news
Premiera nowej powieści Olgierda Świerzewskiego “Master” – “Zero skrupułów, zero empatii, zero moralności”
Zero skrupułów, zero empatii, zero moralności. „Master”, nowa książka Olgierda Świerzewskiego, to napisana z ogromnym rozmachem powieść o bezwzględnych zasadach korporacyjnej rywalizacji, o ludziach, którzy sięgną po każdy możliwy środek, aby zbliżyć się do szczytu i zdobyć władzę. Premiera książki już dziś!
„Czy w świecie wielkich pieniędzy pozostaje miejsce na równie wielkie emocje? Czy nienawiść to najsilniejszy motor popychający ludzi do działania? Olgierd Świerzewski w swojej drugiej powieści rysuje niezwykle wiarygodny obraz walki o władzę w korporacji. I udowadnia, że ta walka jest bardziej fascynująca i bezwzględna niż wojny gangów” – pisze o książce krytyk literacki Piotr Bratkowski.
Aleks Rymer, finansista po czterdziestce w firmie Green Stone, za sprawą swojego szefa doznaje wielkiego upokorzenia. Jego kariera wydaje się skończona, gdy, okradziony z należnych mu zasług, zostaje zesłany z centrali firmy w Nowym Jorku do Warszawy. Aleks jest samotny, a powrót do niewidzianego od dwudziestu lat miasta uruchamia lawinę wspomnień o dawnej miłości. Aleks to przystojny dandys, a jednocześnie cyniczny egoista, który działa niczym doskonale wytrenowany najemnik – zniszczy każdego, kto stanie mu na drodze. Nigdy nie wybacza, nigdy nie zapomina. Partnerzy z warszawskiego oddziału Green Stone nie zamierzają uczynić jego życia lżejszym. Aleks staje więc do walki. Coraz bardziej bezwzględny, swoją brutalną postawą zaraża współpracowników, a jego mroczne fantazje seksualne znajdują ujście w kolejnych relacjach z kobietami. Bohater umacnia swoją pozycję w firmie, jednak jego ambicje sięgają znacznie dalej…
„Master” to wspaniale napisana historia o walce o przetrwanie i obyczajach ludzi zajmujących się transakcjami finansowymi na wysokim szczeblu. Oto szczere wyznanie bohatera, który nie szczędzi czytelnikowi żadnego ze swoich najmniej chwalebnych występków. Aleks z pełną premedytacją prowokuje konflikty, skłóca ludzi, by potem – niczym bohater popularnego serialu „House of Cards” – wykorzystać ich do własnych celów. Mimo okrutnych fantazji o przemocy i zemście oraz przyznawania się do najniższych, zwierzęcych pobudek, ten nietuzinkowy protagonista jest postacią niebywale intrygującą, a nawet budzącą sympatię.
Książka Świerzewskiego jest pełna celnych spostrzeżeń dotyczących natury ludzkich zachowań i konfliktów, które toczą się na najwyższych piętrach drapaczy chmur. „Mastera” można czytać jako swego rodzaju „zły” poradnik menedżera, listę chwytów poniżej pasa, negocjacyjnych trików i metod wpływania na ludzi. Dynamiczna fabuła pełna zwrotów akcji sprawia, że powieść trzyma w napięciu niczym najwyższej klasy thriller. Cyniczny główny bohater to także wyrafinowany konsument kultury wysokiej, co sprawia, że „Master” mieni się licznymi odniesieniami do sztuki współczesnej, muzyki i fotografii. Kolejne części powieści rozpoczynają cytaty m.in. z Oskara Wilde’a i – co nie powinno dziwić – „Księcia” Machiavellego.
„I żyłem jak żołnierz będący w ciągłej akcji. Trzy garnitury na tydzień, koszule przygotowywane wieczorem, w weekend, o ile zdarzał się wolny, zakupy, pralnia, spacer i sen. W poniedziałek od nowa rollercoaster. Zajebiście. Uczyłem się masy rzeczy naraz. Ale głównie byłem żywym komputerem służącym do przetwarzania danych. Kompletnie wyczerpany fizycznie, ale szczęśliwy, pełen emocji i poczucia dobrze spełnionego obowiązku wracałem nierzadko ostatnim niemal pustym metrem do domu. Właziłem do mieszkania tylko po to, aby zjeść odgrzaną w mikrofali chińszczyznę i po prysznicu zwalić się spać. Do zaśnięcia delektowałem się aksamitnym brzmieniem Johna Coltrane’a, którego muzyka przez słuchawki sączyła się wprost do mego umysłu”. (fragment książki)
Olgierd Świerzewski w wieku szesnastu lat wygrał konkurs dramaturgiczny „Szukamy polskiego Szekspira”, a sam Tadeusz Różewicz dostrzegł w nim wielki talent. Pomimo zachęcających początków literackich swoje życie zawodowe związał z doradztwem prawnym i finansowym. Przez lata pracował dla dużych międzynarodowych korporacji, brytyjsko-amerykańskich kancelarii prawnych oraz jako przedstawiciel największej chińskiej firmy prawniczej. Po latach powrócił do literatury pięknej, aby w 2014 roku zadebiutować głośną powieścią „Zapach miasta po burzy”, która zachwyciła zarówno krytyków, jak i rzesze czytelników.

news
Burza w sieci po półfinale „Mam Talent”. Widzowie mówią jednym głosem
Półfinał „Mam Talent!” miał być pokazem najwyższej klasy umiejętności i czystej rywalizacji. Zamiast tego widzowie dostali odcinek, który rozpalił emocje do czerwoności i wywołał lawinę komentarzy. Jedna decyzja jurorów sprawiła, że dyskusja szybko wyszła poza temat talentu. Przeczytaj cały artykuł już teraz!
Półfinały „Mam Talent!” od lat uchodzą za najtrudniejszy etap programu, w którym nie ma już miejsca na przypadek ani eksperymenty. Uczestnicy wychodzą na scenę z perfekcyjnie dopracowanymi występami, nad którymi pracowali miesiącami, a każda sekunda ich prezentacji może przesądzić o tym, czy znajdą się w finale. To moment, w którym presja osiąga maksimum.
Wraz z kolejnymi występami na żywo rośnie także zaangażowanie widzów, którzy z ogromną uwagą śledzą nie tylko same prezentacje, ale również reakcje jury. Każdy gest, każde słowo i każdy werdykt są natychmiast analizowane w mediach społecznościowych, gdzie internauci nie zostawiają suchej nitki na decyzjach, które uznają za kontrowersyjne.
W tym sezonie emocji zdecydowanie nie brakuje. Każdy półfinał przynosi nowe dyskusje, a widzowie coraz częściej zastanawiają się, czy o wyniku rzeczywiście decyduje wyłącznie talent. Wiele osób zaczyna dostrzegać, że pewne decyzje mogą wykraczać poza czysto artystyczne kryteria.
25 kwietnia odbyło się kolejne głosowanie, które wyłoniło uczestników cieszących się największym poparciem widzów. Jury „Mam Talent!” wskazało swoich faworytów, jednak ostateczne słowo należało również do publiczności, która aktywnie uczestniczyła w wyborze finalistów.
Dzięki temu w wielkim finale zobaczymy magika KX oraz młodą wokalistkę Ninę Żubrowską Mestre, których występy spotkały się z ogromnym uznaniem. Ich awans nie wzbudził większych kontrowersji, ponieważ wielu widzów zgodnie przyznało, że zasłużyli na miejsce w ścisłej czołówce programu.
POLECAMY: Edyta Pazura i Maffashion ogoliły głowy na oczach milionów [WIDEO]
Platynowy przycisk w “Mam Talent”. Widzowie komentują
Prawdziwe emocje pojawiły się jednak jeszcze przed ogłoszeniem wyników głosowania. Jurorzy postanowili skorzystać ze specjalnego przywileju i bezpośrednio wprowadzić jednego z uczestników do finału, co natychmiast wywołało poruszenie.
Wybranym został Michał Kaczorowski, znany widzom jako „Kaczorex”. Jego występ, oparty na dynamicznym tańcu w rytm muzyki granej na żywo przez czteroosobowy zespół, zrobił ogromne wrażenie na jurorach i został uznany za jeden z najmocniejszych momentów wieczoru.
Decyzję o jego awansie ogłosiła Agnieszka Chylińska, która powiedziała:
“Pragniemy cię poinformować o tym, że wspólnie podjęliśmy decyzję, że przechodzisz do finału!” – wyznała.
Dla „Kaczorexa” to wyjątkowa sytuacja, ponieważ już wcześniej miał okazję walczyć w finale programu. W 2009 roku zajął czwarte miejsce, a jego powrót na scenę po latach tylko spotęgował emocje i zainteresowanie widzów.
Po emisji odcinka internet dosłownie eksplodował od komentarzy. Widzowie chętnie dzielili się swoimi opiniami, podkreślając, że poziom półfinału był niezwykle wysoki, a wybór finalistów nie należał do najłatwiejszych.
“Jestem zachwycona tą edycją; Świetne występy dzisiaj były; Szkoda, że tylko dwa miejsca w finale; Jestem w szoku po występie KX, jak on to zrobił?; Idealny wybór; Bez dyskusji, oni byli najlepsi; Zasłużony platynowy przycisk; Lepszego zwycięzcy być nie mogło; Ależ ta dziewczynka ma głos” – pisali widzowie po odcinku.
Jedno jest pewne – napięcie rośnie z każdym kolejnym odcinkiem, a uczestnicy coraz mocniej odczuwają presję związaną z nadchodzącym finałem. Każdy występ może być tym decydującym, a każdy błąd kosztować miejsce w programie.
Przed nami jeszcze ostatni półfinał, który odbędzie się już w przyszłą sobotę o 19:45. To wtedy poznamy ostatnich uczestników, którzy dołączą do finałowej stawki i zawalczą o zwycięstwo. Wielki finał „Mam Talent!” zaplanowano na 9 maja, a na zwycięzcę czeka nagroda w wysokości 300 tysięcy złotych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Henryk poza „Farmą”. Ujawnił rzeczy, o których widzowie nie mieli pojęcia
Jak Wam sie podoba tegoroczna edycja “Mam Talent”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!



Autor: Szymon Jedynak
moda
Edyta Pazura i Maffashion ogoliły głowy na oczach milionów [WIDEO]
To miała być zwykła akcja charytatywna, ale szybko przerodziła się w jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń w polskim internecie. Emocje rosną z każdą godziną, a kolejne gwiazdy decydują się na odważne gesty, które przyciągają uwagę tysięcy widzów. Skala przedsięwzięcia zaskakuje nawet organizatorów. Przeczytaj do końca!
Inicjatorem całej akcji jest Łatwogang, który postanowił wykorzystać swoją popularność do czegoś znacznie większego niż zwykła rozrywka. Zainspirowany działalnością Bedoesa, a konkretnie jego głośnym „dissem na raka”, wystartował 17 kwietnia z wyjątkowym streamem. Od samego początku było jasne, że celem nie jest jedynie rozrywka, ale realna pomoc dla dzieci walczących z chorobą nowotworową.
Transmisja szybko zaczęła przyciągać ogromne zainteresowanie. Widzowie nie tylko oglądali, ale przede wszystkim angażowali się finansowo, a licznik wpłat rósł w zawrotnym tempie. Cały dochód trafia na konto Fundacji Cancer Fighters, co dodatkowo mobilizowało kolejne osoby do wsparcia inicjatywy.
Z czasem do akcji zaczęły dołączać znane postacie ze świata internetu i show-biznesu. Każdy z nich dokładał coś od siebie – jedni pojawiali się na streamie, inni podejmowali wyzwania, które miały zachęcić widzów do kolejnych wpłat. Atmosfera stawała się coraz bardziej intensywna, a granice kreatywności zaczęły się przesuwać.
Jednym z najbardziej widocznych trendów podczas transmisji było golenie głów na łyso. Początkowo dotyczyło to głównie mężczyzn, którzy w ten sposób chcieli okazać solidarność z dziećmi walczącymi z chorobą. Jednak szybko okazało się, że również kobiety są gotowe na równie odważne gesty.
Jako jedna z pierwszych na taki krok zdecydowała się Kasix, która podczas transmisji na żywo pożegnała się ze swoimi włosami. Jej decyzja spotkała się z ogromnym odzewem widzów, a wpłaty zaczęły rosnąć jeszcze szybciej. Był to moment, który wyraźnie pokazał, jak wielką siłę ma ta inicjatywa.
Kolejną osobą, która zapowiedziała podobny krok, była Katarzyna Nosowska. Artystka jasno zadeklarowała, że zdecyduje się na ten gest w momencie, gdy zbiórka osiągnie poziom 55 milionów złotych. Sama zapowiedź wywołała ogromne emocje w sieci i jeszcze bardziej napędziła wpłaty, a widzowie zaczęli z jeszcze większym zaangażowaniem śledzić przebieg akcji, chcąc doprowadzić do realizacji tego wyzwania.
POLECAMY: Henryk poza „Farmą”. Ujawnił rzeczy, o których widzowie nie mieli pojęcia
Pazura i Maffashion zgoliły głowy na łyso [WIDEO]
Jednym z najbardziej spektakularnych momentów był jednak występ Maffashion, która połączyła się na żywo z Maciejem Musiałem. Na oczach tysięcy widzów zdecydowała się zgolić włosy, stawiając wszystko na jedną kartę. Wyzwanie było jasne – osiągnąć kolejny milion w określonym czasie.
Cel został zrealizowany błyskawicznie. Widzowie pokazali ogromną mobilizację, a licznik wpłat przekroczył kolejne granice. Ostatecznie udało się zebrać już ponad 47 milionów złotych, co czyni tę akcję jedną z największych w historii polskiego internetu.
W ślad za nią poszła Edyta Pazura, która również zdecydowała się na ten symboliczny gest. Jej udział w akcji tylko zwiększył zainteresowanie wydarzeniem, a widzowie nie kryli podziwu dla odwagi i zaangażowania uczestników.
To jednak nie koniec. Stream wciąż trwa, a kolejne wyzwania i niespodzianki tylko podkręcają tempo wydarzeń. Wszystko wskazuje na to, że rekordy mogą zostać jeszcze pobite, a inicjatywa Łatwogangu na długo zapisze się w historii jako przykład tego, jak ogromną siłę ma internetowa społeczność, gdy działa w słusznej sprawie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Głośny apel po śmierci Łukasza Litewki. Nawrocki został wezwany do działania
Podziwiacie Maffashion i Pazurę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Henryk poza „Farmą”. Ujawnił rzeczy, o których widzowie nie mieli pojęcia
Reality-show „Farma” od miesięcy przyciąga widzów swoją bezkompromisową formułą i emocjami, które często wymykają się spod kontroli. Tym razem jednak wydarzyło się coś, co wstrząsnęło zarówno uczestnikami, jak i widzami przed telewizorami. Jeden z najbardziej kontrowersyjnych bohaterów programu postanowił przerwać milczenie i opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. Przeczytaj całość do końca!
Program „Farma” od dłuższego czasu utrzymuje wysoką oglądalność, a jego siłą jest autentyczność i brak filtrów, do których przyzwyczaiły inne produkcje tego typu. Uczestnicy zostają odcięci od świata, trafiają w trudne warunki i muszą radzić sobie nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. To właśnie ten aspekt sprawia, że emocje bardzo szybko eskalują, a relacje między ludźmi ulegają ciągłym zmianom.
W takim środowisku nie ma miejsca na udawanie. Każdy gest, każde słowo i każda decyzja mogą mieć konsekwencje, które odbiją się na dalszym przebiegu gry. Sojusze zawierane jednego dnia często rozpadają się już następnego, a zaufanie okazuje się jedną z najtrudniejszych walut do utrzymania. Widzowie z zapartym tchem obserwują te zmiany i analizują zachowania uczestników.
Na tle innych szczególnie wyróżniał się Henryk, który od początku wzbudzał skrajne emocje. Jedni widzieli w nim stratega, inni osobę grającą zbyt ostro i przekraczającą granice. Jego obecność w programie była jednym z głównych tematów dyskusji w sieci, a każde jego działanie wywoływało lawinę komentarzy.
Kulminacja napięcia nastąpiła w jednym z ostatnich odcinków, kiedy uczestnicy musieli podjąć decyzję, kto opuści program. Choć Henryk wierzył w siłę swojego sojuszu, ostatecznie to właśnie on został wskazany jako osoba do eliminacji. Wybór padł na niego, mimo że w grze pozostawał skonfliktowany z nim Aksel, co tylko podgrzało atmosferę.
Odejście Henryka nie przebiegło spokojnie. Towarzyszyły mu oskarżenia o sabotaż i manipulację, a cała sytuacja szybko przerodziła się w medialny skandal. Widzowie nie kryli zaskoczenia, a internet natychmiast zapełnił się komentarzami i teoriami na temat kulis tej decyzji.
POLECAMY: Doda sugeruje wątpliwości ws. śmierci Łukasza Litewki. Nie wierzy w przypadek?
Henryk podsumował swój udział na “Farmie”. Tego widzowie nie widzieli!
Dzień po emisji odcinka Henryk pojawił się w programie „Halo tu Polsat”, gdzie postanowił podsumować swój udział w reality-show. Już od pierwszych słów było jasne, że nie zamierza niczego ukrywać i opowie o wszystkim wprost, bez upiększania rzeczywistości.
“To dwa światy można powiedzieć. Jest się na ”Farmie” tam są dopiero emocje. Głód, niedostatek, brak rodziny, kontaktu, więzi, jesteś tylko zamknięty z obcymi osobami, nie możesz się przywiązać, bo wiesz, że to będzie gra. Nie możesz się przywiązać, bo wiesz, że trzeba będzie ich wyrzucić. I teraz z perspektywy, jak patrzę wstecz, to mówię ”to jakiś obcy chłop, to nie ja” – stwierdził.
W dalszej części rozmowy Henryk otwarcie mówił o strategiach, które stosował w trakcie programu. Przyznał, że świadomie prowokował innych uczestników, by wyprowadzić ich z równowagi i zyskać przewagę w grze. Jednocześnie zaznaczył, że nawet dla niego samego niektóre sytuacje były trudne do udźwignięcia.
“Podjudzasz kogoś, bo kogoś nie lubisz, on denerwuje się na ciebie, później nieracjonalnie może myśleć troszeczkę i jak dojdzie do ”walki” to zdenerwowana osoba tak już nie walczy, a ty jesteś spokojny. To jest strategia. Wiadomo, że będąc tam tyle czasu były momenty, że przerastały mnie też, bo wchodzisz w to wszystko, grasz, jesteś graczem” – mówił o poranku.
Z czasem jednak przyszła refleksja. Oglądając swoje zachowanie z dystansu, Henryk zaczął dostrzegać rzeczy, które jak sam podkreśla – w normalnym życiu nigdy by się nie wydarzyły. To doświadczenie okazało się dla niego znacznie bardziej wymagające, niż początkowo zakładał.
“Ty żyjesz tym światem później, na początku oddzielasz to wszystko, a potem się tak wdrażasz. Ja teraz to oglądam i mówię, ”ja bym w życiu tak nie zrobił” – dodał.
Na zakończenie rozmowy Henryk odniósł się do przekraczania granic i emocji, które wzięły nad nim górę. Nie ukrywał, że żałuje niektórych swoich zachowań i przyznał, że przeprosił osoby, które mogły poczuć się urażone jego działaniami.
“Teraz bym poszedł na ”Farmę”, ale inna strategię bym obrał. Bardziej bym opanował się […] Nie wiedziałem, że potrafię przekroczyć swoje granice, bo w rzeczywistości nie przekraczam aż tak. […] Przeprosiłem Ewunię, ale jak przekroczyłem granice to i na wizji i naprawdę przeprosiłem i to było szczere. Miałem spięcia i wiem, że przesadziłem. Nie powinno to się zdarzyć. Strasznie żałuję, emocje poszły górą” – stwierdził.
Nie ulega wątpliwości, że jego odejście jeszcze długo będzie tematem dyskusji wśród fanów „Farmy”. Program wciąż można oglądać od poniedziałku do czwartku o 20:30 oraz w piątki o 19:55, a wielki finał zaplanowano już na 7 maja, co oznacza, że emocje wchodzą w decydującą fazę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak wygląda miejsce wypadku Łukasza Litewki. Na to zwrócono uwagę [WIDEO]
Przykro Wam, że Henryk odpadł z programu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!








Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Głośny apel po śmierci Łukasza Litewki. Nawrocki został wezwany do działania
Tragiczna śmierć młodego posła poruszyła tysiące ludzi i wywołała falę emocji, która wciąż nie opada. Wśród licznych pożegnań pojawiły się jednak głosy, które wykraczają poza same słowa i wspomnienia. Jeden z nich szczególnie przyciągnął uwagę i wywołał szeroką dyskusję. Dowiedz się więcej!
Czwartek przyniósł niezwykle smutne informacje – nie żyje Łukasz Litewka, poseł Lewicy, który miał zaledwie 36 lat. Wiadomość o jego śmierci pojawiła się nagle i błyskawicznie obiegła media w całym kraju, wywołując ogromne poruszenie zarówno wśród polityków, jak i opinii publicznej. Dla wielu osób była to informacja trudna do przyjęcia, szczególnie że polityk był aktywny zawodowo jeszcze tuż przed tragedią.
Pierwsze doniesienia przekazał „Dziennik Zachodni”, a następnie zostały one potwierdzone przez rzecznika Nowej Lewicy, Łukasza Michnika. To właśnie on poinformował o dramatycznych okolicznościach zdarzenia, które zakończyło życie młodego parlamentarzysty w sposób nagły i tragiczny, pozostawiając wiele pytań bez odpowiedzi.
“Potwierdzam”. Po czym dodał: “Poseł zginął w wypadku. Jechał na rowerze” – dodał.
Do tragedii doszło po godzinie 13 na ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Według wstępnych ustaleń policji samochód osobowy zderzył się tam z rowerzystą. Mimo natychmiastowej reakcji służb ratunkowych życia posła nie udało się uratować – zginął na miejscu, co jeszcze bardziej podkreśla dramat całego zdarzenia.
Śmierć Łukasza Litewki wywołała ogromny smutek wśród jego współpracowników, przyjaciół i osób, które śledziły jego działalność społeczną i polityczną. Lewica w oficjalnym komunikacie pożegnała go jako człowieka wyjątkowego, podkreślając jego zaangażowanie, empatię i konsekwencję w działaniu na rzecz innych.
“Nie ma słów, które wyrażą żal i ból, z jakim przyjmujemy dziś wiadomość o tragicznej śmierci naszego Przyjaciela, posła Łukasza Litewki” – czytamy na Instagramie Lewicy.
W dalszej części oświadczenia podkreślono, jak ważną postacią był dla środowiska politycznego i społecznego, w którym działał. Jego działalność była skoncentrowana na pomocy słabszym i walce o ich prawa, co czyniło go wyjątkowym na tle wielu innych polityków.
“Dziś Polska straciła człowieka o wielkim, otwartym sercu i polityka oddanego walce o prawa najsłabszych. Łukasz był uosobieniem dobra. Nigdy nie przechodził obojętnie obok czyjejś krzywdy, zawsze był pierwszy w niesieniu pomocy, zawsze uważny na potrzeby innych, zawsze autentyczny” – czytamy.
Podkreślono również dramatyzm samego zdarzenia, które było dla wszystkich ogromnym szokiem i czymś, z czym trudno się pogodzić.
“Odszedł w sposób, z którym nie potrafimy się pogodzić. Zginął w tragicznym wypadku, jadąc na rowerze, został potrącony przez samochód”.
W emocjonalnym pożegnaniu nie zabrakło także osobistych słów wdzięczności i refleksji nad tym, jak wielką pustkę pozostawił po sobie zmarły polityk.
“Łukaszu, dziękujemy Ci za Twoją pracę, energię, za Twoją ogromną wrażliwość i za to, że pokazywałeś nam, jak być lepszymi ludźmi. Twoja nieobecność pozostawi pustkę, której nic nie wypełni. Będziemy walczyć o Twoje dziedzictwo. Łączymy się w ogromnym bólu z Twoją rodziną oraz wszystkimi Bliskimi. Jesteśmy z Wami w tym niewyobrażalnie trudnym czasie” – dodała Lewica na Instagramie.
POLECAMY: Doda sugeruje wątpliwości ws. śmierci Łukasza Litewki. Nie wierzy w przypadek?
Po śmierci Łukasza Litewki padł mocny apel [WIDEO]
Wśród wielu pożegnań, które pojawiły się w sieci, szczególnie mocno wybrzmiał głos Mikołaja Kurcewicza. Influencer znany z TikToka, obserwowany przez setki tysięcy osób, tym razem nie ograniczył się do standardowego wpisu, lecz opublikował emocjonalny apel.
Jego wypowiedź od początku była pełna emocji i wyraźnie wskazywała, że – jego zdaniem – nadszedł moment, w którym same słowa nie wystarczą. Zamiast kolejnych kondolencji, wezwał do podjęcia konkretnych działań.
“Kochani, ja myślę, że to jest ten moment, w którym słowa powinny przejść w czyny. (…) Myślę, że słońce dziś zgasło w całej Polsce. Pozwólcie, że w imieniu nas wszystkich zaapeluję do prezydenta RP Karola Nawrockiego oraz premiera Donalda Tuska o uhonorowanie posła Łukasza Litewki najwyższym odznaczeniem państwowym” – powiedział.
W komentarzach i wpisach żegnających Łukasza Litewkę regularnie powtarza się jeden motyw – jego działalność na rzecz innych. Wiele osób wspomina jego zaangażowanie w pomoc osobom w trudnej sytuacji oraz działania na rzecz zwierząt.
W jego wystąpieniu pojawiła się również konkretna propozycja – przyznanie pośmiertnie Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. To jedno z najwyższych odznaczeń państwowych, które jak podkreślał – powinno trafić do osoby o tak dużym dorobku społecznym.
“Za realne dobro, które czynił każdego dnia, za walkę o prawa zwierząt, za wsparcie dla chorych dzieci i potrzebujących, i za wrażliwość, której tak dzisiaj brakuje w przestrzeni publicznej. Panie prezydencie, panie premierze takich ludzi powinno się docenić nie tylko słowami” – wspomniał Kurcewicz.
Dziś śmierć Łukasza Litewki pozostaje nie tylko ogromną stratą dla jego bliskich i współpracowników, ale także momentem refleksji dla wielu osób w całym kraju. Pojawiające się apele i głosy pokazują, że jego działalność zostawiła trwały ślad, a pamięć o nim wciąż wywołuje silne emocje i skłania do działania.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak wygląda miejsce wypadku Łukasza Litewki. Na to zwrócono uwagę [WIDEO]
Zgadzacie się ze słowami Kurcewicza? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!
@mikolaj_kurcewicz Dziś to my powinniśmy się odwdzięczyć. Nie tylko pamięcią. Działaniem @Donald Tusk @Nawrocki25 Apeluję do wszystkich pokażmy, że takie dobro ma znaczenie. Zróbmy wszystko, by Łukasz Litewka został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski !#łukaszlitewka #dc #dlaciebie #orderdlalitewki #dobrowraca ♬ oryginalny dźwięk – mikołaj_kurcewicz


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuMonika Jarosińska UJAWNIA: Czy Doda miała RACJĘ!? Kulisy udziału Dariusza PACHUTA w “Królowej Przetrwania”
-
news5 dni temuMagda Narożna ujawniła kulisy disco polo. Nagle wypaliła o Marcinie Millerze
-
news4 dni temuProwadzące „Farmy” przerywają milczenie. Są nowe wieści ws. programu
-
news3 dni temuOstatni wpis Łukasza Litewki łamie serca. Te słowa poruszają do łez
-
news4 dni temuDoda znów zakochana. Nowy partner podjął zaskakujące zobowiązanie
-
moda3 dni temuPoszedłem na koncert Julii Wieniawy. Tego się nie spodziewałem
-
news3 dni temuKonrad Kuźmiński z DIOZ żegna Łukasza Litewkę. O tym rozmawiali przed śmiercią
-
news5 dni temuOjciec Viki Gabor w rękach policji. Miał usłyszeć zarzuty

Dodaj komentarz