Śledź nas

lifestyle

#FETYSZOWO: “ARTYŚCI SĄ SEZONOWYM PRODUKTEM…” MÓWI MONIKA JAROSIŃSKA I…

Opublikowano

w dniu

Wraca po kilku latach nieobecności w telewizji i upomina się o swoje. W ekskluzywnym, szczerym wywiadzie ponownie daje powody, aby o niej mówili… Od zawsze była na językach, ale ma przecież “status gwiazdy”. To zobowiązuje.  

 

Fetysz: To będzie długi wywiad, ale ktoś musi Cię zoperować publicznie, żeby ludzie bez twarzy mieli o czym mówić. Z jakiegoś powodu nigdy nie wypadłaś z plotkarskiego obiegu, mięło tyle lat, a o Tobie wciąż się mówi. Monika – dlaczego w Polsce robi się z Ciebie beztalencie i odbiera wszelkie sukcesy, albo umniejsza je do rozmiaru Twojego psa, Bożeny?
Monika Jarosińska: Możliwe, że dla niektórych bezpieczniej komuś umniejszać wiedzy, talentu, sukcesów, pozbyć się konkurencji, bądź też dla tak zwanej hecy – dobra, dojedziemy, na przykład  Jarosińską, będzie beka, będzie zabawa. Myślę, że ten okres jest za mną… Minęło trochę czasu od tej nagonki medialnej, chociaż… jakiej medialnej? Kurde, przecież ja doskonale wiedziałam kto to pisze! Ludzie których znałam, którzy mnie dobrze znali, uśmiechali się, piliśmy wino… Jak w „Ojcu Chrzestnym” całują się na powitanie, jest przytulanie, łapanie za bary, a za rogiem dostajesz strzał.

Fetysz: To boli? Taki strzał? Jesteś przecież dyplomowaną aktorką, piosenkarką, odnosisz sukcesy. Polski show biznes jest już taki, że co jakiś czas kogoś wynosi się na czerwony murek, dywanik, entliczek pentliczek, stoliczku nakryj się, złoto i brokat, a potem jebut, strzelanina, była kariera, kariery nie ma?
Monika Jarosińska: Przecież wiesz jak to działa. Artyści są sezonowym produktem, jak opony w samochodzie. Zużyją się, wymieniamy na nowe. Może to znak czasów.

Fetysz: Aktorka po Łódzkiej Szkole Filmowej, o której mówi się w Europie, że jest jedną z lepszych szkół aktorskich, nie ma pracy w zawodzie. Wysokie wymagania finansowe, brak ról, czy wszystko obstawione po znajomości?
Monika Jarosińska: Owszem, był czas gdzie nie było mnie nigdzie widać. Myślę, że zaczęło się to kilka lat temu, dokładnie pięć, najpierw tak zwane skandale, a tak na serio miałam taką malutką traumę. Pewien pan, z którym pracowałam przy jednym serialu, wystarczająco mi obrzydził na jakiś czas wykonywanie zawodu… Pamiętam, że jak jeździłam na plan zdjęciowy to wymiotowałam z nerwów czy będzie ten psychol dzisiaj się darł i mnie obrażał, czy będzie miał lepszy dzień… Dwa lata temu zagrałam sporą epizodyczną rolę w „Dziewczynach ze Lwowa”. Tak się spodobała moja postać scenarzystom i reżyserowi Wojtkowi Adamczykowi, że w drugiej serii mam bardzo dużą rozbudowaną rolę. Cieszyłam się jak dziecko! Nie mogłam się doczekać! Na planie zamiast o 7 byłam już 6 (śmiech). Tak ja to kocham!

Fetysz: Wyprzedziłaś mnie, to ja miałem zapytać o serial. Pal licho – powracasz! Po pięciu latach, bytu niebytu, wreszcie come back. I to w Telewizji Polskiej! Oczywiście w swoim stylu, jako żona gangstera, Matylda w “Dziewczynach ze Lwowa”. Jak się czujesz?  
Monika Jarosińska: Czuje się fenomenalnie! To prawda że te pięć lat nie były najszczęśliwszym okresem w moim życiu, które bardzo mocno mnie doświadczyło. Ale umiem nawet z takich przeżyć wyciągnąć wnioski. Kiedyś oglądałam się za siebie, myślałam za dużo o przeszłości. Już tego nie robię. Dla mnie najważniejsze jest „tu i teraz”. To nie tak, że mnie w ogóle nie było. Pojawiałam się w różnych produkcjach serialowych, ale nie było to tak często. Chorowałam i nie byłam w stanie myśleć o pracy. Wracam z rolą Matyldy, również jako nowa ja. Z nową energią. Jestem bardzo podekscytowana.

Fetysz: Uważasz, że Twoje pięć minut minęło, czy może że odebrały Ci je niesłusznie media? Nie zrozum mnie źle, nie chcę tu z Ciebie robić jakiejś ofiary bez strat w Smoleńsku, ale zastanawia mnie fenomen tego mechanizmu, cała filozofia. Zaczynałaś w „Samo Życie”, (a może i nie zaczynałaś), ale dało Ci to rozpoznawalność – jak ta rozpoznawalność, wtedy, wpłynęła na Twoje życie?
Monika Jarosińska: Miałam dużo szczęścia, pasji, wiary i pewności siebie. Mówię w czasie przeszłym bo po tak długiej przerwie i doświadczeniach życiowych uczę się tego na nowo… Przyjechałam z Będzina dostałam się do Filmówki, potem z czarną ortalionową torbą wylądowałam w Warszawie. Taka mała anegdota – wracałam do domu na święta, miałam w tej legendarnej, bazarowej torbie pościel. Zawoziłam ją do domu do prania bo w akademiku mieliśmy pralkę Franię, do której był wręcz komitet kolejkowy… Wtarabaniłam tę torbę do pociągu, jakiś uprzejmy pan mi pomógł ją wrzucić na górę, zaczął mi się przyglądać, raz mnie, raz torbie i po chwili mówi: „I życzę Pani, żeby Pani wszystko sprzedała!” (śmiech). Spałam w Teatrze Ochoty bo nie stać mnie było na mieszkanie, poniewierałam się z kąta w kąt, ale wiedziałam, że dam radę. Mieszkanie bez prądu, w którym uczyłam się przy świeczce oraz z bonusowym kotem bez oka – za opiekę nad nim mogłam mieszkać prawie za darmo. Ja kocham zwierzaki, ale nie przypadliśmy sobie do gustu, wiec robił mi na złość – kupa w wannie, w bucie, w łóżku.. Po premierze w teatrze spakowałam się i uciekłam z tego domu. Dostałam rolę w „Samym Życiu”. Wcześniej były też oczywiście inne pierwsze epizody, jak na przykład „Przychodnia pierwszego przychodnia” (pilot serialu), serial „Miasteczko”, „Zaginiona”. Uczyłam się, miałam dużo pokory i szacunku, wydaje mi się że mam to do dzisiaj. Moja kariera po pewnym czasie ruszyła z kopyta do przodu i nagle… Skończyło się tak jakby ktoś wyjął wtyczkę z gniazdka – stałam się niewidzialną, kobietą cień, która jest – ale jej nie ma… Rozpoznawalność? Nigdy nie robiłam z tego wielkiego halo. Była czymś normalnym, częścią tego zawodu. Dla mnie i moich znajomych nadal byłam i chciałam być tą Moniką z Będzina. Nadal nią jestem. Przejechałam się na tym nie raz, otwierając serce do przyjaciół, którzy chcieli tylko abym otworzyła im drzwi do świata do którego ja dostałam się swoją ciężka pracą. Tak, jestem ofiarą (śmiech) – losu.

 

Polecamy: #FETYSZOWO: “MAM WŁASNE WYBORY I KRYTERIA” – WYWIAD Z KRYSTYNĄ MAZURÓWNĄ

 

Fetysz: Jaka jest Warszawa, dla kogoś kto ma pasję, doświadczenie i chęć pracy? Bo prócz ostatnich dwóch, trzech lat, które Ci wycięto z życiorysu, a to przez skandal, a to przez chorobę i depresję, Ty ciągle podróżowałaś, grałaś w klubach, normalnie zmieniałaś tylko majtki, kiecki i buty i na scenę. Wciąż biegłaś przed siebie!
Monika Jarosińska: Myślę, że kiedyś były inne czasy, przyjaźnie. Warszawa była bardziej otwarta i  ludzie też. Może po prostu było łatwiej, bo nie miałam tego bagażu i tych doświadczeń… Jest takie angielskie przysłowie „Ignorance is bliss”. Te sytuacje bardzo mnie zmieniły. Jestem ostrożna, boję się zaufać. Może to dobrze bo chronię samą siebie… Kocham muzykę, dzięki temu, że śpiewam i mój mąż też jest związany z muzyka zwiedziłam świat, poznałam fantastycznych ludzi. Nie raz było tak, że trzeba było zapłacić tak zwane wpisowe i musieliśmy występować za darmo. Jestem osobą która kocha wyzwania, mnie nie można powiedzieć, że coś jest za trudne. Najlepiej nie mówić nic. Poza tym to nie były 3 a prawie 5 ostatnich lat! To, że nie zwariowałam doszczętnie, nie popadłam w nałogi to jakiś cud. Depresja to parszywa, podstępna choroba. Nie wiem czy można się z niej wyleczyć.

Fetysz: Monika, muszę o to zapytać. Kiedy ostatni raz u Ciebie byłem, pokazywałaś mi całe pudła z artykułami, okładkami, byłaś w cholerę nośna, tego jest od ciula i ciut więcej! Jak to jest upaść i  stracić sławę? Może źle formułuję to pytanie – ale jak to jest być tam, a teraz już nie być i trochę tak rozpamiętywać przeszłość? Sława uzależnia? Sama byłaś kiedyś bohaterką wielu ścianek i salonów.
Monika Jarosińska: To nawet nie chodzi o tę całą sławę ale o poczucie tego, że ktoś Cię kiedyś doceniał, a nagle nie. To boli najbardziej bo upada Twoje własne poczucie wartości i samooceny. To pudło wyniosłam dawno na strych. Może też w ramach terapii (śmiech).

Fetysz: W rolach serialowych jak w życiu jesteś nieobliczalna. Odważna. Dlaczego dzisiaj, nie ma Cię na salonach? 
Monika Jarosińska: W Warszawie wszystko już było. Powiem Ci szczerze, że nie zamierzam iść gdzieś gdzie Cię obgadają, że założyłaś tą samą kieckę czy buty. To naprawdę nic nie daje. To żaden fejm tylko żałosne pompowanie własnego ego. Zdarzają się eventy na których należy być ale i tak za moich czasów to były imprezy (śmiech), a i gifty dla celebrytów były fajne, a nie tanie pomadki do ust i ohydny catering. Teraz wolę spotkać się ze znajomymi w domu i coś im ugotować. Wiesz, że są tacy ludzie, którzy tylko chodzą na takie imprezy? Nie są artystami, nie są nawet celebrytami. Nazywam ich „chodziarzami” bo potrafią obskoczyć nawet kilka imprez jednego wieczoru.

Fetysz: Od serialowej prostytutki poprzez reklamy i epizody do gangsterki. W międzyczasie jednak długo nic. W Polsce nie ma ról dla kobiet po czterdziestce? 
Monika Jarosińska: Pokutuje takie coś, że albo postacie kobiece to młode sex bomby albo matki lub matrony. Gdy oglądamy amerykańskie seriale zawsze znajdzie się postać silnej kobiety w moim wieku, często wrednej szefowej albo kobiety po przejściach. W wachlarzu postaci zawsze ktoś taki jest. U nas bardzo często nadal jedzie się sztampą lub brak jest pomysłu na taką postać. Może w naszej mentalności nie istnieją takie kobiety, a singielki po czterdziestce, samotnie wychowujące dzieci i wciąż robiące karierę czy wręcz kierujące mężczyznami w naszym społeczeństwie nie istnieją lub zasługują na społeczną śmierć i potępienie. Nie można takich kobiet ignorować nawet w serialach czy filmach. One istnieją i trzeba opowiadać ich historię. 

 

 

Fetysz: Monika Jarosińska to aktorka dramatyczna, komediowa czy może z cyklu zabili ją i uciekła, czyli sensacyjna, ale nikt nie dał Ci szansy na zaistnienie w wielu kreacjach, które mogłabyś pokazać?
Monika Jarosińska: W pewnym sensie tak było – zabili ją i uciekła (śmiech). Gdy byłam młodsza grałam amantki, chociaż tak na serio, nigdy tego nie lubiłam. Miałam taki wizerunek blond laski z szerokim uśmiechem z domieszka, powiedzmy, sex appealu. Zawsze chciałam zagrać w serialu bądź filmie kostiumowym. A wracając do akcji, do roli policjantki w sensacyjnym serialu „Tak czy Nie” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego, przeszłam szkolenie z instruktorami GROM’u w zakresie obsługi broni krótkiej. Fajna rola. Biegałam z pistoletem, potrafiłam składać i rozkładać broń na czas i pamiętam, że jak mieliśmy zdjęcia na strzelnicy to mnie pozwolono strzelać z ostrej amunicji, a mojemu serialowemu partnerowi nie. Był bardzo obrażony (śmiech). Tam też poznałam na planie Bogusia Lindę. Pamiętam też historię dosyć dramatyczną z naszego pobytu w Katowicach gdzie odbywały się zdjęcia. Mieszkaliśmy w pewnym starym hotelu, który lata świetności już dawno miał za sobą. Całą ekipą byliśmy tam zakwaterowani. Podejrzewam, że od czasu PRL’u nic tak wyjątkowego im się nie przytrafiło jak mieszkająca tam wielka ekipa filmowa – to było coś!  No i jak w każdym hotelu z tamtych czasów na poziomie -1 była dyskoteka. Rezydowały tam pracujące panie „lekkich obyczajów”. Codziennie inaczej ubrane to w pióra, to w kabaretki, nowe fryzury, nowe trwałe. Coś pięknego! Któregoś dnia wracamy do hotelu, a tam istne szaleństwo! Słyszymy krzyki i zamieszanie. Na moim piętrze, dwa pokoje od mojego, leżał nagi facet reanimowany przez dwie obsługujące go wcześniej Panie. Można się tylko domyślać co działo się wcześniej bo niestety delikwent nie przeżył.
Bardzo miło wspominam też pracę w serialu „Plebania” czy „Pierwsza Miłość”. To były fajne czasy…

Fetysz: Dobrze jest powspominać, ale masz się czym chwalić, więc skupmy się na teraźniejszości. Razem z mężem, znanym DJ’em, Mr Root’em, tworzycie muzyczny kolektyw. Skąd pomysł na taki kierunek w karierze?
Monika Jarosińska: Pamiętasz, że poznaliśmy się w podczas jednego z moich klubowych koncertów w Poznaniu. Zawsze chciałam śpiewać. Mimo że moim zawodem jest aktorstwo, od zawsze ciągnęło mnie do śpiewania. Śpiewałam w Górniczym Chórze Śląskim „Polonia Harmonia” jako mała dziewczyna, występowałam też w konkursach piosenki aktorskiej mimo że nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Zawsze fascynowały mnie gwiazdy takie jak Donna Summer, Madonna czy Michael Jackson. Zawsze chciałam być taka jak oni. Wystartowałam z Zenonem Boczarem i piosenką „First Kiss” w preselekcjach do Eurowizji i niewiele nam zabrakło, aby to wygrać. Byliśmy drudzy. Śpiewałam w projekcie „Poland, Why Not” z którym zjeździliśmy pół świata. Moje pierwsze spotkanie z prawdziwą elektroniką to był udział w nagraniu płyty zespołu Mathplanete, wydanej przez EMI Polska. To była świetna płyta, która zebrała bardzo dobre recenzje. Jednak to nie wystarczyło, aby płyta stała się prawdziwym sukcesem. To był okres gdzie byłam naprawdę bardzo rozpoznawalna. Pamiętam jak poszłam na spotkanie z promotorami i PR’owcami z EMI. Gdy opowiadałam sama co zrobiłam w mediach aby wypromować ten projekt oraz jak dalej powinni poprowadzić promocję miałam wrażenie, że rozmawiam z ludźmi nie z tej planety. To były czasy gdy PR i marketing dopiero raczkował. Jakieś dziwne laski siedziały naprzeciw mnie z notatnikami i notowały wszystko co im mówiłam. Coś co teraz w marketingu jest rzeczą oczywistą, wtedy było czarną magią. Projekt w efekcie upadł, laski nie zrobiły nic, zespół Mathplanete się rozpadł, a ja chyba powinnam się zajmować zawodowo marketingiem i PR-em (śmiech).

Fetysz: Koncertujesz na całym świecie. Był Paryż, Londyn, Ibiza, teraz Malta… Znowu sypią się cekiny, znowu pod butem trzeszczy brokat. Dlaczego w żadnych polskich mediach nie ma nic na temat Twoich sukcesów, za to zostałaś naczelną Maryją z odkręcaną główką i tętniakiem, nie tykać, bo wybuchnę?
Monika Jarosińska: Czyś ty stracił rozum w tym Londynie? Kogo to interesuje, że ktoś się rozwija, jest kreatywny, po co ludzi wkurzać, że gdzieś tam jeżdżę, poza tym nie ma w tym mięcha, żaru, może gdybym śpiewała na bani zataczając się z włosami w kieszeni to byłby news. Wiesz że mam oddanych fanów za granicą? Gdy śpiewałam w jednym gejowskim miejscu za Ibizie, paru Hiszpańskich chłopaków specjalnie wzięło urlop i przyjechało na mój koncert.

Fetysz: Rozum to ja w tym Londynie straciłem, życie mi się zatrzymało, pociąg mi się wykoleił, ale co się naoglądałem to moje. Teraz w Polsce oglądam kalejdoskop karier i ja nie wiem kim są ci ludzie! Gdzie jest cała stara gwardia? Teraz jakaś blogerka pokaże wargi na salonie to zostaje gwiazdą i portale plotkarskie robią w majtki, bo oto mamy wydarzenie na skalę światową! Jest cipka, Britney i Paris pokazywały to fajnie jak jest wreszcie motyw polski… Co się dzieje?
Monika Jarosińska: Nie bluźnij. Kiedyś krytyk czy tak zwany selekcjoner, jak to się teraz mówi „contentu” musiał mieć wiedzę i coś sobą reprezentować. Tacy ludzie to teraz wymierający gatunek. Wystarczy poczytać dowolny portal internetowy aby zdać sobie sprawę, że piszący tam „redaktorzy” mają problemy z gramatyką i składnią, nie mówiąc o wiedzy.

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: KATE MOSS X RESERVED, CZYLI NAJLEPSZA SUPERMODELKA I ROLOWANIE

 

Fetysz: Co potrafi zmienić agencja PR? I dlaczego w związku z tym, żadnej sobie nie wynajmiesz? Też by się o Tobie pisało.
Monika Jarosińska: Wolę pracować z moją agentką Anną Szymczak, niż z typową agencją PR’ową. Najczęściej za usługi takiej agencji trzeba zapłacić „z góry”. Ja tego nie chcę. Bądźmy uczciwi w stosunku do siebie. Dzielmy się tym, co razem wypracujemy. Kiedyś artyści nie potrzebowali agencji PR’owych. Wystarczyło że taki czy inny decydent zobaczył utalentowanego aktora czy piosenkarza i od razu dawał mu szansę. Tak było w moim przypadku. 

Fetysz: Ustawki i „rączka rączkę myje”, albo „zmiatamy pod dywanik” to temat tabu w polskich mediach. Dlaczego jedni są tak nachalnie promowani, za nic, za sprzedawanie dupy, za Dubaj, a inni, zdolni – stoją w kącie i liczą rosnące oprocentowanie kredytów?
Monika Jarosińska: Nie wiem jak to już jest. Wypadłam z obiegu plotek i domysłów. Może jestem za stara. Jest na kogoś tak zwana moda – potem mija i tak w kółko. Możliwe, że producenci sami wybierają albo, tego lubimy, tego nie lubimy, cholera wie! Kiedyś nie był agencji PR i tego kto się klikał, a kto nie. Było chyba bardziej normalnie. 

Fetysz: Od niedawna mieszkasz na Malcie. Co sprawiło, ze opuściłaś Warszawę? Warszawa nie jest dla Ciebie wystarczająco cool?
Monika Jarosińska: Zaraz po zakończeniu Łódzkiej szkoły filmowej przyjechałam do Warszawy. Miałam wtedy 25 lat. Spałam w teatrze Ochota, a potem po ciemku w mieszkaniu koleżanki, która zapomniała zapłacić rachunek za elektryczność. Przeszłam wszystkie możliwe etapy jakie tylko można sobie wyobrazić. Wszystko w Warszawie. Przez ten cały czas doświadczyłam wiele dobrego i złego. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że praktycznie wszystkich znasz. Miejsca które kiedyś Cię fascynowały stają się rutyną. I nawet gdy Twoi przyjaciele i znajomi znikają a pojawiają się inni, to po prostu przestaje Cię to inspirować. I nagle razem ze „starą gwardią” znikasz, zamykając się w swoich czterech ścianach i w efekcie zdajesz sobie sprawę, że po prostu musisz zrobić coś nowego. Musisz zmienić miejsce. Malta jest piękną, a co najważniejsze, bardzo ciekawą wyspą. Posiada niesamowitą historię. I to tylko dwie i pól godziny lotu do Warszawy.

Fetysz: W jakim miejscu w życiu jesteś teraz? Nie ma Cię w Polsce. Co robisz?
Monika Jarosińska: Mieszkam zagranicą. Oczywiście nie jest tak, że zerwałam kontakty z Polską. W końcu to tylko dwie i pół godziny lotu samolotem z Warszawy. Dłużej zajmuje dojechanie z Katowic lub z Trójmiasta do Warszawy pociągiem. Przylatuję na zdjęcia, gdy mam pracę bądź jakieś zlecenie. Tutaj odwiedza mnie rodzina i znajomi. Na Malcie razem z mężem organizujemy eventy, imprezy oraz oczywiście występujemy w klubach. Malta jest przepiękna, ma wspaniałą historię, a co najważniejsze, dobre jedzenie i produkty spożywcze. Uwielbiam gotować. Już dawno nie miałam takiej frajdy z gotowania jak tutaj. Pomidory wreszcie mają znów zapach pomidorów, a chleb nie czerstwieje w godzinie po zakupie. Nie każdy wie, że na Malcie jest dużo agencji aktorskich oraz kręci się mnóstwo produkcji filmowych, również tych hollywoodzkich. Kto wie, co się wydarzy w przyszłości.

Fetysz: Muzyka. Malta. Serial. Co dalej? 
Monika Jarosińska: Nie wiem. Żyję chwilą. Co będzie to będzie. Kiedyś uwielbiałam latać do Londynu. Zagrałam tam kilka koncertów. Chcę tam wrócić. To jedno z moich ulubionych miast na świecie. 

 

 

Autor: Bartek Fetysz
Zdjęcia: Archiwum artystki

lifestyle

Czego nie nosić z kurtką jeansową? Najczęstsze błędy

Opublikowano

w dniu

przez

Katana jeansowa to ponadczasowy element garderoby, jednak jej odpowiednie stylizowanie bywa wyzwaniem. Chociaż uwielbiamy jej wszechstronność, łatwo o modowe faux pas, które mogą obciążyć sylwetkę lub zepsuć całą stylizację. Dowiedz się, jakich fasonów spodni, butów czy dodatków unikać, aby zawsze wyglądać stylowo – od casualowych zestawień po biurowe looki. Odkryj sekrety perfekcyjnego dopasowania i balansu proporcji.

Jakich fasonów spodni nie należy nosić do katany jeansowej?

Kurtki jeansowe damskie w zestawieniu z dzwonami lub luźnymi bojówkami to ryzykowne połączenie, które może niepotrzebnie obciążyć sylwetkę i optycznie ją poszerzyć. Wybór dwóch szerokich elementów sprawia, że stylizacja traci formę i wygląda mało estetycznie. Sekretem doskonałego wyglądu jest umiejętne balansowanie proporcjami. Skoro góra przyciąga uwagę swoją objętością, dół powinien pozostawać blisko ciała. Wybierając klasyczne rurki, legginsy lub cygaretki typu slim, zyskujesz:

  • natychmiastowe przywrócenie harmonii sylwetki,
  • skuteczne optyczne wydłużenie nóg,
  • nadanie całej stylizacji pożądanej lekkości,
  • wprowadzenie nowoczesnego sznytu do outfitu,
  • wyeksponowanie atutów figury mimo luźnej góry.

Czy kurtka jeansowa pasuje do spodni dresowych i sportowego stylu?

Połączenie jeansowej kurtki z dresami to kwintesencja miejskiego szyku, która w mistrzowski sposób łączy swobodę z modowym pazurem. Wybierając ciemną katanę narzuconą na minimalistyczną bluzę z kapturem, natychmiast nadajesz stylizacji wyrazistego charakteru. Taki zestaw nie tylko świetnie wygląda, ale gwarantuje maksymalny komfort podczas intensywnego dnia, a do skompletowania idealnego zestawu potrzebujesz:

  • ciemna katana o klasycznym kroju,
  • gładka bluza z kapturem bez zbędnych nadruków,
  • dopasowane joggery ze ściągaczami,
  • ulubione sneakersy lub klasyczne trampki,
  • bawełniana czapka z daszkiem jako stylowe akcesorium.

Kluczem do sukcesu w tym zestawieniu jest zachowanie odpowiednich proporcji. Zastosowanie dopasowanego dołu pozwala skutecznie przełamać obszerniejszą górę, co zapobiega optycznemu przytłoczeniu sylwetki. Dzięki temu prostemu zabiegowi całość prezentuje się lekko, nowocześnie i niezwykle przemyślanie, pozwalając Ci uzyskać modny wygląd bez zbędnego wysiłku.

Czy denim można łączyć z sukienką wieczorową i garniturem?

Łączenie denimu z wieczorową suknią to ryzykowne wyzwanie, które często prowadzi do modowego faux pas. Podczas gdy kreacje balowe emanują luksusem, jeans symbolizuje codzienną swobodę, co sprawia, że te dwa style rzadko tworzą spójną całość. Na oficjalnych wydarzeniach warto przestrzegać dress code’u, ponieważ jeansowa kurtka narzucona na smoking zawsze będzie sygnałem braku wyczucia stylu. Podobny problem pojawia się przy zestawianiu katany z garniturem – klasyczny kołnierzyk koszuli kent rzadko akceptuje taką dozę luzu. Zamiast ryzykować wizerunkową niespójność, lepiej postawić na estetykę smart casual, w której jeans prezentuje się najkorzystniej. Oto sprawdzone połączenia, które gwarantują stylowy wygląd:

  • mała czarna z dopasowaną kataną,
  • ołówkowa spódnica w parze z białą koszulą,
  • zwiewna sukienka w kwiaty pod krótką kurtką,
  • ciemne jeansy zestawione z taliowaną marynarką,
  • klasyczne szpilki w połączeniu z denimowymi rurkami.

Choć jeansowa spódnica doskonale sprawdza się w biurowych korytarzach, w blasku wieczorowych świateł traci swój urok. Kluczem do sukcesu jest dbałość o jednolity stopień formalności tkanin. Zachowanie estetycznej harmonii pozwoli Ci uniknąć przypadkowych kontrastów i zapewni nienaganny wygląd w każdej sytuacji.

Jak zachować równowagę sylwetki przy kurtce jeansowej oversize?

Oversize’owa kurtka jeansowa to ponadczasowy element garderoby, który wymaga umiejętnego zestawienia, aby zachować właściwe proporcje sylwetki. Kluczowym aspektem jest balans – obszerna góra najlepiej prezentuje się w towarzystwie elementów subtelnie podkreślających figurę. Aby uniknąć efektu przytłoczenia i optycznego skrócenia sylwetki, warto kierować się kilkoma sprawdzonymi zasadami:

  • zamiast szerokich spodni wybierz dopasowane rurki lub elegancką spódnicę ołówkową,
  • pod katanę załóż cienki golf lub dopasowaną bluzkę zamiast grubych, nieestetycznych dzianin,
  • zrezygnuj całkowicie z masywnych szali, szczególnie gdy kurtka posiada ciepłe wykończenie z kożuszka,
  • wybieraj minimalistyczne dodatki, które nadadzą całości pożądanej lekkości i nowoczesnego sznytu,
  • dbaj o to, by to właśnie okrycie wierzchnie pozostało głównym punktem Twojej stylizacji.

Dzięki zastosowaniu tych prostych kroków, luźny fason przestanie być przytłaczający, a stanie się synonimem swobodnej elegancji. Pamiętaj, że w przypadku ubrań typu oversize mniej znaczy więcej – oszczędność w doborze akcesoriów pozwoli Ci zachować naturalne kształty i nowoczesny charakter zestawu.

Jakie buty kłócą się z charakterem kurtki jeansowej?

Dobierając buty do jeansowej kurtki, warto postawić na balans i spójność faktur. Nieodpowiedni model może łatwo zaburzyć charakter całej stylizacji, dlatego w zestawieniach z denimem najlepiej unikać:

  • lakierowanego obuwia o wysokim połysku,
  • gumowych klapek oraz japonek,
  • masywnych sandałów turystycznych,
  • bardzo formalnych butów wizytowych,
  • elementów o zbyt mocno kontrastującym blasku.

Zdecydowanie lepszym wyborem będą matowe wykończenia. Denim idealnie współgra z zamszem oraz gładką skórą, dlatego skórzane sztyblety lub loafersy to zazwyczaj strzał w dziesiątkę. Jeśli preferujesz luźniejszy styl, postaw na klasyczne sneakersy. Szlachetne materiały i naturalna bawełna kurtki tworzą razem nowoczesny, przemyślany look, który zapewnia stylowy wygląd bez zbędnego wysiłku.

Jakich dodatków i zdobień unikać w stylizacjach z jeansem?

Samo znalezienie idealnych butów to dopiero połowa sukcesu. Prawdziwym wyzwaniem jest zachowanie umiaru, ponieważ przesyt ozdób może zepsuć nawet najbardziej przemyślany zestaw. Ciężkie, metalowe detale często odbierają sylwetce lekkość, sprawiając, że całość wygląda na przytłoczoną. Choć estetyka vintage ceni surowość, łatwo przekroczyć cienką granicę, za którą stylowy ubiór staje się zwykłym przebraniem. Aby uniknąć modowego chaosu, warto zrezygnować z elementów dominujących nad krojem ubrania, takich jak:

  • wielkie naszywki,
  • gęste hafty kwiatowe,
  • nadmiar ostrych ćwieków lub nitów,
  • długie frędzle,
  • kowbojskie kapelusze,
  • tradycyjne chusty paisley.

Pamiętaj również, że mocne przetarcia mają zbyt swobodny charakter na formalne okazje. Zamiast nich postaw na zabawę teksturami materiałów – to sprawdzony sposób na dodanie stylizacji głębi i elegancji bez wprowadzania wizualnego nieładu.

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Jak dbać o włosy i skórę głowy, gdy używasz pudru do włosów?

Opublikowano

w dniu

przez

Marzysz o spektakularnej objętości i matowym wykończeniu, które utrzymuje się przez cały dzień bez konieczności wprowadzania ciągłych poprawek przed lustrem? Najprostszym sposobem jest sięgnięcie po nowoczesne kosmetyki stylizacyjne, które natychmiastowo unoszą fryzurę u nasady i nadają jej pożądaną strukturę. Pamiętaj jednak, że każda substancja pozostająca na pasmach przez wiele godzin wpływa bezpośrednio na ogólną kondycję delikatnej skóry.

Dlaczego puder do włosów wymaga dodatkowej uwagi?

Produkt ten działa na zasadzie efektywnej absorpcji nadmiaru sebum oraz zwiększania tarcia między poszczególnymi włosami, co daje efekt natychmiastowego wizualnego pogrubienia. Wybierając puder do włosów, zyskujesz profesjonalny środek do błyskawicznej stylizacji, która jest wyjątkowo odporna na trudną wilgoć oraz silny wiatr. Drobinki preparatu mogą jednak gromadzić się przy samych ujściach mieszków włosowych – przy braku odpowiedniej higieny prowadzi do uporczywego swędzenia. Najlepiej aplikować puder wyłącznie na całkowicie suche pasma, unikając przy tym wcierania proszku bezpośrednio w skórę głowy, by zminimalizować ryzyko jej przypadkowego zatkania. Wieczorem zawsze postaraj się dokładnie wyczesać resztki kosmetyku gęstą szczotką, co pozwoli włosom nieco odpocząć i dotlenić się przed snem. Umiar w nakładaniu produktu jest tutaj priorytetowy, ponieważ zbyt duża ilość może spowodować nieestetyczne zmatowienie oraz nienaturalną sztywność całej fryzury. Warto zacząć od porcji wielkości ziarnka grochu, którą najpierw rozcierasz w dłoniach, a dopiero później przenosisz na konkretne partie włosów wymagające uniesienia.

Jak oczyszczać skórę głowy i unikać podrażnień przy częstej stylizacji?

Regularne mycie głowy to podstawa, o której pod żadnym pozorem nie możesz zapominać, jeśli chcesz zachować zdrowy i świeży wygląd swojej fryzury. Zaleca się, abyś mył włosy co jeden lub dwa dni, stosując przy tym odpowiednio dobrany szampon oczyszczający, który skutecznie usuwa wszelkie resztki produktów do układania. Podczas kąpieli używaj wyłącznie letniej wody, ponieważ zbyt gorący strumień może dodatkowo podrażnić Twoją skórę, która i tak jest już obciążona codzienną stylizacją. Masuj skurę opuszkami palców bardzo ostrożnie, wykonując powolne, okrężne ruchy, które poprawią mikrokrążenie i ułatwią całkowite pozbycie się uporczywych osadów. Staraj się nie używać produktów matujących codziennie, lecz ograniczaj ich stosowanie do dwóch lub trzech razy w tygodniu, dając ciału niezbędny czas na naturalną regenerację. Dzięki temu pory pozostaną czyste, a Ty skutecznie unikniesz problemów z łupieżem czy nadmierną produkcją sebum wywołaną przez podrażnienie mechaniczne. Dobrym nawykiem jest również wykonywanie raz w miesiącu peelingu skóry głowy, który pomoże usunąć zrogowaciały naskórek i pozostałości chemicznych substancji.

Czy włosy potrzebują dodatkowej regeneracji po użyciu produktów matujących?

Składniki pochłaniające wilgoć mogą sprawić, że końcówki włosów staną się z czasem szorstkie i matowe, dlatego regularnie stosuj wysokiej jakości nawilżające odżywki lub lekkie sera. Warto wybierać preparaty oparte na naturalnych komponentach, takich jak skrobia ryżowa, które są znacznie łagodniejsze dla Twojego organizmu niż ciężkie, syntetyczne silikony. Przynajmniej raz w tygodniu zafunduj sobie sesję głębokiej regeneracji, nakładając na pasma maskę bogatą w cenne emolienty, które skutecznie domkną łuski każdego włosa. Obserwuj uważnie każdą reakcję swojego ciała na nowe produkty, a w przypadku zauważenia jakiegokolwiek zaczerwienienia, natychmiast zrób dłuższą przerwę od mocnych kosmetyków. Jeśli problemy nie ustąpią po kilku dniach powrotu do naturalnej pielęgnacji, dobrym pomysłem będzie krótka konsultacja z doświadczonym dermatologiem lub wykwalifikowanym trychologiem. Dbając o odpowiednie nawilżenie, sprawisz, że Twoja stylizacja będzie wyglądać na świeżą i pełną życia, a nie na zmęczoną i przesuszoną licznymi zabiegami. Pamiętaj też, by chronić włosy przed słońcem, które w połączeniu z produktami pylistymi może dodatkowo osłabiać strukturę włókien.

Kontynuuj czytanie

lifestyle

SENSUM MARE wprowadza ALGOPRO – linię z egzosomami, która przenosi pielęgnację anti-aging na zupełnie nowy poziom

Opublikowano

w dniu

przez

Przełom w codziennej pielęgnacji od SENSUM MARE

Marka SENSUM MARE właśnie zaprezentowała jedną z najbardziej innowacyjnych premier w swojej historii – linię ALGOPRO opartą na zaawansowanej technologii egzosomów. To trio produktów: stymulująco-przeciwzmarszczkowe serum, kojąco-regenerujący krem oraz antyglikacyjny krem-maska pod oczy. Wszystkie działają na poziomie komórkowym, wspierając naturalne procesy regeneracji skóry i poprawiając komunikację między jej komórkami.

Formuły łączą osiągnięcia biotechnologii z mocą składników pochodzenia naturalnego, dając kobietom skuteczną, świadomą pielęgnację longevity – czyli taką, która nie tylko poprawia wygląd, ale przede wszystkim dba o długoterminowe zdrowie skóry.

Zaawansowana pielęgnacja przyszłości

W skład linii ALGOPRO wchodzą trzy komplementarne produkty:

Stymulująco-przeciwzmarszczkowe serum z egzosomami, peptydami i adenozyną Lekka, wodno-żelowa formuła z 24 składnikami aktywnymi intensywnie nawilża, wygładza zmarszczki i przywraca skórze elastyczność. Idealne na zmęczoną cerę z widocznymi oznakami starzenia – regularne stosowanie sprawia, że skóra wygląda zdrowo i wypoczęto.

Kojąco-regenerujący krem z egzosomami i kompleksem łagodzącym Bogaty, otulający krem wzmacnia barierę hydrolipidową, redukuje podrażnienia i zaczerwienienia, a jednocześnie głęboko nawilża. Dzięki pre- i postbiotykom wspiera mikrobiom skóry, przywracając jej równowagę i komfort nawet najbardziej wymagającym cerom.

Antyglikacyjny krem-maska pod oczy z egzosomami i peptydem Specjalistyczny produkt do delikatnej strefy wokół oczu. Redukuje cienie, wygładza drobne linie, rozjaśnia i odżywia skórę, przywracając spojrzeniu wypoczęty, świeży wygląd.

Egzosomy – biologiczni kurierzy nowej generacji

Kluczowym bohaterem całej linii są egzosomy – mikroskopijne pęcherzyki, które przenoszą między komórkami informacje w postaci białek, lipidów i RNA. Dzięki nim:

  • stymulują naturalne procesy regeneracyjne,
  • wspierają produkcję kolagenu i elastyny,
  • działają przeciwzapalnie,
  • poprawiają komunikację międzykomórkową,
  • wyrównują koloryt i rewitalizują skórę.

To właśnie egzosomy pozwalają przenieść zaawansowane zabiegi gabinetowe do codziennej domowej rutyny. Jak podkreśla kosmetolog marki SENSUM MARE, Ewelina Socha: „Włączenie nowości z egzosomami do pielęgnacji to krok w kierunku bardziej świadomego dbania o skórę – ukierunkowanego na regenerację, jędrność i redukcję oznak starzenia”.

Siła natury, nauki i doświadczenia

SENSUM MARE od 2017 roku konsekwentnie łączy składniki morskiego pochodzenia z najnowszymi osiągnięciami biotechnologii. Wszystkie produkty marki są wegańskie, przebadane dermatologicznie i stworzone zgodnie z zasadami clean beauty. Formuły zawierają nawet ponad 30 składników aktywnych, co czyni je jednymi z najbogatszych na rynku.

LONGEVITY FOR YOUR SKIN

Pielęgnacja przyszłości zaczyna się już dziś. Nowa linia ALGOPRO od SENSUM MARE to odpowiedź na potrzeby kobiet, które szukają nie tylko efektów „tu i teraz”, ale przede wszystkim długoterminowego zdrowia i młodości skóry.

Trzy nowości są już dostępne na sensummare.pl.

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Imany już ZA NIECAŁY MIESIĄC w Polsce! „Women Deserve Rage Tour” tylko w Gdańsku i Warszawie!

Opublikowano

w dniu

przez

Imany wraca do Polski z nową płytą i potężną energią – i to już naprawdę niedługo! Artystka o jednym z najbardziej charakterystycznych głosów na świecie przyjedzie z trasą „Women Deserve Rage Tour” i wystąpi tylko w dwóch miastach: Gdańsku i Warszawie. To będzie eksplozja emocji, wolności i prawdziwej muzycznej siły!

„Women Deserve Rage” – manifest, który wybuchnie na żywo

Nowy album „Women Deserve Rage” (premiera 24 października 2025) to jej najbardziej osobiste i odważne dzieło. Imany otwarcie mówi o gniewie, który kobiety mają prawo czuć. To nie jest tylko płyta – to krzyk wolności, odrodzenie i głośne „dość” dla świata, który ciągle próbuje je uciszać. Już pierwszy singiel „When it Comes” pokazał, że wraca w absolutnie najlepszej formie.

Imany – głos, który rozpoznajesz od pierwszego dźwięku

Pochodząca z Komorów wokalistka (imię „Imany” znaczy w suahili „wiara”) od ponad dekady hipnotyzuje publiczność swoim głębokim, promiennym głosem. Platynowe albumy, diamentowy hit „Don’t Be So Shy” (setki milionów streamów!), projekt Voodoo Cello z ponad 100 koncertami na całym świecie – to wszystko tylko rozgrzewka przed tym, co dzieje się teraz.

Polskie koncerty – już za niecały miesiąc!

Zapiszcie daty, bo czas leci błyskawicznie:

  • 20 kwietnia 2026 – Stary Maneż, Gdańsk
  • 21 kwietnia 2026 – Teatr Muzyczny ROMA, Warszawa

To wszystko na razie – tylko te dwa miasta. Im więcej osób kupi bilety teraz, tym większa szansa, że trasa wróci do Polski jeszcze w tym roku!

Bilety już w sprzedaży! Dostępne na TicketClub Polska → www.ticketclub.pl oraz w kasie klubu Stodoła.

Informacje praktyczne

  • Wstęp od 10. roku życia
  • Osoby poniżej 16 lat tylko z opiekunem
  • Osoby 16–18 lat muszą mieć oświadczenie podpisane przez rodzica/opiekuna
  • Godziny koncertów mogą ulec zmianie (orientacyjne)
  • Pytania o dostępność dla osób z ograniczoną mobilnością: kontakt@ticketclub.pl

Imany na scenie to nie koncert – to przeżycie. Głos, który wbija się w serce, teksty, które zostają w głowie na długo i energia, która nie pozwala usiedzieć w miejscu. Za niecały miesiąc Polska będzie głośno krzyczeć razem z nią. Będziesz tam?

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością