Śledź nas

news

Rodowicz, Doda i Cleo razem na scenie! Co to był za występ!

Opublikowano

w dniu

To było show! Maryla Rodowicz, Doda i Cleo!

Wczoraj w Opolu – Maryla Rodowicz świętowała swój jubileusz! Na scenie nie zabrakło plejady artystów!

ZOBACZ TEŻ – Co sądzi Gessler o Makłowiczu?! Padło wulgarne słowo!

50-lecie kariery muzycznej, to bardzo ważne święto, w związku z tym nie mogło odbyć się to po cichu! Maryla zaprosiła do występu zespół Pectus, Feel, Blue Cafe, czy Kasię Popowską. Widzowie zgromadzeni w amfiteatrze, jak i przed telewizorami mogli usłyszeć przeboje królowej, tj. Małgośka, Remedium,  Sing Sing, czy Niech żyje bal, który wykonała Dorota Rabczewska, w pięknej czarnej kreacji w białe grochy od Patrycji Kujawy

Największą sensację wzbudził jednak występ trzech Pań: jubilatki, Dody oraz Cleo, które wykonały razem “Damą Być“! To był zdecydowanie najlepszy występ wieczoru! Wokalistki świetnie czuły się obok siebie na scenie, występ był wesoły, z nutką komizmu, ale przede wszytskim bardzo dobry wokalnie!

Młodsze piosenkarki odsłoniły swoje nogi, choć Dorota troszkę je schowała za długimi srebrnymi kozakami, natomiast Cleo niczym prawdziwa Słowianka, założyła krótkie szorty i botki! Maryla jak to Maryla, postawiła dziwną, komiczną i kolorową kreację do jakich zdążyła nas już przyzwyczaić. 

Musicie koniecznie zobaczyć ten występ!

POLECAMY – Już jutro imieniny Górniak! Gwiazda szykuje niespodziankę dla fanów – wiemy jaką!

https://festiwalopole.tvp.pl/34009203/maryla-cleo-doda-dama-byc

BĄDŹ NA BIEŻĄCO – POLUB NAS NA FACEBOOKU!

news

Polski influencer miał poważny wypadek. Internauci ruszyli ze wsparciem

Opublikowano

w dniu

przez

Nikt nie spodziewał się, że zwykły trening zakończy się tak niebezpiecznie. Znany influencer i miłośnik ekstremalnych wyzwań nagle zniknął z aktywności, a teraz ujawnił, przez co musiał przejść. Zdjęcia i relacja, które opublikował, poruszyły fanów. Dowiedz się więcej!

Kamil Szymczak od lat udowadnia, że nie boi się przekraczać własnych granic. W mediach społecznościowych zasłynął dzięki wymagającym wyzwaniom sportowym, podróżom oraz aktywnościom, które dla wielu osób wydają się wręcz niemożliwe do zrealizowania. Jego obserwatorzy przyzwyczaili się do tego, że niemal nieustannie stawia sobie kolejne ambitne cele.

Popularność przyniósł mu nie tylko internet. Dwa lata temu Kamil Szymczak pojawił się także w programie TVN „Drag Me Out. Czas na Show”, gdzie dał się poznać szerszej publiczności. Od tamtego czasu jego kariera nabrała jeszcze większego tempa, a liczba fanów stale rosła.

W ostatnich tygodniach influencer intensywnie przygotowywał się do kolejnego wielkiego wyzwania. Jego celem było zdobycie austriackiego szczytu Grossglockner, który wznosi się na wysokość ponad 3700 metrów nad poziomem morza. Wszystko wskazywało na to, że plan zostanie zrealizowany zgodnie z harmonogramem.

POLECAMY: Mandaryna wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”. Polsat dopiął swego?

Kamil Szymczak miał wypadek. Co się stało?

Niespodziewanie jednak doszło do zdarzenia, które całkowicie pokrzyżowało jego plany. Jak sam przyznał, podczas jednej z rowerowych wypraw miał bardzo poważny wypadek. Co ciekawe, przez kilka dni nie mówił o całej sytuacji publicznie.

Dopiero teraz zdecydował się opublikować szczere wyznanie oraz zdjęcia pokazujące skutki upadku. Jak przyznał, wszystko wydarzyło się w najmniej spodziewanym momencie — tuż przed zakończeniem wielogodzinnej przejażdżki.

“Po pięciogodzinnej przejażdżce, na ostatnim kilometrze przed domkiem, przekonałem się, jak twardy potrafi być asfalt. Skończyło się szwami, uszkodzonymi zębami i kilkoma nieplanowanymi dniami przerwy” – czytamy.

Relacja influencera natychmiast wywołała ogromne poruszenie wśród obserwatorów. Wielu fanów było zszokowanych skalą obrażeń i przyznało, że zdjęcia opublikowane przez Kamila Szymczaka robią ogromne wrażenie. Nie brakowało również słów wsparcia i życzeń szybkiego powrotu do zdrowia.

Mimo trudnych doświadczeń influencer stara się patrzeć na całą sytuację z dystansem. W dalszej części wpisu podkreślił, że jest wdzięczny losowi, ponieważ konsekwencje mogły okazać się znacznie poważniejsze.

“Paradoksalnie jestem jednak bardzo spokojny i wdzięczny, bo wiem, że mogło skończyć się dużo gorzej. Sporty ekstremalne dają niesamowite wspomnienia, ale niosą też ryzyko. To ryzyko zawsze było częścią drogi, którą świadomie wybieram. Wrócę. Najpierw po zdrowie, potem po Grossglockner. Uważajcie na siebie!” – poinformował.

Pod wpisem szybko pojawiły się setki komentarzy. Głos zabrały również znane osoby. Wśród nich znalazła się Honorata Skarbek, która nie kryła swojego poruszenia całą sytuacją.

“Omg! Trzymaj się, mam nadzieję, że szybko wrócisz do sprawności i spełniania marzeń” – napisała wokalistka.

Równie aktywni byli fani influencera. W komentarzach można było przeczytać między innymi:

„Najważniejsze, że żyjesz i wracasz do zdrowia”, „Zdrowie jest teraz najważniejsze, góry poczekają”, „Ale miałeś szczęście, trzymaj się!”, „Jesteś wojownikiem, szybko wrócisz do formy”, „Wypoczywaj”, „Wracaj do zdrowia” – pisali fani.

Wygląda na to, że mimo bolesnych obrażeń Kamil Szymczak nie zamierza rezygnować ze swoich marzeń. Najpierw czeka go jednak rehabilitacja i powrót do pełnej sprawności. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, influencer wyruszy jeszcze po zdobycie wymarzonego Grossglocknera, udowadniając, że nawet najtrudniejsze przeszkody nie są w stanie zatrzymać człowieka zdeterminowanego do realizacji swoich celów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę

Jakiego influencera śledzicie w social mediach? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Kamil Szymczak (fot. screen Instagram Kamil Szymczak)
Kamil Szymczak (fot. Bartosz Krupa/zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Kamil Szymczak (fot. Bartosz Krupa/zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Młodzieżowa Alicja Węgorzewska i piękna córka Przebindowskiego skradły show podczas premiery sztuki „Dyrektor Teatru”!

Opublikowano

w dniu

przez

Czwartkowa premiera spektaklu „Dyrektor teatru” w reżyserii Jakuba Przebindowskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej udowodniła, że dzieło Wolfganga Amadeusza Mozarta sprzed 240 lat może zachwycać świeżością, humorem i niezwykłą aktualnością. Twórcy przygotowali widowisko będące połączeniem komedii, opery i teatru muzycznego, wzbogacone efektownymi scenami baletowymi oraz projekcjami filmowymi. Publiczność nagrodziła artystów długimi owacjami, a wśród gości znaleźli się m.in. Ewa Kuklińska, Jerzy Maksymiuk, Mateusz Damięcki, Hanna Bakuła, Rafał Olbiński, Zofia Czernicka i Grażyna Brodzińska. Show podczas wieczoru skradła jednak Mia Przebindowska – córka reżysera i aktorki zachwyciła urodą i osobowością.

„Dyrektor teatru”, inspirowany mozartowską śpiewogrą „Der Schauspieldirektor”, w reżyserii Jakuba Przebindowskiego przenosi widzów do świata włoskiego kina lat 50. i 60. – epoki Federico Felliniego i słynnej Cinecittà. W filmowej wytwórni trwa casting do nowej produkcji, a o uwagę dyrektora i reżysera w jednej osobie walczą śpiewacy, aktorzy, tancerze i marzyciele liczący na wielką szansę.

Jakub Przebindowski odpowiadający za dramaturgię, adaptację i reżyserię podkreślał, że świat ludzi teatru od wieków pozostaje taki sam. – Zawody artystyczne związane z teatrem zawsze są wystawiane na próbę. Mechanizm się nie zmienia, nie zmieniają się narzędzia, jesteśmy ciągle tymi samymi ludźmi, którzy tak samo pragną, nienawidzą, podziwiają i bywają złośliwi – mówił reżyser.

W przedstawieniu obok błyskotliwych scen komediowych pojawiają się wirtuozowskie arie Mozarta wykonywane po włosku, a także muzyczne przeboje Marino Mariniego przywołujące atmosferę słonecznej Italii. Wyjątkową oprawę muzyczną stworzył Bastarda Mozart Ensemble pod kierownictwem prof. Tomasza Pokrzywińskiego, który był jednocześnie aranżerem, dyrygentem i wiolonczelistą.

POLECAMY: Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę

Wyjątkowa Gina Ferrari Alicji Węgorzewskiej

Jednym z najmocniejszych punktów premiery była kreacja Alicji Węgorzewskiej-Whiskerd jako Giny Ferrari. Dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej stworzyła postać wyrazistą, pełną temperamentu i komediowego wdzięku. Choć, jak sama podkreśla, jej rola nie należy do największych, właśnie dzięki temu zyskuje szczególny charakter. Gina Ferrari nie jest artystką, lecz kobietą biznesu, która czuje się lepsza od świata sceny i próbuje wejść z dyrektorem teatru w korzystną współpracę. Węgorzewska z dużym wyczuciem wydobyła z tej bohaterki zarówno pewność siebie, jak i humorystyczny dystans. Jej obecność na scenie przykuwa uwagę, a elegancja i naturalna swoboda doskonale wpisują się w klimat włoskiego kina złotej ery.

Tego wieczoru Alicja Węgorzewska zachwyciła nie tylko swoim scenicznym wcieleniem, ale również iście młodzieżowym lookiem. Diwa operowa przybyła do Warszawskiej Opery Kameralnej ubrana w białą tunikę z czarnymi napisami z nazwami stolic najpopularniejszych państw świata. Pod spodem miła czarne body i seksowne legginsy.

Martyna Kliszewska zachwyciła jako Loretta Felli

Wśród bohaterów walczących o miejsce w świecie sztuki szczególnie wyróżniała się Martyna Kliszewska jako Loretta Felli. Aktorka stworzyła postać pełną emocji, marzeń i scenicznego uroku. Jej interpretacja znakomicie łączyła elementy komediowe z subtelną refleksją nad losem ludzi sceny. Kliszewska z wdziękiem i temperamentem budowała kolejne sceny, a jej kreacja stała się jednym z najjaśniejszych punktów wieczoru. Aktorka z dużą swobodą poruszała się pomiędzy teatralną farsą a muzyczną konwencją spektaklu, tworząc bohaterkę pełną wdzięku i autentyczności. Z perspektywy publiczności podziwiała ją córka Mia, która najwyraźniej w środowisku artystycznym czuje się jak ryba w wodzie. Piękna córka Martyny Kliszewskiej i Jakuba Przebindowskiego poszła w ślady rodziców i również związała się z teatrem, kulturą i sztuką. Studiuje scenografię w Mediolanie i ma już na koncie pierwsze zagraniczne sukcesy w tej kwestii. Znalazła jednak czas, by wziąć udział w premierze. Chętnie pozowała do zdjęć nie tylko z Kubą czy Martyną, ale również z innymi gośćmi. Widać, że doskonale zna się m.in. z Alicją Węgorzewską czy Rafałem Olbińskim.  

CZYTAJ TAKŻE: TYLKO U NAS! Doda GRZMI: 30% ludzi z ZAKAZEM posiadania DZIECI!?

Bogata obsada i znakomita warstwa muzyczna

W roli dyrektora Franka wystąpił Wojciech Wysocki, który z dużym wyczuciem komediowym kreował człowieka próbującego opanować chaos artystycznych temperamentów. Bankiera Rinaldiego zagrał równie utalentowany Rafał Zawierucha, a w postać asystenta Buffa wcielił się Władysław Grzywna. Na scenie pojawiła się również Dorota Kamińska jako Alberta Toro.

Warstwę operową współtworzyli śpiewacy: Teresa Marut i Anna Koehler jako Dulcinea Lucini, Adriana Ferfecka i Hanna Okońska w roli Signiory Argentiny oraz Ernest Tymczyszyn i Łukasz Ratajczak jako Rosignouolo.

Ważnym elementem widowiska okazał się także balet. Za choreografię odpowiadała Paulina Andrzejewska-Damięcka, żona Mateusza Damięckiego, który wraz z innymi gośćmi premierowego wieczoru gorąco oklaskiwał artystów. Na scenie wystąpili Nikola Zientarska, Magdalena Tandek i Julia Szuba, Krzysztof Jaros oraz Bartłomiej Kamiński.

Za scenografię odpowiadała Katarzyna Gabrat-Szymańska, kostiumy przygotowała Agnieszka Wyrwał, a całość dzięki filmowym projekcjom i dopracowanej oprawie wizualnej przywoływała atmosferę włoskiego kina lat 50. i 60.

Premiera „Dyrektora teatru” udowodniła, że Mozart wciąż potrafi bawić i wzruszać. W interpretacji Jakuba Przebindowskiego powstało widowisko pełne humoru, muzyki i tanecznej energii, przypominające, że za artystycznymi ambicjami zawsze kryją się ludzkie marzenia, emocje i nieustająca potrzeba bycia dostrzeżonym. Czwartkowy wieczór w Warszawskiej Operze Kameralnej pokazał również, że magia teatru nadal potrafi zatrzymać czas i poruszyć publiczność.

Fot. Warszawska Opera Kameralna – mat.press.
Tekst: Martyna Rokita – Marimar Studio dla portalu Przeambitni.PL

Kontynuuj czytanie

news

Dawid Kwiatkowski popłakał się podczas wywiadu. Emocje wzięły górę

Opublikowano

w dniu

przez

Nikt nie spodziewał się, że zwykła rozmowa o nowej muzyce zamieni się w tak emocjonalne wyznanie. Dawid Kwiatkowski podczas wizyty w studiu RMF FM wrócił wspomnieniami do dzieciństwa i postanowił zrobić coś, czego nie odważył się zrobić przez lata. To, co wydarzyło się chwilę później, wzruszyło wszystkich obecnych. Dowiedz się więcej!

Premiera nowego utworu Dawida Kwiatkowskiego i Margaret zatytułowanego „Później ci opowiem” przyciągnęła ogromną uwagę fanów. W związku z debiutem piosenki wokalista pojawił się w studiu RMF FM, gdzie opowiadał nie tylko o swojej twórczości, ale również o nadchodzącym albumie „Południe”. Nic nie wskazywało jednak na to, że rozmowa przybierze tak osobisty i wzruszający charakter.

Początkowo wywiad przebiegał zgodnie z planem. Artysta opowiadał o nowych projektach, inspiracjach oraz planach zawodowych. W pewnym momencie prowadzący zadali jednak pytanie, które całkowicie zmieniło atmosferę w studiu. Chodziło o osobę z przeszłości, z którą chciałby jeszcze raz porozmawiać.

Dawid Kwiatkowski nie musiał długo się zastanawiać nad odpowiedzią. Jak się okazało, od lat nosił w sobie potrzebę podziękowania komuś wyjątkowemu. Osobie, która odegrała ogromną rolę w jego życiu, choć sama mogła nawet nie zdawać sobie z tego sprawy.

Wokalista wyznał wprost:

“Chciałbym bardzo komuś podziękować, a tego nie zrobiłem przez całe życie” – powiedział.

POLECAMY: Krzysztof Antkowiak zabrał głos ws. Edyty Górniak. Padły wymowne słowa

Wzruszająca rozmowa z Dawidem Kwiatkowskim

Po tych słowach szybko wyszło na jaw, że chodzi o jego nauczycielkę z przedszkola – panią Teresę. To właśnie ona miała ogromny wpływ na jego dzieciństwo i rozwój. Mimo upływu wielu lat wspomnienia związane z nią wciąż pozostają dla artysty niezwykle ważne.

Dawid Kwiatkowski nie ukrywał, że od dawna myślał o tej rozmowie. Przyznał, że chciał w końcu przekazać swojej dawnej wychowawczyni to, czego nigdy wcześniej nie powiedział.

“Miała na mnie bardzo duży wpływ, a ona o tym nie ma pojęcia i chciałbym jej o tym powiedzieć w końcu” – powiedział.

Chwilę później artysta chwycił za telefon i zadzwonił do pani Teresy. Rozmowa od pierwszych sekund była niezwykle emocjonalna. Wokalista nie owijał w bawełnę i od razu przeszedł do słów, które przez lata nosił w sercu.

“Dzwonię do pani z taką sprawą. Ja chciałem po prostu pani podziękować, bo naprawdę to, jakim jestem dziś człowiekiem w dużej mierze — naprawdę, mówię to z pełną odpowiedzialnością — jest dzięki pani, pani Teresko. Po prostu bardzo pani dziękuję” – wyznał ze łzami w oczach.

Reakcja nauczycielki była natychmiastowa. Kobieta od razu rozpoznała głos swojego dawnego podopiecznego i nie kryła wzruszenia. Jej odpowiedź poruszyła nie tylko samego artystę, ale również wszystkich słuchaczy.

“Wzruszyłeś mnie niesamowicie. […] Jesteś taką dla mnie perełką niesamowitą, wiesz? I to ja ci dziękuję za to” – powiedziała.

W studiu RMF FM zapanowała wyjątkowa atmosfera. Emocje były tak silne, że Dawid Kwiatkowski nie był w stanie ich ukryć. Wokalista wyraźnie się wzruszył, a w jego oczach pojawiły się łzy. Był to jeden z tych momentów, które pokazują, jak wielkie znaczenie mogą mieć osoby spotkane na samym początku życia.

Po zakończeniu rozmowy artysta próbował nieco rozładować napięcie i wrócić do bardziej swobodnej atmosfery. Choć wciąż było widać, jak bardzo przeżył całe wydarzenie, zdobył się na żartobliwy komentarz.

“No i na początku dnia człowiek siedzi i płacze” – powiedział z uśmiechem.

Ta niezwykła rozmowa pokazała zupełnie inne oblicze Dawida Kwiatkowskiego. Zamiast opowiadać wyłącznie o sukcesach i nowych projektach, artysta przypomniał, jak ogromny wpływ na nasze życie mogą mieć ludzie spotkani wiele lat wcześniej. Dla wielu fanów był to jeden z najbardziej szczerych i wzruszających momentów w jego karierze, który na długo pozostanie w pamięci słuchaczy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jarosław Kaczyński może spać spokojnie? Tyle wynosi jego emerytura

Lubicie Dawida Kwiatkowskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Dawid Kwiatkowski (fot. Paweł Wrzecion/AKPA) – “Festiwal w Opolu”
Dawid Kwiatkowski (fot. screen Instagram RMF FM)
Dawid Kwiatkowski (fot. screen Instagram RMF FM)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Krzysztof Antkowiak zabrał głos ws. Edyty Górniak. Padły wymowne słowa

Opublikowano

w dniu

przez

Choć od lat nie tworzą już duetu ani nie utrzymują bliskich relacji, ich wspólna historia wciąż budzi ogromne zainteresowanie fanów. Teraz Krzysztof Antkowiak wrócił wspomnieniami do Edyty Górniak i w kilku zdaniach ocenił jej artystyczne wybory. Nie zabrakło także wymownej uwagi na temat jej niezwykłego talentu. Dowiedz się więcej!

Krzysztof Antkowiak i Edyta Górniak należą do grona artystów, których wspólna historia od lat fascynuje fanów polskiej muzyki. Choć dziś każde z nich podąża własną drogą, wielu słuchaczy wciąż pamięta ich z czasów, gdy wspólnie pojawiali się na scenie i tworzyli jedne z najbardziej rozpoznawalnych muzycznych projektów lat 90.

Jednym z największych symboli ich współpracy pozostaje świąteczny przebój „Pada śnieg”, który każdego roku wraca do stacji radiowych wraz z nadejściem grudnia. Utwór na stałe wpisał się do kanonu polskich świątecznych hitów, a jego wykonawcy do dziś są z nim kojarzeni przez kolejne pokolenia słuchaczy.

Przez lata media interesowały się nie tylko ich zawodową współpracą, ale również relacją prywatną. Wokalistów miało łączyć młodzieńcze uczucie, o którym przez długi czas rozpisywały się kolorowe magazyny. Mimo upływu lat temat ten regularnie powraca przy okazji wywiadów i publicznych wystąpień.

Ostatnio Krzysztof Antkowiak pojawił się na wydarzeniu charytatywnym, podczas którego odpowiadał na pytania dziennikarzy. Reporter „Faktu” postanowił wykorzystać okazję i zapytać artystę o jego opinię na temat obecnej kariery Edyty Górniak, która od pewnego czasu eksperymentuje z nowymi muzycznymi kierunkami.

POLECAMY: Jarosław Kaczyński może spać spokojnie? Tyle wynosi jego emerytura

Krzysztof Antkowiak WPROST o Edycie Górniak

Nie jest tajemnicą, że część fanów wokalistki od dawna marzy o jej powrocie do emocjonalnych ballad, które przyniosły jej największą popularność. Wiele osób uważa, że właśnie w takich utworach najlepiej wybrzmiewa wyjątkowy głos gwiazdy i jej niepodważalny talent.

Zapytany o tę kwestię Krzysztof Antkowiak nie zamierzał jednak narzucać byłej, służbowej partnerce żadnych rozwiązań. Z dużym szacunkiem odniósł się do jej artystycznej niezależności i podkreślił, że od zawsze podziwiał jej konsekwencję.

“Edzia ma swój świat, ma swoją wizję. Do niczego bym jej pewnie nie namawiał — powiedział. Podkreślił jednocześnie, że Górniak “jest ogromnym talentem i zawsze nim była” – wyznał.

W dalszej części rozmowy nie szczędził jej komplementów. Podkreślił, że Edyta Górniak od początku kariery była artystką wyjątkową i obdarzoną ogromnym talentem, który przez lata zachwycał publiczność nie tylko w Polsce, ale również za granicą.

“Ona zawsze idzie swoją drogą i ja nikomu nie będę doradzał […] Natomiast z Edytą jest tak, że ona też zrobiła mnóstwo wartościowych rzeczy i ludzie z mojego pokolenia czy nawet z twojego, też ją cenią. Dla nich również jest ciekawą artystką. Ona ma taki głos, który mógłby jeszcze te emocje bardziej podkręcić, ale wiesz, dzisiaj są czasy, że wszystko szybko, głośno” – dodał.

Słowa Krzysztofa Antkowiaka wielu fanów odebrało jako subtelną sugestię, że Edyta Górniak wciąż ma ogromny potencjał do tworzenia poruszających, emocjonalnych utworów. Jednocześnie artysta wyraźnie zaznaczył, że ostateczny wybór zawsze należy do niej i to ona najlepiej wie, w jakim kierunku chce rozwijać swoją karierę.

Jedno jest pewne – mimo że ich wspólna droga dawno się rozeszła, Krzysztof Antkowiak nadal darzy Edytę Górniak dużym szacunkiem i uznaniem. A jego najnowsza wypowiedź pokazuje, że po latach wciąż potrafi docenić jej talent, który dla wielu pozostaje jednym z najbardziej wyjątkowych głosów na polskiej scenie muzycznej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Mandaryna przerwała milczenie ws. Wiśniewskiego. Szykuje się WIELKI powrót?

Darzycie sympatią Edytę Górniak? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Krzysztof Antkowiak (fot. screen YouTube Rymanowski Live)
Edyta Górniak (fot. Przemysław Świderski/AKPA) – “Polsat Hit Festiwal”
Edyta Górniak (fot. Przemysław Świderski/AKPA) – “Polsat Hit Festiwal”

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością