Śledź nas

lifestyle

#FETYSZOWO: “ARTYŚCI SĄ SEZONOWYM PRODUKTEM…” MÓWI MONIKA JAROSIŃSKA I…

Opublikowano

w dniu

Wraca po kilku latach nieobecności w telewizji i upomina się o swoje. W ekskluzywnym, szczerym wywiadzie ponownie daje powody, aby o niej mówili… Od zawsze była na językach, ale ma przecież “status gwiazdy”. To zobowiązuje.  

 

Fetysz: To będzie długi wywiad, ale ktoś musi Cię zoperować publicznie, żeby ludzie bez twarzy mieli o czym mówić. Z jakiegoś powodu nigdy nie wypadłaś z plotkarskiego obiegu, mięło tyle lat, a o Tobie wciąż się mówi. Monika – dlaczego w Polsce robi się z Ciebie beztalencie i odbiera wszelkie sukcesy, albo umniejsza je do rozmiaru Twojego psa, Bożeny?
Monika Jarosińska: Możliwe, że dla niektórych bezpieczniej komuś umniejszać wiedzy, talentu, sukcesów, pozbyć się konkurencji, bądź też dla tak zwanej hecy – dobra, dojedziemy, na przykład  Jarosińską, będzie beka, będzie zabawa. Myślę, że ten okres jest za mną… Minęło trochę czasu od tej nagonki medialnej, chociaż… jakiej medialnej? Kurde, przecież ja doskonale wiedziałam kto to pisze! Ludzie których znałam, którzy mnie dobrze znali, uśmiechali się, piliśmy wino… Jak w „Ojcu Chrzestnym” całują się na powitanie, jest przytulanie, łapanie za bary, a za rogiem dostajesz strzał.

Fetysz: To boli? Taki strzał? Jesteś przecież dyplomowaną aktorką, piosenkarką, odnosisz sukcesy. Polski show biznes jest już taki, że co jakiś czas kogoś wynosi się na czerwony murek, dywanik, entliczek pentliczek, stoliczku nakryj się, złoto i brokat, a potem jebut, strzelanina, była kariera, kariery nie ma?
Monika Jarosińska: Przecież wiesz jak to działa. Artyści są sezonowym produktem, jak opony w samochodzie. Zużyją się, wymieniamy na nowe. Może to znak czasów.

Fetysz: Aktorka po Łódzkiej Szkole Filmowej, o której mówi się w Europie, że jest jedną z lepszych szkół aktorskich, nie ma pracy w zawodzie. Wysokie wymagania finansowe, brak ról, czy wszystko obstawione po znajomości?
Monika Jarosińska: Owszem, był czas gdzie nie było mnie nigdzie widać. Myślę, że zaczęło się to kilka lat temu, dokładnie pięć, najpierw tak zwane skandale, a tak na serio miałam taką malutką traumę. Pewien pan, z którym pracowałam przy jednym serialu, wystarczająco mi obrzydził na jakiś czas wykonywanie zawodu… Pamiętam, że jak jeździłam na plan zdjęciowy to wymiotowałam z nerwów czy będzie ten psychol dzisiaj się darł i mnie obrażał, czy będzie miał lepszy dzień… Dwa lata temu zagrałam sporą epizodyczną rolę w „Dziewczynach ze Lwowa”. Tak się spodobała moja postać scenarzystom i reżyserowi Wojtkowi Adamczykowi, że w drugiej serii mam bardzo dużą rozbudowaną rolę. Cieszyłam się jak dziecko! Nie mogłam się doczekać! Na planie zamiast o 7 byłam już 6 (śmiech). Tak ja to kocham!

Fetysz: Wyprzedziłaś mnie, to ja miałem zapytać o serial. Pal licho – powracasz! Po pięciu latach, bytu niebytu, wreszcie come back. I to w Telewizji Polskiej! Oczywiście w swoim stylu, jako żona gangstera, Matylda w “Dziewczynach ze Lwowa”. Jak się czujesz?  
Monika Jarosińska: Czuje się fenomenalnie! To prawda że te pięć lat nie były najszczęśliwszym okresem w moim życiu, które bardzo mocno mnie doświadczyło. Ale umiem nawet z takich przeżyć wyciągnąć wnioski. Kiedyś oglądałam się za siebie, myślałam za dużo o przeszłości. Już tego nie robię. Dla mnie najważniejsze jest „tu i teraz”. To nie tak, że mnie w ogóle nie było. Pojawiałam się w różnych produkcjach serialowych, ale nie było to tak często. Chorowałam i nie byłam w stanie myśleć o pracy. Wracam z rolą Matyldy, również jako nowa ja. Z nową energią. Jestem bardzo podekscytowana.

