Śledź nas

lifestyle

#FETYSZOWO: “ARTYŚCI SĄ SEZONOWYM PRODUKTEM…” MÓWI MONIKA JAROSIŃSKA I…

Opublikowano

w dniu

Wraca po kilku latach nieobecności w telewizji i upomina się o swoje. W ekskluzywnym, szczerym wywiadzie ponownie daje powody, aby o niej mówili… Od zawsze była na językach, ale ma przecież “status gwiazdy”. To zobowiązuje.  

 

Fetysz: To będzie długi wywiad, ale ktoś musi Cię zoperować publicznie, żeby ludzie bez twarzy mieli o czym mówić. Z jakiegoś powodu nigdy nie wypadłaś z plotkarskiego obiegu, mięło tyle lat, a o Tobie wciąż się mówi. Monika – dlaczego w Polsce robi się z Ciebie beztalencie i odbiera wszelkie sukcesy, albo umniejsza je do rozmiaru Twojego psa, Bożeny?
Monika Jarosińska: Możliwe, że dla niektórych bezpieczniej komuś umniejszać wiedzy, talentu, sukcesów, pozbyć się konkurencji, bądź też dla tak zwanej hecy – dobra, dojedziemy, na przykład  Jarosińską, będzie beka, będzie zabawa. Myślę, że ten okres jest za mną… Minęło trochę czasu od tej nagonki medialnej, chociaż… jakiej medialnej? Kurde, przecież ja doskonale wiedziałam kto to pisze! Ludzie których znałam, którzy mnie dobrze znali, uśmiechali się, piliśmy wino… Jak w „Ojcu Chrzestnym” całują się na powitanie, jest przytulanie, łapanie za bary, a za rogiem dostajesz strzał.

Fetysz: To boli? Taki strzał? Jesteś przecież dyplomowaną aktorką, piosenkarką, odnosisz sukcesy. Polski show biznes jest już taki, że co jakiś czas kogoś wynosi się na czerwony murek, dywanik, entliczek pentliczek, stoliczku nakryj się, złoto i brokat, a potem jebut, strzelanina, była kariera, kariery nie ma?
Monika Jarosińska: Przecież wiesz jak to działa. Artyści są sezonowym produktem, jak opony w samochodzie. Zużyją się, wymieniamy na nowe. Może to znak czasów.

Fetysz: Aktorka po Łódzkiej Szkole Filmowej, o której mówi się w Europie, że jest jedną z lepszych szkół aktorskich, nie ma pracy w zawodzie. Wysokie wymagania finansowe, brak ról, czy wszystko obstawione po znajomości?
Monika Jarosińska: Owszem, był czas gdzie nie było mnie nigdzie widać. Myślę, że zaczęło się to kilka lat temu, dokładnie pięć, najpierw tak zwane skandale, a tak na serio miałam taką malutką traumę. Pewien pan, z którym pracowałam przy jednym serialu, wystarczająco mi obrzydził na jakiś czas wykonywanie zawodu… Pamiętam, że jak jeździłam na plan zdjęciowy to wymiotowałam z nerwów czy będzie ten psychol dzisiaj się darł i mnie obrażał, czy będzie miał lepszy dzień… Dwa lata temu zagrałam sporą epizodyczną rolę w „Dziewczynach ze Lwowa”. Tak się spodobała moja postać scenarzystom i reżyserowi Wojtkowi Adamczykowi, że w drugiej serii mam bardzo dużą rozbudowaną rolę. Cieszyłam się jak dziecko! Nie mogłam się doczekać! Na planie zamiast o 7 byłam już 6 (śmiech). Tak ja to kocham!

Fetysz: Wyprzedziłaś mnie, to ja miałem zapytać o serial. Pal licho – powracasz! Po pięciu latach, bytu niebytu, wreszcie come back. I to w Telewizji Polskiej! Oczywiście w swoim stylu, jako żona gangstera, Matylda w “Dziewczynach ze Lwowa”. Jak się czujesz?  
Monika Jarosińska: Czuje się fenomenalnie! To prawda że te pięć lat nie były najszczęśliwszym okresem w moim życiu, które bardzo mocno mnie doświadczyło. Ale umiem nawet z takich przeżyć wyciągnąć wnioski. Kiedyś oglądałam się za siebie, myślałam za dużo o przeszłości. Już tego nie robię. Dla mnie najważniejsze jest „tu i teraz”. To nie tak, że mnie w ogóle nie było. Pojawiałam się w różnych produkcjach serialowych, ale nie było to tak często. Chorowałam i nie byłam w stanie myśleć o pracy. Wracam z rolą Matyldy, również jako nowa ja. Z nową energią. Jestem bardzo podekscytowana.

Fetysz: Uważasz, że Twoje pięć minut minęło, czy może że odebrały Ci je niesłusznie media? Nie zrozum mnie źle, nie chcę tu z Ciebie robić jakiejś ofiary bez strat w Smoleńsku, ale zastanawia mnie fenomen tego mechanizmu, cała filozofia. Zaczynałaś w „Samo Życie”, (a może i nie zaczynałaś), ale dało Ci to rozpoznawalność – jak ta rozpoznawalność, wtedy, wpłynęła na Twoje życie?
Monika Jarosińska: Miałam dużo szczęścia, pasji, wiary i pewności siebie. Mówię w czasie przeszłym bo po tak długiej przerwie i doświadczeniach życiowych uczę się tego na nowo… Przyjechałam z Będzina dostałam się do Filmówki, potem z czarną ortalionową torbą wylądowałam w Warszawie. Taka mała anegdota – wracałam do domu na święta, miałam w tej legendarnej, bazarowej torbie pościel. Zawoziłam ją do domu do prania bo w akademiku mieliśmy pralkę Franię, do której był wręcz komitet kolejkowy… Wtarabaniłam tę torbę do pociągu, jakiś uprzejmy pan mi pomógł ją wrzucić na górę, zaczął mi się przyglądać, raz mnie, raz torbie i po chwili mówi: „I życzę Pani, żeby Pani wszystko sprzedała!” (śmiech). Spałam w Teatrze Ochoty bo nie stać mnie było na mieszkanie, poniewierałam się z kąta w kąt, ale wiedziałam, że dam radę. Mieszkanie bez prądu, w którym uczyłam się przy świeczce oraz z bonusowym kotem bez oka – za opiekę nad nim mogłam mieszkać prawie za darmo. Ja kocham zwierzaki, ale nie przypadliśmy sobie do gustu, wiec robił mi na złość – kupa w wannie, w bucie, w łóżku.. Po premierze w teatrze spakowałam się i uciekłam z tego domu. Dostałam rolę w „Samym Życiu”. Wcześniej były też oczywiście inne pierwsze epizody, jak na przykład „Przychodnia pierwszego przychodnia” (pilot serialu), serial „Miasteczko”, „Zaginiona”. Uczyłam się, miałam dużo pokory i szacunku, wydaje mi się że mam to do dzisiaj. Moja kariera po pewnym czasie ruszyła z kopyta do przodu i nagle… Skończyło się tak jakby ktoś wyjął wtyczkę z gniazdka – stałam się niewidzialną, kobietą cień, która jest – ale jej nie ma… Rozpoznawalność? Nigdy nie robiłam z tego wielkiego halo. Była czymś normalnym, częścią tego zawodu. Dla mnie i moich znajomych nadal byłam i chciałam być tą Moniką z Będzina. Nadal nią jestem. Przejechałam się na tym nie raz, otwierając serce do przyjaciół, którzy chcieli tylko abym otworzyła im drzwi do świata do którego ja dostałam się swoją ciężka pracą. Tak, jestem ofiarą (śmiech) – losu.

 

Polecamy: #FETYSZOWO: “MAM WŁASNE WYBORY I KRYTERIA” – WYWIAD Z KRYSTYNĄ MAZURÓWNĄ

 

Fetysz: Jaka jest Warszawa, dla kogoś kto ma pasję, doświadczenie i chęć pracy? Bo prócz ostatnich dwóch, trzech lat, które Ci wycięto z życiorysu, a to przez skandal, a to przez chorobę i depresję, Ty ciągle podróżowałaś, grałaś w klubach, normalnie zmieniałaś tylko majtki, kiecki i buty i na scenę. Wciąż biegłaś przed siebie!
Monika Jarosińska: Myślę, że kiedyś były inne czasy, przyjaźnie. Warszawa była bardziej otwarta i  ludzie też. Może po prostu było łatwiej, bo nie miałam tego bagażu i tych doświadczeń… Jest takie angielskie przysłowie „Ignorance is bliss”. Te sytuacje bardzo mnie zmieniły. Jestem ostrożna, boję się zaufać. Może to dobrze bo chronię samą siebie… Kocham muzykę, dzięki temu, że śpiewam i mój mąż też jest związany z muzyka zwiedziłam świat, poznałam fantastycznych ludzi. Nie raz było tak, że trzeba było zapłacić tak zwane wpisowe i musieliśmy występować za darmo. Jestem osobą która kocha wyzwania, mnie nie można powiedzieć, że coś jest za trudne. Najlepiej nie mówić nic. Poza tym to nie były 3 a prawie 5 ostatnich lat! To, że nie zwariowałam doszczętnie, nie popadłam w nałogi to jakiś cud. Depresja to parszywa, podstępna choroba. Nie wiem czy można się z niej wyleczyć.

Fetysz: Monika, muszę o to zapytać. Kiedy ostatni raz u Ciebie byłem, pokazywałaś mi całe pudła z artykułami, okładkami, byłaś w cholerę nośna, tego jest od ciula i ciut więcej! Jak to jest upaść i  stracić sławę? Może źle formułuję to pytanie – ale jak to jest być tam, a teraz już nie być i trochę tak rozpamiętywać przeszłość? Sława uzależnia? Sama byłaś kiedyś bohaterką wielu ścianek i salonów.
Monika Jarosińska: To nawet nie chodzi o tę całą sławę ale o poczucie tego, że ktoś Cię kiedyś doceniał, a nagle nie. To boli najbardziej bo upada Twoje własne poczucie wartości i samooceny. To pudło wyniosłam dawno na strych. Może też w ramach terapii (śmiech).

