Śledź nas

showbiz

TYLKO U NAS: Wiemy, kto zagra główną rolę w nowym serialu HBO MAX „Piekło kobiet” – tę aktorkę możesz znać z „Leśniczówki”

Opublikowano

w dniu

O nowym polskim serialu „Piekło kobiet” wiadomo od kilku miesięcy, ale szczegóły wciąż pozostawały owiane tajemnicą. Produkcja, która ma pojawić się wkrótce na platformie HBO Max, budzi ogromne emocje, choć jej fabuła i obsada pozostawały do niedawna pilnie strzeżonym sekretem. Podczas prestiżowego Festiwalu Filmowego Dwa Brzegi poznaliśmy jednak główną aktorkę. Poznaj szczegóły nowej produkcji!

Prace nad serialem „Piekło kobiet” rozpoczęły się już na początku tego roku. Zdjęcia do produkcji prowadzone są w historycznych plenerach Łodzi oraz Warszawy, co nadaje jej niezwykłej autentyczności i klimatu. Za całokształt odpowiada uznana producentka Ewa Puszczyńska – postać, która w świecie kina uchodzi za gwarancję najwyższej jakości. Jej dotychczasowe filmy, takie jak zdobywca Oscara „Ida” czy „Strefa interesów”, zdobyły uznanie na całym świecie, dlatego oczekiwania wobec „Piekła kobiet” są ogromne.

Platforma HBO Max od dawna nie ukrywa, że chce zdominować rynek produkcji polskich seriali. Już teraz pracuje nad ponad dwudziestoma różnorodnymi projektami, które zamierza pokazać w ciągu najbliższych dwóch lat. „Piekło kobiet” to jedna z tych produkcji, które mają zrewolucjonizować rynek i podnieść poprzeczkę jakościową. To nie kolejny historyczny kostiumowiec, lecz pełen napięcia dramat obyczajowy z silnymi wątkami kryminalnymi i społecznymi.

Fabuła serialu przenosi widzów do Warszawy lat 30. XX wieku – czasów, gdy prawa kobiet były drastycznie ograniczone, a świat rządzony przez mężczyzn rzadko pozostawiał miejsce dla kobiecej wolności. Głównym bohaterem jest Emil Heckmann, młody, ambitny student medycyny, który odkrywa tragiczną prawdę o śmierci swojej siostry. Kobieta zmarła po nielegalnym, niebezpiecznym zabiegu aborcji – ciąża była skutkiem brutalnego gwałtu. Ta tragedia staje się punktem wyjścia do dramatycznych wydarzeń, które rozegrają się na ekranie.

Emil nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń i zaczyna podejrzewać, że za śmiercią jego siostry stoi ktoś znacznie potężniejszy niż zwykły sprawca. Trop prowadzi go do tajemniczego mężczyzny poznanego przez ogłoszenie matrymonialne w gazecie oraz do redakcji tego samego czasopisma, które – według niego – ponosi odpowiedzialność za tragedię. W tym momencie na scenę wkracza Helena Wróblewska, żona redaktora naczelnego, która postanawia pomóc Emilu w jego śledztwie.

„Piekło kobiet” to nie tylko historyczna opowieść o brutalnych realiach przeszłości, ale przede wszystkim współczesny manifest na rzecz wolności wyboru, szacunku i równości płci. Serial ma prowokować do dyskusji o tym, jak wiele w kwestiach praw kobiet i relacji międzyludzkich zmieniło się, a jak wiele nadal pozostaje bolesnie aktualne. Twórcy nie boją się podejmować trudnych tematów i chcą wywołać silne emocje oraz refleksję u widzów.

POLECAMY: Widzowie PODZIELENI! Debiut Izabeli Krzan i Jana Pirowskiego w „Dzień Dobry TVN” wywołał burzę komentarzy

Kto zagra główną rolę w serialu?

Do niedawna HBO Max trzymał w tajemnicy całą obsadę oraz szczegóły fabuły, co tylko podsycało napięcie i spekulacje. Jednak podczas prestiżowego Festiwalu Filmowego Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym ujawniono długo wyczekiwany fakt – główną rolę w serialu zagra Agata Turkot, aktorka znana m.in. z seriali „Motyw” i „Leśniczówka” oraz produkcji Netflixa „Informacja zwrotna”.

Agata Turkot to absolwentka Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Jej kariera rozwija się dynamicznie, a udział w „Piekle kobiet” to dla niej ogromne wyróżnienie i wyzwanie. Aktorka podkreśliła podczas panelu, że praca z Ewą Puszczyńską była dla niej zaszczytem:

Bardzo się cieszę. To był rzeczywiście wspaniały, bardzo wymagający projekt, o którym za wiele nie mogę powiedzieć. Praca z Ewą Puszczyńską jest dużym wyróżnieniem, bo pracuje się z legendą. Pani Ewa jest bardzo profesjonalna, bardzo dbała o nas wszystkich i była taką matką naszą na planie. Naprawdę wielka przyjemność – mówiła.

„Piekło kobiet” to dla HBO Max ważny projekt nie tylko ze względu na kunszt produkcji, ale również ze względu na przesłanie, jakie niesie. Serial ma szansę stać się jednym z najważniejszych polskich seriali ostatnich lat, pokazując historię z perspektywy silnych kobiet i poruszając tematy wciąż aktualne w dzisiejszym społeczeństwie. To mieszanka dramatyzmu, kryminału i społecznego komentarza, która ma przyciągnąć szerokie grono odbiorców.

Choć premiera „Piekła kobiet” na platformie HBO Max zaplanowana jest na najbliższe miesiące i już teraz budzi ogromne zainteresowanie, serwis nie zamierza pozostawić widzów bez kolejnych atrakcji. Już 22 sierpnia na HBO Max pojawi się nowy, wyczekiwany serial „Scheda” z Bartoszem Gelnerem, Magdaleną Popławską i Jackiem Komanem w rolach głównych. Nowy serial to opowieść o rodzinnych sekretach, które odciskają piętno na losach kolejnych pokoleń, a tajemnice sprzed lat powoli wychodzą na światło dzienne, wywołując lawinę dramatycznych wydarzeń.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Małgorzata Rozenek-Majdan nie mówiła o tym przez miesiące. Teraz wszystko wyjaśniła – fani w końcu się doczekali

Będziesz oglądać nowy serial? Daj znać w komentarzu pod artykułem i Instagramie!

Agata Turkot (fot. screen YouTube Festiwal Dwa Brzegi)
Agata Turkot (fot. screen YouTube Festiwal Dwa Brzegi)
Ewa Puszczyńska (fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Aneta Zając i Mikołaj Krawczyk zakończą wieloletni konflikt? Padły ważne słowa

Opublikowano

w dniu

przez

Przez lata ich relacja była jedną z najgłośniej komentowanych w polskim show-biznesie. Wiele wskazywało na to, że o pojednaniu nie może być mowy, ale najnowsza wypowiedź Anety Zając może zmienić sposób, w jaki fani patrzą na tę historię. Czy po latach konfliktów nadchodzi przełom? Dowiedz się więcej!

Aneta Zając i Mikołaj Krawczyk jeszcze kilkanaście lat temu uchodzili za jedną z najbardziej zgranych par polskiego show-biznesu. Aktorzy poznali się na planie serialu „Pierwsza miłość”, gdzie ekranowe uczucie szybko przeniosło się do życia prywatnego. Wydawało się, że ich wspólna przyszłość jest już przesądzona.

Owocem ich związku są bliźniacy – Robert i Michał, którzy kilka miesięcy temu skończyli 15 lat. Przez długi czas rodzina uchodziła za przykład zgodnego życia, a fani z zainteresowaniem śledzili kolejne etapy ich wspólnej historii. Niewiele wskazywało na to, że wkrótce wszystko się zmieni.

Prawdziwy przełom nastąpił jednak po narodzinach dzieci. Niedługo później Mikołaj Krawczyk oficjalnie związał się z poznaną na planie serialu Agnieszką Włodarczyk, a cała sytuacja wywołała ogromne emocje w mediach. Ich relacja przez długi czas była szeroko komentowana, a temat rozstania aktorów regularnie wracał na pierwsze strony portali plotkarskich.

Przez kolejne lata między byłymi partnerami nie brakowało napięć i medialnych doniesień o trudnych relacjach. W centrum uwagi bardzo często znajdowały się kwestie związane z wychowaniem dzieci oraz wzajemnymi kontaktami. Wiele osób nie wierzyło, że jeszcze kiedykolwiek uda im się dojść do porozumienia.

POLECAMY: Barbara Kurdej-Szatan zabrała głos ws. POLITYKI. Padły szokujące słowa o jej domu

Aneta Zając POGODZI SIĘ z Mikołajem Krawczykiem?

Teraz jednak pojawił się sygnał, który może zwiastować zmianę. Aneta Zając była gościem podcastu Marcina Wolniaka – „Galaktyka Plotek”, gdzie została zapytana o możliwość pogodzenia się z ojcem swoich synów. Jej odpowiedź zaskoczyła wielu obserwatorów.

Aktorka nie ukrywa, że według niej rozstanie nie musi oznaczać dożywotniego konfliktu. Wręcz przeciwnie – uważa, że byli partnerzy powinni robić wszystko, aby utrzymać poprawne relacje, zwłaszcza jeśli łączą ich dzieci. Jak podkreśla, właśnie dobro najmłodszych powinno być w takich sytuacjach najważniejsze.

“Oczywiście, to jest bardzo fajna sytuacja, jeżeli dwójka osób się rozchodzi i potrafi to zrobić z klasą i się dogadują właśnie dla dobra dzieci. Zawsze trzeba dążyć do tego, przynajmniej ja tak uważam. Odpowiedzi na takie zaczepki nie budują tych dobrych relacji, więc mimo wszystko warto wziąć głęboki oddech i się zastanowić, czy jest to warte tego, żeby odpowiadać. Jest to w naszym środowisku o tyle trudne, że to, co my skomentujemy, jest na świeczniku” – stwierdziła gwiazda hitu Polsatu.

Słowa Anety Zając wielu internautów odebrało jako wyciągnięcie symbolicznej ręki do zgody. Aktorka nie mówi wprawdzie wprost o odbudowie relacji z byłym partnerem, ale wyraźnie zaznacza, że nie warto pielęgnować konfliktów i odpowiadać na każdą zaczepkę. W jej wypowiedzi trudno nie dostrzec dużej dojrzałości i dystansu.

Nie jest tajemnicą, że historie rozstań znanych par często przez długie lata żyją własnym życiem, a media regularnie wracają do dawnych sporów. Tymczasem Aneta Zając zdaje się wysyłać zupełnie inny przekaz – taki, w którym najważniejsze staje się dobro dzieci i budowanie spokojnej przyszłości, niezależnie od przeszłych wydarzeń.

Czy oznacza to, że po latach konfliktów dojdzie do prawdziwego pojednania między Anetą Zając a Mikołajem Krawczykiem? Tego na razie nie wiadomo. Jedno jest jednak pewne – najnowsze wyznanie aktorki pokazuje, że nie zamyka ona drzwi do normalnych relacji i wierzy, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można próbować budować porozumienie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Smolasty zaliczył wielką WPADKĘ? Menedżer nie wytrzymał

Dobrze mieć dobre relacje z byłymi parnterami? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Aneta Zając (fot. screen YouTube “Dzień dobry TVN”)
Mikołaj Krawczyk (fot. screen Instagram Mikołaj Krawczyk)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Kurdej-Szatan zabrała głos ws. POLITYKI. Padły szokujące słowa o jej domu

Opublikowano

w dniu

przez

Barbara Kurdej-Szatan przez lata unikała rozmów o polityce, choć sama znalazła się w centrum jednej z największych medialnych burz ostatnich lat. Teraz aktorka ponownie zabrała głos i zdradziła, jak dziś patrzy na tamte wydarzenia oraz dlaczego nie widzi siebie w świecie polityki. Dowiedz się więcej, co powiedziała!

Barbara Kurdej-Szatan od dawna należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek i prezenterek. Jej kariera rozwijała się błyskawicznie, a sympatia widzów sprawiła, że stała się jedną z najpopularniejszych gwiazd telewizji. W pewnym momencie jej życie zawodowe zostało jednak zdominowane przez wydarzenia, które wykraczały daleko poza świat show-biznesu.

Kilka lat temu aktorka znalazła się w samym środku ogólnopolskiej dyskusji po emocjonalnym wpisie dotyczącym sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Jej mocne słowa odbiły się szerokim echem i wywołały lawinę komentarzy. Przez długi czas temat wracał zarówno w mediach, jak i podczas kolejnych wywiadów z gwiazdą.

Dziś Barbara Kurdej-Szatan podchodzi do tego wszystkiego z większym dystansem. W najnowszej rozmowie przyznała, że choć interesuje się sprawami publicznymi, to nie wyobraża sobie, by sama weszła do świata wielkiej polityki. Jak podkreśliła, nie jest przekonana, czy odnalazłaby się w takiej rzeczywistości.

“Nie wiem, czy odnalazłabym się w tym świecie” — wyznała w rozmowie z “Faktem”, dając jasno do zrozumienia, że polityczna kariera nie znajduje się na liście jej planów. Jednocześnie nie ukrywa, że kwestie społeczne i publiczne od zawsze były obecne w jej życiu.

POLECAMY: Smolasty zaliczył wielką WPADKĘ? Menedżer nie wytrzymał

Barbara Kurdej-Szatan przerwała milczenie. Powiedziała, jak jest z polityką w jej domu

Okazuje się bowiem, że Barbara Kurdej-Szatan wychowała się w domu, w którym o polityce rozmawiało się bardzo często. W rozmowie zdradziła, że jej mama przez wiele lat angażowała się w działalność publiczną i była związana z Unią Wolności, pełniąc funkcję radnej Opola.

Barbara Kurdej-Szatan przyznała, że właśnie dzięki rodzinnej atmosferze od najmłodszych lat miała kontakt z tematami społecznymi i obywatelskimi. Wspominała również opowieści mamy o dawnych realiach politycznych i o tym, jak bardzo różniły się one od dzisiejszej rzeczywistości.

“Moja mama wiele lat była w Unii Wolności i była radną Opola, więc… Ona jakoś tak opowiada, że wtedy, wiesz, może sam fakt, że była w Opolu, to były czasy, jak jeszcze był Tadeusz Mazowiecki, ona najeździła się na jakieś tam spotkania i bardzo była zaangażowana, ale powiedziała, że polityka nie była wtedy tak okrutna jak jest teraz” – wyznała w tej samej rozmowie.

Mimo rodzinnych doświadczeń aktorka nie zamierza jednak zmieniać swojej zawodowej ścieżki. Jak sama podkreśliła, scena i praca artystyczna dają jej wszystko to, czego potrzebuje – poczucie spełnienia, wolności i bezpieczeństwa. Nie wyobraża sobie porzucenia tego świata na rzecz politycznych sporów.

“I jednak scena daje mi tak dużo spełnienia, poczucia bezpieczeństwa, radości i wolności, że ja bym nie mogła tego zostawić na rzecz bycia politykiem” – dodała.

Barbara Kurdej-Szatan zdradziła również, że z biegiem czasu zaczęła świadomie ograniczać ilość politycznych treści, które do niej docierają. Jak wyznała, w pewnym momencie algorytmy mediów społecznościowych nieustannie podsuwały jej wiadomości dotyczące polityki i dramatycznych wydarzeń, co stało się dla niej zwyczajnie przytłaczające.

“Myślę, że był moment, kiedy bardzo dużo widziałam tych treści na wszystkich stronach. Właściwie algorytm sam podrzucał mi te informacje, ale tego było tak dużo i tak dużo też jakichś takich nie tylko politycznych, ale też drastycznych różnych informacji, po prostu ograniczyłam to sobie, bo już miałam serdecznie dość” – stwierdziła aktorka.

Na koniec aktorka zdradziła, że w jej domu to przede wszystkim mąż – Rafał Szatan śledzi bieżące wydarzenia i regularnie ogląda kanały informacyjne. Ona sama woli zachować równowagę i po intensywnym dniu skupić się na rodzinie oraz czasie spędzanym z dziećmi. Jak przyznała z uśmiechem:

“A w domu to Rafał włącza w kółko TVN24… Ja oczywiście bardzo szanuję TVN24, ale mam… Wolę jednak obejrzeć coś z dziećmi” – dodała.

Wygląda więc na to, że mimo licznych pytań i spekulacji, Barbara Kurdej-Szatan nie zamierza wracać do politycznych sporów na pełen etat i konsekwentnie stawia na życie rodzinne oraz rozwój swojej kariery artystycznej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu

A Wy lubicie oglądać kanały informacyjne? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Barbara Kurdej-Szatan (fot. screen Instagram Basia Kurdej-Szatan)
Barbara Kurdej-Szatan (fot. screen Instagram Basia Kurdej-Szatan)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Smolasty zaliczył wielką WPADKĘ? Menedżer nie wytrzymał

Opublikowano

w dniu

przez

Ponad dwugodzinne opóźnienie koncertu wywołało prawdziwą burzę w sieci. Fani nie kryli rozczarowania i zarzucali artyście brak szacunku, ale teraz druga strona przedstawia własną wersję wydarzeń. Co naprawdę stało za głośną wpadką? Dowiedz się więcej!

W miniony weekend w Polkowicach odbyło się jedno z największych muzycznych wydarzeń regionu. Podczas Dni Polkowic na scenie pojawiło się wiele znanych nazwisk, a publiczność mogła bawić się przy występach takich artystów jak Skolim, Kalwi i Remi czy Smolasty. To właśnie koncert popularnego rapera miał być główną atrakcją sobotniego wieczoru.

Na występ Smolastego czekały tłumy fanów, którzy od godzin wieczornych gromadzili się pod sceną. Zgodnie z harmonogramem artysta miał rozpocząć koncert o godzinie 23:30. Czas jednak mijał, a na scenie wciąż go nie było. Organizatorzy apelowali o cierpliwość, ale z każdą kolejną minutą atmosfera robiła się coraz bardziej nerwowa.

Ostatecznie muzyk pojawił się przed publicznością dopiero około godziny 2:00 w nocy. Ponad dwugodzinne opóźnienie błyskawicznie stało się jednym z najgłośniejszych tematów w mediach społecznościowych. Wielu uczestników imprezy nie ukrywało rozgoryczenia, zwłaszcza że część z nich przyjechała specjalnie na ten koncert.

W internecie niemal od razu zaroiło się od komentarzy. Internauci otwarcie wyrażali swoje niezadowolenie, zarzucając artyście brak profesjonalizmu i lekceważące podejście do fanów. Wielu z nich twierdziło, że tak długie oczekiwanie jest po prostu nie do zaakceptowania.

„Dwie i pół godziny czekania to jakiś żart, ludzie nie przychodzą na koncert po to, żeby stać pod sceną do nocy”; „Miał być gwiazdą wieczoru, a wyszło wielkie rozczarowanie”; „Organizacja organizacją, ale szacunek do fanów powinien być na pierwszym miejscu”; „23:30 zamieniło się w 2:00. Nie każdy może pozwolić sobie na takie czekanie”; „Totalnie niesmaczny żart!; „Tragedia, dobrze, że o czwartej rano nie przyjechał”; „Brak słów, fani zasługują na zdecydowanie lepsze traktowanie” – pisali internauci po zakończeniu wydarzenia.

POLECAMY: Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu

Smolasty kazał fanom czekać ponad dwie godziny. Management wydał oświadczenie!

Narastająca fala krytyki sprawiła, że głos w sprawie postanowił zabrać management wokalisty. Oficjalne stanowisko opublikowała agencja Show MTM, która odpowiada za współpracę z artystą. W wydanym komunikacie podkreślono, że organizator imprezy od samego początku miał znać wszystkie okoliczności związane z harmonogramem występów.

“Prosimy o nierozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w sprawie spóźnienia Smolastego na koncert w Polkowicach. Organizator od samego początku był poinformowany o wcześniejszym koncercie w Warszawie (który na prośbę artysty został przyspieszony o godzinę). Wielokrotnie prosiliśmy o przełożenie koncertu na 14 czerwca” – informuje.

Jak wynika z oświadczenia, management próbował zrobić wszystko, by artysta dotarł na miejsce jak najszybciej. Według przedstawicieli Smolastego, pierwotny plan zakładał wykorzystanie śmigłowca, który miał znacznie skrócić czas podróży między koncertami.

“Na wyraźne prośby organizatora zapewniliśmy artyście transport helikopterem, jednak ze względu na zagrożenie związane z warunkami pogodowymi lot został odwołany. Aby dotrzeć na koncert, artysta ruszył w trasę samochodem, co, oczywiście, trwało dłużej niż planowany lot. Opinie o spóźnieniu i lekceważeniu fanów są krzywdzące i mijają się z prawdą. Organizator od samego początku wiedział o sytuacji, był informowany na bieżąco oraz proszony przez menedżera o przekazanie publiczności informacji dotyczącej faktycznej godziny rozpoczęcia koncertu” – czytamy.

Stanowisko managementu rzuciło na całą sytuację nowe światło, jednak nie uciszyło internetowej dyskusji. Część internautów uważa, że przy tak napiętym grafiku podobne sytuacje są nieuniknione, inni z kolei przekonują, że odpowiedzialność za punktualne rozpoczęcie koncertu zawsze spoczywa na artyście i jego ekipie.

Nie jest tajemnicą, że sezon letni oznacza dla największych gwiazd prawdziwy maraton występów. Wielu wykonawców jednego dnia odwiedza kilka miejscowości, pokonując setki kilometrów. Każde opóźnienie lub nieprzewidziana sytuacja może więc wywołać efekt domina i wpłynąć na kolejne koncerty.

Afera wokół występu Smolastego w Polkowicach pokazuje jednak, jak ogromne emocje budzą takie sytuacje i jak szybko rozprzestrzeniają się w mediach społecznościowych. Jedno jest pewne – zarówno fani, jak i sam artysta będą jeszcze długo wracać do wydarzeń z tamtej nocy, a oficjalne oświadczenie managementu z pewnością nie zakończy wszystkich dyskusji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?

Na miejscu fanów Smolastego czekalibyście na niego do 2:00 w nocy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Smolasty (fot. screen Instagram Smolasty)
Smolasty (fot. screen Instagram Smolasty)
Smolasty (fot. screen Instagram Smolasty)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu

Opublikowano

w dniu

przez

Śmierć Łukasza Litewki wstrząsnęła opinią publiczną i do dziś wywołuje ogromne emocje. Teraz pojawiły się nowe informacje dotyczące 57-letniego kierowcy podejrzanego o spowodowanie tragicznego wypadku. Decyzja sądu może mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sprawy. Dowiedz się więcej!

Tragiczny wypadek, w którym zginął Łukasz Litewka, od wielu tygodni pozostaje jednym z najgłośniejszych tematów w polskiej debacie publicznej. Śledczy nieustannie analizują zebrany materiał dowodowy, próbując odtworzyć przebieg wydarzeń, które doprowadziły do śmierci posła. Każda nowa informacja budzi ogromne zainteresowanie i wywołuje lawinę komentarzy.

Do tragedii doszło 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej. Podejrzanym o spowodowanie wypadku jest 57-letni kierowca samochodu marki Mitsubishi. Z ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna nie znajdował się pod wpływem alkoholu, środków odurzających ani leków mogących wpływać na koncentrację. Według śledczych nie korzystał również z telefonu komórkowego w chwili zdarzenia.

Mężczyzna opuścił wcześniej areszt tymczasowy po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Jednocześnie prokuratura zdecydowała o zatrzymaniu jego prawa jazdy. To właśnie ta decyzja stała się przedmiotem kolejnego etapu prawnej batalii, która przyciągnęła uwagę mediów i opinii publicznej.

57-latek postanowił złożyć zażalenie na decyzję o odebraniu mu uprawnień do kierowania pojazdami. Jego pełnomocnik argumentował, że naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego miało charakter nieumyślny, a na obecnym etapie postępowania nie ma podstaw do tak daleko idącego środka zapobiegawczego.

Obrona przekonywała również, że wciąż obowiązuje zasada domniemania niewinności, a prowadzone śledztwo nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. Adwokat podkreślał, że – jego zdaniem – istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, by w przyszłości sąd orzekł wobec jego klienta zakaz prowadzenia pojazdów.

“Są ustawowe przesłanki do stosowania, do orzekania takim postanowieniem, od jakiego się odwołujemy. W ocenie obrony nie zostały one spełnione i brak jest podstaw do zatrzymania prawa jazdy na tym etapie” – wyjaśnił aplikant adwokacki Maksymilian Alwaeli cytowany przez “Fakt”.

POLECAMY: Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?

Nowy zwrot w sprawie śmierci Łukasza Litewki. 57-latek walczył o prawo jazdy [SZCZEGÓŁY]

Sprawa została rozpoznana 16 czerwca przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej. Jak przekazali dziennikarze „Faktu”, 57-letni kierowca nie pojawił się osobiście na posiedzeniu, a rozprawa odbywała się za zamkniętymi drzwiami. Ostatecznie sąd nie przychylił się do wniosku obrony.

Zapadła decyzja o utrzymaniu w mocy wcześniejszego postanowienia o zatrzymaniu prawa jazdy. Co istotne, orzeczenie jest prawomocne. Oznacza to, że podejrzany nie odzyska uprawnień do kierowania pojazdami na obecnym etapie postępowania.

Jeszcze przed ogłoszeniem decyzji głos zabrali najbliżsi zmarłego posła. Ojciec Łukasza Litewki, Zdzisław Litewka, nie ukrywał, że ewentualny zwrot prawa jazdy byłby dla rodziny trudny do zaakceptowania. W jego opinii taka decyzja mogłaby podważyć zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości.

“Gdyby oddali mu teraz prawo jazdy to tak naprawdę świadczyłoby to o tym, jaki jest tutaj stosunek wymiaru sprawiedliwości” – mówi Zdzisław Litewka.

Jeszcze bardziej emocjonalnie wypowiedziała się partnerka zmarłego parlamentarzysty, Natalia Bacławska. Kobieta przyznała, że sama myśl o możliwości powrotu 57-latka za kierownicę budzi w niej ogromny niepokój i poczucie zagrożenia.

Nie chciałabym żyć w kraju, w którym osoby, które zabijają inne osoby, nie są w stanie w ogóle wytłumaczyć, dlaczego składają kilkukrotnie zeznania, które są za każdym razem inne, wsiadają za kółko. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Biorąc pod uwagę, że ta osoba mieszka nieopodal, bałabym się wyjść z psem, że zasłabnie, zemdleje, wyleje mu się kawa na spodnie albo pomyśli, że to ptak – wyznała na łamach “Faktu”.

Sprawa śmierci Łukasza Litewki wciąż pozostaje w toku, a śledczy analizują kolejne dowody i zeznania. Najnowsza decyzja sądu pokazuje jednak, że organy wymiaru sprawiedliwości zachowują daleko idącą ostrożność. Rodzina i bliscy zmarłego liczą, że postępowanie doprowadzi do pełnego wyjaśnienia okoliczności tragedii i wydania sprawiedliwego wyroku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew

Łukasz Litewka (fot. screen Instagram Łukasz Litewka)
Łukasz Litewka (fot. screen Instagram Łukasz Litewka)
Łukasz Litewka (fot. screen YouTube Żurnalista)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością