news
Szelągowska przeprasza Jabłczyńską: „Jest mi wstyd”. Wybaczylibyście?
Wokół kontynuacji kultowego filmu zrobiło się naprawdę gorąco. Po mocnych słowach Doroty Szelągowskiej wobec Joanny Jabłczyńskiej przyszedł czas na refleksję i publiczne przeprosiny. To jednak nie zakończyło sprawy, bo pod jej wpisami pojawiły się kolejne głosy, a część internautów nie kryła rozczarowania zachowaniem gwiazdy. Dowiedz się więcej!
Powrót „Nigdy w życiu!” miał być przede wszystkim powodem do nostalgii. Po ponad dwóch dekadach od premiery pierwszej części fani ponownie usłyszeli o losach Judyty, a informacja o kontynuacji wzbudziła ogromne zainteresowanie. W nowym filmie ponownie pojawi się Danuta Stenka, jednak szybko wyszło na jaw, że nie wszyscy aktorzy znani z oryginału wrócą na plan.
Największe emocje wywołała nieobecność Joanny Jabłczyńskiej, która w pierwszym filmie wcieliła się w Tosię. Aktorka otwarcie opowiedziała o swoim rozczarowaniu i nie kryła, że sposób, w jaki potoczyła się sprawa, był dla niej bardzo trudny.
“Jest to dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie mi jest ciężko się z tym pogodzić […] Kontaktowałam się z produkcją. Inaczej powiem, produkcja ze mną się kontaktowała, więc ja wiem, co tam się wydarzyło i dlaczego. Na razie zostawię to im. Jestem bardzo ciekawa co oni powiedzą, jestem bardzo ciekawa ich narracji” – wyznała aktorka na łamach Plejady.
Później pojawiła się informacja, że dorosłą Tosię ma zagrać Agnieszka Żulewska. Według informacji Pudelka aktorka miała otrzymać rolę po procesie castingowym. Wydawało się, że wraz z ujawnieniem nazwiska nowej odtwórczyni emocje nieco opadną. Stało się jednak zupełnie inaczej.
W obronie swojej mamy, Katarzyny Grocholi, stanęła Dorota Szelągowska. Jej nagranie w mediach społecznościowych odbiło się szerokim echem. Gwiazda TVN przedstawiła własną wersję wydarzeń i przekonywała, że Joanna Jabłczyńska została zaproszona na zdjęcia próbne, jednak ostatecznie przegrała casting z Agnieszką Żulewską.
“Osiągnęłam limit patrzenia, jak ktoś obraża i niszczy moją rodzinę, jak narastają okropne kłamstwa. Więc Asiu, ja widziałam tę korespondencję, widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. Minęły 22 lata, postać Tosi jest już bardziej rozbudowana, zapraszamy panią na zdjęcia próbne. Przegrałaś. Przegrałaś z Agnieszką Żulewską. I to żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską, bo Agnieszka Żulewska po prostu jest świetna. I nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka – z twojej winy. Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda. To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych, bo nie wolno Asiu rzucać takich rzeczy. Szczególnie że ja wiem, kto jest sponsorem i tak bardzo wiem, że jest to ściema” – powiedziała na wstępie gwiazda TVN.
Na tym jednak Dorota Szelągowska nie zakończyła swojego wystąpienia. W dalszej części nagrania padły jeszcze ostrzejsze słowa pod adresem Joanny Jabłczyńskiej. Szelągowska zarzuciła jej między innymi zbyt mocne utożsamianie się z postacią Tosi oraz mówiła o konsekwencjach, jakie cała sytuacja miała mieć dla osób związanych z produkcją.
“Wiesz, wydawało mi się zawsze, że to widz ma problem z tym, żeby odróżnić fikcję od rzeczywistości, i okazuje się, że nie. Asia, ty nie jesteś Tosią. Ty zagrałaś Tosię w filmie. Ja rozumiem, że ludzie cię tak postrzegają, ale nie jesteś Tosią. Tosia to jest moja historia. Patrzę od 22 lat, jak bardziej identyfikujesz się z moim życiem niż właściwie ja sama. To jest trochę creepy. Bo ty zagrałaś to w filmie, to pewnie był jakiś miesiąc na planie zdjęciowym, i ja to przeżyłam. Przeżyłam, jak moja mama budowała dom. Tam było jeszcze dużo różnych rzeczy. A teraz patrzę, jak plujesz i niszczysz osobę, która literacko stworzyła postać, dzięki której ty się stałaś znana, dzięki której jesteś w sercach ludzi. Patrzę, jak sterujesz tym wszystkim, patrzę, jaką masz niebywałą satysfakcję, jak się tym cieszysz. Po prostu patrzę na ciebie i niepokoi mnie to, że ktoś może być tak złym człowiekiem, że nie umie powiedzieć: stop. Doprowadziłaś wielu ludzi do bardzo złego stanu” – dodała.
POLECAMY: Agnieszka Hyży wtrąciła się w aferę wokół „Nigdy w życiu”. Padły mocne słowa
Szelągowska publicznie PRZEPRASZA Jabłczyńską
Mocne wystąpienie szybko zaczęło być szeroko komentowane w sieci. W czwartek rano Dorota Szelągowska postanowiła wrócić do sprawy i odpowiedzieć na część zarzutów pojawiających się pod jej nagraniem. Jednym z głosów, który zwrócił jej uwagę, była wypowiedź profilu „Za tropem myśli”. Twórca zwrócił uwagę na sprzeczność pomiędzy zarzutami o krzywdzenie innych a formą, w jakiej Szelągowska sama wypowiadała się o Joannie Jabłczyńskiej.
“Możesz mieć rację i jednocześnie komunikować się w sposób przemocowy. I wypowiedź Doroty Szelągowskiej jest tego przykładem, jak obrona bliskiej nam osoby, wartości rodzinnych może zmienić się w publiczne poniżanie drugiego człowieka. (…) Dorota, możesz bronić swojej mamy, (…) ale nie musisz przy tym degradować drugiego człowieka, tym bardziej publicznie” – stwierdził influencer.
Na te słowa Dorota Szelągowska nie odpowiedziała kolejnym atakiem. Tym razem przyznała, że emocje rzeczywiście wzięły nad nią górę. W komentarzu wyjaśniła, co doprowadziło ją do tak ostrej reakcji i przyznała, że sytuacja bardzo ją zabolała.
“Masz rację — górę wzięły emocje — złość i bezsilność wobec setek wiadomości obrażających moją rodzinę i mnie i totalny żal, że z drugiej strony widzę satysfakcję, a nie zastanowienie się nad konsekwencjami. To straszliwie boli — tak po prostu” – czytamy w komentarzu.
Na tym jednak sprawa się nie skończyła. Dorota Szelągowska zdecydowała się na jeszcze jeden krok i opublikowała osobną rolkę, w której bezpośrednio zwróciła się do Joanny Jabłczyńskiej. Tym razem nie było już ostrych zarzutów. Pojawiły się za to przeprosiny i przyznanie, że sposób, w jaki wcześniej przedstawiła swoje stanowisko, przekroczył granicę.
“Aśka, bardzo Cię przepraszam. Nie miałam prawa Cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy czy zranienia tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd. Bardzo Cię przepraszam” – powiedziała Dorota Szelągowska.
W opisie nagrania dodała również:
“Emocje nie są najlepszym doradcą, nawet jeżeli mamy jak najlepsze intencje. To podobno nimi jest wybrukowane piekło. Dziękuję za twoją rolkę Za tropem myśli i wszystkim za dyskusję pod nią. Przepraszam” – czytamy.
Przeprosiny nie oznaczają jednak, że internauci zapomnieli o całej sprawie. Co ciekawe, również część osób, które wcześniej sympatyzowały z Dorotą Szelągowską, zaczęła krytycznie oceniać jej zachowanie. W komentarzach pojawiły się głosy, że można bronić swojej rodziny i jednocześnie nie przekraczać granicy w publicznej dyskusji.
Teraz pozostaje pytanie, czy po przeprosinach Doroty Szelągowskiej emocje rzeczywiście opadną i czy skonfliktowane strony zdecydują się zamknąć ten rozdział. Jedno jest pewne – dyskusja wokół „Nigdy w życiu!” już dawno przestała dotyczyć wyłącznie tego, kto zagra Tosię.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim wystąpił u prezydenta. Rafał Brzozowski nie gryzł się w język
Miło ze strony Szelągowskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
Tego Magda Gessler się nie spodziewała? W „Kuchennych rewolucjach” aż zawrzało [PRZED PREMIERĄ]
Fani programu długo na to czekali. Już dziś, o 21:30 w TVN, startuje 33. sezon „Kuchennych rewolucji”, a Magda Gessler ponownie wyruszy w Polskę, by ratować restauracje, które znalazły się na skraju przepaści. Pierwsza historia nowego sezonu zapowiada się wyjątkowo emocjonująco, a w jednym z momentów atmosfera zrobi się naprawdę gorąca. Dowiedz się więcej!
Już dziś wieczorem widzowie TVN ponownie spotkają się z Magdą Gessler. O godzinie 21:30 stacja pokaże pierwszy odcinek 33. sezonu „Kuchennych rewolucji”. Restauratorka po raz kolejny odwiedzi lokale w różnych częściach Polski, próbując odmienić ich menu, wystrój i sposób funkcjonowania. Jak zwykle nie zabraknie również trudnych rozmów, emocji i sytuacji, w których nerwy mogą puścić.
Na inaugurację nowego sezonu program zawita do Gliwic. To właśnie tam działa „Pierwsza Polka” – restauracja prowadzona przez Konrada. Mężczyzna nie prowadzi biznesu samotnie. W codziennej pracy wspierają go żona oraz brat, jednak rodzinny charakter lokalu nie oznacza wcale spokojnej atmosfery. Wręcz przeciwnie – problemy biznesowe mocno odbiły się na relacjach między członkami rodziny.
Historia restauracji zaczęła się od pomysłu ojca Konrada. Sam właściciel wcześniej pracował w Muzeum Górnictwa Węglowego. W pewnym momencie rodzina uznała, że własny lokal gastronomiczny może być sposobem na zmianę sytuacji zawodowej.
“Pensja była, można powiedzieć, nieciekawa. No więc stwierdziliśmy, że otworzymy ten lokal” – przyznał właściciel.
Początkowo wszystko wydawało się mieć sens. Ojciec Konrada znał branżę gastronomiczną i miał doświadczenie w prowadzeniu lokalu, dlatego rodzina mogła liczyć na jego wiedzę. Z czasem okazało się jednak, że samo doświadczenie nie wystarczy, by biznes zaczął przynosić oczekiwane rezultaty.
Restauracja nie rozwijała się tak, jak zakładano. Problemy finansowe zaczęły przekładać się również na relacje rodzinne, a współpraca ojca z synem stawała się coraz trudniejsza. Konrad nie ukrywa, że między nimi doszło do poważnego konfliktu.
“To był jeden wielki konflikt. To, że lokal nie odpalił tak, jak należy. Upatrzył sobie, że to jest moja wina” – powiedział Konrad.
W pewnym momencie ojciec Konrada zdecydował się wycofać z codziennego prowadzenia restauracji i pozostawić biznes synowi. Ten został więc z lokalem, który wymagał nie tylko zmian na talerzach, ale przede wszystkim nowego pomysłu na funkcjonowanie całego miejsca. Właśnie wtedy pojawiła się szansa na pomoc Magdy Gessler.
POLECAMY: Dorota Szelągowska przeprasza Jabłczyńską: „Jest mi wstyd”. Wybaczylibyście?
Mocne słowa na starcie “Kuchennych rewolucji”
Kiedy restauratorka przekracza próg „Pierwszej Polki”, szybko okazuje się, że problemów jest znacznie więcej niż tylko słabo prosperujący lokal. Na pierwszy plan wychodzą relacje rodzinne, wzajemne pretensje i napięcia, które przez długi czas narastały między ojcem a synem. Gessler musi więc zmierzyć się z sytuacją, w której uratowanie restauracji może wymagać również uporządkowania spraw poza kuchnią.
Jednak już początek odcinka pokazuje, że emocji w Gliwicach nie zabraknie. Kamery zarejestrowały moment, w którym właściciel mocno zdenerwował się na jedną z pracownic. Kobieta siedziała na zapleczu i przyjmowała lekarstwa, a sytuacja wyraźnie wyprowadziła Konrada z równowagi.
“Nagrywają, a ona spocona, wywala te tabletki. Nagrywają panią! Co za baran…” – mówił oburzony właściciel.
To jednak nie koniec zaskakujących momentów. Żona właściciela zdecydowała się odpowiedzieć Konradowi w równie obrazowy sposób. Jej słowa szybko zwracają uwagę, bo trudno uznać je za typową wymianę zdań między właścicielem a pracownikiem.
“Jesteś jak pobudzony chomik” – powiedziała.
Już podczas pierwszej degustacji Magda Gessler będzie miała okazję spróbować kilku dań serwowanych w „Pierwszej Polce”. Na jej stole pojawią się m.in. kaczka oraz barszcz, jednak nie wszystkie propozycje zrobią na restauratorce dobre wrażenie. Co ciekawe, największym uznaniem nieoczekiwanie cieszyć będzie się… herbata. Tuż po pierwszej wizycie Magda Gessler sama przyzna, że sytuacja w lokalu jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się początkowo wydawać.
“Ta Polka jest pierwsza, ale w braku dobrego smaku’ – stwierdzi restauratorka.
Już sam początek pierwszego odcinka sugeruje więc, że 33. sezon „Kuchennych rewolucji” nie będzie pozbawiony mocnych scen. Magda Gessler będzie musiała nie tylko znaleźć sposób na przyciągnięcie klientów i uratowanie restauracji, ale również odnaleźć się w skomplikowanych relacjach osób, które tworzą ten rodzinny biznes.
Czy uda jej się odmienić „Pierwszą Polkę”? Czy Konrad znajdzie sposób na wyjście z kryzysu, a rodzinny konflikt przestanie wpływać na funkcjonowanie lokalu? I przede wszystkim – co wydarzy się, gdy Magda Gessler zacznie wprowadzać własne zasady? Odpowiedzi widzowie poznają już dziś o 21:30 w TVN oraz na Player.pl.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Agnieszka Hyży wtrąciła się w aferę wokół „Nigdy w życiu”. Padły mocne słowa
Lubicie oglądać “Kuchenne rewolucje”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Agnieszka Hyży wtrąciła się w aferę wokół „Nigdy w życiu”. Padły mocne słowa
Powrót kultowej historii miał być wielkim świętem dla fanów, ale zamiast tego wokół produkcji rozpętała się prawdziwa burza. W sprawie obsady doszło do publicznych oskarżeń, mocnych odpowiedzi i zapowiedzi kroków prawnych. Teraz do emocjonalnej dyskusji dołączyła Agnieszka Hyży, która spojrzała na konflikt z zupełnie innej perspektywy. Dowiedz się więcej!
Wieść o kontynuacji „Nigdy w życiu!” początkowo była dla fanów kultowej komedii romantycznej powodem do radości. Po ponad 20 latach historia miała powrócić na ekrany, a wraz z nią Danuta Stenka, która ponownie wcieli się w jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci filmu. Szybko okazało się jednak, że za kulisami nowej produkcji pojawiły się emocje, których nikt się nie spodziewał.
Największe zamieszanie wywołała informacja, że w kontynuacji zabraknie Joanny Jabłczyńskiej, czyli filmowej Tosi, córki Judyty. Aktorka nie ukrywała, że decyzja produkcji była dla niej ogromnym ciosem. W rozmowie z Plejadą opowiedziała o swoich odczuciach, jednocześnie sugerując, że zna kulisy sytuacji, ale na tym etapie nie chce przedstawiać własnej wersji wydarzeń.
“Jest to dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie mi jest ciężko się z tym pogodzić […] Kontaktowałam się z produkcją. Inaczej powiem, produkcja ze mną się kontaktowała, więc ja wiem, co tam się wydarzyło i dlaczego. Na razie zostawię to im. Jestem bardzo ciekawa co oni powiedzą, jestem bardzo ciekawa ich narracji” – wyznała aktorka na łamach Plejady.
Wkrótce zaczęło pojawiać się coraz więcej pytań dotyczących tego, kto przejmie rolę dorosłej Tosi. Początkowo nazwisko następnej aktorki pozostawało tajemnicą. Z czasem media zaczęły informować, że w postać wcieli się Agnieszka Żulewska, która miała zdobyć rolę po castingu.
I właśnie wtedy sprawa wkroczyła na zupełnie nowy poziom. Głos zabrała Dorota Szelągowska, córka Katarzyny Grocholi, czyli autorki powieści będącej podstawą filmu. Jej reakcja na wypowiedź Joanny Jabłczyńskiej była wyjątkowo stanowcza. Szelągowska przekonywała, że aktorka została zaproszona na zdjęcia próbne, ale ostatecznie to Agnieszka Żulewska okazała się lepsza w procesie castingowym.
“Osiągnęłam limit patrzenia, jak ktoś obraża i niszczy moją rodzinę, jak narastają okropne kłamstwa. Więc Asiu, ja widziałam tę korespondencję, widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. Minęły 22 lata, postać Tosi jest już bardziej rozbudowana, zapraszamy panią na zdjęcia próbne. Przegrałaś. Przegrałaś z Agnieszką Żulewską. I to żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską, bo Agnieszka Żulewska po prostu jest świetna. I nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka – z twojej winy. Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda. To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych, bo nie wolno Asiu rzucać takich rzeczy. Szczególnie że ja wiem, kto jest sponsorem i tak bardzo wiem, że jest to ściema” – powiedziała na wstępie gwiazda TVN.
Po tak mocnych słowach trudno było oczekiwać, że temat szybko ucichnie. Wokół produkcji pojawiły się kolejne komentarze, publiczne odpowiedzi, a także informacje o możliwych krokach prawnych. Historia, która początkowo miała być przede wszystkim nostalgicznym powrotem do jednej z najpopularniejszych polskich komedii romantycznych, zaczęła przypominać medialny konflikt.
POLECAMY: Skolim wystąpił u prezydenta. Rafał Brzozowski nie gryzł się w język
Agnieszka Hyży zabrała głos ws. konfliktu o “Nigdy w życiu”
W całym zamieszaniu postanowiła zabrać głos Agnieszka Hyży. Prezenterka nie opowiedziała się jednak jednoznacznie po żadnej ze stron. Zamiast tego spróbowała spojrzeć na całą sytuację z dystansu i zwrócić uwagę na mechanizm, który często pojawia się w podobnych internetowych sporach.
Swój wpis zatytułowała znamiennie: „Nigdy w życiu, czyli o tym, dlaczego wszyscy w tym samym momencie mogą mieć rację”. Już sam tytuł sugeruje, że Agnieszka Hyży nie zamierza wydawać wyroku w sprawie, której pełnego przebiegu nie zna.
“Grochola. Jabłczyńska. Szelągowska. Żulewska. Casting, który być może być castingiem, a być może dla jednej ze stron nim nie był. Telefon. Sponsor. Oświadczenie. Odpowiedź na oświadczenie. Zapowiedź prawników. Usunięty post. Prywatne wiadomości pokazane publicznie. I oczywiście my. Publiczność. Siedzimy z popcornem i wybieramy drużyny” – czytamy.
Prezenterka zauważyła, że odbiorcy bardzo szybko zaczynają tworzyć własne wersje wydarzeń, mimo że nie byli świadkami rozmów ani nie znają wszystkich szczegółów sprawy. Jej zdaniem właśnie w tym tkwi jeden z największych problemów całej historii. Publiczność dostaje fragmenty informacji, a następnie niemal natychmiast próbuje wskazać winnego.
Agnieszka Hyży zwróciła uwagę, że sama coraz częściej dostrzega osoby, które nie chcą uczestniczyć w takim podziale. Zamiast wybierać „drużynę”, wolą przyznać, że nie mają wystarczającej wiedzy, by rozstrzygnąć, kto przedstawia prawdziwą wersję wydarzeń.
“A myślę sobie, że jest coraz więcej osób, które chcą zapisać się do teamu: “Nie wiem, kto ma rację. I nie mnie to oceniać”. Po kilku godzinach tysiące ludzi, którzy nie uczestniczyli ani w jednej z tych rozmów, wiedzą już dokładnie, kto jest dobry, kto zły, kto kłamie i czyjego filmu nie pójdą oglądać. I wtedy pomyślałam, że może największym problemem tej historii wcale nie jest to, kto zagra Tośkę” – napisała gwiazda Polsatu.
W kolejnym fragmencie Agnieszka Hyży przesunęła ciężar dyskusji z obsady filmu na sposób, w jaki ludzie komunikują się ze sobą. Jej zdaniem wiele konfliktów mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby osoby zainteresowane najpierw spróbowały spokojnie porozmawiać, zamiast od razu przedstawiać swoje stanowisko publicznie.
“Tylko to, jak bardzo przestaliśmy ze sobą rozmawiać, zanim zaczniemy rozmawiać o sobie publicznie. Może czasem wystarczyłby telefon. Może czasem trzeba powiedzieć: słuchaj, ja to zrozumiałam zupełnie inaczej. Może druga osoba odpowiedziałaby: a ja byłam przekonana, że powiedziałam ci coś innego. I być może nadal nie byłoby zgody. Ale przynajmniej byłaby rozmowa” – dodała.
Na koniec prezenterka zauważyła, że internet ma tendencję do napędzania konfliktów. Jedna wypowiedź prowadzi do kolejnej, następna wymaga odpowiedzi, a po chwili pierwotny problem zaczyna schodzić na dalszy plan. Zamiast próby wyjaśnienia sytuacji pojawia się coraz większy medialny spektakl.
“Każda odpowiedź rodzi kolejną odpowiedź. Każde wyjaśnienie wymaga wyjaśnienia. W pewnym momencie już nie pamiętamy, o co poszło. Ale wiemy, komu kibicujemy. I może właśnie dlatego najbardziej pasuje mi dziś tytuł sprzed ponad 20 lat: Nigdy w życiu. Nigdy w życiu nie uwierzę, że każdą ludzką historię da się uczciwie opowiedzieć w trzydziestosekundowej rolce. Chociaż internet codziennie odpowiada mi: właśnie, że tak” – podsumowała.
Wydaje się, że na tym etapie trudno będzie szybko zakończyć całą sprawę. Po jednej stronie mamy Joannę Jabłczyńską, która mówi o ogromnym rozczarowaniu i niesprawiedliwości, po drugiej Dorotę Szelągowską, która stanowczo broni swojej rodziny i Agnieszki Żulewskiej, a pomiędzy nimi publiczność próbującą ustalić, kto ma rację.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: TVP1 i Polsat szykują NOWE seriale. Znamy daty premier i godziny emisji
Co uważacie o tej całej aferze? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Skolim wystąpił u prezydenta. Rafał Brzozowski nie gryzł się w język
Jeden występ wystarczył, by znów rozgorzała dyskusja o tym, czy artyści powinni mieszać muzykę z polityką. Tym razem swoje zdanie postanowił wyrazić Rafał Brzozowski, który nie tylko odniósł się do zamieszania wokół Skolima, ale także wrócił pamięcią do sytuacji, gdy sam znalazł się w centrum podobnych spekulacji. Jego słowa są bardzo wymowne. Dowiedz się więcej!
W świecie show-biznesu coraz trudniej o występ, który pozostaje wyłącznie wydarzeniem muzycznym. Pojawienie się Skolima na koncercie u prezydenta szybko zaczęło żyć własnym życiem, a obecność wokalisty na scenie stała się dla części komentujących pretekstem do rozmów o polityce. Nie wszystkim jednak podoba się takie interpretowanie decyzji artystów.
Do sprawy odniósł się Rafał Brzozowski, którego już wkrótce zobaczymy w 23. edycji „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Wokalista nie przyłączył się do krytyki Skolima. Zamiast tego zwrócił uwagę na szerszy problem, który jego zdaniem od dawna dotyka polskich artystów. Chodzi o przekonanie, że występ w określonym miejscu musi automatycznie oznaczać poparcie dla związanych z nim poglądów.
Zdaniem Brzozowskiego takie podejście jest zbyt daleko idące. Artysta może przecież przyjąć zaproszenie na wydarzenie i potraktować je wyłącznie jako możliwość występu przed publicznością. Dla wokalisty muzyka nie powinna być przypisana do jednej grupy, środowiska czy strony politycznego sporu.
“Myślę, że za dużo jest w naszym życiu tej polityki, która dzieli artystów. Jeżeli ktoś wystąpił tu, to pewnie popiera kogoś, jeżeli ktoś wystąpił tam, to popiera kogoś. Ja uważam, że muzyka jest dla wszystkich […] z własnego doświadczenia wiem już, że muzykę powinno się robić dla wszystkich i śpiewać dla każdego […] I jeśli to jest występ po prostu artystyczny, a nie jest to angażowanie się polityczne u kogoś, to okej. Ja uważam, że tak to powinno wyglądać, my powinniśmy śpiewać dla jednej, dla drugiej strony, dla każdego, bo muzyka nie jest dla jednej grupy społecznej, zarówno nie chodzi tylko o politykę, ale też o warstwy społeczne” – mówi “Super Expressowi” Rafał Brzozowski.
POLECAMY: TVP1 i Polsat szykują NOWE seriale. Znamy daty premier i godziny emisji
Rafał Brzozowski komentuje występ Skolima u prezydenta. Nie przebierał w słowach
Wypowiedź wokalisty ma jeszcze jeden istotny wymiar. Brzozowski nie mówi o sprawie wyłącznie z perspektywy obserwatora. Sam przekonał się bowiem, jak łatwo w przestrzeni publicznej przypisać artyście określone polityczne sympatie. Jak sugeruje, konsekwencje takich ocen potrafią być dla osoby ze świata muzyki bardzo nieprzyjemne.
Dlatego zamiast zastanawiać się, komu dany artysta „sprzyja”, Rafał Brzozowski proponuje znacznie prostsze podejście: oceniać sam występ. Jeżeli nie towarzyszy mu jawne zaangażowanie polityczne, nie powinno się automatycznie wyciągać wniosków dotyczących poglądów wykonawcy. W jego przekonaniu scena muzyczna powinna być miejscem otwartym dla wszystkich.
“Więc ja tak do tego podchodzę i uważam, że tej polityki jest za dużo. Jeżeli ktoś śpiewa, bo jest na topie czy na fali, to niech śpiewa. Natomiast kwestia czy to niesie za sobą jakieś polityczne konsekwencje. Mnie też próbowano gdzieś tam przyporządkować politycznie i to niedobrze wychodzi. Dlatego wiem… odczułem to na własnej skórze, ale trzeba wyciągać wnioski z tego. Także robić swoje muzykę ogólnodostępną” – dodał w tej samej rozmowie.
Rafał Brzozowski uważa, że granica została już mocno przesunięta. Jego zdaniem polityczne emocje zaczynają pojawiać się nawet tam, gdzie wcześniej nie było dla nich miejsca. Muzyka, film czy telewizja zamiast być przestrzenią wspólną stają się kolejnymi obszarami, w których ludzie szukają podziałów.
“Tak powinno być, tej polityki jest tak dużo, ona weszła wszędzie, do filmu, do muzyki, praktycznie wszędzie. Myślę, że wszyscy są tym zmęczeni” – mówił Brzozowski.
Trudno nie zauważyć, że słowa wokalisty są również osobistym apelem do jego kolegów i koleżanek z branży. Brzozowski sugeruje, że artyści powinni przede wszystkim robić swoje i nie pozwalać, by każda ich zawodowa decyzja była interpretowana jako polityczna deklaracja. W jego opinii muzyka ma sens właśnie wtedy, gdy może trafić do ludzi o zupełnie różnych poglądach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Obowiązkowe napiwki? Doda zabrała głos po słowach Mateusza Gesslera
Skolim dobrze zrobił występując na imprezie u prezydenta? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
TVP1 i Polsat szykują NOWE seriale. Znamy daty premier i godziny emisji
Jesienna ramówka dopiero się rozkręca, a największe stacje już szykują dla widzów mocne serialowe nowości. Polsat stawia na pełen emocji thriller „Zdrada”, a TVP1 odpowiada historią „Felicita”, w której rodzinne sekrety mieszają się z miłością i tajemnicami. Która z tych produkcji okaże się jesiennym hitem? Dowiedz się więcej!
Jesień to dla telewizji jeden z najważniejszych momentów w roku. Wraz ze startem nowych ramówek stacje prześcigają się w premierach, nowych formatach i głośnych nazwiskach. W tym sezonie również nie zabraknie serialowych propozycji, które mają przyciągnąć widzów przed telewizory. Szczególnie interesująco zapowiada się rywalizacja Polsatu i TVP1, które we wrześniu pokażą dwie zupełnie różne historie.
Polsat przygotował „Zdradę” – nowy thriller kryminalno-obyczajowy, w którym romans, rodzinne tajemnice i mroczne interesy mają stworzyć wyjątkowo wybuchową mieszankę. Fabuła rozpoczyna się od przypadkowego spotkania Julii, granej przez Annę Karczmarczyk, i Pawła, w którego wciela się Paweł Małaszyński. Jedno spojrzenie i silna chemia wystarczą, aby rozpocząć romans, który całkowicie zmieni życie bohaterów.

Problem w tym, że oboje mają już swoje rodziny. Julia jest żoną ambitnego prokuratora Patryka, którego gra Dawid Ogrodnik, natomiast Paweł jest adwokatem, mężem Elizy i ojcem dwójki dzieci. Bohaterowie szybko przekonują się, że ich relacja może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje, niż początkowo zakładali. Tym bardziej że łączą ich również tajemnice, które z czasem mogą wywrócić ich życie do góry nogami.
Obsada „Zdrady” jest jednym z największych atutów produkcji. Obok Anny Karczmarczyk, Dawida Ogrodnika i Pawła Małaszyńskiego zobaczymy między innymi Marietę Żukowską, Piotra Polka, Dobromira Dymieckiego oraz Grażynę Szapołowską. W pozostałych rolach pojawią się Karolina Matej, Maciej Kucharczyk, Mikołaj Krawczyk, Olga Sarzyńska, Przemysław Bluszcz, Bartłomiej Firlet, Juliusz Chrząstowski i Wojciech Machnicki.
Za produkcję „Zdrady” odpowiada Polot Media, reżyserem jest Makary Janowski, a za zdjęcia odpowiada Paweł Figurski. Serial będzie liczył 12 odcinków, a każdy z nich potrwa około 44 minut. Premierowy odcinek widzowie zobaczą 3 września o godzinie 21:40. Polsat stawia więc na wieczorną porę, która idealnie pasuje do mroczniejszej historii o romansie, zdradzie i konsekwencjach podejmowanych decyzji.
POLECAMY: Obowiązkowe napiwki? Doda zabrała głos po słowach Mateusza Gesslera
Nowy codzienny serial „Felicita” w telewizyjnej Jedynce
Na tym jednak serialowe emocje się nie kończą. TVP1 przygotowało bowiem własną dużą premierę. „Felicita” to produkcja utrzymana w zupełnie innym klimacie – pełna namiętności, rodzinnych tajemnic, straty i prób rozpoczęcia życia od nowa. W centrum historii znajdują się kobiety, które muszą zmierzyć się z przeszłością, aby wreszcie zawalczyć o własne szczęście.
Głównymi bohaterkami „Felicity” są Zośka, grana przez Laurę Breszkę, oraz jej siedemnastoletnia córka Oliwia, w którą wciela się Klementyna Karnkowska. Po śmierci Kamila, ukochanego męża i ojca, kobiety wyruszają do Apulii, aby uporządkować sprawy związane z jego odejściem. Wyjazd, który miał pomóc im zamknąć bolesny rozdział, szybko zamienia się jednak w konfrontację z prawdą, której żadna z nich nie była gotowa poznać.



Akcja przenosi widzów do malowniczego Polignano a Mare. Białe domy, Adriatyk, włoskie jedzenie i atmosfera południowych Włoch tworzą pozornie idylliczne tło dla historii, w której nie wszystko jest jednak tak piękne, jak mogłoby się wydawać. Zośka i Oliwia trafiają bowiem do świata rodzinnych rytuałów, niepisanych zasad i sekretów, których miejscowa społeczność nie zamierza łatwo ujawniać.
W „Felicicie” obok Laury Breszki i Klementyny Karnkowskiej występują między innymi Dawid Ogrodnik, Oriana Celentano, Alessandro Parrello, Jan Arłotii, Anna Dereszowska, Dominika Bednarczyk, Radosław Krzyżowski, Anna Moskal, Piotr Polk oraz Monika Mariotti. Włoska część obsady to z kolei Francesco Petti, Eugenio Ricciarelli, Stefania Ciccarelli i Alessandro Bressanello.
Za serial odpowiada Telewizja Polska, a producentem wykonawczym jest Golden Media Polska. Reżyserem ponownie został Makary Janowski, natomiast producentką kreatywną jest Katarzyna Kalińska. Scenariusz powstał na podstawie powieści „Felicita” autorstwa Katarzyny Kalińskiej i Radosława Figury oraz „Primo Amore” Kamili Kisiel, Anity Nawrockiej i Pawła Trześniowskiego.
„Felicita” będzie liczyć aż 26 odcinków i zadebiutuje 7 września na antenie TVP1 oraz w TVP VOD. Premierowe epizody będą emitowane w poniedziałki, wtorki i środy o godzinie 20:30. Tym samym TVP stawia na regularną obecność serialu w ramówce i historię, która ma połączyć elementy komedii, dramatu, romansu oraz rodzinnej opowieści.
Przed widzami zapowiada się więc wyjątkowo ciekawy początek serialowej jesieni. Polsat chce przyciągnąć publiczność mroczną historią o zakazanym uczuciu, zdradzie i tajemnicach, podczas gdy TVP1 zabiera widzów do słonecznej Italii, gdzie za pięknymi widokami kryją się rodzinne sekrety. Obie produkcje mają mocne obsady i znanych twórców, ale reprezentują zupełnie inne gatunki. Teraz wszystko zależy od widzów – to oni zdecydują, która z tych historii zostanie z nimi na dłużej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pilne wieści ws. „Dzień dobry TVN”. Stacja wydała oficjalny komunikat
Który serial bardziej Was interesuje? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!








Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuSkolim wygłosił ORĘDZIE u prezydenta. Padł apel do Polaków [WIDEO]
-
news4 dni temuAfera wokół „Nigdy w życiu” eskaluje. Grochola UDERZA w Joannę Jabłczyńską
-
news3 dni temuKaczorowska stanęła po stronie Jabłczyńskiej. Wymowne nagranie uderza w Grocholę
-
showbiz4 dni temuEnglert i Mandaryna mają problemy przed „Tańcem z Gwiazdami”? Nie jest dobrze
-
news2 dni temuSadowska komentuje aferę wokół „Nigdy w życiu”. Zwróciła się do Jabłczyńskiej
-
news2 dni temuPilne wieści ws. „Dzień dobry TVN”. Stacja wydała oficjalny komunikat
-
moda5 dni temuMichalina Sosna skradła show w Kielcach. Widzowie nie mogli oderwać wzroku
-
news4 dni temuRusza „Taskmaster” w TVN! Zasady, uczestnicy, prowadzący. Kiedy oglądać?

Dodaj komentarz