Śledź nas

showbiz

Majka Jeżowska: Czuję, że przede mną jeszcze wiele dobrych rzeczy

Opublikowano

w dniu

Ponadczasowa artystka, której piosenki znają i umieją zanucić, zarówno dzieci, jak i dorośli. Nie potrafi przejść obojętnie wobec cierpienia dzieci i zwierząt. Jej życie nie zawsze było tak kolorowe jak sukienki, w których występowała na scenie. Choć niedawno zakończyła swój wieloletni związek, nie zamyka się na nowe uczucie.

Szykuje się Pani do wydania kolejnej płyty, która ma być inna niż wszystkie dotychczasowe. Dlaczego?

Praca nad płytą, którą nagrałam w ubiegłym roku i która wciąż czeka na wydanie, była dla mnie swego rodzaju terapią. To już nie tajemnica, że właśnie wtedy rozstałam się ze swoim wieloletnim partnerem Darkiem. Bardzo chciałam zrobić coś innego i coś dla siebie, udowodnić, że mogę wyjść poza ramy mojego tzw. śpiewania familijnego i razem z moją przyjaciółką Joanną Gajewską wpadłyśmy na pomysł, by nagrać piosenki filmowe z orkiestrą symfoniczną Polskiego Radia.

Co zatem znajdzie się na tej płycie?

Nie mogę zdradzić wszystkich tytułów, które znajdą się na krążku „Filmowa Majka Symfonicznie”, ale zapewniam, że będą tam utwory z amerykańskich filmów. Chciałabym ten materiał promować koncertami w filharmoniach, na które również mogłyby przychodzić całe rodziny. Nagrałam także w duecie z Andrzejem Piasecznym utwór z filmu „Piękna i Bestia”. Piosenki, choć są bardzo różne, razem tworzą świetną całość koncertową.

Czy to prawda, że w związku z innym niż dotychczas stylem muzycznym, zapisała się Pani na lekcje śpiewu?

Poczułam potrzebę popracowania nad swoim głosem, przede wszystkim po to, by go wzmocnić. Śpiewanie musicalowe trochę różni się od śpiewania popowego, do którego byłam przyzwyczajona. Nad głosem trzeba cały czas pracować, dlatego zgłosiłam się na kilka lekcji do młodego zdolnego muzyka, który pokazał mi kilka technik, abym mogła rozciągać i wyrównywać głos. Fakt, że ktoś z nami pracuje jest mobilizujący. Sama też mogłam ćwiczyć, ale nie miałam motywacji, a jak już się umówiłam na lekcje, to musiałam się zebrać.

Jaką była Pani uczennicą?

W szkole podstawowej byłam pilną i bardzo dobrą uczennicą. W liceum trochę się opuściłam w nauce, ale nie dlatego, że byłam leniwa. Rozwijałam wówczas swoje pasje związane z muzyką. Dużo czasu spędzałam w szkole muzycznej, do tego dochodziły występy z zespołem, wyjazdy na przeglądy piosenki, czy festiwale. Mimo wszystko zawsze starałam się mieć świadectwo z czerwonym paskiem. Najgorszy był rok maturalny. Zdarzyła mi się na półrocze dwója z matematyki. Zawsze byłam kiepska z matmy, a na dodatek opuściłam wiele lekcji. Zamiast brać udział w zajęciach, byłam z nich zwalniana przez znajomego moich rodziców, który był wicedyrektorem. Na początku roku spotkał mnie na korytarzu i zaproponował, żebym wybrała sobie przedmiot, na który nie chcę chodzić, abym w tym czasie mogła siedzieć w pokoju nauczycielskim i przepisywać podział godzin. Jak po dwóch miesiącach tych „prac społecznych” zaczęłam się pojawiać na zajęciach, to nie wiedziałam, co się dzieje. Potem jednak wzięłam się za siebie i na świadectwie była już czwórka.

Pamięta Pani coś jeszcze z tej matematyki?

Niewiele. Za to byłam bardzo dobra z języka polskiego, historii, czy chemii. Matematyka, poza umiejętnością liczenia pieniędzy, raczej na co dzień mi się nie przydaje (śmiech). Wszelkiego rodzaju zadania po prostu mnie denerwowały.

Niedawno w Radomiu odbył się XI Festiwal Piosenek Majki Jeżowskiej, gdzie dzieci i młodzież wykonują wyłącznie Pani utwory. Przyzna Pani, że niewielu artystów spotkało takie wyróżnienie, by za życia mieć tego typu święto, czy jak kto woli przegląd własnej twórczości?

To dla mnie wielkie wyróżnienie i ogromna radość, kiedy tyle zdolnych dzieci chce śpiewać moje piosenki. Wielu z nich obserwuję potem w programach telewizyjnych i naprawdę moje serce się raduje, kiedy osiągają sukcesy i wydają płyty. Cieszę się, że M.D.K. w Radomiu wymyślił festiwal „Rytm i melodia”, gdzie dzieci śpiewają piosenki adekwatne do ich wieku, a nie repertuar dla dorosłych. Nie pozostało mi nic innego niż zgodzić się na to przedsięwzięcie i wspieranie go, co roku własną osobą. Tu nie ma takich sytuacji jak w popularnych talent show, że dziesięcioletnie dziewczynki, które nic jeszcze nie przeżyły śpiewają o nieszczęśliwej miłości, albo o rozpaczy. Na moim festiwalu każdy wykonuje piosenki, z którymi może się utożsamiać. Dodam też, że czuję się matką wszystkich dzieci, które nagrodziłam i dzięki temu mogą piąć się wyżej.  Obserwuję ich postępy w rozwoju muzycznym.

Jest Pani ulubienicą dzieci i wiem, że Pani je również uwielbia. Nie żałuje Pani czasem, że ma tylko jednego syna?

Nigdy nie odczułam braku drugiego, czy kolejnego dziecka, bo przez całe życie niemal codziennie otaczana jestem gromadą dzieci. Poza tym, kiedy urodziłam Wojtka byłam bardzo młoda. Musiałam i chciałam pracować. Gdyby nie pomoc moich rodziców, nie wiem, czy dałabym sobie radę z jego wychowaniem. Niewiele wiedziałam wtedy o dorosłym życiu. Były inne czasy, nie było jednorazowych pieluch i innych rzeczy ułatwiających dzisiejszym matkom życie. Decyzja o drugim dziecku była dla mnie wtedy przerażająca. Odkładałam ją na później, bo ciągle miałam wiele propozycji zawodowych, aż w końcu w ogóle przestałam o tym myśleć. W najlepszym czasie grałam ponad trzysta koncertów rocznie. Jedyne, o czym wtedy marzyłam, to odpoczynek.

Chciałaby Pani już być babcią?

Chciałabym być fajną, aktywną babcią, ale chyba na razie nie zanosi się na to. Czekam cierpliwie na dobrą wiadomość. Mam nadzieję, że kiedyś taka przyjdzie, a teraz cieszę się moimi koncertowymi dziećmi i trzema przedszkolami w Polsce, których jestem patronką.

Podobno szykuje Pani jakąś niespodziankę do Opola.

W tym roku w Opolu zostanie odsłonięta moja gwiazda. Z tej okazji, 4 czerwca dam krótki koncert na Rynku opolskim, tuż przed ceremonią odsłonięcia gwiazdy, a 5 czerwca, w koncercie przebojów Polskiego Radia wystąpię z zespołem Wieko, złożonym z fantastycznych znanych muzyków, w piosence Marka Grechuty obok Andrzeja Sikorowskiego i Wandy Kwietniewskiej. To będzie na pewno wzruszający moment, bo na Festiwalu w Opolu nie było mnie już 9 lat!

Niedawno udzieliła Pani bardzo szczerego wywiadu dla dwutygodnika „Viva”, w którym wspomina Pani, że po pobiciu przez pierwszego męża znalazła się Pani w szpitalu i to był znak, że trzeba zakończyć ten związek.

Wszystkie moje wywiady są szczere. Uważam, że jeśli nie mówi się prawdy, to rozmowa nie ma sensu… To prawda, wspomniałam o tym przykrym zdarzeniu sprzed lat. To są stare dzieje, ale wspomnienia wracają przy okazji pytań o przeszłość. Nie chcę do tego wracać. Po co ktoś ma mi zarzucać, że nie mam ciekawszych rzeczy do opowiadania? Mąż uderzył mnie tylko raz i to był koniec wszystkiego. Nie toleruję przemocy. Dziwię się kobietom, które pozwalają się nad sobą znęcać całymi latami, ale z drugiej strony, wiem, że trzeba być naprawdę silną i zdeterminowaną kobietą, żeby odejść. Decyzja jest tym bardziej trudna, jeśli w takim toksycznym związku są dzieci. Jeśli coś dzieje się nie tak, jak powinno, to trzeba to przerwać i zacząć układać sobie życie na nowo. Ja tak zrobiłam. Dziś wiem, że to był dobry wybór. Zaraz potem wyjechałam do USA. Tyle pozytywnych rzeczy się później wydarzyło, że nie żyłam nigdy przeszłością. Mimo wszystko zawsze byłam optymistką. Z każdej sytuacji jest wyjście. Zawsze mamy wybór.

Jak na Panią patrzę to widzę pełną energii uśmiechniętą kobietę, która mogłaby innym służyć za przykład. Pani też tak siebie odbiera?

Jest mi dobrze z samą sobą. Czuję, że przede mną jeszcze wiele dobrych rzeczy. Teraz jest taki trend, że kobiety po pięćdziesiątce biorą sprawy w swoje ręce i przeżywają kolejną młodość. Wierzę, że niedługo spotka mnie jeszcze coś dobrego. Zakończyłam pewien etap w swoim życiu. Mam jednak mnóstwo planów, zarówno zawodowych, jak i prywatnych, m.in. koncerty, nowe projekty i podróże. Lata mijają, ale nie mam poczucia, że coś się dla mnie kończy. Mało tego, z każdym dniem mam coraz większy apetyt na życie.

A tę świetną figurę, czemu Pani zawdzięcza?

Staram się dbać o swoją kondycję, odwiedzam siłownię, chodzę na spacery z kijami, pilnuję, żeby nie objadać się na wieczór i ograniczam słodycze, a od pięciu lat nie jej mięsa. W mojej diecie znajdują się natomiast ryby i owoce morza.

Jaki był Pani dom rodzinny?

Wychowywałam się w bardzo szczęśliwym, pełnym miłości i szacunku domu. Tata, lekarz stomatolog dużo pracował i udzielał się społecznie a mama zajmowała się domem i dziećmi. Zawsze mieliśmy wszystko wyprane i wyprasowane, a na stole nigdy nie brakowało pysznego obiadu. Kiedy tato wracał z pracy, okazywał mamie czułość, mówił, że jest piękna. Mając taki przykład w domu, zawsze szukałam partnera, przy którym mogłabym czuć się jak prawdziwa kobieta.

Proszę mi powiedzieć, na własnym przykładzie, jak gwiazdy są traktowane w Polsce, np. przez organizatorów imprez, na których występują?

W tej kwestii nie mogę narzekać. Zazwyczaj jest sympatycznie i kulturalnie, ale ja też nie zachowuję się jak super gwiazda. Moja praca jest pracą usługową. Organizatorzy wynajmują mnie, by publiczność miło spędziła czas. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła obrazić moich odbiorców, czy kłócić się z organizatorem, jeśli wszystko się zgadza z umową. Od tego jest menager. Czasem zdarzało się, że jakieś sprawy techniczne nie były dopilnowane, np. oświetlenie, słabsze nagłośnienie, zamiast garderoby był namiot, a w nim mokra trawa. Zanim doszłam na scenę miałam mokre buty i sukienkę, ale zawsze wystąpiłam. Gdybym była sfochowaną gwiazdą, to wsiadłabym w samochód i odjechała, ale nie mogłam tego zrobić czekającym pod sceną dzieciom, które przyszły posłuchać Majki.

Czy zdarzyło się Pani stracić głos w czasie występu?

Takie zdarzenie miałam wile lat temu, podczas występu w jednym z klubów w Chicago. Byłam przeziębiona. Nagle w trakcie śpiewania piosenki zaniemówiłam. Otwierałam usta, ale przestał wydobywać się z nich głos. To była impreza charytatywna. Wśród publiczności znajdował się Krzysztof Krawczyk, który natychmiast zareagował. Wskoczył na scenę i dokończył za mnie ten utwór. Nie pamiętam już dokładnie, co to była za piosenka, ale przyznaję, przeżyłam wtedy chwilę grozy. Laryngolog stwierdził infekcję strun głosowych. Po kilku latach straciłam głos w nieco innej sytuacji, kiedy mój syn namówił mnie na jazdę rollercoasterem w Disneylandzie. Krzyczałam w niebogłosy ze strachu!

W ramach podsumowania naszej rozmowy, zapytam, czy jest Pani szczęśliwą kobietą?

Szczęście jest trochę przereklamowane. Do jego pełni zawsze nam czegoś brakuje. Doceniam jednak wszystko, co mam. Szczęściem jest pracować w zawodzie, który się kocha, mieć zdrowego i fantastycznego syna, który również rozwija swoje pasje. Mogę liczyć także na swoich wspaniałych przyjaciół. Kocham zwierzęta, więc wiele radości sprawia mi zajmowanie się moimi dwoma kotami.

Po rozstaniu z Dariuszem została Pani singielką, jednak podobno nie zamyka się Pani na nową miłość.

Na miłość nigdy nie można się zamykać. Ona znajduje nas w najmniej oczekiwanych momentach życia, ale ważne, żeby będąc w związku wzajemnie się motywować. Jeśli ludzie zaczynają żyć osobno, to związek zaczyna być martwy. Nie ma nic na zawsze. Jestem teraz sama, ale nie samotna. Korzystam z życia i nie muszę się nikomu z niczego tłumaczyć. Ekscytuję się tym, co jeszcze może się w moim życiu wydarzyć. Mam rodzinę i przyjaciół. Nie narzekam na brak pracy. Jestem otoczona życzliwymi ludźmi. W żaden sposób nie doskwiera mi brak mężczyzny w domu. Moje dwa kocury obdarzają mnie taką czułością, jakiej żaden facet mi nie da (uśmiech). Kiedy wracam z trasy koncertowej, czekają na mnie przy drzwiach, patrzą prosto w oczy, a kiedy odpoczywam tulą się do mnie i zasypiają. Jeśli ktoś narzeka na samotność i nie ma kota, albo psa, to nie wie, co traci.(śmiech). Zwierzęta kochają bezwarunkowo i naprawdę swoim przywiązaniem dziesięciokrotnie potrafią oddać to, co od nas dostają.

Rozmawiała Martyna Rokita dla “Twojego Imperium”

Fot. screeny z facebooka/materiały prasowe

news

„Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki

Opublikowano

w dniu

przez

Wczoraj widzowie zobaczyli półfinałowy odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a na scenie nie brakowało spektakularnych metamorfoz, wzruszeń i zaskakujących ocen jurorów. Uczestnicy walczyli o miejsce w wielkim finale, a stawka była naprawdę wysoka. Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy czwórkę szczęśliwców, którzy powalczą o zwycięstwo. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Dowiedz się więcej!

Wielkie półfinałowe widowisko rozpoczęła „Dziewczyna Szamana”. Na scenie pojawiła się osobiście Justyna Steczkowska, która wykonała swój wielki przebój, a następnie szybko wróciła na miejsce przy stole jurorskim. Już od pierwszych chwil emocje sięgały zenitu, a uczestnicy musieli udowodnić, że zasługują na miejsce w decydującym starciu. Każda kolejna metamorfoza mogła bowiem przesądzić o ich dalszym losie w programie.

Jako pierwsza oceniona została Ida Nowakowska, która musiała zmierzyć się z wyjątkowo trudnym zadaniem. Wylosowała utwór „Winna” Agnieszki Chylińskiej, a sama perspektywa wcielenia się w tak charakterystyczną artystkę mocno ją stresowała. Sceniczny wizerunek, barwa głosu i wymagające wokalne rejestry stanowiły niemałe wyzwanie. Mimo obaw uczestniczka stanęła na wysokości zadania, a jej występ docenił Piotr Gąsowski.

„To było tak kompletne, ja miałem takie ciary od początku do końca. Zrobiłeś to tak jak ona.” – powiedział pewnie juror.

Prawdziwą muzyczną niespodziankę przygotowała Maria Sadowska, która wcieliła się w Sam Brown i wykonała jej przebój „You Better Stop”. Przygotowania do występu przyniosły jej nieoczekiwane odkrycie. Okazało się, że potrafi wydobyć z siebie charakterystyczny dźwięk, który wcześniej wydawał jej się nieosiągalny. Dzięki temu zyskała większą pewność siebie, choć tuż przed wyjściem na scenę pojawił się dodatkowy stres. Agnieszka Hyży zasugerowała bowiem, że właśnie ta metamorfoza może zapewnić jej miejsce w finale. Występ zrobił ogromne wrażenie na Małgorzacie Walewskiej.

„Marysiu, ja w ogóle nie będę tego oceniać, bo to jest uważa, poza jakąkolwiek oceną. Ja ci tylko powiem, że od pierwszej frazy miałam dreszcze. Dziękuję bardzo.” – oceniła wzruszona jurorka.

Niełatwe zadanie czekało również Rafała Brzozowskiego. W poprzednim odcinku stracił wylosowany utwór na rzecz Gabrysia, który zwyczajnie mu go ukradł. W rezultacie musiał zmierzyć się z repertuarem Bonnie Tyler, a konkretnie z jej wielkim przebojem „Holding Out for a Hero”. Artysta znał wokalistkę osobiście i bardzo ją lubi, ale sympatia nie ułatwiła mu zadania. Wykonanie wymagało ogromnego wysiłku wokalnego i dosłownie zdarcia sobie głosu. Ostatecznie Justyna Steczkowska doceniła jego pracę.

„Powiem ci, że cały czas byłeś Bonnie. Minimalnie w męskiej wersji, ale jeśli chodzi o zachowanie barwy, głos i jej sposób śpiewania, to wszystko było super” – podsumowała.

Z kolei Gabriel Fleszar wcielił się w Lewisa Capaldiego i wykonał utwór „Bruises”. Okazało się, że repertuar szkockiego wokalisty jest mu wyjątkowo bliski, dlatego same przygotowania były dla niego prawdziwą przyjemnością. Największym wyzwaniem była charakterystyczna chrypka artysty, którą musiał odtworzyć na scenie. Jego interpretacja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem Stefano Terrazzino.

“To co mnie najbardziej ujęło, to to, że to było takie kruche, ale z ogromną siłą pod spodem. Te dwie przeciwne emocje powodowały, że to było takie pełne, kompletne. Czekałem na taki hit od Gabriela Fleszara” – skomplementował juror.

Dużym zaskoczeniem okazała się również metamorfoza Bryski, która początkowo nie była przekonana do wylosowanego utworu. Tym razem musiała wcielić się w Piotra Sołoduchę, lidera zespołu Enej i wykonać „Skrzydlate ręce”. Efekt zachwycił Małgorzatę Walewską, która wstała z miejsca.

“Co za pewność siebie! Jaka w ogóle radość bycia na scenie! Bryska, no po prostu jestem zachwycona tym występem, super!” – ogłosiła jurorka.

POLECAMY: Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]

Poznaj finalistów tegorocznej edycji programu [WYNIKI]

W zupełnie innym klimacie zaprezentowała się Ula Milewska, która wcieliła się w Lisę Minnelli. Wykonanie kultowego utworu „Cabaret” wymagało nie tylko umiejętności wokalnych, ale przede wszystkim odpowiedniego oddania emocji i scenicznej klasy. Jej występ szczególnie poruszył Justynę Steczkowską.

„Ona w tym kabarecie była tak doskonała, tak wzruszająca, tak świetnie śpiewająca, tak rozbrajająca, tam było po prostu wszystko. To jest bardzo smutna opowieść o życiu artystów tamtych czasów. I ty Ula wspaniale to zrobiłaś, naprawdę. Gratulacje” – oceniła jurorka.

Marcin Maciejczak zabrał widzów prosto do nieba, wcielając się w Bryana Adamsa i wykonując jego wielki przebój „Heaven”. Po spektakularnej metamorfozie w Justynę Steczkowską musiał tym razem pokazać zupełnie inne oblicze i odnaleźć w sobie rockową męskość. Choć jego występ został doceniony, Piotr Gąsowski miał pewne zastrzeżenia.

“Otóż tak – bardzo mi się podobało, ale nie zachwyciło. Wszystko zrobiłeś znowu wspaniale, ele poszedłeś w melodię, a nei w treść. Zatem nie był to Bryan Adams, co nie zmiania tego, że jestem pełen podziwu dla twojej pracowitości i talentu, bo jesteś bardzo utalentowany – stwierdził juror.

Ostatnią z opisanych metamorfoz zaprezentował Marcin Miller, który przeistoczył się w Gene’a Simmonsa, charyzmatycznego frontmana legendarnej grupy Kiss. Wykonał kultowy utwór „Rock and Roll All Night”, pokazując publiczności zupełnie nowe, rockowe oblicze. Występ szczególnie zaskoczył Justynę Steczkowską.

„Marcinku, ty mnie tak zaskakujesz, a przecież ja cię znam też prywatnie. A tu mnie tak zaskoczyłeś, bo patrzę na tego mojego kolegę i mówię – nie wierzę. Nie wierzę, bo nie wyobraziłabym sobie nigdy ciebie w tej muzyce, a poszło ci fantastycznie, naprawdę. Kawał głosu, chrypa taka jak w Kiss, jest energia i jest też dobra zabawa. Wszystkich nas rozbawiłeś, publiczność bawiła się wspaniale, więc o to chodziło w tym wykonaniu. Naprawdę brawo” – mówiła.

Po wszystkich występach przyszedł czas na rozstrzygnięcia. Zwyciężczynią półfinałowego odcinka została Maria Sadowska, która otrzymała nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych i postanowiła przekazać ją Fundacji One Day, wspierającej dzieci opuszczające domy dziecka. Drugie miejsce po raz kolejny zajął Gabriel Fleszar, który otrzymał 5 tysięcy złotych i ponownie przeznaczył je na Fundację Puchaczówka.

Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy także finałową czwórkę. Do decydującego starcia awansowali Maria Sadowska z dorobkiem 249 punktów, Rafał Brzozowski z 241 punktami, Marcin Maciejczak z 237 punktami oraz Ula Milewska, która zgromadziła 230 punktów.

Tuż za nimi znaleźli się Ida Nowakowska (220 punktów), Gabriel Fleszar (218 punktów), Marcin Miller (210 punktów) i Bryska (179 punktów). To właśnie ta czwórka powalczy o zwycięstwo w wielkim finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” już w najbliższy piątek.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki

Będziecie oglądać wielki finał “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Maria Sadowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Gabriel Fleszar (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ula Milewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Bryska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Bryska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Maria Sadowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Miller (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Miller (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Miller (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hekiert (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Małgorzata Walewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Aga Hyży (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hyży (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hyży i Maciej Rock (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hyży i Maciej Rock (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska jako Agnieszka Chylińska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska jako Agnieszka Chylińska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Małgorzata Walewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Małgorzata Walewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Finaliści (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski, Małgorzata Walewska, Justyna Steczkowska i Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski, Małgorzata Walewska, Justyna Steczkowska i Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski, Małgorzata Walewska, Justyna Steczkowska i Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]

Opublikowano

w dniu

przez

Po tygodniowej przerwie „The Voice of Poland” wraca z kolejnymi emocjonującymi „Bitwami”. Tym razem na scenie doszło do sytuacji, która wyraźnie poruszyła jednego z trenerów. Michał Szpak nie ukrywał, że występ jego podopiecznych nie spełnił oczekiwań, a później zdobył się na zaskakujące wyznanie. Dowiedz się więcej i zobacz przedpremierowe nagranie!

Już w sobotni wieczór widzowie TVP2 ponownie zobaczą zmagania uczestników 17. edycji „The Voice of Poland”. Program wraca po tygodniowej przerwie związanej z Eurowizją Junior i od razu zaserwuje kolejną dawkę muzycznych emocji. W nadchodzących „Bitwach” nie zabraknie trudnych decyzji, wymagających pojedynków i ocen, które mogą zaważyć na dalszym losie uczestników. Jedna z takich sytuacji szczególnie mocno dotknęła Michała Szpaka.

Na scenie stanęły Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony, reprezentujące drużynę popularnego wokalisty. Zgodnie z decyzją swojego trenera uczestniczki zmierzyły się z utworem „II Most Wanted”, znanym z repertuaru Beyoncé i Miley Cyrus. To wymagająca kompozycja, która potrzebuje nie tylko odpowiednich umiejętności wokalnych, ale również wyczucia i dobrej współpracy między wykonawczyniami. Niestety, wspólny występ nie okazał się takim sukcesem, na jaki liczył ich szkoleniowiec.

Jako pierwsi swoje opinie przedstawili pozostali trenerzy, czyli Kuba Badach, Baron i Tomson. Ich komentarze nie pozostawiały złudzeń, że występ nie był pozbawiony problemów. Zwrócili uwagę na nierówny poziom prezentacji, co z pewnością nie ułatwiło sytuacji dziewczynom. W końcu przyszedł jednak moment, na który czekali wszyscy – głos zabrał Michał Szpak, który musiał odnieść się do występu swoich podopiecznych.

Trener nie ukrywał, że cała sytuacja jest dla niego wyjątkowo trudna. Przyznał, że miał wobec dziewczyn bardzo duże oczekiwania i liczył na znacznie więcej.

“Trudne to jest bardzo dlatego, że właśnie przez tę całą sytuację (…) moje oczekiwania względem tego, co ma się wydarzyć dzisiaj były naprawdę największe ze wszystkich” – wyjaśnił.

POLECAMY: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki

Michał Szpak ROZCZAROWANY występem swoich podopiecznych? [ZOBACZ PRZED PREMIERĄ]

Największe zaskoczenie przyszło jednak chwilę później. Michał Szpak nie próbował zrzucać odpowiedzialności na uczestniczki ani tłumaczyć wszystkiego stresem czy trudnością wybranego utworu. Zamiast tego zaczął zastanawiać się nad własnymi decyzjami jako trenera.

“Mnie to trochę personalnie uderza, bo może to była zła decyzja, że sparowałem Was. Może to była zła decyzja, że ten utwór, że po prostu było to trudne do zinterpretowania” – kontynuował.

Wokalista otwarcie przyznał więc, że być może to właśnie jego wybory przyczyniły się do takiego rezultatu. Dobór uczestniczek do jednej bitwy i decyzja dotycząca piosenki to przecież odpowiedzialność trenera, który powinien odpowiednio dopasować repertuar do możliwości swoich podopiecznych. Tym razem Michał Szpak zaczął mieć wątpliwości, czy dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Nie ukrywał przy tym emocji, a jego wypowiedź wyraźnie odbiegała od typowych komentarzy po muzycznych pojedynkach.

Najbardziej poruszające okazały się jednak słowa, w których trener wprost przyznał się do własnych błędów.

“Ja się biję w pierś po prostu, jako trener, że może tym razem – w ciągu tych siedmiu edycji – po prostu najzwyczajniej w świecie ja też sobie nie poradziłem z tą sytuacją” – dodał ze smutkiem.

Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: co stanie się z Julią Matczak i Wiktorią Zjawiony? Ostateczna decyzja dotycząca ich dalszego udziału w programie należy do trenera, dlatego widzowie będą musieli poczekać na sobotni wieczór, by poznać rozstrzygnięcie. Kolejne „Bitwy” 17. edycji „The Voice of Poland” zostaną wyemitowane w sobotę o godz. 20:30 w TVP2, tuż po premierowym odcinku „Rodzinki.pl”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor

Będziecie oglądać nowy odcinek w TVP? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Baron, Michał Szpak, Edyta Bartosiewicz, Tomson, Kuba Badach (fot. zdjęcie prasowe TVP)
Michał Szpak (fot. zdjęcie prasowe TVP)
Michał Szpak (fot. zdjęcie prasowe TVP)
Michał Szpak (fot. zdjęcie prasowe TVP)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki

Opublikowano

w dniu

przez

To jedna z tych historii, które idealnie pokazują, jak nieprzewidywalne potrafi być życie artysty. Joanna Kołaczkowska miała na sobie kozaczki kupione za zaledwie 26 złotych, ale tuż przed występem odkryła coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Kulisy legendarnego skeczu „Egzamin” zostaną przypomniane w wyjątkowym programie Polsatu. Dowiedz się więcej!

Skecz „Egzamin” Kabaretu Hrabi na stałe zapisał się w historii polskiej rozrywki. Śp. Joanna Kołaczkowska potrafiła rozbawić publiczność do łez, a jej charakterystyczna kreacja do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych odsłon kabaretowego talentu artystki. Niewielu widzów zdawało sobie jednak sprawę, że za jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego występu kryje się historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz kolejnego skeczu. Wszystko zaczęło się od butów kupionych za niewielkie pieniądze.

Kozaczki, które miały pojawić się na scenie, kosztowały zaledwie 26 złotych. Joanna Kołaczkowska nie przymierzyła ich jednak przed zakupem, a konsekwencje tej decyzji poznała w najmniej odpowiednim momencie. Dopiero tuż przed występem okazało się, że buty są za ciasne i nie mieszczą się na jej stopach. W takich okolicznościach niejeden artysta zdecydowałby się na zmianę stroju lub rezygnację z niewygodnego elementu garderoby. Ona jednak nie zamierzała się poddawać.

Historia słynnych kozaczków zostanie przypomniana w programie „Póki my żyjemy”, który Polsat pokaże z okazji 1 listopada. To specjalne spotkanie poświęcone pamięci artystów, których nie ma już z nami, ale których twórczość i poczucie humoru wciąż pozostają żywe. Wśród wspomnień nie zabraknie opowieści o Joannie Kołaczkowskiej, jej wyjątkowej osobowości i sytuacjach, które za kulisami potrafiły rozbawić jej kabaretowych przyjaciół.

Artyści Kabaretu Hrabi zdradzą, jak wyglądały kulisy powstania jednego z najbardziej lubianych skeczy grupy. Widzowie zobaczą również fragment legendarnego „Egzaminu”, dzięki czemu będą mogli ponownie przypomnieć sobie komediowy talent Joanny Kołaczkowskiej. Tym razem jednak występowi będą towarzyszyć dodatkowe emocje, bo za dobrze znaną kreacją kryje się anegdota, której wielu fanów mogło dotąd nie znać. Okazuje się, że czasami nawet najbardziej kultowe sceniczne pomysły rodzą się zupełnie przypadkowo.

W programie pojawią się także wspomnienia o Zbigniewie Wodeckim. Grupa MoCarta przypomni jego słynne dowcipy i opowie o koncertowych przygodach muzyka. Jedna z historii dotyczyła sytuacji, w której artysta potrafił przyjąć zaproszenie na dwa występy tego samego dnia. Powód? Zawsze istniała przecież szansa, że jeden z koncertów zostanie odwołany. Takie opowieści pokazują, jak wielki dystans do rzeczywistości i poczucie humoru towarzyszyły mu również poza sceną.

POLECAMY: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor

„Póki my żyjemy” – kiedy i gdzie oglądać?

Nie będzie to jednak wyłącznie spotkanie poświęcone dwóm wielkim postaciom polskiej rozrywki. Widzowie usłyszą również wspomnienia o Krzysztofie Respondku, Wojciechu Młynarskim i Krzysztofie Jaślarze. Każdy z tych artystów pozostawił po sobie dorobek, który na trwałe wpisał się w historię polskiej kultury. Ich twórczość, charakterystyczny styl i wyjątkowe poczucie humoru wciąż są obecne w pamięci publiczności oraz kolegów z branży.

Na scenie pojawią się znane i cenione kabarety oraz artyści, którzy wspólnie oddadzą hołd nieobecnym już mistrzom. Wśród zaproszonych wykonawców znajdą się między innymi Kabaret Ani Mru-Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju i Kabaret Hrabi. Nie zabraknie również Waldemara Malickiego, Wojtka Kamińskiego oraz Klementyny Umer. To właśnie oni zadbają o to, by wieczór wypełniły zarówno humorystyczne wspomnienia, jak i chwile skłaniające do refleksji.

„Póki my żyjemy” ma być czymś więcej niż tylko programem rozrywkowym. To spotkanie z ludźmi, którzy przez lata tworzyli polską scenę kabaretową i muzyczną, a ich występy pozostawiły ślad w pamięci kolejnych pokoleń widzów. Wspominanie zmarłych artystów nie musi oznaczać wyłącznie smutku. Czasami najlepszym sposobem na oddanie im hołdu jest właśnie przypomnienie żartów, anegdot i momentów, dzięki którym tak wielu ludzi potrafiło się uśmiechnąć.

Szczególne miejsce w tym wieczorze zajmie Joanna Kołaczkowska, której talent i niepowtarzalna osobowość przez lata były znakiem rozpoznawczym Kabaretu Hrabi. Historia kozaczków za 26 złotych to tylko jedna z anegdot, które przypomną jej przyjaciele. Za kulisami scenicznych występów kryły się bowiem nie tylko próby i przygotowania, lecz także nieprzewidziane sytuacje, które z czasem stawały się częścią kabaretowej legendy.

Specjalny program „Póki my żyjemy” zostanie wyemitowany w sobotę 31 października o godz. 19:55 w Polsacie tuż przed dniem Wszystkich Świętych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz

Będziecie oglądać? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Joanna Kołaczkowska (fot. screen YouTube Polsat)
Joanna Kołaczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

showbiz

Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor

Opublikowano

w dniu

przez

Jesienny sezon „Tańca z Gwiazdami” nabiera rumieńców, a produkcja Polsatu przygotowała dla widzów odcinek, o którym może być naprawdę głośno. Na parkiecie pojawią się wyjątkowi goście, a przy stole jurorskim dojdzie do zaskakującej zmiany. Widzowie zobaczą coś, czego z pewnością niewielu się spodziewało. Dowiedz się więcej!

Najbliższy odcinek „Tańca z Gwiazdami” zapowiada się wyjątkowo. W niedzielę 1 listopada uczestnicy ponownie staną do walki o punkty jurorów, ale tym razem rywalizacja będzie miała nieco inny charakter. Produkcja Polsatu postanowiła przygotować dla publiczności wieczór pełen muzycznych wspomnień, tanecznych wyzwań i niespodziewanych zwrotów akcji. W studiu pojawią się bowiem dwie wyjątkowe kobiety, których obecność z pewnością przyciągnie uwagę widzów.

Jedną z nich będzie Irena Santor, legenda polskiej sceny muzycznej i artystka od lat nazywana pierwszą damą polskiej piosenki. Jej największe przeboje staną się inspiracją dla choreografii przygotowanych przez uczestników programu. Wokalistka będzie osobiście obserwować taneczne występy ze specjalnie przygotowanego dla niej miejsca na widowni. To oznacza, że gwiazdy i ich partnerzy zaprezentują swoje umiejętności przed samą wykonawczynią utworów, które od lat zna niemal cała Polska.

Na tym jednak niespodzianki się nie kończą. Jak informuje serwis Ciao Mag, w studiu pojawi się również Jolanta Kwaśniewska, która tym razem zasiądzie za stołem jurorskim. Była pierwsza dama zajmie miejsce Julii Wieniawy, nieobecnej w nadchodzącym odcinku z powodu wcześniejszych zobowiązań. Nie oznacza to jednak, że aktorka na stałe żegna się z programem. Jej absencja ma być jednorazowa, a informację o zmianie w składzie jury potwierdził serwis Wirtualne Media.

Dla Jolanty Kwaśniewskiej będzie to wyjątkowa okazja do uczestniczenia w programie, który od lat gromadzi przed telewizorami miliony widzów. Była pierwsza dama nie kryje, że zaproszenie sprawiło jej ogromną radość. Szczególnie ważny jest dla niej muzyczny charakter odcinka, poświęconego twórczości Ireny Santor, którą od dawna podziwia. Jej obecność przy stole jurorskim z pewnością będzie jednym z najgłośniejszych punktów niedzielnego wydania.

„Jestem podekscytowana, ale przede wszystkim jestem zaszczycona zaproszeniem do odcinka, w którym pary zatańczą do przepięknych piosenek Ireny Santor. Od lat podziwiam i kocham Irenę oraz jej twórczość” – powiedziała Jolanta Kwaśniewska na łamach serwisu Wirtualne Media.

POLECAMY: Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz

Tak będzie wyglądać specjalny odcinek 1 listopada!

Pierwsza część odcinka zostanie poświęcona właśnie przebojom Ireny Santor. Uczestnicy zaprezentują choreografie do sześciu utworów, które na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Na parkiecie usłyszymy „Embarras”, „Serce”, „Najpiękniejsze warszawianki to przyjezdne”, „Powrócisz tu”, „Już nie ma dzikich plaż” oraz „Na prawo most, na lewo most”.

Druga część programu przyniesie zupełnie inny klimat. Tym razem produkcja postanowiła sięgnąć do polskiej tradycji i sprawdzić, jak uczestnicy poradzą sobie z tańcami ludowymi. Na parkiecie zobaczymy między innymi oberka, krakowiaka, polkę, czardasza, mazurka oraz taniec góralski z Podhala. Za przygotowanie choreografii odpowiada Andrzej Wołosz, specjalista od polskich tańców narodowych i regionalnych. Jak wyjaśnia, sceniczne formy tańców narodowych różnią się od regionalnych pierwowzorów, dlatego przed uczestnikami stoi naprawdę wymagające zadanie.

Tym razem wyzwanie będzie szczególne zarówno dla gwiazd, jak i ich profesjonalnych partnerów. Wiele osób przyzwyczaiło się już do standardowych choreografii prezentowanych w programie, ale polskie tańce ludowe wymagają zupełnie innej techniki i wyczucia rytmu. Uczestnicy będą musieli opanować nowe kroki praktycznie od podstaw, a następnie zaprezentować je przed jurorami i publicznością. To może sprawić, że niedzielne występy okażą się jednymi z najbardziej wymagających w całej edycji.

Po ośmiu odcinkach w rywalizacji pozostało już tylko sześć par. O Kryształową Kulę nadal walczą Piotr „Guma” Gumulec i Julia Suryś, Helena Englert i Roman Osadchyi, Marta „Mandaryna” Wiśniewska i Krystian Rzymkiewicz, Dominik Rupiński i Estelle Francois, Izabela Kuna i Michał Bartkiewicz, a także Jasper Sołtysiewicz i Daria Syta.

Odcinek z udziałem Jolanty Kwaśniewskiej i Ireny Santor zostanie wyemitowany w niedzielę 1 listopada o godz. 19:55 w Polsacie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Estelle François zdradziła prawdę o „Tańcu z Gwiazdami”. Nie każdy dałby sobie radę?

Będziecie oglądać specjalny odcinek z Santor i Kwaśniewską w najbliższą niedzielę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Irena Santor (fot. screen YouTube TVP Info Publicystyka)
Jolanta Kwaśniewska (fot. screen YouTube Gazeta.pl)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością