showbiz
WYPADEK na planie „The Voice Kids” – wszyscy w SZOKU co zrobił Baron: Nie dał rady [WIDEO]
Baron znany z programu „The Voice Kids” znów przyciągnął uwagę nie tylko swoim muzycznym talentem, ale i nietypowym pomysłem na rozrywkę. Podczas jednego z nagrań popularnego show postanowił zaskoczyć wszystkich akrobatycznym popisem, który niemal skończył się poważnym wypadkiem. Dowiedz się więcej o tym niebezpiecznym incydencie i zobacz nagranie!
W programie „The Voice Kids” nie brakuje emocji, a to nie tylko za sprawą młodych talentów. Trenerzy: Cleo, Tomson, Baron oraz Natasza Urbańska słyną z luzu i dobrego humoru, często angażując się w różne zabawy z publicznością. Tym razem jednak jeden z trenerów posunął się o krok za daleko.
Podczas jednego z dni nagrań Baron postanowił wzbudzić sensację, prezentując swoje zdolności akrobatyczne. Wszedł na scenę i zapowiedział widowiskowy skok nad statywem do mikrofonu. „Patrzcie na tę sztuczkę!” – zakomunikował pewnym głosem, nie spodziewając się, że sytuacja szybko wymknie się spod kontroli.
Reakcje innych trenerów były natychmiastowe. Natasza Urbańska i Tomson nie kryli niepokoju i natychmiast próbowali powstrzymać kolegę przed realizacją niebezpiecznego pomysłu. „Baron, nie! Nie skacz!” – krzyczeli z przerażeniem, jednak uparty muzyk nie zamierzał się poddać.
POLECAMY: TVP reanimuje hity – najpierw „Rodzinka.pl” i „Krew z krwi”, teraz czas na „Glinę”. Kto w obsadzie i kiedy premiera?
Mimo ostrzeżeń Baron wykonał skok… ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. O mały włos nie doszło do poważnej kontuzji, gdy Baron niemal nadział się na przedmiot. Na szczęście zakończyło się jedynie na strachu. „Nie dałem rady, ale wszystko jest OK” – zapewnił z uśmiechem na ustach.
Niepewność jednak pozostała. Tomson nie krył swojego przejęcia, pytając kolegę, czy na pewno nic mu się nie stało. Dopiero gdy wszyscy zobaczyli, że sytuacja zakończyła się szczęśliwie, w studiu wybuchł śmiech. „Tej sztuczki nie powtarzajcie na chacie” – zażartował na koniec Baron, rozładowując atmosferę.
Incydent ten pokazał, że nawet w tak lekkim programie jak „The Voice Kids” nie brakuje momentów, które mrożą krew w żyłach. Dla fanów formatu był to kolejny dowód na to, że nieprzewidywalność jest tu na porządku dziennym. Baron znany jest z poczucia humoru i luzu, ale tym razem granica była bardzo cienka.
Przypominamy, że już dziś wieczorem o godzinie 20:00 w TVP2 zostaną wyemitowane ostatnie odcinki “Przesłuchań w ciemni” ósmej edycji „The Voice Kids”. Za tydzień rozpoczną się tzw. “Bitwy”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maciej Dowbor SZYBKIE strzały RODZINNE i obawy w “You Can Dance”
Oglądacie tegoroczną edycję “The Voice Kids”? Jak Wasze wrażenia? Dajcie znać nam na Facebooku!






źródło/fot – Arsen Petrovych, Waldemar Kompała, TVP
SJ
news
Kurdej-Szatan zabrała głos ws. POLITYKI. Padły szokujące słowa o jej domu
Barbara Kurdej-Szatan przez lata unikała rozmów o polityce, choć sama znalazła się w centrum jednej z największych medialnych burz ostatnich lat. Teraz aktorka ponownie zabrała głos i zdradziła, jak dziś patrzy na tamte wydarzenia oraz dlaczego nie widzi siebie w świecie polityki. Dowiedz się więcej, co powiedziała!
Barbara Kurdej-Szatan od dawna należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorek i prezenterek. Jej kariera rozwijała się błyskawicznie, a sympatia widzów sprawiła, że stała się jedną z najpopularniejszych gwiazd telewizji. W pewnym momencie jej życie zawodowe zostało jednak zdominowane przez wydarzenia, które wykraczały daleko poza świat show-biznesu.
Kilka lat temu aktorka znalazła się w samym środku ogólnopolskiej dyskusji po emocjonalnym wpisie dotyczącym sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Jej mocne słowa odbiły się szerokim echem i wywołały lawinę komentarzy. Przez długi czas temat wracał zarówno w mediach, jak i podczas kolejnych wywiadów z gwiazdą.
Dziś Barbara Kurdej-Szatan podchodzi do tego wszystkiego z większym dystansem. W najnowszej rozmowie przyznała, że choć interesuje się sprawami publicznymi, to nie wyobraża sobie, by sama weszła do świata wielkiej polityki. Jak podkreśliła, nie jest przekonana, czy odnalazłaby się w takiej rzeczywistości.
“Nie wiem, czy odnalazłabym się w tym świecie” — wyznała w rozmowie z “Faktem”, dając jasno do zrozumienia, że polityczna kariera nie znajduje się na liście jej planów. Jednocześnie nie ukrywa, że kwestie społeczne i publiczne od zawsze były obecne w jej życiu.
POLECAMY: Smolasty zaliczył wielką WPADKĘ? Menedżer nie wytrzymał
Barbara Kurdej-Szatan przerwała milczenie. Powiedziała, jak jest z polityką w jej domu
Okazuje się bowiem, że Barbara Kurdej-Szatan wychowała się w domu, w którym o polityce rozmawiało się bardzo często. W rozmowie zdradziła, że jej mama przez wiele lat angażowała się w działalność publiczną i była związana z Unią Wolności, pełniąc funkcję radnej Opola.
Barbara Kurdej-Szatan przyznała, że właśnie dzięki rodzinnej atmosferze od najmłodszych lat miała kontakt z tematami społecznymi i obywatelskimi. Wspominała również opowieści mamy o dawnych realiach politycznych i o tym, jak bardzo różniły się one od dzisiejszej rzeczywistości.
“Moja mama wiele lat była w Unii Wolności i była radną Opola, więc… Ona jakoś tak opowiada, że wtedy, wiesz, może sam fakt, że była w Opolu, to były czasy, jak jeszcze był Tadeusz Mazowiecki, ona najeździła się na jakieś tam spotkania i bardzo była zaangażowana, ale powiedziała, że polityka nie była wtedy tak okrutna jak jest teraz” – wyznała w tej samej rozmowie.
Mimo rodzinnych doświadczeń aktorka nie zamierza jednak zmieniać swojej zawodowej ścieżki. Jak sama podkreśliła, scena i praca artystyczna dają jej wszystko to, czego potrzebuje – poczucie spełnienia, wolności i bezpieczeństwa. Nie wyobraża sobie porzucenia tego świata na rzecz politycznych sporów.
“I jednak scena daje mi tak dużo spełnienia, poczucia bezpieczeństwa, radości i wolności, że ja bym nie mogła tego zostawić na rzecz bycia politykiem” – dodała.
Barbara Kurdej-Szatan zdradziła również, że z biegiem czasu zaczęła świadomie ograniczać ilość politycznych treści, które do niej docierają. Jak wyznała, w pewnym momencie algorytmy mediów społecznościowych nieustannie podsuwały jej wiadomości dotyczące polityki i dramatycznych wydarzeń, co stało się dla niej zwyczajnie przytłaczające.
“Myślę, że był moment, kiedy bardzo dużo widziałam tych treści na wszystkich stronach. Właściwie algorytm sam podrzucał mi te informacje, ale tego było tak dużo i tak dużo też jakichś takich nie tylko politycznych, ale też drastycznych różnych informacji, po prostu ograniczyłam to sobie, bo już miałam serdecznie dość” – stwierdziła aktorka.
Na koniec aktorka zdradziła, że w jej domu to przede wszystkim mąż – Rafał Szatan śledzi bieżące wydarzenia i regularnie ogląda kanały informacyjne. Ona sama woli zachować równowagę i po intensywnym dniu skupić się na rodzinie oraz czasie spędzanym z dziećmi. Jak przyznała z uśmiechem:
“A w domu to Rafał włącza w kółko TVN24… Ja oczywiście bardzo szanuję TVN24, ale mam… Wolę jednak obejrzeć coś z dziećmi” – dodała.
Wygląda więc na to, że mimo licznych pytań i spekulacji, Barbara Kurdej-Szatan nie zamierza wracać do politycznych sporów na pełen etat i konsekwentnie stawia na życie rodzinne oraz rozwój swojej kariery artystycznej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu
A Wy lubicie oglądać kanały informacyjne? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
Smolasty zaliczył wielką WPADKĘ? Menedżer nie wytrzymał
Ponad dwugodzinne opóźnienie koncertu wywołało prawdziwą burzę w sieci. Fani nie kryli rozczarowania i zarzucali artyście brak szacunku, ale teraz druga strona przedstawia własną wersję wydarzeń. Co naprawdę stało za głośną wpadką? Dowiedz się więcej!
W miniony weekend w Polkowicach odbyło się jedno z największych muzycznych wydarzeń regionu. Podczas Dni Polkowic na scenie pojawiło się wiele znanych nazwisk, a publiczność mogła bawić się przy występach takich artystów jak Skolim, Kalwi i Remi czy Smolasty. To właśnie koncert popularnego rapera miał być główną atrakcją sobotniego wieczoru.
Na występ Smolastego czekały tłumy fanów, którzy od godzin wieczornych gromadzili się pod sceną. Zgodnie z harmonogramem artysta miał rozpocząć koncert o godzinie 23:30. Czas jednak mijał, a na scenie wciąż go nie było. Organizatorzy apelowali o cierpliwość, ale z każdą kolejną minutą atmosfera robiła się coraz bardziej nerwowa.
Ostatecznie muzyk pojawił się przed publicznością dopiero około godziny 2:00 w nocy. Ponad dwugodzinne opóźnienie błyskawicznie stało się jednym z najgłośniejszych tematów w mediach społecznościowych. Wielu uczestników imprezy nie ukrywało rozgoryczenia, zwłaszcza że część z nich przyjechała specjalnie na ten koncert.
W internecie niemal od razu zaroiło się od komentarzy. Internauci otwarcie wyrażali swoje niezadowolenie, zarzucając artyście brak profesjonalizmu i lekceważące podejście do fanów. Wielu z nich twierdziło, że tak długie oczekiwanie jest po prostu nie do zaakceptowania.
„Dwie i pół godziny czekania to jakiś żart, ludzie nie przychodzą na koncert po to, żeby stać pod sceną do nocy”; „Miał być gwiazdą wieczoru, a wyszło wielkie rozczarowanie”; „Organizacja organizacją, ale szacunek do fanów powinien być na pierwszym miejscu”; „23:30 zamieniło się w 2:00. Nie każdy może pozwolić sobie na takie czekanie”; „Totalnie niesmaczny żart!; „Tragedia, dobrze, że o czwartej rano nie przyjechał”; „Brak słów, fani zasługują na zdecydowanie lepsze traktowanie” – pisali internauci po zakończeniu wydarzenia.
POLECAMY: Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu
Smolasty kazał fanom czekać ponad dwie godziny. Management wydał oświadczenie!
Narastająca fala krytyki sprawiła, że głos w sprawie postanowił zabrać management wokalisty. Oficjalne stanowisko opublikowała agencja Show MTM, która odpowiada za współpracę z artystą. W wydanym komunikacie podkreślono, że organizator imprezy od samego początku miał znać wszystkie okoliczności związane z harmonogramem występów.
“Prosimy o nierozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w sprawie spóźnienia Smolastego na koncert w Polkowicach. Organizator od samego początku był poinformowany o wcześniejszym koncercie w Warszawie (który na prośbę artysty został przyspieszony o godzinę). Wielokrotnie prosiliśmy o przełożenie koncertu na 14 czerwca” – informuje.
Jak wynika z oświadczenia, management próbował zrobić wszystko, by artysta dotarł na miejsce jak najszybciej. Według przedstawicieli Smolastego, pierwotny plan zakładał wykorzystanie śmigłowca, który miał znacznie skrócić czas podróży między koncertami.
“Na wyraźne prośby organizatora zapewniliśmy artyście transport helikopterem, jednak ze względu na zagrożenie związane z warunkami pogodowymi lot został odwołany. Aby dotrzeć na koncert, artysta ruszył w trasę samochodem, co, oczywiście, trwało dłużej niż planowany lot. Opinie o spóźnieniu i lekceważeniu fanów są krzywdzące i mijają się z prawdą. Organizator od samego początku wiedział o sytuacji, był informowany na bieżąco oraz proszony przez menedżera o przekazanie publiczności informacji dotyczącej faktycznej godziny rozpoczęcia koncertu” – czytamy.
Stanowisko managementu rzuciło na całą sytuację nowe światło, jednak nie uciszyło internetowej dyskusji. Część internautów uważa, że przy tak napiętym grafiku podobne sytuacje są nieuniknione, inni z kolei przekonują, że odpowiedzialność za punktualne rozpoczęcie koncertu zawsze spoczywa na artyście i jego ekipie.
Nie jest tajemnicą, że sezon letni oznacza dla największych gwiazd prawdziwy maraton występów. Wielu wykonawców jednego dnia odwiedza kilka miejscowości, pokonując setki kilometrów. Każde opóźnienie lub nieprzewidziana sytuacja może więc wywołać efekt domina i wpłynąć na kolejne koncerty.
Afera wokół występu Smolastego w Polkowicach pokazuje jednak, jak ogromne emocje budzą takie sytuacje i jak szybko rozprzestrzeniają się w mediach społecznościowych. Jedno jest pewne – zarówno fani, jak i sam artysta będą jeszcze długo wracać do wydarzeń z tamtej nocy, a oficjalne oświadczenie managementu z pewnością nie zakończy wszystkich dyskusji.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?
Na miejscu fanów Smolastego czekalibyście na niego do 2:00 w nocy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Podejrzany o śmiertelny wypadek Łukasza Litewki chciał wrócić za kierownicę. Jest decyzja sądu
Śmierć Łukasza Litewki wstrząsnęła opinią publiczną i do dziś wywołuje ogromne emocje. Teraz pojawiły się nowe informacje dotyczące 57-letniego kierowcy podejrzanego o spowodowanie tragicznego wypadku. Decyzja sądu może mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu sprawy. Dowiedz się więcej!
Tragiczny wypadek, w którym zginął Łukasz Litewka, od wielu tygodni pozostaje jednym z najgłośniejszych tematów w polskiej debacie publicznej. Śledczy nieustannie analizują zebrany materiał dowodowy, próbując odtworzyć przebieg wydarzeń, które doprowadziły do śmierci posła. Każda nowa informacja budzi ogromne zainteresowanie i wywołuje lawinę komentarzy.
Do tragedii doszło 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej. Podejrzanym o spowodowanie wypadku jest 57-letni kierowca samochodu marki Mitsubishi. Z ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna nie znajdował się pod wpływem alkoholu, środków odurzających ani leków mogących wpływać na koncentrację. Według śledczych nie korzystał również z telefonu komórkowego w chwili zdarzenia.
Mężczyzna opuścił wcześniej areszt tymczasowy po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Jednocześnie prokuratura zdecydowała o zatrzymaniu jego prawa jazdy. To właśnie ta decyzja stała się przedmiotem kolejnego etapu prawnej batalii, która przyciągnęła uwagę mediów i opinii publicznej.
57-latek postanowił złożyć zażalenie na decyzję o odebraniu mu uprawnień do kierowania pojazdami. Jego pełnomocnik argumentował, że naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego miało charakter nieumyślny, a na obecnym etapie postępowania nie ma podstaw do tak daleko idącego środka zapobiegawczego.
Obrona przekonywała również, że wciąż obowiązuje zasada domniemania niewinności, a prowadzone śledztwo nie przesądza o ostatecznym rozstrzygnięciu sprawy. Adwokat podkreślał, że – jego zdaniem – istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, by w przyszłości sąd orzekł wobec jego klienta zakaz prowadzenia pojazdów.
“Są ustawowe przesłanki do stosowania, do orzekania takim postanowieniem, od jakiego się odwołujemy. W ocenie obrony nie zostały one spełnione i brak jest podstaw do zatrzymania prawa jazdy na tym etapie” – wyjaśnił aplikant adwokacki Maksymilian Alwaeli cytowany przez “Fakt”.
POLECAMY: Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?
Nowy zwrot w sprawie śmierci Łukasza Litewki. 57-latek walczył o prawo jazdy [SZCZEGÓŁY]
Sprawa została rozpoznana 16 czerwca przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej. Jak przekazali dziennikarze „Faktu”, 57-letni kierowca nie pojawił się osobiście na posiedzeniu, a rozprawa odbywała się za zamkniętymi drzwiami. Ostatecznie sąd nie przychylił się do wniosku obrony.
Zapadła decyzja o utrzymaniu w mocy wcześniejszego postanowienia o zatrzymaniu prawa jazdy. Co istotne, orzeczenie jest prawomocne. Oznacza to, że podejrzany nie odzyska uprawnień do kierowania pojazdami na obecnym etapie postępowania.
Jeszcze przed ogłoszeniem decyzji głos zabrali najbliżsi zmarłego posła. Ojciec Łukasza Litewki, Zdzisław Litewka, nie ukrywał, że ewentualny zwrot prawa jazdy byłby dla rodziny trudny do zaakceptowania. W jego opinii taka decyzja mogłaby podważyć zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości.
“Gdyby oddali mu teraz prawo jazdy to tak naprawdę świadczyłoby to o tym, jaki jest tutaj stosunek wymiaru sprawiedliwości” – mówi Zdzisław Litewka.
Jeszcze bardziej emocjonalnie wypowiedziała się partnerka zmarłego parlamentarzysty, Natalia Bacławska. Kobieta przyznała, że sama myśl o możliwości powrotu 57-latka za kierownicę budzi w niej ogromny niepokój i poczucie zagrożenia.
Nie chciałabym żyć w kraju, w którym osoby, które zabijają inne osoby, nie są w stanie w ogóle wytłumaczyć, dlaczego składają kilkukrotnie zeznania, które są za każdym razem inne, wsiadają za kółko. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Biorąc pod uwagę, że ta osoba mieszka nieopodal, bałabym się wyjść z psem, że zasłabnie, zemdleje, wyleje mu się kawa na spodnie albo pomyśli, że to ptak – wyznała na łamach “Faktu”.
Sprawa śmierci Łukasza Litewki wciąż pozostaje w toku, a śledczy analizują kolejne dowody i zeznania. Najnowsza decyzja sądu pokazuje jednak, że organy wymiaru sprawiedliwości zachowują daleko idącą ostrożność. Rodzina i bliscy zmarłego liczą, że postępowanie doprowadzi do pełnego wyjaśnienia okoliczności tragedii i wydania sprawiedliwego wyroku.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Tyle Robert Lewandowski wydał na swoje nowe cacko. Dużo?
To jedna z najdroższych inwestycji, na jaką w ostatnim czasie zdecydował się polski sportowiec. Robert Lewandowski właśnie spełnia swoje wielkie marzenie, a kwota, która padła w kontekście jego nowego zakupu, robi ogromne wrażenie. Szczegóły przedsięwzięcia wyszły na jaw i trudno przejść obok nich obojętnie. Dowiedz się więcej!
Robert Lewandowski od lat uchodzi nie tylko za jednego z najlepszych piłkarzy świata, ale także za człowieka, który potrafi cieszyć się owocami swojej ciężkiej pracy. Kapitan reprezentacji Polski i jego żona, Anna Lewandowska, wielokrotnie pokazywali, że uwielbiają luksusowe podróże i wypoczynek w wyjątkowych miejscach.
Nie jest tajemnicą, że para od dawna stawia na aktywny relaks, a jedną z ich największych pasji są wakacje spędzane na wodzie. Do tej pory korzystali z ekskluzywnych jachtów podczas zagranicznych wyjazdów, jednak teraz postanowili zrobić kolejny krok i zainwestować we własną jednostkę.
Jak ujawniono, Robert Lewandowski zamówił luksusowy katamaran w renomowanej gdańskiej stoczni Sunreef Yachts. To producent, który od lat specjalizuje się w budowie ekskluzywnych jednostek dla najbardziej wymagających klientów z całego świata, a jego projekty trafiają do milionerów i światowych gwiazd sportu.
Co więcej, piłkarz nie ograniczył się jedynie do zakupu jachtu. Został również oficjalnym ambasadorem marki, dołączając do grona znanych sportowców współpracujących z firmą. Wcześniej z Sunreef Yachts związali się między innymi Rafael Nadal i Fernando Alonso.
Wybrany przez Roberta Lewandowskiego model to 80 Sunreef Power NEXT – jedna z najbardziej imponujących jednostek w ofercie producenta. Katamaran zostanie przygotowany zgodnie z indywidualnymi oczekiwaniami piłkarza, a projekt ma w pełni odzwierciedlać jego styl życia i potrzeby.
POLECAMY: Andrzej Piaseczny przerwał milczenie ws. „TzG”. TO powiedział o Ninie Terentiew
Tyle zapłacił Lewandowski za prywatny jacht! Dużo?
Sam zawodnik nie kryje zadowolenia z podjętej decyzji i przyznaje, że od dłuższego czasu śledził rozwój marki. Jak podkreślił, wybór nie był przypadkowy, a zakup poprzedziła szczegółowa analiza rynku.
Sunreef to dla mnie idealny wybór. Od pewnego czasu śledzę tę markę i uważam, że naprawdę się wyróżnia. Stawia na styl i kreatywność, a jednocześnie jest dynamiczna i ma niesamowitą synergię ze światem sportu. Jednym z moich długoterminowych planów jest spędzanie większej ilości czasu na wodzie. Zrobiłem dokładny research i mogę powiedzieć, że znalazłem idealny jacht, by spełnić to marzenie — poinformował sam Robert Lewandowski na oficjalnej stronie stoczni.
Nowa jednostka imponuje nie tylko wyglądem, ale i parametrami. Katamaran będzie miał niemal 24 metry długości oraz około 12 metrów szerokości. Na pokładzie znajdzie się aż 366 metrów kwadratowych powierzchni użytkowej, co czyni go prawdziwą pływającą rezydencją.
Projekt przewiduje również szereg luksusowych udogodnień. W wyposażeniu znajdzie się między innymi garaż na skuter wodny, hydrauliczna platforma kąpielowa oraz ekskluzywny Ocean Lounge, określany mianem prywatnego beach clubu. Nie zabraknie także przestronnych stref relaksu i dużego flybridge’a stworzonego z myślą o wypoczynku oraz spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi.
Największe emocje wzbudza jednak cena tej niezwykłej inwestycji. Choć stocznia nie ujawniła oficjalnej kwoty, branżowe media szacują, że w pełni spersonalizowany model może kosztować ponad 8 milionów euro, czyli około 33 miliony złotych. Nie wiadomo, czy dzięki współpracy z producentem Robert Lewandowski otrzymał specjalne warunki zakupu.
Jedno jest pewne – nowy katamaran to spełnienie wieloletniego marzenia piłkarza i kolejny dowód na to, że po latach sukcesów na boisku może pozwolić sobie na realizację najbardziej ambitnych planów. Fani już nie kryją ciekawości i zastanawiają się, kiedy Robert Lewandowski po raz pierwszy zaprezentuje swoją imponującą jednostkę podczas wakacyjnego rejsu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Management Skolima zabrał głos. Jest tłumaczenie po aferze z koncertem
Zazdrościcie Lewandowskiemu takiego zakupu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!
International footballer Robert Lewandowski places order for 24m Sunreef catamaran…
— BOAT International (@boatint) January 26, 2026
Find out more here: https://t.co/gS69W3DoSi pic.twitter.com/Q8jGRZkEt8






Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuZillmann i Lesar zakończyły przygodę z „Azja Express”. Jak sobie poradziły?
-
showbiz4 dni temuJulia Suryś z „Tańca z Gwiazdami” wzięła ślub. Kim jest jej mąż?
-
news5 dni temuDoda NOWĄ TRENERKĄ w „The Voice of Poland”? Powiedziała to wprost
-
news3 dni temuMichał Bajor nie wytrzymał. Tak skomentował zamieszanie wokół artystów
-
news5 dni temuBagi rusza z WŁASNYM programem. Kiedy premiera?
-
news3 dni temuKayah i Rinke Rooyens znów razem? 16 lat po rozwodzie padły zaskakujące słowa
-
showbiz4 dni temuGamou Fall pokazał córeczkę. Internauci zwrócili uwagę na jeden szczegół
-
news4 dni temuSylwia Bomba UPOKORZONA na wakacjach? Tak miała potraktować ją obsługa

Dodaj komentarz