news
„Ostatnie takie tango Budki Suflera…” z telewizją Polsat!
Cztery dekady na scenie, miliony sprzedanych płyt i tysiące koncertów zagranych na całym świecie. Do tego dziesiątki przebojów, które weszły do kanonu historii polskiej muzyki rozrywkowej. To dorobek jednego z najważniejszych polskich zespołów rockowych – Budki Suflera, który 19 października zobaczymy na antenie Telewizji POLSAT w wyjątkowym, pożegnalnym koncercie „Ostatnie takie tango Budki Suflera”. Na kultowej scenie katowickiego Spodka, muzycy zapiszą ostatni rozdział swojej wielkiej kariery, a wszystko to będzie mogła zobaczyć największa telewizyjna publiczność.
Katowicki Spodek to ważne miejsce w historii zespołu, który koncertował tam wielokrotnie. W pamięci fanów zapisał się szczególnie koncert z 1999 roku, wydany na DVD,
a podsumowujący 25 lat działalności zespołu. Teraz po 15 latach zespół znów zagra w tym samym miejscu i będzie to jedna z ostatnich okazji, aby posłuchać, jak brzmią w wersji koncertowej wielkie przeboje Budki: „Jolka, Jolka pamiętasz”, „Bal wszystkich świętych”, „Takie tango”, „Sen o dolinie”, „Jest taki samotny dom” czy „Nie wierz nigdy kobiecie”.
W tym niecodziennym, pożegnalnym koncercie nie zabraknie gości specjalnych – na scenie pojawią się: Felicjan Andrzejczak, Izabela Trojanowska, zespół Bracia oraz Ewa Farna.
To będzie prawdziwe rockowe show i godne pożegnanie jednego z najważniejszych zespołów w historii polskiej muzyki, słowem „Ostatnie takie tango Budki Suflera”!
Prawdziwi giganci. Na ich przebojach wychowało się kilka pokoleń Polaków. Historia Budki doskonale wypełniłaby niejednej filmowy dokument. W ich składzie śpiewało trzech świetnych wokalistów, Krzysztof Cugowski, Felicjan Andrzejczak i Romuald Czystaw. Każdy
z nich miał swój czas i każdy wyśpiewał wielkie przeboje zespołu. Dzięki kompozytorskim talentom Romualda Lipko, świat usłyszał o Izabeli Trojanowskiej i Urszuli, którym muzycy Budki pomogli na początku ich karier. Na scenie doskonali instrumentaliści, a przy tym ludzie z krwi i kości, nie wolni od swoich pasji czy drobnych słabości, które wpływały również na losy zespołu. Nieprzerwanie przez 40 lat na scenie, z której dziś schodzą niepokonani i wciąż wielcy.
Fani kochają ich od pierwszego przeboju „Sen o dolinie”, nagranego w lutym 1974 roku, który utorował im drogę do nagrania debiutanckiej płyty. Początki zespołu to jednak rok 1969, kiedy Krzysztof Cugowski, wówczas jeszcze licealista, rozpoczyna próby ze swoim zespołem. Rok później wokalista poznaje Romualda Lipko i wtedy właśnie rodzi się nazwa Budka Suflera. Eksplozja popularności, która wybucha po tym jak radia zaczynają grać „Sen o dolinie”, będący coverem „Ain’t No Sunshine” z repertuaru Billa Withersa, daje muzykom impuls do stworzenia fonograficznego debiutu. Ten ukazuje się w 1975 roku zawierając tak ważne dla zespołu nagrania jak tytułowy „Cień wielkiej góry”, „Jest taki samotny dom” czy ponad 19 minutową suitę „Szalony koń”, będącą dowodem na art rockowe korzenie zespołu, który dojrzewał ze swoją muzyką w okresie twórczości takich progresywnych tuzów jak Pink Floyd, Yes, Genesis, czy Emerson, Lake and Palmer.