Fetysz: Uważasz, że Twoje pięć minut minęło, czy może że odebrały Ci je niesłusznie media? Nie zrozum mnie źle, nie chcę tu z Ciebie robić jakiejś ofiary bez strat w Smoleńsku, ale zastanawia mnie fenomen tego mechanizmu, cała filozofia. Zaczynałaś w „Samo Życie”, (a może i nie zaczynałaś), ale dało Ci to rozpoznawalność – jak ta rozpoznawalność, wtedy, wpłynęła na Twoje życie?
Monika Jarosińska: Miałam dużo szczęścia, pasji, wiary i pewności siebie. Mówię w czasie przeszłym bo po tak długiej przerwie i doświadczeniach życiowych uczę się tego na nowo… Przyjechałam z Będzina dostałam się do Filmówki, potem z czarną ortalionową torbą wylądowałam w Warszawie. Taka mała anegdota – wracałam do domu na święta, miałam w tej legendarnej, bazarowej torbie pościel. Zawoziłam ją do domu do prania bo w akademiku mieliśmy pralkę Franię, do której był wręcz komitet kolejkowy… Wtarabaniłam tę torbę do pociągu, jakiś uprzejmy pan mi pomógł ją wrzucić na górę, zaczął mi się przyglądać, raz mnie, raz torbie i po chwili mówi: „I życzę Pani, żeby Pani wszystko sprzedała!” (śmiech). Spałam w Teatrze Ochoty bo nie stać mnie było na mieszkanie, poniewierałam się z kąta w kąt, ale wiedziałam, że dam radę. Mieszkanie bez prądu, w którym uczyłam się przy świeczce oraz z bonusowym kotem bez oka – za opiekę nad nim mogłam mieszkać prawie za darmo. Ja kocham zwierzaki, ale nie przypadliśmy sobie do gustu, wiec robił mi na złość – kupa w wannie, w bucie, w łóżku.. Po premierze w teatrze spakowałam się i uciekłam z tego domu. Dostałam rolę w „Samym Życiu”. Wcześniej były też oczywiście inne pierwsze epizody, jak na przykład „Przychodnia pierwszego przychodnia” (pilot serialu), serial „Miasteczko”, „Zaginiona”. Uczyłam się, miałam dużo pokory i szacunku, wydaje mi się że mam to do dzisiaj. Moja kariera po pewnym czasie ruszyła z kopyta do przodu i nagle… Skończyło się tak jakby ktoś wyjął wtyczkę z gniazdka – stałam się niewidzialną, kobietą cień, która jest – ale jej nie ma… Rozpoznawalność? Nigdy nie robiłam z tego wielkiego halo. Była czymś normalnym, częścią tego zawodu. Dla mnie i moich znajomych nadal byłam i chciałam być tą Moniką z Będzina. Nadal nią jestem. Przejechałam się na tym nie raz, otwierając serce do przyjaciół, którzy chcieli tylko abym otworzyła im drzwi do świata do którego ja dostałam się swoją ciężka pracą. Tak, jestem ofiarą (śmiech) – losu.

 

Polecamy: #FETYSZOWO: “MAM WŁASNE WYBORY I KRYTERIA” – WYWIAD Z KRYSTYNĄ MAZURÓWNĄ

 

Fetysz: Jaka jest Warszawa, dla kogoś kto ma pasję, doświadczenie i chęć pracy? Bo prócz ostatnich dwóch, trzech lat, które Ci wycięto z życiorysu, a to przez skandal, a to przez chorobę i depresję, Ty ciągle podróżowałaś, grałaś w klubach, normalnie zmieniałaś tylko majtki, kiecki i buty i na scenę. Wciąż biegłaś przed siebie!
Monika Jarosińska: Myślę, że kiedyś były inne czasy, przyjaźnie. Warszawa była bardziej otwarta i  ludzie też. Może po prostu było łatwiej, bo nie miałam tego bagażu i tych doświadczeń… Jest takie angielskie przysłowie „Ignorance is bliss”. Te sytuacje bardzo mnie zmieniły. Jestem ostrożna, boję się zaufać. Może to dobrze bo chronię samą siebie… Kocham muzykę, dzięki temu, że śpiewam i mój mąż też jest związany z muzyka zwiedziłam świat, poznałam fantastycznych ludzi. Nie raz było tak, że trzeba było zapłacić tak zwane wpisowe i musieliśmy występować za darmo. Jestem osobą która kocha wyzwania, mnie nie można powiedzieć, że coś jest za trudne. Najlepiej nie mówić nic. Poza tym to nie były 3 a prawie 5 ostatnich lat! To, że nie zwariowałam doszczętnie, nie popadłam w nałogi to jakiś cud. Depresja to parszywa, podstępna choroba. Nie wiem czy można się z niej wyleczyć.

Fetysz: Monika, muszę o to zapytać. Kiedy ostatni raz u Ciebie byłem, pokazywałaś mi całe pudła z artykułami, okładkami, byłaś w cholerę nośna, tego jest od ciula i ciut więcej! Jak to jest upaść i  stracić sławę? Może źle formułuję to pytanie – ale jak to jest być tam, a teraz już nie być i trochę tak rozpamiętywać przeszłość? Sława uzależnia? Sama byłaś kiedyś bohaterką wielu ścianek i salonów.
Monika Jarosińska: To nawet nie chodzi o tę całą sławę ale o poczucie tego, że ktoś Cię kiedyś doceniał, a nagle nie. To boli najbardziej bo upada Twoje własne poczucie wartości i samooceny. To pudło wyniosłam dawno na strych. Może też w ramach terapii (śmiech).

Fetysz: W rolach serialowych jak w życiu jesteś nieobliczalna. Odważna. Dlaczego dzisiaj, nie ma Cię na salonach? 
Monika Jarosińska: W Warszawie wszystko już było. Powiem Ci szczerze, że nie zamierzam iść gdzieś gdzie Cię obgadają, że założyłaś tą samą kieckę czy buty. To naprawdę nic nie daje. To żaden fejm tylko żałosne pompowanie własnego ego. Zdarzają się eventy na których należy być ale i tak za moich czasów to były imprezy (śmiech), a i gifty dla celebrytów były fajne, a nie tanie pomadki do ust i ohydny catering. Teraz wolę spotkać się ze znajomymi w domu i coś im ugotować. Wiesz, że są tacy ludzie, którzy tylko chodzą na takie imprezy? Nie są artystami, nie są nawet celebrytami. Nazywam ich „chodziarzami” bo potrafią obskoczyć nawet kilka imprez jednego wieczoru.

