5 dni temuSkolim ma OBROŃCĘ? Donatan dodał oliwy do ognia
-
news3 dni temuAneta Zając i Mikołaj Krawczyk zakończą wieloletni konflikt? Padły ważne słowa

Dodaj komentarz