Pierwsza płyta „Cień wielkiej góry” odniosła ogromny sukces i do dziś jest jedną
z najważniejszych w historii polskiego rocka. Album nagrali muzycy: Krzysztof Cugowski (śpiew), Romuald Lipko (bas, fortepian), Andrzej Ziółkowski (gitara), Tomasz Zeliszewski (perkusja), czyli skład zespołu uznawany dziś za oryginalny. Już na samym początku Budka Suflera zasłynęła również jako genialny zespół koncertowy dając około 300 występów rocznie. Kolejny album „Przechodniem byłem miedzy wami” z 1976 roku, mimo, że nie tak przebojowy jak debiut zapewnił zespołowi pierwszą w historii Złotą Płytę, podobnie jak kolejna płyta „Ona przyszła prosta z chmur” wydana w 1980 roku z nowym wokalistą Romualdem Czystawem. To właśnie z nim w składzie dwa lata później na rynku pojawił się kolejna płyta Budki, która odniosła wielki komercyjny sukces – „Za ostatni grosz”. Wyznaczyły go przeboje – tytułowy z genialnym solo gitarowym Jana Borysewicza, czy „Memu miastu na do widzenia”. Następnym wokalistą zespołu po niedyspozycjach głosowych Romualda Czystawa, został Felicjan Andrzejczak. Z nim w składzie powstał, wydany w 1980 roku, kolejny milowy przebój zespołu „Jolka Jolka pamiętasz”, a także świetny cover „Time to turn” zespołu Eloy, znany wszystkim polskim fanom jako „Noc komety”. Powrót zespołu na wielkie sceny koncertowe w oryginalnym składzie z Krzysztofem Cugowskim jako wokalistą, nastąpił w 1984 roku, a impulsem była sesja nagraniowa do albumu podsumowującego pierwsze 10 lat działalności Budki „1974-1984”. Album „Czas czekania, czas olśnienia” z 1984 roku już z Krzysztofem Cugowskim, w którym nie brak odważnych flirtów z elektroniką jest uznawany przez samych muzyków za bardzo ważny, choć przyniósł tylko jeden duży przebój „Cały mój zgiełk”.Sukcesem i ważnym wydarzeniem w historii zespołu była pierwsza trasa koncertowa po USA, w którą zespół wyruszył w 1988 roku grając m. in. w Beacon Theatre na Broadway’u. Ten koncert poprowadził Michał Urbaniak, a z okazji trasy zespół wydał mini album „American Tour” dziś będący białym krukiem. Triumfalny powrót Budki Suflera do wielkiej formy i przebojów nastąpił wraz z płytą „Cisza” wydaną w 1993 roku. Na radiowych listach królowały wtedy piosenki „Twoje radio” oraz „Cisza jak ta”, a płyta zdobyła status złotej. Dwa lata później zespół wydał album „Noc”, lecz prawdziwy rekord bez precedensu
w Polsce Budka Suflera ustanowiła w 1997 roku, sprzedając legalnie ponad milion egzemplarzy albumu „Nic nie boli tak jak życie”. Do dziś jest to najlepiej sprzedający się album w historii polskiej muzyki rozrywkowej i rekordowa pod względem sprzedaży w historii zespołu płyta, a najważniejsza i najbardziej popularna piosenka czyli „Takie Tango”, dołączyła do klasycznych przebojów grupy. Koniec XX wieku to również dwa niezwykle ważne w historii zespołu koncerty: wielki koncert w prestiżowej nowojorskiej Carnegie Hall
w 1999 roku, a w 2000 roku występ przed milionową widownią na krakowskim lotnisku wraz
z grupą Scorpions. Kolejny sukces przyniósł podwójnie platynowy album „Bal wszystkich świętych” z tytułowym przebojem. Swoistym podsumowaniem działalności Budki Suflera
i prawdziwą perełką dla fanów, był wydany w 2005 roku „Leksykon 1974 -2005” zawierający 20 płyt zespołu i 20 specjalnie przygotowanych książek zawierających całą historię grupy, teksty piosenek, liczne wywiady i ciekawostki, zaś wydarzeniem koncertowym trasa w którą Budka Suflera wyruszyła w 2011 roku odtwarzając w całości swój debiutancki album „Cień wielkiej góry”.
Budka Suflera, zasłynęła z wielkich przebojów, których mnóstwo przynosiły kolejne płyty
i single. Na Liście Przebojów Programu III PR znalazło się niemal 40 kompozycji, a 3 z nich: „Sen o dolinie”, „Cień wielkiej góry” i „Jolka Jolka pamiętasz” rok rocznie pojawiają się
w podsumowaniu Polski Top Wszech Czasów, zawierający 100 najważniejszych polskich piosenek w historii.
news
„Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
Wczoraj widzowie zobaczyli półfinałowy odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a na scenie nie brakowało spektakularnych metamorfoz, wzruszeń i zaskakujących ocen jurorów. Uczestnicy walczyli o miejsce w wielkim finale, a stawka była naprawdę wysoka. Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy czwórkę szczęśliwców, którzy powalczą o zwycięstwo. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Dowiedz się więcej!
Wielkie półfinałowe widowisko rozpoczęła „Dziewczyna Szamana”. Na scenie pojawiła się osobiście Justyna Steczkowska, która wykonała swój wielki przebój, a następnie szybko wróciła na miejsce przy stole jurorskim. Już od pierwszych chwil emocje sięgały zenitu, a uczestnicy musieli udowodnić, że zasługują na miejsce w decydującym starciu. Każda kolejna metamorfoza mogła bowiem przesądzić o ich dalszym losie w programie.
Jako pierwsza oceniona została Ida Nowakowska, która musiała zmierzyć się z wyjątkowo trudnym zadaniem. Wylosowała utwór „Winna” Agnieszki Chylińskiej, a sama perspektywa wcielenia się w tak charakterystyczną artystkę mocno ją stresowała. Sceniczny wizerunek, barwa głosu i wymagające wokalne rejestry stanowiły niemałe wyzwanie. Mimo obaw uczestniczka stanęła na wysokości zadania, a jej występ docenił Piotr Gąsowski.
„To było tak kompletne, ja miałem takie ciary od początku do końca. Zrobiłeś to tak jak ona.” – powiedział pewnie juror.
Prawdziwą muzyczną niespodziankę przygotowała Maria Sadowska, która wcieliła się w Sam Brown i wykonała jej przebój „You Better Stop”. Przygotowania do występu przyniosły jej nieoczekiwane odkrycie. Okazało się, że potrafi wydobyć z siebie charakterystyczny dźwięk, który wcześniej wydawał jej się nieosiągalny. Dzięki temu zyskała większą pewność siebie, choć tuż przed wyjściem na scenę pojawił się dodatkowy stres. Agnieszka Hyży zasugerowała bowiem, że właśnie ta metamorfoza może zapewnić jej miejsce w finale. Występ zrobił ogromne wrażenie na Małgorzacie Walewskiej.
„Marysiu, ja w ogóle nie będę tego oceniać, bo to jest uważa, poza jakąkolwiek oceną. Ja ci tylko powiem, że od pierwszej frazy miałam dreszcze. Dziękuję bardzo.” – oceniła wzruszona jurorka.
Niełatwe zadanie czekało również Rafała Brzozowskiego. W poprzednim odcinku stracił wylosowany utwór na rzecz Gabrysia, który zwyczajnie mu go ukradł. W rezultacie musiał zmierzyć się z repertuarem Bonnie Tyler, a konkretnie z jej wielkim przebojem „Holding Out for a Hero”. Artysta znał wokalistkę osobiście i bardzo ją lubi, ale sympatia nie ułatwiła mu zadania. Wykonanie wymagało ogromnego wysiłku wokalnego i dosłownie zdarcia sobie głosu. Ostatecznie Justyna Steczkowska doceniła jego pracę.
„Powiem ci, że cały czas byłeś Bonnie. Minimalnie w męskiej wersji, ale jeśli chodzi o zachowanie barwy, głos i jej sposób śpiewania, to wszystko było super” – podsumowała.
Z kolei Gabriel Fleszar wcielił się w Lewisa Capaldiego i wykonał utwór „Bruises”. Okazało się, że repertuar szkockiego wokalisty jest mu wyjątkowo bliski, dlatego same przygotowania były dla niego prawdziwą przyjemnością. Największym wyzwaniem była charakterystyczna chrypka artysty, którą musiał odtworzyć na scenie. Jego interpretacja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem Stefano Terrazzino.
“To co mnie najbardziej ujęło, to to, że to było takie kruche, ale z ogromną siłą pod spodem. Te dwie przeciwne emocje powodowały, że to było takie pełne, kompletne. Czekałem na taki hit od Gabriela Fleszara” – skomplementował juror.
Dużym zaskoczeniem okazała się również metamorfoza Bryski, która początkowo nie była przekonana do wylosowanego utworu. Tym razem musiała wcielić się w Piotra Sołoduchę, lidera zespołu Enej i wykonać „Skrzydlate ręce”. Efekt zachwycił Małgorzatę Walewską, która wstała z miejsca.
“Co za pewność siebie! Jaka w ogóle radość bycia na scenie! Bryska, no po prostu jestem zachwycona tym występem, super!” – ogłosiła jurorka.
POLECAMY: Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Poznaj finalistów tegorocznej edycji programu [WYNIKI]
W zupełnie innym klimacie zaprezentowała się Ula Milewska, która wcieliła się w Lisę Minnelli. Wykonanie kultowego utworu „Cabaret” wymagało nie tylko umiejętności wokalnych, ale przede wszystkim odpowiedniego oddania emocji i scenicznej klasy. Jej występ szczególnie poruszył Justynę Steczkowską.
„Ona w tym kabarecie była tak doskonała, tak wzruszająca, tak świetnie śpiewająca, tak rozbrajająca, tam było po prostu wszystko. To jest bardzo smutna opowieść o życiu artystów tamtych czasów. I ty Ula wspaniale to zrobiłaś, naprawdę. Gratulacje” – oceniła jurorka.
Marcin Maciejczak zabrał widzów prosto do nieba, wcielając się w Bryana Adamsa i wykonując jego wielki przebój „Heaven”. Po spektakularnej metamorfozie w Justynę Steczkowską musiał tym razem pokazać zupełnie inne oblicze i odnaleźć w sobie rockową męskość. Choć jego występ został doceniony, Piotr Gąsowski miał pewne zastrzeżenia.
“Otóż tak – bardzo mi się podobało, ale nie zachwyciło. Wszystko zrobiłeś znowu wspaniale, ele poszedłeś w melodię, a nei w treść. Zatem nie był to Bryan Adams, co nie zmiania tego, że jestem pełen podziwu dla twojej pracowitości i talentu, bo jesteś bardzo utalentowany – stwierdził juror.
Ostatnią z opisanych metamorfoz zaprezentował Marcin Miller, który przeistoczył się w Gene’a Simmonsa, charyzmatycznego frontmana legendarnej grupy Kiss. Wykonał kultowy utwór „Rock and Roll All Night”, pokazując publiczności zupełnie nowe, rockowe oblicze. Występ szczególnie zaskoczył Justynę Steczkowską.
„Marcinku, ty mnie tak zaskakujesz, a przecież ja cię znam też prywatnie. A tu mnie tak zaskoczyłeś, bo patrzę na tego mojego kolegę i mówię – nie wierzę. Nie wierzę, bo nie wyobraziłabym sobie nigdy ciebie w tej muzyce, a poszło ci fantastycznie, naprawdę. Kawał głosu, chrypa taka jak w Kiss, jest energia i jest też dobra zabawa. Wszystkich nas rozbawiłeś, publiczność bawiła się wspaniale, więc o to chodziło w tym wykonaniu. Naprawdę brawo” – mówiła.
Po wszystkich występach przyszedł czas na rozstrzygnięcia. Zwyciężczynią półfinałowego odcinka została Maria Sadowska, która otrzymała nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych i postanowiła przekazać ją Fundacji One Day, wspierającej dzieci opuszczające domy dziecka. Drugie miejsce po raz kolejny zajął Gabriel Fleszar, który otrzymał 5 tysięcy złotych i ponownie przeznaczył je na Fundację Puchaczówka.
Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy także finałową czwórkę. Do decydującego starcia awansowali Maria Sadowska z dorobkiem 249 punktów, Rafał Brzozowski z 241 punktami, Marcin Maciejczak z 237 punktami oraz Ula Milewska, która zgromadziła 230 punktów.
Tuż za nimi znaleźli się Ida Nowakowska (220 punktów), Gabriel Fleszar (218 punktów), Marcin Miller (210 punktów) i Bryska (179 punktów). To właśnie ta czwórka powalczy o zwycięstwo w wielkim finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” już w najbliższy piątek.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Będziecie oglądać wielki finał “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



































Autor: Szymon Jedynak
news
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Po tygodniowej przerwie „The Voice of Poland” wraca z kolejnymi emocjonującymi „Bitwami”. Tym razem na scenie doszło do sytuacji, która wyraźnie poruszyła jednego z trenerów. Michał Szpak nie ukrywał, że występ jego podopiecznych nie spełnił oczekiwań, a później zdobył się na zaskakujące wyznanie. Dowiedz się więcej i zobacz przedpremierowe nagranie!
Już w sobotni wieczór widzowie TVP2 ponownie zobaczą zmagania uczestników 17. edycji „The Voice of Poland”. Program wraca po tygodniowej przerwie związanej z Eurowizją Junior i od razu zaserwuje kolejną dawkę muzycznych emocji. W nadchodzących „Bitwach” nie zabraknie trudnych decyzji, wymagających pojedynków i ocen, które mogą zaważyć na dalszym losie uczestników. Jedna z takich sytuacji szczególnie mocno dotknęła Michała Szpaka.
Na scenie stanęły Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony, reprezentujące drużynę popularnego wokalisty. Zgodnie z decyzją swojego trenera uczestniczki zmierzyły się z utworem „II Most Wanted”, znanym z repertuaru Beyoncé i Miley Cyrus. To wymagająca kompozycja, która potrzebuje nie tylko odpowiednich umiejętności wokalnych, ale również wyczucia i dobrej współpracy między wykonawczyniami. Niestety, wspólny występ nie okazał się takim sukcesem, na jaki liczył ich szkoleniowiec.
Jako pierwsi swoje opinie przedstawili pozostali trenerzy, czyli Kuba Badach, Baron i Tomson. Ich komentarze nie pozostawiały złudzeń, że występ nie był pozbawiony problemów. Zwrócili uwagę na nierówny poziom prezentacji, co z pewnością nie ułatwiło sytuacji dziewczynom. W końcu przyszedł jednak moment, na który czekali wszyscy – głos zabrał Michał Szpak, który musiał odnieść się do występu swoich podopiecznych.
Trener nie ukrywał, że cała sytuacja jest dla niego wyjątkowo trudna. Przyznał, że miał wobec dziewczyn bardzo duże oczekiwania i liczył na znacznie więcej.
“Trudne to jest bardzo dlatego, że właśnie przez tę całą sytuację (…) moje oczekiwania względem tego, co ma się wydarzyć dzisiaj były naprawdę największe ze wszystkich” – wyjaśnił.
POLECAMY: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem swoich podopiecznych? [ZOBACZ PRZED PREMIERĄ]
Największe zaskoczenie przyszło jednak chwilę później. Michał Szpak nie próbował zrzucać odpowiedzialności na uczestniczki ani tłumaczyć wszystkiego stresem czy trudnością wybranego utworu. Zamiast tego zaczął zastanawiać się nad własnymi decyzjami jako trenera.
“Mnie to trochę personalnie uderza, bo może to była zła decyzja, że sparowałem Was. Może to była zła decyzja, że ten utwór, że po prostu było to trudne do zinterpretowania” – kontynuował.
Wokalista otwarcie przyznał więc, że być może to właśnie jego wybory przyczyniły się do takiego rezultatu. Dobór uczestniczek do jednej bitwy i decyzja dotycząca piosenki to przecież odpowiedzialność trenera, który powinien odpowiednio dopasować repertuar do możliwości swoich podopiecznych. Tym razem Michał Szpak zaczął mieć wątpliwości, czy dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Nie ukrywał przy tym emocji, a jego wypowiedź wyraźnie odbiegała od typowych komentarzy po muzycznych pojedynkach.
Najbardziej poruszające okazały się jednak słowa, w których trener wprost przyznał się do własnych błędów.
“Ja się biję w pierś po prostu, jako trener, że może tym razem – w ciągu tych siedmiu edycji – po prostu najzwyczajniej w świecie ja też sobie nie poradziłem z tą sytuacją” – dodał ze smutkiem.
Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: co stanie się z Julią Matczak i Wiktorią Zjawiony? Ostateczna decyzja dotycząca ich dalszego udziału w programie należy do trenera, dlatego widzowie będą musieli poczekać na sobotni wieczór, by poznać rozstrzygnięcie. Kolejne „Bitwy” 17. edycji „The Voice of Poland” zostaną wyemitowane w sobotę o godz. 20:30 w TVP2, tuż po premierowym odcinku „Rodzinki.pl”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor
Będziecie oglądać nowy odcinek w TVP? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
To jedna z tych historii, które idealnie pokazują, jak nieprzewidywalne potrafi być życie artysty. Joanna Kołaczkowska miała na sobie kozaczki kupione za zaledwie 26 złotych, ale tuż przed występem odkryła coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Kulisy legendarnego skeczu „Egzamin” zostaną przypomniane w wyjątkowym programie Polsatu. Dowiedz się więcej!
Skecz „Egzamin” Kabaretu Hrabi na stałe zapisał się w historii polskiej rozrywki. Śp. Joanna Kołaczkowska potrafiła rozbawić publiczność do łez, a jej charakterystyczna kreacja do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych odsłon kabaretowego talentu artystki. Niewielu widzów zdawało sobie jednak sprawę, że za jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego występu kryje się historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz kolejnego skeczu. Wszystko zaczęło się od butów kupionych za niewielkie pieniądze.
Kozaczki, które miały pojawić się na scenie, kosztowały zaledwie 26 złotych. Joanna Kołaczkowska nie przymierzyła ich jednak przed zakupem, a konsekwencje tej decyzji poznała w najmniej odpowiednim momencie. Dopiero tuż przed występem okazało się, że buty są za ciasne i nie mieszczą się na jej stopach. W takich okolicznościach niejeden artysta zdecydowałby się na zmianę stroju lub rezygnację z niewygodnego elementu garderoby. Ona jednak nie zamierzała się poddawać.
Historia słynnych kozaczków zostanie przypomniana w programie „Póki my żyjemy”, który Polsat pokaże z okazji 1 listopada. To specjalne spotkanie poświęcone pamięci artystów, których nie ma już z nami, ale których twórczość i poczucie humoru wciąż pozostają żywe. Wśród wspomnień nie zabraknie opowieści o Joannie Kołaczkowskiej, jej wyjątkowej osobowości i sytuacjach, które za kulisami potrafiły rozbawić jej kabaretowych przyjaciół.
Artyści Kabaretu Hrabi zdradzą, jak wyglądały kulisy powstania jednego z najbardziej lubianych skeczy grupy. Widzowie zobaczą również fragment legendarnego „Egzaminu”, dzięki czemu będą mogli ponownie przypomnieć sobie komediowy talent Joanny Kołaczkowskiej. Tym razem jednak występowi będą towarzyszyć dodatkowe emocje, bo za dobrze znaną kreacją kryje się anegdota, której wielu fanów mogło dotąd nie znać. Okazuje się, że czasami nawet najbardziej kultowe sceniczne pomysły rodzą się zupełnie przypadkowo.
W programie pojawią się także wspomnienia o Zbigniewie Wodeckim. Grupa MoCarta przypomni jego słynne dowcipy i opowie o koncertowych przygodach muzyka. Jedna z historii dotyczyła sytuacji, w której artysta potrafił przyjąć zaproszenie na dwa występy tego samego dnia. Powód? Zawsze istniała przecież szansa, że jeden z koncertów zostanie odwołany. Takie opowieści pokazują, jak wielki dystans do rzeczywistości i poczucie humoru towarzyszyły mu również poza sceną.
POLECAMY: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor
„Póki my żyjemy” – kiedy i gdzie oglądać?
Nie będzie to jednak wyłącznie spotkanie poświęcone dwóm wielkim postaciom polskiej rozrywki. Widzowie usłyszą również wspomnienia o Krzysztofie Respondku, Wojciechu Młynarskim i Krzysztofie Jaślarze. Każdy z tych artystów pozostawił po sobie dorobek, który na trwałe wpisał się w historię polskiej kultury. Ich twórczość, charakterystyczny styl i wyjątkowe poczucie humoru wciąż są obecne w pamięci publiczności oraz kolegów z branży.
Na scenie pojawią się znane i cenione kabarety oraz artyści, którzy wspólnie oddadzą hołd nieobecnym już mistrzom. Wśród zaproszonych wykonawców znajdą się między innymi Kabaret Ani Mru-Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju i Kabaret Hrabi. Nie zabraknie również Waldemara Malickiego, Wojtka Kamińskiego oraz Klementyny Umer. To właśnie oni zadbają o to, by wieczór wypełniły zarówno humorystyczne wspomnienia, jak i chwile skłaniające do refleksji.
„Póki my żyjemy” ma być czymś więcej niż tylko programem rozrywkowym. To spotkanie z ludźmi, którzy przez lata tworzyli polską scenę kabaretową i muzyczną, a ich występy pozostawiły ślad w pamięci kolejnych pokoleń widzów. Wspominanie zmarłych artystów nie musi oznaczać wyłącznie smutku. Czasami najlepszym sposobem na oddanie im hołdu jest właśnie przypomnienie żartów, anegdot i momentów, dzięki którym tak wielu ludzi potrafiło się uśmiechnąć.
Szczególne miejsce w tym wieczorze zajmie Joanna Kołaczkowska, której talent i niepowtarzalna osobowość przez lata były znakiem rozpoznawczym Kabaretu Hrabi. Historia kozaczków za 26 złotych to tylko jedna z anegdot, które przypomną jej przyjaciele. Za kulisami scenicznych występów kryły się bowiem nie tylko próby i przygotowania, lecz także nieprzewidziane sytuacje, które z czasem stawały się częścią kabaretowej legendy.
Specjalny program „Póki my żyjemy” zostanie wyemitowany w sobotę 31 października o godz. 19:55 w Polsacie tuż przed dniem Wszystkich Świętych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
Będziecie oglądać? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
Ciąża Magdy Budzyńskiej w „M jak miłość” wywołała ogromne emocje, a część widzów zaczęła obawiać się najgorszego. Bohaterka grana przez Annę Muchę ma za sobą poważne problemy zdrowotne, dlatego jej przyszłość w serialu stanęła pod znakiem zapytania. Teraz pojawiły się nowe informacje, a głos w sprawie zabrała również przedstawicielka produkcji. Dowiedz się więcej!
Anna Mucha od lat wciela się w Magdę Budzyńską w „M jak miłość”. Jej bohaterka przeszła na ekranie wiele trudnych chwil, a scenarzyści niejednokrotnie stawiali ją przed dramatycznymi wyzwaniami. Jednym z najpoważniejszych była walka o zdrowie i przeszczep serca. Wydawało się, że po takich doświadczeniach macierzyństwo może pozostać dla Magdy jedynie niespełnionym marzeniem. Tymczasem twórcy serialu postanowili zaskoczyć widzów i wprowadzili do jej historii wątek ciąży.
Informacja o tym, że Magda spodziewa się dziecka, szybko wywołała dyskusje wśród fanów produkcji TVP2. Widzowie doskonale pamiętają, że w „M jak miłość” nawet pozornie szczęśliwe wydarzenia potrafią prowadzić do dramatycznych zwrotów akcji. W przypadku bohaterki z tak poważną historią medyczną obawy o jej przyszłość wydają się szczególnie silne. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze sugerujące, że ciąża może zakończyć się tragedią.
Niepokój fanów podsycają wcześniejsze wydarzenia z serialu. Niedawno widzowie śledzili dramatyczną historię Franki, która urodziła dziecko Pawłowi Zduńskiemu, granemu przez Rafała Mroczka, a następnie zmarła. W postać Franki wcielała się Dominika Kachlik, która odeszła z produkcji. Tak tragiczny finał jednego z wątków sprawił, że część odbiorców zaczęła zastanawiać się, czy podobny los spotka teraz Magdę Budzyńską.
Wątpliwości dotyczą nie tylko przyszłości bohaterki, ale również dalszej obecności Anny Muchy w serialu. Widzowie zaczęli spekulować, czy scenarzyści nie szykują kolejnego dramatycznego pożegnania. Na razie nie ma jednak podstaw, by traktować takie przypuszczenia jako potwierdzony scenariusz wydarzeń. Wręcz przeciwnie – pojawiły się informacje, które powinny uspokoić fanów aktorki i jej bohaterki.
POLECAMY: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką „Tańca z Gwiazdami”? Oto nowe ustalenia
Niepokój wokół Anny Muchy. Jest komentarz ws. premierowych odcinków „M jak miłość”
W 1957. odcinku „M jak miłość”, zaplanowanym na poniedziałek 16 listopada 2026 roku, Magda Budzyńska ma przejść specjalistyczne badania. Kardiolog uspokoi zarówno ją, jak i Andrzeja, wyjaśniając, że mimo konieczności zachowania szczególnej ostrożności bohaterka ma szansę bezpiecznie urodzić dziecko. Jej ciąża będzie wymagała odpowiedniej opieki, ale przedstawione informacje nie wskazują na przesądzony tragiczny finał. To ważna wiadomość dla widzów, którzy obawiali się najgorszego.
Dodatkowo, jak ustalił „Super Express”, Anna Mucha nie zniknie z „M jak miłość” i jest uwzględniona w scenariuszach kolejnych odcinków. To oznacza, że na ten moment nie ma potwierdzenia, by aktorka miała pożegnać się z serialem. Informacja może uspokoić fanów, choć nie zdradza wszystkich szczegółów dotyczących dalszych losów Magdy. Twórcy nadal mogą zaskoczyć widzów kolejnymi zwrotami akcji, a historia bohaterki pozostaje otwarta.
W sprawie pojawił się również komentarz Karoliny Baranowskiej z firmy produkującej serial. Przedstawicielka nie chciała ujawniać, jak dokładnie potoczą się wydarzenia w kolejnych odcinkach, ale odniosła się do licznych spekulacji pojawiających się wśród widzów. Jej wypowiedź pokazuje, że produkcja zdaje sobie sprawę z ogromnego zainteresowania losami bohaterów i emocji, jakie wywołują kolejne wątki.
„Jest mnóstwo przeróżnych komentarzy dotyczących “M jak miłość” i nie jesteśmy w stanie komentować wszystkich pomysłów widzów. Cieszymy się, że nasz serial niezmiennie od ponad 26 lat budzi tak wielkie emocje. Zapraszamy do oglądania kolejnych odcinków, a wkrótce będzie jasne jak potoczą się bieżące wątki” – stwierdziła Karolina Baranowska.
Premierowe odcinki „M jak miłość” można oglądać w poniedziałki i wtorki o godz. 20.50 w TVP2, po „Barwach szczęścia”. To właśnie w kolejnych epizodach widzowie będą mogli przekonać się, jak rozwinie się historia Magdy i czy jej ciąża przebiegnie zgodnie z nadziejami bohaterki. Jedno jest pewne: scenarzyści ponownie rozbudzili emocje publiczności, a pytanie o przyszłość Magdy Budzyńskiej z pewnością jeszcze przez jakiś czas będzie powracać w dyskusjach fanów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Estelle François zdradziła prawdę o „Tańcu z Gwiazdami”. Nie każdy dałby sobie radę?
Lubicie oglądać “M jak miłość”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
showbiz3 dni temuPiotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę
-
showbiz3 dni temuTo będzie HIT nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Zgodzi się na udział?
-
showbiz5 dni temuPrzyszłość Wieniawy w „Tańcu z Gwiazdami” przesądzona? Polsat podjął decyzję
-
showbiz4 dni temuZnana aktorka wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? „Pani już zakontraktowana”
-
news2 dni temuTarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]
-
showbiz3 dni temuKamil Kuroczko zdradził prawdę o Ewie Kasprzyk za kulisami „TzG”. Zaskoczeni?
-
news3 dni temuMargareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia
-
showbiz5 dni temuWidzowie oburzeni werdyktem w „Tańcu z Gwiazdami”. Smaruj i Tarnowska nie powinni odpaść?






Dodaj komentarz