Fetysz: W rolach serialowych jak w życiu jesteś nieobliczalna. Odważna. Dlaczego dzisiaj, nie ma Cię na salonach? 
Monika Jarosińska: W Warszawie wszystko już było. Powiem Ci szczerze, że nie zamierzam iść gdzieś gdzie Cię obgadają, że założyłaś tą samą kieckę czy buty. To naprawdę nic nie daje. To żaden fejm tylko żałosne pompowanie własnego ego. Zdarzają się eventy na których należy być ale i tak za moich czasów to były imprezy (śmiech), a i gifty dla celebrytów były fajne, a nie tanie pomadki do ust i ohydny catering. Teraz wolę spotkać się ze znajomymi w domu i coś im ugotować. Wiesz, że są tacy ludzie, którzy tylko chodzą na takie imprezy? Nie są artystami, nie są nawet celebrytami. Nazywam ich „chodziarzami” bo potrafią obskoczyć nawet kilka imprez jednego wieczoru.

Fetysz: Od serialowej prostytutki poprzez reklamy i epizody do gangsterki. W międzyczasie jednak długo nic. W Polsce nie ma ról dla kobiet po czterdziestce? 
Monika Jarosińska: Pokutuje takie coś, że albo postacie kobiece to młode sex bomby albo matki lub matrony. Gdy oglądamy amerykańskie seriale zawsze znajdzie się postać silnej kobiety w moim wieku, często wrednej szefowej albo kobiety po przejściach. W wachlarzu postaci zawsze ktoś taki jest. U nas bardzo często nadal jedzie się sztampą lub brak jest pomysłu na taką postać. Może w naszej mentalności nie istnieją takie kobiety, a singielki po czterdziestce, samotnie wychowujące dzieci i wciąż robiące karierę czy wręcz kierujące mężczyznami w naszym społeczeństwie nie istnieją lub zasługują na społeczną śmierć i potępienie. Nie można takich kobiet ignorować nawet w serialach czy filmach. One istnieją i trzeba opowiadać ich historię. 

 

 

Fetysz: Monika Jarosińska to aktorka dramatyczna, komediowa czy może z cyklu zabili ją i uciekła, czyli sensacyjna, ale nikt nie dał Ci szansy na zaistnienie w wielu kreacjach, które mogłabyś pokazać?
Monika Jarosińska: W pewnym sensie tak było – zabili ją i uciekła (śmiech). Gdy byłam młodsza grałam amantki, chociaż tak na serio, nigdy tego nie lubiłam. Miałam taki wizerunek blond laski z szerokim uśmiechem z domieszka, powiedzmy, sex appealu. Zawsze chciałam zagrać w serialu bądź filmie kostiumowym. A wracając do akcji, do roli policjantki w sensacyjnym serialu „Tak czy Nie” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego, przeszłam szkolenie z instruktorami GROM’u w zakresie obsługi broni krótkiej. Fajna rola. Biegałam z pistoletem, potrafiłam składać i rozkładać broń na czas i pamiętam, że jak mieliśmy zdjęcia na strzelnicy to mnie pozwolono strzelać z ostrej amunicji, a mojemu serialowemu partnerowi nie. Był bardzo obrażony (śmiech). Tam też poznałam na planie Bogusia Lindę. Pamiętam też historię dosyć dramatyczną z naszego pobytu w Katowicach gdzie odbywały się zdjęcia. Mieszkaliśmy w pewnym starym hotelu, który lata świetności już dawno miał za sobą. Całą ekipą byliśmy tam zakwaterowani. Podejrzewam, że od czasu PRL’u nic tak wyjątkowego im się nie przytrafiło jak mieszkająca tam wielka ekipa filmowa – to było coś!  No i jak w każdym hotelu z tamtych czasów na poziomie -1 była dyskoteka. Rezydowały tam pracujące panie „lekkich obyczajów”. Codziennie inaczej ubrane to w pióra, to w kabaretki, nowe fryzury, nowe trwałe. Coś pięknego! Któregoś dnia wracamy do hotelu, a tam istne szaleństwo! Słyszymy krzyki i zamieszanie. Na moim piętrze, dwa pokoje od mojego, leżał nagi facet reanimowany przez dwie obsługujące go wcześniej Panie. Można się tylko domyślać co działo się wcześniej bo niestety delikwent nie przeżył.
Bardzo miło wspominam też pracę w serialu „Plebania” czy „Pierwsza Miłość”. To były fajne czasy…

Fetysz: Dobrze jest powspominać, ale masz się czym chwalić, więc skupmy się na teraźniejszości. Razem z mężem, znanym DJ’em, Mr Root’em, tworzycie muzyczny kolektyw. Skąd pomysł na taki kierunek w karierze?
Monika Jarosińska: Pamiętasz, że poznaliśmy się w podczas jednego z moich klubowych koncertów w Poznaniu. Zawsze chciałam śpiewać. Mimo że moim zawodem jest aktorstwo, od zawsze ciągnęło mnie do śpiewania. Śpiewałam w Górniczym Chórze Śląskim „Polonia Harmonia” jako mała dziewczyna, występowałam też w konkursach piosenki aktorskiej mimo że nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Zawsze fascynowały mnie gwiazdy takie jak Donna Summer, Madonna czy Michael Jackson. Zawsze chciałam być taka jak oni. Wystartowałam z Zenonem Boczarem i piosenką „First Kiss” w preselekcjach do Eurowizji i niewiele nam zabrakło, aby to wygrać. Byliśmy drudzy. Śpiewałam w projekcie „Poland, Why Not” z którym zjeździliśmy pół świata. Moje pierwsze spotkanie z prawdziwą elektroniką to był udział w nagraniu płyty zespołu Mathplanete, wydanej przez EMI Polska. To była świetna płyta, która zebrała bardzo dobre recenzje. Jednak to nie wystarczyło, aby płyta stała się prawdziwym sukcesem. To był okres gdzie byłam naprawdę bardzo rozpoznawalna. Pamiętam jak poszłam na spotkanie z promotorami i PR’owcami z EMI. Gdy opowiadałam sama co zrobiłam w mediach aby wypromować ten projekt oraz jak dalej powinni poprowadzić promocję miałam wrażenie, że rozmawiam z ludźmi nie z tej planety. To były czasy gdy PR i marketing dopiero raczkował. Jakieś dziwne laski siedziały naprzeciw mnie z notatnikami i notowały wszystko co im mówiłam. Coś co teraz w marketingu jest rzeczą oczywistą, wtedy było czarną magią. Projekt w efekcie upadł, laski nie zrobiły nic, zespół Mathplanete się rozpadł, a ja chyba powinnam się zajmować zawodowo marketingiem i PR-em (śmiech).

Fetysz: Koncertujesz na całym świecie. Był Paryż, Londyn, Ibiza, teraz Malta… Znowu sypią się cekiny, znowu pod butem trzeszczy brokat. Dlaczego w żadnych polskich mediach nie ma nic na temat Twoich sukcesów, za to zostałaś naczelną Maryją z odkręcaną główką i tętniakiem, nie tykać, bo wybuchnę?
Monika Jarosińska: Czyś ty stracił rozum w tym Londynie? Kogo to interesuje, że ktoś się rozwija, jest kreatywny, po co ludzi wkurzać, że gdzieś tam jeżdżę, poza tym nie ma w tym mięcha, żaru, może gdybym śpiewała na bani zataczając się z włosami w kieszeni to byłby news. Wiesz że mam oddanych fanów za granicą? Gdy śpiewałam w jednym gejowskim miejscu za Ibizie, paru Hiszpańskich chłopaków specjalnie wzięło urlop i przyjechało na mój koncert.

Fetysz: Rozum to ja w tym Londynie straciłem, życie mi się zatrzymało, pociąg mi się wykoleił, ale co się naoglądałem to moje. Teraz w Polsce oglądam kalejdoskop karier i ja nie wiem kim są ci ludzie! Gdzie jest cała stara gwardia? Teraz jakaś blogerka pokaże wargi na salonie to zostaje gwiazdą i portale plotkarskie robią w majtki, bo oto mamy wydarzenie na skalę światową! Jest cipka, Britney i Paris pokazywały to fajnie jak jest wreszcie motyw polski… Co się dzieje?
Monika Jarosińska: Nie bluźnij. Kiedyś krytyk czy tak zwany selekcjoner, jak to się teraz mówi „contentu” musiał mieć wiedzę i coś sobą reprezentować. Tacy ludzie to teraz wymierający gatunek. Wystarczy poczytać dowolny portal internetowy aby zdać sobie sprawę, że piszący tam „redaktorzy” mają problemy z gramatyką i składnią, nie mówiąc o wiedzy.

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: KATE MOSS X RESERVED, CZYLI NAJLEPSZA SUPERMODELKA I ROLOWANIE

 

Fetysz: Co potrafi zmienić agencja PR? I dlaczego w związku z tym, żadnej sobie nie wynajmiesz? Też by się o Tobie pisało.
Monika Jarosińska: Wolę pracować z moją agentką Anną Szymczak, niż z typową agencją PR’ową. Najczęściej za usługi takiej agencji trzeba zapłacić „z góry”. Ja tego nie chcę. Bądźmy uczciwi w stosunku do siebie. Dzielmy się tym, co razem wypracujemy. Kiedyś artyści nie potrzebowali agencji PR’owych. Wystarczyło że taki czy inny decydent zobaczył utalentowanego aktora czy piosenkarza i od razu dawał mu szansę. Tak było w moim przypadku. 

Fetysz: Ustawki i „rączka rączkę myje”, albo „zmiatamy pod dywanik” to temat tabu w polskich mediach. Dlaczego jedni są tak nachalnie promowani, za nic, za sprzedawanie dupy, za Dubaj, a inni, zdolni – stoją w kącie i liczą rosnące oprocentowanie kredytów?
Monika Jarosińska: Nie wiem jak to już jest. Wypadłam z obiegu plotek i domysłów. Może jestem za stara. Jest na kogoś tak zwana moda – potem mija i tak w kółko. Możliwe, że producenci sami wybierają albo, tego lubimy, tego nie lubimy, cholera wie! Kiedyś nie był agencji PR i tego kto się klikał, a kto nie. Było chyba bardziej normalnie. 

Fetysz: Od niedawna mieszkasz na Malcie. Co sprawiło, ze opuściłaś Warszawę? Warszawa nie jest dla Ciebie wystarczająco cool?
Monika Jarosińska: Zaraz po zakończeniu Łódzkiej szkoły filmowej przyjechałam do Warszawy. Miałam wtedy 25 lat. Spałam w teatrze Ochota, a potem po ciemku w mieszkaniu koleżanki, która zapomniała zapłacić rachunek za elektryczność. Przeszłam wszystkie możliwe etapy jakie tylko można sobie wyobrazić. Wszystko w Warszawie. Przez ten cały czas doświadczyłam wiele dobrego i złego. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że praktycznie wszystkich znasz. Miejsca które kiedyś Cię fascynowały stają się rutyną. I nawet gdy Twoi przyjaciele i znajomi znikają a pojawiają się inni, to po prostu przestaje Cię to inspirować. I nagle razem ze „starą gwardią” znikasz, zamykając się w swoich czterech ścianach i w efekcie zdajesz sobie sprawę, że po prostu musisz zrobić coś nowego. Musisz zmienić miejsce. Malta jest piękną, a co najważniejsze, bardzo ciekawą wyspą. Posiada niesamowitą historię. I to tylko dwie i pól godziny lotu do Warszawy.

Fetysz: W jakim miejscu w życiu jesteś teraz? Nie ma Cię w Polsce. Co robisz?
Monika Jarosińska: Mieszkam zagranicą. Oczywiście nie jest tak, że zerwałam kontakty z Polską. W końcu to tylko dwie i pół godziny lotu samolotem z Warszawy. Dłużej zajmuje dojechanie z Katowic lub z Trójmiasta do Warszawy pociągiem. Przylatuję na zdjęcia, gdy mam pracę bądź jakieś zlecenie. Tutaj odwiedza mnie rodzina i znajomi. Na Malcie razem z mężem organizujemy eventy, imprezy oraz oczywiście występujemy w klubach. Malta jest przepiękna, ma wspaniałą historię, a co najważniejsze, dobre jedzenie i produkty spożywcze. Uwielbiam gotować. Już dawno nie miałam takiej frajdy z gotowania jak tutaj. Pomidory wreszcie mają znów zapach pomidorów, a chleb nie czerstwieje w godzinie po zakupie. Nie każdy wie, że na Malcie jest dużo agencji aktorskich oraz kręci się mnóstwo produkcji filmowych, również tych hollywoodzkich. Kto wie, co się wydarzy w przyszłości.

Fetysz: Muzyka. Malta. Serial. Co dalej? 
Monika Jarosińska: Nie wiem. Żyję chwilą. Co będzie to będzie. Kiedyś uwielbiałam latać do Londynu. Zagrałam tam kilka koncertów. Chcę tam wrócić. To jedno z moich ulubionych miast na świecie. 

 

 

Autor: Bartek Fetysz
Zdjęcia: Archiwum artystki

lifestyle

Ochrona przed słońcem przez cały rok – jak skutecznie dbać o skórę

Opublikowano

w dniu

przez

Promienie słoneczne docierają do twojej twarzy nawet wtedy, gdy za oknem kłębią się gęste chmury. Choć ciepłe światło poprawia nastrój, niesie ze sobą promieniowanie niszczące głębokie struktury skóry. Brak odpowiedniego zabezpieczenia szybko skutkuje bolesnymi podrażnieniami, przebarwieniami oraz przedwczesnymi zmarszczkami. Świadoma pielęgnacja pozwala cieszyć się słońcem bez obaw o przyspieszone starzenie.

Czym różni się promieniowanie UVA od UVB?

Większość z nas kojarzy słońce głównie z wakacyjną opalenizną lub pieczeniem po zbyt długim leżakowaniu na plaży. Za te natychmiastowe reakcje odpowiada promieniowanie UVB, którego natężenie zmienia się w zależności od pory dnia czy roku. Prawdziwe zagrożenie stanowi jednak promieniowanie UVA, które przenika przez chmury oraz szyby okienne z niezmienną siłą przez okrągły rok. Wnika ono bardzo głęboko, uszkadzając włókna kolagenowe i prowadząc do powstawania trudnych do usunięcia plam pigmentacyjnych. Długotrwała ekspozycja bez właściwej tarczy ochronnej może wywołać także groźne zmiany nowotworowe.

Jaki krem z filtrem sprawdzi się najlepiej na co dzień?

Dobry kosmetyk ochronny powinien odpowiadać na specyficzne potrzeby twojej cery, aby codzienne nakładanie było przyjemnością. Jeśli twoja skóra ma tendencję do błyszczenia i zatykania porów, wybierz lekką formułę matującą. Dobry krem do opalania potrafi skutecznie chronić przed słońcem, a jednocześnie doskonale współpracuje z codziennym makijażem. Warto pamiętać o prostej kolejności podczas porannej rutyny, w której filtr ląduje na twarzy dopiero po wchłonięciu kremu nawilżającego. Nakładaj go obficie przynajmniej pół godziny przed wyjściem na zewnątrz, nie zapominając o uszach i szyi.

Dlaczego regularna reaplikacja ma tak duże znaczenie?

Nawet najwyższy wskaźnik SPF 50 traci swoją moc w miarę upływu kolejnych godzin. Kosmetyk ściera się w kontakcie z ubraniami, zmywa podczas kąpieli oraz spływa razem z potem podczas uprawiania sportu. Jeśli spędzasz aktywnie czas na świeżym powietrzu, nakładaj kolejną warstwę filtra co dwie lub trzy godziny. Zabieraj ze sobą tubkę ochronną na rower, górski szlak i spacer po parku. W godzinach największego nasłonecznienia, czyli między jedenastą a szesnastą, połącz kosmetyki z okularami przeciwsłonecznymi oraz przewiewnym kapeluszem.

Kiedy zacząć chronić przed słońcem najmłodszych?

Dziecięca skóra jest znacznie cieńsza i bardziej bezbronna niż skóra dorosłego człowieka. Każde oparzenie słoneczne zdobyte w dzieciństwie zwiększa ryzyko problemów dermatologicznych w dorosłym życiu. Wybierając kosmetyk dla niemowląt i starszych maluchów, szukaj formuł o najwyższym poziomie protekcji oraz bezpiecznych składach. Smaruj całe ciało dziecka przed wyjściem na dwór, także pod lekkimi ubrankami. Zimą również nie chowaj tubki do szafy, ponieważ promienie odbijają się od śniegu z podwójną siłą.

Prawidłowa fotoochrona to prosty nawyk, który przynosi widoczne korzyści przez długie lata. Wybierając produkty o szerokim spektrum działania, zabezpieczasz skórę przed niewidocznym promieniowaniem niszczącym jej elastyczność. Nie musisz rezygnować ze spacerów ani z aktywności na świeżym powietrzu, by zachować świeży i zdrowy wygląd. Wystarczy regularność, dopasowana formuła oraz pamiętanie o dokładnym zmywaniu kosmetyków podczas wieczornego oczyszczania twarzy. Twoja cera odwdzięczy się gładkością, jednolitym kolorytem i brakiem przedwczesnych zmarszczek.

Kontynuuj czytanie

showbiz

Jak mieszka Joanna Przetakiewicz? W jej willi króluje luksus. Marmur, złoto i lustra robią wrażenie

Opublikowano

w dniu

przez

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Joanna Przetakiewicz od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego świata mody i biznesu. Projektantka i bizneswoman znana jest z zamiłowania do luksusu, które widać nie tylko w jej stylizacjach, ale również w aranżacji domu. Jej willa w Konstancinie pod Warszawą urządzona została w charakterystycznym, eleganckim stylu. Od czasu do czasu Przetakiewicz pokazuje w mediach społecznościowych fragmenty swojej prywatnej przestrzeni. Na zdjęciach uwagę zwracają przede wszystkim marmur, złote akcenty, czerń i efektowne lustra.

Joanna Przetakiewicz to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich projektantek i bizneswoman. Założyła markę modową La Mania, a przez lata zbudowała swoją pozycję nie tylko w branży fashion, ale również w świecie mediów i show-biznesu. Jest także założycielką ruchu Era Nowych Kobiet, który skupia się na wspieraniu i aktywizowaniu kobiet.

Prywatnie Joanna Przetakiewicz jest żoną producenta filmowego Rinke Rooyensa. Para mieszka w podwarszawskim Konstancinie, a projektantka od czasu do czasu pokazuje w mediach społecznościowych fragmenty swojej codzienności. Dzięki publikowanym zdjęciom można zajrzeć również do jej imponującej willi.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

POLECAMY: Przetakiewicz komentuje rozwód Wiśniewskiego. Te słowa dają do myślenia

Marmur, czerń, złoto i efektowne lustra

Dom Joanny Przetakiewicz został urządzony w bardzo charakterystycznym, luksusowym stylu. W pomieszczeniach dominują czarne meble, marmurowe powierzchnie, złote i srebrne dodatki oraz duże lustra. Projektantka nie postawiła na minimalizm we wnętrzach znajduje się wiele dekoracji, designerskich przedmiotów i efektownego oświetlenia.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Szczególną uwagę zwracają duże okna z czarnymi ramami, przez które do środka wpada sporo naturalnego światła. Za nimi rozciąga się pełen zieleni ogród. W jadalni ustawiono długi stół z czarnymi krzesłami, nad którym zawisła okazała lampa. Z kolei kuchnia zachwyca dużą wyspą z marmurowym blatem, ciemną zabudową i przeszklonymi szafkami wypełnionymi elegancką zastawą i kieliszkami.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Nie brakuje również połyskujących powierzchni. Lustra pojawiają się w różnych częściach domu, a ich obecność w połączeniu z metalicznymi dekoracjami i odpowiednim oświetleniem tworzy efekt pełen blasku. W salonie uwagę przyciągają natomiast duże czarne sofy, dekoracyjne fotele, kominek oraz podświetlane półki z licznymi dodatkami.

POLECAMY: Joanna Przetakiewicz ostro o cenach w cukierni Magdy Gessler. Takiego komentarza nikt się nie spodziewał

Luksusowa willa ma również bardziej domowe oblicze

Mimo bardzo eleganckiego charakteru willa nie wygląda wyłącznie jak pokazowy dom. Joanna Przetakiewicz od czasu do czasu publikuje kadry z codziennego życia, na których widać, że przestrzeń jest normalnie użytkowana przez domowników. W jej mediach społecznościowych pojawiają się również psy, które swobodnie poruszają się po wnętrzach.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Na zdjęciach można zobaczyć zwierzęta między innymi w pobliżu kuchni czy stołu w jadalni. Ich obecność przełamuje nieco bardzo wystawny charakter aranżacji i pokazuje bardziej prywatną stronę domu.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

Równie efektownie prezentuje się ogród. Posesję otacza bujna zieleń, drzewa i zadbana roślinność. Wśród nich znalazło się także miejsce na dekoracyjne rzeźby. Duże przeszklenia sprawiają, że ogród jest dobrze widoczny z wnętrza domu i stanowi ważną część całej aranżacji. Całość tworzy przestrzeń, w której luksusowy wystrój łączy się z miejscem do codziennego życia i odpoczynku.

Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram
Tak mieszka Joanna Przetakiewicz, fot. Instagram

POLECAMY: Joanna Przetakiewicz ogłasza, że nie zatrudnia heteroseksualnych mężczyzn w swojej firmie: To w ogóle nie ma sensu

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Toaletka z lustrem podświetlanym – czy warto zainwestować?

Opublikowano

w dniu

przez

Poranna krzątanina przed wyjściem do pracy potrafi odebrać ci spokój już na samym początku dnia. Często nakładasz krem w pośpiechu przy ciemnym lustrze łazienkowym, a błędy w makijażu dostrzegasz dopiero w lusterku samochodowym. Brak dedykowanego kącika do pielęgnacji wprowadza chaos do twojej przestrzeni i utrudnia wyrobienie dobrych nawyków higienicznych. Meble łączące funkcję blatu z profesjonalnym źródłem światła diametralnie zmieniają jakość tych codziennych czynności. Warto więc przyjrzeć się bliżej temu, jak taki element wyposażenia wspiera twoją urodową rutynę.

Dlaczego odpowiednie oświetlenie twarzy decyduje o sukcesie pielęgnacji?

Prawidłowe oświetlenie eliminuje cienie i pozwala ci natychmiast zauważyć rzeczywiste potrzeby twojej cery. Kiedy widzisz każdy detal w neutralnym blasku diod, aplikacja podkładu staje się niezwykle precyzyjna i wolna od nieestetycznych smug. Tradycyjne żyrandole sufitowe zniekształcają proporcje twarzy, ponieważ rzucają ciemne refleksy pod oczy oraz podbródek. Dobre lampy zamontowane bezpośrednio wokół tafli chronią twój wzrok przed nadmiernym zmęczeniem podczas precyzyjnych zabiegów kosmetycznych. Zyskujesz w ten sposób pewność, że twój makijaż prezentuje się nienagannie w promieniach słońca i przy sztucznym świetle biurowym.

Jak toaletka z lustrem podświetlanym ułatwia codzienną organizację?

Wprowadzenie dedykowanego blatu do sypialni definitywnie uwalnia cię od porannej walki o wolną łazienkę z pozostałymi domownikami. Wszystkie kosmetyki, pędzle oraz akcesoria do stylizacji włosów zyskują swoje stałe, uporządkowane miejsce w pojemnych szufladach. Jeśli poszukujesz inspiracji i sprawdzonych modeli, bogatą ofertę znajdziesz na stronie https://www.mediaexpert.pl/dom/meble/toaletki, gdzie łatwo dopasujesz gabaryty mebla do metrażu swojego pokoju. Posiadanie własnej przestrzeni sprzyja wyciszeniu i zamienia monotonne nakładanie kremu w relaksujący rytuał. Taki mebel uczy cię również systematyczności w dbaniu o skórę, dając ci poczucie pełnego komfortu.

Wybierając idealny model do swojego wnętrza, zwróć uwagę na poniższe udogodnienia:

  • Regulacja natężenia światła – umożliwia płynne dopasowanie jasności żarówek do pory dnia lub stopnia nasłonecznienia pokoju.
  • Neutralna barwa diod – oddaje naturalne kolory kosmetyków i zapobiega powstawaniu plam pigmentacyjnych na twarzy.
  • Ergonomiczna głębokość szuflad – pomaga zachować nienaganny porządek wśród drobnych paletek cieni oraz pędzli.
  • Odporny blat – ułatwia sprawne czyszczenie powierzchni po ewentualnym rozlaniu fluidu czy toniku.

Czym kierować się podczas dopasowywania mebla do wnętrza?

Dopasowanie mebla do stylu twojego mieszkania wymaga przede wszystkim uwzględnienia wymiarów sypialni oraz odległości od gniazdka elektrycznego. Zanim dokonasz ostatecznego wyboru, dokładnie zmierz wolną przestrzeń pod ścianą i zaplanuj swobodne wysuwanie krzesła bądź tapicerowanego pufa. Zwróć uwagę na jakość samej tafli szklanej, która powinna gwarantować wierne odbicie bez żadnych zniekształceń optycznych. Stabilna konstrukcja z laminowanej płyty lub litego drewna zapewni ci spokój oraz bezpieczeństwo użytkowania przez długie lata. Zadbaj także o to, aby stylistyka mebla harmonizowała z ramą łóżka, szafą nocną i kolorem ścian.

Samodzielne stanowisko do makijażu zintegrowane ze źródłem światła to ogromne ułatwienie twojego codziennego harmonogramu. Dzięki takiemu rozwiązaniu oszczędzasz cenny czas, który dotychczas uciekał ci na poszukiwaniu zagubionego tuszu w łazienkowych szafkach. Każdy krok w zabiegach pielęgnacyjnych staje się znacznie bardziej świadomy, dokładny i przyjemny. Twój pokój zyskuje elegancki element wystroju, który zachęca do chwili wytchnienia wyłącznie dla siebie. Zyskujesz wygodę, na którą w pełni zasługujesz w zaciszu własnego domu.

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Ewa Farna schudła 10 kg. Te produkty wyeliminowała ze swojej diety

Opublikowano

w dniu

przez

Ewa Farna od lat zachwyca fanów nie tylko kolejnymi muzycznymi sukcesami, ale również sceniczną charyzmą. W ostatnich miesiącach internauci zwrócili jednak uwagę na coś jeszcze – wyraźną metamorfozę wokalistki. Z okazji jej 33. urodzin przypominamy, co pomogło artystce zrzucić kilogramy. Dowiedz się więcej!

Ewa Farna to jedna z najpopularniejszych polsko-czeskich wokalistek, która od kilkunastu lat z powodzeniem rozwija karierę po obu stronach granicy. Jej koncerty przyciągają tysiące fanów, a kolejne albumy regularnie osiągają wysokie miejsca na listach sprzedaży. Ostatnio artystka podbija także największe stadiony w Czechach, a w miniony weekend wystąpiła przed warszawską publicznością podczas festiwalu Erste Letnie Brzmienia.

12 sierpnia 2026 roku Ewa Farna świętuje swoje 33. urodziny. Choć od lat zachwyca talentem i sceniczną energią, w ostatnim czasie równie dużo mówi się o jej imponującej metamorfozie. Internauci nie kryją zachwytu nad zmianą wyglądu wokalistki.

Na początku 2024 roku fani zaczęli zauważać, że artystka wyraźnie schudła. W mediach społecznościowych szybko pojawiły się komentarze, że ma nawet 10 kilogramów mniej, a przy okazji wygląda zdecydowanie młodziej. Wielu internautów podkreślało, że promienieje i emanuje jeszcze większą pewnością siebie.

POLECAMY: TVP podjęła decyzję ws. „The Voice Senior”. Będą ZMIANY wśród trenerów?

W jaki sposób Ewa Farna dba o swoją sylwetkę?

Sama Ewa Farna od początku podkreślała jednak, że nie korzystała z żadnych cudownych diet ani ekspresowych sposobów na odchudzanie. Jak wielokrotnie zaznaczała, zależało jej przede wszystkim na lepszym samopoczuciu i zdrowszym stylu życia.

W rozmowie z „Dzień Dobry TVN” wokalistka zdradziła, jakie zmiany wprowadziła do swojej codzienności.

“Unikam cukru. Alkoholu też nie piję często. Lubię dobre wino, ale bardzo rzadko piję. Miałam taki okres, że albo byłam w ciąży, albo karmiłam piersią i nie piłam wcale. Jakoś mi tego nie brakowało. (…) Więc to prawda, że w sumie alkohol i cukier staram się eliminować” – stwierdziła.

Jak sama tłumaczyła, najważniejsze było dla niej poprawienie jakości życia i codziennego funkcjonowania. Spadek wagi okazał się jedynie efektem ubocznym zdrowych nawyków, które konsekwentnie wprowadzała do swojego życia.

Artystka nie ukrywa również, że ogromne znaczenie ma dla niej aktywny tryb życia. Intensywne koncerty, próby i liczne występy sprawiają, że niemal nieustannie pozostaje w ruchu, co również pomaga jej utrzymać dobrą formę.

Fani od razu zauważyli metamorfozę swojej idolki. W sieci nie brakowało komplementów dotyczących jej wyglądu, a wielu internautów podkreślało, że wokalistka wygląda zdrowo, naturalnie i emanuje pozytywną energią.

Mimo licznych obowiązków zawodowych Ewa Farna nie zwalnia tempa. Wciąż koncertuje zarówno w Polsce, jak i w Czechach, gdzie od lat cieszy się statusem jednej z największych gwiazd muzyki pop. Wszystko wskazuje na to, że kolejne miesiące będą dla niej równie intensywne.

Przyszły rok zapowiada się dla Ewy Farnej wyjątkowo emocjonująco. Wokalistka ma już w planach dwa koncerty na warszawskim Torwarze, które z pewnością przyciągną tłumy fanów. Patrząc na jej obecną formę i popularność, nic nie wskazuje na to, by miała zwolnić tempo – wręcz przeciwnie, przed artystką kolejne wielkie muzyczne wyzwania.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Premier Marcinkiewicz UDERZA w Prezydenta: „Nawrocki ĆPA”. Prosty szantaż obcych służb?

Lubicie piosenki Ewy Farnej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ewa Farna (fot. screen “Dzień dobry TVN”) – 9 sierpnia 2026
Ewa Farna (fot. zdjęcie prywatne serwisu przeAmbitni.pl)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością