Śledź nas

news

Michał Cessanis z „Dzień Dobry TVN” nie wytrzymał – wystosował mocny APEL do władz lotniska w Warszawie

Opublikowano

w dniu

Znany z „Dzień Dobry TVN” i podróżniczych vlogów Michał Cessanis publicznie skrytykował organizację transportu na warszawskim lotnisku Chopina. W emocjonalnym wpisie nie zostawił suchej nitki na systemie taksówek i zaapelował do władz o pilne zmiany. Dowiedz się więcej i poznaj problem!

Michał Cessanis od lat przekonuje Polaków, że podróżowanie może być dostępne, fascynujące i wygodne. Jego cykl „Do zobaczenia” w weekendowych wydaniach „Dzień Dobry TVN” to obowiązkowa pozycja dla tych, którzy szukają inspiracji na city break, rodzinny wypad czy kulinarną przygodę. Równolegle, wiosną tego roku w TVN Style emitowano dłuższe wersje tego samego formatu, gdzie dziennikarz jeszcze szerzej opowiadał o swoich wyprawach.

Obecnie widzowie nie mają okazji oglądać nowych odcinków jego podróżniczego cyklu „Do zobaczenia” w „Dzień Dobry TVN”, ponieważ letnia ramówka stacji została zastąpiona programem „Dzień Dobry Wakacje”. Tam również pojawia się Michał Cessanis, ale tym razem skupia się na nadmorskich miejscowościach w Polsce. Równolegle pracuje już nad jesiennymi materiałami i choć pokazuje w nich piękne europejskie i światowe kierunki, nie pomija też problemów, z jakimi mierzą się podróżni. Jeden z takich absurdów czekał na niego… tuż po powrocie do kraju.

Zaraz po przylocie do Warszawy, Michał Cessanis opublikował wideo i emocjonalny post na Instagramie, w którym nie zostawił suchej nitki na systemie transportu z lotniska Chopina. Jego słowa były pełne frustracji, bo to, co miało być szybkim powrotem do domu, zamieniło się w kolejne czekanie, chaos i absurd.

Jestem wkurzony! Mam wrażenie, że jest gorzej niż było. Za każdym razem, kiedy wieczorem ląduję na lotnisku Chopina w Warszawie trafiam na gigantyczne kolejki pasażerów czekających na taksówki, bolty i ubery. Auta wjeżdżają niezwykle wolno i jest ich zdecydowanie za mało – zaczął.

To nie był odosobniony przypadek. Jak tłumaczy, taka sytuacja powtarza się regularnie i dotyczy wielu osób, które chcą po prostu dostać się do miasta po męczącym locie. Czekanie na taksówkę trwa nawet kilkadziesiąt minut, co w XXI wieku, w europejskiej stolicy, wydaje się absurdem.

 System jest totalnie niewydolny i to od lat!!! Mój rekord czekania w kolejce do taksówki to blisko 30 minut. Ostatnio znów utknąłem po lądowaniu – czytamy.

Zamiast bezsensownie stać, Cessanis poleca alternatywne rozwiązanie. Nie luksusowe, nie szybkie, ale realnie bardziej efektywne. Sam skorzystał z komunikacji miejskiej i przyznał, że to obecnie jedyna rozsądna opcja. Choć trudno w to uwierzyć – może być szybciej niż czekać na korporacyjną taksówkę.

Mam więc radę dla podróżnych: unikajcie taksówek na Chopinie, wyjedźcie z lotniska autobusami miejskimi, a dalej przesiądźcie się w taksówki. Będzie zdecydowanie szybciej – zaproponował.

To jednak nie wszystko. Najmocniejsze słowa dziennikarz skierował do władz lotniska. Zwrócił się wprost do prezesa Polskich Portów Lotniczych, odpowiedzialnego za funkcjonowanie obiektu i zaprosił go do osobistego przetestowania tego, co przeżywają pasażerowie każdego dnia.

Proponuję też, by prezes Polskich Portów Lotniczych sprawdził na własnej skórze, jak funkcjonuje największe lotnisko Polsce, za które odpowiada. Zapraszam do kolejki! Na pewno spotka się tam pan z miłym przyjęciem – zakończył swój wpis.

POLECAMY: Qczaj OGŁASZA nowy sezon programu “Good Luck Guys” – kto wystąpi i kiedy premiera? Ujawniamy sekrety produkcji

Internauci nie zostawili złudzeń – potwierdzają każde słowo reportera

Pod postem Cessanisa szybko pojawiły się dziesiątki komentarzy. Ludzie dzielili się swoimi doświadczeniami – identycznymi. Niektórzy przyznali, że całkowicie zrezygnowali z taksówek i korzystają wyłącznie z SKM lub autobusów. Inni wskazywali na nieprzyjazne zachowanie kierowców wobec rodzin z dziećmi.

Dobra rada. Jest przecież pociąg i autobus; My w niedzielę czekaliśmy i jak już Pan podjechał to powiedział, że dzieci nie weźmie (6 i 9 lat).; mam podobnie doświadczenia i dlatego przesiadłam się do SKM oraz autobusów – czytamy komentarze.

W sprawę zaangażowali się też ludzie mediów. Tomasz Ciachorowski, popularny aktor, publicznie poparł Michała i potwierdził, że problem dotyczy każdego – bez wyjątku. Porównał sytuację z tym, co spotyka go na innych europejskich lotniskach i jak twierdzi – różnica jest miażdżąca.

Dramat. To prawda. Na żadnym lotnisku w Europie nie czeka się tak długo na taksówkę. Tylko SKM – napisał Ciachorowski.

Tu nie chodzi tylko o wygodę podróżnych, ale też o pierwsze wrażenie, jakie Polska robi na odwiedzających ją turystach. Lotnisko Chopina to jedna z głównych bram wjazdowych do kraju i warto, by działało sprawnie, twierdzi Cessanis. Długie kolejki, niedobór aut i organizacyjny chaos mogą być frustrujące, a głosy takie jak ten od Michała Cessanisa zyskują w internecie coraz większy zasięg.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:  Karolina Gilon WYRZUCONA z “Ninja Warrior”? Jerzy Mielewski DOSADNIE komentuje całe zamieszanie

Mieliście kiedyś podobne sytuacje? Dajcie znać pod nowym postem na Instagramie!

Michał Cessanis (fot. screen Instagram Michał Cessanis)
Michał Cessanis (fot. screen Instagram Michał Cessanis)
Michał Cessanis (fot. screen Instagram Michał Cessanis)
Michał Cessanis (fot. screen Instagram Michał Cessanis)
Michał Cessanis (fot. screen Instagram Michał Cessanis)
Michał Cessanis, Ewa Drzyzga, Krzysztof Skórzyński (fot. screen Instagram Michał Cessanis)

Autor: SJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

„W moje buty wejdź” – Motyle uderzają w czuły punkt. Ten przekaz nie jest przypadkowy

Opublikowano

w dniu

przez

O zespole Motyle znów zrobiło się głośno, a wszystko za sprawą nowego teledysku do piosenki „W moje buty wejdź”, który właśnie trafił do sieci. To propozycja pełna energii, emocji i empatii. Tym razem na pierwszym planie zachwyca Nikola Warda – charyzmatyczna i piękna wokalistka grupy, której trudno oderwać wzrok i ucho.

Nowy singiel to nowoczesny, popowy numer z wyraźnym przesłaniem. „W moje buty wejdź” opowiada o tym, jak często oceniamy innych zbyt szybko, nie znając ich historii, emocji i wewnętrznych zmagań. Tekst dotyka tematu chaosu, który nosimy w sobie, oraz niewypowiedzianych doświadczeń, których nie widać na pierwszy rzut oka – dopóki nie spróbujemy spojrzeć na świat oczami drugiej osoby.

Nie zabrakło też wątku relacji i rozstań. Co ciekawe, Motyle unikają dramatyzmu i taniego smutku. Zamiast tego proponują dojrzałą opowieść o końcach, które nie muszą oznaczać gniewu czy żalu. To historia o akceptacji i świadomości, że „bez ciebie też może być dobrze”, a po trudnych momentach zawsze można odnaleźć równowagę i nadzieję na nowy początek.

Sami artyści tak definiują swój najnowszy kawałek: „W MOJE BUTY WEJDŹ” to emocjonalny, nowoczesny POP o empatii, zrozumieniu i niewidocznych historiach, które każdy z nas nosi w sobie. To piosenka o tym, jak łatwo oceniamy – i jak rzadko naprawdę próbujemy spojrzeć na świat oczami drugiego człowieka. Utwór opowiada o wewnętrznym chaosie, niewypowiedzianych emocjach i uczuciach, których nie widać na zewnątrz. Dopiero, gdy spróbujemy „wejść w czyjeś buty”, zaczynamy rozumieć więcej – o innych i o sobie. Jeśli lubisz emocjonalny polski pop, autentyczny przekaz i muzykę, która zostaje w głowie – ten numer jest dla Ciebie” – napisali pod klipem w serwisie YouTube.
POLECAMY: Ten refren chodzi po głowie non stop! „Góralski weekend” już uzależnia

Muzycznie utwór łączy chwytliwą melodię, nowoczesną aranżację i emocjonalny tekst. Kompozycja i aranżacja to efekt współpracy trójki przyjaciół, którzy wspólnie skomponowali muzykę i napisali do niej słowa.  Zespół Motyle tworzą: Hubert Radoszko, Maciej Parobczak i Nikola Warda. Całość brzmi lekko, świeżo i bardzo radiowo, a jednocześnie zostawia przestrzeń na refleksję. To właśnie ta równowaga między energią a emocją sprawia, że „W moje buty wejdź” ma szansę stać się jednym z najmocniejszych numerów zespołu Motyle.

Teledysk idealnie dopełnia przekaz piosenki i pokazuje, że grupa nie boi się mówić o ważnych sprawach w przystępny, popowy sposób. Jedno jest pewne, że Motyle znów trafiają w punkt, a Nikola Warda tylko umacnia swoją pozycję jednej z najbardziej wyrazistych wokalistek młodego pokolenia polskiej sceny muzycznej.

Fot. archiwum prywatne zespołu Motyle
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

news

Ten refren chodzi po głowie non stop! „Góralski weekend” już uzależnia

Opublikowano

w dniu

przez

WonerS, Kordian i Dance 2 Disco połączyli siły i… dokładnie wiedzieli, co robią. Ich wspólny numer „Góralski weekend” to propozycja, która od pierwszych sekund wciąga w beztroski, imprezowy klimat rodem z polskich gór. Jest głośno, jest radośnie i przede wszystkim nogi same rwą się do tańca.

Nie ma wątpliwości, że „Góralski weekend” od WonerSa, Kordiana i Dance 2 Disco to gotowy hit na imprezę! Już sam teledysk działa jak zaproszenie na weekendowy wypad w góry. Klimatyczna karczma, regionalne akcenty i luźna, autentyczna atmosfera sprawiają, że oglądając klip, trudno usiedzieć w miejscu. Twórcy postawili na naturalność i dobrą zabawę, co widać w każdym ujęciu. Zero sztuczności, maksimum energii. Ten utwór i teledysk udowadnia również, że muzyka łączy pokolenia i style muzyczne.

POLECAMY: Nastoletni gwiazdor latino disco i gwiazda programu „Projekt Lady” razem! Co wykombinowali WonerS i Maluba?

Muzycznie „Góralski weekend” to udane połączenie nowoczesnego disco dance z góralskim charakterem. Chwytliwy refren szybko wpada w ucho i zostaje tam na długo, a rytm aż prosi się o to, by ruszyć na parkiet. Kordian, pochodzący z Żeleźnikowej Wielkiej koło Nowego Sącza wnosi folkowy pazur i góralski charakter, WonerS świeżą energię, a Dance 2 Disco dokłada swoje sprawdzone, taneczne brzmienie. Razem tworzą mieszankę, która idealnie sprawdzi się na imprezach, festynach i domówkach.

Ten numer nie udaje niczego więcej, ma po prostu dawać frajdę. I dokładnie to robi. „Góralski weekend” to muzyczna ucieczka od codzienności, kilka minut czystej radości i letniego luzu, niezależnie od pory roku. Jeśli szukacie piosenki, która poprawi humor, rozkręci imprezę i sprawi, że choć na chwilę poczujecie klimat góralskiej zabawy. Ten klip zdecydowanie warto odpalić. Warto dodać, że od pierwszych minut zbiera same pozytywne opinie od internautów.

ZOBACZ TAKŻE: Wielkie serce młodego artysty! WonerS przekaże 10 tysięcy złotych na WOŚP. Fani jednak muszą spełnić pewien warunek!

Wciąż można dograć się do dźwięku na TikToku!

Kilka dni temu WonerS na swoim Instagramie i TikToku ogłosił, że przekaże aż 10 tysięcy złotych na WOŚP, jeśli internauci spełnią jeden, jasno określony warunek, którym jest dogranie się do utworu „Góralski weekend”. Numer już stał się viralem, który przyczyni się do uratowania zdrowia wielu osób. – Przekażemy 10 tysięcy na WOŚP! Za każdy filmik nagrany do wskazanego dźwięku na TikToku przekazujemy złotówkę. Nasz cel to 10 tysięcy złotych, czyli 10 tysięcy TikToków. To od was zależy, czy wpłacimy złotówkę, pięć złotych, pięćdziesiąt złotych, czy 10 tysięcy. Jedyna zasada – na jedno konto przypada 1 TikTok, czyli jedno konto równa się jedna złotówka – i to tyle. Do dzieła! – zachęca WonerS, znany, m.in. z takich utworów jak: „Atlanta”, „Szalony weekend”, „Milion monet”, „Baby” czy „Daj mi serce”. Szczegóły znajdziecie na profilach artystów w ich social mediach.

Fot. archiwum prywatne
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

news

Poranek bez „Dzień Dobry TVN”? Znamy kulisy zmian w ramówce

Opublikowano

w dniu

przez

„Dzień dobry TVN” od lat budzi poranne emocje i przyciąga miliony widzów, ale ostatnie zmiany w ramówce wywołały niepokój. Program, który uchodzi za symbol stabilności, nagle zniknie z porannego pasma. Co stoi za tą decyzją i czego mogą się spodziewać widzowie? Dowiedz się więcej już teraz!

Programy śniadaniowe od lat przyciągają widzów jak magnes, a ich prowadzący stają się niemal domownikami, towarzysząc Polakom podczas porannej kawy i pierwszych obowiązków dnia. Wśród nich niekwestionowanym liderem pozostaje „Dzień dobry TVN”, który zeszłej jesieni świętował imponujące 20-lecie istnienia. Przez dwie dekady format zbudował silną więź z widzami, a jego sukces opiera się nie tylko na doborze tematów, ale przede wszystkim na osobowościach prowadzących i ich autentycznej relacji na ekranie. To właśnie ta bliskość sprawia, że każdy ruch stacji wywołuje ogromne emocje i natychmiastową reakcję odbiorców.

„Dzień dobry TVN” od dawna stawia na stabilność duetów, co odróżnia format od konkurencji. Brak ciągłych rotacji i zmian prowadzących sprawia, że widzowie mają poczucie ciągłości i bezpieczeństwa, wiedząc, że codziennie o poranku zobaczą znane i lubiane twarze. To strategia, która przez lata przynosiła znakomite efekty i budowała silne przywiązanie publiczności. Każda ingerencja w ten schemat natychmiast staje się tematem numer jeden w mediach branżowych i wśród fanów programu.

W ostatnich dniach program przeszedł jednak kilka istotnych zmian personalnych, które już wzbudziły zainteresowanie widzów. Nową pogodynką została Ola Kot, która zaliczyła transfer z Eska TV, a do zespołu dołączył także nowy kucharz – Sławomir Saguła. Te ruchy pokazują, że mimo stabilnej formuły, redakcja nie boi się świeżych twarzy i stopniowego odświeżania formatu. Jednak nawet te zmiany nie przygotowały widzów na to, co wydarzyło się w ostatnich godzinach.

POLECAMY: Michał Kassin NIE WYSTĄPI wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”. Widzowie nie kryją rozczarowania [KULISY]

Zmiana godziny emisji “Dzień dobry TVN”

Największe poruszenie wywołała bowiem nagła zmiana godzin emisji jutrzejszego wydania programu. Zamiast tradycyjnego startu o 7:45, „Dzień dobry TVN” rozpocznie się dopiero o 9:40 i potrwa nie do 11:20, lecz aż do 12:10. Dla wielu widzów będzie to prawdziwy szok, bo poranna rutyna zostanie całkowicie zaburzona. W sieci natychmiast pojawiły się pytania: czy to zapowiedź większych zmian w ramówce, czy jednorazowy wyjątek?

Powodem przesunięcia emisji są Zawody Pucharu Świata w Sapporo. O godz. 6:50 na antenie TVN rozpocznie się studio zawodów, a pierwszą serię widzowie będą mogli zobaczyć już o 7:15. Stacja zdecydowała się więc ustąpić miejsca transmisji sportowej, co wywołało lawinę reakcji wśród fanów śniadaniówki. Choć sportowe emocje są ważne, dla wielu odbiorców poranna kawa bez „Dzień dobry TVN” okazała się trudna do wyobrażenia.

Szkoda, że tak późno; Tak czy siak będę z Wami; Nawet dobrze, to się wyśpię trochę; Nie ma to znaczenie, bo i tak włączę Was – pisali widzowie w social mediach.

Widzowie mogą jednak odetchnąć z ulgą – to jednorazowa sytuacja, która nie zdarza się zbyt często. Stacja nie planuje stałych zmian godzin emisji programu, a przesunięcie ma charakter wyjątkowy i związany wyłącznie z ważnym wydarzeniem sportowym. Mimo to sytuacja ta pokazała, jak silnie widzowie są przywiązani do swojej porannej rutyny i jak bardzo reagują na każdą ingerencję w znany im porządek dnia.

W jutrzejszym wydaniu programu, prowadzonym przez Ewę Drzyzgę i Krzysztofa Skórzyńskiego, nie zabraknie znanych nazwisk. Wśród gości znajdą się m.in. Maciej Stuhr oraz Dorota Kolak. W ten weekend widzowie mogą spodziewać się również obecności takich gwiazd jak Marcin Dorociński, Marek Kondrat, a także będą mogli zobaczyć poruszającą rozmowę Doroty Wellman z Adamem Michnikiem.

Co ciekawe, jedną z tegorocznych nowości będzie emisja „Dzień dobry TVN” non-stop nawet w wakacje. Do tej pory stacja stawiała na „Dzień dobry wakacje”, emitowane wyłącznie w soboty i niedziele. Teraz widzowie będą mogli liczyć na poranną dawkę informacji i rozrywki przez całe lato, co stanowi istotną zmianę w strategii programowej. To wyraźny sygnał, że TVN chce jeszcze mocniej związać widzów z formatem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dominika Ostałowska ujawnia przykre kulisy „M jak miłość”. Tak naprawdę traktowano aktorkę za kulisami

Którą parę w “Dzień dobry TVN” lubicie oglądać najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Ewa Drzyzga i Krzysztof Skórzyński (zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Paulina Krupińska-Karpiel i Damian Michałowski (zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Paulina Krupińska-Karpiel i Damian Michałowski (zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Wszyscy obecni prowadzący “Dzień dobry TVN” (fot. zdjęcie prasowe TVN)
Wszyscy obecni prowadzący “Dzień dobry TVN” (fot. zdjęcie prasowe TVN)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Dominika Ostałowska ujawnia przykre kulisy „M jak miłość”. Tak naprawdę traktowano aktorkę za kulisami

Opublikowano

w dniu

przez

Po ponad dwóch dekadach obecności w jednym z najpopularniejszych seriali w Polsce, Dominika Ostałowska podjęła decyzję, która wstrząsnęła fanami. Teraz po raz pierwszy tak szczerze mówi o powodach odejścia, emocjach i tym, co naprawdę działo się za kulisami. Co skłoniło ją do tak radykalnego kroku? Dowiedz się więcej!

Dominika Ostałowska, aktorka od samego początku związana z serialem „M jak miłość”, przez ponad 25 lat wcielała się w postać Marty – jednej z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek tej produkcji. Jej twarz była nierozerwalnie związana z historią rodziny Mostowiaków, a dla wielu widzów była symbolem ciągłości i stabilności serialu. Dlatego informacja o jej odejściu wywołała prawdziwe poruszenie wśród fanów i środowiska medialnego.

Rok temu aktorka niespodziewanie ogłosiła na swoich mediach społecznościowych, że żegna się z rolą Marty. W emocjonalnym wpisie podziękowała widzom oraz ekipie za wspólnie spędzone lata.

Chciałam Wam powiedzieć, że po wielu latach żegnam się z rolą Marty w „M jak miłość”. Pragnę za te wszystkie lata spędzone na planie z całego serca podziękować obu ekipom i reżyserom, a także wszystkim innym pracownikom produkcji – napisała wówczas aktorka na Instagramie.

Z czasem wokół jej odejścia zaczęły narastać plotki. Media sugerowały, że aktorka czuła się marginalizowana, a nawet pomijana przez produkcję – między innymi przy nagrywaniu nowej czołówki serialu. W rozmowie z Plejadą aktorka odniosła się do tych spekulacji w sposób spokojny, lecz niezwykle szczery.

O nagraniu nowej czołówki beze mnie dowiedziałam się właściwie z mediów. Nie wiem, czy powstała jeszcze w czasie, gdy grałam w serialu, czy już po moim odejściu. W każdym razie trudno było mi poczuć z tego powodu przykrość i chyba nie w takich kategoriach rozpatrywałabym odejście z serialu – wyznała.

Najważniejszym powodem rozstania nie były jednak kwestie organizacyjne czy emocjonalne urazy, lecz brak satysfakcji artystycznej. Aktorka otwarcie przyznała, że od dłuższego czasu nie miała poczucia sensu swojej obecności na planie.

Prawdą jest natomiast to, że od dłuższego czasu czułam, iż mam w “M jak miłość” niewiele do grania. A mnie nigdy nie zależało na samym byciu przed kamerą, ale właśnie na graniu w pełnym znaczeniu tego słowa – dodała.

Decyzja o odejściu dojrzewała w niej stopniowo. Jak sama mówi, wielokrotnie sygnalizowała produkcji, że jej wątek jest coraz bardziej marginalny.

To był proces rozłożony na etapy. Co jakiś czas sygnalizowałam produkcji, że nie bardzo mam co grać. Słyszałam zapewnienia, że mój wątek zostanie rozpisany. I faktycznie, przez moment pojawiały się ciekawsze scenariusze. Po czym wszystko bardzo szybko wracało do wcześniejszego stanu – wyjaśniła.

Z czasem aktorka zrozumiała, że sytuacja prawdopodobnie już się nie zmieni.

W pewnym momencie zrozumiałam, że prawdopodobnie niewiele się już zmieni. Musiałam tylko poczekać na zakończenie umowy, którą miałam podpisaną – wspomniała.

Co istotne, Dominika Ostałowska zadbała o to, aby sposób odejścia jej bohaterki nie był dramatyczny ani sensacyjny. Aktorka nie chciała, by Marta „konała” na ekranie w pośpiechu i w nieprzemyślanych okolicznościach.

Dokładnie już nie pamiętam, od kogo ta propozycja wyszła w pierwszej kolejności. Na pewno rozmawiałam o tym, że nie chciałabym, żeby w pośpiechu powstały sceny “konania” mojej bohaterki, zwłaszcza w jakiejś przypadkowej, niefortunnej sytuacji – powiedziała.

Zamiast tego zdecydowano się na otwarte rozwiązanie fabularne.

Wyjazd wydawał mi się rozwiązaniem uczciwym i otwartym. Zostawia scenarzystom furtkę na przyszłość, jeśli kiedykolwiek pojawi się taka potrzeba. Nie wiem, jakie są plany. Być może moja bohaterka jeszcze wróci, być może zostanie zastąpiona przez inną aktorkę. To są decyzje, które należą do produkcji – dodała.

POLECAMY: Jacek Jeschke wraca do „Tańca z Gwiazdami” – wiemy, z kim zatańczy. Czy to nowi faworyci?

Ostałowska o kulisach odejścia z “M jak miłość”

Zapytana wprost, czy kiedykolwiek wróci do „M jak miłość”, odpowiedziała z wyraźnym spokojem, ale bez jednoznacznych deklaracji.

Staram się nie mówić: nigdy. Zwykle unikam takich deklaracji. Jednocześnie bardzo dobrze wiem, dlaczego podjęłam decyzję o odejściu. Czuję się z nią spokojna i mam poczucie, że była mi potrzebna. Nie wydaje mi się, żebym chciała robić krok wstecz – stwierdziła.

Aktorka z sentymentem wspomina pierwsze lata pracy na planie serialu.

Pierwszych 10 lat wspominam bardzo dobrze. Ekipa była ze sobą zżyta, wątków było mniej, wszyscy się znaliśmy i mieliśmy poczucie wspólnoty. Spotykaliśmy się często, wiedzieliśmy, co dzieje się w życiu naszych bohaterów, ale też w życiu prywatnym. Z czasem wątków i postaci zaczęło przybywać. Wielu aktorów grających w serialu nigdy nawet nie spotkałam. Poczucie więzi stopniowo się rozmywało, a wraz z nim gasła radość związana z samą obecnością na planie – wspominała.

Po odejściu z serialu aktorka nie rzuciła się w wir nowych propozycji, lecz skupiła się na pracy na własnych zasadach.

Odejście z serialu uruchomiło we mnie przede wszystkim potrzebę działania na własnych zasadach. Dużo czasu i energii pochłonęła praca nad monodramem “Nieśmiała dżokejka”. Dopiero teraz, po premierze, mogę na chwilę odetchnąć – wyznała.

Jednocześnie nie ukrywa, że nie liczyła na lawinę ofert po rozstaniu z „M jak miłość”.

Nie liczyłam jednak na to, że nagle wszyscy zaczną do mnie dzwonić z propozycjami. To raczej fantazje dziennikarskie na temat moich motywów. Nie z tego względu podjęłam tę decyzję, choć propozycje zawodowe są oczywiście bardzo mile przeze mnie widziane. Odeszłam po to, żeby nie zgasło we mnie coś, co gasnąć niestety zaczęło, kiedy nie wiedziałam już, po co jestem na planie i kogo tak naprawdę gram – wytłumaczyła.

Historia Dominiki Ostałowskiej pokazuje, że nawet największa stabilność zawodowa nie zawsze oznacza spełnienie. Jej decyzja, choć trudna i kontrowersyjna, była aktem odwagi i walki o własną pasję oraz sens w pracy artystycznej. Czy jeszcze kiedyś zobaczymy Martę na ekranie? Tego dziś nikt nie wie, ale jedno jest pewne: to rozstanie nie było końcem, lecz nowym początkiem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Wiemy, z kim zatańczy Mateusz Pawłowski. Tancerka wraca po kilku latach przerwy

Brakuje Wam Dominiki Ostałowskiej na szklanym ekranie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)
Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)
Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)
Dominika Ostałowska (fot. screen Instagram Dominika Ostałowska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością