news
Czy łatwo trenuje się GWIAZDY? Arkadiusz Matuszak zdradza szalone prośby aktorów
Arkadiusz Matuszak to nie tylko trener personalny, ale także tancerz. Od kilku lat zajmuje się przemianą gwiazd, które pod jego okiem trenują i osiągają świetne rezultaty. Wśród jego podopiecznych są takie osoby jak Daria Marx, Tomasz Ciachorowski, Rafał Grabias, Leon Myszkowski oraz Bryska. W tym wywiadzie zdradza, jak wygląda praca z celebrytami oraz jakie wyzwania napotyka w swojej codziennej pracy, a także anegdot z ich życia.
Jakie są największe różnice między trenowaniem gwiazd a “zwykłych” ludzi? Czy gwiazdy podchodzą do treningów w inny sposób?
“Różnice czy są? To zależy o którym celebrycie mówimy. To są tacy sami ludzie jak my. Osiągnęli więcej dzięki swojemu zaangażowaniu, uporowi i konkretnym celom w życiu. Bardzo ich szanuję. Bardzo ich lubię, tych z którymi trenuje.
Są to na pewno wybitne osobistości. Są na luzie a jednocześnie wiedzą czego chcą na treningach. Mają moje pełne wsparcie i zaangażowanie. Gwiazdy do treningów personalnych podchodzą mam wrażenie bardziej sumiennie przez wzgląd na wykonywany zawód. Bardzo im zależy by osiągnąć swoje cele treningowe, konkretne rezultaty. I co najważniejsze, są konkretni w działaniach – nie spóźniają się, nie „wymyślają”. Ufają mi.
Mają we mnie wsparcie i dobrego kolegę, z którym mogą porozmawiać o wszystkim”.
POLECAMY: “You Can Dance” powraca do TVN! Kogo zobaczymy w nowej edycji?
Jakie cechy osobowości najczęściej przejawiają gwiazdy podczas treningów? Czy są bardziej zdyscyplinowane, czy czasami trudniejsze do zmotywowania?
“To zależy od osoby. Są celebryci, którzy przychodzą sporadycznie, aby poprawić sylwetkę lub uzyskać nowy plan treningowy. Inni trenują regularnie i bardzo poważnie podchodzą do ćwiczeń. Ci drudzy są szczególnie zdyscyplinowani, choć czasem zdarza się, że jasno komunikują, co im się podoba, a czego nie chcą robić. Doceniam ich za to, że wiedzą, czego oczekują i są otwarci na dialog. Są przyjacielscy. Serio, naprawdę lubię z nimi pracować”.
3. Czy celebryci mają specyficzne wymagania dotyczące treningów? Jakie są najczęstsze prośby, z którymi się spotykasz?
“Specyficzne wymagania – na pewno lubią trenować sami ze mną, by nikt nie robił im zdjęć. Nie lubią poklasku gdy trenują. Są mocno skupieni na ćwiczeniach. Z takich próśb z jakimi się spotkałem: to zdarza się, że piszą że będą zamiast na 9:00 to na 8:00 i potrafią wysłać sms np. Pół godziny wcześniej 😉 bo okazało się że mają sesję zdjęciową lub koncert i wyjeżdżają z miasta. Ale to rzadkość i ja to akceptuję. To są gwiazdy – znani ludzie, którzy mogą mieć też swoje „przyzwolenia”. Tak jak wspomniałem ja to akceptuję i wtedy dostosowuje się 😉 wiem, że czasami mogą mieć pełną głowę obowiązków, ale nie chcą odpuszczać treningu – doceniam to bardzo”.
Jak wygląda typowy trening z gwiazdą? Czy dostosowujesz swoje plany do ich zawodowych zobowiązań?
“Tak, plany treningowe są dostosowywane do ich ról i zobowiązań. Jeśli aktor przygotowuje się do roli, pytam, jak ma wyglądać na ekranie i opracowuje plan, który mu w tym pomoże. W przypadku koncertów czy występów scenicznych zwracamy uwagę na wytrzymałość i estetykę sylwetki. Dbam o każdy szczegół, bo wiem, że ich wygląd jest kluczowy w zawodzie, który wykonują”.
Czy gwiazdy często dzielą się z Tobą swoimi osobistymi celami treningowymi, np. przygotowaniami do roli lub koncertu?
“Tak. Po pierwszym treningu już wiem, jaki plan treningowy zastosować z gwiazdą. Jakie ma oczekiwania – po co do mnie przyszła.
Dostaje informacje np. Arek! Szykujemy się do roli, gdzie będę bez koszulki w scenach … no więc działamy: szybka redukcja, wzmacnianie brzucha i jak najszybsze uzyskanie sześciopaku. To jeden z wielu przykładów”.
Czy gwiazdy często przychodzą na trening z kontuzjami lub napiętym harmonogramem? Jak dopasowujesz plan treningowy w takich sytuacjach?
“Zdarza się, że przychodzą z kontuzjami lub w stresie związanym z obowiązkami zawodowymi. Wówczas modyfikuję plan treningowy, koncentrując się na rehabilitacji i ćwiczeniach, które nie obciążają kontuzjowanej partii ciała. Najważniejsze jest, by nie przerywali aktywności fizycznej, bo to pozwala im nie tylko dbać o sylwetkę, ale też zmniejszać stres. U nich liczy się wygląd – sylwetka jest kluczowa. Dostosowuje się, ale wiem że oni to doceniają:”.
Który z celebrytów zaskoczył Cię najbardziej swoim zaangażowaniem w treningi?
“Oczywiście! Bryska! Niesamowita osobowość!
Podczas treningów dużo rozmawialiśmy. Były też łzy, emocje , uśmiechy i przyjacielskie przytulanie by ukoić nerwy. Treningi z gwiazdami to nie tylko trening jako wykonywanie ćwiczeń; to full wachlarz z mojej strony: jestem jak ksiądz w konfesjonale, jak psychoterapeuta. I tym bardziej cieszy mnie, że mogę rozmawiać z gwiazdami tak otwarcie, pomagać im w trudnościach nie tylko treningowych.
Mój mistrz treningu Tomasz Ciachorowski! Ten to daje czadu! Zmotywowany, zabawny a przy tym mega przystojny i bardzo dobry człowiek – ma ciężkie treningi, ale rezultatem jest piękna sylwetka.
Są też inni, Rafał Grabias, mimo swojej delikatności, ten chłopak potrafi na treningu pokazać co potrafi. Bardzo fajny człowiek-bardzo go polubiłem.
Jest wielu innych, Daria Marx, która jako wokalistka ma bardzo stresujący zawód. Musi zawsze dobrze wyglądać, ludzie bardzo potrafią oceniać. Daria jest spoko – jest zabawna i uwierzcie mi ma ogromną siłę … lubi ciężary! 😉
Każdy z nich jest zdeterminowany i mógłbym tu wielu wymienić…”
Jakie są największe wyzwania w pracy z osobami publicznymi?
“Presja czasu i oczekiwań. Celebryci często oczekują szybkich rezultatów, a ja muszę sprostać tym wymaganiom. Dodatkowo, ich napięte grafiki sprawiają, że planowanie treningów bywa trudne. Jednak dla mnie najważniejsze jest, by osiągali swoje cele, dlatego staram się zawsze być elastyczny i dopasować plan do ich potrzeb”.
Czy zdarzyło się, że jakaś gwiazda odwołała trening w ostatniej chwili z powodu zobowiązań zawodowych?
“Tak, to się zdarza dość często. Gwiazdy nie mają pełnej kontroli nad swoim grafikiem, więc nagłe sesje zdjęciowe czy wywiady mogą zmusić ich do odwołania treningu. Ale zawsze staram się zrozumieć ich sytuację i dopasować plan do zmieniających się warunków”.
Czy gwiazdy mają specyficzne preferencje, jeśli chodzi o godziny treningów?
“Tak, zdecydowanie. Często chcą trenować wcześnie rano lub późno wieczorem, by unikać tłumów. Pragną prywatności, a ja staram się im to zapewnić, organizując sesje treningowe w spokojnym, odosobnionym miejscu”.
Czy zdarzają się sytuacje, w których gwiazdy kapryszą na treningach? Jak sobie radzisz z takimi sytuacjami?
“Oj tak! Są tylko ludźmi. Mogą mieć zły humor, zły nastrój, problemy w życiu prywatnym. Mam swoje sposoby: przekupuje ich cukierkami:)) żartuje!
Dostają porządny wycisk, przypływ endorfin, dodaje do tego cenne wskazówki i motywację. Często potrafię krzyczeć ale w dobrym słowa tego znaczeniu. Inspiruje ich do działania. Jako psychodietetyk potrafię rozmawiać o problemach, zmniejszyć ich stres i poziom kortyzolu. To naprawdę normalni ludzie jak każdy z nas!”.
Czy zdarza się, że gwiazdy dzielą się z Tobą plotkami z show-biznesu?
“Oczywiście, czasem podczas treningów rozmawiamy o życiu zawodowym i prywatnym. To jednak pozostaje między nami – obowiązuje mnie dyskrecja, a zaufanie jest kluczowe w relacjach z moimi podopiecznymi. Co jest na treningu, zostaje na treningu-moja złota zasada”.
Która gwiazda najbardziej zaskoczyła Cię swoją formą?
“Jest wiele takich osób. Cenię sobie Mateusza Damięckiego, Tomka Ciachorowskiego tu wiem, że chłopaki są mega silni i wytrzymali. Widać po sylwetkach. Cenie w ogóle aktorów, którzy do roli potrafią zmieniać sylwetki. Utożsamiać się ze swoją rola. Ciężko mi wszystkich wymienić.
Ale na pewno moją fascynację wzbudza Justyna Steczkowską, która może być inspiracją dla wielu kobiet jeżeli chodzi o sylwetkę oraz nawyki żywieniowe. Wiem, bo trenuje jej syna Leona, który równie dobrze jak Mama złapał treningowego bakcyla i jest mega silnym chłopakiem. Bardzo lubię trenować z Leonem Myszkowskim, bo ten chłopak to petarda na siłowni!”.
POLECAMY: Popularny program TVN z nową jurorką oraz nową porą emisji – czy widzowie są gotowi na takie zmiany? [TYLKO U NAS]
Czy gwiazdy często przychodzą na treningi w pełnym makijażu lub stylizacjach prosto z czerwonego dywanu?
“Oj tak! Nie lubię tego, bo wiem, że siłownia czy studio treningowe to nie miejsce na makijaż ze względów zdrowotnych. Ale zdarza się to. Mówię im wprost o tym, że tak nie powinno być. Rozumieją to. Czasami nie mają wyjścia, bo mieli sesję zdjęciowe, nagrania do projektów, przed chwilą grali na planie filmowym… szanuję to, że pojawiają się na treningach po całym dniu pracy.
Dla mnie to jest najważniejsze! 😉 ”.
Jakie były najbardziej szalone prośby dotyczące treningów?
“Jedną z najbardziej nietypowych próśb było przygotowanie aktora do roli, w której musiał mieć perfekcyjne pośladki. „Jędrne, wypukłe i podniesione! Udało się to zrobić. Dla mnie to było coś naturalnego – w końcu nie ma rzeczy, które mogą mnie już zaskoczyć.”
Czy zdarzyło się, że gwiazdy odwołały trening w ostatniej chwili?
„Oczywiście, że tak. Nagłe sesje zdjęciowe czy inne zobowiązania zawodowe często zmuszają ich do zmiany planów. Rozumiem takie sytuacje i zawsze staram się być elastyczny.
Czy gwiazdy mają specjalne wymagania dotyczące treningów, np. co do godzin?
“Na pewno z dala od ludzi: mam tu na myśli, że chcą trenować, gdy nikt inny nie trenuje obok nich, gdy nikt na nich nie patrzy, co dla mnie jest zrozumiałe. Mamy obraz gwiazd z telewizji, inny obraz jest wtedy, gdy taka gwiazda przychodzi na trening, jest spocona i nie jest już tak idealna. Dlatego moi znani podopieczni trenują ze mną 1:1”.
Która gwiazda najbardziej zaskoczyła Cię swoją formą na treningu? Czy ktoś okazał się ukrytym mistrzem fitness?
“Daria Marx ma niezłą formę. Mateusz Szymkowiak ma świetny zakres ruchu i koordynację. Ale moim mistrzem zostaje Tomasz Ciachorowski”.
Jaka była najbardziej zabawna sytuacja na treningu?
“Oj było dużo! Zabawnych i tych ze łzami w oczach, emocjonujących chwil. Ale najzabawniejsze są zawsze z Rafałem Grabiasem: ten chłopak potrafi rozbawić do łez. Jest tak fajnym człowiekiem, że czas z nim leci bardzo szybko. Taki ulubieniec mój trochę, jeżeli chodzi o poczucie humoru na treningu”.
Arkadiusz Matuszak, dzięki swojej pasji i profesjonalizmowi, zdobył zaufanie wielu gwiazd show-biznesu. Jego podejście do treningu, oparte na zaufaniu, zaangażowaniu i indywidualnemu podejściu do każdego podopiecznego sprawia, że jego klienci osiągają zamierzone cele – zarówno w sylwetce, jak i w przygotowaniach do ról czy koncertów. Jest dowodem na to, że profesjonalny trener personalny nie tylko pomaga w osiąganiu świetnej formy fizycznej, ale także wspiera swoich podopiecznych emocjonalnie i mentalnie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Gwiazdy są już umówione na jesienne zabiegi na twarz. Wszystkie idą do tej samej kosmetolożki





fot. screen z Instagrama
JS
news
Jerzy Bralczyk znów mówi o „zdychaniu” zwierząt. Te słowa niegdyś wywołały burzę
Wystarczyło jedno słowo, by w 2024 roku rozpętała się ogólnopolska dyskusja. Teraz Jerzy Bralczyk po ponad dwóch latach ponownie wrócił do sprawy i wyjaśnił, dlaczego nadal nie uważa określenia „zdychać” za obraźliwe, gdy mowa o zwierzętach. Językoznawca wspomniał również o fali hejtu, z którą musiał się mierzyć. Dowiedz się więcej!
Wypowiedź prof. Jerzego Bralczyka z 2024 roku odbiła się szerokim echem. Językoznawca pojawił się wówczas w programie „100 pytań do”, gdzie został zapytany między innymi o sposób, w jaki współcześnie mówimy o zwierzętach. Jedno z jego stwierdzeń szczególnie mocno podzieliło opinię publiczną i szybko wywołało dyskusję w mediach społecznościowych.
Chodziło o słowa „umierać” i „zdychać” w odniesieniu do zwierząt. Jerzy Bralczyk przyznał wówczas, że nie jest zwolennikiem określania śmierci psa czy kota mianem „umierania”. Tłumaczył, że jako osoba przywiązana do tradycyjnych form językowych inaczej postrzega te określenia.
“Jestem starym człowiekiem i preferuję te tradycyjne formuły i sposób myślenia. Nawet mówienie, że choćby najulubieńszy pies umarł, będzie dla mnie obce. Nie, pies niestety zdechł” – przekonywał wówczas profesor.
Wypowiedź spotkała się z bardzo różnymi reakcjami. Część osób broniła językoznawcy, wskazując, że mówił o tradycyjnym użyciu języka, inni natomiast uznali, że słowo „zdechł” ma w przypadku ukochanego zwierzęcia zdecydowanie negatywny wydźwięk. Dyskusja szybko wyszła poza środowisko językoznawcze i stała się jednym z głośniejszych tematów w mediach.
POLECAMY: Kayah wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja
Jerzy Bralczyk wraca do afery związanej ze “zdychaniem zwierząt”. Zmienił zdanie?
Teraz, po ponad dwóch latach, Jerzy Bralczyk ponownie odniósł się do tej kwestii. W podcaście „W stylu Krychowiaka” w RMF FM językoznawca wyjaśnił, że jego stanowisko wcale się nie zmieniło. Nadal uważa, że słowo „zdychać” samo w sobie nie musi być pejoratywne, jeżeli odnosi się do zwierzęcia.
“Słowo „zdychać” nie jest dla mnie pejoratywne. W odniesieniu do człowieka tak, ale w odniesieniu do zwierzęcia nie. Miałem dwa koty ulubione, jeden był wręcz ukochany i on zdechł. Niestety. Przykro mi” – wyznał u Krychowiaka.
Tym samym Jerzy Bralczyk po raz kolejny jasno wyraził swoje stanowisko. Jego zdaniem używanie słowa „zdechł” w odniesieniu do zwierzęcia wynika z tradycyjnego sposobu posługiwania się językiem. Nie oznacza natomiast braku szacunku do zwierzęcia ani braku emocjonalnego przywiązania do niego.
Co ciekawe, profesor wspomniał również o tym, jak osobiście odebrał reakcje na jego wcześniejszą wypowiedź. Jerzy Bralczyk przyznał, że fala krytyki była dla niego przykra, szczególnie dlatego, że część opinii publicznej zaczęła postrzegać go jako osobę, która nie darzy zwierząt sympatią.
“Bardzo dużo hejtu dostałem. Przykro mi z tego powodu, bo wyszedłem na kogoś, kto nie lubi zwierząt. A cierpienia zwierząt są dla mnie jak cierpienia ludzi” – dodał.
To właśnie ten fragment rozmowy pokazuje, że dla Jerzego Bralczyka cała sprawa miała również bardzo osobisty wymiar. Językoznawca podkreślił, że jego wybór konkretnego słowa nie ma nic wspólnego z brakiem empatii wobec zwierząt. Wręcz przeciwnie, zaznaczył, że cierpienie zwierząt jest dla niego równie istotne jak cierpienie ludzi.
W tej samej rozmowie Jerzy Bralczyk został zapytany także o inne określenie, które we współczesnej polszczyźnie budzi kontrowersje. Tym razem chodziło o słowo „Murzyn”. Profesor przedstawił swoje stanowisko, wskazując, że z jego perspektywy słowo to nadal może pełnić funkcję opisową w języku.
“Potrzebne mi jest to słowo na określenie ludzi, którzy tak wyglądają, mają ciemną skórę” – zauważył profesor Bralczyk.
Wypowiedź ponownie może wywołać dyskusję, szczególnie że współczesna polszczyzna zmienia się wraz ze zmianami społecznymi i kulturowymi. Jerzy Bralczyk zaznaczył jednak, że w praktyce bierze pod uwagę również odczucia drugiej osoby. Jeżeli konkretne określenie kogoś rani lub sprawia mu przykrość, profesor deklaruje, że nie będzie go wobec takiej osoby używał.
“Przecież ja nie czuję żadnej wyższości nad ludźmi czarnymi. Absolutnie […] Wobec nich tak nie powiem, bo ja nie lubię sprawiać przykrości” – przekonywał.
Po latach temat „zdychania” zwierząt ponownie więc wrócił do przestrzeni publicznej. Jerzy Bralczyk nie wycofał się ze swojej wcześniejszej opinii, ale jednocześnie zdecydował się opowiedzieć o konsekwencjach, jakie spotkały go po tamtej wypowiedzi. Jak sam przyznał, szczególnie dotknęło go przedstawianie go jako osoby, która nie lubi zwierząt.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Martyna Wojciechowska ma powody do radości. Właśnie TO ogłoszono
Jakie Wy macie zdanie na ten temat? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


news
Martyna Wojciechowska ma powody do radości. Właśnie TO ogłoszono
Martyna Wojciechowska po raz kolejny udowadnia, że widzowie wciąż chcą oglądać jej podróże w najdalsze zakątki świata. Nowy sezon „Kobiety na krańcu świata” wystartował z mocnym wynikiem, a dane po pierwszych odcinkach mogą robić wrażenie. TVN ma naprawdę sporo powodów do zadowolenia. Dowiedz się więcej!
Trzy tygodnie temu wystartował nowy sezon kultowego już programu „Kobieta na krańcu świata”, którego gospodynią od lat jest Martyna Wojciechowska. Podróżniczka ponownie ruszyła w świat, aby spotykać niezwykłe kobiety, poznawać ich historie i pokazywać widzom miejsca, których na co dzień nie mają okazji zobaczyć. Tym razem również nie zabrakło kierunków, które mogą mocno zaskoczyć publiczność.
W pierwszym odcinku Martyna Wojciechowska zabrała widzów do Indii. Druga wyprawa prowadziła do Korei Północnej, natomiast w trzecim odcinku bohaterowie i widzowie przenieśli się na Fidżi. Każdy z tych kierunków przyniósł zupełnie inną historię i pozwolił spojrzeć na świat z perspektywy ludzi żyjących w bardzo różnych warunkach.
Co jednak najważniejsze, nowy sezon może pochwalić się bardzo dobrymi wynikami oglądalności. Jak ustalił portal Press, premierowe odcinki, które są nadawane od końca sierpnia w niedziele około godziny 11.30. Z danych uwzględniających również widownię poza domem wynika, że podczas emisji programu TVN osiąga średnio 9,27 proc. udziału w grupie ogólnej 4+ oraz 12,49 proc. w grupie komercyjnej 20-54, rozliczeniowej stacji.
Szczegółowe wyniki poszczególnych odcinków również wyglądają bardzo dobrze. Pierwszy odcinek nowej serii przyciągnął średnio 605 tysięcy widzów. Drugi zainteresował już aż 963 tysiące osób, natomiast trzeci obejrzało średnio 686 tysięcy widzów. Oznacza to, że program potrafi zgromadzić przed telewizorami naprawdę dużą publiczność, mimo że jest emitowany w niedzielnym paśmie przedpołudniowym.
POLECAMY: Kultowe show wróci do Polsatu? Edward Miszczak zabrał głos
Martyna Wojciechowska przyciąga tłumy widzów
Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie z poprzednim sezonem. Rok temu po pierwszych trzech odcinkach program miał średnio 567 tysięcy widzów. Tegoroczna średnia po trzech emisjach wynosi natomiast około 751 tysięcy. To oznacza wzrost o blisko 184 tysiące widzów. Jak na program, który jest na antenie od wielu lat, taki rezultat jest naprawdę znaczący.
Warto również zwrócić uwagę na pozycję TVN w samym paśmie emisji programu. W niedzielnym przedziale od 11.30 do 12.35, który w większości pokrywa się z emisją „Kobiety na krańcu świata”, stacja osiąga 8,87 proc. udziału w grupie ogólnej 4+. To pozwala jej zająć pierwsze miejsce wśród kanałów telewizyjnych, przed TVN24, które w tym czasie osiąga 8,45 proc. udziału.
Stacja jest również liderem w grupie komercyjnej 20-54, gdzie w tym paśmie osiąga 12,09 proc. udziału. To pokazuje, że „Kobieta na krańcu świata” nie jest jedynie programem, który przyciąga wiernych fanów Martyny Wojciechowskiej. Format nadal potrafi skutecznie konkurować o widza z innymi propozycjami telewizyjnymi.
Tym bardziej wynik może cieszyć Martynę Wojciechowską. Program ma już przecież ogromny staż, a utrzymanie zainteresowania widzów przez tak wiele lat nie jest łatwym zadaniem. W przypadku wielu produkcji po kolejnych sezonach oglądalność zaczyna spadać, tymczasem tutaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tegoroczna średnia jest wyraźnie wyższa niż przed rokiem.
A to jeszcze nie koniec podróży. Przed widzami „Kobiety na krańcu świata” pozostało pięć premierowych odcinków. Martyna Wojciechowska odwiedzi między innymi Nową Zelandię, Republikę Konga, Republikę Środkowoafrykańską, Pustynię Gobi w Mongolii oraz Bengal Zachodni. Każdy z tych kierunków zapowiada kolejne spotkania i historie, które mogą przyciągnąć przed telewizory jeszcze większą publiczność.
Premierowe odcinki „Kobiety na krańcu świata” widzowie mogą oglądać w każdą niedzielę po „Dzień Dobry TVN” w TVN, około godziny 11.30. Na razie wszystko wskazuje na to, że decyzja o kontynuowaniu programu była strzałem w dziesiątkę. Martyna Wojciechowska po raz kolejny pokazuje, że format, który przez lata stał się jednym z jej znaków rozpoznawczych, nadal ma swoją publiczność.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowa czołówka „Na Wspólnej” wywołała burzę. Podoba się Wam?
Lubicie oglądać program Martyny Wojciechowskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Kultowe show wróci do Polsatu? Edward Miszczak zabrał głos
Fani „Ninja Warrior Polska” długo czekali na informacje dotyczące przyszłości programu. Po wiadomościach o zakończeniu formatu wydawało się, że po dwunastu sezonach to już definitywny koniec. Teraz jednak pojawiło się światełko w tunelu, a słowa Edwarda Miszczaka mogą zmienić wszystko. Dowiedz się więcej!
Przez dwanaście sezonów „Ninja Warrior Polska” dostarczało widzom ogromnych sportowych emocji. Uczestnicy mierzyli się z wymagającymi torami przeszkód, a publiczność z zapartym tchem obserwowała ich kolejne próby. Program na stałe wpisał się w ofertę Polsatu i przez lata był jednym z najbardziej charakterystycznych widowisk stacji. W pewnym momencie pojawiła się jednak informacja, która mocno zaniepokoiła fanów.
W ostatnich tygodniach coraz częściej pojawiały się pytania o przyszłość programu. Widzowie chcieli wiedzieć, kiedy rozpoczną się zdjęcia do kolejnej edycji i czy stacja planuje kontynuować produkcję. Brak konkretnych informacji zaczął rodzić coraz więcej spekulacji. Ostatecznie głos w sprawie zabrał wieloletni prowadzący Łukasz „Juras” Jurkowski, który jakiś czas temu poinformował również o swoim odejściu z Polsat Sport.
Prezenter nie pozostawił wówczas fanom większych złudzeń. W mediach społecznościowych opublikował wpis, w którym odniósł się bezpośrednio do pytań o kolejne sezony „Ninja Warrior Polska”. Z jego słów wynikało, że w tym roku nie zaplanowano zdjęć do nowych odcinków, a realizacja tak dużego przedsięwzięcia nie jest obecnie przewidziana.
“Dużo pytań w temacie kolejnych sezonów Ninja Warrior Polska… Kochani niestety ale na ten moment czas programu dobiegł końca. W tym roku nie mamy ustalonego planu zdjęć do kolejnych sezonów. W TV sytuacja jest dynamiczna, więc nigdy nie mów nigdy ale nie zapowiada się aby tak duża produkcja znalazła nagle miejsce na realizację” – napisał Łukasz “Juras” Jurkowski.
Prezenter nie ukrywał, że zamknięcie tego rozdziału wiąże się z dużymi emocjami. Podziękował wszystkim widzom za lata wspólnego kibicowania i przypomniał, że program przez ponad dekadę popularyzował w Polsce biegi z przeszkodami oraz aktywność fizyczną.
“To było fantastyczne DWANAŚCIE sezonów programu. Dziękujemy Wam za te sportowe emocje. Wspólnie udało Nam się wprowadzić niesamowitą modę na przeszkody w Polsce” – dodał.
Nie zabrakło również podziękowań skierowanych do całej ekipy realizacyjnej oraz Telewizji Polsat. Juras podkreślił, że był to wyjątkowy etap jego zawodowego życia, który zapamięta na długo.
“Dziękuje całej ekipie produkcyjnej za świetny czas na planie i zajebistą robotę. Polsatowi za zaufanie i tyle lat Ninja przygody” – czytamy.
Jednocześnie prowadzący nie zamknął całkowicie drzwi przed ewentualnym powrotem programu. Jak zaznaczył, telewizja potrafi zaskakiwać, dlatego w przyszłości wszystko jest jeszcze możliwe.
“Pewno kiedyś “Ninja Warrior Polska” wróci na ekrany Waszych telewizorów. Dajmy sobie trochę czasu” – wtrącił Juras.
POLECAMY: Nowa czołówka „Na Wspólnej” wywołała burzę. Podoba się Wam?
To jeszcze nie koniec? Edward Miszczak zdradził, co dalej z “Ninja Warrior Polska”
I właśnie teraz pojawiła się informacja, która może zainteresować wszystkich fanów programu. O przyszłość „Ninja Warrior Polska” został zapytany Edward Miszczak. Dyrektor programowy Polsatu na łamach serwisu Wirtualne Media przyznał, że dotychczasowa formuła show rzeczywiście mogła się wyczerpać. Jednocześnie jego wypowiedź jasno pokazuje, że stacja nie zamierza jeszcze definitywnie zamykać drzwi przed tym formatem.
“Dotychczasowa formuła “Ninja Warrior” faktycznie nieco się wyczerpała, ale nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Wokół programu wyrosło całe środowisko, a sama dyscyplina za chwilę ma stać się dyscypliną olimpijska” – wyjaśnił Miszczak.
Po czym zasiał ziarno nadziei na powrót programu w nieco innym wydaniu:
„Pracujemy koncepcyjnie nad zmianą producenta zagranicznego. To są wyspecjalizowane firmy, które dostarczają tory do rywalizacji. Zatem być może do tego formatu jeszcze wrócimy” – dodaje.
To bardzo ważna deklaracja dla widzów. Z jednej strony „Ninja Warrior Polska” rzeczywiście zniknęło z obecnej ramówki, a dotychczasowa formuła nie będzie kontynuowana w najbliższym czasie. Z drugiej – słowa Edwarda Miszczaka pokazują, że problemem nie musi być sam program, lecz jego dotychczasowa formuła i sposób realizacji. Stacja ma już pracować nad rozwiązaniem, które mogłoby pozwolić na powrót widowiska w odświeżonej wersji.
Na razie jednak fani muszą uzbroić się w cierpliwość. Jesienią we wtorki o godz. 20.30, zamiast kolejnej edycji „Ninja vs. Ninja”, Polsat emituje filmy fabularne. Widzowie mogli już zobaczyć między innymi „Kevina samego w domu”, a w tym tygodniu stacja zaplanowała emisję „Kevina samego w Nowym Jorku”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Piotr Mróz o Nawrockim: „To dobry prezydent”. Podzielacie jego zdanie?
Brakuje Wam tego programu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!








Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Maciej Musiał został tatą?! Koleżanka z planu zdradziła, co się wydarzyło
Maciej Musiał od dawna wzbudza zainteresowanie swoim życiem prywatnym. Aktor jest łączony z influencerką Zosią Gajewską, jednak para wciąż nie potwierdziła oficjalnie, czy rzeczywiście jest razem. Tymczasem niespodziewanie pojawiła się informacja, że został tatą.
Maciej Musiał znów znalazł się w centrum zainteresowania. Aktor od dawna wzbudza ciekawość nie tylko swoimi rolami, lecz także życiem prywatnym. Choć od pewnego czasu jest łączony z influencerką Zosią Gajewską, para konsekwentnie nie komentuje plotek na temat swojej relacji.
Tym razem media obiegła jednak wiadomość, która mogła wywołać niemałe zaskoczenie. Pojawiły się bowiem informacje, że Maciej Musiał został tatą. Wszystko wyjaśniła jego koleżanka z planu, Olga Kalicka.
Maciej Musiał i Zosia Gajewska nadal milczą w sprawie związku
Maciej Musiał od wielu lat jest obecny w polskim show-biznesie. Widzowie poznali go jeszcze wtedy, gdy był nastolatkiem występującym w popularnych serialach. Z czasem aktor zaczął pojawiać się także w zagranicznych produkcjach, a następnie spróbował swoich sił jako producent.
Jego życie uczuciowe od dawna interesuje media. W przeszłości przypisywano mu romanse z kilkoma znanymi kobietami. Od blisko dwóch lat aktor jest natomiast łączony z influencerką Zosią Gajewską. Para była kilkukrotnie widywana razem na ulicach Warszawy, ale do tej pory żadne z nich nie zdecydowało się oficjalnie potwierdzić relacji.
W ostatnim czasie uwagę przyciągnęły jednak doniesienia, jakoby Maciej Musiał miał zostać ojcem. Informacja brzmiała zaskakująco, zwłaszcza że aktor nigdy nie informował publicznie o narodzinach dziecka. Szybko wyszło na jaw, że chodzi o jego zawodowe życie.
POLECAMY: Maciej Musiał przyłapany w samej bieliźnie. Fala komentarzy nie ustaje
Wszystko wyjaśniła Olga Kalicka
Maciej Musiał powrócił do roli Tomka w nowych odcinkach serialu „rodzinka.pl”. To właśnie jego bohater doczekał się kolejnego dziecka i drugiej córki. Radosną wiadomością podzieliła się Olga Kalicka, która w produkcji wciela się w Magdę, serialową partnerkę aktora. Aktorka opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym poinformowała o rozpoczęciu prac nad nowym sezonem i zmianach w obsadzie.
Zaczynamy!!! Startujemy z nowymi sezonami »rodzinki.pl« w powiększonym składzie! Aniela została aktorką i od dziś wciela się w rolę Nikoli. Maciej Musiał już jest oficjalnie tatą!!! Emma Pokromska starszą siostrą na medal! – napisała na Instagramie.
W nowej odsłonie serialu w rolę Nikoli wciela się córka Olgi Kalickiej, Aniela. W poprzednim sezonie jej bohaterka spodziewała się drugiego dziecka, a wydarzenia te zostały włączone do fabuły. Tym razem widzowie zobaczą więc rodzinę Boskich w powiększonym składzie.
Sam Maciej Musiał w rzeczywistości nie ma jeszcze dzieci. Aktor w jednym z wcześniejszych wywiadów przyznawał jednak, że chciałby w przyszłości założyć rodzinę. Podkreślał również, że zagranie ojca w „rodzince.pl” było dla niego ciekawym i emocjonalnym doświadczeniem.
Ktoś do mnie mówił „tato”. To było bardzo urocze. Moim marzeniem gdzieś w przyszłości jest być tatą i mieć rodzinę. To jeszcze jest przede mną – mówił aktor.
Na razie Maciej Musiał może więc cieszyć się ojcostwem wyłącznie na ekranie. Nie wiadomo jednak, czy w przyszłości jego serialowa rola nie stanie się rzeczywistością.
POLECAMY: Maciej Musiał ponownie zaskakuje. Jego aukcja WOŚP rozgrzała fanki do czerwoności
Kim jest Maciej Musiał?
Maciej Musiał to polski aktor, producent i osobowość telewizyjna, który zdobył popularność jeszcze jako dziecko. Urodził się 11 lutego 1993 roku w Warszawie. Dorastał w artystycznym środowisku m.in jego ojcem jest aktor Andrzej Musiał, dlatego z planem filmowym i telewizją miał kontakt od najmłodszych lat. Widzowie poznali go przede wszystkim dzięki roli Tomka Boskiego w serialu „rodzinka.pl”. Produkcja przyniosła mu dużą rozpoznawalność i sprawiła, że przez wiele lat był kojarzony z ekranowym synem granym przez Macieja Musiała. Później rozwijał karierę również w innych projektach, między innymi w serialu „1983”, który był jedną z pierwszych polskich produkcji Netfliksa.
Maciej Musiał występował także w filmach i programach rozrywkowych. W 2024 roku pojawił się w polskiej edycji programu „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami”, gdzie jego występy przyciągały uwagę publiczności. Aktor angażuje się również w produkcję filmową i telewizyjną, stopniowo wychodząc poza wizerunek dziecięcej gwiazdy.
Prywatnie Maciej Musiał bardzo chroni swoje życie uczuciowe. Media od pewnego czasu łączą go z influencerką Zosią Gajewską, jednak żadna ze stron oficjalnie nie potwierdziła związku. Sam aktor w wywiadach przyznawał, że w przyszłości chciałby założyć rodzinę i zostać ojcem. Na razie wciela się jednak w tę rolę przede wszystkim na ekranie, jako Tomek Boski w „rodzince.pl”.





-
news4 dni temuBudka Suflera ma nowego wokalistę. To on zastąpi Jacka Kawalca
-
news4 dni temuEdyta Bartosiewicz zachwycona uczestnikiem „The Voice of Poland” [WIDEO]
-
news3 dni temu„M jak miłość” żegna kolejne gwiazdy. Znane nazwiska odchodzą z serialu
-
showbiz3 dni temuFilip Gurłacz PSIOCZY na „Taniec z Gwiazdami”. W tle Kaczorowska
-
showbiz2 dni temuZrezygnował z „Tańca z Gwiazdami”. Teraz przerwał milczenie
-
showbiz4 dni temuWielkie zmiany tuż przed 2. odcinkiem „Tańca z Gwiazdami”. Tego jeszcze nie było
-
news4 dni temuMarta Nawrocka komentuje aferę ze Skolimem. Jej słowa mogą zaskoczyć
-
news4 dni temuCzerwony dywan, multum gwiazd i wielkie emocje. Tak premierę „100 dni: Misja Zeus” świętowali w Energylandii

Dodaj komentarz