Śledź nas

news

Tak Daniel Martyniuk odpoczywa po głośnym incydencie. Czy to cisza przed kolejną burzą?

Opublikowano

w dniu

Nie minęło wiele czasu od skandalu z udziałem Daniela Martyniuka, gdy „książę disco polo” znów postanowił zabrać głos w mediach społecznościowych. Choć jego zachowanie na pokładzie samolotu odbiło się szerokim echem, teraz syn Zenona Martyniuka pokazuje zupełnie inne oblicze – relaks, uśmiech i rodzinny spokój. Jednak internauci nie mają złudzeń – wielu uważa, że to tylko kolejna próba ocieplenia wizerunku. Dowiedz się więcej!

Ponad dwa tygodnie temu Daniel Martyniuk wszczął awanturę na pokładzie samolotu lecącego z Hiszpanii do Polski. Według świadków zachowywał się agresywnie i wulgarnie wobec załogi, a cała sytuacja miała swój początek w momencie, gdy stewardessa odmówiła mu podania alkoholu. Kiedy emocje wymknęły się spod kontroli, załoga podjęła decyzję o awaryjnym lądowaniu w Nicei. Tam, na oczach zszokowanych pasażerów, Martyniuk został zatrzymany przez francuskie służby. Dla wielu był to kolejny dowód, że temperament syna Zenona Martyniuka coraz częściej wymyka się spod kontroli – mimo że muzyk wielokrotnie próbował usprawiedliwiać wybryki swojego dziecka.

Zaledwie kilka dni po feralnym locie Daniel pojawił się jednak publicznie, jak gdyby nic się nie stało. Wziął udział w chrzcie swojego syna, uśmiechał się na zdjęciach i sprawiał wrażenie, że cała sprawa nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Co więcej, w mediach społecznościowych zaczął publikować posty, w których przedstawiał się jako przykładny mąż i ojciec. Internauci nie ukrywali oburzenia – część z nich zarzucała mu hipokryzję, twierdząc, że próbuje „ratować wizerunek”, nie biorąc odpowiedzialności za swoje czyny.

Niedługo potem Martyniuk postanowił uciec od medialnego zgiełku i zabrał żonę Faustynę oraz ich syna na krótki wyjazd do Białowieży. Relacja z tego wyjazdu, którą opublikował na Instagramie, stała się viralem. Daniel rozpoczął ją sielankowo – od spaceru po Parku Dyrekcyjnym. Z uśmiechem na twarzy opowiadał o jesiennym klimacie, opadających liściach i rodzinnym spokoju.

Jesteśmy na spacerku z Floriankiem […] Taka sceneria jesienna. Pogoda jak na tą porę roku jest znakomita, wszędzie jest klimat jesienny, dużo liści  – mówił Daniel, pokazując w międzyczasie małego synka.

Po rodzinnym spacerze przyszła pora na relaks w hotelu. W kolejnych relacjach Martyniuk pokazał się na basenie i w saunie, żartując z obserwatorami i sprawiając wrażenie człowieka, który niczego się nie wstydzi.

Witam wszystkich z hotelu w Białowieży. Aktualnie jestem na basenie. Basen prezentuje się naprawdę fajnie. A ja pierwszy, jak zwykle idę do sauny. Troszkę zmarzłem po tych spacerach, więc fajnie będzie się wygrzać. Nie ma to jak sauna, nie? A basenik naprawdę jest spoko – opowiadał z charakterystycznym dla siebie luzem, jakby próbował odczarować medialną atmosferę wokół swojego nazwiska.

POLECAMY: Agnieszka Kaczorowska ma inny plan niż “Taniec z Gwiazdami”? Tancerka startuje z nowym biznesem

Martyniuk relacjonuje wizytę w saunie i jacuzzi

Nie poprzestał jednak na jednym nagraniu. W saunie, wśród pary i ciepła, nagrał dłuższą relację, w której zdradził swoje nietypowe zwyczaje.

Oczywiście nie może zabraknąć sauny parowej, którą również uwielbiam. Mam taki swój zwyczaj, że długo z niej nie wychodzę. I tym, czym się zazwyczaj polewa siedziska, ja polewam siebie od głowy aż po stopy. Jest naprawdę genialna. Mogę tu siedzieć nawet z 40 minut – tłumaczył.

Kiedy wydawało się, że to koniec relacji, Martyniuk dodał jeszcze jedno nagranie – tym razem z jacuzzi.

Na zakończenie relaks w jacuzzi. No i trzeba wracać do Floriana i Faustynki. Na razie – pożegnał się.

Od początku kariery medialnej Daniel Martyniuk przyciąga uwagę skandalami. Były już problemy z prawem, głośne rozstanie z byłą żoną i publiczne kłótnie z rodziną. Każdy jego wybryk staje się pożywką dla mediów i fanów, a każda próba odbudowania reputacji kończy się kolejną kompromitacją. Eksperci od wizerunku nie mają wątpliwości – Daniel to przykład człowieka, który nie potrafi zniknąć z mediów, nawet gdyby chciał.

Mimo to 36-latek wydaje się nie przejmować opinią publiczną. Zamiast przepraszać, dokumentuje swoje życie w internecie, jakby nic się nie stało. Być może właśnie dlatego jego nazwisko nie schodzi z nagłówków gazet – bo w świecie, w którym celebryci boją się każdego błędu, Daniel Martyniuk wciąż gra według własnych zasad, choć cena tej niezależności bywa wysoka.

Czy syn „króla disco polo” naprawdę się zmienił, czy to tylko kolejny epizod w niekończącej się sadze jego ekscesów – czas pokaże. Jedno jest pewne: nieważne, czy odpoczywa w jacuzzi, czy tłumaczy się z kolejnego wybryku, Daniel Martyniuk zawsze znajdzie sposób, by znów znaleźć się w centrum uwagi.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maja Hyży punktuje Agnieszkę Kaczorowską jak nikt wcześniej: “To było niesmaczne”

Śledzicie losy syna Zenona Martyniuka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Story @danielmartyniuk89)
Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Story @danielmartyniuk89)
Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Story @danielmartyniuk89)
Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Story @danielmartyniuk89)
Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Story @danielmartyniuk89)
Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Story @danielmartyniuk89)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka wzywają do BOJKOTU Eurowizji. TVP pod ostrzałem jak nigdy

Opublikowano

w dniu

przez

Decyzja Europejskiej Unii Nadawców dotycząca udziału Izraela w Eurowizji 2026 wywołała jeden z największych kryzysów w historii konkursu. Państwa, które od miesięcy apelowały o uwzględnienie konsekwencji politycznych, nie wytrzymały i demonstracyjnie wycofały się z jubileuszowej edycji wydarzenia. Wybór Telewizji Polskiej, by pozostać w stawce, rozpalił emocje jeszcze bardziej. Dowiedz się więcej, jak na tę decyzję zareagował Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka!

Po ogłoszeniu decyzji EBU atmosfera wokół konkursu stała się wyjątkowo napięta, a debata o granicy między muzyką a polityką ponownie wybuchła z ogromną siłą. Wielu europejskich nadawców uważa, że organizatorzy ignorują dramatycznie zaognioną sytuację geopolityczną, próbując udawać, że udział wszystkich państw można rozpatrywać w oderwaniu od realiów. To właśnie z tego powodu udział Izraela wzbudził tak intensywną reakcję, której skali EBU najwyraźniej się nie spodziewało.

Najostrzej zareagowały kraje, które od miesięcy apelowały o większą odpowiedzialność organizatorów. Przedstawiciele Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Słowenii i Islandii wielokrotnie podkreślali, że decyzje dotyczące uczestnictwa nie mogą ignorować napięć społecznych i międzynarodowych. Po specjalnym posiedzeniu, które miało przynieść kompromis, nadawcy wrócili do swoich krajów wściekli i z poczuciem, że ich argumenty zostały zlekceważone.

Kulminacją frustracji stało się ogłoszenie, że wszystkie te państwa – jedno po drugim – wycofują się z 70. edycji Eurowizji. To najpoważniejszy masowy bojkot od czasu powstania konkursu. Eksperci podkreślają, że to symboliczny cios w wizerunek wydarzenia, które przez dekady miało być „strefą apolityczną” i „świętem jedności kulturowej”. Teraz te hasła wielu komentatorom wydają się zwykłą fasadą.

W Polsce sytuację dodatkowo zaogniły spekulacje dotyczące ewentualnego przyłączenia się TVP do bojkotu. Choć na początku listopada nadawca zapowiedział udział i planowane preselekcje, część komentatorów liczyła, że trwająca presja międzynarodowa zmieni decyzję. Nic takiego się jednak nie stało. Telewizja Polska ostatecznie potwierdziła udział w Eurowizji 2026, mimo że inne państwa demonstracyjnie odmówiły.

POLECAMY: Monika Richardson wydaje WYROK na telewizję. Nagle zwróciła się do swoich kolegów z TVP

Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka apelują do TVP!

Decyzja TVP momentalnie wywołała w sieci falę niezadowolenia, która zaczęła narastać w tempie lawinowym. Jeden z najsilniejszych głosów krytyki popłynął ze środowiska artystycznego, gdzie wielu twórców otwarcie sprzeciwia się politycznemu otoczeniu konkursu. W centrum tego protestu błyskawicznie znaleźli się Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka, którzy zdecydowali się przekształcić gniew internautów w zorganizowaną akcję.

Wokalista i aktywistka zamieścili w sieci wideo, w którym otwarcie wezwali Polaków do bojkotu Eurowizji i wywierania nacisku na Telewizję Polską. W swoim apelu wypisali numery telefonów do przedstawicieli stacji, a nawet stworzyli gotową formułkę, którą można wykorzystać podczas rozmowy. Ich post szybko zaczął krążyć po mediach społecznościowych, zbierając tysiące udostępnień. W sieci zawrzało.

Kulminacyjnym momentem było cytowane szeroko oświadczenie opublikowane na profilu aktywistki.

TVP ogłosiło dziś, że choć jest świadome skali napięć, to Polska wystartuje w Eurowizji, do której został dopuszczony Izrael (???). Bojkot ogłosiły do tej pory Hiszpania, Islandia, Holandia, Irlandia i Słowenia. TVP pls ogarniecie się już teraz czy będziemy to ciągnąć? Besties, dołączajcie do oddolnego bojkotu! Wczoraj z Krzyśkiem Zalewskim obdzwanialiśmy wszystko i wszystkich – rzecznikowi nagraliśmy się na skrzynkę, bo niestety nie odebrał – napisała.

Internauci masowo podzielili się na dwa obozy: jedni wspierają bojkot i uważają, że decyzja TVP jest szkodliwa politycznie i moralnie, inni twierdzą, że konkurs powinien trwać bez względu na globalne konflikty. W obu grupach emocje są ogromne, a dyskusja daleka od merytorycznej. Jednak jedno jest pewne – Eurowizja 2026 już teraz przechodzi do historii jako najbardziej kontrowersyjna edycja konkursu.

Eksperci zauważają, że masowy bojkot to nie tylko kwestia jednorocznej edycji, ale poważny sygnał ostrzegawczy dla EBU. Jeżeli organizacja nadal będzie ignorować stanowiska państw członkowskich, Eurowizja może utracić swój symboliczny status międzynarodowego wydarzenia, a zacznie być postrzegana jako projekt obarczony konfliktem i niespójnością. Taki scenariusz jeszcze kilka lat temu wydawał się nie do pomyślenia.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Joanna Przetakiewicz wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”? Padła konkretna deklaracja

A Wy jesteście za wycofaniem Polski z Eurowizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Krzysztof Zalewski (fot. screen YouTube “Dzień dobry TVN”)
Julia Kaffka (fot. screen Instagram Julia Kaffka)
Julia Kaffka i Krzysztof Zalewski (fot. screen Instagram Julia Kaffka)
Krzysztof Zalewski (fot. screen Instagram Julia Kaffka)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Monika Richardson wydaje WYROK na telewizję. Nagle zwróciła się do swoich kolegów z TVP

Opublikowano

w dniu

przez

Przez lata była jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej, a jej nazwisko kojarzyło się z sukcesem, profesjonalizmem i niepodrabialnym stylem prowadzenia. Dziś Monika Richardson zaskakuje szczerym i brutalnym osądem tego, co dzieje się z telewizją, której oddała sporą część kariery. Jej słowa mogą zaboleć całą branżę. Dowiedz się więcej już teraz!

Choć Monika Richardson od kilku lat nie pojawia się na antenie TVP, jej popularność nie słabnie – wręcz przeciwnie, każda jej wypowiedź odbija się szerokim echem. Dziennikarka przez lata współtworzyła najważniejsze formaty Telewizji Polskiej, a miliony widzów kojarzą ją przede wszystkim z kultowym programem „Europa da się lubić”, który święcił triumfy w czasach, gdy telewizję oglądała cała Polska. Później stała się jedną z najważniejszych prowadzących „Pytanie na śniadanie”, a jej odejście z TVP dla wielu było końcem pewnej epoki.

Dziś jednak, zamiast wielkich telewizyjnych projektów, Richardson wybiera internet. Social media stały się jej głównym narzędziem kontaktu z odbiorcami, a sama dziennikarka coraz częściej otwarcie komentuje zarówno swoje życie zawodowe, jak i zmiany zachodzące w branży. Jej głos jest słyszany, bo rezonuje doświadczeniem i bezkompromisowością, która od zawsze była jej znakiem rozpoznawczym.

Ostatnio Monika Richardson pojawiła się w podcaście Anny Gwiazdowskiej, gdzie padły słowa, które można nazwać symbolicznym „pożegnaniem” z wielką telewizją. Dziennikarka nie owijała w bawełnę i jasno podkreśliła, że nie zamierza już wracać do dużych formatów. To jednak, co powiedziała dalej, wprawiło wielu w osłupienie.

Nie mam ambicji na stworzenie wielkiego, ogólnopolskiego programu, ponieważ uważam, że telewizja naziemna umiera i nawet nie mam takich ambicji, żeby partycypować w czymś, co odchodzi do lamusa – wyznała otwarcie.

POLECAMY: Joanna Przetakiewicz wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”? Padła konkretna deklaracja

Richardson ostro o kondycji telewizji naziemnej

To ostra diagnoza, szczególnie z ust osoby, która przez lata była jednym z filarów stacji publicznej. Richardson zaznaczyła jednak, że nie żywi urazy do dawnych kolegów. Wręcz przeciwnie – wszystkim życzy dobrze, ale nie widzi sensu angażować się w medium, które według niej nie ma już przyszłości.

Życzę moim kolegom z TVP jak najlepiej, tak samo TVN i Polsat jeszcze parę lat pociągną, a potem to się wszystko rozmieni na drobne – twierdzi.

W jej opinii przyszłość mediów to fragmentaryzacja. Telewizja – ta tradycyjna, liniowa, straciła swoją potęgę. Dzisiaj widz podejmuje decyzję sam: wybiera, kiedy ogląda, co ogląda i gdzie ogląda. Według Richardson, różnice między byciem gwiazdą TVP, TVN czy Polsatu zacierają się, bo ostatecznie liczy się treść, osobowość i autentyczność twórcy, a nie szyld stacji, pod którym pracuje.

Fragmentaryzuje już tak, że nie będzie miało żadnego znaczenia, czy rozpoczynasz swoją karierę w TVP, w Polsacie, w TVN czy na YouTubie, bo i tak to, co masz do zaoferowania, przebije się do tej świadomości wcześniej czy później. Może nie tak szybko jak w moim przypadku, bo mieliśmy wtedy dwa kanały telewizji polskiej i tyle, ale no sorry, to se ne vrati, trzeba walczyć z tym, co się ma – dodała.

Z jednej strony trudno odmówić jej racji – wyniki oglądalności od lat nieubłaganie pokazują, że tradycyjne media tracą swoją pozycję. Z drugiej jednak telewizja wciąż jest dla wielu Polaków ważnym źródłem informacji i rozrywki, szczególnie dla starszych odbiorców. To medium żyje, ale ewoluuje, choć może nie tak szybko i nie w takiej formie, jak chciałby rynek.

Nie zmienia to faktu, że słowa Moniki Richardson są mocne i jednoznaczne. To nie tylko osobista refleksja – to diagnoza całej branży medialnej, która jeszcze kilka lat temu nie dopuszczała takiej myśli. Tym bardziej poruszająco brzmią słowa: „to se ne vrati”. Dla wielu to zdanie będzie bolesne, ale niezwykle trafne.

Jej wyznanie pokazuje również zmianę podejścia samej dziennikarki. Z osoby związanej z telewizją przez lata przekształca się w twórczynię internetową. Stawia na niezależność, wolność słowa i bezpośredni kontakt z odbiorcami, których ma wokół siebie coraz więcej i którzy doceniają jej autentyczność.

Niektórzy mogą interpretować tę wypowiedź jako symboliczne zamknięcie drzwi do telewizji. Inni – jako odważny manifest kobiety, która jasno widzi, gdzie zmierza rynek. Jedno jest pewne: głos Moniki Richardson znów wywołał dyskusję, której w mediach dawno brakowało.

W czasach, gdy stacje walczą o przetrwanie, jej słowa wybrzmiewają szczególnie mocno. Czy telewizja naprawdę umiera? Czy internet przejmie wszystko? A może te dwa światy w końcu nauczą się współistnieć?

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Przerażona Małgorzata Tomaszewska sama na mrocznym peronie? To, co opisała, brzmi jak scena z horroru

Zgadzacie się ze słowami Moniki Richardson? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Monika Richardson (fot. screen YouTube Agata Gwiazdowska | co przekazuJESZ)
Monika Richardson (fot. screen YouTube Kanał Zero)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Przerażona Małgorzata Tomaszewska sama na mrocznym peronie? To, co opisała, brzmi jak scena z horroru

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze niedawno wydawało się, że po odejściu z TVP kariera Małgorzaty Tomaszewskiej rozpadnie się na kawałki. Tymczasem stało się coś zupełnie odwrotnego – jej przejście do TVN okazało się spektakularnym odrodzeniem. A jej ostatnia nocna relacja ze Szczecina pokazuje, jak wygląda prawdziwe życie reporterki „Dzień Dobry TVN” poza kamerami. Dowiedz się więcej już teraz!

Kiedy z anteny TVP zniknęły najbardziej rozpoznawalne twarze, wielu widzów zastanawiało się, które z nich dadzą radę odnaleźć się poza strukturą telewizji publicznej. Małgorzata Tomaszewska była jedną z najbardziej rozpoznawalnych prezenterek – elegancką, uprzejmą, z ogromnym doświadczeniem. Dla jednych symbol stabilności, dla innych: twarz epoki, która właśnie dobiegła końca. Nikt nie przewidział, że to właśnie ona okaże się jedną z największych zwyciężczyń tej medialnej rewolucji.

Jej transfer do TVN był wydarzeniem komentowanym w całym kraju. Gdy tylko pojawiła się na ekranie „Dzień Dobry TVN”, było jasne, że jej styl pracy i naturalny urok szybko znajdą nowych fanów. I tak się stało. Widzowie docenili jej rzetelność, ale także niepodrabialną lekkość i ciepło, które wnosiła do każdego materiału. Tomaszewska w krótkim czasie stała się jedną z najbardziej lubianych reporterek stacji.

W międzyczasie jej obecność w social mediach pokazała, że nie ma zamiaru udawać kogoś, kim nie jest. Na Instagramie pokazuje tylko to, co naprawdę chce pokazać – bez przesady, bez sztucznego kreowania życia idealnego. Dzieli się podróżami, fragmentami codzienności, ale wyraźnie widać, że pewne sfery zostawia tylko dla siebie. To właśnie ten balans sprawił, że widzowie mogą jej ufać bardziej niż wielu innym celebrytom.

POLECAMY: Sandra Kubicka złożyła kolejny pozew rozwodowy. Kulisy małżeństwa z Baronem wychodzą na jaw

Tomaszewska przeżyła horror podczas podróży?

Ostatnio relacjonowała swoją służbową podróż do Szczecina – z pozoru zwykły wyjazd, kolejny w jej grafiku, ale szybko okazało się, że wieczorna trasa pociągiem zmieni się w emocjonalną opowieść. Tomaszewska nie ukrywała, że nocne przemieszczanie się po dużych, pustych dworcach wywołuje w niej silny lęk. W szczerym nagraniu ujawniła:

Powiem Wam, że jestem taki cykor, że dla mnie wyjście wieczorem na stacji Szczecin Główny wiąże się z przywołaniem w głowie wszystkich horrorów i wszystkich filmów i seriali kryminalnych, jakie znam – relacjonowała.

Jej słowa zdecydowanie nie były przesadą. Pusty peron późnym wieczorem, mrok otaczający całą stację, cisza przerywana jedynie przejeżdżającymi pociągami i ta nieprzyjemna świadomość, że wokół nie ma żywej duszy – to sceneria, którą zna większość osób podróżujących samotnie. W takich chwilach wyobraźnia zaczyna pracować na najwyższych obrotach, podpowiadając najczarniejsze scenariusze.

Dlatego gdy Małgorzata Tomaszewska mówiła, że boi się, że „zaraz wydarzy się jakaś przerażająca rzecz”, wcale nie brzmiało to jak dramatyzowanie – raczej jak szczere wyznanie kogoś, kto w danej chwili musi walczyć z bardzo realnym lękiem. Nic dziwnego, że tak wiele kobiet, oglądając jej nagranie, mogło pomyśleć: „Tak, dokładnie tak samo czuję się, kiedy wracam wieczorem sama”.

Gdy w końcu dotarła do hotelu, nagrania pokazały zupełnie inną atmosferę – ciepło, ulgę i niespodziewaną gościnność. Tomaszewska opowiadała, że trafiła do starego obiektu z duszą, który od razu ją zauroczył. Wspomniała, że choć uwielbia nowoczesne wnętrza i luksusowe, współczesne hotele, to te zabytkowe miejsca mają w sobie coś wyjątkowego. Coś, co buduje klimat, którego nie da się podrobić.

Dotarłam, bez przygód i jestem zachwycona hotelem. To jest taki stary hotel z duszą. I chociaż lubię te nowoczesne ośrodki luksusowe, to te stare mają duszę – powiedziała.

Najbardziej rozczuliła jednak relacja o kolacji. „Jak przyjechałam i powiedziałam, że jestem trochę głodna, to panie postarały się, mimo że restauracja jest zamknięta, żebym mogła zjeść żurek i pierogi” – zdradziła. Taka zwykła, ludzka serdeczność stała się idealnym kontrastem dla jej wcześniejszego strachu. Reporterka podkreśliła, jak miła była cała obsługa i że aż szkoda, że zostaje tylko jedną noc.

Ta nocna relacja pokazała jedną ważną rzecz: Małgorzata Tomaszewska nie udaje superbohaterki. Jest osobą, która boi się ciemnych peronów, docenia życzliwość i potrafi mówić o swoich emocjach bez filtra. I to właśnie ta autentyczność sprawiła, że widzowie TVN pokochali ją jeszcze bardziej.

Fani doceniają, że mimo intensywnej pracy i medialnego zamieszania wokół jej osoby, Małgorzata Tomaszewska wciąż pozostaje sobą – uśmiechniętą, empatyczną i prawdziwą. Reporterka, która potrafi rozśmieszyć, wzruszyć i opowiedzieć coś, z czym może utożsamić się każdy z nas. Nawet jeśli jest to strach na dworcu albo radość z talerza gorącego żurku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Viki Gabor źle wspomina udział w “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Tak produkcja traktowała uczestników

A Wy boicie się podróżować sami pociągami w nocy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)
Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)
Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)
Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)
Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)
Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)
Małgorzata Tomaszewska (fot. screen Instagram Małgorzata Tomaszewska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Patrycja Markowska w wielkim finale trasy ‘Obłęd Tour 2025’ w Klubie Stodoła – poznaj szczegóły koncertu!

Opublikowano

w dniu

przez

Patrycja Markowska wraca w wielkim stylu! Artystka, która od lat podbija serca fanów swoimi przebojami, kończy trasę promującą najnowszy album „Obłęd”, a finałowe show odbędzie się 14 grudnia 2025 roku w warszawskim Klubie Stodoła. To będzie wyjątkowy koncert, pełen emocji, energii i muzycznych niespodzianek.

Nowy album „Obłęd” – nowa energia Patrycji Markowskiej

Album „Obłęd”, którego premiera odbyła się 9 maja 2025 roku, to muzyczna podróż łącząca żywe gitarowe brzmienie z nowoczesnymi klubowymi rytmami. Płyta została nagrana „na setkę”, czyli praktycznie na żywo, co nadaje jej autentyczności i wyjątkowego klimatu.

– „Czekałam na taką płytę, ale mogła powstać tylko w tym czasie, z tą dojrzałością, którą mam, kiedy niosło mnie wielkie uczucie i nowe inspiracje muzyczne” – mówi Patrycja Markowska.

Nowe utwory w połączeniu z największymi hitami artystki gwarantują niezapomniane doświadczenie muzyczne i prawdziwe spotkanie z Patrycją w klimatycznych klubach całej Polski.

„Obłęd Tour 2025” – trasa pełna hitów i emocji

Trasa koncertowa „Obłęd Tour 2025” już od miesięcy przyciąga tłumy fanów. Każdy koncert to połączenie energii, emocji i wyjątkowego kontaktu z publicznością. Podczas finału w Warszawie, fani będą mogli usłyszeć zarówno premierowe utwory, jak i największe przeboje, które od lat królują w radiu i na listach przebojów.

Ważne informacje dla uczestników koncertu

  • Koncert odbędzie się 14 grudnia 2025 roku w Klubie Stodoła.
  • Osoby poniżej 16 roku życia mogą uczestniczyć wyłącznie pod opieką rodzica lub opiekuna prawnego.
  • Osoby od 16 do 18 roku życia muszą posiadać pisemną zgodę rodzica lub opiekuna.
  • Wszelkie pytania dotyczące wsparcia osób z problemami z poruszaniem się prosimy kierować na adres: kontakt@ticketclub.pl.

Nie przegap finału „Obłęd Tour 2025”!

Jeśli jesteś fanem Patrycji Markowskiej lub po prostu kochasz dobrą muzykę na żywo, finałowa odsłona „Obłęd Tour 2025” w Klubie Stodoła jest wydarzeniem, którego nie możesz przegapić. Bilety są już dostępne – zarezerwuj swoje miejsce i przeżyj niezapomniane muzyczne chwile razem z jedną z największych gwiazd polskiej sceny muzycznej.

https://ticketclub.pl/koncerty/patrycja-markowska-klub-stodola-warszawa-3490

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością