Śledź nas

showbiz

Wojtek ze “Ślubu od pierwszego wejrzenia” w żałobie po stracie najbliższej osoby

Opublikowano

w dniu

Życie Wojciecha Janika zmieniło się w dramatyczny sposób. Uczestnik programu „Ślub od pierwszego wejrzenia” właśnie pożegnał swoją ukochaną mamę, a jego emocjonalny wpis w mediach społecznościowych z pewnością wywołał falę współczucia wśród fanów. Wojtek nie kryje bólu i dzieli się trudnymi doświadczeniami, które wstrząsnęły jego światem. Dowiedz się więcej!

Wojciech Janik, który zdobył popularność dzięki udziałowi w czwartej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, od lat utrzymuje kontakt z fanami za pośrednictwem mediów społecznościowych. Pokazywał fragmenty swojego życia prywatnego, a fani mogli obserwować zarówno jego radości, jak i wyzwania. Teraz jednak udostępnił wiadomość, która wstrząsnęła jego obserwatorami – jego ukochana mama zmarła po walce z nieoperacyjnym glejakiem IV stopnia.

Choroba mamy Wojtka zaczęła się nagle i zaskakująco. W lipcu okazało się, że wcześniejszy udar mózgu, który zdiagnozowano u kobiety, w rzeczywistości był objawem guza mózgu. Dla całej rodziny uczestnika programu był to ogromny szok. Wojtek opisywał, że zamiast cieszyć się nowym domem i planowaną wyprowadzką, jego życie obróciło się o 180 stopni. Na Instagramie Wojciech Janik zwrócił się do swoich fanów z prośbą o wsparcie. Napisał wtedy:

Jakiś czas temu zdiagnozowali u mojej mamy udar mózgu, który okazał się po paru miesiącach, w lipcu, że jest to guz mózgu. Zamiast cieszyć się nowym domem i wyprowadzką, nasze życie się odwróciło o 180 stopni i chciałbym spytać Was… Ponieważ dzisiaj po biopsji, która wykazała, że jest to glejak IV stopnia, nieoperacyjny, nie nadający się na radioterapię, gdyż moja mama jest bardzo słaba, powiedzieli, że tylko czekać – wyznał wówczas.

POLECAMY: Maciej Musiał pokazał SZEŚCIOPAK i rozgrzał fanki! Zobacz, jak zdjęcie skomentowała Maria Dębska

Mama uczestnika “ŚOPW” nie żyje po trudnej walce!

Pomimo intensywnej opieki i wsparcia rodziny, stan zdrowia mamy uczestnika programu nie poprawiał się. Choroba postępowała w szybkim tempie, a glejak okazał się nieoperacyjny, co oznaczało, że szanse na wyleczenie były praktycznie zerowe. Wojtek opisywał te chwile jako najtrudniejsze w swoim życiu, dzieląc się z fanami uczuciami bezsilności i smutku.

Śmierć mamy była dla Wojciecha Janika ogromnym ciosem.

Dzisiaj o 11, odeszła moja mama. Jedna z ważniejszych osób w moim życiu. I choć nie wyobrażam sobie jak mam żyć bez niej, to jestem dumny, że była moją mamą – napisał 8 lipca.

W mediach społecznościowych napisał:

Moi Drodzy nagrałem tę rolkę, żeby doszła informacja do mojej dalszej części rodziny oraz tak samo do wszystkich znajomych mojej mamy, bo wiem, że mnie obserwują. Tyle ile zdołam, to poinformuję osobiście, ale jeśli kogoś bym pominął bardzo mi przykro, dlatego uznałem, że XXI wiek trochę w tym pomoże. Informacje na temat pogrzebu będę dodawał w dniach kolejnych – powiedział.

Choroba mamy uczestnika programu pokazuje też, jak kruchy jest ludzki los. Glejak IV stopnia to jedna z najbardziej agresywnych postaci raka mózgu, a brak możliwości operacji oznacza, że pacjent pozostaje zdany wyłącznie na opiekę paliatywną. Wojtek nie szczędził słów na temat tego, jak ciężkie były dla niego ostatnie miesiące i jak bardzo cierpiała jego mama.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TVP ma powody do radości? Znamy wyniki oglądalności pierwszego odcinka serialu „Rodzinki.pl”

Oglądacie nowe odcinki “Ślubu od pierwszego wejrzenia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Wojciech Janik (fot. screen Instagram Story Wojciech Janik) – 8 września 2025
Wojciech Janik (fot. screen Instagram Story Wojciech Janik) – 8 września 2025
Wojciech Janik (fot. screen Instagram Wojciech Janik)
Wojciech Janik (fot. screen Instagram Wojciech Janik)
Wojciech Janik (fot. screen Instagram Wojciech Janik)
Wojciech Janik (fot. screen Instagram Wojciech Janik)

Autor: SJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Kurdej-Szatan zabrała głos ws. POLITYKI. Padły szokujące słowa o jej domu

Opublikowano

w dniu

przez

Barbara Kurdej-Szatan przez lata unikała rozmów o polityce, choć sama znalazła się w centrum jednej z największych medialnych burz ostatnich lat. Teraz aktorka ponownie zabrała głos i zdradziła, jak dziś patrzy na tamte wydarzenia oraz dlaczego nie widzi siebie w świecie polityki. Dowiedz się więcej, co powiedziała!

Barbara Kurdej-Szatan od dawna należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek i prezenterek. Jej kariera rozwijała się błyskawicznie, a sympatia widzów sprawiła, że stała się jedną z najpopularniejszych gwiazd telewizji. W pewnym momencie jej życie zawodowe zostało jednak zdominowane przez wydarzenia, które wykraczały daleko poza świat show-biznesu.

Kilka lat temu aktorka znalazła się w samym środku ogólnopolskiej dyskusji po emocjonalnym wpisie dotyczącym sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Jej mocne słowa odbiły się szerokim echem i wywołały lawinę komentarzy. Przez długi czas temat wracał zarówno w mediach, jak i podczas kolejnych wywiadów z gwiazdą.

Dziś Barbara Kurdej-Szatan podchodzi do tego wszystkiego z większym dystansem. W najnowszej rozmowie przyznała, że choć interesuje się sprawami publicznymi, to nie wyobraża sobie, by sama weszła do świata wielkiej polityki. Jak podkreśliła, nie jest przekonana, czy odnalazłaby się w takiej rzeczywistości.

“Nie wiem, czy odnalazłabym się w tym świecie” — wyznała w rozmowie z “Faktem”, dając jasno do zrozumienia, że polityczna kariera nie znajduje się na liście jej planów. Jednocześnie nie ukrywa, że kwestie społeczne i publiczne od zawsze były obecne w jej życiu.

POLECAMY: Smolasty zaliczył wielką WPADKĘ? Menedżer nie wytrzymał

Barbara Kurdej-Szatan przerwała milczenie. Powiedziała, jak jest z polityką w jej domu

Okazuje się bowiem, że Barbara Kurdej-Szatan wychowała się w domu, w którym o polityce rozmawiało się bardzo często. W rozmowie zdradziła, że jej mama przez wiele lat angażowała się w działalność publiczną i była związana z Unią Wolności, pełniąc funkcję radnej Opola.

Barbara Kurdej-Szatan przyznała, że właśnie dzięki rodzinnej atmosferze od najmłodszych lat miała kontakt z tematami społecznymi i obywatelskimi. Wspominała również opowieści mamy o dawnych realiach politycznych i o tym, jak bardzo różniły się one od dzisiejszej rzeczywistości.

“Moja mama wiele lat była w Unii Wolności i była radną Opola, więc… Ona jakoś tak opowiada, że wtedy, wiesz, może sam fakt, że była w Opolu, to były czasy, jak jeszcze był Tadeusz Mazowiecki, ona najeździła się na jakieś tam spotkania i bardzo była zaangażowana, ale powiedziała, że polityka nie była wtedy tak okrutna jak jest teraz” – wyznała w tej samej rozmowie.

Mimo rodzinnych doświadczeń aktorka nie zamierza jednak zmieniać swojej zawodowej ścieżki. Jak sama podkreśliła, scena i praca artystyczna dają jej wszystko to, czego potrzebuje – poczucie spełnienia, wolności i bezpieczeństwa. Nie wyobraża sobie porzucenia tego świata na rzecz politycznych sporów.

“I jednak scena daje mi tak dużo spełnienia, poczucia bezpieczeństwa, radości i wolności, że ja bym nie mogła tego zostawić na rzecz bycia politykiem” – dodała.

Barbara Kurdej-Szatan zdradziła również, że z biegiem czasu zaczęła świadomie ograniczać ilość politycznych treści, które do niej docierają. Jak wyznała, w pewnym momencie algorytmy mediów społecznościowych nieustannie podsuwały jej wiadomości dotyczące polityki i dramatycznych wydarzeń, co stało się dla niej zwyczajnie przytłaczające.

“Myślę, że był moment, kiedy bardzo dużo widziałam tych treści na wszystkich stronach. Właściwie algorytm sam podrzucał mi te informacje, ale tego było tak dużo i tak dużo też jakichś takich nie tylko politycznych, ale też drastycznych różnych informacji, po prostu ograniczyłam to sobie, bo już miałam serdecznie dość” – stwierdziła aktorka.

Na koniec aktorka zdradziła, że w jej domu to przede wszystkim mąż – Rafał Szatan śledzi bieżące wydarzenia i regularnie ogląda kanały informacyjne. Ona sama woli zachować równowagę i po intensywnym dniu skupić się na rodzinie oraz czasie spędzanym z dziećmi. Jak przyznała z uśmiechem:

“A w domu to Rafał włącza w kółko TVN24… Ja oczywiście bardzo szanuję TVN24, ale mam… Wolę jednak obejrzeć coś z dziećmi” – dodała.

Wygląda więc na to, że mimo licznych pytań i spekulacji, Barbara Kurdej-Szatan nie zamierza wracać do politycznych sporów na pełen etat i konsekwentnie stawia na życie rodzinne oraz rozwój swojej kariery artystycznej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu

A Wy lubicie oglądać kanały informacyjne? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Barbara Kurdej-Szatan (fot. screen Instagram Basia Kurdej-Szatan)
Barbara Kurdej-Szatan (fot. screen Instagram Basia Kurdej-Szatan)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Smolasty zaliczył wielką WPADKĘ? Menedżer nie wytrzymał

Opublikowano

w dniu

przez

Ponad dwugodzinne opóźnienie koncertu wywołało prawdziwą burzę w sieci. Fani nie kryli rozczarowania i zarzucali artyście brak szacunku, ale teraz druga strona przedstawia własną wersję wydarzeń. Co naprawdę stało za głośną wpadką? Dowiedz się więcej!

W miniony weekend w Polkowicach odbyło się jedno z największych muzycznych wydarzeń regionu. Podczas Dni Polkowic na scenie pojawiło się wiele znanych nazwisk, a publiczność mogła bawić się przy występach takich artystów jak Skolim, Kalwi i Remi czy Smolasty. To właśnie koncert popularnego rapera miał być główną atrakcją sobotniego wieczoru.

Na występ Smolastego czekały tłumy fanów, którzy od godzin wieczornych gromadzili się pod sceną. Zgodnie z harmonogramem artysta miał rozpocząć koncert o godzinie 23:30. Czas jednak mijał, a na scenie wciąż go nie było. Organizatorzy apelowali o cierpliwość, ale z każdą kolejną minutą atmosfera robiła się coraz bardziej nerwowa.

Ostatecznie muzyk pojawił się przed publicznością dopiero około godziny 2:00 w nocy. Ponad dwugodzinne opóźnienie błyskawicznie stało się jednym z najgłośniejszych tematów w mediach społecznościowych. Wielu uczestników imprezy nie ukrywało rozgoryczenia, zwłaszcza że część z nich przyjechała specjalnie na ten koncert.

W internecie niemal od razu zaroiło się od komentarzy. Internauci otwarcie wyrażali swoje niezadowolenie, zarzucając artyście brak profesjonalizmu i lekceważące podejście do fanów. Wielu z nich twierdziło, że tak długie oczekiwanie jest po prostu nie do zaakceptowania.

„Dwie i pół godziny czekania to jakiś żart, ludzie nie przychodzą na koncert po to, żeby stać pod sceną do nocy”; „Miał być gwiazdą wieczoru, a wyszło wielkie rozczarowanie”; „Organizacja organizacją, ale szacunek do fanów powinien być na pierwszym miejscu”; „23:30 zamieniło się w 2:00. Nie każdy może pozwolić sobie na takie czekanie”; „Totalnie niesmaczny żart!; „Tragedia, dobrze, że o czwartej rano nie przyjechał”; „Brak słów, fani zasługują na zdecydowanie lepsze traktowanie” – pisali internauci po zakończeniu wydarzenia.

POLECAMY: Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu

Smolasty kazał fanom czekać ponad dwie godziny. Management wydał oświadczenie!

Narastająca fala krytyki sprawiła, że głos w sprawie postanowił zabrać management wokalisty. Oficjalne stanowisko opublikowała agencja Show MTM, która odpowiada za współpracę z artystą. W wydanym komunikacie podkreślono, że organizator imprezy od samego początku miał znać wszystkie okoliczności związane z harmonogramem występów.

“Prosimy o nierozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w sprawie spóźnienia Smolastego na koncert w Polkowicach. Organizator od samego początku był poinformowany o wcześniejszym koncercie w Warszawie (który na prośbę artysty został przyspieszony o godzinę). Wielokrotnie prosiliśmy o przełożenie koncertu na 14 czerwca” – informuje.

Jak wynika z oświadczenia, management próbował zrobić wszystko, by artysta dotarł na miejsce jak najszybciej. Według przedstawicieli Smolastego, pierwotny plan zakładał wykorzystanie śmigłowca, który miał znacznie skrócić czas podróży między koncertami.

“Na wyraźne prośby organizatora zapewniliśmy artyście transport helikopterem, jednak ze względu na zagrożenie związane z warunkami pogodowymi lot został odwołany. Aby dotrzeć na koncert, artysta ruszył w trasę samochodem, co, oczywiście, trwało dłużej niż planowany lot. Opinie o spóźnieniu i lekceważeniu fanów są krzywdzące i mijają się z prawdą. Organizator od samego początku wiedział o sytuacji, był informowany na bieżąco oraz proszony przez menedżera o przekazanie publiczności informacji dotyczącej faktycznej godziny rozpoczęcia koncertu” – czytamy.

Stanowisko managementu rzuciło na całą sytuację nowe światło, jednak nie uciszyło internetowej dyskusji. Część internautów uważa, że przy tak napiętym grafiku podobne sytuacje są nieuniknione, inni z kolei przekonują, że odpowiedzialność za punktualne rozpoczęcie koncertu zawsze spoczywa na artyście i jego ekipie.

Nie jest tajemnicą, że sezon letni oznacza dla największych gwiazd prawdziwy maraton występów. Wielu wykonawców jednego dnia odwiedza kilka miejscowości, pokonując setki kilometrów. Każde opóźnienie lub nieprzewidziana sytuacja może więc wywołać efekt domina i wpłynąć na kolejne koncerty.

Afera wokół występu Smolastego w Polkowicach pokazuje jednak, jak ogromne emocje budzą takie sytuacje i jak szybko rozprzestrzeniają się w mediach społecznościowych. Jedno jest pewne – zarówno fani, jak i sam artysta będą jeszcze długo wracać do wydarzeń z tamtej nocy, a oficjalne oświadczenie managementu z pewnością nie zakończy wszystkich dyskusji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?

Na miejscu fanów Smolastego czekalibyście na niego do 2:00 w nocy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Smolasty (fot. screen Instagram Smolasty)
Smolasty (fot. screen Instagram Smolasty)
Smolasty (fot. screen Instagram Smolasty)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu

Opublikowano

w dniu

przez

Śmierć Łukasza Litewki wstrząsnęła opinią publiczną i do dziś wywołuje ogromne emocje. Teraz pojawiły się nowe informacje dotyczące 57-letniego kierowcy podejrzanego o spowodowanie tragicznego wypadku. Decyzja sądu może mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sprawy. Dowiedz się więcej!

Tragiczny wypadek, w którym zginął Łukasz Litewka, od wielu tygodni pozostaje jednym z najgłośniejszych tematów w polskiej debacie publicznej. Śledczy nieustannie analizują zebrany materiał dowodowy, próbując odtworzyć przebieg wydarzeń, które doprowadziły do śmierci posła. Każda nowa informacja budzi ogromne zainteresowanie i wywołuje lawinę komentarzy.

Do tragedii doszło 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej. Podejrzanym o spowodowanie wypadku jest 57-letni kierowca samochodu marki Mitsubishi. Z ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna nie znajdował się pod wpływem alkoholu, środków odurzających ani leków mogących wpływać na koncentrację. Według śledczych nie korzystał również z telefonu komórkowego w chwili zdarzenia.

Mężczyzna opuścił wcześniej areszt tymczasowy po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Jednocześnie prokuratura zdecydowała o zatrzymaniu jego prawa jazdy. To właśnie ta decyzja stała się przedmiotem kolejnego etapu prawnej batalii, która przyciągnęła uwagę mediów i opinii publicznej.

57-latek postanowił złożyć zażalenie na decyzję o odebraniu mu uprawnień do kierowania pojazdami. Jego pełnomocnik argumentował, że naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego miało charakter nieumyślny, a na obecnym etapie postępowania nie ma podstaw do tak daleko idącego środka zapobiegawczego.

Obrona przekonywała również, że wciąż obowiązuje zasada domniemania niewinności, a prowadzone śledztwo nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. Adwokat podkreślał, że – jego zdaniem – istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, by w przyszłości sąd orzekł wobec jego klienta zakaz prowadzenia pojazdów.

“Są ustawowe przesłanki do stosowania, do orzekania takim postanowieniem, od jakiego się odwołujemy. W ocenie obrony nie zostały one spełnione i brak jest podstaw do zatrzymania prawa jazdy na tym etapie” – wyjaśnił aplikant adwokacki Maksymilian Alwaeli cytowany przez “Fakt”.

POLECAMY: Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?

Nowy zwrot w sprawie śmierci Łukasza Litewki. 57-latek walczył o prawo jazdy [SZCZEGÓŁY]

Sprawa została rozpoznana 16 czerwca przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej. Jak przekazali dziennikarze „Faktu”, 57-letni kierowca nie pojawił się osobiście na posiedzeniu, a rozprawa odbywała się za zamkniętymi drzwiami. Ostatecznie sąd nie przychylił się do wniosku obrony.

Zapadła decyzja o utrzymaniu w mocy wcześniejszego postanowienia o zatrzymaniu prawa jazdy. Co istotne, orzeczenie jest prawomocne. Oznacza to, że podejrzany nie odzyska uprawnień do kierowania pojazdami na obecnym etapie postępowania.

Jeszcze przed ogłoszeniem decyzji głos zabrali najbliżsi zmarłego posła. Ojciec Łukasza Litewki, Zdzisław Litewka, nie ukrywał, że ewentualny zwrot prawa jazdy byłby dla rodziny trudny do zaakceptowania. W jego opinii taka decyzja mogłaby podważyć zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości.

“Gdyby oddali mu teraz prawo jazdy to tak naprawdę świadczyłoby to o tym, jaki jest tutaj stosunek wymiaru sprawiedliwości” – mówi Zdzisław Litewka.

Jeszcze bardziej emocjonalnie wypowiedziała się partnerka zmarłego parlamentarzysty, Natalia Bacławska. Kobieta przyznała, że sama myśl o możliwości powrotu 57-latka za kierownicę budzi w niej ogromny niepokój i poczucie zagrożenia.

Nie chciałabym żyć w kraju, w którym osoby, które zabijają inne osoby, nie są w stanie w ogóle wytłumaczyć, dlaczego składają kilkukrotnie zeznania, które są za każdym razem inne, wsiadają za kółko. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Biorąc pod uwagę, że ta osoba mieszka nieopodal, bałabym się wyjść z psem, że zasłabnie, zemdleje, wyleje mu się kawa na spodnie albo pomyśli, że to ptak – wyznała na łamach “Faktu”.

Sprawa śmierci Łukasza Litewki wciąż pozostaje w toku, a śledczy analizują kolejne dowody i zeznania. Najnowsza decyzja sądu pokazuje jednak, że organy wymiaru sprawiedliwości zachowują daleko idącą ostrożność. Rodzina i bliscy zmarłego liczą, że postępowanie doprowadzi do pełnego wyjaśnienia okoliczności tragedii i wydania sprawiedliwego wyroku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew

Łukasz Litewka (fot. screen Instagram Łukasz Litewka)
Łukasz Litewka (fot. screen Instagram Łukasz Litewka)
Łukasz Litewka (fot. screen YouTube Żurnalista)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?

Opublikowano

w dniu

przez

To jedna z najdroższych inwestycji, na jaką w ostatnim czasie zdecydował się polski sportowiec. Robert Lewandowski właśnie spełnia swoje wielkie marzenie, a kwota, która padła w kontekście jego nowego zakupu, robi ogromne wrażenie. Szczegóły przedsięwzięcia wyszły na jaw i trudno przejść obok nich obojętnie. Dowiedz się więcej!

Robert Lewandowski od lat uchodzi nie tylko za jednego z najlepszych piłkarzy świata, ale także za człowieka, który potrafi cieszyć się owocami swojej ciężkiej pracy. Kapitan reprezentacji Polski i jego żona, Anna Lewandowska, wielokrotnie pokazywali, że uwielbiają luksusowe podróże i wypoczynek w wyjątkowych miejscach.

Nie jest tajemnicą, że para od dawna stawia na aktywny relaks, a jedną z ich największych pasji są wakacje spędzane na wodzie. Do tej pory korzystali z ekskluzywnych jachtów podczas zagranicznych wyjazdów, jednak teraz postanowili zrobić kolejny krok i zainwestować we własną jednostkę.

Jak ujawniono, Robert Lewandowski zamówił luksusowy katamaran w renomowanej gdańskiej stoczni Sunreef Yachts. To producent, który od lat specjalizuje się w budowie ekskluzywnych jednostek dla najbardziej wymagających klientów z całego świata, a jego projekty trafiają do milionerów i światowych gwiazd sportu.

Co więcej, piłkarz nie ograniczył się jedynie do zakupu jachtu. Został również oficjalnym ambasadorem marki, dołączając do grona znanych sportowców współpracujących z firmą. Wcześniej z Sunreef Yachts związali się między innymi Rafael Nadal i Fernando Alonso.

Wybrany przez Roberta Lewandowskiego model to 80 Sunreef Power NEXT – jedna z najbardziej imponujących jednostek w ofercie producenta. Katamaran zostanie przygotowany zgodnie z indywidualnymi oczekiwaniami piłkarza, a projekt ma w pełni odzwierciedlać jego styl życia i potrzeby.

POLECAMY: Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew

Tyle zapłacił Lewandowski za prywatny jacht! Dużo?

Sam zawodnik nie kryje zadowolenia z podjętej decyzji i przyznaje, że od dłuższego czasu śledził rozwój marki. Jak podkreślił, wybór nie był przypadkowy, a zakup poprzedziła szczegółowa analiza rynku.

Sunreef to dla mnie idealny wybór. Od pewnego czasu śledzę tę markę i uważam, że naprawdę się wyróżnia. Stawia na styl i kreatywność, a jednocześnie jest dynamiczna i ma niesamowitą synergię ze światem sportu. Jednym z moich długoterminowych planów jest spędzanie większej ilości czasu na wodzie. Zrobiłem dokładny research i mogę powiedzieć, że znalazłem idealny jacht, by spełnić to marzenie — poinformował sam Robert Lewandowski na oficjalnej stronie stoczni.

Nowa jednostka imponuje nie tylko wyglądem, ale i parametrami. Katamaran będzie miał niemal 24 metry długości oraz około 12 metrów szerokości. Na pokładzie znajdzie się aż 366 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej, co czyni go prawdziwą pływającą rezydencją.

Projekt przewiduje również szereg luksusowych udogodnień. W wyposażeniu znajdzie się między innymi garaż na skuter wodny, hydrauliczna platforma kąpielowa oraz ekskluzywny Ocean Lounge, określany mianem prywatnego beach clubu. Nie zabraknie także przestronnych stref relaksu i dużego flybridge’a stworzonego z myślą o wypoczynku oraz spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi.

Największe emocje wzbudza jednak cena tej niezwykłej inwestycji. Choć stocznia nie ujawniła oficjalnej kwoty, branżowe media szacują, że w pełni spersonalizowany model może kosztować ponad 8 milionów euro, czyli około 33 miliony złotych. Nie wiadomo, czy dzięki współpracy z producentem Robert Lewandowski otrzymał specjalne warunki zakupu.

Jedno jest pewne – nowy katamaran to spełnienie wieloletniego marzenia piłkarza i kolejny dowód na to, że po latach sukcesów na boisku może pozwolić sobie na realizację najbardziej ambitnych planów. Fani już nie kryją ciekawości i zastanawiają się, kiedy Robert Lewandowski po raz pierwszy zaprezentuje swoją imponującą jednostkę podczas wakacyjnego rejsu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Management Skolima zabrał głos. Jest tłumaczenie po aferze z koncertem

Zazdrościcie Lewandowskiemu takiego zakupu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Robert Lewandowski (fot. screen Instagram Robert Lewandowski)
Robert Lewandowski (fot. screen Instagram Robert Lewandowski)
Robert i Anna Lewandowscy (fot. screen Instagram Anna Lewandowska)
Robert i Anna Lewandowscy (fot. screen Instagram Anna Lewandowska)
Robert Lewandowski (fot. screen TVP VOD)
Robert Lewandowski (fot. screen Instagram Robert Lewandowski)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością