Śledź nas

showbiz

Poruszający apel Matyldy Bagińskiej po „Tańcu z Gwiazdami”. Siostra Bagiego zwróciła się do całej Polski

Opublikowano

w dniu

Po emocjonującym występie w „Tańcu z Gwiazdami”, Matylda Bagińska wygłosiła poruszający apel, który wstrząsnął widzami w całej Polsce. Jej szczere słowa o życiu z zespołem Downa i potrzebie akceptacji trafiły prosto w serca internautów. Ten moment stał się czymś więcej niż telewizyjnym występem – był prawdziwą lekcją empatii i człowieczeństwa. Dowiedz się więcej!

To był moment, który poruszył nawet najtwardsze serca. Mikołaj “Bagi” Bagiński zaprosił na parkiet swoją młodszą siostrę Matyldę, a ich wspólny taniec w rytmach salsy stał się najgłośniejszym występem tego sezonu „Tańca z Gwiazdami”. Emocje w studiu sięgnęły zenitu, a internauci nie mogą przestać o nich pisać. Publiczność oglądająca program na żywo nie kryła łez wzruszenia, a jurorzy i widzowie jednogłośnie stwierdzili, że był to występ, który przejdzie do historii show.

To był odcinek pełen rodzinnych emocji, czułości i prawdziwej bliskości. W każdej edycji programu przychodzi moment, gdy uczestnicy zapraszają do tańca swoich bliskich i to właśnie te występy często stają się najbardziej zapamiętane przez publiczność. Tym razem to Mikołaj “Bagi” Bagiński, który na co dzień tańczy z Magdą Tarnowską, postanowił zrobić coś wyjątkowego i zaprosił na parkiet swoją ukochaną siostrę Matyldę. Ich wspólna salsa do utworu „Santa Cruz” zespołu Ekipy porwała publiczność, a szczerość i naturalność ich emocji sprawiły, że na sali nie było osoby bez wzruszenia w oczach. Widać było, że ta dwójka nie tylko tańczyła, ale przede wszystkim dzieliła się z publicznością czymś bardzo osobistym i autentycznym.

Już od pierwszych sekund występu można było wyczuć niezwykłą więź między rodzeństwem. Ich radość, uśmiech i lekkość ruchów udzielały się wszystkim wokół. Moment, w którym Matylda wykonała imponujący szpagat, wywołał eksplozję braw. Jurorzy wstali z miejsc, a widzowie w internecie natychmiast zaczęli dzielić się emocjami, pisząc, że „takiego tańca jeszcze nie było”. W komentarzach nie brakowało zachwytów: „To było najpiękniejsze, co widziałam w tym programie”, „Matysia to królowa parkietu”, „Ryczałam cały czas” – pisali użytkownicy.

Jurorzy również nie kryli emocji. Iwona Pavlović, znana ze swojej surowości, tym razem była wyraźnie wzruszona. – „Matyldo, rycerzem twoim jest Bagi, ale ty jesteś jego aniołem” – powiedziała, oddając tym samym atmosferę miłości i wzajemnego wsparcia, która unosiła się w studiu. Występ rodzeństwa został oceniony na maksymalne 40 punktów – najwyższą możliwą notę w programie. Choć technicznie nie był to taniec idealny, jego emocjonalny przekaz sprawił, że widzowie i jurorzy jednogłośnie uznali go za najpiękniejszy moment sezonu.

Występ Matyldy Bagińskiej, która ma zaledwie 20 lat i choruje na zespół Downa, był nie tylko artystycznym sukcesem, ale też inspiracją dla tysięcy widzów. Dziewczyna od zawsze wspiera swojego brata i marzyła o tym, by kiedyś zatańczyć na dużej scenie. Dzięki programowi jej marzenie się spełniło, a jej odwaga i determinacja poruszyły miliony ludzi. Internauci chwalili Polsat za to, że pokazuje prawdziwe emocje i przełamuje bariery. Dla wielu ten występ był lekcją człowieczeństwa, miłości i akceptacji. Mikołaj “Bagi” Bagiński pokazał, że w tańcu – tak jak w życiu – liczy się serce, a Matylda udowodniła, że marzenia naprawdę mogą się spełniać, jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto pomoże je zrealizować.

POLECAMY: Maciej Kot weźmie udział w „Tańcu z Gwiazdami”? W ten sposób Polsat namawia skoczka

Matylda Bagińska z ważnym apelem do społeczeństwa

Po zakończeniu emocjonującego występu, Matylda Bagińska postanowiła zabrać głos i podzielić się z widzami swoimi refleksjami. Jak zdradził Mikołaj “Bagi” Bagiński w mediach społecznościowych, jego siostra poprosiła wszystkich, by opuścili garderobę – chciała sama zwrócić się do fanów. Ten moment był zupełnie inny niż wszystkie – szczery, poruszający i pełen prawdy o życiu z zespołem Downa.

W krótkim, ale niezwykle emocjonalnym nagraniu Matylda powiedziała:

Osoby jak ja, z zespołem Downa, mają cząstkę dziecka, której dorośli w ogóle nie mają w sobie, uciekają od tego. To jest przykre bardzo, ale gdy popatrzą na osoby jak ja i moi przyjaciele z zespołem Downa to odkryją to swoje wewnętrzne dziecko. Osoby jak ja, mają charakter taki, że są bardziej wrażliwe na wszystko. Wszystko przeżywają w sobie, są bardziej empatyczni, współczują. Bardzo wspierają innych do działania […] My jesteśmy autentyczni i prawdziwi, tak samo mamy emocje, tak samo czujemy złość, tak samo czujemy dumę, euforię. Osoby jak ja i wy, mamy poczucie humoru, uwielbiamy żartować, śmiech to zdrowie. Mamy prawo, żeby pracować, żeby się śmiać, uśmiechać się, być między wami – mówiła siostra Bagiego.

Słowa Matyldy poruszyły tysiące osób. Widzowie przyznawali, że dawno nie słyszeli tak prawdziwego i dojrzałego przekazu. Jej wypowiedź pokazała nie tylko ogromną świadomość i wrażliwość, ale też odwagę, by mówić głośno o akceptacji, równości i potrzebie zrozumienia. Wśród komentarzy w sieci dominowały wpisy pełne uznania i ciepła. Fani pisali: „To powinna zobaczyć cała Polska”, „Matylda daje lekcję empatii”, „Tyle mądrości i serca w jednej osobie”.

Na zakończenie swojego wystąpienia Matylda Bagińska zwróciła się z wyjątkowym apelem, który jeszcze długo wybrzmiewał wśród widzów:

Nie chcemy być wykluczani z grona ludzi, hejtowi mówimy dość. Koniec z hejtem. My to czujemy bardziej, my sobie pomagamy, ale też potrzebujemy waszej pomocy i wsparcia. Jeżeli mamy istnieć to dzięki wam, otwórzcie swoje głowy i serca dla nas. Kocham każdego z was – powiedziała.

Nagranie, które trafiło do sieci, natychmiast rozeszło się viralowo. Internauci pisali, że łzy same płynęły im po policzkach. Wielu użytkowników określiło Matyldę mianem „głosu empatii” i „bohaterki wieczoru”. Jej autentyczne słowa o akceptacji i miłości stały się czymś więcej niż tylko komentarzem po występie – były ważnym społecznym przesłaniem, które przypomniało, jak wiele wciąż trzeba zrobić, by świat był naprawdę otwarty i życzliwy dla każdego.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nie żyje znany gwiazdor disco polo. Syn opublikował poruszające pożegnanie: “Byłeś moim mentorem”

A Wam jak się podobał występ Bagiego i Matyldy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Matylda Bagińska (fot. screen Instagram Taniec z Gwiazdami)
Bagi, Matylda Bagińska, Magdalena Tarnowska (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Bagi, Matylda Bagińska, Magda Tarnowska (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Bagi, Matylda Bagińska (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

showbiz

Liván pokazuje swoją zmysłową stronę… Jego „Fantasías” podbija internet

Opublikowano

w dniu

przez

Kubańskie rytmy, emocje, pragnienie i charakterystyczny wokal – to oznacza, że Liván wystartował z nową muzyczną propozycją. Do sieci trafił właśnie teledysk do utworu „Fantasías”, w którym artysta zabiera słuchaczy do świata wyobraźni i uczuć, nie zawsze zgodnych z tym, co dzieje się w rzeczywistości. To kolejny rozdział muzycznej historii wokalisty, który coraz mocniej zaznacza swoją obecność także na polskiej scenie.

Liván nie zwalnia tempa. Kubański wokalista, kompozytor i autor piosenek zaprezentował właśnie teledysk do swojego najnowszego singla „Fantasías”. Utwór od pierwszych sekund przenosi słuchacza w klimat latynoskich rytmów, a zmysłowe brzmienie idealnie współgra z charakterystycznym, kubańskim wokalem artysty. „Fantasías” opowiada o emocjach, które potrafią zostać w naszej głowie znacznie dłużej niż sama relacja czy konkretna sytuacja. To historia pragnienia, wyobraźni i uczuć, które czasem żyją własnym życiem, nawet kiedy rzeczywistość próbuje sprowadzić nas na ziemię. – „Fantasias” to pełna emocji, latynoska historia o pragnieniu, wyobraźni i uczuciach, które pozostają w głowie nawet wtedy, gdy rzeczywistość mówi coś innego. Charakterystyczny kubański wokal Livana łączy się z nowoczesnym, zmysłowym brzmieniem, tworząc utwór pełen rytmu i emocji – opowiada Liván.
Nowej piosence towarzyszy teledysk, który podkreśla jej latynoski charakter i emocjonalny przekaz. „Fantasías” jest propozycją dla tych, którzy lubią, gdy muzyka nie tylko zachęca do tańca, ale również opowiada historię.

Liván ma za sobą lata muzycznych doświadczeń

Choć polska publiczność w ostatnim czasie miała okazję poznać Livána jeszcze bliżej, jego muzyczna droga rozpoczęła się na długo przed pojawieniem się w naszych mediach. Kubańczyk od lat działa jako wokalista, kompozytor i twórca muzyki. Ma na koncie współpracę z artystami latynoskiej sceny, a jego kompozycje wykonywali m.in. Olga Tañón, Manny Manuel czy brazylijski wokalista Gusttavo Lima. Liván tworzył również dla kubańskich wykonawców, w tym Yuliena Oviedo i Arlenysa Rodrígueza. W 2026 roku artysta zwrócił na siebie uwagę szerszej polskiej publiczności za sprawą programu „Must Be The Music”. Liván występował tam wraz z zespołem Latin Boys, prezentując muzykę inspirowaną m.in. salsą, bachatą i kubańskimi rytmami. Jego udział w programie pokazał, że charakterystyczne brzmienie latino może z powodzeniem znaleźć swoich odbiorców również w Polsce.

POLECAMY: Latynoski ogień w polskiej muzyce: WonerS i Liván w duecie „TY/TÚ”

Liván i WonerS – muzyczne spotkanie dwóch pokoleń

Jedną z ciekawszych współprac Livána na polskim rynku jest jego duet z młodym wokalistą WonerSem. Artyści połączyli siły przy singlu „TY/TÚ”, łącząc kubańskie rytmy z nowoczesnym brzmieniem polskiej sceny tanecznej. Ich muzyczna współpraca nie zakończyła się jednak na jednym utworze. Liván i WonerS spotkali się ponownie przy piosence „Mamy już lato”, której teledysk powstał m.in. w Hiszpanii i Trójmieście. To pokazuje, że kubański artysta coraz śmielej współpracuje z przedstawicielami młodego pokolenia polskiej sceny muzycznej. Liván ma również na koncie współpracę z artystką o pseudonimie Roxaok. Ich wspólny singiel „Kocham” połączył latino klimat z tanecznym brzmieniem, a przy jego powstawaniu uczestniczył także WonerS.

„Fantasías” kolejnym krokiem w muzycznej drodze Livána

Premiera „Fantasías” pokazuje kolejne oblicze artysty, który nie zamierza zamykać się w jednym gatunku. Liván łączy kubańskie korzenie i wieloletnie doświadczenie z nowoczesną produkcją, dzięki czemu jego muzyka może trafiać zarówno do fanów latino, jak i odbiorców polskiej sceny tanecznej. Nowy teledysk jest więc nie tylko premierą kolejnego singla, ale również kolejnym krokiem Livána w budowaniu własnej pozycji na polskim rynku muzycznym. „Fantasías” ma w sobie wszystko, z czym kojarzony jest artysta: rytm, emocje, zmysłowość i charakterystyczny kubański wokal.

Fot. archiwum prywatne
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

news

Był Basią w „M jak miłość”. Po latach zdradził, dlaczego odszedł z serialu

Opublikowano

w dniu

przez

Cody Wudkiewicz, fot. Instagram

Cody Wudkiewicz przez kilka lat pojawiał się na ekranie jako Basia Rogowska, córka Marysi i Artura w „M jak miłość”. Dziś jest osobą niebinarną i rozwija swoją działalność w mediach społecznościowych. W rozmowie z „Faktem” wrócił do czasów pracy na planie popularnego serialu. Opowiedział o swoich doświadczeniach, samotności, powodach odejścia z produkcji oraz przemianie, która nastąpiła już po zakończeniu jego przygody z telewizją.

Cody Wudkiewicz może być dobrze znany widzom „M jak miłość”, choć część osób może nie zdawać sobie sprawy, że osoba, którą dziś obserwują w mediach społecznościowych, w przeszłości występowała w jednym z najpopularniejszych polskich seriali. W latach 2014-2020 wcielał się w postać Basi Rogowskiej. Wcześniej rolę tę grała Maja Wudkiewicz, natomiast obecnie w bohaterkę wciela się Karina Woźniak. Cody rozpoczął pracę na planie jako dziecko. Jak wspomina, miał wówczas około sześciu lat i wcale nie marzył o aktorskiej karierze. Do serialu trafił przede wszystkim dlatego, że zależało na tym jego mamie.

Dziś Cody otwarcie mówi o swojej niebinarnej tożsamości i publikuje w internecie materiały dotyczące między innymi wegetarianizmu. W rozmowie z „Faktem” wspomina jednak również trudniejsze momenty z przeszłości. Jak się okazuje, praca przed kamerą od początku nie była dla niego łatwa. Wielki plan zdjęciowy, obecność kamer i konieczność funkcjonowania w środowisku dorosłych sprawiały, że jako nieśmiałe dziecko zamykał się w sobie. Z czasem pojawiły się także kolejne trudności związane z jego rolą i sytuacją na planie.

POLECAMY: „M jak miłość” żegna kolejne gwiazdy. Znane nazwiska odchodzą z serialu

Cody Wudkiewicz wspomina „M jak miłość”

Cody Wudkiewicz trafił do „M jak miłość” jako kilkuletnie dziecko. Jego postać, Basia Rogowska, była córką Marysi i Artura, a scenarzyści z czasem stawiali przed młodym aktorem coraz trudniejsze zadania. Bohaterka przeżywała między innymi dramatyczne wydarzenia związane z poznanym w internecie pedofilem. Dla dziecka udział w tego typu historii mógł być szczególnie wymagającym doświadczeniem. Cody przyznaje też, że na planie nie udało mu się nawiązać bliskiej relacji z innymi osobami, przez co często czuł się samotny. Jak wspomina w rozmowie z „Faktem”, jego obecność w serialu była przede wszystkim pomysłem mamy.

Zacząłem grać w serialu dlatego, że mojej mamie na tym zależało. Ja nigdy nie widziałem siebie jako gwiazdy. Byłem bardzo nieśmiałym dzieckiem, a wielki plan zdjęciowy i kamery wokół sprawiały, że zamykałem się w sobie – przyznaje Cody.

Mimo początkowych obaw wygrał casting i przez kilka lat regularnie pojawiał się w produkcji. Jak dziś wspomina ten okres, nie był on jednak wyłącznie czasem zawodowych doświadczeń. Cody przyznaje, że brakowało mu na planie osoby, z którą mógłby swobodnie porozmawiać o swoich emocjach.

Czułem się tam samotny, bez nikogo, kto zrozumiałby moją frustrację – słyszymy.

Ostatecznie współpraca Cody’ego z „M jak miłość” dobiegła końca. Według jego relacji producenci uznali, że był zbyt dziecinny, by wiarygodnie zagrać nastoletnie sceny, między innymi pocałunki.

Uznali, że jestem zbyt dziecinny, by grać nastoletnie sceny całowania się itp. – mówi Cody.

Po odejściu z serialu skoncentrował się na nauce w szkole katolickiej. W tym samym okresie coraz intensywniej zastanawiał się również nad własną tożsamością.

POLECAMY: Mikołaj Roznerski REZYGNUJE z „M jak miłość”? Aktor przerwał milczenie

Dziś mówi o swojej tożsamości i działalności w sieci

Po zakończeniu pracy w „M jak miłość” Cody przechodził okres ważnych zmian. Jak sam opowiada, przez długi czas nie potrafił nazwać swoich odczuć dotyczących własnej płci. Początkowo sądził, że jest transpłciowym mężczyzną, jednak z czasem doszedł do wniosku, że nie identyfikuje się ani jako kobieta, ani jako mężczyzna. Jednocześnie lepiej czuje się w bardziej męskiej aparycji.

Chyba od zawsze czułem, że nie jestem do końca kobietą. Przez długi czas po prostu nie umiałem tego nazwać. Po zakończeniu mojej roli w “M jak miłość” i opuszczeniu szkoły katolickiej wszystko jednak stało się dla mnie jasne. Najpierw myślałem, że jestem po prostu transpłciowym mężczyzną, ale z czasem zrozumiałem, że nie czuję się ani kobietą, ani facetem — choć czuję się lepiej w “męskiej” aparycji – zapewnia Cody.

Choć w życiu prywatnym mógł liczyć na wsparcie rodziny, znacznie trudniejsze okazało się funkcjonowanie w internecie. Cody wspomina, że po rozpoczęciu działalności w mediach społecznościowych spotkał się z falą obraźliwych komentarzy. Jak twierdzi, internauci życzyli mu śmierci, namawiali do samobójstwa i krytykowali jego wygląd. Sam stara się nie odpowiadać na tego typu wpisy, a jeśli już reaguje, robi to czasami w żartobliwy sposób. Obecnie Cody jest w związku ze swoim chłopakiem. Razem rozwijają działalność w internecie, publikując materiały związane między innymi z wegetarianizmem. Były aktor „M jak miłość” podkreśla, że media społecznościowe dają mu poczucie swobody, którego brakowało mu podczas pracy na planie.

Czuję się wolny, mogę postować, co tylko mi ślina na język przyniesie. W internecie to ja tworzę wszystko od zera, a nie recytuję z pamięci teksty, które są dalekie memu sercu. Mimo wszystko zastanawiam się czasem nad powrotem do aktorstwa, choć obawiam się, że zostałbym obsadzony jako postać damska – mówi Cody.

POLECAMY: Rafał Mroczek nigdy tego nie ujawniał! Jak potoczą się jego losy w „M jak Miłość”?

Cody Wudkiewicz, fot. Instagram
Cody Wudkiewicz, fot. Instagram
Cody Wudkiewicz, fot. Instagram
Cody Wudkiewicz, fot. Instagram
Cody Wudkiewicz, fot. Instagram
Kontynuuj czytanie

news

Problemy finansowe Ekipy Friza. Spółka rezygnuje z inwestycji wartej miliony złotych

Opublikowano

w dniu

przez

Friz, Instagram

Ekipa Friza jeszcze kilka lat temu była jednym z najgłośniejszych projektów polskiego internetu. Dziś spółka musi mierzyć się z wyraźnie trudniejszą sytuacją biznesową. Firma zrezygnowała z planowanej budowy hal zdjęciowych, na przygotowania do inwestycji przeznaczając wcześniej około 7 mln zł netto. Jednocześnie mocno zmieniła się sytuacja giełdowa Ekipy.

Karol „Friz” Wiśniewski i tworzona przez niego Ekipa przez lata budowali biznes wykraczający daleko poza działalność internetową. Popularność grupy przełożyła się na kolejne projekty, współprace komercyjne, muzykę, produkty sygnowane marką Ekipy, a także wejście na warszawską giełdę. W szczytowym okresie zainteresowanie spółką było ogromne, a jej kapitalizacja sięgała poziomu blisko 900 mln zł. Sam Friz w 2021 roku znalazł się natomiast na liście najbogatszych Polaków przed 40. rokiem życia według „Wprost”, z majątkiem szacowanym wówczas na 151 mln zł.

Ostatnie miesiące przyniosły jednak informacje pokazujące zupełnie inną stronę działalności Ekipy. Spółka poinformowała o rezygnacji z jednej ze swoich dużych inwestycji. Chodziło o budowę profesjonalnych hal zdjęciowych na działce o powierzchni 2,8 hektara w gminie Zabierzów. Projekt miał być ważnym elementem dalszego rozwoju firmy, jednak ostatecznie zabrakło możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania. Jak wynika z komunikatu spółki, skala przedsięwzięcia była zbyt duża, by zrealizować je wyłącznie przy wykorzystaniu własnych środków.

Na przygotowanie inwestycji Ekipa miała już przeznaczyć około 7 mln zł netto. Teraz zarząd zdecydował o wycofaniu się z projektu i odsprzedaniu inwestycji, aby odzyskać zaangażowane środki. W tym samym czasie uwagę zwraca sytuacja giełdowa spółki. Kurs jej akcji znajduje się obecnie na poziomie zdecydowanie niższym niż podczas giełdowego szczytu zainteresowania Ekipą. To sprawia, że jeszcze niedawne plany rozbudowy biznesu można dziś oglądać z zupełnie innej perspektywy.

POLECAMY: Taki prezent dostał Friz od Wersow na urodziny. Fani od razu sprawdzili cenę

Ekipa Friza wycofała się z wielkiej inwestycji

Ekipa Friza planowała stworzenie profesjonalnych hal zdjęciowych, które miały służyć do realizacji produkcji filmowych. W 2024 roku spółka wygrała przetarg na zakup niezabudowanej nieruchomości gruntowej o powierzchni 2,8 hektara w gminie Zabierzów. Projekt wymagał jednak ogromnych nakładów finansowych. Ostatecznie okazało się, że spółka nie zdołała pozyskać zewnętrznego finansowania, które pozwoliłoby na realizację przedsięwzięcia. W oficjalnym raporcie spółka wyjaśniła powody swojej decyzji.

Decyzja została podjęta w związku z brakiem możliwości pozyskania finansowania zewnętrznego na realizację Inwestycji, pomimo podejmowanych przez EKM wielokrotnych prób jego uzyskania. Jednocześnie skala oraz przewidywane nakłady finansowe związane z Inwestycją uniemożliwiają jej realizację wyłącznie ze środków własnych EKM, jak i środków Grupy Kapitałowej Spółki – czytamy w raporcie Komisji Nadzoru Finansowego.

Zanim jednak zapadła decyzja o wycofaniu się z projektu, Ekipa poniosła już znaczące koszty związane z przygotowaniem inwestycji. Z przekazanych informacji wynika, że na prace przygotowawcze przeznaczono około 7 mln zł netto. Zarząd zdecydował więc o odsprzedaniu inwestycji, co ma pozwolić spółce na odzyskanie części zaangażowanych środków. Problem z finansowaniem projektu pojawił się w momencie, gdy Ekipa próbowała przekonać zewnętrznych inwestorów do wsparcia przedsięwzięcia.

Sytuacja jest o tyle istotna, że budowa hal zdjęciowych miała być jednym z elementów dalszego rozwoju biznesu Ekipy. Spółka, która wyrosła z działalności internetowej Friza i jego znajomych, przez lata konsekwentnie rozszerzała zakres swojej działalności. Poza produkcją treści w mediach społecznościowych angażowała się między innymi w projekty muzyczne, produkty konsumenckie oraz kolejne przedsięwzięcia biznesowe. Teraz jeden z bardziej kosztownych planów został jednak zakończony przed rozpoczęciem właściwej realizacji.

POLECAMY: Friz pokazał się bez koszulki. Jak osiągnął taką sylwetkę?

Akcje Ekipy Friza mocno potaniały

Równolegle uwagę zwraca sytuacja Ekipy na warszawskiej giełdzie. Spółka, która jeszcze kilka lat temu korzystała z ogromnego zainteresowania inwestorów, dziś jest wyceniana zdecydowanie niżej. Szymon Machalica, wykładowca SGH, zwrócił uwagę na ten proces w komentarzu opublikowanym na platformie X. Przypomniał, że w 2022 roku Ekipa przeprowadziła odwrotne przejęcie Beskidzkiego Biura Inwestycyjnego. Szymon Machalica opisał późniejsze zachowanie kursu słowami:

Przed transakcją kurs kręcił się wokół kilku złotych, w czasie pandemiczno-giełdowego szału wystrzelił chwilowo powyżej 20 zł, a potem zaczął się wieloletni zjazd bez trzymanki.

Skala zmiany jest widoczna także przy porównaniu historycznych notowań z obecnymi. W pewnym momencie akcje Ekipy kosztowały około 16 zł, podczas gdy 17 września ich cena wynosiła 0,88 zł. Według Machalicy tylko w analizowanym miesiącu spółka straciła niemal jedną czwartą swojej wartości. Ekspert zwrócił również uwagę na wyniki finansowe firmy, pisząc:

Zysk netto stopniał do 3,38 mln zł z 8,51 mln zł rok wcześniej, bo spółka pompowała kasę w intensywne inwestycje.

Zmiana wyceny giełdowej jest szczególnie widoczna na tle okresu największego zainteresowania Ekipą. Jak wskazał, Szymon Machalica, szczycie giełdowego entuzjazmu kapitalizacja spółki zbliżała się do 900 mln zł. Przy kursie wynoszącym 0,88 zł i bazie przekraczającej 40 mln akcji wycena wynosiła około 36 mln zł. Ekspert określił sprzedaż inwestycji związanej z budową hal zdjęciowych jako „bardzo symboliczna kropka nad i w temacie brutalnej weryfikacji dawnych ambicji”. Na uwagę zasługują przy tym wcześniejsze wypowiedzi samego Friza dotyczące jego sytuacji finansowej. W lutym tego roku influencer pojawił się w programie Warszawskiego Koksu, gdzie mówił o poczuciu finansowego zabezpieczenia.

Wszystko mogłoby się skończyć i ja do końca życia i tak nie muszę nic robić, bo się tak zabezpieczyłem, więc mogę się tym bawić na każdy sposób. Po prostu czy coś wyjdzie, czy nie wyjdzie, to jest jakaś gierka. Co nie wyjdzie, to się tu poprzestawia szachy, coś się porobi. Po prostu jest zabawa – mówił.

Podobnie wypowiedział się w podcaście Małgorzaty Rozenek i Gazety.pl „Z bliska”.

Dzisiaj pracuję dla zabawy. To jest mój wybór w stu procentach. Ja mógłbym jutro nie iść do pracy. Mógłbym przez miesiąc, przez rok, przez 10 lat nie chodzić do pracy – stwierdził.

Zapytany wprost przez prowadzącą, ile pieniędzy ma na koncie, nie podał konkretnej kwoty.

To nie chodzi o zebrane środki, co o zebraną wiedzę i świadomość, że sobie poradzę – odpowiedział.

POLECAMY: Książulo MIAŻDŻY kebaba Friza. Co poszło nie tak?

scena z: Wersow, fot. Baranowski/AKPA
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Kontynuuj czytanie

news

Gwiazda „Przyjaciółek” nie chciała już tam pracować. „Męczyłam się, idąc do pracy”

Opublikowano

w dniu

przez

Aktorka przez wiele lat była jedną z twarzy „Przyjaciółek”, ale w pewnym momencie zdecydowała się odejść z popularnego serialu Polsatu. Aktorka po czasie opowiedziała o powodach swojej decyzji. Jak przyznała, mimo sympatii do ekipy coraz mocniej odczuwała zawodowe wypalenie. 

Anita Sokołowska to polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, która największą popularność zdobyła dzięki roli Zuzy Markiewicz w serialu Polsatu „Przyjaciółki”. Na planie produkcji pojawiła się już w 2012 roku, kiedy serial debiutował na antenie. Przez 11 lat wcielała się w jedną z czterech głównych bohaterek, występując u boku Joanny Liszowskiej, Małgorzaty Sochy i Magdaleny Stużyńskiej-Brauer. 

Utalentowana aktorka z czasem stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy „Przyjaciółek”. Sama przyznawała, że serial dał jej popularność i finansową stabilizację, ale intensywny tryb pracy zaczął ograniczać jej możliwości zawodowe.

Decyzja o odejściu dojrzewała w niej przez kilka lat. Ostatecznie pożegnała się z produkcją, a historia Zuzy została zakończona śmiercią bohaterki. Sceny pożegnalne miały dla całej ekipy szczególny charakter i podczas nagrywania sceny śmierci współpracownicy przyszli na plan ubrani na czarno. 

POLECAMY: Anita Sokołowska szczerze o kulisach „Tańca z Gwiazdami”. Chciałaby wystąpić jeszcze raz?

Anita Sokołowska o latach w „Przyjaciółkach”

Anita Sokołowska przez ponad 11 lat wcielała się w Zuzę Markiewicz, jedną z czterech głównych bohaterek „Przyjaciółek”. Jej postać była blisko związana z Ingą (Małgorzata Socha), Patrycją (Joanna Liszowska) i Anką (Magdalena Stużyńska-Brauer). Aktorka z czasem zaczęła jednak odczuwać, że intensywna praca przy serialu ogranicza jej możliwości zawodowe. Jak mówiła w rozmowie z PAP, zdjęcia do dwóch transz w roku zajmowały około ośmiu miesięcy, przez co musiała rezygnować z części spektakli i innych propozycji.

Bardzo długo się zbierałam. Myślę, że ta decyzja pączkowała we mnie co najmniej pięć lat, a może i dłużej. W pewnym momencie poczułam wielkie zmęczenie formatem– wyznała.

Aktorka podkreślała jednocześnie, że była wdzięczna za lata spędzone na planie. Rola Zuzy przyniosła jej ogromną rozpoznawalność, a praca z ekipą i pozostałymi aktorkami stała się ważną częścią jej życia zawodowego.

Oczywiście jestem bardzo wdzięczna za ten czas pracy w „Przyjaciółkach”, bo on dał mi dużą popularność, bardzo lubię dziewczyny, z którymi grałam, zżyłam się z całą ekipę – mówiła. 

POLECAMY: Anita Sokołowska o RAJDACH pasem awaryjnym jak Klaudia El Dursi oraz o życiu po wygranej “Tańca z Gwiazdami”

Tak zakończyli historię Zuzy

Odejście Anity Sokołowskiej oznaczało również koniec historii jej bohaterki. Twórcy „Przyjaciółek” zdecydowali się definitywnie zakończyć wątek Zuzy Markiewicz. W 256. odcinku okazało się, że bohaterka zmaga się z przerzutami nowotworu do wątroby i mózgu. Zuza spotkała się jeszcze z przyjaciółkami w Berlinie, po czym zmarła.  Dla aktorki nagrywanie ostatnich scen było wyjątkowo emocjonalnym doświadczeniem. Anita zdradziła, że ekipa postanowiła w symboliczny sposób pożegnać zarówno Zuzę, jak i ją samą.

Kiedy kręciłam sceny umierania, to cała ekipa przyszła ubrana na czarno, był to wyraz dużego szacunku dla mnie… do mojej postaci, że taką decyzję podjęłam, że odchodzę z serialu – wspominała w rozmowie z Polsatem. 

Aktorka przyznała też, że choć decyzję o odejściu podjęła wcześniej, samo pożegnanie okazało się znacznie trudniejsze, niż początkowo zakładała.

Pomimo że przygotowywałam się do tej decyzji od 2 lat, to jednak kiedy zbliża się ta ostateczność, jest to bardzo trudne emocjonalnie dla mnie – mówiła.

Po 11 latach Anita Sokołowska pożegnała więc nie tylko popularną bohaterkę, ale również ekipę, z którą spędziła ogromną część swojego życia zawodowego. 

POLECAMY: Anita Sokołowska i Jacek Jeschke komentuje wygraną z Roxie Węgiel w “Tańcu z Gwiazdami”

Anita Sokołowska, fot. Baranowski/AKPA
Anita Sokołowska, Fot. Baranowski/AKPA
Anita Sokołowska, Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Anita Sokołowska, fot, iG
Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością