news
Margaret nie wytrzymała po słowach Skolima. Ostro?
Burza wokół wypowiedzi Skolima na temat emerytur dla artystów nie cichnie. Po Dodzie, Ani Rusowicz i Krzysztofie Skibie głos zabrała kolejna gwiazda polskiej sceny muzycznej. Tym razem padły słowa, które mogą szczególnie zaboleć wokalistę. Dowiedz się więcej!
Temat wsparcia socjalnego dla artystów od kilku dni nie schodzi z czołówek portali internetowych i mediów społecznościowych. Wszystko zaczęło się od głośnej wypowiedzi Skolima, który podczas jednego ze swoich wystąpień postanowił odnieść się do pomysłu współfinansowania składek emerytalnych dla twórców. Nagranie błyskawicznie rozprzestrzeniło się w sieci i wywołało prawdziwą lawinę komentarzy.
Wokalista nie przebierał w słowach, a jego wypowiedź natychmiast podzieliła opinię publiczną. Część internautów zgodziła się z jego stanowiskiem, inni natomiast uznali, że uderzył nie tylko w znanych artystów, ale również w tysiące osób związanych z kulturą, które od lat funkcjonują poza blaskiem fleszy.
Największe emocje wywołał jednak sposób, w jaki Skolim odniósł się do całej sprawy. Jego słowa szybko stały się jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich dni.
“Pojechałem dzisiaj na live o tych kuach artystach. Domagają się emerytur, a dzieci oczekują na zbiórki. Państwo polskie nie ma na zbiórki. Artyści, albo ci starzy przechlali całą karierę, przepali, albo ci młodzi robią taką chową muzykę czy obraz, że nikt tego nie chce oglądać, a domagają się naszych pieniędzy. Nie ma na to naszej racji. Jak mają nasze pieniądze iść, to na dzieci, na drogi, a nie na jakieś kuwy i ćp**ów. Dobrze mówię? Bardzo dobrze. Nigdy na to nie pozwolę” – mówił.
Na odpowiedź innych przedstawicieli show-biznesu nie trzeba było długo czekać. Jedną z pierwszych osób, które publicznie odniosły się do tej wypowiedzi, była Doda. Wokalistka nie szczędziła uszczypliwości i w mocnych słowach skomentowała zarówno stanowisko Skolima, jak i sposób, w jaki buduje swoją karierę.
“Zajmij się sprzedawaniem swojej kiełbasy Skolim, a w międzyczasie zapraszamy cię do teatru, musicalu, do miejsc, gdzie są artyści, którzy nie mieli jak prze****ć swoich finansów, bo po prostu ich nie mieli” – powiedziała.
Do dyskusji włączyła się również Ania Rusowicz, która zwróciła uwagę, że pojęcie „artysta” obejmuje znacznie więcej zawodów niż tylko gwiazdy największych scen. W swoim wpisie przypomniała o twórcach, którzy przez całe życie pracują na rzecz kultury, często nie osiągając spektakularnych dochodów.
“Przypomnę, że zanim nazwiemy artystów qr…, ćpunami i rzucimy w nich mięsem, w skład zawodów artystycznych możemy zaliczyć: pisarzy, literatów, dramaturgów, poetów, malarzy, rzeźbiarzy, grafików, choreografów, tancerzy, aktorów, fotografików, reżyserów, scenografów, projektantów mody, architektów, muzyków, ilustratorów, kompozytorów, tekściarzy itp. A artysta głodny to artysta płodny” – napisała wokalistka.
Do dyskusji włączył się również Krzysztof Skiba, który zwrócił uwagę na sytuację wielu osób pracujących w kulturze. Lider zespołu Big Cyc przypomniał, że tylko niewielki procent artystów osiąga wysokie dochody, podczas gdy ogromna część środowiska przez lata funkcjonuje na niestabilnych umowach i nie może liczyć na finansowe bezpieczeństwo.
“Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale są artyści, którzy nie zarabiają milionów tak jak Ty. Dostać się do uczelni artystycznej jest bardzo trudno i czeka to, tylko tych najbardziej utalentowanych. Studiujesz tam potem pięć lat, a po studiach dostajesz dyplom i grasz w teatrze, czy filharmonii za grosze. A często latami grasz w offowych teatrach lub zespołach na bieda umowy o dzieło” – napisał lider Big Cyc.
POLECAMY: Historyczny ruch w „Tańcu z Gwiazdami”? Tego nie było od lat
Margaret nie gryzła się w język ws. Skolima. Ostro?
Teraz do całego zamieszania odniosła się również Margaret, która w rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady przyznała, że jeszcze niedawno miała zupełnie inne zdanie o Skolimie.
“To zabawne, bo ostatnio jechałam busem z moim zespołem i rozmawialiśmy na temat Skolima. To było jeszcze przed aferą z artystami. Pamiętam, że powiedziałam wtedy, że co prawda robi on muzykę, której nie słucham, ale fajnie, że jest taki kulturalny i szarmancki” – powiedziała.
Wokalistka nie ukrywała, że po ostatnich wydarzeniach jej opinia diametralnie się zmieniła. Jak sama przyznała, była zaskoczona tym, co usłyszała.
“Wydawało mi się, że to spoko koleś, taki słodziak. No ale po tym, co powiedział o artystach, zmieniłam zdanie. Już wiele osób z artystycznego świata wypowiadało się na ten temat. Padło wiele słusznych słów, pod którymi się podpisuję” – dodała.
Jeszcze mocniej wybrzmiały jej słowa dotyczące samej ustawy i sposobu, w jaki temat został przedstawiony opinii publicznej. Trenerka “The Voice of Poland” podkreśliła, że w całej dyskusji pojawiło się wiele przekłamań.
“Zrobiło mi się bardzo przykro. W tym, co on powiedział i co potem podchwycili ludzie, jest mnóstwo manipulacji. Przecież w tej ustawie chodziło o coś zupełnie innego. Mam wrażenie, że dziś już nawet nie jesteśmy w stanie dojść do sedna tej sprawy. Ktoś się na to wy***ł i teraz wszystko śmierdzi. Szkoda. Uważam, że warto byłoby pochylić się nad tą kwestią. Kultura jest naprawdę ważna. Musimy o nią dbać. Dyskusja na jej temat jest potrzebna, ale prowadzona w merytoryczny sposób, bez tych emocji, które ostatnio się pojawiły” – kontynuowała.
Jedno jest pewne – sprawa wypowiedzi Skolima wciąż budzi ogromne emocje, a kolejne gwiazdy show-biznesu nie zamierzają milczeć. Wszystko wskazuje na to, że dyskusja o sytuacji artystów i ich przyszłości jeszcze długo nie zniknie z pierwszych stron portali.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dramat w domu Laluny. Gwiazda opublikowała poruszające pożegnanie
Zgadzacie się ze słowami Margaret? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
Rewolucja w „Listach do M”. Nie uwierzycie, kto dołącza do obsady
Świąteczna seria „Listy do M.” ponownie szykuje niespodziankę dla widzów. Po zapowiedziach powrotu uwielbianych bohaterów pojawiło się kolejne nazwisko, które może wywołać ogromne emocje. Tym razem chodzi o aktora, którego od dawna nie oglądaliśmy na dużym ekranie. Dowiedz się więcej!
„Listy do M.” to bez wątpienia jedna z najpopularniejszych polskich serii filmowych, której akcja tradycyjnie rozgrywa się w magicznym, świątecznym okresie. Od lat produkcje te przyciągają widzów ciepłą atmosferą, humorem oraz historiami o miłości, rodzinie i niespodziewanych zwrotach akcji. Dla wielu osób seans kolejnej części stał się niemal obowiązkowym elementem przygotowań do Bożego Narodzenia.
Od pierwszej odsłony, która zadebiutowała w 2011 roku, na ekranie pojawiały się największe nazwiska polskiego kina. Widzowie mogli oglądać między innymi Janusza Chabiora, Macieja Zakościelnego, Macieja Stuhra, Wojciecha Malajkata, Tomasza Karolaka, Piotra Adamczyka, Julię Wróblewską, Martę Żmudą-Trzebiatowską czy Agnieszkę Dygant. Twórcy przez lata rozwijali historie bohaterów, a popularność serii sprawiła, że doczekała się ona aż sześciu filmów.
Ostatnia część, zatytułowana „Listy do M. Pożegnania i powroty”, trafiła do kin w 2024 roku. Choć jej tytuł mógł sugerować definitywne zamknięcie pewnego rozdziału, wszystko wskazuje na to, że świąteczna historia wcale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Fani od dawna zastanawiali się, czy ich ulubieni bohaterowie ponownie pojawią się na ekranach.
Jak informował portal naEKRANIE.pl, rozpoczęły się prace nad siódmą odsłoną cyklu. „Listy do M. 7” mają ponownie zabrać widzów w świat świątecznych perypetii, a wśród powracających postaci znajdą się dobrze znane twarze. Szczególnie dużo emocji wzbudziła zapowiedź powrotu Tomasza Karolaka oraz Mateusza Winke, który wciela się w jego ekranowego syna.
Obaj aktorzy już wcześniej dali do zrozumienia, że chętnie ponownie pojawią się w produkcji. W programie „Dzień Dobry TVN” zadeklarowali gotowość do powrotu, co tylko podsyciło zainteresowanie kolejną częścią. Na ten moment właśnie ich nazwiska wydają się najbardziej pewnymi punktami obsady, choć widzowie z pewnością liczą na znacznie więcej niespodzianek.
POLECAMY: Danuta Holecka OSTRO do Tuska. Te słowa padły na antenie Republiki
Uwielbiany aktor dołącza do „Listów do M. 7”
Teraz pojawiła się kolejna informacja, która może szczególnie ucieszyć miłośników polskiego kina. Do obsady „Listów do M. 7” ma dołączyć Paweł Wawrzecki. Aktor od lat cieszy się ogromną sympatią publiczności, a widzowie doskonale pamiętają go z takich produkcji jak „Daleko od noszy”, „Teściowie” czy „Kowalscy kontra Kowalscy”. Jego udział w świątecznym hicie zapowiada się wyjątkowo interesująco.
Informacja została ogłoszona w sobotnim wydaniu programu „Mówię Wam”, gdzie prowadzący Mateusz Hładki przekazał aktorowi wiadomość o jego udziale w nadchodzącej produkcji. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. Paweł Wawrzecki potwierdził, że rzeczywiście zobaczymy go w nowej odsłonie popularnej serii.
“Pan będzie w “Listach do M”, – powiedział Hładki. “Będę” – zadeklarował aktor.
To krótkie potwierdzenie wystarczyło, by wzbudzić zainteresowanie fanów. Paweł Wawrzecki od dawna pozostaje jedną z charakterystycznych postaci polskiej sceny aktorskiej, a jego powrót do dużej produkcji filmowej może być jedną z ciekawszych niespodzianek nadchodzącej części. Na razie nie ujawniono jednak szczegółów dotyczących jego bohatera ani tego, jaką rolę odegra w świątecznej historii.
Co z premierą „Listów do M. 7”? Wszystko wskazuje na to, że film może trafić do kin w listopadzie przyszłego roku. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest to na razie przewidywany termin, a nie oficjalnie potwierdzona data premiery. Na szczegóły dotyczące fabuły, pełnej obsady oraz kolejnych powrotów znanych aktorów widzowie będą musieli jeszcze poczekać. Jedno jest pewne: siódma odsłona świątecznego hitu już teraz budzi spore zainteresowanie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Widzowie WŚCIEKLI po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23”. Mają rację?
Czekacie na nową część “Listów do M”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Danuta Holecka OSTRO do Tuska. Te słowa padły na antenie Republiki
Danuta Holecka ponownie zabrała głos w sprawie głośnej interwencji policji wobec jej męża. Tym razem dziennikarka zwróciła się bezpośrednio do Donalda Tuska, a jej słowa wywołały kolejne emocje wokół wydarzeń na warszawskim cmentarzu. Poszło o wypowiedź premiera, której prezenterka nie zamierza pozostawić bez odpowiedzi. Dowiedz się więcej!
Sprawa, która odbiła się szerokim echem w mediach, rozpoczęła się 1 listopada, w dniu Wszystkich Świętych. Danuta Holecka wraz z rodziną przyjechała na warszawski Służew, aby odwiedzić grób swojego syna Juliana, który zmarł w 2023 roku. Wizyta na cmentarzu ma dla najbliższych dziennikarki szczególne znaczenie, ponieważ od śmierci chłopca regularnie odwiedzają miejsce jego pochówku. To właśnie wtedy doszło do interwencji policji wobec jej męża, Krzysztofa Dunina-Holeckiego.
Według relacji rodziny sytuacja przy cmentarzu szybko przybrała dramatyczny obrót. Krzysztof Dunin-Holecki został zakuty w kajdanki przez funkcjonariuszy, a nagrania z przebiegu zdarzenia trafiły do mediów. Na opublikowanych materiałach widać policjantów podejmujących czynności wobec mężczyzny. Bliscy dziennikarki przekazywali również, że został on przewrócony na ziemię, a podczas interwencji źle się poczuł. Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego.
Od początku sprawa budziła ogromne emocje, przede wszystkim ze względu na różnice w relacjach dotyczących przebiegu interwencji. Rodzina Danuty Holeckiej przedstawiała wydarzenia w sposób odmienny od argumentacji służb. W centrum sporu znalazła się kwestia tego, czy samochód rzeczywiście wjechał na teren cmentarza. To właśnie ten szczegół stał się później jednym z najważniejszych punktów politycznej dyskusji.
POLECAMY: Widzowie WŚCIEKLI po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23”. Mają rację?
Danuta Holecka OSTRO uderza w Donalda Tuska
Tym razem Danuta Holecka postanowiła odnieść się do sprawy w wyjątkowo stanowczy sposób. Dziennikarka Telewizji Republika skierowała swoje słowa bezpośrednio do premiera Donalda Tuska, zarzucając mu wykorzystanie sytuacji jej rodziny podczas wystąpienia w Sejmie. Prezenterka nie kryła emocji i zdecydowanie zaprzeczyła wersji, według której jej mąż miał wjechać samochodem na cmentarz.
“I wycierał pan sobie twarz moją rodziną z mównicy sejmowej, kłamiąc bezczelnie, że mój mąż wjechał na cmentarz. Otóż nikt z nas, nigdy, nie wjechał na cmentarz! Zaparkowaliśmy na parkingu, na wyznaczonych do tego miejscach. Jak każdego dnia przez dwa lata i prawie pięć miesięcy” – powiedziała Danuta Holecka na antenie Telewizji Republiki.
Słowa dziennikarki były bezpośrednią reakcją na wydarzenia z 6 listopada. Podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego premier Donald Tusk odniósł się do interwencji policji wobec męża prezenterki. Szef rządu bronił działań funkcjonariuszy, wskazując, że rozpoznawalność żony nie powinna oznaczać szczególnego traktowania.
“Ktoś uważa, że jak ma żonę w TV Republika, to może wjechać samochodem na cmentarz i dziwi się, że policja interweniuje” – wyznał Donald Tusk.
Wypowiedź premiera stała się dla Danuty Holeckiej kolejnym powodem do publicznego zabrania głosu. Dziennikarka nie zgodziła się z przedstawionym opisem wydarzeń i stanowczo podkreśliła, że jej rodzina korzystała z wyznaczonych miejsc parkingowych. W jej ocenie słowa Donalda Tuska niesłusznie przedstawiały bliskich w negatywnym świetle. Sprawa przestała być więc wyłącznie dyskusją o interwencji policji, a nabrała również wyraźnego wymiaru politycznego.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Viki Gabor skrytykowała parodie Mateusza Waltera. Teraz kulisy wyszły na jaw
Co uważacie o Danucie Holeckiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Widzowie WŚCIEKLI po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23”. Mają rację?
W piątkowy wieczór poznaliśmy zwyciężczynię kolejnej edycji „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Decyzja jurorów wywołała jednak prawdziwą burzę, a internauci nie kryją rozczarowania tym, co wydarzyło się na finałowej scenie. Szczególnie jedno nazwisko przewija się w komentarzach wyjątkowo często. Dowiedz się więcej!
W piątkowy wieczór widzowie Polsatu poznali triumfatorkę kolejnego sezonu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Główną nagrodę, czyli Złotą Twarz oraz 150 tysięcy złotych na cel charytatywny, zdobyła Maria Sadowska. O zwycięstwie zdecydowali wyłącznie jurorzy: Justyna Steczkowska, Stefano Terrazzino, Małgorzata Walewska i Piotr Gąsowski. Choć finał miał być wielkim świętem muzycznych metamorfoz, jego rozstrzygnięcie błyskawicznie stało się przedmiotem gorącej dyskusji w sieci.
Największe emocje wzbudziła pozycja Marcina Maciejczaka, który od wielu tygodni cieszył się ogromnym uznaniem internautów. W finałowym odcinku artysta zdecydował się na niezwykle wymagającą kreację. Wcielił się w Annę German i wykonał legendarny utwór „Tańczące Eurydyki”. Jego występ zrobił ogromne wrażenie na widzach, a w komentarzach nie brakowało opinii, że właśnie taki finałowy popis powinien przesądzić o zwycięstwie.
Tymczasem werdykt jury okazał się dla wielu kompletnym zaskoczeniem. Marcin Maciejczak zakończył rywalizację dopiero na czwartej pozycji, ustępując Marii Sadowskiej, Rafałowi Brzozowskiemu oraz Uli Milewskiej. To właśnie kolejność finalistów stała się głównym powodem internetowej burzy. Widzowie nie mogli zrozumieć, jak artysta, którego występ wywołał tak ogromne emocje, znalazł się poza podium.
W komentarzach publikowanych pod oficjalnymi profilami programu szybko pojawiły się głosy pełne rozczarowania. Internauci nie ukrywali, że spodziewali się zupełnie innego rozstrzygnięcia. Szczególnie mocno komentowano fakt, że Rafał Brzozowski znalazł się przed Marcinem Maciejczakiem. Wiele osób podkreślało, że finałowa interpretacja „Tańczących Eurydyk” była jednym z najmocniejszych momentów całej edycji.
„Nie wierzę w to, co właśnie zobaczyłam. Marcin powinien być na pierwszym miejscu!”; „Po takim występie czwarte miejsce? Naprawdę trudno to zrozumieć”; „Wielkie rozczarowanie finałem. Liczyłam na zupełnie inny werdykt”; „To Marcin skradł całe show”, „Nie oglądam już kolejnej edycji, ta była dramatyczna” – czytamy w social mediach stacji.
Takie opinie pojawiały się w sieci niemal natychmiast po ogłoszeniu wyników. Część widzów zwracała uwagę, że Marcin Maciejczak od początku sezonu prezentował wyjątkowo wysoki poziom, a jego występy regularnie wywoływały zachwyt. Dla nich finał miał być naturalnym zwieńczeniem tej drogi. Tym większe było rozczarowanie, gdy okazało się, że jurorzy postawili na zupełnie inne nazwiska.
POLECAMY: Viki Gabor skrytykowała parodie Mateusza Waltera. Teraz kulisy wyszły na jaw
Internauci nie odpuszczają po finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Padły mocne słowa
Nie zabrakło również komentarzy dotyczących samej formuły programu. Widzowie coraz głośniej zastanawiali się, czy o końcowym sukcesie rzeczywiście powinno decydować wyłącznie jury. W ich opinii głosowanie SMS-owe mogłoby całkowicie zmienić układ sił i sprawić, że wyniki bardziej odpowiadałyby oczekiwaniom publiczności. Niektórzy przekonywali wręcz, że przy takim rozwiązaniu Marcin Maciejczak miałby zdecydowanie większe szanse na triumf.
„Gdyby głosowali widzowie, Marcin nie miałby sobie równych”; „Najlepszy artysta tej edycji i takie zakończenie. Szkoda”; „Widzowie powinni mieć większy wpływ na finał” – pisali fani show.
W internetowej dyskusji oberwało się także Marii Sadowskiej. Część komentujących nie zgadzała się z jej zwycięstwem, a niektórzy kwestionowali nawet sam udział artystki w finale. Pojawiły się głosy, że jej triumf nie był tym, na co liczyli sympatycy programu. Warto jednak podkreślić, że są to opinie internautów, a nie potwierdzone zarzuty dotyczące przebiegu rywalizacji.
„Sadowska wygrała, ale dla mnie to Maciejczak był największą gwiazdą tej edycji”; „Poziom Marcina był niesamowity. Nie rozumiem tego czwartego miejsca”, “Sadowska siłą wciśnięta do finału i siłą wygrała” – czytamy.
Niektórzy widzowie poszli jeszcze dalej i zaczęli podważać wiarygodność całego rozstrzygnięcia. W komentarzach pojawiały się sugestie dotyczące faworyzowania uczestników oraz zarzuty, że wyniki nie odzwierciedlały tego, co publiczność oglądała na scenie. Nie przedstawiono jednak dowodów na ustawienie finału, a emocjonalne reakcje internautów pozostają przede wszystkim wyrazem ich niezadowolenia z werdyktu.
„Najlepsze wykonanie wieczoru i czwarte miejsce. To mówi samo za siebie”; “Cyrk, ustawki, masakra”, “Najgorsza edycja ze wszystkich” – piszą widzowie.
Jedno jest pewne: finał „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” wywołał emocje, których trudno było się spodziewać po muzycznym widowisku. Maria Sadowska może cieszyć się ze zwycięstwa i zdobycia Złotej Twarzy, ale w mediach społecznościowych to Marcin Maciejczak stał się jednym z najgoręcej komentowanych bohaterów wieczoru. Internauci nie zamierzają szybko zapomnieć o jego interpretacji Anny German, a dyskusja o tym, czy wynik finału był sprawiedliwy, dopiero nabiera rozpędu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowa prowadząca „Fakty” w TVN. Kim jest i kiedy zadebiutuje?
A Wy co uważacie o wygranej Sadowskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Viki Gabor skrytykowała parodie Mateusza Waltera. Teraz kulisy wyszły na jaw
Parodie Viki Gabor wywołały swego czasu spore emocje, a sama wokalistka nie ukrywała, że ma do nich poważne zastrzeżenia. Teraz Mateusz Walter wrócił do tamtej sytuacji i opowiedział, jak wyglądała ona z jego perspektywy. W rozmowie z Szymonem Jedynakiem padły słowa, które rzucają nowe światło na internetowy konflikt. Dowiedz się więcej!
Temat parodii Viki Gabor od dłuższego czasu budził zainteresowanie internautów. Mateusz Walter, znany z humorystycznego naśladowania znanych osób, publikował materiały inspirowane zachowaniem i sposobem wypowiadania się młodej wokalistki. Nie wszystkim jednak przypadły one do gustu. Sama artystka przyznała, że choć ma dystans do parodiowania swojej osoby, w przypadku twórczości Waltera odczuwała pewien niesmak. Szczególnie zwracała uwagę na różnicę wieku między nią a twórcą oraz na fakt, że jego internetowy content w dużej mierze koncentrował się właśnie na niej.
W rozmowie z Pomponikiem Viki Gabor nie ukrywała swoich zastrzeżeń. Jej wypowiedź odbiła się szerokim echem w sieci i wywołała dyskusję na temat granic internetowego humoru. Wokalistka zwracała uwagę nie tylko na samą formę parodii, ale również na reakcje odbiorców, którzy pod publikacjami potrafili zamieszczać nieprzyjemne komentarze. W ten sposób niewinne, przynajmniej w założeniu, naśladowanie mogło przerodzić się w przestrzeń pełną nieprzychylnych opinii.
„Ja oczywiście na parodie swoje mam dystans. Też od czasu do czasu parodiuję sama, ale to jest trochę dziwne, że dorosły facet parodiuje nastolatkę i mam trochę taki niesmak […] On ma prawie cały content o mnie, więc się wspina na górę, hejtując mnie i to jest trochę dziwne” – skomentowała artystka w rozmowie z Pomponikiem jakiś czas temu.
Do sprawy wrócił teraz Mateusz Walter, który w podcaście „Na osobności” prowadzonym przez Szymona Jedynaka opowiedział o swoich odczuciach związanych z tamtą sytuacją. Twórca podkreślił, że nie otrzymał bezpośredniej wiadomości od wokalistki ani jej managementu z prośbą o zaprzestanie publikowania parodii. O całym problemie dowiedział się z internetu, obserwując reakcje na słowa artystki. Jak przyznał, nie spodziewał się takiego odbioru swojej działalności.
„Nie zareagowałem jakoś drastycznie. Bardziej mnie przeraziło, że tego dystansu u Viki nie widziałem. Wtedy ja nawet pod jej parodiami wyłączyłem komentarze, bo ludzie ją tam mocno jechali. I to było niefajne, bo ludzie naprawdę potrafią przesadzić. Ale nie uważam, że zrobiłem coś złego. Poza tym ja jestem też bardzo ugodowym człowiekiem i gdyby na przykład ona czy jej management mi napisał: „Sorry stary, to nie jest w ogóle fajne. Czy chciałbyś po prostu gdzieś tam przejść na jakąś ścieżkę, żeby to zakończyć?. No to nie miałbym problemu z tym, żeby przesta […] Tylko tutaj nawet nigdzie nie było takiej rozmowy, interwencji” – wyznał w „Na osobności”.
POLECAMY: Kosiniak-Kamysz pokazał się z Mentzenem. Donald Tusk przerwał milczenie
Viki Gabor miała zastrzeżenia do Mateusza Waltera. Influencer wyjaśnił, co wydarzyło się za kulisami
Podczas rozmowy Szymon Jedynak dopytał swojego gościa, czy jego zdaniem publikowane materiały można było uznać za hejt, czy raczej za humorystyczne odtworzenie zachowań artystki. Mateusz Walter stanowczo odrzucił pierwszą interpretację, zaznaczając, że jego intencją nie było obrażanie wokalistki. Jednocześnie przyznał, że granice humoru bywają bardzo indywidualne i to, co dla jednej osoby jest żartem, dla innej może okazać się nieprzyjemne.
„Na pewno nie, bo to nie był hejt. No przynajmniej ja tak uważam. Ale każdy jednak gdzieś ma tę swoją granicę. Dla innych to może być hejt, dla kogoś to może nie być hejt. Ja uważam, że to nie był hejt” – stwierdził.
Twórca wyjaśnił również, w jakim momencie zdecydował się na wyłączenie komentarzy pod nagraniami naśladującymi Viki Gabor. Jak zaznaczył, nie była to reakcja na bezpośrednią interwencję artystki czy jej przedstawicieli, lecz jego własna decyzja. Zauważył bowiem, że internauci coraz częściej przekraczali granice, zamieszczając pod filmami wyjątkowo obraźliwe wpisy. Właśnie wtedy uznał, że dalsze pozostawianie otwartej sekcji komentarzy nie ma sensu.
„Gdy po prostu ludzie już tak zaczynali hejtować, ale to już takimi wulgaryzmami, takimi naprawdę, że sam bym gdzieś tam nie chciał dostawać takich obelg. Dlatego w sumie tylko przez ludzi. To nie było gdzieś tam, że jakaś wiadomość prywatna czy coś takiego od kogoś. Nie, to była moja decyzja stuprocentowa ze względu na to, że ludzie nie potrafią się czasami zachować w komentarzach, bo to miało być takie z humorem, a ludzie czasami tak w to szli aż za mocno” – dodał Mateusz Walter w „Na osobności” Szymona Jedynaka.
Co ciekawe, mimo całej sytuacji Mateusz Walter nie kryje podziwu dla talentu i osiągnięć Viki Gabor. W rozmowie podkreślił, że od początku kibicował jej karierze, zarówno podczas udziału w „The Voice”, jak i występu na Eurowizji. Jego zdaniem wokalistka należy do grona najbardziej utalentowanych artystek młodego pokolenia w Polsce, a jej możliwości wokalne robią ogromne wrażenie.
„Ja w ogóle bardzo jej ścieżkę w „The Voice” na przykład wspierałem czy na Eurowizji. Dla mnie jest to ta wokalistka z tego młodego pokolenia, z najlepszym chyba głosem, łącznie z Sarą James. Uważam, że to są dwie wokalistki, a nawet już przyrównując do dorosłych chyba z najlepszym wokalem u nas w Polsce” – powiedział.
Historia parodii Viki Gabor pokazuje, jak cienka potrafi być granica między internetowym żartem a treścią, która wywołuje negatywne emocje. Mateusz Walter podkreśla, że nie miał złych intencji, a jego decyzja o wyłączeniu komentarzy wynikała przede wszystkim z zachowania internautów. Jednocześnie przyznaje, że rozmowa z artystką lub jej managementem mogłaby pozwolić na spokojne rozwiązanie sprawy. W podcaście „Na osobności” twórca odsłonił kulisy sytuacji, która przez długi czas wzbudzała zainteresowanie fanów obu stron.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Artur Barciś zabrał głos ws. Donalda Tuska. „Bardzo to było sprytne”’
A Was bawią takie parodie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Dodaj komentarz
-
news3 dni temuNowe wieści ws. „Dzień Dobry TVN”. Stacja wydała komunikat
-
news5 dni temuDOŚĆ! Piotra GUMA Gumulca WYRZUCĄ z „Tańca z Gwiazdami” przez słowa o Trybunale KONSTYTUCYJNYM?
-
showbiz3 dni temuPiotr Gumulec ZREZYGNUJE z „Tańca z Gwiazdami”? Kryzys zmusił parę do decyzji
-
showbiz4 dni temuKto zatańczy z kim w triach „Tańca z Gwiazdami”? [LISTA NAZWISK]
-
news3 dni temuJanda UDERZA w Nawrockiego: „Podziwiam premiera Tuska”. Zgadzacie się?
-
news1 dzień temu„Ranczo”: kiedy premiera 11. sezonu w TVP? Znamy dokładną datę
-
showbiz2 dni temuAgnieszka Kaczorowska MIAŻDŻY „Taniec z Gwiazdami”. Co jej się nie podoba?
-
news5 dni temuKrzysztof Skiba zakpił z Nawrockiego. „Bokser z pałacu prezydenckiego”. Ma rację?

Dodaj komentarz