lifestyle
#FETYSZOWO: “ARTYŚCI SĄ SEZONOWYM PRODUKTEM…” MÓWI MONIKA JAROSIŃSKA I…
Wraca po kilku latach nieobecności w telewizji i upomina się o swoje. W ekskluzywnym, szczerym wywiadzie ponownie daje powody, aby o niej mówili… Od zawsze była na językach, ale ma przecież “status gwiazdy”. To zobowiązuje.
Fetysz: To będzie długi wywiad, ale ktoś musi Cię zoperować publicznie, żeby ludzie bez twarzy mieli o czym mówić. Z jakiegoś powodu nigdy nie wypadłaś z plotkarskiego obiegu, mięło tyle lat, a o Tobie wciąż się mówi. Monika – dlaczego w Polsce robi się z Ciebie beztalencie i odbiera wszelkie sukcesy, albo umniejsza je do rozmiaru Twojego psa, Bożeny?
Monika Jarosińska: Możliwe, że dla niektórych bezpieczniej komuś umniejszać wiedzy, talentu, sukcesów, pozbyć się konkurencji, bądź też dla tak zwanej hecy – dobra, dojedziemy, na przykład Jarosińską, będzie beka, będzie zabawa. Myślę, że ten okres jest za mną… Minęło trochę czasu od tej nagonki medialnej, chociaż… jakiej medialnej? Kurde, przecież ja doskonale wiedziałam kto to pisze! Ludzie których znałam, którzy mnie dobrze znali, uśmiechali się, piliśmy wino… Jak w „Ojcu Chrzestnym” całują się na powitanie, jest przytulanie, łapanie za bary, a za rogiem dostajesz strzał.
Fetysz: To boli? Taki strzał? Jesteś przecież dyplomowaną aktorką, piosenkarką, odnosisz sukcesy. Polski show biznes jest już taki, że co jakiś czas kogoś wynosi się na czerwony murek, dywanik, entliczek pentliczek, stoliczku nakryj się, złoto i brokat, a potem jebut, strzelanina, była kariera, kariery nie ma?
Monika Jarosińska: Przecież wiesz jak to działa. Artyści są sezonowym produktem, jak opony w samochodzie. Zużyją się, wymieniamy na nowe. Może to znak czasów.
Fetysz: Aktorka po Łódzkiej Szkole Filmowej, o której mówi się w Europie, że jest jedną z lepszych szkół aktorskich, nie ma pracy w zawodzie. Wysokie wymagania finansowe, brak ról, czy wszystko obstawione po znajomości?
Monika Jarosińska: Owszem, był czas gdzie nie było mnie nigdzie widać. Myślę, że zaczęło się to kilka lat temu, dokładnie pięć, najpierw tak zwane skandale, a tak na serio miałam taką malutką traumę. Pewien pan, z którym pracowałam przy jednym serialu, wystarczająco mi obrzydził na jakiś czas wykonywanie zawodu… Pamiętam, że jak jeździłam na plan zdjęciowy to wymiotowałam z nerwów czy będzie ten psychol dzisiaj się darł i mnie obrażał, czy będzie miał lepszy dzień… Dwa lata temu zagrałam sporą epizodyczną rolę w „Dziewczynach ze Lwowa”. Tak się spodobała moja postać scenarzystom i reżyserowi Wojtkowi Adamczykowi, że w drugiej serii mam bardzo dużą rozbudowaną rolę. Cieszyłam się jak dziecko! Nie mogłam się doczekać! Na planie zamiast o 7 byłam już 6 (śmiech). Tak ja to kocham!
Fetysz: Wyprzedziłaś mnie, to ja miałem zapytać o serial. Pal licho – powracasz! Po pięciu latach, bytu niebytu, wreszcie come back. I to w Telewizji Polskiej! Oczywiście w swoim stylu, jako żona gangstera, Matylda w “Dziewczynach ze Lwowa”. Jak się czujesz?
Monika Jarosińska: Czuje się fenomenalnie! To prawda że te pięć lat nie były najszczęśliwszym okresem w moim życiu, które bardzo mocno mnie doświadczyło. Ale umiem nawet z takich przeżyć wyciągnąć wnioski. Kiedyś oglądałam się za siebie, myślałam za dużo o przeszłości. Już tego nie robię. Dla mnie najważniejsze jest „tu i teraz”. To nie tak, że mnie w ogóle nie było. Pojawiałam się w różnych produkcjach serialowych, ale nie było to tak często. Chorowałam i nie byłam w stanie myśleć o pracy. Wracam z rolą Matyldy, również jako nowa ja. Z nową energią. Jestem bardzo podekscytowana.
Fetysz: Uważasz, że Twoje pięć minut minęło, czy może że odebrały Ci je niesłusznie media? Nie zrozum mnie źle, nie chcę tu z Ciebie robić jakiejś ofiary bez strat w Smoleńsku, ale zastanawia mnie fenomen tego mechanizmu, cała filozofia. Zaczynałaś w „Samo Życie”, (a może i nie zaczynałaś), ale dało Ci to rozpoznawalność – jak ta rozpoznawalność, wtedy, wpłynęła na Twoje życie?
Monika Jarosińska: Miałam dużo szczęścia, pasji, wiary i pewności siebie. Mówię w czasie przeszłym bo po tak długiej przerwie i doświadczeniach życiowych uczę się tego na nowo… Przyjechałam z Będzina dostałam się do Filmówki, potem z czarną ortalionową torbą wylądowałam w Warszawie. Taka mała anegdota – wracałam do domu na święta, miałam w tej legendarnej, bazarowej torbie pościel. Zawoziłam ją do domu do prania bo w akademiku mieliśmy pralkę Franię, do której był wręcz komitet kolejkowy… Wtarabaniłam tę torbę do pociągu, jakiś uprzejmy pan mi pomógł ją wrzucić na górę, zaczął mi się przyglądać, raz mnie, raz torbie i po chwili mówi: „I życzę Pani, żeby Pani wszystko sprzedała!” (śmiech). Spałam w Teatrze Ochoty bo nie stać mnie było na mieszkanie, poniewierałam się z kąta w kąt, ale wiedziałam, że dam radę. Mieszkanie bez prądu, w którym uczyłam się przy świeczce oraz z bonusowym kotem bez oka – za opiekę nad nim mogłam mieszkać prawie za darmo. Ja kocham zwierzaki, ale nie przypadliśmy sobie do gustu, wiec robił mi na złość – kupa w wannie, w bucie, w łóżku.. Po premierze w teatrze spakowałam się i uciekłam z tego domu. Dostałam rolę w „Samym Życiu”. Wcześniej były też oczywiście inne pierwsze epizody, jak na przykład „Przychodnia pierwszego przychodnia” (pilot serialu), serial „Miasteczko”, „Zaginiona”. Uczyłam się, miałam dużo pokory i szacunku, wydaje mi się że mam to do dzisiaj. Moja kariera po pewnym czasie ruszyła z kopyta do przodu i nagle… Skończyło się tak jakby ktoś wyjął wtyczkę z gniazdka – stałam się niewidzialną, kobietą cień, która jest – ale jej nie ma… Rozpoznawalność? Nigdy nie robiłam z tego wielkiego halo. Była czymś normalnym, częścią tego zawodu. Dla mnie i moich znajomych nadal byłam i chciałam być tą Moniką z Będzina. Nadal nią jestem. Przejechałam się na tym nie raz, otwierając serce do przyjaciół, którzy chcieli tylko abym otworzyła im drzwi do świata do którego ja dostałam się swoją ciężka pracą. Tak, jestem ofiarą (śmiech) – losu.
Polecamy: #FETYSZOWO: “MAM WŁASNE WYBORY I KRYTERIA” – WYWIAD Z KRYSTYNĄ MAZURÓWNĄ
Fetysz: Jaka jest Warszawa, dla kogoś kto ma pasję, doświadczenie i chęć pracy? Bo prócz ostatnich dwóch, trzech lat, które Ci wycięto z życiorysu, a to przez skandal, a to przez chorobę i depresję, Ty ciągle podróżowałaś, grałaś w klubach, normalnie zmieniałaś tylko majtki, kiecki i buty i na scenę. Wciąż biegłaś przed siebie!
Monika Jarosińska: Myślę, że kiedyś były inne czasy, przyjaźnie. Warszawa była bardziej otwarta i ludzie też. Może po prostu było łatwiej, bo nie miałam tego bagażu i tych doświadczeń… Jest takie angielskie przysłowie „Ignorance is bliss”. Te sytuacje bardzo mnie zmieniły. Jestem ostrożna, boję się zaufać. Może to dobrze bo chronię samą siebie… Kocham muzykę, dzięki temu, że śpiewam i mój mąż też jest związany z muzyka zwiedziłam świat, poznałam fantastycznych ludzi. Nie raz było tak, że trzeba było zapłacić tak zwane wpisowe i musieliśmy występować za darmo. Jestem osobą która kocha wyzwania, mnie nie można powiedzieć, że coś jest za trudne. Najlepiej nie mówić nic. Poza tym to nie były 3 a prawie 5 ostatnich lat! To, że nie zwariowałam doszczętnie, nie popadłam w nałogi to jakiś cud. Depresja to parszywa, podstępna choroba. Nie wiem czy można się z niej wyleczyć.
Fetysz: Monika, muszę o to zapytać. Kiedy ostatni raz u Ciebie byłem, pokazywałaś mi całe pudła z artykułami, okładkami, byłaś w cholerę nośna, tego jest od ciula i ciut więcej! Jak to jest upaść i stracić sławę? Może źle formułuję to pytanie – ale jak to jest być tam, a teraz już nie być i trochę tak rozpamiętywać przeszłość? Sława uzależnia? Sama byłaś kiedyś bohaterką wielu ścianek i salonów.
Monika Jarosińska: To nawet nie chodzi o tę całą sławę ale o poczucie tego, że ktoś Cię kiedyś doceniał, a nagle nie. To boli najbardziej bo upada Twoje własne poczucie wartości i samooceny. To pudło wyniosłam dawno na strych. Może też w ramach terapii (śmiech).
Fetysz: W rolach serialowych jak w życiu jesteś nieobliczalna. Odważna. Dlaczego dzisiaj, nie ma Cię na salonach?
Monika Jarosińska: W Warszawie wszystko już było. Powiem Ci szczerze, że nie zamierzam iść gdzieś gdzie Cię obgadają, że założyłaś tą samą kieckę czy buty. To naprawdę nic nie daje. To żaden fejm tylko żałosne pompowanie własnego ego. Zdarzają się eventy na których należy być ale i tak za moich czasów to były imprezy (śmiech), a i gifty dla celebrytów były fajne, a nie tanie pomadki do ust i ohydny catering. Teraz wolę spotkać się ze znajomymi w domu i coś im ugotować. Wiesz, że są tacy ludzie, którzy tylko chodzą na takie imprezy? Nie są artystami, nie są nawet celebrytami. Nazywam ich „chodziarzami” bo potrafią obskoczyć nawet kilka imprez jednego wieczoru.
Fetysz: Od serialowej prostytutki poprzez reklamy i epizody do gangsterki. W międzyczasie jednak długo nic. W Polsce nie ma ról dla kobiet po czterdziestce?
Monika Jarosińska: Pokutuje takie coś, że albo postacie kobiece to młode sex bomby albo matki lub matrony. Gdy oglądamy amerykańskie seriale zawsze znajdzie się postać silnej kobiety w moim wieku, często wrednej szefowej albo kobiety po przejściach. W wachlarzu postaci zawsze ktoś taki jest. U nas bardzo często nadal jedzie się sztampą lub brak jest pomysłu na taką postać. Może w naszej mentalności nie istnieją takie kobiety, a singielki po czterdziestce, samotnie wychowujące dzieci i wciąż robiące karierę czy wręcz kierujące mężczyznami w naszym społeczeństwie nie istnieją lub zasługują na społeczną śmierć i potępienie. Nie można takich kobiet ignorować nawet w serialach czy filmach. One istnieją i trzeba opowiadać ich historię.
Fetysz: Monika Jarosińska to aktorka dramatyczna, komediowa czy może z cyklu zabili ją i uciekła, czyli sensacyjna, ale nikt nie dał Ci szansy na zaistnienie w wielu kreacjach, które mogłabyś pokazać?
Monika Jarosińska: W pewnym sensie tak było – zabili ją i uciekła (śmiech). Gdy byłam młodsza grałam amantki, chociaż tak na serio, nigdy tego nie lubiłam. Miałam taki wizerunek blond laski z szerokim uśmiechem z domieszka, powiedzmy, sex appealu. Zawsze chciałam zagrać w serialu bądź filmie kostiumowym. A wracając do akcji, do roli policjantki w sensacyjnym serialu „Tak czy Nie” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego, przeszłam szkolenie z instruktorami GROM’u w zakresie obsługi broni krótkiej. Fajna rola. Biegałam z pistoletem, potrafiłam składać i rozkładać broń na czas i pamiętam, że jak mieliśmy zdjęcia na strzelnicy to mnie pozwolono strzelać z ostrej amunicji, a mojemu serialowemu partnerowi nie. Był bardzo obrażony (śmiech). Tam też poznałam na planie Bogusia Lindę. Pamiętam też historię dosyć dramatyczną z naszego pobytu w Katowicach gdzie odbywały się zdjęcia. Mieszkaliśmy w pewnym starym hotelu, który lata świetności już dawno miał za sobą. Całą ekipą byliśmy tam zakwaterowani. Podejrzewam, że od czasu PRL’u nic tak wyjątkowego im się nie przytrafiło jak mieszkająca tam wielka ekipa filmowa – to było coś! No i jak w każdym hotelu z tamtych czasów na poziomie -1 była dyskoteka. Rezydowały tam pracujące panie „lekkich obyczajów”. Codziennie inaczej ubrane to w pióra, to w kabaretki, nowe fryzury, nowe trwałe. Coś pięknego! Któregoś dnia wracamy do hotelu, a tam istne szaleństwo! Słyszymy krzyki i zamieszanie. Na moim piętrze, dwa pokoje od mojego, leżał nagi facet reanimowany przez dwie obsługujące go wcześniej Panie. Można się tylko domyślać co działo się wcześniej bo niestety delikwent nie przeżył.
Bardzo miło wspominam też pracę w serialu „Plebania” czy „Pierwsza Miłość”. To były fajne czasy…
Fetysz: Dobrze jest powspominać, ale masz się czym chwalić, więc skupmy się na teraźniejszości. Razem z mężem, znanym DJ’em, Mr Root’em, tworzycie muzyczny kolektyw. Skąd pomysł na taki kierunek w karierze?
Monika Jarosińska: Pamiętasz, że poznaliśmy się w podczas jednego z moich klubowych koncertów w Poznaniu. Zawsze chciałam śpiewać. Mimo że moim zawodem jest aktorstwo, od zawsze ciągnęło mnie do śpiewania. Śpiewałam w Górniczym Chórze Śląskim „Polonia Harmonia” jako mała dziewczyna, występowałam też w konkursach piosenki aktorskiej mimo że nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Zawsze fascynowały mnie gwiazdy takie jak Donna Summer, Madonna czy Michael Jackson. Zawsze chciałam być taka jak oni. Wystartowałam z Zenonem Boczarem i piosenką „First Kiss” w preselekcjach do Eurowizji i niewiele nam zabrakło, aby to wygrać. Byliśmy drudzy. Śpiewałam w projekcie „Poland, Why Not” z którym zjeździliśmy pół świata. Moje pierwsze spotkanie z prawdziwą elektroniką to był udział w nagraniu płyty zespołu Mathplanete, wydanej przez EMI Polska. To była świetna płyta, która zebrała bardzo dobre recenzje. Jednak to nie wystarczyło, aby płyta stała się prawdziwym sukcesem. To był okres gdzie byłam naprawdę bardzo rozpoznawalna. Pamiętam jak poszłam na spotkanie z promotorami i PR’owcami z EMI. Gdy opowiadałam sama co zrobiłam w mediach aby wypromować ten projekt oraz jak dalej powinni poprowadzić promocję miałam wrażenie, że rozmawiam z ludźmi nie z tej planety. To były czasy gdy PR i marketing dopiero raczkował. Jakieś dziwne laski siedziały naprzeciw mnie z notatnikami i notowały wszystko co im mówiłam. Coś co teraz w marketingu jest rzeczą oczywistą, wtedy było czarną magią. Projekt w efekcie upadł, laski nie zrobiły nic, zespół Mathplanete się rozpadł, a ja chyba powinnam się zajmować zawodowo marketingiem i PR-em (śmiech).
Fetysz: Koncertujesz na całym świecie. Był Paryż, Londyn, Ibiza, teraz Malta… Znowu sypią się cekiny, znowu pod butem trzeszczy brokat. Dlaczego w żadnych polskich mediach nie ma nic na temat Twoich sukcesów, za to zostałaś naczelną Maryją z odkręcaną główką i tętniakiem, nie tykać, bo wybuchnę?
Monika Jarosińska: Czyś ty stracił rozum w tym Londynie? Kogo to interesuje, że ktoś się rozwija, jest kreatywny, po co ludzi wkurzać, że gdzieś tam jeżdżę, poza tym nie ma w tym mięcha, żaru, może gdybym śpiewała na bani zataczając się z włosami w kieszeni to byłby news. Wiesz że mam oddanych fanów za granicą? Gdy śpiewałam w jednym gejowskim miejscu za Ibizie, paru Hiszpańskich chłopaków specjalnie wzięło urlop i przyjechało na mój koncert.
Fetysz: Rozum to ja w tym Londynie straciłem, życie mi się zatrzymało, pociąg mi się wykoleił, ale co się naoglądałem to moje. Teraz w Polsce oglądam kalejdoskop karier i ja nie wiem kim są ci ludzie! Gdzie jest cała stara gwardia? Teraz jakaś blogerka pokaże wargi na salonie to zostaje gwiazdą i portale plotkarskie robią w majtki, bo oto mamy wydarzenie na skalę światową! Jest cipka, Britney i Paris pokazywały to fajnie jak jest wreszcie motyw polski… Co się dzieje?
Monika Jarosińska: Nie bluźnij. Kiedyś krytyk czy tak zwany selekcjoner, jak to się teraz mówi „contentu” musiał mieć wiedzę i coś sobą reprezentować. Tacy ludzie to teraz wymierający gatunek. Wystarczy poczytać dowolny portal internetowy aby zdać sobie sprawę, że piszący tam „redaktorzy” mają problemy z gramatyką i składnią, nie mówiąc o wiedzy.
Polecamy: #FETYSZLIGHT: KATE MOSS X RESERVED, CZYLI NAJLEPSZA SUPERMODELKA I ROLOWANIE
Fetysz: Co potrafi zmienić agencja PR? I dlaczego w związku z tym, żadnej sobie nie wynajmiesz? Też by się o Tobie pisało.
Monika Jarosińska: Wolę pracować z moją agentką Anną Szymczak, niż z typową agencją PR’ową. Najczęściej za usługi takiej agencji trzeba zapłacić „z góry”. Ja tego nie chcę. Bądźmy uczciwi w stosunku do siebie. Dzielmy się tym, co razem wypracujemy. Kiedyś artyści nie potrzebowali agencji PR’owych. Wystarczyło że taki czy inny decydent zobaczył utalentowanego aktora czy piosenkarza i od razu dawał mu szansę. Tak było w moim przypadku.
Fetysz: Ustawki i „rączka rączkę myje”, albo „zmiatamy pod dywanik” to temat tabu w polskich mediach. Dlaczego jedni są tak nachalnie promowani, za nic, za sprzedawanie dupy, za Dubaj, a inni, zdolni – stoją w kącie i liczą rosnące oprocentowanie kredytów?
Monika Jarosińska: Nie wiem jak to już jest. Wypadłam z obiegu plotek i domysłów. Może jestem za stara. Jest na kogoś tak zwana moda – potem mija i tak w kółko. Możliwe, że producenci sami wybierają albo, tego lubimy, tego nie lubimy, cholera wie! Kiedyś nie był agencji PR i tego kto się klikał, a kto nie. Było chyba bardziej normalnie.
Fetysz: Od niedawna mieszkasz na Malcie. Co sprawiło, ze opuściłaś Warszawę? Warszawa nie jest dla Ciebie wystarczająco cool?
Monika Jarosińska: Zaraz po zakończeniu Łódzkiej szkoły filmowej przyjechałam do Warszawy. Miałam wtedy 25 lat. Spałam w teatrze Ochota, a potem po ciemku w mieszkaniu koleżanki, która zapomniała zapłacić rachunek za elektryczność. Przeszłam wszystkie możliwe etapy jakie tylko można sobie wyobrazić. Wszystko w Warszawie. Przez ten cały czas doświadczyłam wiele dobrego i złego. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że praktycznie wszystkich znasz. Miejsca które kiedyś Cię fascynowały stają się rutyną. I nawet gdy Twoi przyjaciele i znajomi znikają a pojawiają się inni, to po prostu przestaje Cię to inspirować. I nagle razem ze „starą gwardią” znikasz, zamykając się w swoich czterech ścianach i w efekcie zdajesz sobie sprawę, że po prostu musisz zrobić coś nowego. Musisz zmienić miejsce. Malta jest piękną, a co najważniejsze, bardzo ciekawą wyspą. Posiada niesamowitą historię. I to tylko dwie i pól godziny lotu do Warszawy.
Fetysz: W jakim miejscu w życiu jesteś teraz? Nie ma Cię w Polsce. Co robisz?
Monika Jarosińska: Mieszkam zagranicą. Oczywiście nie jest tak, że zerwałam kontakty z Polską. W końcu to tylko dwie i pół godziny lotu samolotem z Warszawy. Dłużej zajmuje dojechanie z Katowic lub z Trójmiasta do Warszawy pociągiem. Przylatuję na zdjęcia, gdy mam pracę bądź jakieś zlecenie. Tutaj odwiedza mnie rodzina i znajomi. Na Malcie razem z mężem organizujemy eventy, imprezy oraz oczywiście występujemy w klubach. Malta jest przepiękna, ma wspaniałą historię, a co najważniejsze, dobre jedzenie i produkty spożywcze. Uwielbiam gotować. Już dawno nie miałam takiej frajdy z gotowania jak tutaj. Pomidory wreszcie mają znów zapach pomidorów, a chleb nie czerstwieje w godzinie po zakupie. Nie każdy wie, że na Malcie jest dużo agencji aktorskich oraz kręci się mnóstwo produkcji filmowych, również tych hollywoodzkich. Kto wie, co się wydarzy w przyszłości.
Fetysz: Muzyka. Malta. Serial. Co dalej?
Monika Jarosińska: Nie wiem. Żyję chwilą. Co będzie to będzie. Kiedyś uwielbiałam latać do Londynu. Zagrałam tam kilka koncertów. Chcę tam wrócić. To jedno z moich ulubionych miast na świecie.
Autor: Bartek Fetysz
Zdjęcia: Archiwum artystki
lifestyle
Najczęstsze błędy podczas golenia i jak ich unikać
Codzienne usuwanie niechcianych włosków wydaje się prostym zabiegiem, jednak brak odpowiedniej techniki szybko prowadzi do podrażnień. Czerwone krostki, pieczenie oraz nieprzyjemne wrastanie włosków to sygnały, że warto przyjrzeć się swoim nawykom w łazience. Większość z tych problemów wynika z prostych pomyłek, które można łatwo wyeliminować podczas codziennej pielęgnacji. Poznaj podstawowe zasady prawidłowego golenia i zobacz, jak przywrócić swojej skórze gładkość oraz komfort.
Czy golenie na sucho naprawdę niszczy twoją skórę?
Rozpoczynanie zabiegu bez uprzedniego zwilżenia ciała to jeden z najczęstszych błędów. Twarde owłosienie stawia opór, przez co ostrze maszynki szarpie cebulki i podrażnia naskórek. Brak poślizgu prowadzi bezpośrednio do uszkodzeń skóry, pieczenia oraz utrzymującego się zaczerwienienia. Jeśli szukasz łagodniejszej alternatywy dla tradycyjnego ostrza na wrażliwych partiach ciała, warto przetestować krem do depilacji, który rozpuszcza strukturę włosa bez mechanicznego tarcia. Pamiętaj jednak, że przy klasycznym goleniu podstawą zawsze powinna być obfita pianka lub gęsty żel do golenia.
Ciepła woda odgrywa zasadniczą rolę w zmiękczaniu zarostu oraz włosków na ciele, ułatwiając płynny ruch maszynki. Najlepsze efekty uzyskasz, przesuwając ostrze tuż po ciepłej kąpieli lub prysznicu, gdy pory są delikatnie rozszerzone. Po nałożeniu kosmetyku odczekaj około minuty, aby składniki nawilżające zdążyły zmiękczyć włókna przed pierwszym pociągnięciem. Osoby ze skłonnością do alergii powinny wybierać preparaty pozbawione intensywnych substancji zapachowych oraz alkoholu. Prawidłowe przygotowanie skóry sprawi, że cały proces przebiegnie sprawnie i bez niepotrzebnego pieczenia.
Jakie błędy popełniasz podczas przygotowania zarostu i ciała?
Nakładanie kosmetyków do golenia na nieumytą wcześniej twarz lub ciało powoduje mieszanie się pianki z zebranym łojem i brudem. Podczas ruchu ostrza zanieczyszczenia łatwo wnikają do otwartych mieszków włosowych, powodując stany zapalne. Przed przystąpieniem do zabiegu zawsze przemyj wybrane miejsce łagodnym żelem myjącym o fizjologicznym pH. Unikaj jednak wykonywania mocnych peelingów gruboziarnistych bezpośrednio przed użyciem maszynki, ponieważ podwójne złuszczanie osłabi barierę ochronną. Odpowiednia higiena wstępna skutecznie chroni ciało przed powstawaniem czerwonych grudek.
Częstym niedopatrzeniem jest również ignorowanie naturalnego układu, w jakim rosną twoje włosy. W wielu miejscach, zwłaszcza na szyi czy w okolicach bikini, pasma układają się w różnych kierunkach. Przyjrzenie się układowi owłosienia pozwala lepiej zaplanować ruchy maszynki i uniknąć bolesnego szarpania. Jeśli zastanawiasz się, jaki wosk do depilacji sprawdzi się w warunkach domowych, pamiętaj, że każda metoda wymaga dokładnej znajomości kierunku wzrostu włosa. Świadome prowadzenie ostrza znacząco ogranicza ryzyko powstawania późniejszych podrażnień.
Dlaczego tępym ostrzem i zbyt mocnym dociskiem robisz sobie krzywdę?
Używanie pojedynczej maszynki jednorazowej przez wiele tygodni niesie ze sobą spore ryzyko podrażnień. Tępe ostrze nie ścina włosków sprawnie, lecz je ciągnie, co zmusza do wielokrotnego poprawiania tego samego miejsca. Dodatkowo na zużytym wkładzie gromadzą się bakterie, które z łatwością wnikają w drobne uszkodzenia skóry. Maszynkę jednorazową lub wkład należy wymienić po około pięciu do dziesięciu użyciach bądź wcześniej, gdy poczujesz opór. Po zakończonym goleniu dokładnie opłucz maszynkę pod gorącą wodą i przechowuj ją w suchym miejscu.
Zbyt silne przyciskanie maszynki do ciała to kolejny zły nawyk, który usuwa wierzchnią warstwę naskórka. Wbrew powszechnemu przekonaniu mocniejszy nacisk wcale nie sprawia, że efekt gładkości utrzymuje się dłużej. Prowadzi to jedynie do zacięć, krwawienia oraz zaczerwienienia delikatniejszych obszarów. Prowadź maszynkę lekkimi ruchami, dając ostrzu możliwość swobodnego ścinania włosa. Zamiast mocno napinać skórę dłonią, postaw na małe, staranne pociągnięcia na dobrze nawilżonym obszarze.
W którym kierunku prowadzić maszynkę bez ryzyka podrażnień?
Rozpoczynanie pielęgnacji od golenia pod włos to najkrótsza droga do powstawania bolesnych, czerwonych krostek. Chociaż ta technika daje początkowo wrażenie idealnej gładkości, ścina włos poniżej poziomu skóry i sprzyja jego wrastaniu. Pierwsze pociągnięcie maszynki powinno zawsze odbywać się ściśle z kierunkiem wzrostu owłosienia. Dopiero przy drugim podejściu możesz poprowadzić ostrze w poprzek, zachowując przy tym ostrożność. Osoby o skórze ze skłonnością do stanów zapalnych powinny całkowicie zrezygnować z ruchu pod włos.
Kolejnym błędem jest ponowne golenie tego samego fragmentu ciała bez nałożenia nowej warstwy kosmetyku poślizgowego. Suche ostrze przesuwane po podrażnionym miejscu natychmiast wywołuje pieczenie oraz czerwone plamy. Jeśli po pierwszym ruchu dostrzeżesz pominięte włoski, ponownie nałóż żel lub piankę na wybrany obszar. Pamiętaj również o regularnym wypłukiwaniu ściętych włosów z przestrzeni między ostrzami, co zapobiega zapychaniu głowicy. Wykonuj wyłącznie krótkie i kontrolowane ruchy dłoni, aby wyeliminować niepotrzebne tarcie.
Jak właściwie pielęgnować wrażliwą skórę po zabiegu?
Samo usunięcie owłosienia nie kończy całego procesu, ponieważ skóra po kontakcie z ostrzem wymaga uspokojenia. Częstym błędem jest stosowanie bezpośrednio po goleniu kosmetyków zawierających dużo alkoholu lub mentolu. Takie składniki mocno podrażniają naruszoną barierę naskórkową, wywołując pieczenie i nieprzyjemne ściągnięcie. Zamiast nich wybierz łagodne nawilżenie bezwonnymi preparatami z dodatkiem d-pantenolu, alantoiny lub aloesu. Tuż po goleniu spłucz ciało chłodną wodą, co pomoże delikatnie zamknąć pory i przynieść ulgę.
Unikaj też wyciskania czy usuwania pęsetą nowo powstałych krostek oraz wrastających włosków. Agresywne naruszanie zmian przenosi bakterie w głąb skóry i zostawia po sobie trudne do usunięcia ślady lub blizny. Jeśli na ciele pojawią się bolesne zaczerwienienia, zastosuj krem łagodzący i daj skórze czas na naturalną regenerację. Gdy podrażnienia nawracają regularnie mimo poprawy techniki, warto rozważyć maszynkę elektryczną lub zmianę metody usuwania owłosienia. Dbając o regularne nawilżanie oraz higienę sprzętu, szybko zauważysz poprawę wyglądu i kondycji swojej skóry.
lifestyle
Ewa Farna schudła 10 kg. Te produkty wyeliminowała ze swojej diety
Ewa Farna od lat zachwyca fanów nie tylko kolejnymi muzycznymi sukcesami, ale również sceniczną charyzmą. W ostatnich miesiącach internauci zwrócili jednak uwagę na coś jeszcze – wyraźną metamorfozę wokalistki. Z okazji jej 33. urodzin przypominamy, co pomogło artystce zrzucić kilogramy. Dowiedz się więcej!
Ewa Farna to jedna z najpopularniejszych polsko-czeskich wokalistek, która od kilkunastu lat z powodzeniem rozwija karierę po obu stronach granicy. Jej koncerty przyciągają tysiące fanów, a kolejne albumy regularnie osiągają wysokie miejsca na listach sprzedaży. Ostatnio artystka podbija także największe stadiony w Czechach, a w miniony weekend wystąpiła przed warszawską publicznością podczas festiwalu Erste Letnie Brzmienia.
12 sierpnia 2026 roku Ewa Farna świętuje swoje 33. urodziny. Choć od lat zachwyca talentem i sceniczną energią, w ostatnim czasie równie dużo mówi się o jej imponującej metamorfozie. Internauci nie kryją zachwytu nad zmianą wyglądu wokalistki.
Na początku 2024 roku fani zaczęli zauważać, że artystka wyraźnie schudła. W mediach społecznościowych szybko pojawiły się komentarze, że ma nawet 10 kilogramów mniej, a przy okazji wygląda zdecydowanie młodziej. Wielu internautów podkreślało, że promienieje i emanuje jeszcze większą pewnością siebie.
POLECAMY: TVP podjęła decyzję ws. „The Voice Senior”. Będą ZMIANY wśród trenerów?
W jaki sposób Ewa Farna dba o swoją sylwetkę?
Sama Ewa Farna od początku podkreślała jednak, że nie korzystała z żadnych cudownych diet ani ekspresowych sposobów na odchudzanie. Jak wielokrotnie zaznaczała, zależało jej przede wszystkim na lepszym samopoczuciu i zdrowszym stylu życia.
W rozmowie z „Dzień Dobry TVN” wokalistka zdradziła, jakie zmiany wprowadziła do swojej codzienności.
“Unikam cukru. Alkoholu też nie piję często. Lubię dobre wino, ale bardzo rzadko piję. Miałam taki okres, że albo byłam w ciąży, albo karmiłam piersią i nie piłam wcale. Jakoś mi tego nie brakowało. (…) Więc to prawda, że w sumie alkohol i cukier staram się eliminować” – stwierdziła.
Jak sama tłumaczyła, najważniejsze było dla niej poprawienie jakości życia i codziennego funkcjonowania. Spadek wagi okazał się jedynie efektem ubocznym zdrowych nawyków, które konsekwentnie wprowadzała do swojego życia.
Artystka nie ukrywa również, że ogromne znaczenie ma dla niej aktywny tryb życia. Intensywne koncerty, próby i liczne występy sprawiają, że niemal nieustannie pozostaje w ruchu, co również pomaga jej utrzymać dobrą formę.
Fani od razu zauważyli metamorfozę swojej idolki. W sieci nie brakowało komplementów dotyczących jej wyglądu, a wielu internautów podkreślało, że wokalistka wygląda zdrowo, naturalnie i emanuje pozytywną energią.
Mimo licznych obowiązków zawodowych Ewa Farna nie zwalnia tempa. Wciąż koncertuje zarówno w Polsce, jak i w Czechach, gdzie od lat cieszy się statusem jednej z największych gwiazd muzyki pop. Wszystko wskazuje na to, że kolejne miesiące będą dla niej równie intensywne.
Przyszły rok zapowiada się dla Ewy Farnej wyjątkowo emocjonująco. Wokalistka ma już w planach dwa koncerty na warszawskim Torwarze, które z pewnością przyciągną tłumy fanów. Patrząc na jej obecną formę i popularność, nic nie wskazuje na to, by miała zwolnić tempo – wręcz przeciwnie, przed artystką kolejne wielkie muzyczne wyzwania.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Premier Marcinkiewicz UDERZA w Prezydenta: „Nawrocki ĆPA”. Prosty szantaż obcych służb?
Lubicie piosenki Ewy Farnej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
lifestyle
Opony letnie – kiedy je wymienić i jak wybrać odpowiedni model?
Wymiana opon zimowych na letnie to jeden z podstawowych elementów przygotowania samochodu do sezonu. Kiedy najlepiej to zrobić i na co zwrócić uwagę przy zakupie nowych opon letnich?
Opony letnie zapewniają odpowiednią przyczepność i krótszą drogę hamowania w warunkach typowych dla cieplejszych miesięcy. Wybierając konkretny model, warto uwzględnić rozmiar, klasę opony, styl jazdy oraz warunki, w jakich najczęściej porusza się samochód. Szeroki wybór opon i sprzętu motoryzacyjnego oferuje Inter Cars, lider rynku motoryzacyjnego, zapewniający również fachową obsługę.
Kiedy wymienić opony na letnie?
Warto zmienić opony na letnie, gdy średnia dobowa temperatura utrzymuje się powyżej 7°C i nie występują już warunki typowe dla zimy. Nie należy kierować się wyłącznie konkretną datą w kalendarzu, ponieważ w Polsce wiosenna pogoda bywa zmienna. Wymianę można zaplanować, gdy przez kilka kolejnych dni temperatury rano i wieczorem nie spadają poniżej 7°C.
Przed zmianą ogumienia warto sprawdzić również stan opon. Minimalna dopuszczalna głębokość bieżnika dla samochodu osobowego wynosi 1,6 mm. Jednak zużyte opony letnie najlepiej wymienić wcześniej, gdy bieżnik spadnie do 3 mm. Należy zwrócić uwagę na pęknięcia, wybrzuszenia, nierównomierne zużycie oraz wiek ogumienia. Jeśli opony mają uszkodzenia lub wyraźnie straciły swoje właściwości, sama odpowiednia głębokość bieżnika nie oznacza, że nadal nadają się do bezpiecznej jazdy.

Jakie opony letnie wybrać?
Opony letnie trzeba dobierać przede wszystkim do rozmiaru przewidzianego przez producenta samochodu oraz warunków, w których pojazd jest najczęściej użytkowany. Informację o właściwym rozmiarze można znaleźć m.in. na naklejce umieszczonej na słupku drzwi, klapce wlewu paliwa lub w instrukcji pojazdu. Następnie warto porównać najważniejsze parametry kilku modeli.
Przy wyborze opon należy zwrócić uwagę na:
- rozmiar,
- indeks prędkości i nośności,
- drogę hamowania na mokrej nawierzchni,
- opory toczenia,
- poziom hałasu,
- rodzaj bieżnika.
Nie zawsze najdroższa opona będzie konieczna, czasem tanie opony letnie są wystarczające. Najważniejsze jest dopasowanie parametrów opony do konkretnego samochodu i stylu jazdy, dlatego przy zakupie warto skorzystać z fachowego doradztwa.

Jakie są oznaczenia opon letnich?
Opony samochodowe letnie nie mają jednego specjalnego oznaczenia, które jednoznacznie wskazywałoby ich sezonowe przeznaczenie. Symbole i ciągi cyfr umieszczone na boku opony dotyczą przede wszystkim jej rozmiaru, konstrukcji, indeksu nośności i prędkości, a większość z nich stosuje się zarówno w oponach letnich, jak i zimowych czy całorocznych. Dlatego przy wyborze ogumienia warto czytać oznaczenia jako zestaw informacji o parametrach konkretnego modelu.
Przykładowy zapis 205/55 R16 91V oznacza:
- 205 – szerokość opony w milimetrach,
- 55 – profil opony, czyli wysokość boku wyrażona jako procent szerokości,
- R – konstrukcja radialna,
- 16 – średnica felgi w calach,
- 91 – indeks nośności,
- V – indeks prędkości.
Warto też sprawdzić datę produkcji zakodowaną w oznaczeniu DOT. Dzięki temu można ocenić wiek ogumienia jeszcze przed zakupem.
Dobór odpowiednich opon letnich ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo i komfort prowadzenia samochodu. W razie wątpliwości dotyczących rozmiaru lub parametrów warto skorzystać z pomocy specjalistów, np. w Inter Cars, gdzie dostępny jest szeroki asortyment ogumienia i części motoryzacyjnych.
lifestyle
Dlaczego poszewka ma wpływ na stan skóry i włosów?
Dlaczego poszewka ma wpływ na stan skóry i włosów?
Każdego dnia przeznaczasz mnóstwo czasu na staranną pielęgnację twarzy oraz układanie fryzury, szukając idealnych kosmetyków w drogeriach. Rzadko jednak zastanawiasz się nad tym, że przez blisko osiem godzin na dobę Twoje ciało pozostaje w bezpośrednim kontakcie z jednym materiałem. Podczas nocnego odpoczynku wielokrotnie zmieniasz pozycję, a wrażliwa tkanka nieustannie ociera się o powłokę Twojej poduszki. Powierzchnia wykonana ze szorstkich włókien potrafi w szybkim tempie zniweczyć efekty stosowania najdroższych kremów czy odżywek. Zrozumienie prostych zależności biologicznych pozwoli Ci wreszcie zatroszczyć się o gładką cerę i zdrowe pasma bez wygórowanych kosztów.
Wpływ tkaniny na skórę i włosy – ciche przyczyny Twoich problemów z urodą
Materiał poduszki oddziałuje bezpośrednio na stan cery i włosów poprzez wywoływanie tarcia mechanicznego oraz wchłanianie wilgoci z powierzchni ciała. Szorstkie włókna unoszą zewnętrzne łuski pasm, co w prostej drodze prowadzi do łamliwości, matowienia oraz trudnego do opanowania porannego plątania. Syntetyczne lub mało przewiewne sploty zatrzymują dodatkowo pod głową ciepło, tworząc idealne warunki do gromadzenia się sebum, potu oraz resztek kosmetyków. Taki stały, wielogodzinny kompres potrafi szybko zatkać pory i wywołać bolesne stany zapalne u osób skłonnych do trądziku. Właśnie dlatego dopasowana poszewka na poduszki wykonana z odpowiedniej tkaniny stanowi osłonę chroniącą strukturę pasm oraz naturalną barierę Twojego naskórka.
Korzyści z wyboru śliskich materiałów – sekret promiennej cery bez wysiłku
Gładka powierzchnia tkaniny skutecznie chroni Twoją urodę dzięki całkowitemu wyeliminowaniu oporu mechanicznego podczas ruchu głowy. Wybierając szlachetny splot satynowy lub naturalny jedwab, dajesz swoim pasmom szansę na zachowanie sprężystości oraz głębokiego blasku. Ta delikatna struktura nie wchłania cennej wilgoci ani nakładanych przed pójściem spać odżywczych serów. Zmiana faktury tekstyliów przynosi natychmiastowe rezultaty, które zauważysz od razu po porannym przebudzeniu przed lustrem. Używanie odpowiedniego materiału wspiera procesy regeneracyjne i powstrzymuje rozciąganie naskórka.
Świadomy wybór odpowiedniego otoczenia do spania przynosi następujące korzyści pielęgnacyjne:
- Brak odgnieceń i linii sennych na powierzchni delikatnej skóry twarzy.
- Odczuwalna redukcja puszenia oraz plątania się pasm w ciągu nocy.
- Lepsza higiena wypoczynku dzięki ograniczonej absorpcji wilgoci i bakterii.
- Wsparcie naturalnej bariery naskórka podatnego na powstawanie niedoskonałości.
Częstotliwość wymiany pościeli – prosty nawyk o wielkim znaczeniu
Systematyczna zmiana powłoczki zapobiega namnażaniu się drobnoustrojów, które codziennie przenoszą się na Twoją twarz. Na tekstyliach każdego dnia osadzają się martwe komórki naskórka, mikrocząsteczki kurzu oraz resztki produktów do stylizacji. Kiedy rezygnujesz z regularnego prania, stwarzasz idealną pożywkę dla bakterii nasilających objawy trądzikowe. Pamiętaj, aby wymieniać tę część posłania przynajmniej raz w tygodniu, zwłaszcza gdy zmagasz się ze stanami zapalnymi. Zachowanie wysokiego poziomu czystości w strefie snu może całkiem szybko przynieść oczekiwane rezultaty w postaci czystej cery.
Zadbaj o dobre nawyki nocne, ponieważ to w trakcie odpoczynku zachodzą najważniejsze procesy odnowy komórkowej. Bądź świadoma tego, na czym kładziesz głowę każdego wieczoru, aby chronić swoje zdrowie oraz naturalne piękno. Małe modyfikacje w najbliższym otoczeniu potrafią przynieść spektakularne efekty, które będą zachwycać Cię każdego poranka. Daj swojemu ciału najlepsze warunki do regeneracji, a odwdzięczy Ci się nieskazitelną cerą oraz pięknymi włosami.
-
news2 dni temuKrzysztof Kwiatkowski długo ukrywał ukochaną. Jego partnerka to znana wokalistka
-
news4 dni temu„M jak miłość” żegna kolejne gwiazdy. Znane nazwiska odchodzą z serialu
-
showbiz4 dni temuZrezygnował z „Tańca z Gwiazdami”. Teraz przerwał milczenie
-
showbiz4 dni temuFilip Gurłacz PSIOCZY na „Taniec z Gwiazdami”. W tle Kaczorowska
-
showbiz3 dni temuKto odpadł z „Tańca z Gwiazdami”? Widzowie w szoku
-
news2 dni temuNowa czołówka „Na Wspólnej” wywołała burzę. Podoba się Wam?
-
news3 dni temuAndziaks i Luka przekazali radosne wieści. Posypały się gratulacje
-
Taniec z Gwiazdami2 dni temuWielkie zaskoczenie po odcinku „Tańca z Gwiazdami”. Gwiazda potwierdziła rozstanie



Dodaj komentarz