showbiz
Beata Kozidrak POWRACA z hukiem na scenę w elektryzującym stylu – są już pierwsze reakcje fanów
Po długim okresie milczenia i niepokojących znaków, Beata Kozidrak niespodziewanie wraca na scenę – jednak tym razem w zupełnie nowej, szokującej odsłonie. Czy legendzie polskiej muzyki uda się zaskoczyć fanów i przekonać do zupełnie nowego brzmienia? Dowiedz się więcej!
Przez wiele miesięcy fani Beaty Kozidrak nie mieli żadnych informacji o swojej idolkce. Wokalistka, która przez dekady nie schodziła ze sceny ani z pierwszych stron mediów, nagle zniknęła bez wyjaśnień. Jej jedyny komunikat na początku roku był enigmatyczny: „musi na jakiś czas zrezygnować z aktywności zawodowych i skupić się na tym, co najważniejsze”. Brak szczegółów dotyczących zdrowia czy innych powodów wywołał lawinę spekulacji i zmartwień.
Gdy nadzieje zaczęły gasnąć, w połowie lipca Beata Kozidrak zaskoczyła wszystkich, publikując na Instagramie radosny post. Zapowiedziała swój pierwszy koncert po przerwie – w Starachowicach.
W sierpniu, po dłuższej nieobecności wracam na scenę. Kolejny przystanek: STARACHOWICE! Już nie mogę się doczekać spotkania z Wami! Sprawdzajcie moją stronę – kalendarz koncertów szybko się zapełnia. Do zobaczenia pod sceną! – napisała, budząc entuzjazm swoich wielbicieli.
Reakcje fanów były gwałtowne i pełne emocji. Komentarze pełne wzruszeń i radości nie pozostawiały wątpliwości – dla wielu Beata Kozidrak to ktoś więcej niż tylko artystka. Jej powrót był symbolem nadziei, znakiem, że wszystko może wrócić na właściwe tory.
Wczoraj Beata Kozidrak pojawiła się w kolejnym nagraniu i opublikowała nowy post. Uśmiechnięta, pełna energii i pasji, zapowiedziała nowy muzyczny projekt.
Kochani! Idzie nowe! Już jutro, razem z zespołem KAMP!, będziemy mieć dla Was niespodziankę! Usłyszycie pierwszy singiel, będący zapowiedzią mojej nowej, elektronicznej podróży. „Żal mi tamtych nocy i dni” – premiera już jutro! Bądźcie z nami. To dopiero początek – czytamy w komunikacie.
Wielu kojarzy Beatę Kozidrak z niepowtarzalnym pop-rockowym brzmieniem i niepodrabialnym głosem Bajmu. Tymczasem nagła zmiana na muzykę elektroniczną wywołała niemałe zamieszanie.
Chcę was zaskoczyć starym kawałkiem troszeczkę w nowej aranżacji. Wspólnie z zespołem KAMP! Zatańczymy go razem – zdradziła wokalistka, co tylko podkręciło oczekiwania.
Po publikacji zapowiedzi media społecznościowe zalała fala komentarzy. „Pięknie wyglądasz Beti”, „Czekamy!”, „Do zobaczenia na koncertach!” – to tylko niektóre z wpisów pod jej nagraniem. Publiczność nie tylko tęskniła, ale zdaje się gotowa na przyjęcie Beaty Kozidrak w zupełnie nowej odsłonie.
POLECAMY: Jacek Jelonek i Oliwer Kubiak ROZPALILI Instagram gorącymi zdjęciami z wakacji! Fani oszaleli: “To powinno być nielegalne”
Zupełnie nowy projekt Beaty Kozidrak!
Projekt nosi nazwę HOUSE OF BEATA i ma być czymś więcej niż tylko powrotem. To elektroniczny hołd dla całej twórczości artystki, reinterpretacja klasycznych utworów w świeżym, tanecznym stylu. Premiera singla „Żal mi tamtych nocy i dni” to dopiero początek tej muzycznej przygody.
Ta wersja jest jeszcze bardziej doładowana, jeszcze bardziej słoneczna, jeszcze więcej jest w niej radości i takiego spełnienia, na które każdy z nas czeka w okresie wakacji – zapowiada Kozidrak.
W reakcji na powrót Beaty Kozidrak i jej nowy muzyczny projekt, zespół KAMP! postanowił nadać kultowym utworom zupełnie nowe brzmienie. Muzycy podeszli do reinterpretacji z dużą starannością i szacunkiem dla oryginalnych kompozycji, jednocześnie wprowadzając świeżą, taneczną energię.
Główna warstwa to impreza. Ale każdy, kto zna repertuar Beaty, wie, że ballada to nie tylko ballada – jest w niej słodycz, gorycz, mnóstwo emocji i warstw, które można wydobyć – mówią muzycy KAMP.
Singiel jest dostępny na wszystkich platformach streamingowych i już zbiera pozytywne recenzje. Fani chwalą energetyczne brzmienie i emocjonalną głębię, a wielu zapowiada, że to będzie „murowany przebój lata”.
Kulminacją projektu będzie jedyny koncert Beaty Kozidrak i KAMP!, który odbędzie się 29 listopada 2025 roku w łódzkiej Atlas Arenie. Artystka sama zaprasza swoich fanów:
Zapraszam Was na największą roztańczoną domówkę w Polsce. Będzie się działo! – ogłasza Kozidrak.
Czy właśnie obserwujemy narodziny nowej ery w karierze Beaty Kozidrak? To świetna okazja, by pokazać, że stare hity w nowych, świeżych aranżacjach wciąż potrafią poruszyć serca słuchaczy. Publiczność chętnie sięga po dobrze znane przeboje, ale oczekuje od nich nowej energii i klimatu. Powrót artystki to nie tylko sentymentalna podróż, lecz odważne wejście w nowy muzyczny świat, który może połączyć pokolenia i przyciągnąć zupełnie nowych fanów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Marcin Rogacewicz WKRACZA na parkiet! Polsat chce go sparować z Agnieszką Kaczorowską w “Tańcu z Gwiazdami”?
Słuchaliście już nowej wersji utworu? Jak Wam się podoba? Dajcie znać w komentarzach!


Autor: SJ
źródło/fot – informacja prasowa
news
Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu
Śmierć Łukasza Litewki wstrząsnęła opinią publiczną i do dziś wywołuje ogromne emocje. Teraz pojawiły się nowe informacje dotyczące 57-letniego kierowcy podejrzanego o spowodowanie tragicznego wypadku. Decyzja sądu może mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sprawy. Dowiedz się więcej!
Tragiczny wypadek, w którym zginął Łukasz Litewka, od wielu tygodni pozostaje jednym z najgłośniejszych tematów w polskiej debacie publicznej. Śledczy nieustannie analizują zebrany materiał dowodowy, próbując odtworzyć przebieg wydarzeń, które doprowadziły do śmierci posła. Każda nowa informacja budzi ogromne zainteresowanie i wywołuje lawinę komentarzy.
Do tragedii doszło 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej. Podejrzanym o spowodowanie wypadku jest 57-letni kierowca samochodu marki Mitsubishi. Z ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna nie znajdował się pod wpływem alkoholu, środków odurzających ani leków mogących wpływać na koncentrację. Według śledczych nie korzystał również z telefonu komórkowego w chwili zdarzenia.
Mężczyzna opuścił wcześniej areszt tymczasowy po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Jednocześnie prokuratura zdecydowała o zatrzymaniu jego prawa jazdy. To właśnie ta decyzja stała się przedmiotem kolejnego etapu prawnej batalii, która przyciągnęła uwagę mediów i opinii publicznej.
57-latek postanowił złożyć zażalenie na decyzję o odebraniu mu uprawnień do kierowania pojazdami. Jego pełnomocnik argumentował, że naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego miało charakter nieumyślny, a na obecnym etapie postępowania nie ma podstaw do tak daleko idącego środka zapobiegawczego.
Obrona przekonywała również, że wciąż obowiązuje zasada domniemania niewinności, a prowadzone śledztwo nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. Adwokat podkreślał, że – jego zdaniem – istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, by w przyszłości sąd orzekł wobec jego klienta zakaz prowadzenia pojazdów.
“Są ustawowe przesłanki do stosowania, do orzekania takim postanowieniem, od jakiego się odwołujemy. W ocenie obrony nie zostały one spełnione i brak jest podstaw do zatrzymania prawa jazdy na tym etapie” – wyjaśnił aplikant adwokacki Maksymilian Alwaeli cytowany przez “Fakt”.
POLECAMY: Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?
Nowy zwrot w sprawie śmierci Łukasza Litewki. 57-latek walczył o prawo jazdy [SZCZEGÓŁY]
Sprawa została rozpoznana 16 czerwca przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej. Jak przekazali dziennikarze „Faktu”, 57-letni kierowca nie pojawił się osobiście na posiedzeniu, a rozprawa odbywała się za zamkniętymi drzwiami. Ostatecznie sąd nie przychylił się do wniosku obrony.
Zapadła decyzja o utrzymaniu w mocy wcześniejszego postanowienia o zatrzymaniu prawa jazdy. Co istotne, orzeczenie jest prawomocne. Oznacza to, że podejrzany nie odzyska uprawnień do kierowania pojazdami na obecnym etapie postępowania.
Jeszcze przed ogłoszeniem decyzji głos zabrali najbliżsi zmarłego posła. Ojciec Łukasza Litewki, Zdzisław Litewka, nie ukrywał, że ewentualny zwrot prawa jazdy byłby dla rodziny trudny do zaakceptowania. W jego opinii taka decyzja mogłaby podważyć zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości.
“Gdyby oddali mu teraz prawo jazdy to tak naprawdę świadczyłoby to o tym, jaki jest tutaj stosunek wymiaru sprawiedliwości” – mówi Zdzisław Litewka.
Jeszcze bardziej emocjonalnie wypowiedziała się partnerka zmarłego parlamentarzysty, Natalia Bacławska. Kobieta przyznała, że sama myśl o możliwości powrotu 57-latka za kierownicę budzi w niej ogromny niepokój i poczucie zagrożenia.
Nie chciałabym żyć w kraju, w którym osoby, które zabijają inne osoby, nie są w stanie w ogóle wytłumaczyć, dlaczego składają kilkukrotnie zeznania, które są za każdym razem inne, wsiadają za kółko. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Biorąc pod uwagę, że ta osoba mieszka nieopodal, bałabym się wyjść z psem, że zasłabnie, zemdleje, wyleje mu się kawa na spodnie albo pomyśli, że to ptak – wyznała na łamach “Faktu”.
Sprawa śmierci Łukasza Litewki wciąż pozostaje w toku, a śledczy analizują kolejne dowody i zeznania. Najnowsza decyzja sądu pokazuje jednak, że organy wymiaru sprawiedliwości zachowują daleko idącą ostrożność. Rodzina i bliscy zmarłego liczą, że postępowanie doprowadzi do pełnego wyjaśnienia okoliczności tragedii i wydania sprawiedliwego wyroku.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?
To jedna z najdroższych inwestycji, na jaką w ostatnim czasie zdecydował się polski sportowiec. Robert Lewandowski właśnie spełnia swoje wielkie marzenie, a kwota, która padła w kontekście jego nowego zakupu, robi ogromne wrażenie. Szczegóły przedsięwzięcia wyszły na jaw i trudno przejść obok nich obojętnie. Dowiedz się więcej!
Robert Lewandowski od lat uchodzi nie tylko za jednego z najlepszych piłkarzy świata, ale także za człowieka, który potrafi cieszyć się owocami swojej ciężkiej pracy. Kapitan reprezentacji Polski i jego żona, Anna Lewandowska, wielokrotnie pokazywali, że uwielbiają luksusowe podróże i wypoczynek w wyjątkowych miejscach.
Nie jest tajemnicą, że para od dawna stawia na aktywny relaks, a jedną z ich największych pasji są wakacje spędzane na wodzie. Do tej pory korzystali z ekskluzywnych jachtów podczas zagranicznych wyjazdów, jednak teraz postanowili zrobić kolejny krok i zainwestować we własną jednostkę.
Jak ujawniono, Robert Lewandowski zamówił luksusowy katamaran w renomowanej gdańskiej stoczni Sunreef Yachts. To producent, który od lat specjalizuje się w budowie ekskluzywnych jednostek dla najbardziej wymagających klientów z całego świata, a jego projekty trafiają do milionerów i światowych gwiazd sportu.
Co więcej, piłkarz nie ograniczył się jedynie do zakupu jachtu. Został również oficjalnym ambasadorem marki, dołączając do grona znanych sportowców współpracujących z firmą. Wcześniej z Sunreef Yachts związali się między innymi Rafael Nadal i Fernando Alonso.
Wybrany przez Roberta Lewandowskiego model to 80 Sunreef Power NEXT – jedna z najbardziej imponujących jednostek w ofercie producenta. Katamaran zostanie przygotowany zgodnie z indywidualnymi oczekiwaniami piłkarza, a projekt ma w pełni odzwierciedlać jego styl życia i potrzeby.
POLECAMY: Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew
Tyle zapłacił Lewandowski za prywatny jacht! Dużo?
Sam zawodnik nie kryje zadowolenia z podjętej decyzji i przyznaje, że od dłuższego czasu śledził rozwój marki. Jak podkreślił, wybór nie był przypadkowy, a zakup poprzedziła szczegółowa analiza rynku.
Sunreef to dla mnie idealny wybór. Od pewnego czasu śledzę tę markę i uważam, że naprawdę się wyróżnia. Stawia na styl i kreatywność, a jednocześnie jest dynamiczna i ma niesamowitą synergię ze światem sportu. Jednym z moich długoterminowych planów jest spędzanie większej ilości czasu na wodzie. Zrobiłem dokładny research i mogę powiedzieć, że znalazłem idealny jacht, by spełnić to marzenie — poinformował sam Robert Lewandowski na oficjalnej stronie stoczni.
Nowa jednostka imponuje nie tylko wyglądem, ale i parametrami. Katamaran będzie miał niemal 24 metry długości oraz około 12 metrów szerokości. Na pokładzie znajdzie się aż 366 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej, co czyni go prawdziwą pływającą rezydencją.
Projekt przewiduje również szereg luksusowych udogodnień. W wyposażeniu znajdzie się między innymi garaż na skuter wodny, hydrauliczna platforma kąpielowa oraz ekskluzywny Ocean Lounge, określany mianem prywatnego beach clubu. Nie zabraknie także przestronnych stref relaksu i dużego flybridge’a stworzonego z myślą o wypoczynku oraz spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi.
Największe emocje wzbudza jednak cena tej niezwykłej inwestycji. Choć stocznia nie ujawniła oficjalnej kwoty, branżowe media szacują, że w pełni spersonalizowany model może kosztować ponad 8 milionów euro, czyli około 33 miliony złotych. Nie wiadomo, czy dzięki współpracy z producentem Robert Lewandowski otrzymał specjalne warunki zakupu.
Jedno jest pewne – nowy katamaran to spełnienie wieloletniego marzenia piłkarza i kolejny dowód na to, że po latach sukcesów na boisku może pozwolić sobie na realizację najbardziej ambitnych planów. Fani już nie kryją ciekawości i zastanawiają się, kiedy Robert Lewandowski po raz pierwszy zaprezentuje swoją imponującą jednostkę podczas wakacyjnego rejsu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Management Skolima zabrał głos. Jest tłumaczenie po aferze z koncertem
Zazdrościcie Lewandowskiemu takiego zakupu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!
International footballer Robert Lewandowski places order for 24m Sunreef catamaran…
— BOAT International (@boatint) January 26, 2026
Find out more here: https://t.co/gS69W3DoSi pic.twitter.com/Q8jGRZkEt8






Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
showbiz
Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew
Przez lata był jedną z najważniejszych twarzy programów rozrywkowych TVP, ale pewnego dnia wszystko się zmieniło. Teraz Andrzej Piaseczny wrócił wspomnieniami do tamtego okresu i zdradził, kto wyciągnął do niego pomocną dłoń. Dowiedz się więcej!
Andrzej Piaseczny od lat należy do grona najpopularniejszych polskich wokalistów i osobowości telewizyjnych. Publiczność doskonale kojarzy go nie tylko z kariery muzycznej, ale także z udziału w największych programach rozrywkowych. Artysta przez wiele sezonów zasiadał w fotelu trenera „The Voice of Poland” oraz „The Voice Senior”, stając się jedną z ikon tych formatów.
Kilka lat temu jego zawodowa sytuacja niespodziewanie się jednak zmieniła. Po głośnych wydarzeniach związanych z obchodami jego 50. urodzin współpraca z Telewizją Polską dobiegła końca. Choć wokalista przez długi czas nie komentował szczegółów całej sprawy, teraz postanowił opowiedzieć o kulisach tamtych wydarzeń.
W podcaście „WojewódzkiKędzierski” Andrzej Piaseczny został zapytany między innymi o to, dlaczego zgodził się zasiąść w jury programu „Taniec z Gwiazdami”. Kuba Wojewódzki przypomniał, że wokalista oceniał uczestników jedynie przez dwie edycje i zapytał, co skłoniło go do przyjęcia tej propozycji.
Artysta nie zamierzał owijać w bawełnę. Wprost przyznał, że decyzja była związana z zakończeniem współpracy z TVP. Jak sam wyznał, był to moment, w którym musiał na nowo odnaleźć się na medialnym rynku.
“Wywalili mnie, mówiąc grzecznie, z TVP” – wyznał Piaseczny.
POLECAMY: Management Skolima zabrał głos. Jest tłumaczenie po aferze z koncertem
Andrzej Piaseczny ujawnia KULISY jurorowania w “Tańcu z Gwiazdami”. Zaskoczeń nie brakuje!
Jak się okazuje, właśnie wtedy z propozycją współpracy zgłosiła się do niego Nina Terentiew. Legendarna dyrektorka programowa Polsatu miała zaproponować wokaliście dołączenie do jednej z największych produkcji stacji. Początkowo jednak nie chodziło o „Taniec z Gwiazdami”.
“Dostałem wtedy propozycję od Niny [Terentiew] – “słuchaj, przejdź do nas, my ci coś zaproponujemy”. Zaproponowała mi przejście do programu “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, ale ja niespecjalnie lubię ten program” – zdradził.
Ostatecznie padła propozycja udziału w jury „Tańca z Gwiazdami”. Choć wielu widzów mogło zastanawiać się, dlaczego piosenkarz ocenia zmagania taneczne, sam zainteresowany od początku miał na ten temat bardzo konkretne zdanie. Jak podkreślił, nie zamierzał udawać eksperta od tańca.
“”Ale przecież ty nie potrafisz tańczyć, to po co?”. “Po to, że ja widziałem ten program w Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii itp. i to jest fantastyczny program, który przynosi ludziom mega wiele uśmiechu, a u nas to są wyścigi, które łamią nogi i ręce uczestnikom, więc jeżeli pozwolisz, to ja postaram się wnieść tam trochę swobody i uśmiechu. I nikogo nie będę oszukiwał, że wiem cokolwiek o tańcu”. A poza tym nieskorzystanie z takiej propozycji, jako człowiekowi, który istnieje jakoś tam medialnie, byłoby nierozsądne” – stwierdził wokalista.
Andrzej Piaseczny przyznał również, że mimo braku tanecznego doświadczenia nie czuł się nieswojo w roli jurora. Jak podkreślił, do każdego odcinka przygotowywał się najlepiej, jak potrafił, a jego celem było przede wszystkim wprowadzanie pozytywnej atmosfery i ocenianie uczestników z perspektywy widza.
Podczas rozmowy wrócił także do jednej z najbardziej pamiętnych sytuacji z programu. Wokalista wspomniał moment, gdy na antenie zażartował z wypowiedzi ojca Andrzeja Dudy dotyczącej homoseksualizmu. To właśnie ten komentarz sprawił, że po emisji musiał tłumaczyć się ze swoich słów.
“Starałem się przygotowywać do każdego odcinka i tylko raz dostałem z****ę — kiedy tato Andrzeja Dudy powiedział, że można się zarazić homoseksualizmem. Powiedziałem [do Andrzeja Grabowskiego]: “Andrzejku, widzisz, siedzisz koło mnie i niczym się nie zaraziłeś”. Jak mnie przedstawiano w pierwszym odcinku, Andrzej Grabowski powiedział: “Siedzisz tak daleko i bardzo dobrze, bo ja zawsze chciałem się dowiedzieć, co jest po drugiej stronie tęczy” – powiedział.
Choć od tamtych wydarzeń minęło już kilka lat, Andrzej Piaseczny nie ukrywa, że tamten okres był ważnym etapem jego kariery. Dziś ponownie jest związany z telewizją i muzyką, a jego szczere wyznania pokazują, że za kulisami największych telewizyjnych produkcji często kryją się historie, o których widzowie nie mieli pojęcia. Wiele wskazuje na to, że artysta wciąż nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i nadal zamierza aktywnie rozwijać swoją karierę zarówno na scenie, jak i przed kamerami.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Takie słowa Donald Trump miał skierować do Karola Nawrockiego
Brakuje Wam Andrzeja Piasecznego w jury “Tańca z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Management Skolima zabrał głos. Jest tłumaczenie po aferze z koncertem
Fani czekali na niego ponad dwie godziny, a w sieci zawrzało od krytycznych komentarzy. Teraz głos w sprawie zabrał management Skolima, ujawniając, co naprawdę wydarzyło się przed koncertem. Dowiedz się więcej już teraz!
Skolim od wielu miesięcy pozostaje jednym z najbardziej rozchwytywanych artystów w Polsce. Sam określa się mianem „króla latino”, a jego koncertowy kalendarz pęka w szwach. W sezonie letnim praktycznie nie schodzi ze sceny, odwiedzając zarówno największe festiwale, jak i lokalne wydarzenia plenerowe.
Popularność wykonawcy hitu „Wyglądasz idealnie” sprawiła, że liczba zaplanowanych występów robi ogromne wrażenie. Według harmonogramu w tym roku artysta ma zagrać ponad 500 koncertów, a nierzadko jednego dnia pojawia się nawet w kilku różnych miejscowościach.
Tak było również w miniony piątek. Skolim miał do zrealizowania trzy koncerty w różnych częściach kraju. Najpierw wystąpił na zamkniętym wydarzeniu w Wielkopolsce, a następnie ruszył na Śląsk, gdzie czekali na niego kolejni fani. Jednym z najważniejszych punktów trasy był koncert w Jastrzębiu-Zdroju.
Zgodnie z planem artysta miał pojawić się na scenie o godzinie 20:30. Na stadionie miejskim zgromadziły się tysiące osób, które od dłuższego czasu wyczekiwały jego występu. Z każdą kolejną minutą atmosfera robiła się jednak coraz bardziej nerwowa, a organizatorzy prosili publiczność o cierpliwość.
Ostatecznie wokalista dotarł na miejsce dopiero przed godziną 23. Oznacza to, że widzowie musieli czekać ponad dwie godziny dłużej, niż zakładał harmonogram. Dla wielu osób było to spore rozczarowanie, zwłaszcza że część fanów przyjechała specjalnie na ten koncert z odległych miejscowości.
Niemal natychmiast po zakończeniu wydarzenia internet zalała fala komentarzy. Internauci nie ukrywali rozgoryczenia i zarzucali artyście brak szacunku wobec publiczności. Wiele osób zwracało uwagę, że przy tak intensywnym grafiku podobne sytuacje mogą zdarzać się coraz częściej.
„Tak wygląda szacunek do fanów? Ponad dwie godziny czekania i żadnego konkretnego wyjaśnienia”; „Coraz więcej koncertów, a coraz mniej profesjonalizmu”; „Nie po to ludzie przychodzą punktualnie, żeby potem godzinami stać pod sceną”; „Popularność popularnością, ale publiczność nie powinna płacić za przeładowany grafik”; „Szkoda fanów” – czytamy w komentarzach.
POLECAMY: Takie słowa Donald Trump miał skierować do Karola Nawrockiego
Afera po koncercie Skolima. Jest oficjalne stanowisko jego managementu – więcej na
Teraz do całej sprawy postanowił odnieść się management artysty. Na profilu Amber Music & Sport Management opublikowano specjalne oświadczenie, w którym wyjaśniono kulisy całego zamieszania. Jak przekazano, przyczyną opóźnienia nie był napięty grafik, lecz niespodziewana awaria samochodu.
“Ten dzień był ze sporą rezerwą czasową. Na awarię auta nie mamy jako team wpływu, organizator był informowany na bieżąco, publiczność też. Na szybko wprowadziliśmy zmiany w harmonogramie, rotując innymi ekipami” – czytamy.
W dalszej części komunikatu podkreślono, że po dotarciu na miejsce Skolim nie udał się od razu za kulisy, lecz wyszedł do zgromadzonych fanów, aby osobiście przeprosić za zaistniałą sytuację. Management zaznaczył również, że artysta zrealizował cały zaplanowany występ i po koncercie poświęcił czas na spotkania oraz wspólne zdjęcia z publicznością.
“Po przyjeździe Konrad pierwsze, co zrobił, to poszedł na scenę i przeprosił fanów. Zagrał pełny koncert i został po koncercie na zdjęcia. Takie są fakty” – czytamy.
Choć wyjaśnienia managementu nie zakończyły internetowej dyskusji, wielu fanów przyznaje, że nieprzewidziane sytuacje mogą zdarzyć się każdemu. Inni uważają jednak, że przy tak intensywnym harmonogramie występów organizacja tras powinna uwzględniać większy margines bezpieczeństwa. Jedno jest pewne – wokół Skolima znów zrobiło się wyjątkowo głośno, a temat jeszcze długo będzie budził emocje wśród jego sympatyków i krytyków.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Marta Surnik i Grzegorz Dobek ujawniają KULISY “Pytania na śniadanie”. Widzowie tego nie wiedzieli [WIDEO]
Wybaczylibyście Skolimowi takie spóźnienie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
showbiz4 dni temuJulia Suryś z „Tańca z Gwiazdami” wzięła ślub. Kim jest jej mąż?
-
news4 dni temuZillmann i Lesar zakończyły przygodę z „Azja Express”. Jak sobie poradziły?
-
news4 dni temuDoda NOWĄ TRENERKĄ w „The Voice of Poland”? Powiedziała to wprost
-
news3 dni temuMichał Bajor nie wytrzymał. Tak skomentował zamieszanie wokół artystów
-
news5 dni temuBagi rusza z WŁASNYM programem. Kiedy premiera?
-
news5 dni temuDoda zabrała głos po wyznaniu Mai Chwalińskiej. Złote rady?
-
news2 dni temuKayah i Rinke Rooyens znów razem? 16 lat po rozwodzie padły zaskakujące słowa
-
showbiz4 dni temuGamou Fall pokazał córeczkę. Internauci zwrócili uwagę na jeden szczegół

Dodaj komentarz