Fetysz: Od serialowej prostytutki poprzez reklamy i epizody do gangsterki. W międzyczasie jednak długo nic. W Polsce nie ma ról dla kobiet po czterdziestce? 
Monika Jarosińska: Pokutuje takie coś, że albo postacie kobiece to młode sex bomby albo matki lub matrony. Gdy oglądamy amerykańskie seriale zawsze znajdzie się postać silnej kobiety w moim wieku, często wrednej szefowej albo kobiety po przejściach. W wachlarzu postaci zawsze ktoś taki jest. U nas bardzo często nadal jedzie się sztampą lub brak jest pomysłu na taką postać. Może w naszej mentalności nie istnieją takie kobiety, a singielki po czterdziestce, samotnie wychowujące dzieci i wciąż robiące karierę czy wręcz kierujące mężczyznami w naszym społeczeństwie nie istnieją lub zasługują na społeczną śmierć i potępienie. Nie można takich kobiet ignorować nawet w serialach czy filmach. One istnieją i trzeba opowiadać ich historię. 

 

 

Fetysz: Monika Jarosińska to aktorka dramatyczna, komediowa czy może z cyklu zabili ją i uciekła, czyli sensacyjna, ale nikt nie dał Ci szansy na zaistnienie w wielu kreacjach, które mogłabyś pokazać?
Monika Jarosińska: W pewnym sensie tak było – zabili ją i uciekła (śmiech). Gdy byłam młodsza grałam amantki, chociaż tak na serio, nigdy tego nie lubiłam. Miałam taki wizerunek blond laski z szerokim uśmiechem z domieszka, powiedzmy, sex appealu. Zawsze chciałam zagrać w serialu bądź filmie kostiumowym. A wracając do akcji, do roli policjantki w sensacyjnym serialu „Tak czy Nie” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego, przeszłam szkolenie z instruktorami GROM’u w zakresie obsługi broni krótkiej. Fajna rola. Biegałam z pistoletem, potrafiłam składać i rozkładać broń na czas i pamiętam, że jak mieliśmy zdjęcia na strzelnicy to mnie pozwolono strzelać z ostrej amunicji, a mojemu serialowemu partnerowi nie. Był bardzo obrażony (śmiech). Tam też poznałam na planie Bogusia Lindę. Pamiętam też historię dosyć dramatyczną z naszego pobytu w Katowicach gdzie odbywały się zdjęcia. Mieszkaliśmy w pewnym starym hotelu, który lata świetności już dawno miał za sobą. Całą ekipą byliśmy tam zakwaterowani. Podejrzewam, że od czasu PRL’u nic tak wyjątkowego im się nie przytrafiło jak mieszkająca tam wielka ekipa filmowa – to było coś!  No i jak w każdym hotelu z tamtych czasów na poziomie -1 była dyskoteka. Rezydowały tam pracujące panie „lekkich obyczajów”. Codziennie inaczej ubrane to w pióra, to w kabaretki, nowe fryzury, nowe trwałe. Coś pięknego! Któregoś dnia wracamy do hotelu, a tam istne szaleństwo! Słyszymy krzyki i zamieszanie. Na moim piętrze, dwa pokoje od mojego, leżał nagi facet reanimowany przez dwie obsługujące go wcześniej Panie. Można się tylko domyślać co działo się wcześniej bo niestety delikwent nie przeżył.
Bardzo miło wspominam też pracę w serialu „Plebania” czy „Pierwsza Miłość”. To były fajne czasy…

Fetysz: Dobrze jest powspominać, ale masz się czym chwalić, więc skupmy się na teraźniejszości. Razem z mężem, znanym DJ’em, Mr Root’em, tworzycie muzyczny kolektyw. Skąd pomysł na taki kierunek w karierze?
Monika Jarosińska: Pamiętasz, że poznaliśmy się w podczas jednego z moich klubowych koncertów w Poznaniu. Zawsze chciałam śpiewać. Mimo że moim zawodem jest aktorstwo, od zawsze ciągnęło mnie do śpiewania. Śpiewałam w Górniczym Chórze Śląskim „Polonia Harmonia” jako mała dziewczyna, występowałam też w konkursach piosenki aktorskiej mimo że nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Zawsze fascynowały mnie gwiazdy takie jak Donna Summer, Madonna czy Michael Jackson. Zawsze chciałam być taka jak oni. Wystartowałam z Zenonem Boczarem i piosenką „First Kiss” w preselekcjach do Eurowizji i niewiele nam zabrakło, aby to wygrać. Byliśmy drudzy. Śpiewałam w projekcie „Poland, Why Not” z którym zjeździliśmy pół świata. Moje pierwsze spotkanie z prawdziwą elektroniką to był udział w nagraniu płyty zespołu Mathplanete, wydanej przez EMI Polska. To była świetna płyta, która zebrała bardzo dobre recenzje. Jednak to nie wystarczyło, aby płyta stała się prawdziwym sukcesem. To był okres gdzie byłam naprawdę bardzo rozpoznawalna. Pamiętam jak poszłam na spotkanie z promotorami i PR’owcami z EMI. Gdy opowiadałam sama co zrobiłam w mediach aby wypromować ten projekt oraz jak dalej powinni poprowadzić promocję miałam wrażenie, że rozmawiam z ludźmi nie z tej planety. To były czasy gdy PR i marketing dopiero raczkował. Jakieś dziwne laski siedziały naprzeciw mnie z notatnikami i notowały wszystko co im mówiłam. Coś co teraz w marketingu jest rzeczą oczywistą, wtedy było czarną magią. Projekt w efekcie upadł, laski nie zrobiły nic, zespół Mathplanete się rozpadł, a ja chyba powinnam się zajmować zawodowo marketingiem i PR-em (śmiech).

Fetysz: Koncertujesz na całym świecie. Był Paryż, Londyn, Ibiza, teraz Malta… Znowu sypią się cekiny, znowu pod butem trzeszczy brokat. Dlaczego w żadnych polskich mediach nie ma nic na temat Twoich sukcesów, za to zostałaś naczelną Maryją z odkręcaną główką i tętniakiem, nie tykać, bo wybuchnę?
Monika Jarosińska: Czyś ty stracił rozum w tym Londynie? Kogo to interesuje, że ktoś się rozwija, jest kreatywny, po co ludzi wkurzać, że gdzieś tam jeżdżę, poza tym nie ma w tym mięcha, żaru, może gdybym śpiewała na bani zataczając się z włosami w kieszeni to byłby news. Wiesz że mam oddanych fanów za granicą? Gdy śpiewałam w jednym gejowskim miejscu za Ibizie, paru Hiszpańskich chłopaków specjalnie wzięło urlop i przyjechało na mój koncert.

Fetysz: Rozum to ja w tym Londynie straciłem, życie mi się zatrzymało, pociąg mi się wykoleił, ale co się naoglądałem to moje. Teraz w Polsce oglądam kalejdoskop karier i ja nie wiem kim są ci ludzie! Gdzie jest cała stara gwardia? Teraz jakaś blogerka pokaże wargi na salonie to zostaje gwiazdą i portale plotkarskie robią w majtki, bo oto mamy wydarzenie na skalę światową! Jest cipka, Britney i Paris pokazywały to fajnie jak jest wreszcie motyw polski… Co się dzieje?
Monika Jarosińska: Nie bluźnij. Kiedyś krytyk czy tak zwany selekcjoner, jak to się teraz mówi „contentu” musiał mieć wiedzę i coś sobą reprezentować. Tacy ludzie to teraz wymierający gatunek. Wystarczy poczytać dowolny portal internetowy aby zdać sobie sprawę, że piszący tam „redaktorzy” mają problemy z gramatyką i składnią, nie mówiąc o wiedzy.

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: KATE MOSS X RESERVED, CZYLI NAJLEPSZA SUPERMODELKA I ROLOWANIE

 

Fetysz: Co potrafi zmienić agencja PR? I dlaczego w związku z tym, żadnej sobie nie wynajmiesz? Też by się o Tobie pisało.
Monika Jarosińska: Wolę pracować z moją agentką Anną Szymczak, niż z typową agencją PR’ową. Najczęściej za usługi takiej agencji trzeba zapłacić „z góry”. Ja tego nie chcę. Bądźmy uczciwi w stosunku do siebie. Dzielmy się tym, co razem wypracujemy. Kiedyś artyści nie potrzebowali agencji PR’owych. Wystarczyło że taki czy inny decydent zobaczył utalentowanego aktora czy piosenkarza i od razu dawał mu szansę. Tak było w moim przypadku. 

Fetysz: Ustawki i „rączka rączkę myje”, albo „zmiatamy pod dywanik” to temat tabu w polskich mediach. Dlaczego jedni są tak nachalnie promowani, za nic, za sprzedawanie dupy, za Dubaj, a inni, zdolni – stoją w kącie i liczą rosnące oprocentowanie kredytów?
Monika Jarosińska: Nie wiem jak to już jest. Wypadłam z obiegu plotek i domysłów. Może jestem za stara. Jest na kogoś tak zwana moda – potem mija i tak w kółko. Możliwe, że producenci sami wybierają albo, tego lubimy, tego nie lubimy, cholera wie! Kiedyś nie był agencji PR i tego kto się klikał, a kto nie. Było chyba bardziej normalnie. 

Fetysz: Od niedawna mieszkasz na Malcie. Co sprawiło, ze opuściłaś Warszawę? Warszawa nie jest dla Ciebie wystarczająco cool?
Monika Jarosińska: Zaraz po zakończeniu Łódzkiej szkoły filmowej przyjechałam do Warszawy. Miałam wtedy 25 lat. Spałam w teatrze Ochota, a potem po ciemku w mieszkaniu koleżanki, która zapomniała zapłacić rachunek za elektryczność. Przeszłam wszystkie możliwe etapy jakie tylko można sobie wyobrazić. Wszystko w Warszawie. Przez ten cały czas doświadczyłam wiele dobrego i złego. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że praktycznie wszystkich znasz. Miejsca które kiedyś Cię fascynowały stają się rutyną. I nawet gdy Twoi przyjaciele i znajomi znikają a pojawiają się inni, to po prostu przestaje Cię to inspirować. I nagle razem ze „starą gwardią” znikasz, zamykając się w swoich czterech ścianach i w efekcie zdajesz sobie sprawę, że po prostu musisz zrobić coś nowego. Musisz zmienić miejsce. Malta jest piękną, a co najważniejsze, bardzo ciekawą wyspą. Posiada niesamowitą historię. I to tylko dwie i pól godziny lotu do Warszawy.

Fetysz: W jakim miejscu w życiu jesteś teraz? Nie ma Cię w Polsce. Co robisz?
Monika Jarosińska: Mieszkam zagranicą. Oczywiście nie jest tak, że zerwałam kontakty z Polską. W końcu to tylko dwie i pół godziny lotu samolotem z Warszawy. Dłużej zajmuje dojechanie z Katowic lub z Trójmiasta do Warszawy pociągiem. Przylatuję na zdjęcia, gdy mam pracę bądź jakieś zlecenie. Tutaj odwiedza mnie rodzina i znajomi. Na Malcie razem z mężem organizujemy eventy, imprezy oraz oczywiście występujemy w klubach. Malta jest przepiękna, ma wspaniałą historię, a co najważniejsze, dobre jedzenie i produkty spożywcze. Uwielbiam gotować. Już dawno nie miałam takiej frajdy z gotowania jak tutaj. Pomidory wreszcie mają znów zapach pomidorów, a chleb nie czerstwieje w godzinie po zakupie. Nie każdy wie, że na Malcie jest dużo agencji aktorskich oraz kręci się mnóstwo produkcji filmowych, również tych hollywoodzkich. Kto wie, co się wydarzy w przyszłości.

Fetysz: Muzyka. Malta. Serial. Co dalej? 
Monika Jarosińska: Nie wiem. Żyję chwilą. Co będzie to będzie. Kiedyś uwielbiałam latać do Londynu. Zagrałam tam kilka koncertów. Chcę tam wrócić. To jedno z moich ulubionych miast na świecie. 

 

 

Autor: Bartek Fetysz
Zdjęcia: Archiwum artystki

lifestyle

Nicol Pniewska zdradza, że miłością do perfum zaraził ją chłopak – Lattafa Khamrah Waha: „Będzie naszym nowym faworyt”

Opublikowano

w dniu

przez

Warszawska premiera zapachu Lattafa Khamrah Waha okazała się prawdziwym magnesem dla gwiazd, które chętnie opowiadały o swoich perfumeryjnych fascynacjach. Jednym z gości wydarzenia była Nicol Pniewska, która nie ukrywała, że nowa kompozycja arabskiej marki zrobiła na niej ogromne wrażenie. Artystka zdradziła nam też, komu zawdzięcza swoją miłość do perfum i dlaczego nowość od Lattafy ma szansę na stałe zagościć w jej domu.

Miłość do perfum, która zaczęła się od… chłopaka

Dla Nicol Pniewskiej perfumy to nie chwilowa moda, lecz codzienny rytuał – i, jak sama przyznaje, pasja, którą zaraził ją ktoś bardzo bliski. Podczas premiery Lattafa Khamrah Waha influencerka opowiedziała nam o swojej zapachowej historii z rozbrajającą szczerością:

„Bardzo ładny zapach, naprawdę, jest prześliczny. Przez mojego chłopaka pokochałam perfumy i cały czas się czymś psikam, ale mam wrażenie, że to będzie nasz nowy faworyt” – mówiła Nicol Pniewska na premierze Lattafa Khamrah Waha.

Trudno o bardziej wymowny komplement – gdy osoba, która „cały czas się czymś psika”, od razu typuje nowość na numer jeden w swojej kolekcji, znaczy to, że kompozycja naprawdę się wyróżnia. A o wyrazistość i zapadające w pamięć nuty Lattafa dba jak mało która marka.

POLECAMY: Marcin Miller PORÓWNAŁ SIĘ do Skolima. Padły zaskakujące słowa

Jeden flakon, dwie osoby – siła zapachów unisex

W rozmowie z nami wokalistka poruszyła też wątek, który coraz częściej przewija się w dyskusjach o perfumach arabskich – ich uniwersalność. Okazuje się, że w związku Nicol zapachy nie mają przypisanej płci, a flakony krążą między nią a jej nowym partnerem Krystianem zupełnie naturalnie:

„Najczęściej używamy perfum unisex, więc na pewno będziemy się nimi dzielić” – zdradziła gwiazda.

To wyznanie idealnie trafia w charakter najnowszej propozycji LattafyKhamrah Waha powstała bowiem jako kompozycja unisex – równie dobrze układa się na skórze kobiety, jak i mężczyzny, co czyni ją idealnym kandydatem na wspólny, „parowy” zapach. Taki model dzielenia się perfumami to zresztą rosnący trend: zamiast dwóch osobnych półek – jedna wspólna kolekcja, z której każdy czerpie według nastroju.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dorota Wellman stworzy NOWY duet w „Dzień dobry TVN”. Kiedy debiut?

Khamrah Waha – oaza, która elektryzuje

Zapach, który oczarował Nicol Pniewską, to najświeższy rozdział kultowej już serii Khamrah. Słowo „Waha” w języku arabskim oznacza oazę, jednak Lattafa nie poszła tu w stronę sennego, spokojnego obrazka spośród wydm. Marka postawiła na koncept „Electric Oasis” – spotkanie rozgrzanego, pustynnego ciepła z zaskakującym, niemal mroźnym powiewem świeżości. Ten nieoczekiwany kontrast sprawia, że kompozycję trudno porównać do czegokolwiek innego – i jeszcze trudniej o niej zapomnieć.

Gdzie kupić perfumy Lattafa Khamrah Waha?

Nowość jest już dostępna w Polsce – flakon Lattafa Khamrah Waha zamówimy online w sklepie ScentCorner.pl w cenie 159,99 zł, a stacjonarnie znajdziemy go w drogeriach Super-Pharm i Drogerii Natura. Miłośnicy poprzednich odsłon serii – klasycznej Lattafa Khamrah oraz kawowej Lattafa Khamrah Qahwa – kupią je w sieci Hebe.

ProduktGdzie kupić
Lattafa Khamrah Waha (nowość)Super-Pharm, Drogeria Natura, ScentCorner.pl
Lattafa KhamrahHebe
Lattafa Khamrah QahwaHebe

Osoby, które przed zakupem wolą poznać zapach na żywo, mogą odwiedzić wyspy ScentCorner – w warszawskiej Galerii Młociny, w centrum Nowa Stacja w Pruszkowie oraz w poznańskim King Cross. To okazja, by przetestować nie tylko Wahę, ale i szerszy wybór perfum z Dubaju.

Fenomen arabskich perfum trwa w najlepsze

Popularność marki Lattafa Perfumes w Polsce nie bierze się znikąd. Dubajski dom perfumeryjny znalazł przepis na sukces, łącząc bliskowschodnią tradycję zapachową z nowoczesnym charakterem i cenami, które nie wymagają zaciskania pasa. Seria Khamrah – od słodko-korzennego oryginału, przez kawową Qahwę, po elektryzującą Wahę – udowadnia, jak wiele twarzy mogą mieć orientalne nuty. A entuzjastyczne reakcje gwiazd takich jak Nicol Pniewska, która już planuje dzielić nowy flakon ze swoim partnerem, tylko potwierdzają, że moda na perfumy arabskie nad Wisłą nie zamierza słabnąć.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sebastian Fabijański z mocnym przesłaniem. Fani nie kryją wzruszenia

Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Nicol Pniewska – premiera perfum Lattafa Khamrah Waha

Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Nicol Pniewska – premiera perfum Lattafa Khamrah Waha

Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Nicol Pniewska – premiera perfum Lattafa Khamrah Waha

JS

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Kuba Szmajkowski o nowym zapachu Lattafa Khamrah Waha: „Totalnie pasuje do vibe’u PORTO”

Opublikowano

w dniu

przez

Premiera nowej kompozycji Lattafa Khamrah Waha zgromadziła grono gwiazd chętnie dzielących się swoimi zapachowymi upodobaniami. Na evencie pojawił się również Kuba Szmajkowski, który – pytany o pierwsze wrażenie po kontakcie z nowym zapachem – nie krył ciekawości. Artysta zdradził nam, jak na co dzień podchodzi do wyboru perfum oraz dlaczego letni klimat Khamrah Waha świetnie koresponduje z jego najnowszą twórczością.

Kuba Szmajkowski otwarty na nowe zapachy

Wokalista przyznał, że na co dzień sięga po zupełnie inne kompozycje, jednak nowość od Lattafy, czyli Khamrah Waha zwróciła jego uwagę na tyle mocno, że zamierza dać jej szansę poza premierowym wydarzeniem. Taka reakcja to spory komplement dla marki, która stawia na wyraziste, zapadające w pamięć nuty:

„Super, rzeczywiście na co dzień używam nieco innych perfum, ale to jest bardzo ciekawy zapach i myślę, że będę go sobie testował” – mówił Kuba Szmajkowski na premierze Lattafa Khamrah Waha.

Tego rodzaju otwartość na eksperymentowanie z perfumami arabskimi to coś, co coraz częściej deklarują polskie gwiazdy – i co napędza rosnącą popularność perfum znad Zatoki Perskiej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ralph Kaminski usłyszał w Krakowie: „Zaraz dostaniesz w pysk”. Co tam się wydarzyło?

Sezonowe podejście do zapachów – lekko latem, ciężej zimą

Szmajkowski zdradził nam też swoją prywatną filozofię doboru perfum, która zmienia się wraz z porami roku. Okazuje się, że artysta traktuje zapach niemal jak element stylizacji dopasowanej do aury za oknem:

„Jak teraz zbliża się lato, to stawiam na takie lżejsze, a jak jest zima to lubię takie cięższe zapachy” – wyjaśnił muzyk.

To podejście pokrywa się z tym, co podpowiadają eksperci od perfum z Dubaju – cięższe, korzenne i głębokie kompozycje świetnie sprawdzają się w chłodniejszych miesiącach, natomiast latem warto sięgać po świeższe, elektryzujące warianty. Dokładnie taką rolę pełni najnowsza Khamrah Waha, łącząca pustynne ciepło z orzeźwiającym chłodem.

Zapach pasujący do vibe’u nowej piosenki

Najciekawszym wątkiem rozmowy okazało się jednak połączenie zapachu z twórczością artysty. Szmajkowski przyznał, że klimat Khamrah Waha doskonale współgra z energią jego najnowszego utworu “PORTO”:

„Taki letni klimat i taki zapach perfum totalnie pasuje do vibe’u mojej piosenki” – podsumował Kuba Szmajkowski.

To spostrzeżenie pokazuje, że dobrze skomponowany zapach potrafi stać się nie tylko osobistym akcentem, ale wręcz częścią artystycznego wizerunku – elementem, który dopełnia muzyczną narrację i buduje spójny, letni klimat wokół premiery.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sebastian Fabijański długo TO ukrywał. W końcu wyznał prawdę o synu

Khamrah Waha – pustynny żar i lodowaty oddech w jednym flakonie

Kompozycja, która zrobiła wrażenie na Kubie Szmajkowskim, to najnowszy rozdział głośnej serii Khamrah. Nazwa „Waha” oznacza po arabsku oazę, ale Lattafa odeszła tu od obrazu sennego zakątka pośród piasków. Zamiast tego marka proponuje „Electric Oasis” – zderzenie pustynnego ciepła z nieoczekiwanym, mroźnym chłodem, który pobudza zmysły. Ten kontrast sprawia, że zapach trudno zaszufladkować i jeszcze trudniej przejść obok niego obojętnie.

Gdzie kupić perfumy Lattafa Khamrah?

Najnowsza Lattafa Khamrah Waha trafiła już do sprzedaży – można ją zamówić już za 159,99 zł. w sklepie ScentCorner.pl, a także kupić stacjonarnie w sieci Super-Pharm oraz w Drogerii Natura. Fani wcześniejszych odsłon serii sięgną po Lattafa Khamrah i Lattafa Khamrah Qahwa w drogeriach Hebe.

ProduktGdzie kupić
Lattafa Khamrah Waha (nowość)Super-Pharm, Drogeria Natura, ScentCorner.pl
Lattafa KhamrahHebe
Lattafa Khamrah QahwaHebe

Dodatkowo miłośnicy arabskich perfum nie muszą ograniczać się wyłącznie do zakupów online lub w dużych sieciówkach – najnowszą Lattafę Khamrah Waha można powąchać i kupić również stacjonarnie. Markę znajdziecie na wyspach ScentCorner w Galerii Młociny w Warszawie, w centrum Nowa Stacja w Pruszkowie oraz w poznańskim King Cross.

Dlaczego arabskie perfumy podbijają Polskę?

Sukces marki Lattafa Perfumes to nie przypadek. Dom perfumeryjny z Dubaju trafił w gust polskich klientów połączeniem trzech rzeczy: bogatej, bliskowschodniej tradycji zapachowej, nowoczesnego sznytu i cen, które nie odstraszają. Seria Khamrah – od słodko-korzennej klasyki, przez kawową Qahwę, aż po energetyczną Wahę – pokazuje, jak szeroki może być wachlarz orientalnych nut. A entuzjazm takich osób jak Kuba Szmajkowski, otwarcie deklarujący chęć testowania nowych kompozycji, tylko potwierdza, że moda na perfumy arabskie w Polsce ma się znakomicie i szybko nie minie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maja Chwalińska PRZERWAŁA wywiad. Tego nikt się nie spodziewał

Na zdj.: Kuba Szmajkowski i Grzegorz Dobek, Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Na zdjęciu Kuba Szmajkowski. Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Na zdj.: Kuba Szmajkowski i Grzegorz Dobek, Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

JS

fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Ola Ciupa szczerze o Khamrah Waha: „Jestem bardzo wymagająca”. Wyznanie gwiazdy na premierze arabskich perfum Lattafa

Opublikowano

w dniu

przez

Premiera Lattafa Khamrah Waha w Warszawie przyciągnęła gwiazdy, które nie kryły emocji. Wśród zaproszonych gości pojawiła się Ola Ciupa – influencerka i osobowość telewizyjna znana z bezkompromisowego podejścia do stylu. Przy kontakcie z nowym zapachem arabskiej marki nie owijała w bawełnę: jest wybredna, wie, czego chce – i Khamrah Waha najwyraźniej zdała jej test.

Gdy perfumy muszą zasłużyć na uwagę

Nie każdy zapach trafia do kolekcji Oli Ciupy. Gwiazda, znana z wyrazistego stylu i bezkompromisowych opinii, już na wstępie postawiła sprawę jasno – jej próg wymagań jest wysoki.

„Ja jestem osobą bardzo wybredną, jeżeli chodzi o zapachy. Jak większość kobiet uwielbiam perfumy, natomiast jestem bardzo wymagająca. Lubię takie, które są nieoczywiste” – przyznała Ola Ciupa podczas premiery Lattafa Khamrah Waha.

To właśnie ta nieoczywistość – kontrast pustynnego ciepła z lodowatą, elektryzującą świeżością – sprawia, że Khamrah Waha wyróżnia się na tle innych orientalnych perfum dostępnych na polskim rynku.

POLECAMY: Tyle ma zarabiać Żurnalista za odcinek „TzG”. Inni mogą pozazdrościć?

Ola Ciupa: ten zapach to strzał w dziesiątkę

Kiedy ktoś tak wymagający jak Ola Ciupa daje perfumom zielone światło, to znaczy, że kompozycja naprawdę broni się sama. I tak właśnie było w przypadku najnowszej odsłony kultowej serii Lattafy.

„Ten zapach to może być strzał w dziesiątkę. Myślę, że większość kobiet uzna go za bardzo atrakcyjny” – stwierdziła gwiazda.

Opinia Ciupy wpisuje się w coraz głośniejszą rozmowę o tym, czego Polki szukają w perfumach – a szukają charakteru, trwałości i kompozycji, które zostają w pamięci długo po wyjściu z pomieszczenia. Dokładnie tego, z czego słyną arabskie perfumy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Margaret nie wytrzymała po słowach Skolima. Ostro?

Nieoczywiste zapachy – dlaczego orientalne nuty przykuwają uwagę?

Upodobanie Oli Ciupy do zapachów nieoczywistych to klucz do zrozumienia fenomenu perfum arabskich w Polsce. Bliskowschodnie kompozycje nie starają się być dyskretne – są odważne, wielowarstwowe i wyraziste. Baza z oudu, ambry i piżma sprawia, że działają zupełnie inaczej niż lekkie, kwiatowe wody toaletowe znane z europejskich drogerii.

Khamrah Waha idzie o krok dalej – marka Lattafa zdecydowała się tu na kontrast, który w świecie perfumeryjnym zdarza się rzadko. Ciepło pustyni zderzone z nagłym, mroźnym powiewem tworzy kompozycję, którą trudno zaszufladkować. I właśnie dlatego trudno ją zignorować.

Khamrah Waha – elektryczna oaza w nowym wydaniu

Lattafa Khamrah Waha to najnowszy rozdział jednej z najpopularniejszych serii bliskowschodniej marki. Nazwa „Waha” oznacza po arabsku oazę – jednak Lattafa nie serwuje tu sielanki. To „Electric Oasis”, czyli doświadczenie, które pobudza zmysły i nie pozwala przejść obok siebie obojętnie.

Kompozycja w wersji unisex sprawdza się zarówno na skórze kobiety, jak i mężczyzny – i to właśnie jej wszechstronność robiła wrażenie na gościach premiery.

Gdzie kupić perfumy Lattafa Khamrah Waha?

Najnowsza Lattafa Khamrah Waha jest już dostępna w sklepie internetowym ScentCorner.pl w cenie 159,90 zł, a także stacjonarnie w sieci Super-Pharm i Drogerii Natura. Wcześniejsze odsłony serii – Lattafa Khamrah i Lattafa Khamrah Qahwa – znajdziecie w drogeriach Hebe. Markę warto też odwiedzić na wyspach ScentCorner w Galerii Młociny w Warszawie, w centrum Nowa Stacja w Pruszkowie oraz w poznańskim King Cross.

ProduktGdzie kupić
Lattafa Khamrah Waha (nowość)Super-Pharm, Drogeria Natura, ScentCorner.pl
Lattafa KhamrahHebe
Lattafa Khamrah QahwaHebe

Dlaczego arabskie perfumy nie wychodzą z mody?

Entuzjazm takich osób jak Ola Ciupa – znanych z tego, że nie chwalą byle czego – to najlepsza rekomendacja, jaką marka może dostać. Perfumy arabskie zdobyły polskie drogerie i serca Polek dzięki temu, co odróżnia je od europejskich odpowiedników: intensywności, trwałości, głębi i oryginalnym kompozycjom. Lattafa jako marka z Dubaju potrafi to wszystko połączyć z przystępną ceną – i właśnie dlatego kolejne odsłony serii Khamrah są rozchwytywane równie szybko, jak się pojawiają.

POLECAMY: Historyczny ruch w „Tańcu z Gwiazdami”? Tego nie było od lat

JS

fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Collistar „Liberating Beauty”: nowa filozofia pielęgnacji ciała

Opublikowano

w dniu

przez

10 czerwca 2026 roku na 27. piętrze Skyworks27 w Warszawie, z widokiem na Pałac Kultury i Nauki, Collistar zaprezentowała nową odsłonę swojej marki. Hasło „Liberating Beauty – piękno, które daje wolność” to nie slogan na jeden sezon. To wyraźna deklaracja: koniec z nierealistycznymi standardami, czas na autentyczność, naturalność i komfort.

Sycylijski sekret w składzie: żywica Manny delle Madonie

Sercem nowej linii jest ekstrakt z żywicy Manny delle Madonie – składnik pozyskiwany wyłącznie z jesionów rosnących w sycylijskim regionie Madonie. Znany ze swoich właściwości nawilżających i regenerujących, połączony został z fitokompleksem z włoskich kwiatów dziewanny – bogatych w polifenole i składniki rozświetlające. Efekt? Skóra odzyskuje naturalny glow, a nie tylko chwilowy połysk.

SUPERSIERO SUBLIME: serum do ciała, które redefiniuje kategorię

Hero produktem nowej linii Collistar jest SUPERSIERO SUBLIME IDRA-ILLUMINANTE RINNOVATORE – ultralekie serum o aksamitnej konsystencji, które działa wielopoziomowo: nawilża, wygładza, optycznie wyrównuje koloryt i nadaje skórze subtelny, elegancki blask.

Już po pierwszej aplikacji skóra wygląda bardziej wypoczęta i świetlista – za ten efekt odpowiadają pigmenty soft-focus, które odbijają światło i wizualnie wygładzają powierzchnię. Formuła nie pozostawia tłustego filmu i wchłania się szybko, więc sprawdza się zarówno rano, jak i wieczorem. To podejście, które dotąd znaliśmy z zaawansowanej pielęgnacji twarzy – teraz przeniesione do body care.

Peeling, żel pod prysznic i pełen rytuał

Nowa linia Collistar to nie tylko serum. TALASSO SUBLIME IDRA-ILLUMINANTE to rozświetlająco-nawilżający peeling scrub łączący korzyści talasoterapii i aromaterapii. Mieszanka soli morskich o zróżnicowanej granulacji delikatnie złuszcza naskórek, a olej jojoba, witamina E i mikrocząsteczki rozświetlające odżywiają go w głąb. Efekt jest widoczny od razu: skóra gładka, ujednolicona, aksamitna.

Do codziennego oczyszczania ciała stworzono TALASSO DOCCIA ILLUMINANTE – satynowy, oleisty żel pod prysznic o subtelnych, czystych nutach zapachowych. Codzienny prysznic zamienia się w rytuał, który nie kończy się tylko na oczyszczeniu.

Sensoryczność jako wartość

Nowa odsłona Collistar wyróżnia się podejściem sensorycznym – produkty zachwycają teksturami (od satynowych oleo-żeli po lekkie sera) i subtelnymi kompozycjami zapachowymi inspirowanymi włoskim stylem życia. Pielęgnacja działa nie tylko na skórę, ale też na zmysły – i to jest świadomy wybór marki, nie przypadkowy dodatek.

Gdzie kupić nowe produkty Collistar?

Nowa linia pielęgnacji ciała Collistar dostępna jest wyłącznie w Perfumeriach Douglas oraz na douglas.pl.

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością