showbiz
Doda ujawnia, co ją brzydzi. Padły ostre słowa o zdrowiu i higienie: “Nie wchodzę nikomu do łóżka”
Doda znów mówi bez filtrów i po raz kolejny rozpala internet do czerwoności. W ponad pięciominutowym nagraniu opublikowanym na TikToku zdradziła, czego absolutnie nie robi, co ją brzydzi i jak chroni siebie przed tym, co jej zdaniem – wielu ludzi lekceważy. Dla jednych jej słowa mogą brzmieć kontrowersyjnie, dla innych zaskakująco logicznie i… edukacyjnie. Dowiedz się więcej!
Doda, znana od lat ze swojej bezkompromisowości, odważnych wypowiedzi i charakterystycznego, ciętego języka, ponownie przypomniała, dlaczego wciąż nazywana jest „królową polskiej sceny”. Wokalistka tuż przed swoim występem na wielkim „Sylwestrze z Dwójką” w Katowicach opublikowała nagranie, które w kilka godzin obiegło cały internet. Głośno, otwarcie i bez tabu powiedziała, co ją odrzuca, co uważa za zagrożenie i czego nigdy w życiu nie zrobi.
Dla wielu widzów jej wyznania mogą wydawać się dziwne, zaskakujące, a nawet kontrowersyjne. Ale trudno nie przyznać, że ogromna część tego, o czym mówi, to realne problemy, z którymi mierzy się współczesność – choroby, brud, brak higieny, przypadkowe kontakty i ryzykowne zachowania. Wiele osób w komentarzach przyznało, że wbrew pozorom „rozumie Dodę bardziej niż kiedykolwiek”.
Artystka zaczęła od najbardziej bezpośredzej części swojego wyznania – kwestii seksu.
Nigdy nie uprawiam seksu przypadkowego z osobami, których nie znam, które nie przyniosły mi kompletu badań. Brzydzę się chorób wenerycznych, panicznie boję się HIV-AIDS. Ludzie są, byli i będą bardzo rozwiąźli, bardzo zdradzający i bardzo fałszywi. Nigdy żaden facet nie powie Wam prawdy. Bez kompletu badań nie wchodzę nikomu do łóżka i nikogo nie zapraszacie. To jest jak rosyjska ruletka. HPV wiąże się z rakiem szyjki macicy, a AIDS z wąchaniem kwiatków od dołu – powiedziała.
To fragment, który natychmiast wywołał falę komentarzy – od pełnej aprobaty, po oburzenie. Jedno jest jednak pewne: mało kto mówi o tym tak otwarcie.
W dalszej części nagrania Doda przeszła do codziennych rytuałów i rzeczy, których unika jak ognia.
Nigdy nie używam pęset, cążek, ani wszystkiego, co mogło mieć jakikolwiek kontakt z krwią od osób, których nie znam, przypadkowych, jak jestem w gościach czy nie zdezynfekowanych. Nie daję się głaskać po twarzy, dotykać rękoma obcym osobom, a nawet bliskim. Brzydzi mnie to. Bardzo dbam o siebie. Uważam, że zanim ktoś nie umyje rąk, raczej do mojej cery zbliżać się nie powinien – dodała.
Wokalistka podkreśliła także, że nie znosi fizycznego kontaktu z nieznajomymi – i nie ma tu mowy o wyjątkach.
To samo tam dotyczy się witania, całowania, dotykania policzkami. Absolutnie nie. Samo przytulanie z obcymi osobami również mnie odstrasza. Być może to jest kwestia energii, ale to już jest na oddzielny post – mówi.
Jej słowa zaskoczyły nawet najwierniejszych fanów – mało kto spodziewał się aż tak prywatnego wyznania.
POLECAMY: Joanna Racewicz uderza w TVP. Nagle wspomniała o “panach z góry”. Czy dołączy do ekipy TVN? [SZCZEGÓŁY]
Doda nie lubi nocowania w hotelach?
Największe emocje wzbudziła jednak część dotycząca… hoteli. Doda nie ukrywa, że spanie w takich miejscach to dla niej prawdziwa fobia i dotyczy to zarówno wyjazdów koncertowych, jak i wakacji w Polsce czy za granicą. Wokalistka wielokrotnie podkreślała, że woli unikać sytuacji, w których obce osoby mają dostęp do jej rzeczy, przestrzeni czy łóżka, nawet jeśli chodzi jedynie o wymianę pościeli. Co więcej, Doda już wcześniej zdradzała w w wielu wywiadach, że po koncertach, nawet tych granych na drugim końcu Polski, często zamiast zatrzymywać się w hotelu woli wracać do własnego domu, by „czuć się bezpiecznie, czysto i u siebie”.
Wiem, nie rozumiecie mnie. Nie znoszę spać w hotelach Zawsze, obojętnie, czy jestem tydzień, czy dwa, czy trzy, wystawiam etykietkę, czytam tę zawieszkę, proszę nie przeszkadzać, i tak tydzień później dyrekcja dzwoni do mnie, czy przechowuję tam zmarłe ciało swojego partnera, czy zrobię laboratorium amfetaminy. Niestety, w każdym z tych przypadków odpowiedź jest, że nie – powiedziała Doda na TikToku.
W kolejnej części ostrzej wytłumaczyła źródło swojej niechęci.
Po prostu nie lubię, jak ktoś obcy wchodzi do mojego miejsca, w którym aktualnie mieszkam, grzebie w moich rzeczach, przestawia to lub zmienia pościel na nie wiadomo jaką, jak i tak, i tak nie śpię nigdy na poduszkach hotelowych. Zawsze mam swoją poduszkę jedwabną – wyjaśniła.
Wokalistka podkreśliła, że szczególnie brzydzi się publicznych miejsc higieny – basenów, jacuzzi czy hotelowych łazienek.
Nigdy nie wchodzę do wanny, czy pod prysznic na boso. Jeżeli chodzi o hotel, jeżeli chodzi o baseny publiczne, na basen również nie. Mam obrzydzenie, jeżeli chodzi o jakiekolwiek wirusowe zapalenia, czy tam brodawki HPV pod stopami. Jest to bardzo ciężko leczone, z różnymi skutkami, także tylko i wyłącznie klapki. Brzydzę się jacuzzi, wymiotować mi się chce na samą myśl. Czasami parę razy w życiu zmusiłam się, jeżeli chodzi o swojego partnera, czy moich przyjaciół. Ludzie się nie myją, ludzie tam mieszają różne swoje płyny ustrojowe – powiedziała artystka.
To wyznanie dobitnie pokazało, że artystka nie tylko dba o swoje zdrowie, ale kieruje się zasadami, od których nigdy nie robi wyjątku – nawet jeśli w oczach innych wygląda to przesadnie. Jej szczerość wywołała ogromne poruszenie – jedni pękali ze śmiechu, inni dziękowali, że w końcu ktoś mówi o higienie, zdrowiu i ryzykach wprost, bez owijania w bawełnę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Hi Hania z Genzie przerwała milczenie. Otworzyła się na temat odrzucenia propozycji z „Tańca z Gwiazdami”
Co uważacie o tych wyznaniach Dody? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!
@doda ♬ dźwięk oryginalny – Doda


Autor: Szymon Jedynak
-
No niech już nie koloruje, Ci którzy ją znają wiedzą, że często nie wszystko co mówi jest prawdą
showbiz
Liván pokazuje swoją zmysłową stronę… Jego „Fantasías” podbija internet
Kubańskie rytmy, emocje, pragnienie i charakterystyczny wokal – to oznacza, że Liván wystartował z nową muzyczną propozycją. Do sieci trafił właśnie teledysk do utworu „Fantasías”, w którym artysta zabiera słuchaczy do świata wyobraźni i uczuć, nie zawsze zgodnych z tym, co dzieje się w rzeczywistości. To kolejny rozdział muzycznej historii wokalisty, który coraz mocniej zaznacza swoją obecność także na polskiej scenie.
Liván nie zwalnia tempa. Kubański wokalista, kompozytor i autor piosenek zaprezentował właśnie teledysk do swojego najnowszego singla „Fantasías”. Utwór od pierwszych sekund przenosi słuchacza w klimat latynoskich rytmów, a zmysłowe brzmienie idealnie współgra z charakterystycznym, kubańskim wokalem artysty. „Fantasías” opowiada o emocjach, które potrafią zostać w naszej głowie znacznie dłużej niż sama relacja czy konkretna sytuacja. To historia pragnienia, wyobraźni i uczuć, które czasem żyją własnym życiem, nawet kiedy rzeczywistość próbuje sprowadzić nas na ziemię. – „Fantasias” to pełna emocji, latynoska historia o pragnieniu, wyobraźni i uczuciach, które pozostają w głowie nawet wtedy, gdy rzeczywistość mówi coś innego. Charakterystyczny kubański wokal Livana łączy się z nowoczesnym, zmysłowym brzmieniem, tworząc utwór pełen rytmu i emocji – opowiada Liván.
Nowej piosence towarzyszy teledysk, który podkreśla jej latynoski charakter i emocjonalny przekaz. „Fantasías” jest propozycją dla tych, którzy lubią, gdy muzyka nie tylko zachęca do tańca, ale również opowiada historię.
Liván ma za sobą lata muzycznych doświadczeń
Choć polska publiczność w ostatnim czasie miała okazję poznać Livána jeszcze bliżej, jego muzyczna droga rozpoczęła się na długo przed pojawieniem się w naszych mediach. Kubańczyk od lat działa jako wokalista, kompozytor i twórca muzyki. Ma na koncie współpracę z artystami latynoskiej sceny, a jego kompozycje wykonywali m.in. Olga Tañón, Manny Manuel czy brazylijski wokalista Gusttavo Lima. Liván tworzył również dla kubańskich wykonawców, w tym Yuliena Oviedo i Arlenysa Rodrígueza. W 2026 roku artysta zwrócił na siebie uwagę szerszej polskiej publiczności za sprawą programu „Must Be The Music”. Liván występował tam wraz z zespołem Latin Boys, prezentując muzykę inspirowaną m.in. salsą, bachatą i kubańskimi rytmami. Jego udział w programie pokazał, że charakterystyczne brzmienie latino może z powodzeniem znaleźć swoich odbiorców również w Polsce.
POLECAMY: Latynoski ogień w polskiej muzyce: WonerS i Liván w duecie „TY/TÚ”
Liván i WonerS – muzyczne spotkanie dwóch pokoleń
Jedną z ciekawszych współprac Livána na polskim rynku jest jego duet z młodym wokalistą WonerSem. Artyści połączyli siły przy singlu „TY/TÚ”, łącząc kubańskie rytmy z nowoczesnym brzmieniem polskiej sceny tanecznej. Ich muzyczna współpraca nie zakończyła się jednak na jednym utworze. Liván i WonerS spotkali się ponownie przy piosence „Mamy już lato”, której teledysk powstał m.in. w Hiszpanii i Trójmieście. To pokazuje, że kubański artysta coraz śmielej współpracuje z przedstawicielami młodego pokolenia polskiej sceny muzycznej. Liván ma również na koncie współpracę z artystką o pseudonimie Roxaok. Ich wspólny singiel „Kocham” połączył latino klimat z tanecznym brzmieniem, a przy jego powstawaniu uczestniczył także WonerS.
„Fantasías” kolejnym krokiem w muzycznej drodze Livána
Premiera „Fantasías” pokazuje kolejne oblicze artysty, który nie zamierza zamykać się w jednym gatunku. Liván łączy kubańskie korzenie i wieloletnie doświadczenie z nowoczesną produkcją, dzięki czemu jego muzyka może trafiać zarówno do fanów latino, jak i odbiorców polskiej sceny tanecznej. Nowy teledysk jest więc nie tylko premierą kolejnego singla, ale również kolejnym krokiem Livána w budowaniu własnej pozycji na polskim rynku muzycznym. „Fantasías” ma w sobie wszystko, z czym kojarzony jest artysta: rytm, emocje, zmysłowość i charakterystyczny kubański wokal.



Fot. archiwum prywatne
Tekst: SM
news
Był Basią w „M jak miłość”. Po latach zdradził, dlaczego odszedł z serialu
Cody Wudkiewicz przez kilka lat pojawiał się na ekranie jako Basia Rogowska, córka Marysi i Artura w „M jak miłość”. Dziś jest osobą niebinarną i rozwija swoją działalność w mediach społecznościowych. W rozmowie z „Faktem” wrócił do czasów pracy na planie popularnego serialu. Opowiedział o swoich doświadczeniach, samotności, powodach odejścia z produkcji oraz przemianie, która nastąpiła już po zakończeniu jego przygody z telewizją.
Cody Wudkiewicz może być dobrze znany widzom „M jak miłość”, choć część osób może nie zdawać sobie sprawy, że osoba, którą dziś obserwują w mediach społecznościowych, w przeszłości występowała w jednym z najpopularniejszych polskich seriali. W latach 2014-2020 wcielał się w postać Basi Rogowskiej. Wcześniej rolę tę grała Maja Wudkiewicz, natomiast obecnie w bohaterkę wciela się Karina Woźniak. Cody rozpoczął pracę na planie jako dziecko. Jak wspomina, miał wówczas około sześciu lat i wcale nie marzył o aktorskiej karierze. Do serialu trafił przede wszystkim dlatego, że zależało na tym jego mamie.
Dziś Cody otwarcie mówi o swojej niebinarnej tożsamości i publikuje w internecie materiały dotyczące między innymi wegetarianizmu. W rozmowie z „Faktem” wspomina jednak również trudniejsze momenty z przeszłości. Jak się okazuje, praca przed kamerą od początku nie była dla niego łatwa. Wielki plan zdjęciowy, obecność kamer i konieczność funkcjonowania w środowisku dorosłych sprawiały, że jako nieśmiałe dziecko zamykał się w sobie. Z czasem pojawiły się także kolejne trudności związane z jego rolą i sytuacją na planie.
POLECAMY: „M jak miłość” żegna kolejne gwiazdy. Znane nazwiska odchodzą z serialu
Cody Wudkiewicz wspomina „M jak miłość”
Cody Wudkiewicz trafił do „M jak miłość” jako kilkuletnie dziecko. Jego postać, Basia Rogowska, była córką Marysi i Artura, a scenarzyści z czasem stawiali przed młodym aktorem coraz trudniejsze zadania. Bohaterka przeżywała między innymi dramatyczne wydarzenia związane z poznanym w internecie pedofilem. Dla dziecka udział w tego typu historii mógł być szczególnie wymagającym doświadczeniem. Cody przyznaje też, że na planie nie udało mu się nawiązać bliskiej relacji z innymi osobami, przez co często czuł się samotny. Jak wspomina w rozmowie z „Faktem”, jego obecność w serialu była przede wszystkim pomysłem mamy.
Zacząłem grać w serialu dlatego, że mojej mamie na tym zależało. Ja nigdy nie widziałem siebie jako gwiazdy. Byłem bardzo nieśmiałym dzieckiem, a wielki plan zdjęciowy i kamery wokół sprawiały, że zamykałem się w sobie – przyznaje Cody.
Mimo początkowych obaw wygrał casting i przez kilka lat regularnie pojawiał się w produkcji. Jak dziś wspomina ten okres, nie był on jednak wyłącznie czasem zawodowych doświadczeń. Cody przyznaje, że brakowało mu na planie osoby, z którą mógłby swobodnie porozmawiać o swoich emocjach.
Czułem się tam samotny, bez nikogo, kto zrozumiałby moją frustrację – słyszymy.
Ostatecznie współpraca Cody’ego z „M jak miłość” dobiegła końca. Według jego relacji producenci uznali, że był zbyt dziecinny, by wiarygodnie zagrać nastoletnie sceny, między innymi pocałunki.
Uznali, że jestem zbyt dziecinny, by grać nastoletnie sceny całowania się itp. – mówi Cody.
Po odejściu z serialu skoncentrował się na nauce w szkole katolickiej. W tym samym okresie coraz intensywniej zastanawiał się również nad własną tożsamością.
POLECAMY: Mikołaj Roznerski REZYGNUJE z „M jak miłość”? Aktor przerwał milczenie
Dziś mówi o swojej tożsamości i działalności w sieci
Po zakończeniu pracy w „M jak miłość” Cody przechodził okres ważnych zmian. Jak sam opowiada, przez długi czas nie potrafił nazwać swoich odczuć dotyczących własnej płci. Początkowo sądził, że jest transpłciowym mężczyzną, jednak z czasem doszedł do wniosku, że nie identyfikuje się ani jako kobieta, ani jako mężczyzna. Jednocześnie lepiej czuje się w bardziej męskiej aparycji.
Chyba od zawsze czułem, że nie jestem do końca kobietą. Przez długi czas po prostu nie umiałem tego nazwać. Po zakończeniu mojej roli w “M jak miłość” i opuszczeniu szkoły katolickiej wszystko jednak stało się dla mnie jasne. Najpierw myślałem, że jestem po prostu transpłciowym mężczyzną, ale z czasem zrozumiałem, że nie czuję się ani kobietą, ani facetem — choć czuję się lepiej w “męskiej” aparycji – zapewnia Cody.
Choć w życiu prywatnym mógł liczyć na wsparcie rodziny, znacznie trudniejsze okazało się funkcjonowanie w internecie. Cody wspomina, że po rozpoczęciu działalności w mediach społecznościowych spotkał się z falą obraźliwych komentarzy. Jak twierdzi, internauci życzyli mu śmierci, namawiali do samobójstwa i krytykowali jego wygląd. Sam stara się nie odpowiadać na tego typu wpisy, a jeśli już reaguje, robi to czasami w żartobliwy sposób. Obecnie Cody jest w związku ze swoim chłopakiem. Razem rozwijają działalność w internecie, publikując materiały związane między innymi z wegetarianizmem. Były aktor „M jak miłość” podkreśla, że media społecznościowe dają mu poczucie swobody, którego brakowało mu podczas pracy na planie.
Czuję się wolny, mogę postować, co tylko mi ślina na język przyniesie. W internecie to ja tworzę wszystko od zera, a nie recytuję z pamięci teksty, które są dalekie memu sercu. Mimo wszystko zastanawiam się czasem nad powrotem do aktorstwa, choć obawiam się, że zostałbym obsadzony jako postać damska – mówi Cody.
POLECAMY: Rafał Mroczek nigdy tego nie ujawniał! Jak potoczą się jego losy w „M jak Miłość”?





news
Problemy finansowe Ekipy Friza. Spółka rezygnuje z inwestycji wartej miliony złotych
Ekipa Friza jeszcze kilka lat temu była jednym z najgłośniejszych projektów polskiego internetu. Dziś spółka musi mierzyć się z wyraźnie trudniejszą sytuacją biznesową. Firma zrezygnowała z planowanej budowy hal zdjęciowych, na przygotowania do inwestycji przeznaczając wcześniej około 7 mln zł netto. Jednocześnie mocno zmieniła się sytuacja giełdowa Ekipy.
Karol „Friz” Wiśniewski i tworzona przez niego Ekipa przez lata budowali biznes wykraczający daleko poza działalność internetową. Popularność grupy przełożyła się na kolejne projekty, współprace komercyjne, muzykę, produkty sygnowane marką Ekipy, a także wejście na warszawską giełdę. W szczytowym okresie zainteresowanie spółką było ogromne, a jej kapitalizacja sięgała poziomu blisko 900 mln zł. Sam Friz w 2021 roku znalazł się natomiast na liście najbogatszych Polaków przed 40. rokiem życia według „Wprost”, z majątkiem szacowanym wówczas na 151 mln zł.
Ostatnie miesiące przyniosły jednak informacje pokazujące zupełnie inną stronę działalności Ekipy. Spółka poinformowała o rezygnacji z jednej ze swoich dużych inwestycji. Chodziło o budowę profesjonalnych hal zdjęciowych na działce o powierzchni 2,8 hektara w gminie Zabierzów. Projekt miał być ważnym elementem dalszego rozwoju firmy, jednak ostatecznie zabrakło możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania. Jak wynika z komunikatu spółki, skala przedsięwzięcia była zbyt duża, by zrealizować je wyłącznie przy wykorzystaniu własnych środków.
Na przygotowanie inwestycji Ekipa miała już przeznaczyć około 7 mln zł netto. Teraz zarząd zdecydował o wycofaniu się z projektu i odsprzedaniu inwestycji, aby odzyskać zaangażowane środki. W tym samym czasie uwagę zwraca sytuacja giełdowa spółki. Kurs jej akcji znajduje się obecnie na poziomie zdecydowanie niższym niż podczas giełdowego szczytu zainteresowania Ekipą. To sprawia, że jeszcze niedawne plany rozbudowy biznesu można dziś oglądać z zupełnie innej perspektywy.
POLECAMY: Taki prezent dostał Friz od Wersow na urodziny. Fani od razu sprawdzili cenę
Ekipa Friza wycofała się z wielkiej inwestycji
Ekipa Friza planowała stworzenie profesjonalnych hal zdjęciowych, które miały służyć do realizacji produkcji filmowych. W 2024 roku spółka wygrała przetarg na zakup niezabudowanej nieruchomości gruntowej o powierzchni 2,8 hektara w gminie Zabierzów. Projekt wymagał jednak ogromnych nakładów finansowych. Ostatecznie okazało się, że spółka nie zdołała pozyskać zewnętrznego finansowania, które pozwoliłoby na realizację przedsięwzięcia. W oficjalnym raporcie spółka wyjaśniła powody swojej decyzji.
Decyzja została podjęta w związku z brakiem możliwości pozyskania finansowania zewnętrznego na realizację Inwestycji, pomimo podejmowanych przez EKM wielokrotnych prób jego uzyskania. Jednocześnie skala oraz przewidywane nakłady finansowe związane z Inwestycją uniemożliwiają jej realizację wyłącznie ze środków własnych EKM, jak i środków Grupy Kapitałowej Spółki – czytamy w raporcie Komisji Nadzoru Finansowego.
Zanim jednak zapadła decyzja o wycofaniu się z projektu, Ekipa poniosła już znaczące koszty związane z przygotowaniem inwestycji. Z przekazanych informacji wynika, że na prace przygotowawcze przeznaczono około 7 mln zł netto. Zarząd zdecydował więc o odsprzedaniu inwestycji, co ma pozwolić spółce na odzyskanie części zaangażowanych środków. Problem z finansowaniem projektu pojawił się w momencie, gdy Ekipa próbowała przekonać zewnętrznych inwestorów do wsparcia przedsięwzięcia.
Sytuacja jest o tyle istotna, że budowa hal zdjęciowych miała być jednym z elementów dalszego rozwoju biznesu Ekipy. Spółka, która wyrosła z działalności internetowej Friza i jego znajomych, przez lata konsekwentnie rozszerzała zakres swojej działalności. Poza produkcją treści w mediach społecznościowych angażowała się między innymi w projekty muzyczne, produkty konsumenckie oraz kolejne przedsięwzięcia biznesowe. Teraz jeden z bardziej kosztownych planów został jednak zakończony przed rozpoczęciem właściwej realizacji.
POLECAMY: Friz pokazał się bez koszulki. Jak osiągnął taką sylwetkę?
Akcje Ekipy Friza mocno potaniały
Równolegle uwagę zwraca sytuacja Ekipy na warszawskiej giełdzie. Spółka, która jeszcze kilka lat temu korzystała z ogromnego zainteresowania inwestorów, dziś jest wyceniana zdecydowanie niżej. Szymon Machalica, wykładowca SGH, zwrócił uwagę na ten proces w komentarzu opublikowanym na platformie X. Przypomniał, że w 2022 roku Ekipa przeprowadziła odwrotne przejęcie Beskidzkiego Biura Inwestycyjnego. Szymon Machalica opisał późniejsze zachowanie kursu słowami:
Przed transakcją kurs kręcił się wokół kilku złotych, w czasie pandemiczno-giełdowego szału wystrzelił chwilowo powyżej 20 zł, a potem zaczął się wieloletni zjazd bez trzymanki.
Skala zmiany jest widoczna także przy porównaniu historycznych notowań z obecnymi. W pewnym momencie akcje Ekipy kosztowały około 16 zł, podczas gdy 17 września ich cena wynosiła 0,88 zł. Według Machalicy tylko w analizowanym miesiącu spółka straciła niemal jedną czwartą swojej wartości. Ekspert zwrócił również uwagę na wyniki finansowe firmy, pisząc:
Zysk netto stopniał do 3,38 mln zł z 8,51 mln zł rok wcześniej, bo spółka pompowała kasę w intensywne inwestycje.
Zmiana wyceny giełdowej jest szczególnie widoczna na tle okresu największego zainteresowania Ekipą. Jak wskazał, Szymon Machalica, szczycie giełdowego entuzjazmu kapitalizacja spółki zbliżała się do 900 mln zł. Przy kursie wynoszącym 0,88 zł i bazie przekraczającej 40 mln akcji wycena wynosiła około 36 mln zł. Ekspert określił sprzedaż inwestycji związanej z budową hal zdjęciowych jako „bardzo symboliczna kropka nad i w temacie brutalnej weryfikacji dawnych ambicji”. Na uwagę zasługują przy tym wcześniejsze wypowiedzi samego Friza dotyczące jego sytuacji finansowej. W lutym tego roku influencer pojawił się w programie Warszawskiego Koksu, gdzie mówił o poczuciu finansowego zabezpieczenia.
Wszystko mogłoby się skończyć i ja do końca życia i tak nie muszę nic robić, bo się tak zabezpieczyłem, więc mogę się tym bawić na każdy sposób. Po prostu czy coś wyjdzie, czy nie wyjdzie, to jest jakaś gierka. Co nie wyjdzie, to się tu poprzestawia szachy, coś się porobi. Po prostu jest zabawa – mówił.
Podobnie wypowiedział się w podcaście Małgorzaty Rozenek i Gazety.pl „Z bliska”.
Dzisiaj pracuję dla zabawy. To jest mój wybór w stu procentach. Ja mógłbym jutro nie iść do pracy. Mógłbym przez miesiąc, przez rok, przez 10 lat nie chodzić do pracy – stwierdził.
Zapytany wprost przez prowadzącą, ile pieniędzy ma na koncie, nie podał konkretnej kwoty.
To nie chodzi o zebrane środki, co o zebraną wiedzę i świadomość, że sobie poradzę – odpowiedział.
POLECAMY: Książulo MIAŻDŻY kebaba Friza. Co poszło nie tak?





news
Gwiazda „Przyjaciółek” nie chciała już tam pracować. „Męczyłam się, idąc do pracy”
Aktorka przez wiele lat była jedną z twarzy „Przyjaciółek”, ale w pewnym momencie zdecydowała się odejść z popularnego serialu Polsatu. Aktorka po czasie opowiedziała o powodach swojej decyzji. Jak przyznała, mimo sympatii do ekipy coraz mocniej odczuwała zawodowe wypalenie.
Anita Sokołowska to polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, która największą popularność zdobyła dzięki roli Zuzy Markiewicz w serialu Polsatu „Przyjaciółki”. Na planie produkcji pojawiła się już w 2012 roku, kiedy serial debiutował na antenie. Przez 11 lat wcielała się w jedną z czterech głównych bohaterek, występując u boku Joanny Liszowskiej, Małgorzaty Sochy i Magdaleny Stużyńskiej-Brauer.
Utalentowana aktorka z czasem stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy „Przyjaciółek”. Sama przyznawała, że serial dał jej popularność i finansową stabilizację, ale intensywny tryb pracy zaczął ograniczać jej możliwości zawodowe.
Decyzja o odejściu dojrzewała w niej przez kilka lat. Ostatecznie pożegnała się z produkcją, a historia Zuzy została zakończona śmiercią bohaterki. Sceny pożegnalne miały dla całej ekipy szczególny charakter i podczas nagrywania sceny śmierci współpracownicy przyszli na plan ubrani na czarno.
POLECAMY: Anita Sokołowska szczerze o kulisach „Tańca z Gwiazdami”. Chciałaby wystąpić jeszcze raz?
Anita Sokołowska o latach w „Przyjaciółkach”
Anita Sokołowska przez ponad 11 lat wcielała się w Zuzę Markiewicz, jedną z czterech głównych bohaterek „Przyjaciółek”. Jej postać była blisko związana z Ingą (Małgorzata Socha), Patrycją (Joanna Liszowska) i Anką (Magdalena Stużyńska-Brauer). Aktorka z czasem zaczęła jednak odczuwać, że intensywna praca przy serialu ogranicza jej możliwości zawodowe. Jak mówiła w rozmowie z PAP, zdjęcia do dwóch transz w roku zajmowały około ośmiu miesięcy, przez co musiała rezygnować z części spektakli i innych propozycji.
Bardzo długo się zbierałam. Myślę, że ta decyzja pączkowała we mnie co najmniej pięć lat, a może i dłużej. W pewnym momencie poczułam wielkie zmęczenie formatem– wyznała.
Aktorka podkreślała jednocześnie, że była wdzięczna za lata spędzone na planie. Rola Zuzy przyniosła jej ogromną rozpoznawalność, a praca z ekipą i pozostałymi aktorkami stała się ważną częścią jej życia zawodowego.
Oczywiście jestem bardzo wdzięczna za ten czas pracy w „Przyjaciółkach”, bo on dał mi dużą popularność, bardzo lubię dziewczyny, z którymi grałam, zżyłam się z całą ekipę – mówiła.
Tak zakończyli historię Zuzy
Odejście Anity Sokołowskiej oznaczało również koniec historii jej bohaterki. Twórcy „Przyjaciółek” zdecydowali się definitywnie zakończyć wątek Zuzy Markiewicz. W 256. odcinku okazało się, że bohaterka zmaga się z przerzutami nowotworu do wątroby i mózgu. Zuza spotkała się jeszcze z przyjaciółkami w Berlinie, po czym zmarła. Dla aktorki nagrywanie ostatnich scen było wyjątkowo emocjonalnym doświadczeniem. Anita zdradziła, że ekipa postanowiła w symboliczny sposób pożegnać zarówno Zuzę, jak i ją samą.
Kiedy kręciłam sceny umierania, to cała ekipa przyszła ubrana na czarno, był to wyraz dużego szacunku dla mnie… do mojej postaci, że taką decyzję podjęłam, że odchodzę z serialu – wspominała w rozmowie z Polsatem.
Aktorka przyznała też, że choć decyzję o odejściu podjęła wcześniej, samo pożegnanie okazało się znacznie trudniejsze, niż początkowo zakładała.
Pomimo że przygotowywałam się do tej decyzji od 2 lat, to jednak kiedy zbliża się ta ostateczność, jest to bardzo trudne emocjonalnie dla mnie – mówiła.
Po 11 latach Anita Sokołowska pożegnała więc nie tylko popularną bohaterkę, ale również ekipę, z którą spędziła ogromną część swojego życia zawodowego.
POLECAMY: Anita Sokołowska i Jacek Jeschke komentuje wygraną z Roxie Węgiel w “Tańcu z Gwiazdami”




-
news5 dni temuKrzysztof Kwiatkowski długo ukrywał ukochaną. Jego partnerka to znana wokalistka
-
news4 dni temuNowa czołówka „Na Wspólnej” wywołała burzę. Podoba się Wam?
-
Taniec z Gwiazdami5 dni temuWielkie zaskoczenie po odcinku „Tańca z Gwiazdami”. Gwiazda potwierdziła rozstanie
-
showbiz5 dni temuWyciekły wyniki głosowania widzów „Tańca z Gwiazdami”. Kto jest liderem?
-
showbiz3 dni temuTo może być koniec ich przygody w „TzG”? „Nie dam rady tańczyć” [KULISY]
-
news5 dni temuDawid Kwiatkowski otworzył się przed fanami. Fani nie kryją wzruszenia
-
news5 dni temuSara Janicka wyszła za mąż? Tancerka „Tańca z Gwiazdami” jasno odpowiedziała na plotki
-
news4 dni temuNie mogą znaleźć Michała Wójcika. Przez to procedura wymeldowania utknęła

Dodaj komentarz