Śledź nas

news

Rodowicz, Doda i Cleo razem na scenie! Co to był za występ!

Opublikowano

w dniu

To było show! Maryla Rodowicz, Doda i Cleo!

Wczoraj w Opolu – Maryla Rodowicz świętowała swój jubileusz! Na scenie nie zabrakło plejady artystów!

ZOBACZ TEŻ – Co sądzi Gessler o Makłowiczu?! Padło wulgarne słowo!

50-lecie kariery muzycznej, to bardzo ważne święto, w związku z tym nie mogło odbyć się to po cichu! Maryla zaprosiła do występu zespół Pectus, Feel, Blue Cafe, czy Kasię Popowską. Widzowie zgromadzeni w amfiteatrze, jak i przed telewizorami mogli usłyszeć przeboje królowej, tj. Małgośka, Remedium,  Sing Sing, czy Niech żyje bal, który wykonała Dorota Rabczewska, w pięknej czarnej kreacji w białe grochy od Patrycji Kujawy. 

Największą sensację wzbudził jednak występ trzech Pań: jubilatki, Dody oraz Cleo, które wykonały razem “Damą Być“! To był zdecydowanie najlepszy występ wieczoru! Wokalistki świetnie czuły się obok siebie na scenie, występ był wesoły, z nutką komizmu, ale przede wszytskim bardzo dobry wokalnie!

Młodsze piosenkarki odsłoniły swoje nogi, choć Dorota troszkę je schowała za długimi srebrnymi kozakami, natomiast Cleo niczym prawdziwa Słowianka, założyła krótkie szorty i botki! Maryla jak to Maryla, postawiła dziwną, komiczną i kolorową kreację do jakich zdążyła nas już przyzwyczaić. 

Musicie koniecznie zobaczyć ten występ!

POLECAMY – Już jutro imieniny Górniak! Gwiazda szykuje niespodziankę dla fanów – wiemy jaką!

https://festiwalopole.tvp.pl/34009203/maryla-cleo-doda-dama-byc

BĄDŹ NA BIEŻĄCO – POLUB NAS NA FACEBOOKU!

news

Filip Chajzer ujawnił kulisy życia z Bianką. „Ja jestem pantofel”. Zazdrościcie?

Opublikowano

w dniu

przez

Filip Chajzer i Bianka od kilku miesięcy wzbudzają spore zainteresowanie. Para, którą dzieli ponad dwie dekady różnicy wieku, szybko przeszła od początku znajomości do wspólnego życia i ślubu, a teraz prezenter postanowił opowiedzieć więcej o ich relacji. W najnowszej rozmowie zdradził między innymi, kto odgrywa w ich związku pierwsze skrzypce i jak wyglądały początki ich znajomości. Dowiedz się więcej!

Filip Chajzer i 19-letnia Bianka w ostatnim czasie stali się jedną z szeroko komentowanych par w polskim show-biznesie. Zainteresowanie wzbudza nie tylko ich szybkie tempo rozwoju relacji, ale również różnica wieku między małżonkami. Para szybko zamieszkała razem w Krakowie, a po kilku miesiącach zdecydowała się na ślub.

Prezenter w najnowszym podcaście Mateusza Hładkiego wrócił do początków znajomości z Bianką. Jak wspominał, dokładnie pamięta dzień, w którym się poznali. Okazuje się również, że decyzja o małżeństwie pojawiła się stosunkowo szybko. Filip Chajzer zdradził, kiedy zdecydował się oświadczyć swojej partnerce.

“Poznaliśmy się 17 lutego, a oświadczyłem się na początku kwietnia. (…) Ja od początku wiedziałem, że to jest to. Nie miałem żadnych wątpliwości” – powiedział.

Od początku relacji Filip Chajzer miał więc być przekonany, że Bianka jest osobą, z którą chce związać swoją przyszłość. Choć od ich pierwszego spotkania do zaręczyn minęło zaledwie kilka tygodni, prezenter w rozmowie podkreślał, że nie miał wątpliwości co do swoich uczuć.

W dalszej części rozmowy prowadzący poruszył również temat codziennego życia pary. Filip Chajzer z przymrużeniem oka opowiedział o podziale ról w ich związku. Nie próbował przy tym przedstawiać siebie jako osoby, która zawsze musi mieć ostatnie słowo. Wręcz przeciwnie – sam przyznał, że w domowej hierarchii znajduje się raczej na drugim planie.

“Ja jestem absolutnie na drugim planie. Staram się być. Ja jestem pantofel. Ja kocham torebki, uwielbiam torebki, to moje hobby. W ogóle uważam, że powinienem mieć salon z torebkami w Krakowie” – powiedział uśmiechnięty.

POLECAMY: Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki. Justyna Steczkowska nie mogła powstrzymać łez

Filip Chajzer o życiu z 20-letnią Bianką: „Jestem pantofel”. No cóż…

W rozmowie nie zabrakło również historii z początków związku. Filip Chajzer wrócił do jednej z pierwszych randek z Bianką, podczas której pojawił się dość nieoczekiwany problem. W centrum opowieści znalazł się jego pies Rollo, który – jak wynika z relacji prezentera, nie najlepiej znosi rozłąkę z właścicielem.

“Mój pies ma trochę lęk separacyjny, on musi być bliziutko, więc na pierwszej randce zawiozłem go do mamy, ale na drugiej randce pomyślałem sobie: “dobra, to jest tylko godzina, kolacja na dole, zjemy, wrócę, może chwilę poszczeka, ale przestanie”. Co więcej, kupiłem kamerę, która działa w dupleksie, czyli możesz słuchać, ale możesz też przez nią mówić jakby szczekał. Na początku chwilę poszczekał, więc ja powiedziałem przez kamerę: “Rollutku, cichutko, zaraz wracam”. No i się uciszał, a ja o tym zapomniałem. Jak to ja, telefon zostawiłem…” – opowiadał.

Technologia miała pomóc Filipowi Chajzerowi kontrolować sytuację w domu, jednak ostatecznie nie wszystko poszło zgodnie z planem. Po powrocie z randki prezenter zobaczył, co wydarzyło się w mieszkaniu. Rollo miał pozostawić po sobie sporo sprzątania, a szczególnie ucierpieć miała sypialnia.

Filip Chajzer szczegółowo opisał tę sytuację, przyznając, że widok po powrocie nie należał do najprzyjemniejszych. W jego opowieści pojawił się również wątek reakcji Bianki, która jak wspominał prezenter – nie zamierzała przejąć za niego problemu. To właśnie z tej pozornie błahej sytuacji wyciągnął później szerszy wniosek dotyczący ich związku.

“Wracam, a Rollo złośliwie, doskonale wiedząc, gdzie narobi najwięcej szkód, załatwił się i to nie jedynką w sypialni, dookoła łóżka, na białej wykładzinie, która ma wysokie włosie. Obstemplował to łóżko dookoła, tak szedł i stawiał. Ja jestem strasznie wrażliwy na zapachy, więc już na korytarzu czuję, że jest źle. Wchodzę do mieszkania, no wali tak po prostu, że nie da się wytrzymać. Wchodzę do sypialni, widzę co się dzieje i mówię: “co ja mam robić?”. Bianka na mnie patrzy i ja szukałem takiego wsparcia, a ona mówi: “Nie mam zielonego pojęcia”. Pomyślałem, że muszę to zrobić sam mimo swoich wszystkich słabości pod tym względem. To jest taka mała scenka, ale potem sobie uświadomiłem, że tak ma być właśnie, że jak masz problem, to musisz go rozwiązać, a druga strona ma mieć swoje piękne życie” – kontynuował swoją “zabawną” historię.

Historia z Rollo stała się dla Filipa Chajzera punktem wyjścia do refleksji nad związkiem. Prezenter nie przedstawiał jej jednak jako poważnego konfliktu między małżonkami, lecz raczej jako zabawną sytuację, która uświadomiła mu pewien sposób funkcjonowania w relacji. Jak wynika z jego słów, ważne jest dla niego również to, aby każdy z partnerów miał własną przestrzeń.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maja Sablewska OCENIŁA zachowanie Szelągowskiej ws. „Nigdy w życiu”. Miło?

Kibicujecie Filipowi i Biance? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Filip Chajzer (fot. screen YouTube TVN7)
Bianka Chajzer (fot. screen YouTube Filip Chajzer Podcast)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Brzozowski jako Wodecki. Justyna Steczkowska nie mogła powstrzymać łez

Opublikowano

w dniu

przez

To miał być kolejny występ w „Twoja twarz brzmi znajomo”, ale szybko okazało się, że dla wielu widzów stał się czymś znacznie więcej. Rafał Brzozowski wcielił się w Zbigniewa Wodeckiego, a jego przemiana wywołała ogromne emocje zarówno w studiu, jak i przed telewizorami. Niektórzy widzowie przyznawali wprost, że podczas występu nie byli w stanie powstrzymać łez. Dowiedz się więcej!

Rafał Brzozowski po raz kolejny pokazał, że na scenie potrafi całkowicie zmienić swoje oblicze. Tym razem w programie „Twoja twarz brzmi znajomo” zmierzył się z wyjątkowo wymagającym zadaniem – wcielił się w Zbigniewa Wodeckiego, jednego z najbardziej charakterystycznych polskich artystów. Jego występ od początku wzbudzał ogromne zainteresowanie, jednak nikt nie spodziewał się, jak mocno poruszy publiczność.

Nie chodziło wyłącznie o wykonanie utworu. Rafał Brzozowski zadbał również o charakteryzację, sposób poruszania się oraz sceniczne zachowanie, dzięki czemu jego przemiana w Zbigniewa Wodeckiego była jeszcze bardziej wyrazista. Występ miał przypomnieć publiczności charakterystyczny styl i sceniczną osobowość zmarłego artysty, a efekt końcowy zrobił ogromne wrażenie.

Szczególnie mocno zareagowała Justyna Steczkowska. Jurorka programu znała Zbigniewa Wodeckiego osobiście i miała okazję wielokrotnie pracować z nim podczas wspólnych tras koncertowych. Po występie Rafała Brzozowskiego emocje okazały się tak silne, że artystka z trudem powstrzymywała łzy.

“Aż nie mogę mówić, bo się rozpłaczę. Ja znałam dobrze Zbyszka, bo my graliśmy razem trasy koncertowe. To był uroczy człowiek, cudowny kompan w pracy. Tyle, ile się śmiałam w jego towarzystwie, to nigdy wcześniej, nigdy później. Dlaczego o tym mówię? Bo to jest taka rzadkość, że ktoś zaśpiewa tak samo prawie, tak jakby wstał Wodecki i tu był. Ja nie mogę uwierzyć, tak mnie poruszył twój występ. Gratuluję” – mówiła Justyna Steczkowska ze ściśniętym gardłem.

Słowa Justyny Steczkowskiej szczególnie mocno wybrzmiały ze względu na jej osobistą znajomość z Zbigniewem Wodeckim. Jurorka nie tylko oceniła wykonanie pod względem artystycznym, ale wróciła wspomnieniami do wspólnej pracy z artystą. Jej reakcja pokazała, że dla niej była to również bardzo osobista podróż do wspomnień związanych z nieżyjącym muzykiem.

POLECAMY: Maja Sablewska OCENIŁA zachowanie Doroty Szelągowskiej ws. „Nigdy w życiu”. Miło?

Widzowie zachwyceni wykonałem Rafała Brzozowskiego

Ostatecznie to właśnie Rafał Brzozowski zajął pierwsze miejsce w tym wyjątkowo mocnym odcinku programu. Za zwycięstwo otrzymał nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych, którą – zgodnie z zasadami programu i swoją decyzją — przeznaczył na Stowarzyszenie „Jesteśmy”. Tym samym jego występ miał nie tylko wymiar artystyczny, ale również charytatywny.

Fragment wykonania pojawił się również na Instagramie, gdzie bardzo szybko zaczęły pojawiać się komentarze widzów. Internauci zwracali uwagę przede wszystkim na niezwykłe podobieństwo Rafała Brzozowskiego do Zbigniewa Wodeckiego, ale także na sposób interpretacji utworu. Dla wielu osób występ był czymś więcej niż zwykłą telewizyjną metamorfozą.

Po emisji programu emocje nie opadły. Wręcz przeciwnie – fragment występu zaczął być szeroko komentowany przez internautów. Widzowie podkreślali, że Rafał Brzozowski bardzo mocno przypominał Zbigniewa Wodeckiego, a jego interpretacja sprawiła, że wielu z nich wróciło wspomnieniami do artysty.

  • “Widziałem ten występ na żywo podczas ramówki i wtedy, i dziś zbieram szczękę z podłogi. Ogromne brawa i wzrusz”;
  • “Niesamowity talent Rafała i cudowny utwór Pana Zbigniewa”;
  • “Kolejny fantastyczny występ — hołd dla pana Wodeckiego w historii programu. Coś niesamowitego, ciary przez cały występ”.

Nie zabrakło również komentarzy osób, które wspominały Zbigniewa Wodeckiego i jego wyjątkową osobowość. Dla części widzów występ Rafała Brzozowskiego był okazją do przypomnienia sobie artysty, którego charakterystyczny głos, uśmiech i sceniczna charyzma na stałe zapisały się w historii polskiej muzyki.

“”Nie wierzę, że to już prawie dekada minęła od czasu śmierci Wodeckiego. Niezwykły człowiek, pełen charyzmy, klasy, uśmiechu, a przy tym z niebagatelnym talentem multiinstrumentalisty i przepięknym, kojącym głosem — tak bardzo go brak” – pisał jeden z internautów.

Występ Rafała Brzozowskiego szybko stał się więc jednym z tych momentów „Twoja twarz brzmi znajomo”, które pozostają w pamięci widzów na długo po zakończeniu programu. Zwycięstwo, nagroda przekazana na cel charytatywny, emocjonalna reakcja Justyny Steczkowskiej oraz lawina komentarzy internautów sprawiły, że wykonanie Zbigniewa Wodeckiego nabrało wyjątkowego znaczenia.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sandra Hajduk-Popińska zdradziła prawdę o Rozenek. Mało kto o tym wiedział

A Wam jak się podobał występ Rafała Brzozowskiego w “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski, Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski jako Zbigniew Wodecki (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Maja Sablewska OCENIŁA zachowanie Szelągowskiej ws. „Nigdy w życiu”. Miło?

Opublikowano

w dniu

przez

Powrót „Nigdy w życiu!” miał być wielkim wydarzeniem i sentymentalną podróżą do historii uwielbianej przez widzów. Zamiast tego wokół produkcji rozpętała się burza, która nie zamierza szybko ucichnąć, a jej konsekwencje dotykają również Doroty Szelągowskiej. Teraz głos w sprawie zabrała osoba doskonale znająca mechanizmy show-biznesowego wizerunku. Dowiedz się więcej!

Powrót „Nigdy w życiu!” miał być przede wszystkim powodem do nostalgii. Po ponad dwóch dekadach od premiery pierwszej części fani ponownie usłyszeli o losach Judyty, a informacja o kontynuacji wzbudziła ogromne zainteresowanie. W nowym filmie ponownie pojawi się Danuta Stenka, jednak szybko wyszło na jaw, że nie wszyscy aktorzy znani z oryginału wrócą na plan.

Największe emocje wywołała nieobecność Joanny Jabłczyńskiej, która w pierwszym filmie wcieliła się w Tosię. Aktorka otwarcie opowiedziała o swoim rozczarowaniu i nie kryła, że sposób, w jaki potoczyła się sprawa, był dla niej bardzo trudny.

“Jest to dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie mi jest ciężko się z tym pogodzić […] Kontaktowałam się z produkcją. Inaczej powiem, produkcja ze mną się kontaktowała, więc ja wiem, co tam się wydarzyło i dlaczego. Na razie zostawię to im. Jestem bardzo ciekawa co oni powiedzą, jestem bardzo ciekawa ich narracji” – wyznała w sierpniu aktorka na łamach Plejady.

Później pojawiła się informacja, że dorosłą Tosię ma zagrać Agnieszka Żulewska. Według informacji Pudelka aktorka miała otrzymać rolę po procesie castingowym. Wydawało się, że wraz z ujawnieniem nazwiska nowej odtwórczyni emocje nieco opadną. Stało się jednak zupełnie inaczej.

W obronie swojej mamy, Katarzyny Grocholi, stanęła Dorota Szelągowska. Jej nagranie w mediach społecznościowych odbiło się szerokim echem. Gwiazda TVN przedstawiła własną wersję wydarzeń i przekonywała, że Joanna Jabłczyńska została zaproszona na zdjęcia próbne, jednak ostatecznie przegrała casting z Agnieszką Żulewską.

“Osiągnęłam limit patrzenia, jak ktoś obraża i niszczy moją rodzinę, jak narastają okropne kłamstwa. Więc Asiu, ja widziałam tę korespondencję, widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. Minęły 22 lata, postać Tosi jest już bardziej rozbudowana, zapraszamy panią na zdjęcia próbne. Przegrałaś. Przegrałaś z Agnieszką Żulewską. I to żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską, bo Agnieszka Żulewska po prostu jest świetna. I nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka – z twojej winy. Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda. To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych, bo nie wolno Asiu rzucać takich rzeczy. Szczególnie że ja wiem, kto jest sponsorem i tak bardzo wiem, że jest to ściema” – powiedziała kilka tygodni temu gwiazda TVN.

Na tym jednak Dorota Szelągowska nie zakończyła swojego wystąpienia. W dalszej części nagrania padły jeszcze ostrzejsze słowa pod adresem Joanny Jabłczyńskiej. Szelągowska zarzuciła jej między innymi zbyt mocne utożsamianie się z postacią Tosi oraz mówiła o konsekwencjach, jakie cała sytuacja miała mieć dla osób związanych z produkcją.

“Wiesz, wydawało mi się zawsze, że to widz ma problem z tym, żeby odróżnić fikcję od rzeczywistości, i okazuje się, że nie. Asia, ty nie jesteś Tosią. Ty zagrałaś Tosię w filmie. Ja rozumiem, że ludzie cię tak postrzegają, ale nie jesteś Tosią. Tosia to jest moja historia. Patrzę od 22 lat, jak bardziej identyfikujesz się z moim życiem niż właściwie ja sama. To jest trochę creepy. Bo ty zagrałaś to w filmie, to pewnie był jakiś miesiąc na planie zdjęciowym, i ja to przeżyłam. Przeżyłam, jak moja mama budowała dom. Tam było jeszcze dużo różnych rzeczy. A teraz patrzę, jak plujesz i niszczysz osobę, która literacko stworzyła postać, dzięki której ty się stałaś znana, dzięki której jesteś w sercach ludzi. Patrzę, jak sterujesz tym wszystkim, patrzę, jaką masz niebywałą satysfakcję, jak się tym cieszysz. Po prostu patrzę na ciebie i niepokoi mnie to, że ktoś może być tak złym człowiekiem, że nie umie powiedzieć: stop. Doprowadziłaś wielu ludzi do bardzo złego stanu” – dodała wówczas.

POLECAMY: Sandra Hajduk-Popińska zdradziła prawdę o Małgorzacie Rozenek. Mało kto o tym wiedział

Głośna afera wokół Szelągowskiej nie cichnie. Maja Sablewska oceniła jej zachowanie

Choć od publikacji nagrania minęło już trochę czasu, temat nie zniknął z przestrzeni publicznej. Dorota Szelągowska nadal mierzy się z negatywnymi komentarzami w mediach społecznościowych, a sprawa nabrała dodatkowego znaczenia ze względu na zbliżającą się premierę jej nowego programu „Nowa Szelągowska”, który zadebiutuje już 27 września w TVN. W sieci pojawiają się zarówno głosy krytyczne, jak i osoby, które przypominają, że projektantka przeprosiła za swoje słowa.

O całą sytuację reporter Kozaczka zapytał Maję Sablewską, która od lat zajmuje się wizerunkiem i obserwuje mechanizmy funkcjonowania osób publicznych. Prezenterka zwróciła uwagę, że przeprosiny Doroty Szelągowskiej są istotne, jednak nie oznaczają, że wcześniejsze słowa można po prostu wymazać. Jej zdaniem emocjonalna reakcja może mieć konsekwencje, których nie da się natychmiast odwrócić.

“Dorota niestety po prostu popełniła wielki błąd, bo kierowała się emocjami. Ona za nie później przeprosiła i to oczywiście się docenia, ale niestety jak się powie ‘A’ to trudno to cofnąć i przykro się na to patrzy, co teraz się dzieje, ale wierzę w to, że mając nawet teraz taką osobę, ona może z tego wyjść. Bo paradoksalnie ludzie zapominają” – wyjaśniła Maja Sablewska.

W rozmowie pojawił się również temat konferencji prasowej promującej „Nową Szelągowską”. Według medialnych doniesień TVN miał zrezygnować z jej organizacji, jednak Maja Sablewska nie chciała przesądzać, czy decyzja miała bezpośredni związek z aferą. Zwróciła natomiast uwagę na szerszy problem związany z publicznym wizerunkiem i tym, jak łatwo emocjonalne wypowiedzi mogą wpłynąć na odbiór osoby publicznej.

“Ja nie wiem, ale bardzo trudno jest to komentować i tak naprawdę reagować, jak coś było zaplanowane, kiedy już mleko się rozlało. Dlatego uważam, że naprawdę to bycie sobą to nie jest mówienie to, co masz na myśli, tylko to są jakby spójne zachowania, które pokazują jakie mamy wartości jako człowiek” – dodała Sablewska w rozmowie z reporterem Kozaczka.

Na tym Maja Sablewska nie zakończyła swojej wypowiedzi. Podkreśliła, że osoby funkcjonujące publicznie powinny szczególnie uważać na komunikaty, które wysyłają do odbiorców. Jej zdaniem budowanie wizerunku nie polega wyłącznie na spontaniczności, ale również na świadomości tego, jakie konsekwencje mogą mieć konkretne słowa.

“Dlatego ten wizerunek jednak powinno się kontrolować, szczególnie jeśli jesteśmy osobami publicznymi, ale to jest niedoceniane w Polsce” – podsumowała Sablewska.

Afera związana z „Nigdy w życiu!” pokazuje więc, że emocje wokół powrotu kultowej historii nie zakończyły się wraz z ogłoszeniem obsady. Sprawa dotycząca Joanny Jabłczyńskiej, Agnieszki Żulewskiej, Katarzyny Grocholi i Doroty Szelągowskiej nadal wywołuje komentarze, a teraz do dyskusji dołączyła również Maja Sablewska. Jedno jest pewne: tuż przed startem „Nowej Szelągowskiej” temat wciąż budzi duże zainteresowanie, a słowa wypowiedziane w emocjach mogą jeszcze długo mieć swoje konsekwencje.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Duża ZMIANA ws. małżeństw jednopłciowych. Minister finansów podjął decyzję

Będziecie oglądać nowy program Doroty Szelągowskiej w TVN? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Dorota Szelągowska (fot. screen YouTube TVN.pl)
Maja Sablewska (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Sandra Hajduk-Popińska zdradziła prawdę o Rozenek. Mało kto o tym wiedział

Opublikowano

w dniu

przez

Sandra Hajduk-Popińska była ostatnio gościnią podcastu „Na osobności”, gdzie opowiedziała o swojej pracy w „Dzień dobry TVN”. W pewnym momencie rozmowa zeszła na osoby, które w ostatnich latach pożegnały się ze śniadaniówką. Dziennikarka została zapytana, kto jej zdaniem najlepiej zachował się po odejściu z programu. Jej odpowiedź była jednoznaczna. Dowiedz się więcej!

„Dzień dobry TVN” w ostatnich latach przeszło prawdziwą rewolucję. Wszystko zaczęło się w czerwcu 2023 roku, gdy Lidia Bergel objęła stanowisko dyrektorki programowej TVN. Wkrótce widzowie byli świadkami dużych zmian w składzie prowadzących. Ze śniadaniówką pożegnali się wówczas między innymi Andrzej Sołtysik, Anna Kalczyńska, Małgorzata Ohme, Filip Chajzer, Małgorzata Rozenek-Majdan oraz Agnieszka Woźniak-Starak. Ich miejsce zajęli nowi gospodarze, a stacja zaczęła budować skład programu na nowo.

Kilka miesięcy później, w grudniu 2023 roku, do grona stałych prowadzących „Dzień dobry TVN” dołączyły Sandra Hajduk-Popińska oraz Anna Senkara. Z czasem pierwsza z nich zaczęła tworzyć kolejne telewizyjne duety, a jej obecność w śniadaniówce stała się stałym elementem programu.

Podczas rozmowy w podcaście „Na osobności” prowadzący postanowił zapytać Sandrę Hajduk-Popińską o jej spojrzenie na wcześniejsze zmiany w „Dzień dobry TVN”. Jednym z tematów była kwestia zachowania byłych prowadzących po rozstaniu z redakcją. Dziennikarka wskazała osobę, która jej zdaniem szczególnie dobrze poradziła sobie w tej sytuacji.

POLECAMY: Duża ZMIANA ws. małżeństw jednopłciowych. Minister finansów podjął decyzję

Sandra Hajduk-Popińska wprost o Małgorzacie Rozenek-Majdan: “Potrafiła się pożegnać”

Nazwisko, które padło, może być dla części widzów interesujące. Sandra Hajduk-Popińska wskazała bowiem na Małgorzatę Rozenek-Majdan. W swojej wypowiedzi zwróciła uwagę nie tylko na sposób, w jaki pożegnała się ona z programem, ale również na to, jak zachowywała się później.

„Najfajniej chyba zachowała się Małgosia Rozenek, z tego co pamiętam. Ona jest w ogóle taką osobą, która, mam wrażenie, jest w ogóle bardzo świadoma show biznesu. Ja ją tak odbieram, bo ja mam z nią takie doświadczenie, która nie żywi jakiejś urazy. Zobacz, ona pożegnała się z tym programem tak samo jak inni. I okej, można dyskutować czy tak samo jak inni była dobra czy nie. To jest też kwestia mocno subiektywna, ale z dużą klasą się z tym programem rozstała. I nie było tak, że później udzielała jakichś wywiadów, w których opowiadała, że ta ekipa, która teraz jest, to jest do bani, bo tylko za jej czasów było fajnie. Bardzo mi się to podoba, że potrafiła się pożegnać” – przyznała Sandra Hajduk-Popińska.

Dziennikarka zwróciła również uwagę na szczegół, który szczególnie zapamiętała z pożegnania Małgorzaty Rozenek-Majdan z redakcją „Dzień dobry TVN”. Chodziło o wiadomość, którą była prowadząca miała skierować do całego zespołu.

„Pamiętam, że napisała takiego maila do całej redakcji, w której podziękowała za tę szansę. Przyznała, że może nie była najlepszą prowadzącą w historii tego programu, ale tak jak mówię, a może dla kogoś była” – dodała Sandra Hajduk-Popińska.

Wypowiedź dziennikarki nie była jednak oceną tego, kto był najlepszym gospodarzem programu. Sandra Hajduk-Popińska wyraźnie zaznaczyła, że kwestia tego, jak poszczególni prowadzący sprawdzali się na ekranie, jest subiektywna. Skupiła się przede wszystkim na sposobie pożegnania z redakcją i późniejszym zachowaniu byłej prowadzącej.

Dziś sama Sandra Hajduk-Popińska znajduje się w zupełnie innym miejscu swojej kariery w „Dzień dobry TVN”. Po odejściu Macieja Dowbora ze stacji dziennikarka zaczęła tworzyć nowy ekranowy duet. W ubiegłym tygodniu oficjalnie dołączył do niej Marcin Sawicki, który na stałe zastąpił Macieja Dowbora.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Joanna Jabłczyńska staje w obronie Szelągowskiej? Aktorka apeluje do internautów

Brakuje Wam Małgorzaty Rozenek-Majdan w “Dzień dobry TVN”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Sandra Hajduk-Popińska (fot. screen YouTube “Na osobności”)
Małgorzata Rozenek-Majdan i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Instagram Krzysztof Skórzyński)
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Małgorzata Rozenek-Majdan)
Małgorzata Rozenek-Majdan i Krzysztof Skórzyński (fot. screen YouTube TVN.pl)
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen YouTube TVN.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością