Śledź nas

news

Kuba Wojewódzki kontra Tomasz Lis

Opublikowano

w dniu

Kuba ma pretensje, że na okładce “Newsweeka” jest bez Mikołaja Lizuta, zaś Tomasz Lis wytyka mu, że po prostu nie spodobało mu się zdjęcie na okładce. A przecież przyszedł na sesję ze stylistą fryzur.

W niedzielę Kuba Wojewódzki niezadowolony z okładki “Newsweeka” opublikował poniższy, pełen emocji wpis na Facebooku:

“List otwarty do Tomasza Lisa

Drogi Tomku.

Poprosiłeś Mikołaja Lizuta oraz mnie o artykuł do Newsweeka na temat chamstwa w mediach. Napisaliśmy go.
Poprosiłeś nas o obecność na okładce. Nie budziło to mojego entuzjazmu ale zgodziliśmy sie.
Poprosiłeś nas o sesję fotograficzną. Choc to strata czasu i energii, zgodziliśmy sie.
Następnie poprosiłes mnie o to, abym jednak był na okładce sam. NIE zgodziliśmy sie.
Sesja miała charakter chaotyczny i nieprofesjonalny a kreatywność Twoich ludzi polegała głównie na pokazywaniu nam okładek innych pism amerykańskich, które chcieliście skopiować. NIE zgodziliśmy się.
Kiedy ja poprosiłem Ciebie oraz Twoich wspólpracowników o niewykorzystywanie zrobionych zdjęć, ze wzgledu na ich ewidentnie słaby poziom, zlekceważyłeś to.
Gdy opuszczałem studio fotograficzne, Twoi współpracownicy obiecali mi, że na okładce będziemy razem z Mikołajem, co dla nas miało istotne znaczenie, ze względu na start naszej wspólnej audycji w Rock Radiu. Okłamaliście nas.
Kiedy próbowaliśmy sie do Was dodzwonić, NIE odbieraliście telefonów.
Kiedy napisałem do Was, że NIE zgadzam sie na wykorzystanie zrobionej sesji. Zlekcewarzyliscie to.
Kiedy zobaczyłem projekt okładki, zdecydowanie się na nią nie zgodziłem. Zlekceważyłes to.

Tym samym potwierdziłes wszystkie negatywne opinie na swoj temat, które docierają do mnie od lat.
Pogwałciłeś standardy nie tylko dziennikarskie ale po prostu koleżeńskie. Zwykłe, ludzkie. Fajnie Ci z tym ?
Piszesz o dyktaturze przemocy. A jak nazwiesz swoje zachowanie ?
Jest mi po prostu, po ludzku przykro, choć sytuacja jest i śmieszna i żałosna zarazem.
Już kilkukrotnie wykorzystywałeś mój wizerunek na okładce Newsweeka, cynicznie i w sposób jawnie manipulatorski, na co zresztą zwracałem Ci uwagę publicznie.
Dla mnie przestałeś byc redaktorem naczelnym a stałeś się handlarzem. Małym handlarzem.

Artukuł a chamstwie w mediach zyskał dodatkowy epilog oraz nowego bohatera. Ja, pisząc o medialnych chamach, zacząłem od siebie. Może teraz czas na Ciebie ? Czy w pogoni za sprzedażą naprawde warto dymać starych kolegów ?
Z licznych linii podziałów w naszym kraju osobiscie uważam, że ta jedna jest najważniejsza. Linia podziału na takich, co mają zasady i na takich co mają je, na miarę potrzeb.
Nie wiem jak daleko w budynku wydawnictwa Ringier Axel Springer jest od redakcji Newsweeka do redakcji Faktu, ale odnoszę wrażenie, że coraz bliżej.
Ostanio Twojemu tygodnikowi spada sprzedaż. Może w tych kilku słowach znajdziesz podpowiedź, dlaczego.
Gratuluje prezentu, jaki swoim postępowaniem, podarowałeś osobiście braciom Karnowskim.

Wyjątkowo nie pozdrawiam

KW

Ps – To nie jest moje ostatnie zdane w tej sprawie.
Ps 2 – Agnieszka Fok oraz Aleksandra Karasińska – również gratuluje wysokich standardów.”

wojewodzki_kuba_newsweek_040214

Na odpowiedź redakcji “Newsweeka” nie trzeba było długo czekać. Oto wyjaśnienie pochodzące od tygodnika:

“Sesja fotograficzna Mikołaja Lizuta i Kuby Wojewódzkiego, podczas której miały powstać zdjęcia do ich tekstu dla “Newsweeka”, została umówiona z autorami na piątek na godzinę 10. Poprzedzającego wieczora do redakcji dotarła informacja, że pan Wojewódzki nie pojawi się na sesji. W trakcie realizacji zdjęć z p. Lizutem dostaliśmy wiadomość, że p. Wojewódzki jest gotów przyjść na sesję na godzinę 15. Redakcja dostosowała się do nowego terminu. O godz. 15 pojawili się: p. Lizut oraz p. Wojewódzki i jego stylista fryzur.

Po zakończeniu sesji p. Wojewódzki wybrał dwa zdjęcia do obróbki graficznej i do dalszej akceptacji. Dodatkowo wskazał zdjęcie portretowe innego fotografa jako alternatywne rozwiązanie. W czasie sesji zdjęciowej nie padło zapewnienie, że na okładce tygodnika pojawią się obaj panowie. Już wcześniej redaktor naczelny “Newsweeka” poinformował obu autorów, że na okładkę planujemy jedynie zdjęcie p. Wojewódzkiego. Żaden z panów nie wyraził wtedy obiekcji.

W piątek o godzinie 19 ostateczna wersja okładki, na której znalazło się jedno z dwóch wskazanych przez p. Wojewódzkiego zdjęć, została wysłana do niego do akceptacji. Dwie godziny później redakcja otrzymała pytanie od p. Wojewódzkiego, czy są jeszcze inne wersje. Redakcja odpowiedziała, że w tej chwili nie ma innych wersji. W ciągu kolejnych dwóch godzin p. Wojewódzki nie przesłał więcej uwag ani nie wyraził żadnych obiekcji w kwestii otrzymanej okładki. Redakcja uznała to za akceptację. Okładka została wysłana do drukarni.

W sobotę o godzinie 10 redakcja otrzymała od p. Wojewódzkiego informację, że nie wyraża zgody na propozycję okładki. Mimo że tygodnik został już w całości wysłany do drukarni, redakcja przygotowała nową wersję okładki z innym zdjęciem, również zaakceptowanym uprzednio przez p. Wojewódzkiego. Stara okładka była już wydrukowana, ale byliśmy gotowi wydrukować jeszcze raz pismo z nową wersją okładki. Redaktor naczelny wielokrotnie kontaktował się z p. Wojewódzkim, chcąc wyjaśnić sytuację. Pytał, na czym polega problem z okładką i jakiej zmiany oczekiwałby p. Wojewódzki. Nie otrzymał żadnej konkretnej odpowiedzi. W tej sytuacji redakcja pozostała przy pierwotnym projekcie okładki, na którym było jedno ze zdjęć wybranych przez p. Wojewódzkiego.

Jak widać próbowaliśmy wyjść naprzeciw oczekiwaniom naszego autora. Wyrażamy ubolewanie, że pomimo naszych wysiłków p. Wojewódzki nie jest zadowolony ze zdjęcia na okładce.”

Kuba Wojewódzki prawdopodobnie chciał wypromować swoją nową audycję radiową, ale niestety zrobił to nieelegancko atakując Tomasza Lisa. Taki sposób promocji obrócił się przeciwko niemu i spotkał się z powszechną krytyką.

 

news

Helen Mirren usłyszała, skąd pochodzi dziennikarz. Jej reakcja na „Lalkę” zaskoczyła

Opublikowano

w dniu

przez

Helen Mirren, fot. Instagram

Helen Mirren zdradziła, że zamierza obejrzeć nową serialową adaptację „Lalki” Bolesława Prusa przygotowaną przez Netfliksa. Brytyjska aktorka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne miejsce powieść zajmuje w polskiej kulturze. O produkcji usłyszał od niej dziennikarz Artur Zaborski, który spotkał gwiazdę podczas festiwalu w Toronto.

Nowa ekranizacja „Lalki” wzbudza zainteresowanie nie tylko w Polsce. O przygotowywanej przez Netfliksa serialowej wersji dzieła Bolesława Prusa mówi się również za granicą, a jednym z jej potencjalnych widzów jest sama Helen Mirren. Aktorka, znana z licznych ról filmowych i telewizyjnych, miała przyznać, że planuje zapoznać się z polską produkcją. Co więcej, użyła oryginalnego tytułu powieści „Lalka” i podkreśliła, że zna znaczenie tej książki dla polskiej kultury.

Informację przekazał Artur Zaborski, dziennikarz i krytyk filmowy, który spotkał Helen Mirren podczas festiwalu w Toronto. Rozmowa odbyła się po premierze filmu „A Talent for Murder” w reżyserii Antona Corbijna. Aktorka wciela się w nim w Patricię Highsmith, autorkę powieści „Utalentowany pan Ripley”. W trakcie spotkania pojawił się również temat Polski oraz nowej adaptacji klasycznej powieści.

Zainteresowanie Helen Mirren nie jest przypadkowe. Jak wynika z relacji Zaborskiego, aktorka wiedziała, jak istotną pozycję zajmuje „Lalka” w polskiej literaturze. Przyznała także, że o Polsce i jej kulturze dużo dowiedziała się od swojego męża, amerykańskiego reżysera Taylora Hackforda. Mężczyzna miał wielokrotnie odwiedzać nasz kraj i darzyć go dużą sympatią.

POLECAMY: Miłosna bomba na Netflixie! „Lalka” Bolesława Prusa w wersji 2026 – sprawdź, kto zagra Łęcką i Wokulskiego

Helen Mirren zna „Lalkę”

Do spotkania Helen Mirren i Artura Zaborskiego doszło podczas bankietu po premierze filmu „A Talent for Murder” w reżyserii Antona Corbijna. Aktorka wciela się w nim w Patricię Highsmit, autorkę powieści „Utalentowany pan Ripley”. Rozmowa szybko zeszła jednak na tematy związane z Polską oraz nową produkcją Netfliksa. Jak relacjonował Artur Zaborski, Helen Mirren powiedziała, że zamierza obejrzeć serialową „Lalkę”. Co istotne, użyła polskiego tytułu powieści i podkreśliła, że zna jej znaczenie. Aktorka miała więc świadomość, że nie chodzi wyłącznie o kolejną ekranizację literacką, lecz o dzieło mocno zakorzenione w polskiej historii i kulturze.

Zgadnijcie, co dame Mirren powiedziała, gdy usłyszała, że jestem z Polski? Że ma zaznaczony w Netfliksie do obejrzenia ten serial „Doll”, bo wie, jak ważną książką w historii polskiej kultury jest — i tu wymieniła po polsku tytuł — „Lalka” – napisał dziennikarz.

Zainteresowanie gwiazdy można uznać za ciekawostkę towarzyszącą premierze serialu. „Lalka” Bolesława Prusa jest bowiem powieścią kojarzoną przede wszystkim z polskim kanonem literackim, choć poruszane w niej tematy pozostają uniwersalne. Nieszczęśliwa miłość, społeczne podziały, ambicje, rozczarowania i nierówności między klasami sprawiają, że historia Stanisława Wokulskiego oraz Izabeli Łęckiej wciąż może być odczytywana na nowo. Nowa adaptacja Netfliksa ma przedstawić znaną historię z perspektywy odpowiadającej współczesnym widzom. Twórcy skupiają się nie tylko na romantycznym wymiarze relacji bohaterów, ale również na jej bardziej skomplikowanych i niepokojących aspektach.

Bo mój mąż kocha Polskę, był w niej wiele razy”. Jej mężem jest amerykański reżyser Taylor Hackford, który wielokrotnie odwiedzał nasz kraj.

POLECAMY: Polska lalka Barbie, Anella ma konkurentkę! Zobaczcie jak wygląda

Za serial odpowiada Paweł Maślona

Serialowa „Lalka” będzie składać się z sześciu odcinków. Za reżyserię odpowiada Paweł Maślona, a scenariusz przygotowali wspólnie Paweł Demirski i Jagoda Dutkiewicz. Produkcja ma skoncentrować się na relacji Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej, pokazując ją nie tylko jako romantyczną historię, ale również jako opowieść o obsesji, nierównościach społecznych i toksycznym uczuciu. W nowej wersji Izabela ma zostać przedstawiona jako postać bardziej złożona i wielowymiarowa. Twórcy zamierzają spojrzeć na bohaterów z nieco innej perspektywy, bez ograniczania ich wyłącznie do tradycyjnych ról znanych z literackiego pierwowzoru. Ważnym elementem serialu ma być również obraz XIX-wiecznej Warszawy odtworzonej z dużą dbałością o szczegóły i pokazanej jako przestrzeń pełna kontrastów.

Produkcja zwróciła uwagę także zagranicznych mediów. „The New York Times” pisał o powieści Prusa, określając ją jako możliwie „najmniej znaną wielką powieść XIX wieku”. Zainteresowanie międzynarodowej publiczności może sprawić, że historia Stanisława Wokulskiego i Izabeli trafi do widzów, którzy wcześniej nie mieli okazji zetknąć się z polską literaturą.

Helen Mirren może być jedną z takich osób, choć jej słowa sugerują, że nie podchodzi do „Lalki” całkowicie bez kontekstu. Jak wynika z relacji Artura Zaborskiego, aktorka zna znaczenie powieści, a wiedzę o Polsce czerpała między innymi od swojego męża, amerykańskiego reżysera Taylora Hackforda. Helen Mirren miała podkreślić, że on darzy Polskę dużą sympatią i wielokrotnie odwiedzał nasz kraj.

AUTORKA: Klaudia Smyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

POLECAMY: Długo wyczekiwana premiera filmu “Piłsudski” – kto pojawił się na ściankach?

Helen Mirren, fot. Instagram
Kontynuuj czytanie

news

Skolim ponad politycznymi podziałami! Najpierw zagrał dla prezydenta, chwilę później dla rządu. Artysta ma jasny przekaz

Opublikowano

w dniu

przez

Skolim w ostatnich tygodniach pojawił się na dwóch wydarzeniach organizowanych przez państwowe instytucje. Najpierw 29 sierpnia wystąpił w Juracie podczas „Przyszłość.pl”, wydarzenia z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego. Zaledwie 15 dni później zaśpiewał podczas Dożynek Polskich w Spale, organizowanych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jedno się nie zmieniło, niezależnie od miejsca, pod sceną pojawili się ludzie, którzy przyszli przede wszystkim po muzykę i dobrą zabawę.

Najpierw Jurata i koncert dla młodzieży

29 sierpnia Skolim wystąpił podczas wydarzenia „Przyszłość.pl” w prezydenckiej rezydencji w Juracie. Dwudniowe spotkanie było skierowane do młodych ludzi w wieku od 18 do 26 lat, a w jego programie znalazły się m.in. debaty, rozmowy, aktywności sportowe oraz koncerty. Wśród zaproszonych artystów znalazł się właśnie Skolim. Występ wokalisty wzbudził sporo dyskusji jeszcze przed wydarzeniem. Ostatecznie jednak, kiedy artysta pojawił się na scenie, najważniejsza okazała się muzyka i reakcja publiczności. Skolim od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję przede wszystkim jako artysta koncertowy. Jego występy przyciągają ludzi niezależnie od tego, kto organizuje dane wydarzenie i jaki charakter ma impreza. Sam też stara się przede wszystkim być jak najbardziej obecny dla publiczności, dlatego zarówno przed koncertami, jak i po jeszcze długo rozmawia z fanami i rozdaje autografy.

Kilkanaście dni później… scena Dożynek Polskich

I tutaj nastąpił ciekawy zwrot. Zaledwie 15 dni po występie w Juracie Skolim pojawił się na scenie Dożynek Polskich w Spale. Wydarzenie odbyło się 13 września i było organizowane przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Skolim wystąpił o godzinie 15.00, a w programie znaleźli się również m.in. Zenek Martyniuk z zespołem Akcent, MIG czy Maestro Chives. To właśnie zestawienie dwóch występów – najpierw w wydarzeniu związanym z prezydentem, a następnie na imprezie organizowanej przez resort rządu, pokazuje, że kalendarz koncertowy Skolima nie ogranicza się do jednej strony sceny publicznej. I być może właśnie na tym polega jego fenomen.

POLECAMY: Skolim znów na państwowej scenie. Najpierw prezydent, teraz Ministerstwo Rolnictwa. Co jeszcze?

Nie polityka, tylko scena

Skolim nie jest politykiem i nie startuje w wyborach. Jest wokalistą, który ma przede wszystkim dostarczać publiczności emocji, muzyki i rozrywki. Dlatego jego obecność na różnych wydarzeniach można odczytywać przede wszystkim, jako element działalności koncertowej, a nie deklarację polityczną. W Juracie śpiewał dla młodych ludzi uczestniczących w „Przyszłość.pl”. W Spale dla uczestników ogólnopolskiego święta plonów. W obu przypadkach jego rolą było dostarczenie ludziom dobrej zabawy, a ta jest gwarantowana, kiedy na scenie pojawia się Skolim z zespołem. I właśnie publiczność wydaje się dla niego najważniejszym punktem odniesienia. Dożynki Polskie w Spale miały otwartą formułę i bezpłatny wstęp, a organizatorzy podkreślali, że wydarzenie ma być skierowane do rolników, mieszkańców i lokalnych społeczności. Kiedy więc Skolim wychodzi na scenę, trudno sprowadzić jego koncert wyłącznie do tego, kto znajduje się na liście organizatorów. Dla widzów liczy się przede wszystkim artysta, jego piosenki i atmosfera koncertu.

Skolim jednym z najbardziej rozchwytywanych wokalistów!

Nie jest tajemnicą, że Skolim należy obecnie do grona artystów, których nazwisko bardzo często pojawia się na plakatach koncertowych. Jego popularność przekłada się na zainteresowanie organizatorów wydarzeń, a charakterystyczne połączenie muzyki tanecznej, latino i disco polo sprawia, że jego koncerty mają bardzo szeroką grupę odbiorców. W ostatnich tygodniach mogli zobaczyć go zarówno młodzi uczestnicy wydarzenia w Juracie, jak i publiczność Dożynek Polskich w Spale. Dwa różne wydarzenia, dwa różne środowiska i dwie różne okazje. Jeden Skolim. W międzyczasie gwiazdor i jego zespół zagrał szereg innych koncertów plenerowych i klubowych.

Dla niego liczy się przede wszystkim człowiek pod sceną

W czasach, gdy niemal każda obecność osoby publicznej na wydarzeniu organizowanym przez państwo może zostać natychmiast wpisana w polityczny kontekst, Skolim zdaje się pozostawiać sobie przede wszystkim rolę wokalisty. Nie musi opowiadać się po jednej stronie, żeby występować dla ludzi. Może pojawić się tam, gdzie jest zapraszany, wejść na scenę, zaśpiewać swoje największe przeboje i zejść z niej bez deklarowania politycznych sympatii. A publiczność? Ta pozostaje publicznością, niezależnie od tego, kto jest gospodarzem wydarzenia. Być może właśnie dlatego w przypadku Skolima znacznie ciekawsze od tego, dla kogo zagrał, jest to, dla kogo faktycznie śpiewa, a śpiewa przede wszystkim dla ludzi. I patrząc na tempo jego koncertowej kariery, wygląda na to, że takich ludzi, którzy chcą go słuchać na żywo, wciąż przybywa. Publiczność naprawdę go kocha.

Fot. archiwum prywatne Skolim
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

moda

Bransoletka sznurkowa vs. łańcuszkowa – czym się różnią i do czego pasują

Opublikowano

w dniu

przez

Są takie dodatki, które nosimy praktycznie codziennie. Właśnie do nich należą bransoletki – lekkie, wygodne i łatwe do dopasowania do własnego stylu. Ale kiedy przychodzi moment wyboru, często pojawia się pytanie: postawić na model sznurkowy czy klasyczną bransoletkę łańcuszkową?

Oba rozwiązania mają swój urok, jednak sprawdzają się w nieco innych stylizacjach. Wszystko zależy od tego, jaki efekt chcesz osiągnąć i kiedy planujesz nosić swoją biżuterię.

Czym różni się bransoletka sznurkowa od łańcuszkowej?

Na pierwszy rzut oka różnica wydaje się oczywista – jedna wykonana jest ze sznurka, druga z metalowego łańcuszka. Za tym prostym podziałem kryje się jednak znacznie więcej.

Bransoletki sznurkowe powstają najczęściej z nylonu, bawełny, jedwabiu lub satyny. Są lekkie, wygodne i mają swobodny charakter. Z kolei modele łańcuszkowe wykonuje się między innymi ze srebra, złota, stali czy platyny, dlatego prezentują się bardziej elegancko i świetnie odnajdują się także podczas bardziej formalnych okazji.

Bransoletka Pszczółka Maja – srebrna zawieszka na czarnym sznurku BMA0001 fot. bydziubeka.pl

Różni je także styl. Sznurek kojarzy się z codziennym luzem i estetyką boho, natomiast łańcuszek to klasyka, która pasuje zarówno do biura, jak i wieczorowych stylizacji.

Bransoletka sznurkowa – styl casualowy czy boho?

Najlepsza odpowiedź brzmi… jedno i drugie. Bransoletki sznurkowe świetnie wpisują się w codzienne stylizacje. Pięknie wyglądają z jeansami, prostym T-shirtem czy lnianą koszulą, dodając całości lekkości i odrobiny koloru.

Jeśli bliżej Ci do stylu boho, możesz wybrać model ozdobiony kamieniami naturalnymi, zawieszkami albo symbolicznym detalem. Takie dodatki nadają biżuterii bardziej indywidualny charakter, a jednocześnie nadal pozostają bardzo uniwersalne.

Bransoletka z beżowym sznurkiem i trzema elementami z symbolem morza BMT0342 fot. bydziubeka.pl

Ciekawym pomysłem jest także noszenie bransoletki sznurkowej razem z zegarkiem. Taki zestaw, określany jako arm party, od kilku sezonów nie wychodzi z mody i pozwala stworzyć swobodną, ale dopracowaną stylizację.

Kiedy wybrać bransoletkę łańcuszkową?

Bransoletka łańcuszkowa to dobry wybór wtedy, gdy zależy Ci na bardziej eleganckim efekcie. Świetnie uzupełnia stylizacje do pracy, sprawdza się podczas rodzinnych uroczystości, a także na wieczorne wyjścia.

Bransoletka Kwiatek – srebrna na łańcuszku– oficjalna kolekcja licencyjna Pszczółki Mai BMA0007 fot. bydziubeka.pl

To również świetna baza pod zawieszki, jeśli lubisz stopniowo tworzyć własną, spersonalizowaną biżuterię.

Jej największą zaletą jest ponadczasowość. Klasyczny łańcuszek równie dobrze wygląda z garniturem, jak i z prostą koszulą czy ulubioną sukienką, dlatego bez problemu odnajduje się w wielu różnych stylizacjach.

Jak dobrać bransoletkę do okazji i stylu?

Nie ma jednej bransoletki, która będzie idealna na każdą okazję – i właśnie to jest w nich najfajniejsze.

Na co dzień świetnie sprawdzają się lekkie modele sznurkowe, które nie przeszkadzają podczas codziennych obowiązków i pasują do casualowych ubrań.

Bransoletka złoty łańcuch BSY0318 fot. bydziubeka.pl

Jeśli wybierasz się do pracy albo na ważniejsze spotkanie, lepszym wyborem będzie klasyczna bransoletka łańcuszkowa ze srebra, złota lub stali. Doda stylizacji elegancji, ale nie będzie przy tym zbyt wyrazista.

A jeśli nie lubisz wybierać tylko jednej opcji? Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby połączyć oba style. Delikatny łańcuszek i cienka bransoletka sznurkowa świetnie wyglądają noszone razem na jednym nadgarstku. To prosty sposób na modny efekt arm party, który dodaje stylizacji lekkości i pokazuje, że biżuteria może być przede wszystkim dobrą zabawą.

Kontynuuj czytanie

news

„Po prostu Damian” stworzył nowy gatunek: CYBER-POP? Prosto z premiery „100 dni: Misja Zeus”

Opublikowano

w dniu

przez

„Po prostu Damian” stworzył nowy gatunek: CYBER-POP? Prosto z premiery „100 dni: Misja Zeus”

POLECAMY: Kayah wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością