news
Uczestniczka „Ślubu od pierwszego wejrzenia” w żałobie – przekazała tragiczną wiadomość
Iga Śmiechowicz, znana z piątej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, podzieliła się z fanami niezwykle bolesną wiadomością. Uczestniczka, która jeszcze kilka lat temu budziła ogromne emocje wśród widzów stacji TVN, teraz otworzyła się przed swoimi obserwatorami w mediach społecznościowych i poinformowała o śmierci swojej ukochanej mamy. Jej szczere słowa, pełne bólu, miłości i tęsknoty, pokazują, jak trudno poradzić sobie z tak ogromną stratą! Dowiedz się więcej, co napisała!
Program „Ślub od pierwszego wejrzenia”, w którym poznaliśmy Igę Śmiechowicz, od lat wzbudza kontrowersje i ciekawość widzów. Jego koncepcja opiera się na tym, że nieznajomi decydują się wziąć ślub z osobą wybraną przez ekspertów – psychologów i socjologów – którzy dopasowują ich na podstawie testów, badań i analiz. Kamery towarzyszą parom w dniu ślubu, podczas podróży poślubnej, a także w pierwszych tygodniach wspólnego życia. Nie zawsze eksperyment kończy się happy endem – częściej relacje rozpadają się w trudnych emocjach. Jednak dla widzów program stał się jednym z najbardziej emocjonujących reality show ostatnich lat.
Właśnie tam, w piątej edycji emitowanej w 2021 roku, pojawiła się Iga Śmiechowicz. Jej małżeństwo zawarte w ramach programu niestety zakończyło się rozwodem, ale dzięki autentyczności i otwartości Iga zdobyła sympatię widzów, a później zgromadziła sporą grupę fanów w mediach społecznościowych. Dziś to właśnie ci ludzie są dla niej ogromnym wsparciem w przeżywaniu rodzinnej tragedii.
Kilka dni temu Iga poinformowała swoich obserwatorów o odejściu ukochanej mamy. W poruszającym wpisie przyznała, że choroba odebrała jej mamie wiele – siłę, włosy, a w ostatnich chwilach samodzielność, ale nigdy nie zabrała tego, co najważniejsze: wspólnych rozmów, bliskości i chwil spędzonych razem.
Choroba może odebrać sprawność, samodzielność, włosy, ale nie odbierze chwil, które spędziłyśmy razem. Rozmów, które przeprowadziłyśmy. Nie wiem, jak się żyje bez mamy, ale będę musiała się nauczyć. Żyć. Za nas dwie! Kocham cię” – napisała Iga.
Na kolejnym InstaStories uczestniczka „Ślubu od pierwszego wejrzenia” odniosła się do jeszcze jednego, symbolicznego gestu. Pokazała fotografię w turbanie na głowie, tłumacząc, że nauczyła się je wiązać w momencie, kiedy jej mama zaczęła tracić włosy. Chciała jej w ten sposób dodać pewności siebie i pokazać, że można czuć się piękną niezależnie od okoliczności.
Uczyłam się dla ciebie, mamo, pleść turbany. Żebyś widziała, jak pięknie można wyglądać bez włosów. Chociaż uważam, że wyglądałaś bez nich odjazdowo. Jutro zaplotę ci turban ostatni raz – dodała.
POLECAMY: Maciej Musiał ma poważny problem – Paulina Chylewska zdradziła, od czego naprawdę jest uzależniony
Iga Śmiechowicz stara się odnaleźć w nowej sytuacji
Uczestniczka zdradziła również, że przez ostatnie dwa lata spędzała z mamą niemal każdy dzień. Ich więź była bardzo silna, a w ostatnim miesiącu to ona przejęła całkowitą opiekę nad mamą. Ta codzienna bliskość sprawiła, że strata jest jeszcze trudniejsza do uniesienia.
Drugi wieczór bez mamy. Od 2 lat widywałam ją niemalże codziennie. Ostatni miesiąc opiekowałam się dzień w dzień, brakuje mi Ciebie – czytamy.
Na InstaStories celebrytka opublikowała także wyjątkową fotografię z dzieciństwa, na której widać, jak wtula się w ramiona mamy. To wspomnienie miało być hołdem dla kobiety, która była dla niej największym wsparciem i inspiracją.
Jej szczerość i otwartość sprawiły, że w sieci pojawiła się lawina wsparcia. Fani nie zostawili jej samej i zasypali ją tysiącami wiadomości pełnych współczucia i dobrych słów. Wiele osób dzieliło się własnymi historiami o stracie rodziców, co jak przyznała Iga – bardzo pomogło jej w tym trudnym czasie.
Dziękuję wam za tysiące wiadomości ze słowami wsparcia. Za wasze historie. Tak wielu z was straciło rodziców i potrafiło powiedzieć tyle pięknych słów, które pomogły mi w tym trudnym momencie. Czuję, że moja mama już się mną opiekuje. Dziękuje wam za wasze piękne serca – zakończyła.
Jej historia pokazuje, jak silne mogą być więzi rodzinne i jak wielką rolę odgrywa wspólnota internetowa w momentach największej próby. Choć żadna wiadomość nie zwróci utraconej osoby, świadomość, że tysiące ludzi okazują empatię, daje ogromną siłę.
Dziś Iga Śmiechowicz stara się odnaleźć w nowej, bolesnej rzeczywistości. Przyznaje, że nie wie jeszcze, jak wygląda życie bez mamy, ale wie jedno – będzie musiała nauczyć się żyć „za nas dwie”. Ta historia przypomina, że za telewizyjnym formatem i internetowymi zdjęciami zawsze stoi prawdziwe życie – z jego radościami, ale i dramatami, których nie sposób uniknąć. I właśnie dlatego słowa Igi Śmiechowicz dotykają tak wielu osób, bo każdy z nas może odnaleźć w nich echo własnych doświadczeń.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Joanna Liszowska DOKAZUJE na koncercie Robbie’ego Williamsa – tak się bawiła w odważnej stylizacji
Oglądacie program “Ślub od pierwszego wejrzenia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!




Autor: SJ
news
Tak pożegnano Adriana Szymaniaka. Przyjaciel zdradził, jakim był człowiekiem
Adrian Szymaniak, znany z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia” zmarł 5 wrzesnia 2026 roku.. 9 września odbył się jego pogrzeb 39-latka. Ostatnie pożegnanie miało kameralny, rodzinny charakter. Bliscy wcześniej poprosili o uszanowanie ich prywatności, mimo to po uroczystości pojawiły się poruszające zdjęcia oraz wpis przyjaciela Adriana, który wspomniał, jakim człowiekiem był prywatnie.
Adrian Szymaniak zmarł 5 września 2026 roku w wieku zaledwie 39 lat. Uczestnik trzeciej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia” przez ponad rok mierzył się z niezwykle trudną diagnozą. W lipcu 2025 roku dowiedział się, że choruje na glejaka IV stopnia, czyli agresywny nowotwór mózgu. Od tego momentu rozpoczęła się jego długa i wyczerpująca walka o zdrowie i życie. Przechodził kolejne etapy leczenia, a o swojej sytuacji przez długi czas mówił otwarcie w mediach społecznościowych. Pokazywał nie tylko kolejne momenty terapii, ale również to, jak choroba zmieniła codzienność jego i całej rodziny.
W tej walce Adrian Szymaniak nie był sam. U jego boku przez cały czas pozostawała żona Anita Szydłowska-Szymaniak, którą poznał właśnie dzięki „Ślubowi od pierwszego wejrzenia”. Ich historia miłości rozpoczęła się w 2018 roku przed kamerami, gdy po raz pierwszy zobaczyli się dopiero podczas własnego ślubu. Telewizyjny eksperyment okazał się jednak początkiem prawdziwego związku. Adrian i Anita pozostali razem po zakończeniu programu, stworzyli rodzinę i doczekali się dwojga dzieci: syna Jerzego oraz córki Bianki.
Ostatnie miesiące ich wspólnego życia zostały całkowicie podporządkowane chorobie. Rodzina musiała mierzyć się nie tylko z kolejnymi etapami leczenia, ale także z ogromnym lękiem o przyszłość. Jeszcze w sierpniu informowano, że były uczestnik programu przebywał w domu pod całodobową opieką specjalistów. W jego otoczeniu byli lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci, a przede wszystkim najbliżsi, którzy każdego dnia starali się zapewnić mu jak najlepsze warunki. 5 września nadeszła wiadomość, której przez wiele miesięcy obawiali się bliscy i osoby śledzące historię Adriana. Anita Szydłowska-Szymaniak poinformowała o śmierci męża. W emocjonalnym komunikacie poprosiła jednocześnie o uszanowanie prywatności rodziny.
Potrzebujemy teraz przede wszystkim spokoju i przestrzeni, aby pożegnać Adriana z miłością, godnością i w ciszy – napisała.
POLECAMY: Jest decyzja ws. pogrzebu Adriana Szymaniaka. Rodzina wystosowała ważny apel
Rodzina chciała przeżyć ten dzień z dala od kamer
9 września w Żołędowie odbyło się ostatnie pożegnanie Adriana Szymaniaka. 39-latek został pochowany w gronie najbliższych, a rodzina od początku podkreślała, że ceremonia ma mieć prywatny charakter. Po śmierci Adriana, to Anita Szydłowska-Szymaniak zwróciła się do osób, które przez ostatnie miesiące śledziły ich historię z prośbą o uszanowanie ich żałoby i możliwość spokojnego pożegnania męża. To szczególnie trudny moment dla Anity. Przez ponad rok towarzyszyła Adrianowi w walce z glejakiem IV stopnia. Była przy nim podczas kolejnych etapów leczenia, trudnych diagnoz i pobytów w szpitalu. Jednocześnie musiała troszczyć się o ich dzieci i próbować zachować dla nich choć namiastkę normalnego życia.
W ostatnich miesiącach Adrian Szymaniak sam pokazywał w mediach społecznościowych, jak wygląda jego codzienność. Nie ograniczał się wyłącznie do informacji dotyczących choroby. Publikował także rodzinne kadry, dzielił się chwilami spędzanymi z dziećmi i pisał o tym, jak bardzo zależy mu na czasie z najbliższymi.
Czas mija szybko, jest bezwzględny, tym samym wspaniały. I zrobię wszystko i więcej, aby mieć go jak najwięcej – pisał Adrian Szymaniak na swoim prywatnym Instagramie.
Dziś te słowa nabierają szczególnie przejmującego znaczenia. Zdjęcia, które pojawiały się wcześniej w internecie przedstawiały zwyczajne rodzinne chwile m.in. uśmiechy, wspólne wyjścia, czas spędzany z dziećmi. Nikt wtedy nie przypuszczał, że niedługo będą one dla bliskich przede wszystkim cennymi wspomnieniami.
Adrian i Anita Szymaniak przez lata pokazywali, że ich relacja, która rozpoczęła się w telewizyjnym programie, stała się prawdziwym małżeństwem. Ich historia zaczęła się od ślubu z nieznajomą osobą, a zakończyła stworzeniem rodziny, o której zawsze marzyli. W 2025 roku para zdecydowała się nawet na ponowny ślub, ale tym razem kościelny. Anita i Adrian nie chcieli już odkładać ważnych dla nich planów na później. Jak tłumaczyli, choroba uświadomiła im, że nie warto czekać na „lepszy moment”.
Cały czas czekaliśmy na ten ‘lepszy moment’, ale okazało się, że on może nie nadejść i że trzeba brać życie takim, jakie jest i nie odkładać swoich marzeń na później – mówiła Anita.
12 grudnia 2025 roku powiedzieli sobie „tak” po raz drugi. Był to dla nich wyjątkowy dzień, który chcieli zachować w pamięci na zawsze.
POLECAMY: Nie żyje Adrian Szymaniak ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Żona przekazała oświadczenie
Przyjaciel pożegnał Adriana
Choć rodzina chciała zachować ceremonię pogrzebową w prywatności, to po uroczystości pojawiły się poruszające słowa poświęcone Adrianowi. Jego przyjaciel Piotr Kęsik zdecydował się publicznie wspomnieć 39-latka i opowiedzieć o nim nie przez pryzmat telewizyjnej popularności czy choroby, ale jako o człowieku, którego znał osobiście. W swoim pożegnaniu podkreślił, że Adrian był człowiekiem radosnym, uczciwym, pogodnym i lojalnym.
Dziś żegnamy dobrego człowieka, Adrian był radosny, uczciwy, pogodny, lojalny. Na jego weselu podszedłem do Adriana, mówiąc, że rozumiem, dlaczego wziął ślub w kościele i wyprawił wesele, uśmiechnął się i odwiedzał: “Cieszę się, bardzo tego chciałem”. I nie mówił tylko o sobie, mówił o swoich dzieciach, żonce, rodzinie i nas wszystkich, biskich mu ludziach. Płakać mi się chce, ale on by pewnie tego nie chciał. Żegnaj przyjacielu… – czytamy na Instagramie.
Przywołał również wspomnienie ich rozmowy związanej ze ślubem Adriana i Anity. Wtedy Adrian Szymaniak miał powiedzieć:
Cieszę się, bardzo tego chciałem.
Wspomnienie to nabiera dziś wyjątkowego znaczenia, ponieważ Adrian Szymaniak przez lata podkreślał, jak ważna jest dla niego rodzina. W jego mediach społecznościowych można było znaleźć zdjęcia i wpisy dotyczące żony oraz dzieci. Jeszcze kilka miesięcy przed śmiercią cieszył się z rodzinnych wydarzeń i starał się wykorzystywać każdą chwilę spędzoną z najbliższymi.
Jak wyżej wspomniane, Adrian i Anita mieli dwoje dzieci: syna Jerzego oraz córkę Biankę. Rodzice starali się chronić ich prywatność, ale od czasu do czasu pokazywali fragmenty rodzinnego życia. W czerwcu 2026 roku Anita Szydłowska opublikowała zdjęcia z siódmych urodzin Jerzego. Na fotografiach z tamtego dnia rodzina była razem, a kobieta napisała:
7 urodzinki Jerzyka! Rodzina w komplecie, chrzestni, przyjaciele, dużo uśmiechu. Kiedy to minęło? Nie mam pojęcia!
Dziś takie wspomnienia są dla rodziny szczególnie cenne, ponieważ Anita wcześniej opowiadała również, że dzieci wiedziały o chorobie taty. Starała się jednak zrobić wszystko, aby ich dzieciństwo nie zostało całkowicie zdominowane przez szpitale i leczenie.
Staram się zapewniać im taką normalną codzienność w tym wszystkim, fundować różnego rodzaju wyjścia i sprawiać, żeby mimo wszystko mieli dzieciństwo nie tylko na szpitalnym korytarzu – mówiła na swoim Instagramie w story.
Dziś Anita musi mierzyć się z życiem bez męża, a Jerzy i Bianka z utratą ojca. Ostatnie pożegnanie Adriana nie było więc zakończeniem medialnej historii, lecz przede wszystkim bardzo osobistym momentem dla rodziny, która przez ostatni rok wspólnie walczyła o jego życie.
POLECAMY: Tak dziś czuje się Adrian ze „ŚOPW”. Anita Szydłowska ujawniła prawdę





news
Michał Wiśniewski powiedział to o Mandarynie. Wzruszyliście się?
Michał Wiśniewski świętował w środę 54. urodziny i jak zwykle nie zabrakło charakterystycznego dla niego poczucia humoru. Tym razem jednak za żartami kryło się coś znacznie bardziej osobistego – lider Ich Troje zdecydował się na wyjątkowe słowa skierowane do osoby, która zajmuje szczególne miejsce w jego życiu. Dowiedz się więcej!
Michał Wiśniewski od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych i barwnych postaci polskiego show-biznesu. Lider zespołu Ich Troje przez dekady przyzwyczaił publiczność do odważnych stylizacji, charakterystycznego wizerunku i dużego dystansu do samego siebie. W środę miał jednak wyjątkowy powód do świętowania, ponieważ obchodził swoje 54. urodziny.
Z okazji urodzin Michał Wiśniewski otrzymał mnóstwo wiadomości i życzeń od swoich bliskich, znajomych oraz fanów. Artysta postanowił odpowiedzieć na nie w swoim stylu. Nie zabrakło oczywiście humoru i autoironii, ale tym razem jubilat zdecydował się również na bardzo osobiste wyznanie.
Szczególną uwagę zwróciły słowa, które Michał Wiśniewski skierował do Marty Wiśniewskiej, znanej publiczności jako Mandaryna. Para ma za sobą wspólną przeszłość, a ich relacja przez lata była szeroko komentowana przez media. Dziś ich drogi ponownie się przecinają, a sam muzyk nie ukrywa, jak ważna jest dla niego Marta.
W urodzinowym wpisie Michał Wiśniewski postanowił porównać otrzymane prezenty do tego, co uważa za najcenniejsze. Zrobił to w charakterystyczny dla siebie, nieco żartobliwy sposób, ale jego słowa szybko nabrały bardzo emocjonalnego charakteru.
„A teraz na poważnie. Prezentów było dużo, ale najlepszego nie da się zapakować ani wysłać kurierem. Mój owoc. Wiadomo – Mandarynka. Dla was Mandaryna, dla mnie po prostu Marta – osobiście najważniejsza. Mój skarb. Dziękuję, że jesteś – napisał Wiśniewski.
POLECAMY: Mikołaj “Bagi” Bagiński z nowym programem w Polsacie? Padła ważna deklaracja
Michał Wiśniewski żartuje ze swoich urodzin
Wyznanie Michała Wiśniewskiego trudno przeoczyć. Muzyk wprost podkreślił, że Marta jest dla niego „osobiście najważniejsza” i nazwał ją swoim skarbem. To wyjątkowo ciepłe słowa, szczególnie biorąc pod uwagę wspólną historię byłych małżonków i fakt, że ich relacja przez lata przechodziła różne etapy.
Nie oznacza to jednak, że urodzinowy wpis był wyłącznie wzruszający. Michał Wiśniewski zadbał również o to, aby jego fani dostali porcję typowego dla niego humoru. Artysta podziękował wszystkim za życzenia i przyznał, że ich liczba była tak duża, iż jak sam zażartował – „wieża kontroli musiała wstrzymać inne starty”.
„Dziękuję za wszystkie życzenia, które do mnie doleciały – a było ich tyle, że wieża kontroli musiała wstrzymać inne starty. Przeczytałem każde. Przy niektórych musiałem tylko odsunąć telefon na długość ręki. Bo wiecie, że w tym wieku życzeń już się nie składa? W tym wieku składa się wnioski. Głównie do ZUS-u” – zażartował Michał.
Wpis szybko pokazuje więc dwie strony Michała Wiśniewskiego – tę dobrze znaną publiczności, pełną dystansu i żartów, oraz bardziej prywatną i emocjonalną. W dniu swoich urodzin artysta znalazł bowiem miejsce zarówno na autoironię dotyczącą upływającego czasu, jak i na bardzo osobiste podziękowanie dla Marty.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto zastąpi Wieniawę w „Mam Talent”? Ten gwiazdor ma chrapkę na jej fotel
Jesteście zaskoczeni powrotem Michała do Mandaryny? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Gwiazda „M jak miłość” powiedziała „tak”. Jej suknia robi wrażenie
Przez lata była jedną z charakterystycznych twarzy polskich seriali, jednak później świadomie zeszła z pierwszego planu i skupiła się na własnej drodze. Teraz zrobiła wyjątek. Pokazała fotografię z jednego z najważniejszych dni swojego życia, a trzy krótkie słowa wystarczyły, by przekazać wszystko.
Niektóre historie nie potrzebują wielkich deklaracji. Wystarczy jedno zdjęcie, kilka słów i moment, który nagle odsłania fragment życia przez długi czas pozostający poza kamerami. Widzowie „M jak miłość” doskonale pamiętają ją jako Teresę, kobietę, której losy uczuciowe dostarczały emocji i która na ekranie długo szukała swojego miejsca oraz szczęścia. Tym razem podobna historia wydarzyła się już poza serialowym scenariuszem.
Na opublikowanym zdjęciu przez aktorkę na Instagramie, pojawiła się w białej sukni, z bukietem kwiatów i u boku mężczyzny. Zamiast długiego komentarza wystarczyły dwa słowa: „dwa razy tak”. W ten sposób aktorka potwierdziła wydarzenie, które dla wielu jej fanów okazało się wyjątkowo radosną niespodzianką. Po latach, w których była zdecydowanie mniej obecna w medialnym świecie niż w czasach swojej największej popularności, ponownie znalazła się w centrum zainteresowania. Tym razem jednak nie za sprawą kolejnej roli, lecz bardzo osobistego momentu. I trudno nie dostrzec w tej historii symbolicznego podobieństwa: kobieta, którą widzowie przez lata oglądali w serialu wplątaną w skomplikowane historie miłosne, teraz sama rozpoczęła właśnie nowy rozdział swojego życia.
POLECAMY: Mikołaj Roznerski REZYGNUJE z „M jak miłość”? Aktor przerwał milczenie
Tak wyglądał wyjątkowy dzień
Joanna Sydor postanowiła podzielić się z obserwatorami fotografią ze swojego ślubu. Na zdjęciu widać ją w jasnej, niezwykle kobiecej kreacji, z bukietem kwiatów i długim welonem, który efektownie rozwiewa się na wietrze. Suknia miała romantyczny charakter. Panna młoda postawiła na model bez ramiączek, wykonany z lekkiego tiulu i ozdobiony koronkowymi elementami. Delikatna konstrukcja kreacji dobrze komponowała się z plenerem, w którym wykonano fotografię. Długi welon dodatkowo podkreślał uroczysty charakter całej stylizacji. Pan młody zdecydował się natomiast na klasyczną elegancję. Biała koszula, czarna muszka i ciemne spodnie stworzyły prostą, ponadczasową stylizację, która dobrze współgrała z wyglądem panny młodej. Uwagę zwraca również miejsce wykonania zdjęcia. Para nie zdecydowała się na przesadnie wystawny kadr. Zamiast tego pozowała w otoczeniu natury, na tle pól i błękitnego nieba. Dzięki temu fotografia ma w sobie sporo swobody i naturalności.
Mężczyzną, który stanął u boku aktorki, jest Tomasz Tomaszewski. To właśnie za niego Joanna Sydor wyszła za mąż. Aktorka nie zdradzała wcześniej publicznie wszystkich szczegółów dotyczących swojego życia uczuciowego. Dlatego ślubna fotografia była dla jej obserwatorów szczególnym momentem. Aktorka sama zdecydowała, że chce pokazać światu ten fragment swojej prywatności. Nie potrzebowała przy tym wielu słów.
Dwa razy tak — napisała pod fotografią.
Krótki podpis można odczytać jako podkreślenie wyjątkowości chwili i symboliczne zaakcentowanie decyzji, którą właśnie podjęła. W komentarzach szybko pojawiły się gratulacje od znajomych oraz osób obserwujących aktorkę. A samo ślubne zdjęcie nie było zresztą jedynym kadrem, który pojawił się na jej profilu. Joanna Sydor pokazała również tort przygotowany na tę wyjątkową okazję. I trudno było przejść obok niego obojętnie. Biały, wielopiętrowy wypiek został ozdobiony efektownymi dekoracjami. Na poszczególnych poziomach pojawiły się przestrzenne elementy przypominające delikatne płatki, liście i rozwijające się kwiaty. Całość została utrzymana w jasnej, eleganckiej kolorystyce, dzięki czemu tort pasował do charakteru całej uroczystości. Co więcej, utalentowana aktorka nie ograniczyła się jedynie do pokazania wypieku. Przy zdjęciu zamieściła również krótką rekomendację:
Serdecznie polecam!
POLECAMY: Zmarła gwiazda „M jak miłość” i „Czterdziestolatka”. Miała 83 lata
W całej historii najbardziej charakterystyczne jest jednak to, jak niewiele szczegółów Joanna Sydor zdecydowała się ujawnić. Nie opublikowała obszernej relacji z uroczystości ani nie zamieniła swojego ślubu w medialne wydarzenie. Pokazała kilka wybranych kadrów pozostawiając resztę wyłącznie dla siebie i najbliższych. To dobrze pasuje do jej obecnego sposobu funkcjonowania.
Aktorka, która przed laty była regularnie obecna na ekranach, dziś zdecydowanie rzadziej pojawia się w centrum medialnego zainteresowania. Znalazła własną drogę zawodową, rozwijając się również w architekturze wnętrz, a prywatność najwyraźniej stała się dla niej równie ważna jak kariera. Tym bardziej wymowne jest to, że właśnie teraz zdecydowała się pokazać tak osobisty moment.
Aktorka, którą widzowie zapamiętali jako Teresę
Dla wielu osób nazwisko Joanny Sydor wciąż automatycznie przywołuje jedną postać, a dokładnie Teresę z „M jak miłość”. Jej bohaterka była związana z Pawłem Zduńskim, którego gra nadal w serialu Rafał Mroczek, a ich relacja należała do tych serialowych historii, które przez długi czas budziły emocje widzów. Dodatkowo, Joanna Sydor nie ograniczała się jednak do jednej produkcji. Przez lata pojawiała się również w teatrze, filmie i innych serialach telewizyjnych. Grała m.in. w „Na dobre i na złe”, „Samo życie” czy „Belfrze”. Jej zawodowa droga rozwijała się więc równolegle na kilku scenach m.in. tej teatralnej, filmowej i telewizyjnej.
Z czasem aktorstwo przestało być jedynym obszarem, w którym chciała się realizować. Aktorka ukończyła architekturę wnętrz na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i zaczęła rozwijać się również jako projektantka. Ta decyzja była czymś więcej niż zmianą zawodowych zainteresowań. Otworzyła przed nią możliwość funkcjonowania poza światem, w którym przez lata była rozpoznawana przede wszystkim jako aktorka. Można więc powiedzieć, że jej historia zawodowa potoczyła się nieco wbrew temu, czego można byłoby oczekiwać od osoby, która zdobyła popularność dzięki telewizji. Zamiast nieustannie podtrzymywać swoją obecność w mediach, artystka znalazła dla siebie inną przestrzeń. I dlatego jej najnowszy wpis przyciągnął tak dużą uwagę.
POLECAMY: Rafał Mroczek nigdy tego nie ujawniał! Jak potoczą się jego losy w „M jak Miłość”?




news
Mikołaj “Bagi” Bagiński z nowym programem w Polsacie? Padła ważna deklaracja
Jeszcze niedawno wydawało się, że Mikołaj Bagiński jest jedną z ważniejszych twarzy Polsatu. Po zwycięstwie w „Tańcu z Gwiazdami” pojawiał się przy kolejnych projektach stacji, jednak później jego sytuacja wyraźnie się zmieniła. Teraz influencer zdradził, co naprawdę dzieje się za kulisami i dlaczego zabrakło go podczas pierwszego odcinka nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Dowiedz się więcej!
Mikołaj Bagiński dał się poznać szerokiej publiczności przede wszystkim dzięki zwycięstwu w ubiegłorocznej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Sukces na parkiecie sprawił, że influencer zaczął pojawiać się w kolejnych produkcjach Polsatu i szybko stał się jedną z osób kojarzonych ze stacją. Jego kariera telewizyjna zaczęła nabierać tempa, a przed nim pojawiały się kolejne możliwości.
W tym roku Mikołaj Bagiński był mocno obecny w Polsacie. Po wygranej w „Tańcu z Gwiazdami” został zaangażowany między innymi do prowadzenia finałów „Farmy”, a także „Must Be The Music”. Pojawił się również jako gość specjalny w „Nasz nowy dom”. Wszystko wskazywało więc na to, że współpraca influencera ze stacją będzie się rozwijać.
Później jednak doszło do zamieszania wokół programu inspirowanego „Farmą”, który Mikołaj Bagiński stworzył poza Polsatem. Projekt wywołał sporo emocji i miał również poruszyć Edwarda Miszczaka. Influencer musiał tłumaczyć szefowi stacji swoje intencje, a sytuacja przez pewien czas była szeroko komentowana.
Dziś wygląda jednak na to, że tamta sytuacja jest już przeszłością. Podczas rozdania nagród ELLE Pudelek miał okazję porozmawiać z Mikołajem Bagińskim, który został zapytany między innymi o to, jak obecnie układają się jego relacje z Edwardem Miszczakiem oraz czy nadal planuje kolejne projekty z Polsatem.
W rozmowie influencer jasno odniósł się do pojawiających się wcześniej informacji. Mikołaj Bagiński przyznał, że na ten moment nie pracuje nad nowymi projektami ze stacją. Jednocześnie uspokoił, że jego relacje z Edwardem Miszczakiem mają być obecnie dobre.
„To były plotki. Nie miałem być ogłoszony w “Halo tu Polsat”. Na razie nic nie planujemy. Myślę, że z panem Edwardem już wszystko okej. Wstawiliśmy po całej akcji “Farmowej” wspólną fotę, jak sobie podajemy ręce. Na zdjęciu się uśmiechamy” – wyznał.
Słowa Mikołaja Bagińskiego sugerują więc, że między nim a Edwardem Miszczakiem nie ma już większego konfliktu. Choć na razie nie pojawiają się informacje o nowych wspólnych przedsięwzięciach, influencer nie zamyka tym samym drzwi do dalszej współpracy.
POLECAMY: Kto zastąpi Wieniawę w „Mam Talent”? Ten gwiazdor ma chrapkę na jej fotel
Bagi nie pojawi się na widowni “Tańca z Gwiazdami”?
Nieobecność Mikołaja Bagińskiego podczas pierwszego odcinka 19. edycji „Tańca z Gwiazdami” mogła jednak zwrócić uwagę widzów. Tym bardziej że jego partnerką jest Karolina „Kaeyra” Baran, która tym razem sama pojawiła się na parkiecie jako uczestniczka tanecznego show. Influencer otrzymał zaproszenie do programu, ale ostatecznie zdecydował, że pierwszy odcinek obejrzy w domu.
„Miałem zaproszenie od “Tańca z gwiazdami” i było mi niezmiernie miło. Naprawdę doceniam. Uważam, że mogę wspierać swoją dziewczynę sprzed telewizora. Zadzwonić do niej przed i zadzwonić do niej po. Jest to wystarczające jako rola chłopaka. Jak tam pojadę to stwarza się aura, są fotografowie, trzeba się uśmiechać i ubierać ładnie. Kiedyś dostałem ochrzan, że przyszedłem w koszulce zamiast w garniturze. Stwierdziłem, że te niedzielę spędzę przed telewizorem, ale bacznie oglądałem i bardzo byłem zaciekawiony programem” – dodał.
Nieobecność Mikołaja Bagińskiego na widowni nie oznacza więc, że przestał interesować się programem, który przyniósł mu ogromną popularność. Wręcz przeciwnie, jak sam przyznał, dokładnie śledził premierowy odcinek i wspierał swoją partnerkę – Magdę Tarnowską sprzed telewizora. Pozostaje jednak pytanie, czy jego obecność w Polsacie w kolejnych miesiącach ponownie się zwiększy.
Na razie sam influencer nie zdradza konkretnych planów zawodowych związanych ze stacją. Jedno jest jednak pewne: po głośnych wydarzeniach wokół „Farmy” relacje Mikołaja Bagińskiego z Edwardem Miszczakiem wydają się znacznie spokojniejsze. Czy to cisza przed kolejną telewizyjną propozycją? Czas pokaże.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jacek Kawalec u Wojewódzkiego ujawnił prawdę o odejściu z Budki Suflera. Zaskoczeni?
W jakim programie chcielibyście zobaczyć Bagiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!







Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuJest decyzja ws. pogrzebu Adriana Szymaniaka. Rodzina wystosowała ważny apel
-
news4 dni temuRoxie Węgiel trafiła do WIĘZIENIA? Te wieści zaskoczyły jej fanów
-
news2 dni temuAnita przemówiła po pożegnaniu Adriana w TVN. Padły poruszające słowa
-
news5 dni temuTYLKO U NAS: 20-letnia narzeczona Chajzera w „Królowej Przetrwania”? Padły zaskakujące słowa
-
news4 dni temuNie żyje Adrian Szymaniak ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Żona przekazała oświadczenie
-
news5 dni temuLawina komentarzy po 1. odcinku „TTBZ”. Miller jako Rodowicz podbił internet?
-
showbiz3 dni temu„Taniec z Gwiazdami” wystartował. Kto wypadł najlepiej, a kto najsłabiej?
-
showbiz3 dni temuJulia Wieniawa zaliczyła potężną WPADKĘ na żywo. Śmieszne? [WIDEO]

Dodaj komentarz